Małe ptaszki - Anais Nin

Małe ptaszki

0,0

Wyrafinowane i zmysłowe „Małe ptaszki” to niezapomniana podróż do pełnego tajemnic świata erotyki.

Od malowniczych miasteczek Normandii po mroczne ulice Nowego Orleanu; tych trzynaście opowieści to kalejdoskop wyjątkowych postaci i zdarzeń. Poznajemy więc chciwego francuskiego malarza, flaneura cierpiącego na bezsenność, cygańskiego gitarzystę i wielu innych, którzy pragną zatracić się w bezmiarze cielesnych doświadczeń...

Odłożyłam na bok prawdziwe pisarstwo, odkąd zajęłam się poszukiwaniem erotyki. Oto moje przygody w świecie prostytucji. Początkowo przychodziło mi z trudem wydobywanie ich na światło dzienne. Życie seksualne kryje się zazwyczaj pod wieloma powłokami, dla nas wszystkich – poetów, pisarzy, artystów. Jest jak zawoalowana, na poły wyśniona kobieta.

Anaïs Nin

Te teksty to tak wyrazisty postęp w opisywaniu kobiecej zmysłowości, że podczas lektury czułam głęboką wdzięczność.

Alice Walker

Opowiadania Anaïs Nin są zachwycające i głębokie, nastrój takiego napięcia potrafiła stworzyć jeszcze tylko Colette.

„Los Angeles Times”

Anaïs Nin (1913–1977) – francuska pisarka. W latach 20. i 30. uczestniczyła w życiu artystycznej bohemy Paryża. Słynna jest historia trójkąta miłosnego między Anaïs i poznanymi w 1931 roku w Paryżu Henrym Millerem i jego żoną June.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

okladka.jpg

tytulowka.jpg

Tytuł oryginału: LITTLE BIRDS

Copyright © Rupert Pole as trustee under the Last Will and Testament of Anaïs Nin

All rights reserved

This book was negotiated through the Graal Literary Agency, Pruszkowska, and Tree L. Wright, Author’s Representative, P.O. Box 26053, Los Angeles, CA 90026.

Projekt okładki: Anna Pol

Zdjęcie na okładce: Corbis/FotoChannels

Redaktor prowadzący: Katarzyna Rudzka

Korekta: Jan Krokowski

ISBN 978-83-7961-717-3

Warszawa 2014

Wydawca:

Prószyński Media Sp. z o.o.

ul. Rzymowskiego 28, 02-697 Warszawa

www.proszynski.pl

PRZEDMOWA

To ciekawe: jedynie nieliczni pisarze decydowali się w przeszłości chwytać z własnej inicjatywy za pióro, aby spisać zasłyszane lub własne historie erotyczne. Nawet we Francji – cieszącej się opinią kraju, gdzie erotyzm pełni w życiu codziennym istotną rolę – literaci czynili to wyłącznie przymuszeni brakiem pieniędzy.

Czym innym jest jednak wplatanie akcentów erotycznych do powieści lub opowiadania, czym innym zaś skupianie na tych właśnie akcentach całej uwagi. Pierwszy zabieg to samo życie. Chciałoby się rzec, iż jest naturalny, niczym pełne zmysłowości karty powieści Zoli lub Lawrence’a. Dalekie od naturalności wydaje się natomiast przesadne uwypuklanie życia seksualnego. W ten sposób powstaje coś w rodzaju biografii prostytutki, odstępstwo od normy, co w konsekwencji odwraca prostytutkę od prawdziwego erotyzmu. Może pisarze wiedzą o tym. Może dlatego napisali jak dotąd zaledwie parę opowiadań lub uwiecznili zwierzenia jednej tylko osoby, zajmowali się zaś tym raczej na uboczu, aby zaspokoić własny pęd ku uczciwości wobec życia, jak czynił to Mark Twain.

Ale co się dzieje z grupą literatów, cierpiących tak boleśnie na brak pieniędzy, że poświęcają się bez reszty erotyce? W jaki sposób wpływa to na ich życie, uczucia, na ich pisarstwo? Jaki wpływ ma to na ich życie seksualne?

Muszę w tym miejscu wyjaśnić, że byłam spowiednikiem takiej właśnie grupy. W Nowym Jorku wszystko bywa bardziej surowe i bezwzględne. Musiałam troszczyć się o wielu ludzi i borykać się z wieloma problemami, a ponieważ jestem podobna pod względem charakteru do George Sand, która pisała nocami, aby móc zadbać o swoje dzieci, o kochanków i przyjaciół, uznałam, iż powinnam znaleźć pracę. Stałam się – nazwijmy to – „burdelmamą” w pewnym wydawnictwie, gdzie szerzy się prostytucja literacka. W owym „domu” panował, co natychmiast przyznaję, nastrój wybitnie artystyczny, a całą pracownię stanowił jeden pokój ze świetlikami w suficie, które pomalowałam, aby wyglądały na okna pogańskiej świątyni.

Zanim zaangażowałam się w to nowe zajęcie, dałam się poznać jako poetka, kobieta niezależna, pisząca jedynie dla własnej przyjemności. Odwiedzało mnie wielu młodych pisarzy i poetów. Często pracowaliśmy razem i prowadziliśmy żywe dyskusje, wnosząc wspólny wkład do postępów w pracy. Wszyscy oni różnili się między sobą pod względem charakterów, skłonności, nawyków i wad, ale łączyło ich jedno: byli biedni. Rozpaczliwie biedni. Bardzo często mój „dom” przekształcał się w kafejkę, do której tamci wpadali głodni, milczący, po czym razem jedliśmy owsiankę, potrawę tańszą od innych i bardziej pożywną, stawiającą podobno na nogi.

Większość erotyków pisaliśmy o pustym żołądku. Głód jest dobrym środkiem na pobudzenie wyobraźni; nie wytwarza potencji seksualnej, a więc i niezwykłych przygód. Im większy głód, tym potężniejsza żądza, jak u ludzi zamkniętych w więzieniu; żądza szaleńcza i dręcząca. Tak więc żyliśmy we wspaniałym świecie, gdzie miał rozkwitać kwiat erotyzmu.

Oczywiście, jeśli jesteś zbyt długo głodny, stajesz się włóczęgą. Jednym z tych, którzy nocują wzdłuż brzegów East River, pod schodami domostw lub na Bowery i podobno nie mają w ogóle życia seksualnego. Pisarze z grona moich znajomych – część z nich mieszkała na Bowery – nie osiągnęli jeszcze tego stopnia.

Jeśli zaś chodzi o mnie, odłożyłam na bok prawdziwe pisarstwo, odkąd zajęłam się poszukiwaniem erotyki. Oto moje przygody w świecie prostytucji. Początkowo przychodziło mi z trudem wydobywanie ich na światło dzienne. Życie seksualne kryje się zazwyczaj pod wieloma powłokami, dla nas wszystkich – poetów, pisarzy, artystów. Jest jak zawoalowana, na poły wyśniona kobieta.

MAŁE PTASZKI

Manuel i jego żona zaliczali się do ludzi biednych i kiedy zaczęli rozglądać się za jakimś mieszkaniem w Paryżu, znaleźli jedynie dwa mroczne pokoje w suterenie, z oknami wychodzącymi na małe, duszne podwórko. Manuel trapił się tym. Był artystą, tu natomiast nie było światła, przy którym mógłby pracować. Jego żonie natomiast fakt ten nie przeszkadzał w najmniejszym stopniu; dzień w dzień szła do cyrku, aby wykonać swój numer na trapezie.

W ciemnym pomieszczeniu, położonym niejako pod ziemią, życie Manuela zaczęło przypominać pobyt w więzieniu. Dozorcy byli już w podeszłym wieku, a lokatorzy z innych mieszkań chyba pogodzili się z faktem, że jest to dom ludzi starych.

Tak więc Manuel wędrował ulicami, aż wreszcie zauważył tabliczkę z napisem: DO WYNAJĘCIA. Pokazano mu dwa pokoje na strychu, przywodzące na myśl niechlujną norę, ale jedna z izb wychodziła na taras, a kiedy Manuel znalazł się na nim, powitały go wesołe głosy dziewcząt. Tuż obok znajdowała się szkoła, a uczennice, korzystając z przerwy w zajęciach, bawiły się na podwórku pod tarasem.

Manuel przyglądał im się przez chwilę, a jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu. Zadrżał lekko jak człowiek odczuwający rozkosz. Pragnął wprowadzić się tu natychmiast, ale kiedy nastał wieczór, a on namówił Thérèse, aby poszła wraz z nim i obejrzała mieszkanie, dostrzegła jedynie dwa brudne, zaniedbane, nieprzytulne pokoje. Manuel powtórzył:

– Ale tu jest widno, światło pozwoli mi malować, mamy też taras.

Thérèse wzruszyła jednak ramionami i oznajmiła:

– Nie chciałabym tu mieszkać.

Wtedy Manuel wziął się na sposób. Kupił farby, cement i drewno, wynajął oba pokoje i z całym poświęceniem zajął się odnawianiem ich. Nigdy nie przepadał za tego typu pracą, ale tym razem zabrał się na dobre do dzieła, wykonując nadzwyczaj skrupulatnie stolarkę i malowanie, tak aby mieszkanie przypadło Thérèse do gustu.

Przez cały czas, kiedy malował, cementował i pukał młotkiem, słyszał śmiech dziewczynek bawiących się na podwórku. Panował jednak nad sobą, czekając na właściwy moment i nie przestając snuć marzeń o tym, jak wspaniały pędziłby żywot w tym mieszkaniu, nieopodal szkoły dla dziewcząt.

Wystarczyły dwa tygodnie, aby poddasze zmieniło się nie do poznania. Ściany były białe, drzwi zamykały się jak należy, łazienka funkcjonowała, w podłodze nie było już dziur. Ponownie przyprowadził Thérèse, która tym razem była zachwycona i natychmiast wyraziła zgodę na przeprowadzkę. Nazajutrz przywieźli na furmance cały swój dobytek.

– Tu, w tym nowym mieszkaniu, jest tyle światła, że będę mógł znowu malować – powiedział Manuel. Skakał z radości, tańczył dokoła, był jak odmieniony.

Thérèse cieszyła się, widząc go w takim nastroju. Następnego ranka, po nocy przespanej na łóżku bez pościeli, jako że rzeczy były jeszcze nierozpakowane, Thérèse udała się do cyrku, Manuel natomiast został w domu, aby wszystko uporządkować. Zamiast tego zszedł na dół i podążył na ptasi bazar, gdzie za pieniądze, które Thérèse dała mu na jedzenie, kupił klatkę i dwa egzotyczne ptaki. Następnie wrócił do domu i powiesił klatkę na tarasie, a potem popatrzył przez chwilę na bawiące się dziewczynki, zwłaszcza na ich powiewające spódniczki. Jakże cudownie te słodkie istoty wpadały jedna na drugą, jak ich włosy fruwały na wietrze! Drobne, świeże piersi zaczynały już prezentować ową rozkoszną pulchność. Na twarz Manuela wystąpiły rumieńce, wziął się jednak w garść. Obmyślił już plan – plan zbyt doskonały, aby zaprzepaścić wszystko pochopnym działaniem. Przez trzy dni wydawał pieniądze na ptaki wszelkiego rodzaju. Taras roił się teraz od skrzydlatych istot.

Każdego ranka o dziesiątej Thérèse wychodziła do pracy, a mieszkanie wypełniało się światłem słońca, jak również śmiechem i okrzykami dziewczynek.

Czwartego dnia Manuel wyszedł na taras. O dziesiątej zaczynała się przerwa. Dziedziniec szkoły budził się do życia. Dla Manuela była to istna orgia nóg i bardzo krótkich spódniczek, odsłaniających w gonitwach białe majteczki. Manuel stał pośród ptaków podekscytowany, jak na szpilkach, ale w końcu dopiął swego; dziewczynki podniosły na niego wzrok.

Czym prędzej zawołał do nich:

– Możecie tu przyjść i popatrzeć. Mam ptaki z całego świata, nawet jednego z Brazylii, o głowie małpy.

Zachichotały, ale niektóre z nich, zaintrygowane, przybiegły do niego tuż po zajęciach. Manuel bał się trochę, że lada chwila może przyjść Thérèse, dlatego pozwolił im tylko popatrzeć na ptaszki i pozachwycać się ich barwnymi dziobami, figlami i dziwacznym świergotem. Dał im wystarczająco dużo czasu, aby obejrzały sobie wszystko, poszczebiotały i w ten sposób oswoiły się z jego mieszkaniem.

Do wpół do drugiej, a więc w porze, kiedy wracała Thérèse, uzyskał od dziewczynek obietnicę, że następnego dnia przyjdą do niego od razu po szkole, w południe.

I rzeczywiście: o umówionej godzinie przyszły cztery, a każda z nich reprezentowała odmienny typ – jedna miała długie blond włosy, druga kręcone, trzecia była pulchna i ociężała, a czwarta smukła i nieśmiała, o dużych oczach.

Kiedy tak stali, przyglądając się ptaszkom, Manuel poczuł, że ogarnia go coraz większe zdenerwowanie i podniecenie. Powiedział więc:

– Przepraszam was na chwilę. Muszę pójść się wysiusiać.

Drzwi do łazienki zostawił uchylone, tak aby mogły go podejrzeć. Ale tylko jedna z nich, ta nieśmiała, obróciła się i skierowała na niego wzrok. Manuel stał do nich tyłem, zerknął jednak przez ramię, aby przekonać się, czy patrzą na niego. Kiedy spojrzał na ową nieśmiałą dziewczynkę o ogromnych oczach, momentalnie umknęła wzrokiem. Manuel musiał zapiąć się starannie. Postanowił dawkować sobie przyjemność, zachować ostrożność. Było już tego dosyć, jak na pierwszy raz.

Ale wspomnienie tych dużych oczu utkwionych w niego sprawiło, że resztę dnia spędził na marzeniach; podchodził do lustra, wystawiał rozgorączkowany członek i potrząsał nim, tak jakby był to cukierek lub owoc.

Manuel zdawał sobie doskonale sprawę, że jeśli chodzi o wymiary, natura okazała się wobec niego szczodra. Nawet jeśli jego penis wiądł, gdy tylko zbliżał się do kobiety lub kładł się u jej boku, nawet jeśli zawodził go, ilekroć zamierzał dać Thérèse to, czego pragnęła, to prawdą też było, że pod wpływem wzroku kobiety rozrastał się do niespotykanych rozmiarów i stawał się niezwykle dziarski. Właśnie w takich chwilach był w najlepszej formie.

Podczas gdy dziewczynki siedziały zamknięte w swoich klasach, Manuel odwiedzał pisuary rozsiane po całym Paryżu – te niewielkie, okrągłe kioski, labirynty bez drzwi, z których co chwila wychodził mężczyzna, zapinając jakby nigdy nic spodnie i wpatrując się jakby nigdy nic w twarze mijanych kobiet, bardzo eleganckich, pachnących i szykownych, które nie od razu uświadamiały sobie, że ów człowiek wyszedł akurat z pisuaru, i dopiero po chwili opuszczały skromnie wzrok. To właśnie były dla Manuela momenty największej uciechy.

Nieraz też stał oparty o ścianę pisuaru i przeczesywał wzrokiem górne piętra otaczających go domów, gdzie często w oknie lub na balkonie stała jakaś kobieta – a z tej wysokości mogła przecież dostrzec go, jak przytrzymuje członek. Nie odczuwał przyjemności, kiedy przyglądali mu się inni mężczyźni – gdyby tak było, otworzyłby się przed nim istny raj, jako że mężczyźni opanowali do perfekcji sztukę siusiania i jednoczesnego gapienia się na swego sąsiada, który wykonywał w tym czasie tę samą czynność. Natomiast młodzi chłopcy wchodzili tu wyłącznie po to, aby popatrzeć i może nawet pomóc sobie wzajemnie. Tego dnia, kiedy nieśmiała dziewczynka spojrzała na Manuela, poczuł się naprawdę szczęśliwy. Doszedł do przekonania, że teraz – o ile tylko nie straci panowania nad sobą – znajdzie zaspokojenie bez większego trudu. Bał się tylko, że jego nieposkromiona żądza każe mu obnażyć się za wszelką cenę, a wtedy wszystko obróciłoby się przeciw niemu.

Nadszedł moment kolejnej wizyty; dziewczynki wchodziły już po schodach na górę. Manuel włożył kimono, które rozchylało się niby tylko przypadkowo.

Ptaszki dawały przepiękne widowisko, szczebiocząc coś, całując się i kłócąc zawzięcie. Manuel stał za plecami dziewczynek. Raptem jego kimono otworzyło się, a kiedy jeszcze dotknął długich blond włosów, stracił głowę do reszty. Zamiast owinąć się kimonem szczelniej, rozchylił je zupełnie, a kiedy dziewczynki odwróciły się, ujrzały go, stojącego jak w transie, z olbrzymim, sztywnym, wycelowanym w nie penisem. Wówczas opadł je lęk i niczym spłoszone ptaszki rozpierzchły się w jednej chwili.

KOBIETA NA WYDMACH

Dostępne w pełnej wersji

LINA

Dostępne w pełnej wersji

DWIE SIOSTRY

Dostępne w pełnej wersji

SIROCCO

Dostępne w pełnej wersji

MAJA

Dostępne w pełnej wersji

MODELKA

Dostępne w pełnej wersji

KRÓLOWA

Dostępne w pełnej wersji

HILDA I RANGO

Dostępne w pełnej wersji

CHANCHIQUITO

Dostępne w pełnej wersji

SZAFRAN

Dostępne w pełnej wersji

MANDRA

Dostępne w pełnej wersji

ZBIEG

Dostępne w pełnej wersji