Zaryzykuj miłość. Tom 2 - Jay Crownover

Zaryzykuj miłość. Tom 2

0,0

AYDEN: Myślałam, że nareszcie jestem bezpieczna, wtulona w ramiona Jeta, otulona jego muzyką. Że kiedy jestem z nim, nic mnie już nie zrani. Ale on miał własne demony, a ja nagle się przekonałam, że żeby mu pomóc, muszę najpierw uporać się z moimi...

 

JET: Ayden była moim największym marzeniem i długo nie mogłem uwierzyć, że dla mnie zrezygnuje ze swojego.Zaczęliśmy wierzyć w naszą przyszłość, gdy nagle okazało się, że rozdzielić nas może nasza przeszłość…

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Korekta

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© annebaek/iStockphoto

Tytuł oryginału

Jet: A Marked Men Novel

Copyright © 2013 by Jennifer M. Voorhees

Published by arrangement with HarperCollins Publishers.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2014 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5219-3

Warszawa 2014. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

juras@evbox.pl

JET:

Kiedy mama zadzwoniła do mnie rozhisteryzowana i zapłakana, powinienem był wiedzieć, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Zwykle była zbyt zdołowana, zbyt zastraszona, by okazywać jakiekolwiek emocje oprócz zniechęcenia i przygnębienia. Nie dziś. Dziś szlochała i gadała jak nakręcona, że ojciec ją zabije, i choć wolałbym poleniuchować po baaardzo udanym porannym seksie, zamiast tego wciągnąłem spodnie i popędziłem przez całe miasto sprawdzić, co tam się dzieje, do cholery.

Zahamowałem z piskiem przed domem i wbiegłem po schodach, jakby się paliło. Nie zawracałem sobie głowy pukaniem – po prostu pchnąłem drzwi wejściowe i nim zdążyłem się zatrzymać, by uporządkować myśli czy choćby zorientować się, co się dzieje, ojciec wypadł z kuchni i wypchnął mnie z powrotem za próg. Grzmotnąłem plecami o popękany, cementowy chodnik i przez chwilę miałem gwiazdy przed oczami, bo mocno walnąłem głową. Nim zdążyłem się otrząsnąć, podeprzeć się, żeby wstać, ojciec rzucił się na mnie i jego pięść wylądowała na moim policzku. Poczułem, jak skóra na kości policzkowej pęka, i szarpnąłem głową na bok w samą porę, by uniknąć ciosu, który z pewnością złamałby mi nos. Chwyciłem jego rozpędzone pięści i poczułem, jak żołądek mi się wywraca od smrodu przetrawionej whisky i furii buchającej z każdego poru jego skóry.

Byliśmy mniej więcej tej samej postury, ale ja byłem trzeźwy i biłem się w życiu wystarczająco dużo razy, by wiedzieć, jak odzyskać przewagę. Zepchnąłem go z siebie i wstałem – teraz ja patrzyłem na niego z góry. Dotknąłem swojej zakrwawionej twarzy i spojrzałem na niego ze złością.

– Co ci odbiło, stary?

Zaczął coś do mnie wykrzykiwać, ale mama wybrała sobie właśnie ten moment, żeby zbiec po schodach. Wyglądała strasznie. Miała podartą bluzkę i rozczochrane włosy, ale nie to sprawiło, że zrobiło mi się czerwono przed oczami, a ogień, który tak bardzo starałem się przytłumić, wybuchnął dzikim płomieniem. Matka miała podbite oko, pękniętą wargę, a na jej bladej twarzy widniały ślady łez. Było jasne, że cokolwiek wywołało u ojca tę pijacką furię, nie byłem dzisiaj jego pierwszą ofiarą. Mama zawodziła, że mamy przestać, że musimy wejść do środka, zanim sąsiedzi wezwą policję, ale ja miałem to gdzieś.

Wyplułem trochę krwi, która spłynęła mi z policzka do kącika ust, i zapowiedziałem ojcu z całą powagą:

– Zabiję cię.

Stanął chwiejnie na nogach i spojrzał na mnie z wściekłością, jakby to wszystko była moja wina.

– Tak jak zabiłeś moje marzenia? Gdyby nie ty i ta głupia dziwka, mógłbym dalej robić to, co chciałem. Jeździć po świecie, oglądać wielkie zespoły. Ty zniszczyłeś to wszystko, samolubny gnojku. Prosiłem tylko o jedno. Zobacz, do czego mnie zmuszasz!

Jego słowa nie miały sensu, ale i żadnego znaczenia. Widziałem tylko zapłakaną matkę i słyszałem, jak prosi go, żeby przestał. Ale tego nie dało się już zatrzymać. Ogień szalał i miałem gdzieś, czy spali go na zwęglone truchło.

Wciąż był mocno nawalony, więc kiedy go uderzyłem, padł jak podcięty. Gdzieś z bardzo daleka słyszałem, jak mama krzyczy moje imię, i czułem ogromną satysfakcję, że on nie był w stanie za mną nadążyć. Jego nos przyjemnie chrupnął pod moją pięścią. Nie wiem, ile razy go walnąłem. Nie wiem, kto wezwał gliny ani czy mama płakała nade mną, czy nad nim. Dopiero kiedy kajdanki się zatrzasnęły i gliniarz, który nie był chyba starszy ode mnie, zaczął mnie wpychać na tylne siedzenie radiowozu, dotarło do mnie, co zrobiłem.

Ojciec leżał sztywny jak kłoda na chodniku. Jego twarz była zalana krwią, ratownik medyczny zakładał mu maskę z tlenem na nos i usta. Moja mama, moja biedna mama, w całej swej sinoniebieskiej, załzawionej chwale, trzymała jego bezwładną rękę i powtarzała, że wszystko będzie dobrze. Chyba coś we mnie ostatecznie umarło, kiedy wsiadła do karetki, żeby jechać z nim do szpitala. Młody gliniarz popatrzył na mnie spokojnie, jakby widział to już dzisiaj sto razy, i spytał:

– Zechce mi pan powiedzieć, co się dzieje?

Westchnąłem i pozwoliłem, by głowa opadła mi na oparcie. Nie pierwszy raz siedziałem z tyłu w radiowozie, ale miałem paskudne przeczucie, że to będzie najpoważniejszy powód.

– Uderzył ją. Zwykle tylko nią pomiata, mówi jej, że jest zła i do niczego, ale tym razem podniósł na nią rękę. Po prostu nie wytrzymałem.

Gliniarz przyglądał się uważnie mojej twarzy.

– On to panu zrobił? – Zapomniałem o policzku; teraz dotknąłem go językiem od spodu. Rana ciągle piekła, ale już nie krwawiła, więc uznałem, że pewnie obejdzie się bez szwów.

– Tak. Skurczybyk walnął mnie, jak tylko wszedłem.

Dłonie zaczynały mi boleśnie pulsować, skórę na kostkach palców miałem popękaną i zdartą. Świadomość tego, co zrobiłem, zaczęła mi przygniatać barki.

Policjant kiwnął głową i zabębnił palcami w dach samochodu.

– Oboje twierdzą, że to pan zaczął. Ojciec chce wnieść oskarżenie o napaść.

Jęknąłem. Założyłbym się, że wycofałby je natychmiast, gdybym tylko zgodził się podczepić go do Artifice i posłać w trasę.

– Musimy zabrać pana na posterunek i zameldować na noc. Chce pan do kogoś zadzwonić w sprawie kaucji?

Kiwnąłem głową i poprosiłem go, żeby zadzwonił do Rowdy’ego. Podałem Rowdy’emu skrótową wersję wydarzeń i nie miałem wątpliwości, że ściągnie kawalerię, ale w latach bujnej młodości wystarczająco często miałem do czynienia ze stróżami prawa, by wiedzieć, że choćby pędził z prędkością światła, i tak czeka mnie bity dzień spędzony pod kluczem.

Byłem wdzięczny, że w drodze na posterunek gliniarz nie wypytywał mnie ani nie próbował dawać nieproszonych rad. Doceniałem też to, że nie pytał mnie w kółko, czy chcę wiedzieć, jak się miewa mój ojciec. Nie chciałem tego wiedzieć i nie chciałem wiedzieć, co ma na ten temat do powiedzenia moja matka. To była ostatnia kropla. Postanowiłem, że pojadę w tę europejską trasę. Że zastanowię się nad podpisaniem kontraktu z wytwórnią, skoro tego chcieli chłopacy. Że zrobię wszystko, wszystko, przed czym się powstrzymywałem ze względu na nią. I na pewno nie będę więcej próbował robić za bufor między nią a tym gnojem.

Zapuszkowali mnie. Zdjęli odciski palców, zabrali biżuterię i pasek, portfel i telefon, i wsadzili do celi z gościem, którego ewidentnie przymknęli za narkotyki. Facet był nerwowy i ciągle mnie pytał, czy nie mam fajki, chociaż każdy wiedział przecież, że w areszcie nie ma palenia. Siedziałem na twardej ławce i gapiłem się w sufit przez całe godziny. Czas płynął, do celi wprowadzano innych ludzi, niektórych zabierano, a ja siedziałem nieruchomo. Starałem się wtopić w ceglane ściany i modliłem się, żeby ten dzień już minął.

Nawet nie chciałem się zastanawiać, jak mam to wszystko wytłumaczyć Ayden. Nasz związek raczej nie był jeszcze na etapie wyciągania chłopaka z aresztu za kaucją. Do diabła, nie wiedziałem nawet, czy nasz związek w ogóle jest na etapie związku. Coś mi mówiło, że ten mały wypadek będzie równie trudny do przełknięcia jak heavy metal na pogrzebie. Już i tak widziała we mnie tylko gościa, który nadaje się wyłącznie do zabawy w łóżku, i ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było udowadnianie jej, że ma rację.

Było już dobrze po zmroku, kiedy wreszcie udało się wpłacić za mnie kaucję. Miałem się zjawić w przyszłym tygodniu w sądzie na rozprawę i ten sam gliniarz, który mnie zatrzymał, odprowadził mnie do pomieszczenia, gdzie czekał Rowdy z garścią papierów do wypełnienia. Miał bardzo poważną minę i było widać, że nie jest szczęśliwy. Gliniarz podał mi torbę z moimi gratami i uścisnął mi dłoń.

– Pewnie to pana nie pocieszy, ale wolałbym skuwać tego starego zamiast pana. Widuję takie rzeczy codziennie. Rozumiem, że chciał pan tylko dać mu nauczkę za mamę. Zbyt wiele dzieciaków ląduje w takiej sytuacji, i to często o wiele młodszych od pana.

Westchnąłem tylko i podziękowałem mu za dobre słowo.

Rowdy chwycił mnie za kark i praktycznie wywlókł z posterunku. Zdziwiłem się, widząc, że jest sam, ale kiedy szliśmy do jego czarnego SUV-a, powiedział:

– Ten policjant wspomniał, że zostawiłeś w Heights challengera z kluczykami w stacyjce. Nash namówił Rule’a, żeby z nim pojechał po auto i odstawił je do domu. Bał się, że ten stary drań może je uszkodzić.

Mnie to nawet nie przyszło do głowy, więc wymamrotałem podziękowanie i spojrzałem na niego kątem oka.

– Dzięki, że po mnie przyjechałeś, stary.

Zbył to.

– Spoko.

– Serio. Oddam ci kasę.

– Okej, zaraz ci przyłożę w drugą stronę twarzy. Przestań truć i powiedz mi, jak to było.

Wbiłem pięści w oczodoły i próbowałem się od tego odciąć, ale ciągle widziałem tylko zapłakaną matkę z podbitym okiem. Miałem ochotę sprać starego jeszcze raz.

– Było jak w jakimś gównianym filmie klasy B. Ojciec rzuca synem o ziemię, matka ma podbite oko, a efekt jest taki, że jestem oskarżony o napaść. – Poruszyłem palcami i skrzywiłem się, kiedy ranki na kostkach zabolały. – Zabiłbym go. Serio, Rowdy. Było blisko.

Milczał przez długą chwilę i pomyślałem, że być może przekroczyłem granicę naszej przyjaźni, ale kiedy się odezwał, jego głos brzmiał spokojnie i nie było w nim potępienia.

– I należałoby mu się. Żaden facet nie powinien bić kobiety.

Jęknąłem i miałem ochotę powyrywać sobie włosy.

– Teraz mogę myśleć tylko o tym, od jak dawna to trwało i dlaczego ona nigdy nic nie powiedziała. Wsiadła z nim do pieprzonej karetki i pojechała do szpitala. Krwawiła i miała podbite oko, ale pojechała z tym gnojem do szpitala, w którym pracuje. Nie odezwała się słowem, kiedy gliniarz mnie skuwał i upychał do radiowozu, nie powiedziała nawet „dziękuję”. Skończyłem z tym, stary. Po prostu skończyłem.

– Musisz wynająć adwokata.

– Tak, chyba powinienem.

– Porozmawiaj z mamą. Niech im powie, że najpierw to on ją pobił.

Pokręciłem głową.

– Nic z tego. A powinienem był wiedzieć, że się na to zanosi. Było coraz gorzej. Nie chciałem go umówić z Dariem i chłopakami z Artifice. Chciał z nimi jechać w trasę w ekipie technicznej. Uwierzysz? Odmówiłem mu, więc pobił matkę, a potem próbował mną wytrzeć podłogę. Jest nienormalny.

– I co zamierzasz?

Tak, to było dobre pytanie. Co zamierzałem? Ale nie znałem odpowiedzi, więc się nie odezwałem. Ucieszyłem się na widok challengera zaparkowanego na podjeździe. Ucieszyłem się też, widząc, że nie ma mini Cory i jeepa Ayden. Nie wiedziałem, co mam im powiedzieć, i teraz, mając czas na zmycie z siebie smrodu aresztu i poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie, zamierzałem z niego skorzystać. Odwróciłem się do Rowdy’ego i posłałem mu krzywy uśmiech, wyprany z radości.

– Daj znać chłopakom, że nic mi nie jest. Przede wszystkim Nashowi. To nie jest pierwsza jazda z moim starym. I raczej nie ostatnia.

– Jesteśmy z tobą, Jet. Nie przejmuj się.

Kiwnąłem głową na podziękowanie i wyskoczyłem z SUV-a. Zbliżała się północ, a ja byłem wykończony i brudny. W tej chwili chciałem tylko zrzucić z siebie wszystko, dosłownie i w przenośni. Gryzłem się, że powinienem był przewidzieć to już dawno temu i nie podobało mi się, że wciąż czułem się zraniony i zawiedziony przez matkę. Nie dałem sobie czasu na zmianę zdania – zanim poczucie winy i cokolwiek innego zaczęło mi przeszkadzać w podjęciu decyzji, wysłałem Dariowi esemesa, że ja i chłopcy piszemy się na tę trasę. A co to będzie oznaczało dla mojego związku z Ayden? Tym problemem zamierzałem się zająć później. W tej chwili potrzebowałem czegoś namacalnego, na czym mógłbym się skupić, a ułożenie świetnego setu koncertowego, który podbije zagraniczną publiczność, było właśnie czymś takim. Wyłączyłem telefon, zanim Dario mi odpisał, i poszedłem do łazienki.

Rzuciłem brudne, zakrwawione ciuchy na podłogę i odkręciłem tak gorącą wodę, jaka tylko leciała z kranu. Kiedy para wypełniła łazienkę, wszedłem pod prysznic i pozwoliłem, by wrzątek popłynął mi po głowie, po plecach i ramionach. Chciałem zmyć z siebie cały ten dzień, ale było to marzenie ściętej głowy, bo ciągle miałem ojca w szpitalu i wyznaczony termin rozprawy sądowej i nawet najgorętsza woda nie była w stanie tego usunąć. Zacisnąłem pięści pod strumieniem i patrzyłem beznamiętnie, jak zaschnięta krew rozpuszcza się i ścieka do odpływu. Rana na twarzy zaczęła szczypać i właśnie chciałem ją umyć, kiedy szklane drzwi kabiny się rozsunęły. Poczułem miękkie dłonie, które prześlizgnęły się po mojej talii i spoczęły na brzuchu. Pocałunek lekki jak piórko wylądował na moim karku; w następnej chwili przytuliła policzek do moich pleców.

Miękkie dłonie, miękka skóra, miękkie piersi i najsłodszy głos, jaki kiedykolwiek słyszałem. Wszystkie ostre kanty i palący ból całego dnia rozpuściły się jeden po drugim, spłynęły razem z brudem i krwią. Koszmarne napięcie, skręcone w moim wnętrzu jak sprężyna, zaczęło powoli odpuszczać; położyłem pokaleczoną dłoń na jej drobnych dłoniach.

– Zły dzień?

Jej akcent był trochę wyraźniejszy niż zwykle i chciałem wierzyć, że to przez zmartwienie o mnie i że naprawdę się troszczy tak samo, jak ja zaczynałem troszczyć się o nią. Poczułem, że przysunęła się bliżej, cała przylgnęła do moich pleców. Poczułem też, że inne części mojego ciała zaczynają się sprężać, ale w bardzo przyjemny sposób. Wystarczyło jedno dotknięcie tej dziewczyny i wszystko przestawało się liczyć.

– Na pewno nie był to jeden z tych dobrych.

Przesunęła dłoń wyżej, na moje serce, i z pewnością poczuła, jak łomocze pod jej placami. Druga dłoń zsunęła się niżej i to niemal wystarczyło, bym zapomniał, jak gówniany był ten dzień. Chciałem się odwrócić, chciałem ją objąć, ale pozwalałem, by to ona mnie obejmowała, by jej dotyk sklejał mnie z powrotem w całość, bo właśnie tego w tej chwili potrzebowałem najbardziej. Więc stałem tak z zamkniętymi oczami i tylko wyciągnąłem ręce przed siebie, by oprzeć się o ścianę. Nie widziałem już pobitej twarzy mamy, nie czułem, jak nos ojca kruszy się pod moimi pięściami. Teraz ważna była tylko Ayden i to, że mogła to wszystko załagodzić, uleczyć mnie.

Jej palce wędrowały wzdłuż mojego ptaka, budząc dreszcze. Czułem każde muśnięcie, każdy ruch dłoni na mojej piersi. Serce wystukiwało rytm, który na pewno czuła, i za każdym razem, kiedy ściskała mnie albo prześlizgiwała się dłonią po kolczyku na czubku, zaczynało tłuc się jak szalone i czułem jej uśmiech na karku. Przesunęła dłoń – tę, którą trzymała na mojej klatce piersiowej – tak, by móc obrysować palcami kolczyk w sutku i przez sekundę myślałem, że nogi odmówią mi posłuszeństwa. Zwykle nie zaszczycała uwagą osprzętu, który miałem w miejscach widocznych, tylko kiedy się rozebrałem. Teraz interesowała się nim tak intensywnie, tak świetnie się mną zajmowała, że doprowadzało mnie to do obłędu.

Pocałowała mnie za uchem i przeciągnęła językiem po kolcu zdobiącym szczyt małżowiny. Jej zręczne dłonie zrobiły z kółkiem na czubku kutasa coś takiego, że ledwie wysapałem jej imię i wiedziałem już, że na pewno nie wytrzymam długo. Przygryzłem dolną wargę i zacząłem rytmicznie uderzać w śliskie wnętrze jej dłoni. Było miękkie i podatne, jakby dokładnie wiedziała, czego potrzebuję, by usunąć ze mnie całą truciznę. Kiedy jej silne zęby zacisnęły się na ścięgnie mojej szyi, którą napinałem, usiłując przedłużyć przyjemność i wycisnąć każdą sekundę zapomnienia, jaką miała do zaoferowania, było po mnie. Jej śmiech był delikatną pieszczotą na moim barku i poczułem, że położyła policzek na mojej mokrej skórze. Wyżęła mnie do cna, słuchając mojego sapania, a w końcu poklepała napięte mięśnie mojego brzucha.

– Już wszystko dobrze?

Otrząsnąłem wodę z twarzy i zakręciłem kran. Odwróciłem się, by spojrzeć na Ayden. Zobaczyłem, że jej piękne oczy zrobiły się wielkie, kiedy jej wzrok padł na ranę na moim policzku, więc schowałem dłonie za plecy, by nie zobaczyła, że i one są pokaleczone.

– Daleko mi do tego.

Sięgnęła do mojej twarzy, ale odsunąłem się, zanim zdążyła jej dotknąć. Nie chciałem, żeby miała jakikolwiek kontakt z tą całą ohydą, choćby miał to być tylko gest pocieszenia i troski. Przygarnąłem ją do piersi i staliśmy tak, przyciśnięci do siebie, mokrzy i śliscy; żałowałem, że ta chwila nie może trwać wiecznie. Objęła mnie, a ja o mało nie zakrztusiłem się westchnieniem ulgi. W głębi duszy ciągle nie wiedziałem, co sobie myśli ta dziewczyna, i naprawdę sądziłem, że widząc mnie w takim stanie, może spłoszyć się i powiedzieć: „Było fajnie, Jet, ale ja nie mam na to czasu”. Ale ona położyła mi dłonie na tyłku i potarła policzkiem mój policzek, ten nieuszkodzony.

– Miałam zamykać bar, ale martwiłam się o ciebie, więc wywierciłam Shaw dziurę w brzuchu, żeby została za mnie. Wszyscy się o ciebie strasznie martwili.

Westchnąłem w jej włosy i otworzyłem drzwi kabiny. Najpierw okryłem ją ręcznikiem, z wielkim żalem, bo mało co na świecie podobało mi się tak jak naga Ayden, potem sam owinąłem sobie biodra. Nie wiedziałem, czy chce iść do swojego pokoju, czy do mojego, więc wyszedłem za nią z łazienki, co miało ten dodatkowy plus, że mogłem przez całą drogę patrzeć na te długie, gołe nogi. Wybrała mój pokój, co nie było zaskoczeniem. Lubiła, kiedy grałem na gitarze i pracowałem nad piosenkami, i chyba wiedziała, że po takim dniu jak dzisiejszy będę potrzebował przelać coś na papier, nim skończy się noc. Nie wiem, jakim cudem jej się to udawało, ale niezależnie od tego, na jakim etapie był nasz związek – czy też nie-związek – Ayden Cross była jedyną osobą, która po prostu mnie rozumiała. Już samo to wystarczało, by zależało mi na niej, jak nigdy nie zależało na nikim. Tak łatwo byłoby się w niej zakochać, mimo wszystkich jej tajemnic.

Zrzuciła ręcznik i weszła na czworakach na ciemnoczerwoną narzutę. Te nogi, te jej ciemne włosy, te oczy, w których błyszczały sekrety i pokusy, oczarowały mnie, wprawiły w trans i miałem tylko ochotę gapić się na nią. Patrzyła na mnie spokojnie przez długą chwilę. Nie wiedziałem, co jej powiedzieć, więc spojrzałem tylko na swoje pokaleczone dłonie i zmarszczyłem brwi, zaciskając i otwierając pięści.

– Nie musiałaś wcześniej wychodzić z pracy. Wytrzymałbym jakoś do twojego powrotu.

Jedna z jej kruczych brwi podjechała do góry, jeden kącik ust wygiął się w seksownym uśmiechu. Kiedy odchyliła się do tyłu i oparła na łokciach, jej piersi zrobiły coś takiego, że każdy gorącokrwisty samiec na tej planecie dostałby świra.

– Przestań, Jet. Martwiłam się o ciebie. Przez całe popołudnie zastanawiałam się, czy nie przyjechać na posterunek, ale pomyślałam, że gdybyś chciał mnie tam widzieć, tobyś zadzwonił. Wiedziałam, że chłopaki zajmą się sobą po swojemu, ale musiałam się do ciebie dobrać, żeby zająć się tobą na mój sposób. Zapytam cię, co się stało, i porozmawiamy o tym na serio, bo widzę twoje dłonie, Jet. Czułam je na sobie, znam je i wiem, że coś, co doprowadziło cię do tego, nie mogło być bzdurą. Ale nie widzę powodu, żeby przeprowadzać tę rozmowę, zanim nie wypędzimy z ciebie choć trochę tego paskudztwa, które widzę w twoich oczach, więc rusz ten swój jędrny tyłek i chodź tutaj.

Poklepała łóżko obok siebie i to wystarczyło, żeby wydobyć ze mnie śmiech zaskoczenia. Czułem podziw dla niej i jeszcze coś głębszego, co targnęło mną od środka, kiedy chwyciłem ją za kostkę i rozsunąłem te jej długie nogi. Prychnęła rozbawiona przez nos i tym razem to ja uniosłem brew ze zdziwienia. Była śliczna i gładka, wszędzie. Wszystko, czego dotykałem, było miękkie i jedwabiste, i wiedziałem, że smakuje cynamonem i cukrem. Była tak bardzo na miejscu tu, w moim łóżku, że trudno mi było przypomnieć sobie, jak wyglądało, zanim stała się jego stałą rezydentką.

Przeciągnąłem dłonią po gładkiej nodze i połaskotałem ją pod kolanem. Kiedy zmrużyła oczy, wyszczerzyłem się do niej w uśmiechu.

– Co?

– Przestań się ze mną bawić.

Miała płaski brzuch, który łagodną linią zwężał się od bioder. Schyliłem się i pocałowałem ją tuż pod pępkiem, a potem wytyczyłem mokrą ścieżkę pocałunków wprost do śliskich fałdek. Zatrzymałem się i usłyszałem, że zaklęła. Wczepiła palce w moje mokre włosy i objęła nogami moje żebra.

– Chcę się tobą zająć tak, jak ty zajęłaś się mną. – Pocałowałem ją jeszcze raz, trochę niżej, i usłyszałem, jak dyszy i przeklina jednocześnie. Jej uda stężały po obu stronach mojej głowy. Przeciągnąłem po jej łechtaczce sztyftem, który miałem na środku języka, i poczułem, jak jej całe ciało drży spazmatycznie od tej delikatnej pieszczoty. Roześmiałem się, a ona pociągnęła mnie za włosy.

– Boże, Jet, zrujnujesz moje przekonania na temat tego, jak powinien wyglądać seks. – I dobrze. Od tej pory nie musiała już wiedzieć, jak wygląda seks z nikim oprócz mnie, i chciałem, żeby ze mną było lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, z kimkolwiek.

Znów użyłem języka, tym razem głębiej i mocniej: kręciłem nim, ssałem ją, aż wyprężyła się pode mną i jej skóra zaczęła drżeć wszędzie, gdzie dotykały się nasze ciała. Jej paznokcie wbiły się w skórę na mojej głowie. Kiedy przeciągnąłem posiniaczonymi, popękanymi kostkami palców po jej piersi, znów wyszeptała moje imię i zaczęła odlatywać pod moimi dłońmi i ustami. Ayden dochodziła tak samo, jak robiła wszystko inne: słodko i gładko. Mógłbym ją tak pożerać przez całe dnie do końca życia, ale była niecierpliwa. Najwyraźniej na tę noc miałem już z głowy rewanż za jej „troskę”, bo wykręciła się spode mnie i pchnęła mnie na plecy. Pozwoliłem jej na to. Założyłem ręce za głowę i patrzyłem spod ciężkich powiek, jak przechyla się nade mną, by wyjąć kondom z nocnej szafki.

Zawsze była bardzo ostrożna, kiedy zakładała na mnie gumkę. Metal w moim sprzęcie chyba wciąż trochę ją onieśmielał. Wiedziałam, że go lubi, że uwielbia doznania, które wywoływał, ale zawsze była szczególnie delikatna, kiedy go dotykała, jakby wciąż nie była do końca pewna, jak się z nim obchodzić. Nie potrafię opisać, jak bardzo chciałem, żeby obwiodła kolczyk tym swoim gorącym językiem, żeby go posmakowała, poczuła metal w ustach. Ale nie mogłem narzekać; nie była szczególnie wstydliwa i uwielbiałem to, co robiła z resztą mojego ciała. Lubiłem, kiedy traciła panowanie nad sobą i wbijała mi paznokcie w plecy, kiedy zapominała się i spuszczała ze smyczy namiętność i głód, które kipiały między nami – używała wtedy zębów odrobinę za mocno albo ciągnęła mnie za włosy trochę bardziej brutalnie, niż zamierzała.

Przełożyła długą nogę nad moją talią i uniosła się nade mną. Nie widziałem nic prócz świetlistych, bursztynowych oczu, wpatrzonych we mnie. Wbiła zęby w dolną wargę, kiedy chwyciłem jej dłoń i mocno zacisnąłem ją na czubku kutasa. Jej brwi podjechały do góry i zobaczyłem niepokój na jej zaróżowionej twarzy. Kolczyk zaczął cudownie pulsować. Uśmiechnąłem się do niej drwiąco.

– Na koń, kowbojko.

Zaczerwieniła się jeszcze mocniej i opadła na mnie. Oboje jęknęliśmy. Pasowaliśmy do siebie. Tak po prostu – byliśmy dopasowani. Pochyliła się, żeby mnie pocałować i dotknięcie jej sterczących sutków do moich sprawiło, że oboje syknęliśmy z rozkoszy. Przycisnęła czoło do mojego i znalazła rytm, który kazał mi wbić palce w jej biodra i zakląć szeptem. Za każdym razem, kiedy się unosiła, jej nabrzmiałe wnętrze zasysało mnie, aż myślałem, że eksploduję. Oboje byliśmy częściowo zaspokojeni przez wcześniejsze wygłupy i teraz to powolne narastanie przyjemności, ta mozolna wspinaczka do orgazmu pozwoliła nam obserwować się nawzajem.

To było o wiele bardziej intymne, o wiele bardziej zaangażowane niż jakikolwiek akt seksualny, w jakim brałem udział wcześniej. Widziałem, jak mój kutas ją wypełnia, czułem, jak jej wewnętrzne mięśnie drżą i zaciskają się na mnie, ale to jej oczy – te oczy, z których chciałem pić wciąż od nowa – to one popchnęły mnie na szczyt. Nareszcie ją widziałem, widziałem, że ma mi coś do zaoferowania, więc pociągnąłem ją ze sobą do orgazmu, od którego oboje oblaliśmy się potem, a kiedy już było po wszystkim, z trudem walczyliśmy o powietrze i powrót do przytomności.

Padła na mnie, położyła dłonie na moim sercu i oparła o nie podbródek. Wsunąłem dłoń w jej włosy i zacząłem przeczesywać palcami ciemne pasma.

– Stłukłem dzisiaj mojego starego na kwaśne jabłko.

Jej spojrzenie padło na moją twarz i pozostało tam.

– Dlaczego?

Nie byłem w stanie patrzeć jej w oczy, więc popatrzyłem w sufit i pozwoliłem, by wydarzenia całego życia wsączyły się w ten rozkoszny, postseksualny kokon, który utkała wokół mnie.

– Bo jest gnojem. Gnojem jako ojciec, jako mąż, jako mężczyzna i jako istota ludzka w szerokim pojęciu. Wbił sobie do głowy, że zapłodnienie mojej matki jakimś cudem zepsuło tę wspaniałą imprezę, jaką było jego życie, zanim myśmy się pojawili, i przez całe lata obwiniał o to i ją, i mnie. Chce pić i szaleć, zachowywać się jak osiemnastolatek, i przez cały czas robi wszystko, żeby ona czuła się bezwartościowa i okropna. Odszedłem z domu, żeby się od tego uwolnić, i zawsze starałem się go jakoś trzymać w ryzach, ale dzisiaj schlał się i pobił ją. Do cholery, kiedy to zobaczyłem, odwaliło mi. On uderzył mnie pierwszy, ale potem zobaczyłem ją z podbitym okiem i mogłem myśleć tylko o tym, że chcę go zabić. Jestem pewien, że złamałem mu nos. Musieli go zawieźć do szpitala. Przez sekundę myślałem, że go zatłukłem, dopiero gliniarze mi powiedzieli, że nie miałem aż takiego szczęścia. Ale najgorsze było to…

Nic nie mówiła, patrzyła tylko, jak opowiadam i słuchała mojego serca bijącego pod jej dłońmi.

– Najgorsze było to, że ona wsiadła do karetki i pojechała z nim do szpitala, kiedy mnie wieźli do aresztu. Stanęła po jego stronie i powiedziała gliniarzowi, że to ja zacząłem, zwaliła winę na mnie. Ja po prostu tego dłużej nie zniosę i czuję się przez to jak gówno.

Uniosła dłoń i czubkiem paznokcia obrysowała kontur moich ust, wygiętych w gorzkim grymasie.

– Poświęcenie własnego życia dla rodziny musi się gdzieś kończyć, Jet. Nie możesz być wiecznie wściekły i zraniony przez to, że ona nie pozwala sobie pomóc. W pewnej chwili będziesz musiał uznać, że sama dokonała wyboru, i jest jasne, że nie wybrała ciebie.

Patrząc na całokształt, właśnie to bolało najbardziej.

– Za dwa dni mam rozprawę w sądzie. Oskarżył mnie o napaść.

– On uderzył cię pierwszy. Mów, że to była samoobrona.

Zrobiłbym tak, ale prawda była taka, że gdyby policja nie zjawiła się w odpowiedniej chwili, teraz odpowiadałbym za zabójstwo. Westchnąłem, kiedy wyjęła moje palce ze swoich włosów i delikatnie ucałowała każdą poranioną kostkę. Nie poczułem się uleczony, nigdy nie znałem tego uczucia, ale wiedziałem, że właśnie to próbuje dla mnie zrobić. Udało jej się odrobinę przygasić ten wściekły płomień, który zawsze był we mnie tuż pod powierzchnią.

– Nie wybieramy rodziny ani miejsca pochodzenia, Jet. Możemy wybrać tylko to, kim się staniemy wbrew nim i przez nich.

Położyłem dłoń na jej policzku i pogłaskałem kciukiem wyraźnie zarysowaną kość policzkową. Zawsze wydawała mi się elegancka i wyrafinowana, jakby była jakimś drogim przedmiotem, którym można się cieszyć i który docenia się jak nagrodę za bardzo dobre sprawowanie. Nigdy nie rozumiałem, kiedy rzucała aluzje, wskazujące, że to może być tylko starannie zaprojektowana fasada.

– Dlaczego nigdy nie opowiadasz, skąd jesteś, o swojej rodzinie? I to nie tylko mnie. Cora mówi, że prawie nie wspominasz o swoim życiu sprzed studiów. Było takie złe?

Zobaczyłem, że mur odbudowuje się na nowo, brama się zamyka, choć wciąż byliśmy nadzy i połączeni intymnymi częściami ciała. Jej usta stwardniały, wszystkie ciepłe błyski, które widziałem w jej oczach, zniknęły. Pomyślałem, że spróbuje się odsunąć, więc chwyciłem ją za kark pod włosami i przytrzymałem. Spojrzała na mnie groźnie, ale nie próbowała uciec. Opuściła ręce i pozwoliła opaść głowie; teraz jej policzek był przyciśnięty do wyszczerzonej twarzy anioła śmierci wytatuowanego na mojej piersi. Położyła dłonie na moich żebrach i odpowiedziała, patrząc w ścianę:

– Życie nie było takie złe. Ja byłam.

– Co to znaczy, Ayd? – Delikatnie przeciągnąłem dłonią w górę i w dół po jej plecach. Gdziekolwiek dotykałem tej dziewczyny, najintensywniej odczuwał to mój kutas.

Kiedy wypuściła powietrze, dostałem gęsiej skórki od łaskoczącego oddechu.

– To znaczy, że jeszcze niedawno nie byłam zbyt dobrym człowiekiem. Było zbyt wielu chłopaków z absolutnie niewłaściwych powodów. Były narkotyki i brak poszanowania prawa, a ludzi oceniałam według tego, co mogli dla mnie zrobić. Wykorzystywałam wszelkie środki, żeby uzyskać to, czego chciałam, i nie obchodziło mnie, kto na tym cierpiał i co kto o mnie myślał. Byłam nikim, a jedyny powód był taki, że ludzie dookoła tego oczekiwali. Nikt nie uważał mnie za inteligentną. Nikt nie wierzył, że ogarnę się na tyle, by się stamtąd wyrwać, i gdyby pewien nauczyciel nie zainteresował się mną i nie zmusił do wzięcia się w garść, zanim będzie za późno, pewnie oni wszyscy mieliby rację.

Opisywała jakąś obcą osobę. Kogoś tak innego niż ta pozbierana dziewczyna przytulona do mnie, że nie potrafiłem nawet wyobrazić jej sobie w tym samym pomieszczeniu, a co dopiero w tym samym ciele.

– Nawet nie wiem, co na to odpowiedzieć. Nie znam tej dziewczyny.

Jej kciuk prześlizgiwał się po moich żebrach i pieścił naciągniętą skórę między nimi. To było kojące – ona cała była kojąca i pragnąłem, by była balsamem, który raz na zawsze zgasi ten ogień we mnie. Ton jej głosu i to, że wciąż nie mogła spojrzeć mi w oczy, mówiły mi, że słowa „na zawsze” i „Jet” nie stoją w jej głowie obok siebie, niezależnie od tego, jak dobrze nam ze sobą w łóżku i jak ogromny wpływ mamy na siebie nawzajem.

– Nie, ale ona zna ciebie. Wie, że przez ciebie czuję się dzika, że się nie kontroluję i że nie chcę, by to się skończyło. Wie, że znów mam ochotę zrobić wszystko, byle cię mieć, bez oglądania się na konsekwencje i przeszkody. Bo działasz na mnie jak nikt do tej pory i jesteś bardziej uzależniający niż wszelkie nielegalne substancje, w których babrałam się w przeszłości. A przede wszystkim wie, że kiedy jestem z tobą, myślę tylko o nas dwojgu i o tym, by jak najszybciej znaleźć miejsce, gdzie będziemy mogli zrzucić ciuchy, i o tym, jak długo będę musiała czekać, by móc wtulić się w twoje ramiona i posłuchać, jak dla mnie śpiewasz. Nie myślę o przyszłości, o szkole ani o innych ważnych rzeczach, nad którymi muszę pracować, żeby stworzyć własne życie. Mógłbyś mną zawładnąć, Jet, a nie chcę, żeby to się kiedykolwiek stało.

Chwyciłem ją za tyłeczek i pociągnąłem za udo, aż legła płasko na mnie. Powinienem wstać i zająć się swoimi sprawami, ale nie chciałem się ruszać. Ramieniem z zegarami Dalego objąłem jej barki i znów dopadła mnie myśl, że każda minuta spędzona z tą dziewczyną będzie musiała mi wystarczyć na całe życie, kiedy jej już nie będzie.

– A jeśli to nie ma znaczenia? Gdybym lubił ją tak samo, jak lubię tę wersję ciebie? Nie chcę tobą zawładnąć, Ayden, chcę tylko być z tobą.

Westchnęła i pocałowała mnie w obojczyk.

– Nawet ja nie potrafiłabym jej lubić, Jet, i ty też raczej nic byś na to nie poradził.

Chciałem jej powiedzieć, że to wszystko jest nieistotne. Chciałem jej powiedzieć, jak ważna jest dla mnie. Że nikt oprócz wujka Phila i chłopaków nigdy się o mnie nie troszczył i że nie wiem, co zrobić z faktem, że ona się o mnie martwi. Już samo to było na tyle potężne, że czułem, iż mógłbym się w niej zakochać. Nie miałem ochoty już nigdy wypuszczać jej z objęć.

Chciałem jej powiedzieć, że teraz nie widzę już w swoim życiu i łóżku miejsca dla nikogo innego, tylko dla niej, i że dopiero kiedy ona się pojawiła, te wszystkie piosenki miłosne, które pisałem i śpiewałem, stały się dla mnie zrozumiałe. Ale nie powiedziałem, bo zdawałem sobie sprawę, że nie jest gotowa, by to usłyszeć; nie wiedziałem nawet, co dla mnie samego oznaczają te uczucia.

Tak jak w chwilach, kiedy topił mnie żar, zamierzałem trzymać się jej tak długo, jak się da, dopóki ogień nie stanie się zbyt gorący i nie spali mnie żywcem, a jej pozostanie tylko patrzenie na zgliszcza.

Koniec wersji demonstracyjnej.