Kruszynka - Dorota Gąsiorek Drzymała

Kruszynka

0,0

Książka ta opowiada o cierpieniu, jakie doznaje mała dziewczynka chorująca na śmiertelną i rzadką chorobę. Autorka pokazuje także, w jak ciężkiej sytuacji znajdowała się jej matka, jak zachowywało się społeczeństwo, które otaczało te dwie osoby. Poprzez ten tekst pragnęła pokazać, że trzeba z odwagą przechodzić przez przeciwności losu, nie poddawać się. Okazuje się jednak, że większość ludzi woli stać obok, uciec od problemów. Chcieliby by było zawsze dobrze i idealnie, a jakieś ludzkie „wyjątki” nie pasujące do reszty najlepiej odstawić na bok.

Jest to kolejna książka Doroty Gąsiorek Drzymały. Dwie poprzednie to Alfabet dziecka poszukującego oraz Myśli i lęki małego człowieka. Utwory Pani Doroty poruszają tematy związane z problemami międzyludzkimi, a zwłaszcza ukazują problemy małych dzieci, które bardzo często stają się właśnie problemami dla swoich rodziców, którzy je później porzucają. Obecną książką Autorka chce przypomnieć o ważnych wartościach, które niesie ze sobą rodzina, która jest niezbędna do prawidłowego rozwoju i życia człowieka.

Dorota Gąsiorek Drzymała wraz z mężem prowadzi zawodową rodzinę zastępczą. Ma pod opieką trójkę dzieci, a także dwójkę własnych, już dorosłych dzieci.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Życie to smutki i radości.

Życie to gniew i miłość.

Życie to wspaniały dar od Boga, które bez bólu i łez nie znaczyło by wiele.

Adam jest moim mężem od ośmiu lat, poślubiłam go po krótkim okresie znajomości. Wielu naszych znajomych dziwiło nam się że chcemy stworzyć dobry związek, a później rodzinę. Wiedziałam o tym że mój przyszły mąż jest osobą słabą i niektórych sytuacji woli unikać niż przeciwstawić się im. Mimo to po niecałym roku naszego związku pobraliśmy się. Cieszyliśmy się pełnią życia, obydwoje mieliśmy dobre stanowiska pracy. Lubiłam swoją pracę byłam asystentką dyrektora w bardzo dużej firmie, mąż natomiast pracował jako agent ubezpieczeniowy. Na brak pieniędzy nie narzekaliśmy więc zaraz po ślubie postanowiliśmy kupić mieszkanie. Nie chcieliśmy mieszkać w mieście tylko gdzieś na obrzeżach miasta, ponieważ w przyszłości chcieliśmy mieć dzieci i woleliśmy aby wychowywały się bliżej natury. Długo takiego wymarzonego miejsca nie musieliśmy szukać, widzieliśmy o tym oboje że gdy ma się pieniądze wszystko w życiu jest możliwe. Mieszkanie a raczej mały domek stał tak, jak chcieliśmy na uboczu, blisko lasu i łąk. Z mężem łączyło nas bardzo wiele, obydwoje nie mieliśmy już rodziców, z opowiadań Adama rodzice jego, zginęli w wypadku samochodowym jak miał siedemnaście lat. Nie miał także rodzeństwa. Praktycznie został sam. Od czasu do czasu po śmierci rodziców pomagała mu daleka krewna która pochodziła ze strony matki. Nie było mu łatwo, mimo że był już dorosły nie mógł jednak pogodzić się z tak szybkim odejściem rodziców. Ja także zostałam sama. Moi rodzice zmarli. Moja mama zmarła rodząc mnie. Miała czterdzieści dwa lata i ryzykowała ciążą w tym wieku. Tata mój miał pięćdziesiąt lat gdy przyszłam na świat. Z opowiadań taty wiem, że mama bardzo chciała mnie urodzić mimo, że lekarze ją ostrzegali o konsekwencjach jej decyzji. Rodzice jednak cały czas mieli nadzieję, to że wszystko będzie dobrze.

Urodziłam się w ósmym miesiącu, mama bardzo źle się czuła, miała cesarskie cięcie i tak jak tata opowiadał mama zdążyła tylko mnie zobaczyć i przytulić. Kiedy miałam dwadzieścia lat, mój ojciec zmarł na zawał serca. Wiem, że tęsknił za mamą lecz czuł że musi mnie wychować tak dobrze, jak by to zrobiła mama. Mąż i ja, jeszcze przed ślubem postanowiliśmy sobie że będziemy zawsze szczerzy wobec siebie. Adam znał historię mojego życia, a ja jego. Dom wyremontowaliśmy, nawet zdążyliśmy zaprzyjaźnić się z nową sąsiadką, która niedaleko nas mieszkała. Jest to osoba starsza, ale pełna wigoru. Przynosiła nam herbatę i wypieki własnego wyrobu. My, w naszym małym gniazdku, nie mieliśmy jeszcze gdzie sobie przyrządzić. Traktowaliśmy ją jak naszą krewną, lecz nadal zwracaliśmy się do niej „pani”. Nie mieliśmy odwagi zwracać się inaczej. Czuliśmy się wspaniale razem, odwiedzali nas znajomi, lecz marzyłam o własnych dzieciach. Myślałam, że szybko zajdę w ciążę. Nie rozmawiałam na ten temat z Adamem, nie chciałam, aby czuł się winny temu, że nie mamy jeszcze dziecka.


 Pewnego dnia źle się poczułam w pracy. Zwolniłam się na resztę dnia i pojechałam do domu. Pomyślałam, że zadzwonię do męża i powiem mu o tym, że wrócę wcześniej bo źle się czuję.

— Adamie, to ja Magda. Wiesz, poczułam się źle w pracy. Jeśli mógłbyś jutro pojechać ze mną do lekarza, cieszyłabym się.

— Magdo czy nic ci nie jest? Dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej? Odebrałbym cię z pracy. Oczywiście wezmę jutro wolne i pójdziemy razem.

 Po odłożeniu słuchawki przypomniało mi się czemu Adam mówił takim podniesionym głosem do mnie. Zapomniałam, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym i teraz na pewno znów wszystkie wspomnienia wróciły do niego. Myśli, że jak się źle poczułam to mogłam nieostrożnie jechać. Muszę z nim porozmawiać na ten temat gdy tylko wróci do domu. Nie może tak się zamartwiać. Powinien mnie na tyle znać, że jestem bardzo ostrożna, gdybym nie mogła kierować samochodem na pewno bym do niego nie wsiadła. Położę się trochę przed przyjazdem Adama.


— Magdo, już jestem, gdzie jesteś?

— Adamie nie krzycz tak, jestem w domu i czekam na ciebie.

— Ale mnie przestraszyłaś tym telefonem, nie mogłem skupić się na pracy, więc także wziąłem sobie wolne na resztę dnia i przyjechałem.

— Usiądź Adamie, musimy porozmawiać. Nie możesz tak reagować na telefon ode mnie. Gdyby naprawdę działo się coś ze mną źle, nie wsiadłabym za kierownicę. Myślałam, że wiesz o tym.

— Magdo wiem, ale gdy tylko mówisz, że źle się czujesz mam przed oczyma swoich rodziców. Ojca, który mimo, że źle się czuł wsiadł w samochód i postanowił, że odwiezie mamę do pracy. I jak to się skończyło? Zginęli obydwoje a ja zostałem sam, nie chcę aby to się powtórzyło, nie dałbym sobie rady drugi raz po odejściu ukochanej mi osoby.

— Rozumiem to wszystko, ale powinieneś mieć więcej zaufania do mnie. Pójdziesz jutro ze mną do lekarza?

Nic na razie nie mówiłam Adamowi, nie chciałam zapeszyć, czułam jednak, że jestem w ciąży. Od pewnego czasu słodycze, które lubiłam jeść, przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Za to zaczęłam kupować sobie, idąc z pracy, kiszone ogórki. Sprzedawca dziwnie mi się przyglądał, ponieważ nie kupowałam kilograma lecz codziennie po dwie sztuki. Tyle mi bowiem wystarczało. Nie wiedziałam, czy śmiać się z siebie czy może iść do psychologa. Dziwna była ta moja przypadłość, tym bardziej, że siedząc w pracy zamiast skupiać się na obowiązkach, czekałam kiedy pójdę do sklepu po ogórki. Zapach ogórków czułam już z daleka. Dobrze więc, że jutro idziemy do lekarza, nie powiedziałam tylko Adamowi, że ten lekarz u którego mamy umówioną wizytę, to ginekolog. Na pewno bardzo się zdziwi i spyta dlaczego do tego a nie do rodzinnego. Wymyślę coś, dopóki lekarz nie potwierdzi diagnozy, że jest to ciąża. Po co mamy cieszyć się zawczasu. W nocy nie mogłam spać. Za to mój mąż chrapał, gdyby jednak wiedział jakie mam podejrzenia na pewno zadręczał by mnie pytaniami, czy wszystko jest w porządku, albo czy czegoś nie potrzebuję. Po cichu wyszłam na taras aby pooddychać świeżym powietrzem. Jak tu pięknie, gdyby żyli moi rodzice i Adama było by jeszcze wspanialej.

— Magdo czemu nie śpisz? Przepraszam nie chciałem cię przestraszyć, ale przewracając się na drugi bok zauważyłem, że nie ma cię obok mnie. Myślałem, że nasze wspólne życie przyśniło mi się.

— Ale ty jesteś niemądry. Już byś chciał się mnie pozbyć? Choć, wracajmy do łóżka, jutro czeka nas wizyta u pana doktora.

— Kochanie wstajemy, zrobiłem śniadanie, wstań bo się spóźnimy. Zapomniałaś mi powiedzieć do jakiego lekarza idziemy. Wiesz, ja nie znam się do jakiego musimy iść z twoimi dolegliwościami.

— Nie martw się, ja wiem, pójdziemy do ginekologa.

Mąż miał poważną minę, nie odezwał się ani jednym słowem. Myślał, że powiem mu coś więcej, lecz ja także postanowiłam nie wyprzedzać faktów.

— Dzień dobry pani, mam umówioną dziś wizytę ginekologa.

— Tak, pan doktor czeka na panią.

Czyżbym się spóźniła?

— Adamie idziesz ze mną czy poczekasz na korytarzu?

— Poczekam, idź sama.

Nie chciałam głośno mówić, ale na pewno znów mąż się czegoś wystraszył i wolał się wycofać. Stojąc przy drzwiach gabinetu zastanawiałam się czy się też nie wycofać, a jeśli się moje podejrzenia się sprawdzą? To nic, badania lekarskie nikomu jeszcze nie zaszkodziły, jedynie mogą pomóc.

— Proszę wejść.

— Dzień dobry panie doktorze.

— Niech pani usiądzie i powie co pani dolega.

— Nie jestem pewna ale chciałabym aby pan doktor potwierdził moje podejrzenia. Myślę, że może w końcu zaszłam w ciążę.

— Zaraz się przekonamy, niech pani się przygotuje do badań.

Tak jakoś słabo mi się zrobiło.

— I co panie doktorze, jestem w ciąży czy nie? 

 

Dorota

Gąsiorek Drzymała

 

 

 

 

 

3631

 

 

 

 

 

logo

2013

Wydawca:

Facebook

Wydawnictwo Witanet

Zaproszenie do zakupu