Złote spinki Jeffreya Banksa - Marcin Brzostowski

Złote spinki Jeffreya Banksa

5,0

„Złote spinki Jeffreya Banksa” – to powieść gangsterska (kryminał), której akcja rozgrywa się we współczesnym Londynie. Ukazuje perypetie trzech głównych bohaterów: ministra spraw wewnętrznych, Jeffreya Banksa, szefa londyńskiego podziemia, Ezekiela Horna oraz jednego z jego wiernych żołnierzy, Frankiego Turbo. Pierwszy z nich gubi złote spinki będące prezentem od żony, drugi zmuszony jest potwierdzić swoją dominację nad bossem rosyjskiej mafii, natomiast przed Frankiem Turbo stoi zadanie polegające na tym, aby w bezpieczny sposób przetransportować dwadzieścia kilogramów kolumbijskiej kokainy. Z każdą upływającą godziną sprawy coraz bardziej się komplikują, a to dopiero początek prawdziwych kłopotów trójki Londyńczyków. Co faktycznie łączy naszych bohaterów, do kogo machała Królowa i do czego jest zdolna dziwka, Piękna Sara Lou, niech przekona się sam Czytelnik.

 

 

Spis treści:

 

Uśpione demony
Plaża Gold
Zwiędłe róże
Pech Frankiego Turbo
Wolna Szkocja
Duchy przeszłości
All You Need is Love
Tajna misja
Belgijski łącznik
Power of Love
Cisza przed burzą
Krew Marylin Monroe

Dodaj komentarz


Niesamowita jest świadomość, że można osiągnąć sukces. Dążenie do władzy to często obezwładniająca siła, która prowadzi do irracjonalnych i niespodziewanych wydarzeń. Ten nieco wyświechtany motyw stał się punktem wyjścia dla kolejnej powieści Marcina Brzostowskiego. Tych, którzy znają już nieco twórczość tego autora, nie muszę zapewniać o tym, że nie ma tu mowy o żadnym schematyzmie. Gdzieś pod płaszczykiem banalnej, lekkiej prozy odnajdziemy drugie dno, dające do myślenia. Tak jest również w tym przypadku.
Ezekiel Horn jest szefem londyńskiego podziemia. Jego głównym zajęciem jest zaopatrywanie stolicy Wielkiej Brytanii w nielegalny, biały proszek, na którym nie jeden gangster dorobił się już fortuny. Oczywiście, każdy przywódca byłby nikim, gdyby nie posiadał ludzi od tak zwanej „czarnej roboty”, zdolnych nie tylko ukraść auto, ale także zjeść całą ciężarówkę krówek, jeśli zajdzie taka potrzeba. Frankie Turbo wie o tym najlepiej i stara się być skuteczny. Niestety, nie wszystko układa się zgodnie z planem. Chłopak zostaje przyłapany z kilkoma kilogramami narkotyków i osadzony w areszcie. Jego szef nie pozostawi go jednak bez pomocy. W końcu ma po swojej stronie Ministra Spraw Wewnętrznych – Jeffreya Banksa. Tylko czy wszystko da się naprawić, gdy w sprawę wmiesza się boss rosyjskiej mafii, zabójczo piękna kobieta oraz legenda o tajemniczych, złotych spinkach?
Muszę przyznać, że po raz kolejny zostałam zaskoczona niezwykle zabawną i przewrotną powieścią. Marcin Brzostowski jest dla mnie mistrzem ironicznego spojrzenia. Uwielbia łamać stereotypy, rozśmieszając do łez oraz zmuszają odbiorców do zastanowienia. W tym przypadku każdy element fabuły ma swoje znaczenie. Bohaterowie są budowani na zasadzie groteskowego wyolbrzymienia znanych i powszechnych stereotypów. Każda postać ma jednak, co najmniej jedną cechę, która przełamuje klasyczną konwencję. Przykładem może być piękna kobieta z olbrzymią wiedzą o footballu czy członek mafii z lękiem wysokości. W ten sposób jesteśmy zderzani z własnymi uprzedzeniami. Najbardziej rozbawił mnie motyw pokazania niesamowitej miłości do ulubionej drużyny piłkarskiej. Zwykle każdy fan sportu ma swój ukochany zespół, któremu kibicuje. Dla wielu osób z zewnątrz może być czymś dziwnym, że bliska osoba jest gotowa do wielu poświęceń, by okazać swoje przywiązanie jakieś grupie sportowców. Na kartach tej książki ten fanatyzm osiąga pewne kuriozum, prowadzące do bardzo zabawnych sytuacji.
Nie bez znaczenia jest fakt, iż autor umiejscawia swoją fabułę w Londynie, gadzie wielu naszych rodaków szuka szansy na lepsze życie. Co ciekawe, przez całą pozycję życzymy szczęścia poznanym bohaterom, żeby po przeczytaniu ostatniej strony zdać sobie sprawę, że w realnym świecie potępilibyśmy ich działania. Autor bardzo umiejętnie odwraca perspektywę, pokazując, iż nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. Nie ma miejsc i ludzi idealnych. Korupcja, protekcja bądź układy występują w różnych miejscach na świecie, lecz najłatwiej ich nie zauważać. Tajemnica tytułowych złotych spinek pozostawia w czytelniku pytanie czy warto żyć złudzeniami, jakie wpajają nam inni. Może lepiej oprzeć swój osąd o samodzielne obserwacje?
Jestem pod wielkim wrażeniem pewnej sztuczki marketingowej, wykorzystanej w tej książce. Gdy Frankie Turbo czeka w celi na ratunek, jego współwięzień wspomina, że został zatrzymany za kradzież książki o dziwnie znajomym tytule „Sweet bomb Siliy”. Marcin Brzostowski puszcza tutaj oczko do wszystkich tych, którzy czytali „Słodką bombę Silly” oraz pokazuje swój niezwykły dystans do samego siebie. W tym miejscu należy przypomnieć, że ebooki tego autora wydawane są po polsku, a także po angielsku. W przypadku „Złotych spinek Jeffreya Banksa” prozaik postanowił wykonać miły gest w kierunku osób, które nie są przekonane do elektronicznej formy literatury. Niniejsza pozycja jest dostępna również w klasycznej papierowej formie. Jeśli do tej pory wahaliście się czy sięgnąć po tę lekturę, a lubicie nietypową prozę, łączącą uniwersalny morał i specyficzne poczucie humoru, to nie czekajcie dłużej. Wszak tylko wybrańcy dopinają sobie do koszul złote spinki, a w waszych księgozbiorach już niedługo może znaleźć się unikalna, literacka perełka.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

© Copyright by

Marcin Brzostowski & e-bookowo

Projekt okładki: Michał Olejarski

 

Korekta: Zuzanna Błońska

 


ISBN e-book: 978-83-7859-584-7

 

 e_bookowo_small

 

 

 

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2015

 

 

Wszelkie podobieństwo bohaterów tej książki

do jakichkolwiek osób jest przypadkowe

i nie zamierzone przez autora.


Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Marcin Brzostowski


ZŁOTE SPINKI JEFFREYA BANKSA



Spis treści
Uśpione demony
Plaża Gold
Zwiędłe róże
Pech Frankiego Turbo
Wolna Szkocja
Duchy przeszłości
All You Need is Love
Tajna misja
Belgijski łącznik
Power of Love
Cisza przed burzą
Krew Marylin Monroe

 

 

 

Jeśli przyszło wam kiedyś do głowy, że mieliście pecha, to jesteście w błędzie. O braku fartu, ale i o kosmicznym szczęściu, dowiedzieli się pod koniec czerwca minister spraw wewnętrznych Banks, jego kumpel Oxford oraz mięśniak Frankie Turbo. Na skutek splotu nieoczekiwanych wydarzeń jedynymi wygranymi w tej historii okazali się dziwka, Piękna Sara Lou oraz kolorowy ptak z Soho, Bernard Hawk. Jednak zacznijmy wszystko od początku…

 

Uśpione demony

King’s Road, Londyn, godzina 5.00

 

Frankie Reed, zwany w półświatku stolicy Frankiem Turbo, był prawą ręką swojego bossa, Ezekiela Horna, którego wszyscy zainteresowani nazywali od zawsze Oxfordem. Frankie miał dwadzieścia cztery lata, gruby kark ćwiczony godzinami na siłowni oraz nerwy ze stali, dzięki czemu był odpowiedzialny za realizację najbardziej trefnych i niebezpiecznych interesów. Poza tym uwielbiał szybką jazdę samochodem, stąd przydomek Turbo, oraz tryskał testosteronem, podkreślając na każdym kroku swoją męskość. Ci, którzy próbowali zakwestionować jego samczą dominację w stadzie, trafiali zazwyczaj na ostry dyżur miejscowego szpitala albo lądowali martwi na dnie Tamizy. Chłopaki z ferajny wiedzieli, że z kim jak z kim, ale z Frankiem Turbo po prostu nie warto zadzierać.

Tego ranka Frankie miał przetransportować ze swojego mieszkania do baru Spokojnego Simona kilka drogocennych paczek. Zlecenie szefa nie wydawało się trudne, tym bardziej że droga z King’s Road do Walpole Street była prosta jak stół, a jej pokonanie z rana, przy dopiero zapełniających się ulicach Londynu, mogło zabrać najwyżej pół godziny. Frankie wiedział jednak, że gdy załaduje do bagażnika „beemki” dziesięć oklejonych przezroczystą taśmą paczek, po dwa kilogramy każda, już tylko on będzie odpowiedzialny za los dwudziestu kilogramów kokainy, o wartości rynkowej nawet dwóch milionów funtów. W praktyce oznaczało to, że dopóki Spokojny Simon nie zamknie w kasie pancernej rzeczonych dziesięciu paczek koksu, dupa Frankiego Turbo wraz z wszystkimi przynależnościami będzie należeć do Ezekiela Horna, który najbardziej na świecie nienawidził słów: „strata”, „wpadka” oraz zdania: „Sorry, szefie, ale gliny przejęły wszystkie fanty”.

Frankie zdawał sobie sprawę z tego, że nie może zawieść bossa, dlatego nastawił budzik na godzinę piątą zero zero. Gdy tylko się rozdzwonił, Reed natychmiast otworzył oczy i wyrzucił z siebie to, co zwykł mówić na dobry początek dnia:

O kurwa! O kurwa, ja pierdolę!

Pokrzepiony na duchu zwlókł się z łóżka, poprawił szorty i jak co dzień spojrzał w okno przeciwległego budynku, a dokładnie do mieszkania niejakiej Betty, miejscowej dziwki i jednocześnie właścicielki najpiękniejszej pary piersi po tej stronie Tamizy. Frankie nie miał pojęcia, co jest tego przyczyną, ale gdy podchodził do okna i zaczynał prężyć muskuły, po drugiej stronie ulicy pojawiała się zawsze blond piękność, która rewanżowała się godowym tańcem wymierzonym prosto w jego serce. Wystarczyło, że napiął jeden ze swoich bicepsów, a na podłodze sypialni dziewczyny od razu lądował jej atłasowy szlafroczek. Potem Frankie zaczynał napinać mięśnie klaty i falować nimi na przemian z tępym karkiem, a Betty wpadała w przedziwny trans i miotała się wzdłuż okna jak dzikie zwierzę. Erotyczny seans kończył się zawsze tak samo. Po kilku minutach nieokiełznanej orgii zmysłów blondynka rozkwaszała nos na framudze okna albo traciła nagle oddech i mdlała.

Tego dnia Betty miała szczęście i zaliczyła jedynie niegroźny upadek. Kiedy osunęła się na podłogę sypialni i zniknęła Frankiemu z oczu, ten bez zmrużenia oka przymknął żaluzje i podszedł pewnym krokiem do stołu. Zanim usiadł, sięgnął do stojącej na półce puszki z napisem „cukier puder” i wyjął z niej niewielką foliową torebkę. Otworzył ją, po czym wysypał część jej zawartości na blat stołu. Dopiero wtedy spoczął na krześle i zwyczajem londyńskiego gangstera, za pomocą karty abonamentowej do Royal Opera House, utworzył z kupki białego proszku trzy równiutkie ścieżki. Nie czekając, aż ktoś zgarnie mu sprzed nosa najlepszy towar w mieście, zaczął wciągać pierwszorzędną, kolumbijską kokę. Nie robił tego jednak bezmyślnie. Pierwsza kreseczka była za mamusię, druga za Ezekiela Horna, a trzecia za jego niespełnioną miłość, czyli za Be… Ale o tym później.

Kiedy Frankie wciągnął poranną dawkę koksu, zrobił porządek na stole i nieco spokojniejszy ruszył w stronę łazienki. Wziął szybki prysznic oraz dokładnie wyszczotkował idealnie białe zęby. Po chwili wrócił do salonu, pełniącego jednocześnie funkcję sypialni oraz kuchni, i włożył na grzbiet opięty do granic możliwości T-shirt z podobizną Gandhiego. Następnie wskoczył w ulubiony dres, włożył buty i mocno już wyluzowanym krokiem podszedł do wiszącego na ścianie lustra. Zanim upewnił się, że jego gangsterski wizerunek jest bliski ideału, zdjął z ramy złoty łańcuch i założył go na byczą szyję. Dla dodania sobie animuszu wklepał w niemal łysą czachę solidną porcję żelu, po czym stanął przed zwierciadełkiem i zaczął podziwiać swoje boskie oblicze.

Zadowolony z tego, co zobaczył, zbliżył się do kanapy i wyjął spod poduszki ukrytą tam książkę. Żeby nikt go nie nakrył podczas tej niewytłumaczalnej dla postronnych czynności, opuścił żaluzje i w lekkim półmroku oddał się lekturze podręcznika o dziwnie brzmiącym tytule: Jak być mężczyzną od dziecka aż po grób. Czytanie nie było jego najmocniejszą stroną, dlatego Frankie z dużym trudem składał literki i w ten sposób odcyfrowywał zdanie po zdaniu. Kiedy stracił cierpliwość, odłożył książkę, po czym podszedł do flippera stojącego przy lodówce i zapuścił pierwszą kulę do gry. Przypatrując się latającej od ściany do ściany metalowej kulce, układał w głowie plan na najbliższe godziny i postanowił, że to będzie kolejny zwycięski dzień w jego mozolnej wędrówce na sam szczyt hierarchii gangsterskiego świata.