Uciec jak najwyżej. Nie dokończone życie Wandy Rutkiewicz - Ewa Matuszewska

Uciec jak najwyżej. Nie dokończone życie Wandy Rutkiewicz

0,0

Wanda Rutkiewicz, zwana Gwiazdą Himalajów, pierwsza Polka, która zdobyła Mount Everest, zaginęła podczas swej kolejnej górskiej wyprawy.
Mało jest kobiet na świecie, które w sporcie tak ekstremalnym jak himalaizm osiągnęły tak dużo. Opowieść o niej napisała dziennikarka, a zarazem przyjaciółka. Pisze tu o pasji wspinania, ale także o Wandzie Rutkiewicz jako o człowieku, o ludziach w jej życiu, przede wszystkim zaś o ich wcale niełatwej, ale wiernej przyjaźni, tworząc zaskakująco żywy portret swej bohaterki.

"Jest to opis naszej przyjaźni, niełątwej, to pewne, lecz nie dającej się zastąpić żadną inną. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. To łatwe pocieszenie, gdyby było prawdą. Czasami jednak zdarza się spotkać kogoś takiego, kogo nieobecność zawsze będzie budzić żal. I tym kimś jest dla mnie Wanda. "Uciec jak najwyżej" to pożegnanie z Wandą, z pisaniem o niej. Są w nim, obok wywiadów, moje wspomnienia, niekiedy sentymentalne, egzaltowane, innym razem odsłaniające brutalną prawdę o górach i ludziach, niekiedy też w nie najlepszym świetle stawiające i Wandę, i mnie. Ale tak było - śmiesznie czasami, czasami paskudnie, dramat mieszał się z groteską, uczucia najcieplejsze z zimną furią. Jak w życiu". (ze Wstępu)

Dodaj komentarz


Była to moja druga biografia Wandy Rutkiewicz. W tej znalazłem znacznie więcej osobistych opisów i odniesień do znajomości obu pań. Było to coś czego szukałem i doskonale uzupełniło moją dotychczasową wiedzę.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne An­drzej Ba­rec­ki

Re­dak­cja Mag­da­le­na Słysz

Ko­rek­ta Da­nu­ta Wo­łod­ko

Zdję­cie Wan­dy Rut­kie­wicz na okład­ce © An­drzej Ku­kucz­ka

Co­py­ri­ght © by Wy­daw­nic­two ISKRY, War­sza­wa 1999, 2007

ISBN 978-83-244-0279-3

Wy­daw­nic­two ISKRY

ul. Smol­na 11, 00-375 War­sza­wa

tel./faks (22) 827-94-15

e-mail: iskry@iskry.com.pl

Przy­go­to­wal­nia: www.no­tus.biz

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Virtualo Sp. z o.o.

II

Kar­ko­no­sze po­wsta­ły

w okre­sie ka­le­doń­skich

ru­chów gó­ro­twór­czych

ja uj­rza­łem świa­tło dzien­ne

9 paź­dzier­ni­ka 1921 roku

skąd się wzią­łem?

Z Ra­do­mia

uro­dzo­ny pod zna­kiem Wagi

ufor­mo­wa­ny

w okre­sie ru­chów to­ta­li­tar­nych

prze­sze­dłem przez

ogień po­wie­trze woj­nę

przez lasy nad War­tą i Pi­li­cą

przez Kra­ków Gli­wi­ce Wro­cław

przez sie­dem gór i sie­dem rzek

i tak wę­dru­jąc po mat­ce zie­mi

po pięk­nej błę­kit­nej pla­ne­cie

nad któ­rą uno­si się czer­wo­ny Mars

i Sa­turn w ty­siącu pier­ście­ni

do­sze­dłem do Gór Ol­brzy­mich

na ulicz­ce pro­wa­dzą­cej do

Mu­zeum Spor­tu i Tu­ry­sty­ki

w Kar­pa­czu

tra­fi­łem na ślad

ślad jej sto­py

ślad uśmie­chu

ślad jej ręki

1-1_jpg

przed laty

prze­glą­da­jąc po­ran­ną ga­ze­tę

do­wie­dzia­łem się

że ko­bie­ta z Wro­cła­wia

zdo­by­ła Mo­unt Eve­rest

przy in­nej spo­sob­no­ści

prze­czy­ta­łem

(w „Prze­kro­ju”? „Pa­no­ra­mie”?)

krót­ki wier­szyk pió­ra Wan­dy

pa­mię­tam że chcia­łem

do niej za­dzwo­nić za­py­tać

co skło­ni­ło Wspa­nia­łą

Krysz­ta­ło­wą Górę

do uro­dze­nia mysz­ki

ale nie star­czy­ło mi śmia­ło­ści

może dla­te­go że w dzie­ciń­stwie

zo­ba­czy­łem i zdo­by­łem tyl­ko „psią gór­kę”

koło Ra­dom­ska (25 me­trów)

i „ko­cią górę”

w so­sno­wym la­sku

koło Ga­brie­lo­wa

do­pie­ro po jej śmier­ci

za­da­łem to py­ta­nie

uśmiech­nę­ła się i po­wie­dzia­ła

otwie­ra­jąc oczy – a pan? pa­nie Ta­de­uszu

dla­cze­go Pan pi­sze wier­sze – ja? ja nie wiem

uli­ca­mi Wro­cła­wia

pły­nę­ły rwą­ce gór­skie

stru­mie­nie rze­ki po­to­ki

w brud­nym lu­strze wody

któ­re wzno­si­ło się i opa­da­ło

sta­ły ko­ścio­ły te­atry domy

lu­dzie na da­chach

ma­cha­li bia­ły­mi nie­bie­ski­mi

czer­wo­ny­mi płach­ta­mi

pań­stwo Gu­cwiń­scy bu­do­wa­li arkę

dla swo­ich zwie­rząt

ra­to­wa­li sło­nie ży­ra­fy lwy i mo­ty­le

śmi­głow­ce uno­si­ły się

nad wo­da­mi

w par­ku Szczyt­nic­kim

w za­to­pio­nym ja­poń­skim ogro­dzie

chwy­ci­łem Wan­dę

za rękę

prze­pra­szam! a Pani do­kąd

śpie­szy – a wie­dzia­łem już

że śpi snem wiecz­nym –

mach­nę­ła ręką

i po­wie­dzia­ła – ja? Idę na Mo­unt Eve­rest

a po dro­dze

na Mat­ter­horn Nan­ga Par­bat

An­na­pur­nę…

po­tem wej­dę jesz­cze

na Kang­czen­dzon­gę… – ale to bar­dzo wy­so­ko

po­wie­dzia­łem – tyl­ko 8586 me­trów

po­wie­dzia­ła

z za­gad­ko­wym uśmie­chem – ale Pani nie za­bra­ła ze sobą

ani śpi­wo­ra ani za­pa­su je­dze­nia

(a wie­dzia­łem już że ona umar­ła)

ani ma­szyn­ki do go­to­wa­nia

a ta pła­chet­ka

ten ko­lo­ro­wy na­mio­cik

jest do­bry dla dzie­ci

moż­na go usta­wić

w ogród­ku dział­ko­wym

pod ja­błon­ką

koło grząd­ki z mar­chew­ką

ko­per­kiem pie­trusz­ką

niech Pani od­pocz­nie

po­wie­dzia­łem z tro­ską

kto to wi­dział! żeby cho­dząc o ku­lach

ska­kać po gó­rach

„ko­ro­na Hi­ma­la­jów” po­cze­ka

na pa­nią

– „po­trzeb­ne jest mi po­czu­cie

za­gro­że­nia i to ta­kie­go,

któ­rym mogę ste­ro­wać”. – niech pani zo­sta­wi w spo­ko­ju

Kang­czen­dzon­gę… prze­cież

tego na­wet wy­mó­wić nie moż­na…

za­pi­sze­my pa­nią do związ­ku li­te­ra­tów

urzą­dzi­my pani wie­czór po­etyc­ki

przy świe­cach prze­czy­ta pani wier­szyk

wyda to­mik otrzy­ma wy­róż­nie­nie

zo­sta­wi śla­dy sto­py

na ska­le Ka­lio­py

Wan­da ro­zej­rza­ła się

po świe­cie i po­wie­dzia­ła do sie­bie – nie stał się jesz­cze dla mnie

to­wa­rzy­szem liny… nie może zro­zu­mieć

25 maja 1992 roku

do­tar­ła do kra­ju wia­do­mość

że Wan­da Rut­kie­wicz

zgi­nę­ła w Hi­ma­la­jach

III

sie­dzia­łem w mu­zeum za­ba­wek

w dom­ku la­lek pa­no­wał ruch

na­kry­wa­no do sto­łu

ktoś grał na pia­ni­nie

ze­gar wy­bi­jał go­dzi­nę

por­ce­la­no­wy ko­tek li­zał łapę

na pal­cach we­szła Wan­da

sta­nę­ła przy ka­flo­wym zie­lo­nym

pie­cu

grze­jąc skost­nia­łe ręce

za­py­ta­łem szep­tem

co ją skło­ni­ło do po­wro­tu

na na­szą do­li­nę łez

i od­po­wie­dzia­ła mi mó­wiąc

„cza­sem my­ślę, że wspi­nam się dla­te­go,

aby prze­ko­nać się,

jaka dro­ga jest mi

na­sza sza­ra co­dzien­ność.

Wra­ca­jąc po­zna­ję, jak sma­ku­je

ku­bek go­rą­cej her­ba­ty,

po dniach pra­gnie­nia,

sen po wie­lu nie­prze­spa­nych no­cach,

spo­tka­nie z przy­ja­ciół­mi

po dłu­giej sa­mot­no­ści

ci­sza… ”

my­śla­łem o jej ży­ciu i śmier­ci

i zo­ba­czy­łem jej od­dech

któ­ry

po­łą­czył się z od­de­cha­mi

ży­wych

lu­dzi zwie­rząt drzew i kwia­tów

za­mek z lodu

wy­pa­ro­wał

wiecz­ne śnie­gi ru­szy­ły się

szkla­na góra

spły­nę­ła w do­li­nę