Zło konieczne - Alex Kava

Zło konieczne

0,0

  • Autor:

  • Wydawnictwo:

    Mira

  • ISBN:978-83-238-9674-6
  • Format:MOBI + EPUB
W wielu miejscach Ameryki prawie w tym samym czasie giną katoliccy księża. Niemal identyczny scenariusz rytualnych zbrodni wskazuje na jednego sprawcę. Maggie O'Dell, specjalistka od portretów psychologicznych seryjnych morderców, znów prowadzi dochodzenie. Poszlaki wskazują na to, że zamordowani księża za życia skrzywdzili wielu młodych mężczyzn. Jednak Maggie nie wie, że ofiary księży od pewnego czasu kontaktowały się ze sobą na specjalnym forum internetowym, planując zemstę. Tymczasem w życiu Maggie ponownie zjawia się ksiądz Keller. Podejrzany o potworne zbrodnie wymknął się wymiarowi sprawiedliwości. Teraz jemu ktoś grozi śmiercią. Ksiądz proponuje Maggie układ: w zamian za osobistą nietykalność pomoże schwytać seryjnego zabójcę.

Dodaj komentarz


Pani Kava napisała dużo książek. Najbardziej popularna jest „seria” z agentką Maggie O'Dell. Ta książka to kolejne jej przygody. Jest jednak odmienna od pozostałych powieści. Morderstwa księży powodują pojawienie się w książce dylematów moralnych związanych z molestowaniem seksualnym. Tym samym powieść wzbogaciła się o elementy psychologiczne. Wychodzi to historii tylko na dobre. Warto przeczytać, mimo że to thrillera psychologicznego z prawdziwego zdarzenia jeszcze trochę tej książce brakuje.


Książka określana jako sequel „Dotyku zła”, poruszająca dość kontrowersyjny temat księży i molestowania seksualnego. Kolejny tom przygód agentki O’Dell, jest lekturą stojąca na dobrym poziomie, jednak nie jest to jakiś super thriller, który czytałoby się z wypiekami na twarzy. Prosty, acz sugestywny styl i język, znani i nowi bohaterowie, zgrabnie połączone wątki. Powieść dobra dla szukających odprężenia, gdyż nie wymaga nadwyrężania szarych komórek.


Piąty już tom przygód agentki FBI Maggie O'Dell. Po raz kolejny autorka początkowo przedstawia bohaterów i lawiruje między nimi sprawiając, ze czytelnik czuje się nieco zagubiony. Później jednak akcja się rozwija i wciąga. Przed Maggie stoi kilka dylematów moralnych w trakcie rozwiązywania morderstw kilku kapłanów i kilku młodych kobiet. Na pozór wydają się zupełnie bez związku wiec czy Maggie sobie z nimi poradzi? Proponuję przeczytać książkę i samemu się dowiedzieć


Ciekawa fabuła (giną księża podejrzani o molestowanie seksualne). Powieść jest ciekawym skrzyżowaniem thriller psychologicznego z elementami powieści obyczajowej. Dobrze budowane napięcie. Historia mniej przewidywalna niż w innych częściach "serii" o agentce O'Dell. Zakończenie może zaskoczyć niejednego czytelnika.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Alex Kava

Zło konieczne

 

Tłumaczyła

Katarzyna Ciążyńska

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

Piątek, 2 lipca

Lotnisko Eppley

Omaha, Nebraska

 

Wielebny William O'Sullivan był przekonany, że nikt go nie rozpoznał. Skąd więc te krople potu na jego czole? Nie przeszedł jeszcze przez kontrolę bezpieczeństwa, postanowił z tym zaczekać, aż zbliży się godzina odlotu, na wypadek, gdyby jednak ktoś go poznał. Siedząc z tej strony hali, mógł udawać, że na kogoś czeka i wcale nie wybiera się w drogę.

Wiercił się na plastikowym krześle, przyciskając do piersi skórzaną aktówkę. Robił to tak mocno, że mało brakowało, a zgniótłby sobie żebra; i znowu poczuł ten ból, który mógłby uznać za zgagę i zlekceważyć. Zresztą to była przecież zgaga, nic innego. Nie przywykł do tak obfitego lunchu. Wiedział jednak, że podczas lotu do Nowego Jorku, a później do Rzymu, podadzą mu byle jaki posiłek, który przyniósłby jego nadzwyczaj wrażliwemu żołądkowi o wiele więcej szkody niż klops i ziemniaczana papka, które zostały Sophii z poprzedniego dnia.

Tak, to przez te resztki z obiadu rozbolał go żołądek, powiedział sobie, rozglądając się po zatłoczonej hali lotniska w poszukiwaniu toalety. Kiedy już ją znalazł, nie ruszył się z miejsca, tylko najpierw dokładnie wszystko obejrzał. Przesunął na czoło okulary w drucianych oprawkach, kciukiem i palcem wskazującym przetarł zmęczone oczy, a następnie znowu zlustrował teren.

Wykluczył najkrótszą drogę, bo chciał uniknąć spotkania z czarnoskórą kobietą, która wręczała materiały do czytania – jak to nazwała na własny użytek – każdemu, kto był zbyt grzeczny, żeby jej odmówić.

Włosy kobiety zdobiły barwne koraliki. Wystroiła się w swoją zapewne najlepszą suknię w purpurowe ciapki, która dodawała jej centymetrów w biodrach. Za to jej buty były całkiem w porządku. Mówiła niskim łagodnym głosem, a kiedy pytała: „Czy mogę panu zaproponować materiały do czytania?”, brzmiało to niemal jak piosenka. Każdego też, włączając w to tych, którzy w odpowiedzi niecierpliwie burczeli pod nosem i odchodzili w pośpiechu, pozdrawiała śpiewnym zwrotem: „Życzę bardzo miłego dnia”.

Wielebny O'Sullivan zgadywał bez trudu, co kobieta miała do zaproponowania. Przypuszczał, że była jedną z owych nawiedzonych misjonarek. Czy poczułaby, że coś ich łączy, gdyby minął ją z bliska? Oboje byli kaznodziejami, głosili słowo Boże. Ona w praktycznym obuwiu, on z teczką pełną tajemnic.

Lepiej jej unikać, pomyślał.

Spojrzał w stronę lady z pączkami. Długa kolejka wygłodniałych zombi cierpliwie stała po nową porcję energii, niczym narkomani, którzy muszą wstrzyknąć sobie jeszcze jedną dawkę przed odlotem. Na prawo znajdowało się wejście do księgarni. O'Sullivan poczuł na sobie wzrok młodego mężczyzny w czapce bejsbolówce i szybko odwrócił głowę. Czy tamten go rozpoznał? Pomimo cywilnego sportowego ubrania? Poczuł ucisk w żołądku i wbił wzrok w buty. Bawełniana koszulka polo, prezent od siostry, przykleiła mu się do pleców. Z głośników płynęło powtarzane w kółko przypomnienie, żeby pasażerowie nie zostawiali bagażu bez opieki. Przycisnął mocniej teczkę, dłonie miał śliskie od potu. Jak mógł się łudzić, że zdoła wyjechać, nie zwracając na siebie uwagi? Że tak po prostu wsiądzie na pokład samolotu i będzie wolny, rozgrzeszony ze wszystkich swoich występków.

Kiedy jednak wielebny O'Sullivan odważył się znów podnieść wzrok, młody mężczyzna zniknął. Podróżni śpieszyli przed siebie w skupieniu. Nawet ta czarnoskóra kobieta, która nadal pozdrawiała przechodzących obok niej ludzi i życzyła im dobrego dnia, zdawała się kompletnie nieświadoma jego obecności.

Paranoja. Po prostu dopadła go paranoja. Trzydzieści siedem lat oddania Kościołowi i co z tego ma? Oskarżenia i wytykanie palcami, a zasłużył na najwyższy szacunek i wdzięczność. Kiedy usiłował wyjaśnić siostrze swoją trudną sytuację, wpadł w złość i w końcu, podczas krótkiej rozmowy, zdołał jedynie przekazać jej, żeby przepisała na siebie tytuł własności rodzinnego majątku.

– Nie dopuszczę do tego, żeby ci dranie zabrali nam dom.

Chętnie siedziałby teraz w domu. Nie była to wielka posiadłość, ot, drewniany piętrowy budynek na jednym hektarze ziemi w Connecticut, otoczony drogami ciągnącymi się w szpalerach drzew, górami i niebem. Tam czuł się najbliżej Boga. Ironia tego stwierdzenia kazała mu się uśmiechnąć. Bo jak na ironię okazałe katedry i wielkie kongregacje coraz bardziej oddalały go od Boga.

Pisk, który rozległ się w pobliżu ruchomych schodów, wyrwał go z zamyślenia. Brzmiał jak głos jakiegoś egzotycznego ptaka, a tak naprawdę protestowało nieumiejące jeszcze chodzić dziecko, które ciągnęła za sobą niczym niezrażona matka, jakby nie docierał do niej opór malucha. Ten skrzekliwy głos grał O'Sullivanowi na nerwach i ponownie wprawił w stan tak wielkiego napięcia, że wielebny bał się, iż zacznie zgrzytać zębami. Naprawdę miał już dość tego wszystkiego. Poderwał się na nogi i ruszył do toalety, nie bacząc nawet, czy nie trąca kogoś po drodze, nie depcze.

Dzięki Bogu toaleta była pusta, mimo to na wszelki wypadek sprawdził wszystkie kabiny. Postawił teczkę na podłodze, opierając o lewą nogę, jakby bał się stracić z nią kontakt. Zdjął okulary i położył w rogu umywalki. Nie patrząc na swoje rozmazane odbicie w lustrze, poruszał dłońmi pod kranem. Kiedy woda nie zaczęła lecieć, jego frustracja jeszcze wzrosła. Ponownie poruszył rękami i w końcu z kranu wypłynął cienki strumień wody, którym ledwie zmoczył sobie palce. Pomachał raz jeszcze. Woda trysnęła na moment. Zamknął znużone oczy i spryskał sobie twarz. Zimne krople łagodziły nudności, uciszały gwałtowne tętnienie w skroniach.

Sięgnął do pojemnika z papierowymi ręcznikami, urwał więcej papieru, niż potrzebował, i lekko osuszył twarz i dłonie, wielce zniesmaczony, bo papier z recyklingu był szorstki i nieprzyjemnie pachniał. Nie słyszał, jak otworzyły się za nim drzwi toalety. Kiedy znów zerknął w lustro, przestraszony ujrzał za plecami niewyraźną postać.

Już prawie skończyłem – oznajmił, sądząc, że zajmuje komuś miejsce, chociaż w toalecie było kilka umywalek. Dlaczego korzystał akurat z tej? Poczuł słaby metaliczny zapach. Może to sprzątaczka? I to bardzo niecierpliwa. Wyciągnął rękę po okulary i niechcący zrzucił je na podłogę. Zanim pochylił się, by je podnieść, ktoś chwycił go w pasie. Dojrzał jedynie srebrny błysk. Potem coś go zapiekło, poczuł okropny ból, który błyskawicznie rozszedł się po klatce piersiowej.

Łagodnie i miękko ktoś szepnął mu do ucha:

– To twój koniec, wielebny.



Tytuł oryginału:
A Necesary Evil
Pierwsze wydanie:
MIRA Books, 2006
Redaktor:
Władysław Ordęga
Korekta:
Zofia Firek
Mira Weber
© 2006 by Alex Kava
© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2006
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie
Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.
Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.
00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4
ISBN 9788323896746

http://www.harlequin.pl/