Agresja - nowe tabu? Dlaczego jest potrzebna nam i naszym dzieciom? - Jesper Juul

Agresja - nowe tabu? Dlaczego jest potrzebna nam i naszym dzieciom?

0,0

  • Autor:

  • Wydawnictwo:

    MiND

  • ISBN:978-83-62445-33-2
  • Format:PDF + EPUB + MOBI

Skąd bierze się agresja u dzieci? Jak na nią reagować?Jak uczyć dziecko radzenia sobie z silnymi emocjami? Co robić, kiedy rodzeństwo ze sobą walczy?

Zachowania agresywne u dzieci nie są przejawem złego charakteru, lecz ważnym sygnałem dla rodziców i nauczycieli. Czasami wskazują na chwilową frustrację, innym razem na poważny problem. Na dorosłych spoczywa obowiązek zrozumienia tego przekazu i nauczenie dzieci przekształcania agresji w konstruktywne działanie.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Ty­tuł ory­gi­na­łu

AG­GRES­SION

A NEW AND DAN­GE­RO­US TA­BOO?

Pro­jekt gra­ficz­ny

KA­RO­LI­NA TOL­KA

Prze­kład

DA­RIUSZ SY­SKA

Co­py­ri­ght © Je­sper Juul 2013

Pu­bli­shed by agre­ement with Le­on­hardt & Høier Li­te­ra­ry Agen­cy A/S, Co­pen­ha­gen.

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion and edi­tion by Wy­daw­nic­two MiND, 2013

ISBN 978-83-62445-33-2

Wy­daw­nic­two MiND

ul. Sar­nia 21

05-807 Pod­ko­wa Le­śna

tel./fax 22 729 02 82

tel. 505 455 151

www.wy­daw­nic­two­mind.pl

mind@wy­daw­nic­two­mind.pl

Wy­da­nie pierw­sze

Skład i ła­ma­nie: Ma­te­usz Sta­szek

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Virtualo Sp. z o.o.

PRZEDMOWA

Ty­tuł ni­niej­szej książ­ki za­wie­ra dwa py­ta­nia: czy nad­miar emo­cji, któ­re psy­cho­lo­gia na­zy­wa agre­sją, stał się dzi­siaj no­wym tabu? A po dru­gie: czy tabu to jest nie­bez­piecz­ne? Na oba te py­ta­nia od­po­wia­dam: tak!

Pa­mię­tam do­kład­nie oko­licz­no­ści, w któ­rych uświa­do­mi­łem so­bie pro­ble­ma­tycz­ny sto­su­nek pe­da­go­gów, wy­cho­waw­ców, psy­cho­lo­gów i ro­dzi­ców do agre­sji. Było to mniej wię­cej pięt­na­ście lat temu, gdy pro­wa­dzi­łem warsz­ta­ty dla wy­cho­waw­ców ośrod­ka dla tak zwa­nej trud­nej mło­dzie­ży. Kie­dy punkt po punk­cie oma­wia­li­śmy roz­ma­ite kwe­stie zwią­za­ne z dzieć­mi, sły­sza­łem czę­sto ta­kie zda­nie: „A to jest Ja­nek. On ma pro­blem z agre­sją”.

Tego ro­dza­ju dia­gno­za była dla mnie nie­zro­zu­mia­ła. W koń­cu za­py­ta­łem: „Co on ma?”. Kie­dy jed­nak chcia­łem do­wie­dzieć się wię­cej, moi roz­mów­cy sta­wa­li się nie­cier­pli­wi: „Po pro­stu jest agre­syw­ny!”. „Ale dla kogo jest to pro­ble­mem?” – py­ta­łem. Po tych sło­wach za­czę­li nie­mal wąt­pić w moje kom­pe­ten­cje. To, co dla nich było oczy­wi­sto­ścią, dla mnie sta­no­wi­ło no­wość.

Kie­dy zno­wu pa­dło zda­nie, że ktoś ma pro­blem z agre­sją, spró­bo­wa­łem drą­żyć te­mat: „Czy ktoś z Pań­stwa za­dał tym chłop­com py­ta­nie (w dzie­więć­dzie­się­ciu pię­ciu pro­cen­tach byli to bo­wiem chłop­cy), z ja­kie­go po­wo­du albo na kogo są tak wście­kli?”. Wy­cho­waw­cy byli zdu­mie­ni moim py­ta­niem. Nikt wcze­śniej nie spy­tał ich o coś tak oczy­wi­ste­go.

Gdy za­głę­bi­łem się póź­niej w bio­gra­fie tych dziew­cząt i chłop­ców, po­my­śla­łem so­bie, że za­kra­wa na cud, iż do tej pory ni­ko­go jesz­cze nie po­zba­wi­li ży­cia. Ilość prze­mo­cy, z jaką ze­tknę­li się w cza­sie swo­jej krót­kiej eg­zy­sten­cji – ze stro­ny ro­dzi­ców, opie­ku­nów, dziad­ków i na­uczy­cie­li – była prze­ra­ża­ją­ca. Jed­nak nikt się tym nie in­te­re­so­wał, oce­nia­no ich tyl­ko za agre­syw­ne za­cho­wa­nie – i od­po­wied­nio do tego trak­to­wa­no.

Ta mło­dzież nie sto­so­wa­ła zresz­tą prze­mo­cy w prze­stęp­czym sen­sie, to zna­czy nie ata­ko­wa­ła, na przy­kład, wy­cho­waw­ców no­ża­mi czy pię­ścia­mi. Za­zwy­czaj cho­dzi­ło o to, że sztur­cha­li się mię­dzy sobą albo ktoś ko­goś ude­rzył, kie­dy at­mos­fe­ra sta­wa­ła się zbyt na­pię­ta. W rze­czy­wi­sto­ści wy­ka­zy­wa­li wię­cej sa­mo­kon­tro­li niż do­ro­śli w po­dob­nych oko­licz­no­ściach. A mimo to izo­lo­wa­no ich z po­wo­du agre­sji – do­kład­nie tak, jak­by cięż­kie za­pa­le­nie płuc le­czo­no sy­ro­pem na ka­szel, a nie an­ty­bio­ty­ka­mi. Albo jak­by lu­dzi, któ­rzy ży­wią uza­sad­nio­ne uczu­cia – bo są, na przy­kład, za­ko­cha­ni, szczę­śli­wi, smut­ni albo no­szą po kimś ża­ło­bę – wy­sy­ła­no do le­ka­rza po pi­guł­ki.

Agre­syw­ne za­cho­wa­nie dzie­ci i mło­dzie­ży świad­czy o pew­nych za­nie­dba­niach, któ­rych do­świad­czy­li już w pierw­szych la­tach swe­go ży­cia.

W wie­lu kra­jach do­szli­śmy do tego punk­tu, w któ­rym za­nie­dba­nia ze stro­ny pe­da­go­gów mają dużo gor­sze skut­ki niż brak wła­ści­wej opie­ki i wy­cho­wa­nia w ro­dzi­nie. Nie­ste­ty, spo­łe­czeń­stwo po­strze­ga to in­a­czej. Mówi się, że co­raz wię­cej dzie­ci „po­wo­du­je pro­ble­my wy­cho­waw­cze albo prze­ja­wia brak kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych”.

Naj­now­sze duń­skie ba­da­nie z 2012 roku, w któ­rym po raz pierw­szy w dzie­jach nauk spo­łecz­nych mo­gły wy­po­wie­dzieć się dzie­ci w wie­ku przed­szkol­nym1, po­ka­zu­je, że dwa­dzie­ścia czte­ry pro­cent chłop­ców nie czu­je się do­brze w przed­szko­lach. Te dane po­twier­dza­ją tak­że wy­cho­waw­cy – naj­czę­ściej są to ko­bie­ty – któ­rzy twier­dzą, że dwa­dzie­ścia dwa pro­cent dzie­ci prze­ja­wia roz­ma­ite pro­ble­my wy­cho­waw­cze z po­wo­du zło­ści lub fru­stra­cji.

Oka­zu­je się więc, że co czwar­te dziec­ko w wie­ku od trzech do sze­ściu lat zo­sta­je scha­rak­te­ry­zo­wa­ne jako „dziec­ko z pro­ble­ma­mi”, a mogę za­pew­nić, że tyl­ko nie­wiel­ki od­se­tek z nich jest ofia­rą za­nie­dbań i nad­użyć ze stro­ny swo­ich ro­dzi­ców. Nie moż­na tego in­ter­pre­to­wać in­a­czej niż jako kom­pro­mi­ta­cję spo­łecz­ne­go sys­te­mu opie­ki nad dzieć­mi, któ­ry ma być rze­ko­mo wzo­rem dla in­nych kra­jów. Znaj­du­je­my się na bar­dzo nie­bez­piecz­nej dro­dze i po­win­ni­śmy być tego świa­do­mi. Je­śli nie znaj­dzie­my kon­struk­tyw­nych spo­so­bów ra­dze­nia so­bie z fe­no­me­nem agre­sji, bę­dzie­my wciąż szko­dzić zbyt wie­lu lu­dziom.

W cią­gu ostat­nich pięt­na­stu lat w przed­szko­lach i szko­łach znacz­nie na­si­li­ła się ten­den­cja dys­kry­mi­no­wa­nia dzie­ci, któ­re prze­ja­wia­ją fru­stra­cję lub złość. Agre­sja sta­ła się no­wym tabu. Po­dob­nie było jesz­cze nie tak daw­no temu z ludz­ką sek­su­al­no­ścią: zaj­mo­wa­no się nią wy­łącz­nie z mo­ral­ne­go punk­tu wi­dze­nia i żad­ne pro­fe­sjo­nal­ne ani bar­dziej ludz­kie po­dej­ście nie było moż­li­we. Wy­pie­ra­nie sek­su­al­no­ści przy­spo­rzy­ło lu­dziom wie­lu szkód, za­my­ka­jąc ich na do­świad­cze­nie bli­sko­ści, ra­do­ści i przy­jem­no­ści. Nowe tabu – agre­sja – może być jesz­cze bar­dziej szko­dli­we, po­nie­waż sta­wia na sza­li psy­chicz­ne zdro­wie dzie­ci i ich po­czu­cie wła­snej war­to­ści.

Przy­go­to­wu­jąc tę książ­kę, pró­bo­wa­łem zna­leźć ja­kieś na­uko­we uza­sad­nie­nie dla dzia­łań in­sty­tu­cji od­po­wie­dzial­nych za opie­kę nad dzieć­mi, któ­re nie są w sta­nie zmie­rzyć się z te­ma­tem agre­sji w sen­sow­ny i kon­struk­tyw­ny spo­sób. Jed­nak ni­cze­go ta­kie­go nie zna­la­złem. Na­tkną­łem się za to na wie­le bar­dzo teo­re­tycz­nych roz­praw z wy­my­ślo­ny­mi sztucz­nie opi­sa­mi przy­pad­ków (ca­su­sa­mi), któ­re nie czy­nią żad­nej róż­ni­cy mię­dzy prze­mo­cą u do­ro­słych i agre­sją u dzie­ci. Do tego ofe­ru­ją nie­wie­le wię­cej po­nad etycz­ny punkt wi­dze­nia, któ­ry spro­wa­dza się do ab­so­lut­ne­go po­tę­pie­nia agre­sji2. Wy­jąt­kiem jest an­giel­ski pe­dia­tra i psy­cho­ana­li­tyk Do­nald W. Win­ni­cott – naj­pew­niej dla­te­go, że sam pil­nie stu­dio­wał za­cho­wa­nie i roz­wój dzie­ci3.

Skąd bie­rze się sprze­ciw wo­bec agre­sji, je­śli nie da się go po­de­przeć żad­ną teo­rią na­uko­wą? W ni­niej­szej książ­ce spró­bu­ję od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie. Spró­bu­ję tak­że prze­pro­wa­dzić ja­sną li­nię po­dzia­łu mię­dzy kon­struk­tyw­ną i de­struk­cyj­ną agre­sją, po­nie­waż bez wąt­pie­nia ist­nie­ją te dwie od­mia­ny. Kie­dy dzie­wię­cio­let­ni uczeń ata­ku­je wer­bal­nie – albo na­wet fi­zycz­nie – swo­ich na­uczy­cie­li lub ro­dzi­ców, to nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że obie stro­ny po­trze­bu­ją po­mo­cy. Chłop­cu trze­ba po­móc w na­zwa­niu fru­stra­cji, któ­ra go gnę­bi, i na­uczyć wy­ra­żać ją w mniej de­struk­cyj­ny spo­sób. Do­ro­śli zaś po­trze­bu­ją po­mo­cy w okre­śla­niu swo­ich in­dy­wi­du­al­nych gra­nic i umie­jęt­no­ści obro­ny ich na dro­dze oso­bi­ste­go au­to­ry­te­tu.

Te­ra­pia ro­dzin­na, psy­cho­lo­gia i neu­ro­bio­lo­gia zga­dza­ją się co do tego, że agre­sja jest za­cho­wa­niem spo­łecz­nym, któ­re­go przy­czy­ny leżą w ludz­kim mó­zgu. Nie jest w ża­den spo­sób uwa­run­ko­wa­na ge­ne­tycz­nie. Umie­jęt­ność od­szy­fro­wy­wa­nia i ro­zu­mie­nia agre­syw­nych za­cho­wań jed­nost­ki po­le­ga głów­nie na wyj­ściu po­nad kwa­li­fi­ka­cje mo­ral­ne i oso­bi­sty sto­pień sa­mo­świa­do­mo­ści.

Pra­cu­ję w mniej wię­cej tu­zi­nie róż­nych kra­jów, z któ­rych każ­dy ma wła­sną kul­tu­rę i hi­sto­rię. Wie­lu ich miesz­kań­ców ma za sobą cięż­kie do­świad­cze­nia wo­jen­ne i jest ob­cią­żo­nych trau­mą. Ich nie­chęć wo­bec agre­sji jest więc uza­sad­nio­na. Za­ka­zu­ją jej już w dzie­ciń­stwie, po­nie­waż uwa­ża­ją, że tyl­ko w ten spo­sób moż­na w przy­szło­ści unik­nąć wo­jen. W żad­nym kra­ju nie uda­ło się tak za­jąć we­te­ra­na­mi wo­jen­ny­mi, żeby za­po­biec dal­szej prze­mo­cy i au­to­de­struk­cji. Owa de­struk­cyj­na ener­gia zo­sta­je póź­niej prze­no­szo­na na na­stęp­ne po­ko­le­nie. Nie dzi­wi mnie więc, że w spo­łe­czeń­stwach pod­trzy­mu­je się po­sta­wy prze­ciw­ne agre­sji.

Zna­le­zie­nie praw­dzi­wych ko­rze­ni zło­ści, prze­mo­cy i agre­sji to jed­na rzecz, a od­kry­cie spo­so­bu ra­dze­nia so­bie z nimi w na­szych ro­dzi­nach, przed­szko­lach i na uli­cach – to dru­ga. Czter­dzie­ści lat prak­ty­ki kli­nicz­nej i te­ra­peu­tycz­nej do­star­czy­ły mi pew­nych wska­zó­wek w tym wzglę­dzie – i będę o nich mó­wił w ostat­niej czę­ści książ­ki.

Na po­cząt­ku mo­jej dro­gi stoi spo­tka­nie z pew­nym je­de­na­sto­let­nim ame­ry­kań­skim chłop­cem, któ­ry był no­to­rycz­nie agre­syw­ny i nad­uży­wał prze­mo­cy. W ża­den spo­sób nie moż­na było do nie­go tra­fić. Na­szą roz­mo­wę za­czął od ka­te­go­rycz­nych słów: „Nie mam za­mia­ru słu­chać żad­nych głu­pot. Czy to jest dla Pana ja­sne?” Jego prze­sła­nie było jed­no­znacz­ne: je­śli chcę, żeby trak­to­wał mnie po­waż­nie, mu­szę wy­róż­nić się wśród in­nych pe­da­go­gów tym, że GO do­strze­gę. Chciał po­wie­dzieć, że nie po­trze­bu­je ka­zań na te­mat tego, kim jest, albo ra­czej, kim po­wi­nien być. Ma pra­wo sam o tym de­cy­do­wać!

W ostat­nich la­tach nie tyl­ko agre­sja styg­ma­ty­zu­je dzie­ci i mło­dzież. Za­uwa­żam też ten­den­cję, aby po­tę­piać w ogó­le wszel­kie in­ten­syw­ne emo­cje w ży­ciu ro­dzin­nym – oczy­wi­ście poza uczu­ciem „szczę­ścia”. Nie wy­ni­ka to z żad­nej prze­szłej ani te­raź­niej­szej mą­dro­ści, nie jest też po­par­te żad­ną nową wie­dzą na te­mat tego, co do­bre dla czło­wie­ka. Po­wo­du­je na­to­miast, że do­ro­śli od­wra­ca­ją się od swo­je­go ludz­kie­go ją­dra i sta­ją się kimś w ro­dza­ju ak­to­rów. Ide­ał, któ­ry leży u pod­staw tej ten­den­cji i okre­śla, jak po­wi­nien za­cho­wy­wać się „po­rząd­ny czło­wiek” albo „czło­wiek suk­ce­su”, jest czymś w ro­dza­ju bo­tok­su dla du­szy. Mam na­dzie­ję, że jako lu­dzi stać nas na wię­cej.

Kon­struk­tyw­na agre­sja jest jak sek­su­al­ność i mi­łość – wszyst­kie trzy wspie­ra­ją ży­cie, wzbo­ga­ca­ją re­la­cje mię­dzy­ludz­kie, pro­wa­dzą do głęb­sze­go zro­zu­mie­nia i lep­szej ja­ko­ści ży­cia. Je­śli w swo­im wnę­trzu za­ak­cep­tu­je­my ten aspekt ży­cia, bę­dzie­my w sta­nie dać wię­cej prze­strze­ni dzie­ciom i mło­dym lu­dziom, któ­rzy li­czą na na­sze em­pa­tycz­ne przy­wódz­two.

Zdro­wie du­cho­we

Mój za­wód psy­cho­te­ra­peu­ty jest, z hi­sto­rycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, czymś no­wym. Wie­le psy­cho­te­ra­peu­tycz­nych „od­kryć” ubie­głe­go wie­ku to po pro­stu po­wtó­rze­nie sta­rych mą­dro­ści – je­dy­nie wi­dzia­nych z no­wej per­spek­ty­wy i czę­sto po­par­tych wy­ni­ka­mi ba­dań na­uko­wych. Jako te­ra­peu­ta ro­dzin­ny zaj­mu­ję się tak­że ja­ko­ścią re­la­cji mię­dzy ludź­mi. Pra­cu­ję na rzecz sto­sun­ko­wo no­we­go fe­no­me­nu: war­to­ści czło­wie­ka jako jed­nost­ki i okre­ślo­nych ja­ko­ści w re­la­cjach zbu­do­wa­nych na mi­ło­ści.

Ro­dzi­na jest po­cząt­kiem wszyst­kie­go. Ja­kość związ­ku dziec­ka z jego pierw­szy­mi opie­ku­na­mi ma de­cy­du­ją­ce zna­cze­nie dla jego ży­cia w przy­szło­ści. Oczy­wi­ście swo­ją rolę od­gry­wa­ją rów­nież czyn­ni­ki spo­łecz­no-eko­no­micz­ne, ta­kie jak wy­kształ­ce­nie, albo po­li­tycz­ne, jak do­stęp do roz­ma­itych roz­wią­zań praw­nych. Jed­nak to ro­dzi­ce, wy­cho­waw­cy i na­uczy­cie­le two­rzą naj­waż­niej­szą pod­sta­wę pod du­cho­we i spo­łecz­ne zdro­wie dziec­ka, któ­re nie prze­kro­czy­ło czter­na­ste­go roku ży­cia.

Dla­te­go trze­ba so­bie po­sta­wić py­ta­nie: co wie­my o zdro­wiu du­cho­wym i spo­łecz­nym i jak mo­że­my je za­pew­nić na­szym dzie­ciom? Wy­obraź­my so­bie, że ze­bra­li­śmy wszyst­kich psy­cho­te­ra­peu­tów, te­ra­peu­tów ro­dzin­nych i część psy­cho­lo­gów na wiel­kim sta­dio­nie i spy­ta­li­śmy ich:

1. Co jest przy­czy­ną kło­po­tów więk­szo­ści wa­szych pa­cjen­tów i klien­tów ze sobą, z bli­ski­mi, part­ne­ra­mi, dzieć­mi, przy­ja­ciół­mi i pra­co­daw­ca­mi?

2. Co po­zwo­li­ło im wyjść z tych kło­po­tów?

Je­stem prze­ko­na­ny, że więk­szość od­po­wie­dzi wska­za­ła­by na coś ta­kie­go: de­cy­du­ją­ca dla pro­ce­su wy­cho­dze­nia z pro­ble­mów oso­bi­stych jest więk­sza sa­mo­świa­do­mość oraz idą­ca za tym umie­jęt­ność okre­śla­nia wła­snych po­trzeb i gra­nic – i wal­cze­nia o nie.

Oto isto­ta zdro­wia du­cho­we­go i spo­łecz­ne­go: sa­mo­świa­do­mość! To ta­kie pro­ste, a za­ra­zem ta­kie trud­ne.

Sa­mo­świa­do­mość

Co dzie­je się z agre­sją? Dla­cze­go sta­ła się tabu? Oto moja od­po­wiedź.

Sam fakt, że sta­je­my się świa­do­mi swo­ich uczuć oraz we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych wzor­ców re­ago­wa­nia – oraz je ak­cep­tu­je­my – wy­po­sa­ża nas w po­czu­cie wła­snej war­to­ści, któ­re­go po­trze­bu­je­my, aby mó­wić „tak” lub „nie”, zgod­nie z in­te­re­sem na­sze­go zdro­wia du­cho­we­go i spo­łecz­ne­go.

Dzie­ci uczą się głów­nie na dro­dze do­świad­cze­nia, a nie dzię­ki po­ucze­niom do­ro­słych. Zdo­by­wa­ją wie­dzę do­kład­nie tak samo jak na­ukow­cy: wy­my­śla­ją pew­ną teo­rię, spraw­dza­ją ją na dro­dze eks­pe­ry­men­tów i wy­cią­ga­ją wnio­ski ze swo­ich suk­ce­sów i po­ra­żek. Dzie­je się tak, na przy­kład, kie­dy pró­bu­ją wejść na krze­sło albo za­grać na pia­ni­nie, albo gdy w wie­ku na­sto­let­nim chcą zo­stać naj­lep­szy­mi pił­ka­rza­mi na świe­cie. Dzie­je się tak rów­nież wte­dy, kie­dy się za­ko­chu­ją, upra­wia­ją seks albo uczą się prze­kształ­cać im­pul­syw­ną agre­sję w kon­struk­tyw­ne dzia­ła­nie.