Listy 1957-1985 Jerzy Giedroyć Zdzisław Najder - Opracowanie zbiorowe,Jerzy Giedroyc,Zdzisław Najder

Listy 1957-1985 Jerzy Giedroyć Zdzisław Najder

0,0

Korespondencja Jerzego Giedroycia i Zdzisława Najdera z lat 1957-1985 jest świadectwem bezprecedensowym. Ponad 200 listów redaktora „Kultury" i dyrektora Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, układa się w dyskurs o najważniejszych polskich sprawach; opozycji politycznej lat 70., „Solidarności", polityce władz PRL, roli Kościoła katolickiego i znaczeniu emigracji. Analizy i opinie, w które listy obfitują są tym bardziej zajmujące, że stoją za nimi osobowości respondentów, nierezygnujących z własnego zdania, nawet za cenę konfliktu.

Wydawca: Narodowe Centrum Kultury, we współpracy ze Stowarzyszeniem Instytut Literacki Kultura, Warszawa 2015.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
tyt.png

Narodowe Centrum Kultury
Stowarzyszenie Instytut Literacki Kultura
Warszawa 2014

Słowo wstępne

AUTORZY LISTÓW zebranych w niniejszym tomie są osobami dobrze znanymi, co zwalnia od poświęcania uwagi ich biografiom i dokonaniom. Nie znaczy to jednak, że istotę tej korespondencji, poruszane w niej sprawy oraz konflikt, do którego doszło między respondentami, powinno się zostawić bez komentarza.

Jerzy Giedroyc, założyciel i Redaktor „Kultury”, od początku ukazywania się pisma, czyli od 1947 r., był zdania, że sensem uprawiania działalności politycznej poza krajem jest wpływanie na to, co się w nim dzieje1. Założenie to w okresie stalinowskim realizował poprzez wysyłanie do Polski swojego miesięcznika i wydawanych przez siebie książek, a przez oparcie, jakiego udzielił Czesławowi Miłoszowi, dowodził, że „Kultura” solidaryzuje się z losem tych, którzy duszą się w atmosferze socrealizmu i, jeśli zajdzie taka potrzeba, przyjdzie im z pomocą.

W czasach odwilżowych, 1955–1956 r., do Paryża przyjeżdżać zaczęli pisarze i dziennikarze, nawiązane zostały nowe kontakty i odświeżone dawne, a „Kultura” znajdowała łatwiejszą niż dotąd drogę do kraju. Na sugestie nawiązania współpracy, zwłaszcza ze strony osób mieszkających w kraju, Giedroyc reagował na ogół aprobatywnie. Stosował się do wymogów konspiracji, to jest drukował, jeśli taka była wola zainteresowanych, pod pseudonimem, nie domagał się, i nie oczekiwał, postaw mogących narazić autorów na niebezpieczeństwo. Nie był tedy niczym nadzwyczajnym odzew na propozycję kontaktu ze strony Zdzisława Najdera, który pierwszy raz pojawił się na Zachodzie w maju 1957 r. Znajomość ta, i będąca jej efektem korespondencja, toczyła się ze zmiennym natężeniem przez następnych kilkanaście lat, po czym nabrała nowego charakteru i konsystencji.

Najder odwiedzał Giedroycia w Maisons-Lafitte kilkakrotnie, m.in. we wrześniu 1974 r. oraz ponownie w marcu 1975 r. Następstwem tych rozmów, poświęconych głównie sytuacji w kraju, był artykuł O potrzebie programu, ogłoszony w „Kulturze” pod pseudonimem Marian Kowalski2. Na jesieni 1975 r. Najder przystąpił do opracowywania programu Polskiego Porozumienia Niepodległościowego, pierwszego od lat 60., konspiracyjnego ugrupowania kontestującego praktykę realnego socjalizmu3.

Doszło wówczas do spotkania postaw i sposobów myślenia o sytuacji w Polsce, o co zabiegał Giedroyc. Od połowy lat 70. coraz więcej uwagi poświęcał sytuacji wewnętrznej w PRL, nadawał swemu pismu charakter bardziej niż dotąd polityczny, otwierał je przed wszystkimi sensownymi próbami szukania odpowiedzi na pytanie o zakres i formy opozycji antysystemowej.

W maju 1976 r. w londyńskim „Tygodniu Polskim” ukazało się oświadczenie PPN, we wrześniu tego roku program PPN został opublikowany przez „Kulturę”. To, że tekst, wysłany z kraju, nie dotarł najpierw do Giedroycia, było efektem niesprawnego jeszcze kolportażu Porozumienia.

Zdaniem Najdera Redaktor „Kultury” przyjął powstanie Porozumienia z „entuzjazmem”4. Miało być tak dlatego, że – w jego przekonaniu – koncepcje „Kultury” na początku lat 70. „coraz wyraźniej okazywały swoją jałowość”; w piśmie dominować miała „postawa czarnowidztwa”5. Jest to teza co najmniej dyskusyjna, choćby z tego powodu, że w czasie, o którym mowa, powstały najwybitniejsze teksty Juliusza Mieroszewskiego wyposażone w profetyczne przekonanie o zmianach, do jakich dojdzie w Polsce i innych krajach zdominowanych przez Moskwę6. Poza tym niebezpiecznie zbliża się ona do sugestii, że PPN w jakimś sensie uratował „Kulturę”, wydobywając Giedroycia z obezwładniającego pesymizmu, którego jednym z przejawów miały być treść i ton jego listów. Najder zapamiętał je jako stanowiące na ogół mieszaninę „pomysłów, zamówień i narzekań. Gorycz była w nich nastrojem przeważającym”7.

W obszernym wywiadzie z Najderem, którzy ukazał się prawie w dwadzieścia lat po sformułowaniu powyższych spostrzeżeń, był on w ocenie politycznej kondycji „Kultury” daleko bardziej wyważony8. Nie tylko jednak ze względu na tę rozbieżność związkom „Kultury” i PPN wypada przyjrzeć się bliżej.

Powstanie opozycji demokratycznej (w kilka miesięcy po PPN rozpoczął działalność Komitet Obrony Robotników, a w 1977 r. Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela) Redaktor przyjął z satysfakcją. Dostrzegał w tym szansę na ewolucję sytuacji politycznej w kraju, a poza tym realizację podejmowanych przez siebie od dawna przedsięwzięć obliczonych na upodmiotowienie środowisk krytycznych wobec władzy. „Kultura” natychmiast udzieliła wsparcia wszystkim grupom i inicjatywom opozycyjnym. Giedroyc publikował oświadczenia programowe, w 1977 r., w ramach Biblioteki Kultury, wyodrębnił serię Bez cenzury, w której ukazywały się dokumenty i opracowania autorstwa działaczy opozycyjnych. Organizował pomoc finansową, poprzez fundusz zasilany przez organizacje i osoby prywatne; częstotliwość i wysokość wpłat z rozbiciem na poszczególne organizacje odnotowywane były w kolejnych numerach „Kultury”.

Trudno zarówno na podstawie ilości materiałów pochodzących z kraju ogłoszonych w piśmie, jak i opublikowanych po latach wspomnień Giedroycia, wyrokować na temat jego stosunku do poszczególnych inicjatyw. W Autobiografii (1994 r.) szczególną, „historyczną”, rolę przyznał KOR-owi9, co nie w pełni znajduje odbicie w „Kulturze” oraz opiniach zawartych w jego ówczesnej korespondencji. Pozakrajowym zapleczem KOR-u była przede wszystkim grupa londyńskiego kwartalnika „Aneks”, co nie znaczy, że oświadczenia Komitetu nie znajdowały miejsca w „Kulturze”, a rozważania jego liderów w Bibliotece Kultury10. Związki z ROPCiO, a zwłaszcza Konfederacją Polski Niepodległej, nie były rozbudowane, pomijając fakt, że poglądy niektórych działaczy obu tych organizacji, przede wszystkim Leszka Moczulskiego, nie trafiały Redaktorowi do przekonania. Cenił on natomiast środowisko Ruchu Młodej Polski.

Wpływ na obecność dokumentów opozycji demokratycznej w „Kulturze” był funkcją ich treści i kontaktów z Giedroyciem. Pewne znaczenie miało i to, że „Kultura” rezerwowała sobie prawo pierwodruku. Giedroyc nie zamieszczał, a jeśli, to incydentalnie, opracowań wcześ­niej już opublikowanych poza krajem.

Doceniając działalność KOR-u, realizującego pomysł, który „Kulturze” bliski był od lat, forsowany piórem Juliusza Mieroszewskiego, to jest animowania oporu wobec władzy środowisk robotniczych oraz budowania związków między nimi a inteligencją, Giedroyc uznawał w PPN za godne uwagi nie tylko pomysły i elementy programu. Dostrzegał pozytyw w konspiracyjnej formule działania, dającej jego zdaniem większe możliwości koncepcyjne i praktyczne niż działalność jawna, to jest taka, jaką prowadził KOR. Stosunek Redaktora do PPN nie był może „entuzjastyczny”, lecz z pewnością daleko bardziej pozytywny, niż wynika to z Autobiografii. Giedroyc wspomina w niej, owszem, o obecności Najdera w „Kulturze”, lecz Porozumieniu nie poświęca ani jednego słowa.

Powodów tej wstrzemięźliwości wolno się domyślać. Autobiografia ukazała się w czasie, gdy Redaktor nie utrzymywał już kontaktów z Najderem, a także po ujawnieniu, w 1991 r., faktu jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, której, nawiasem mówiąc, na początku lat 60. Giedroyc się domyślał, lub wręcz o niej wiedział11. Niedostatek obiektywizmu jego wspomnień nie pozostał bez następstw. Artykuł Najdera opublikowany w „Tygodniku Solidarność”, relacjonujący związki z „Kulturą”, był reakcją na Autobiografię.

Zanim doszło do konfliktu, w latach 1976–1980, „Kultura” ogłaszała niektóre z opracowań PPN, a także teksty pióra Najdera, używającego pseudonimu Socjusz oraz Bronisław Lasocki, dające się identyfikować z poglądami PPN. W 1978 r. w Bibliotece Kultury ukazał się tom zbierający materiały Porozumienia12. Nie były to przedsięwzięcia świadczące o wyjątkowym traktowaniu PPN-u, Redaktor starał się zachowywać adekwatnie do różnych, akceptowanych przez siebie działań niezależnych w kraju, były jednak dowodem poparcia lub identyfikacji z niektórymi poglądami Porozumienia oraz jego twórcy. W 1982 r. Najder (jako Socjusz) został laureatem Nagrody „Kultury” im. Mieroszewskiego. W laudacji podniesiono bliskość jego poglądów z poglądami tego, którego imię upamiętniała nagroda13. Było to niemało, zważywszy na miejsce, jakie Mieroszewski zajmował w „Kulturze”.

Wspominając stosunek „Kultury” do działań niezależnych w kraju, dobrze jest pamiętać, że mimo doceniania ich rangi i udzielania im wsparcia, Giedroyc nigdy, ani w latach 70., ani po sierpniu 1980 r., ani po wprowadzeniu stanu wojennego, nie rezygnował z prawa do krytyki. Dotyczyło to środowisk opozycyjnych, „Solidarności”, a także Kościoła, wobec którego postawy „Kultura” pozostawała krytyczna od lat 60. Misją Giedroycia było niesienie pomocy krajowi w sferze koncepcyjnej, wydawniczej i, na tyle, na ile było to możliwe, materialnej, lecz w formule wsparcia zawsze mieściło się przekonanie o konieczności pełnienia przez „Kulturę” funkcji platformy dyskusji i krytyki. Prawidłowości tej podlegał także PPN14.

O aprobatywnym stosunku do Porozumienia i ówczesnych poglądów Najdera świadczy poparcie, jakiego Giedroyc udzielał mu w objęciu stanowiska szefa Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa15. Rozgłośnia, jej program i wpływ na kraj, od momentu rozpoczęcia emisji z Monachium, to jest od 1952 r., stanowiła przedmiot stałego zainteresowania „Kultury”. Rola Radia upoważniała, zdaniem Giedroycia, do wystawiania mu surowego, często krytycznego świadectwa, mimo że dzięki jego audycjom „Kultura”, której Rozgłośnia poświęcała sporo uwagi, zdobywała znacznie więcej odbiorców niż przemycane do kraju egzemplarze pisma16. Takie założenie było przyczyną nie najlepszych stosunków ze wszystkimi dyrektorami Radia, ale nie tylko z nimi. Giedroyc nie tolerował i nie praktykował kumoterstwa, uważał, że powinnością jego pisma jest mówienie wprost, „bez światłocienia”. W przypadku kontaktów z Janem Nowakiem, pełniącym funkcję dyrektora Rozgłośni w latach 1952–1975, świadectwem kontrowersji jest opublikowana, niepełna niestety, korespondencja17, w przypadku jego następcy, Zygmunta Michałowskiego, przeprowadzona z nim w „Kulturze” rozmowa oraz jego listy do redakcji18.

Sporom między Giedroyciem a szefami Radia towarzyszy szereg domniemań, nie od rzeczy zatem będzie przyjrzeć się bliżej ich przyczynom dla trafnego odczytania listów Redaktora i jego radiowych respondentów oraz rozpoznaniu istoty „Kultury” i Rozgłośni. Przez pewien czas Nowak skłaniać miał się ku przekonaniu, że powodem niechęci, z jaką odnosiła się do niego „Kultura”, był niezrealizowany zamiar objęcia przez Giedroycia stanowiska dyrektora RWE19. Supozycję tę można śmiało odrzucić, z tego przede wszystkim powodu, że w czasie, gdy Rozgłośnia rozpoczynała działalność, Giedroyc z sukcesem redagował „Kulturę” i nic nie wskazywało na to, by szukał innego powołania. Zaczął wówczas odnosić pierwsze sukcesy, drukował Gombrowicza i Miłosza, przygotowywał się do uruchomienia Biblioteki Kultury. Poza tym, co wcale nie mniej ważne, był człowiekiem dość niepewnie odnajdującym się w większych zbiorowiskach ludzkich, pozbawionym umiejętności i ambicji kierowniczych. Prowadzenie „Kultury”, której zespół tworzyło kilka osób, nie dawało w tej materii niezbędnych doświadczeń, z czego doskonale zdawał sobie sprawę.

Pozostaje zatem powód merytoryczny, to znaczy poziom i zakres tematyczny programu Rozgłośni. Rozbiór tego zagadnienia nie jest prosty, gdyż chcąc ocenić prawomocność zarzutów powinno się je odnieść do treści audycji znanych nader powierzchownie. Polem kontrowersji pozostawało również to, czy Radio ma tylko informować i komentować, czy może również wpływać na postawy słuchaczy w sposób bardziej bezpośredni. Odmianą tego zagadnienia był podnoszony stale przez „Kulturę”, obecny w Autobiografii, zarzut uzależnienia Rozgłośni od Amerykanów20. I jego analiza sprawia kłopot. Nie sposób bowiem podważać faktu bezdyskusyjnego, RWE zostało założone z inicjatywy amerykańskiej, było finansowane przez amerykańskiego podatnika, a do lat 70. pozostawało pod politycznym, programowym i finansowym nadzorem CIA21. Z drugiej strony równie trudno lekceważyć tezę, że cele stawiane sobie przez Waszyngton, bez względu na to, czy kuratelę nad Radiem sprawowało CIA, czy Departament Stanu, były podobne, jeśli nie wręcz tożsame, z celami zespołu Rozgłośni oraz niepodległościowym interesem Polski.

Giedroyciowi nie podobała się także jakość zespołu Radia. Sprawę tę podnosił kilkakrotnie, szczególnie w końcu lat 70., kiedy zwracał uwagę na brak zaangażowania i ideowości oraz pogarszające się standardy pracy dziennikarskiej. Z zarzutami tymi zgadzał się Nowak, zauważając, że problem zaczął dawać o sobie znać w końcowej fazie jego pracy w Radio22. I tę opinię niełatwo weryfikować, przy czym w pewnym stopniu znajduje ona potwierdzenie w innych źródłach, m.in. w spostrzeżeniach Najdera poprzedzających jego pracę w Rozgłośni oraz w raporcie jej poświęconym przygotowanym przez PPN na jesieni 1977 r.23.

Wśród powodów co najmniej sceptycyzmu okazywanego RWE przez „Kulturę” wypada brać pod uwagę jeszcze jeden. Redaktor kierował się w podejmowanych przez siebie działaniach nie tylko względami politycznymi, ale również taktycznymi. W tym wypadku krytyka Radia miałaby na celu podkreślenie szczególnej pozycji „Kultury”, pisma wprawdzie emigracyjnego, ale osobnego, niedającego podstaw do wiązania go z innymi realizowanymi poza krajem przedsięwzięciami, a poza tym niezależnego, mogącego pozwolić sobie na krytykę wszystkich na nią zasługujących, nawet instytucji, od której w jakimś stopniu zależne było jego powodzenie.

Analizując związek między Giedroyciem a światem zewnętrznym, dobrze jest pamiętać, że wraz z upływem czasu i nabieraniem przez „Kulturę” rangi instytucji politycznej Giedroyc coraz chętniej widział współpracowników pisma bardziej w roli realizatorów swoich koncepcji niż partnerów. Z relacji Najdera wolno wnosić, że wiedział o tym przed objęciem stanowiska dyrektora RWE. Oczekiwanie podporządkowania czy dyspozycyjności brało się na ogół z przekonania, że w przestrzeni pozakrajowej tylko to, co „Kultura” ma do zaproponowania, warte jest zachodu, w związku z tym inne pomysły zejść muszą na plan dalszy. Zasada ta, warta uwagi, nie zawsze okazuje się przydatna. Teoria o dążeniu Giedroycia do supremacji i narzucania swego zdania, przeczy uznanie Redaktora dla poglądów niezgodnych z programem „Kultury”. Ukazywały się w niej teksty, co do których słuszności politycznej Redaktor nie był przekonany, doceniał osoby, których przekonania nie były mu bliskie.

Historia przyjścia Najdera do Rozgłośni wygląda pokrótce następująco. Pierwsza propozycja dotarła doń w 1978 r., w czasie pobytu w Wiedniu. Sugerował to Karol Wagner-Pieńkowski, bliski współpracownik Nowaka, zaraz później list w tej sprawie wystosował on sam. Najder czuł się propozycją „wzruszony i zażenowany”. „Sądzę – pisał do Nowaka – że przecenia Pan moje umiejętności. Ta sprawa (następstwa) i mnie bardzo leży na sercu i głowie i będę o niej myślał”24. Zdaje się przy tym nie ulegać wątpliwości, że kwestia obsady stanowiska kierowniczego nie leżała w kompetencji Nowaka, była uzgodniona ze stroną amerykańską, on zaś pełnił jedynie rolę pośrednika.

W sierpniu 1979 r. Nowak pisał do Giedroycia, że Zygmunt Michałowski, urzędujący dyrektor Rozgłośni, wyraził wolę przejścia na emeryturę w 1980 r., co zostało zaakceptowane przez Amerykanów, mających już „upatrzonego kandydata”. Jego nazwisko miało być Nowakowi nieznane, „mogę tylko snuć domysły” – pisał25. O tym, czy chodziło o Najdera – nie wiadomo, być może w grę wchodził Władysław Bartoszewski, być może Marek Łatyński. W każdym razie w tym samym czasie kwestia obsady stanowiska dyrektora Radia pojawiła się w korespondencji Giedroycia i Najdera. Rola Redaktora sprowadzała się do skłaniania potencjalnego kandydata do podjęcia decyzji i pomocy w rozwiewaniu wątpliwości, których nie brakowało. W uporaniu się z nimi pomogło wprowadzenie stanu wojennego. O okolicznościach podjętej wówczas decyzji Najder pisze we wspomnieniach poświęconych swojemu dyrektorowaniu26.

Objęcie kierownictwa Radia przez Najdera, co nastąpiło na przełomie marca i kwietnia 1982 r., decyzja zapadła wcześniej, ale czekał na przyznanie prawa pracy w Niemczech oraz tamtejszej wizy pobytowej, zostało przez Giedroycia powitane z nadzieją na zmianę w Rozgłośni wszystkiego tego, co dotychczas oceniał krytycznie. Wolno sądzić, iż żywił przekonanie, że Radio pod ręką człowieka, którego znał i cenił, iść będzie kursem krajowym, to jest identyfikować się z programem podziemnej „Solidarności”, co zresztą robiło do tej pory, reprezentować postawę niepodległościową, no i zachowywać maksymalną niezależność, czyli kierować się wyłącznie polskim interesem. Redaktor uważał, że zła kondycja, w jakiej znajdowało się wówczas Radio oraz sytuacja w Polsce, działać będą na rzecz nowego dyrektora, wzmacniając jego pozycję wobec Amerykanów. Mógł on stawiać ultymatywne warunki, grożąc w razie ich niespełnienia dymisją27. Scenariusz ten przedstawił nie tylko Najderowi, ale i Nowakowi, który odniósł się do niego sceptycznie, uważając, że odchodzenie z „hukiem”, nic nie załatwiwszy, nie miało sensu, było zbyt łatwe28.

Najder nie miał za sobą doświadczeń kierowniczych, miał natomiast atuty polityczne. Był pierwszym szefem Rozgłośni pochodzącym z kraju, dobrze znającym przy tym realia emigracyjne, miał za sobą działalność opozycyjną, co legitymizowało Rozgłośnię i samo w sobie stawiało ją w roli jej rzecznika. Wszystko to stwarzało dogodną pozycję wobec amerykańskiego kierownictwa stacji, pomocną w forsowaniu własnych rozwiązań programowych. Zapowiedzią tej postawy było wygłoszone przez nowego dyrektora przemówienie inauguracyjne, w którym powiedział m.in., że zadaniem Rozgłośni nie jest „propagowanie wieczystej przyjaźni i nierozerwalnego sojuszu Polski i Stanów Zjednoczonych”, nie jest „naszym programem uzależnienie Polski od Ameryki. Swoją rolę widzimy jako służebną wobec kraju, wobec idei, które się w Polsce rodzą, wobec zasad, których w kraju bronicie, wobec pragnień i marzeń, które chcecie urzeczywistnić”29.

Nie sposób wykluczyć, że wraz z objęciem przez Najdera stanowiska dyrektora Radia Giedroyc spodziewał się możliwości wpływu na jego politykę. Po latach Najder uważał, iż Redaktor „miał nadzieję, że RWE po prostu udostępni swoje fale »Kulturze«”30. Jest oczywiste, że coś takiego literalnie nie mogło mieć miejsca, a w związku z tym Giedroyc nie mógł o tym nawet marzyć. W grę wchodzić mogło natomiast zbliżenie linii politycznej Radia do programu „Kultury”.

Z korespondencji Giedroycia i Najdera wynika, że relacje między nimi zaczęły się komplikować we wrześniu 1983 r. Do tej pory współpraca przebiegała na ogół dobrze. Kiedy w maju tego roku Najder skazany został zaocznie na karę śmierci przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, „Kultura” ogłosiła oświadczenie protestacyjne31; w czerwcu ukazała się pochlebna recenzja biografii Conrada jego pióra32.

Autobiografii Giedroyc, relacjonując swoje kontakty z Najderem, sprowadza je do kilku faktów. Informuje, że pisywał on „dużo” do „Kultury”, dostał nagrodę im. Mieroszewskiego, był przez Redaktora „lansowany” i objął kierownictwo Radia. Następnie zaś stosunki bardzo szybko „zaczęły się psuć”33. Dodać wypada, że zanim do tego doszło, Giedroyc wspomina o wywiadzie, który w lecie 1983 r. przeprowadzić miał z nim dziennikarz RWE Tadeusz Mieleszko, i o tym, że rozmowa nie poszła na antenę, mimo że przywiązywał do niej „dużą wagę”34. Nie mówi o tym wprost, wolno jednak sądzić, że incydent ten uważa za jedną z przyczyn konfliktu.

Listy Giedroycia i Najdera, a także inne źródła, świadczą, że tło nieporozumień było nieco inne, oraz że nie wszystkie okoliczności sprawy zostały przez Giedroycia dobrze zapamiętane. Redaktor popierał kandydaturę Najdera na stanowisko dyrektora, nie wiadomo przy użyciu jakich metod i argumentów, lecz wolno sądzić, że nie odegrał w sprawie jego nominacji ani roli wiodącej, ani tym bardziej przesądzającej. Amerykanie z pewnością nie byli skłonni ulegać rekomendacji kogoś, kto od lat krytykował Rozgłośnię i de facto ją deprecjonował, nie pozwalając swoim czytelnikom zapomnieć o ograniczeniach, jakim podlegała. Zdaniem Najdera, Giedroyc „nie załatwił [mu] tej posady dlatego, że nie miał takich możliwości”35.

Radio pod jego kierownictwem uległo odświeżeniu, przyszli, mimo trudności z etatami, nowi dziennikarze, pracujący poprzednio w kraju, wprowadzona została specjalna audycja poświęcona „Kulturze”. Pogorszeniu uległa natomiast atmosfera w zespole. Giedroyc przypisywał to zdolnościom Najdera do „zrażania sobie ludzi i robienia intryg”36. Sporo uwagi poświęca tym sprawom Marek Łatyński37.

O ile wszyscy piszący o Rozgłośni za czasów dyrektorowania Najdera są zgodni, że jego współpraca z dużą częścią zespołu nie układała się dobrze, zdania dotyczące jakości programu są podzielone. Zdaniem Nowaka, który mimo że mieszkał w tym czasie w Waszyngtonie, znał program Radia, linia polityczna Rozgłośni nie budziła zastrzeżeń. W czasie, kiedy stosunki Najdera z Giedroyciem były już złe, pisał do Redaktora, że Radio „stało się po prostu tubą »Solidarności« i jej rzecznikiem w najszerszym tego słowa znaczeniu. Tak, moim zdaniem, powinno być”38. Dodawał, że będąc na miejscu Najdera „trzymałby się tej samej linii politycznej”39. W opinii Nowaka, i nie tylko jego, m.in. Bartoszewskiego, audycje stały na wysokim poziomie. Zdaniem Amerykanów, na których powoływał się Nowak, były lepsze niż innych rozgłośni RWE40.

Giedroyc nie podzielał tych ocen, czemu dawał wyraz w listach do Najdera oraz zamieszczanych w „Kulturze” ocenach Rozgłośni. Opinię Nowaka dotyczącą zasadności linii politycznej odrzucał, uważając, że Rozgłośnia „jest nie tyle tubą »Solidarności«, co Kościoła i to zaczyna być dość niebezpieczne przy linii Glempa i ost. polityki Watykanu”41.

Złego zdania o poziomie programu był Łatyński, który łączył tę sprawę ze spadkiem słuchalności42. Za jeden z poważniejszych błędów Najdera uznawał krytykę Kościoła. Wedle jego relacji spowodowało to reakcję Episkopatu wobec ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Najdera o interwencji Prymasa poinformował Nowak, donosząc mu, że Glemp rozmawiał na ten temat w Rzymie z abp. Baumem oraz specjalnym przedstawicielem prezydenta Stanów Zjednoczonych przy Stolicy Apostolskiej43. Wolno sądzić, że o opiniach płynących ze sfer kościelnych Najder dowiadywał się nie tylko od Nowaka, ale także od swoich rozmówców w Rzymie. Spotykał się tam z kardynałem Rubinem, ks. Adamem Bonieckim, redaktorem polskiej edycji „L’Osservatore Romano”, został przyjęty przez Papieża, a w październiku 1983 r. widział się z abp. Henrykiem Gulbinowiczem, który z kolei krytycznie odniósł się do polityki „Kultury” wobec Kościoła44.

Z relacji Najdera, który o negatywnych opiniach Kościoła o Radio i ich reperkusjach informował Giedroycia45, nie wynika, by przedmiotem jego rozmów w Rzymie był stosunek Rozgłośni do Kościoła. Zawiera ona natomiast twierdzenie, że zerwanie z Giedroyciem nastąpiło w wyniku jego, Najdera, „upartej odmowy włączenia się w krytykę Kościoła”46. Stoi to w sprzeczności, z tym, co o stosunkach Rozgłośnia–Kościół pisze Łatyński. Najder wspomina o nadaniu w przeglądzie prasy (wiosną 1982 r.) „lekko krytycznych” komentarzy na temat stanowiska Prymasa Glempa, co skończyło się interwencją „dyrekcji naczelnej”. Dalej, jak pisze, już nie próbował, co Giedroyc miał mu za złe47.

Jeszcze inaczej widział zagadnienie anonimowy krytyk Rozgłośni, zdaniem którego jej mankamentem było to, że „nie miała nic do powiedzenia na temat wywołujących różne kontrowersje wypowiedzi kardynała Glempa”. Autor tej opinii przyznawał, że krytyka Kościoła mogła być dla Radia czymś „niezręcznym”, lecz za coś jeszcze gorszego uważał taktykę „uciekania od problemu, którą RWE zdaje się stosować”48.

Z relacji Łatyńskiego wynika coś zupełnie innego, co układa się w kolejny argument za koniecznością weryfikowania relacji z tekstami audycji w ręku. Wolno z niej wnosić, że Radio po objęciu kierownictwa przez Najdera dawało wyraz swojemu sceptycyzmowi wobec stanowiska Episkopatu, co nie pozostało bez konsekwencji. Najder miał zostać „napomniany” podczas wizyty w Rzymie przez czynniki watykańskie, zaś w Warszawie Kościół zwrócił się pisemnie do ambasadora Stanów Zjednoczonych z pytaniem, czy polityka RWE oznacza „zmianę polityki” USA. Rezultatem tej interwencji było, wedle Łatyńskiego, „polecenie” wydane przez amerykańskie kierownictwo Radia dyrektorowi Rozgłośni Polskiej, by „unikał w programie wszelkich akcentów krytycznych wobec Kościoła”, który to postulat, jak wolno wnosić, z tego, co pisze Łatyński, został zrealizowany49.

Czytając jego wspomnienia, wypada pamiętać o krytycznym stosunku ich autora do dokonań Najdera na stanowisku dyrektora. Było to spowodowane rywalizacją, do której doszło między nimi w sprawie obsady stanowiska dyrektora Rozgłośni w 1981 r., gdyby nie decyzja Najdera, przypadłoby ono już wtedy Łatyńskiemu, oraz ujawnieniem faktu współpracy Najdera z SB, co nastąpiło przed ogłoszeniem wspom­nień Łatyńskiego.

Nie od rzeczy będzie zatem podejrzewać, że konflikt Giedroyc–Najder, który zaczyna się jesienią 1983 r., ma związek z wymuszoną na Najderze korektą polityki Rozgłośni, co – mocą przypadku – nakłada się na sprawę wywiadu Mieleszki. Nie został on wyemitowany nie ze względu na techniczne mankamenty nagrania, a jego treść, i był, jak się zdaje, nie tyle powodem konfliktu, przyznaje to Najder, ile ilustracją narastającej różnicy zdań na temat postawy i programu Rozgłośni. Wedle Najdera Giedroyc, mający mieć „obsesję” na punkcie Kościoła50, przeprowadził w wywiadzie frontalny atak na politykę Glempa, uznał, że Kościół jest „sparaliżowany ze strachu” i poddał krytyce Jana Pawła II za to, że podczas wizyty w Polsce w 1983 r. nie upomniał się on o więźniów politycznych. Dostało się również, powiedzieć można – zwyczajowo – RWE za zależność od Amerykanów51. „Gdybym tak zrobił – mówi Najder, to znaczy wyemitował wywiad – okazałbym się człowiekiem obłąkanym”52. Nie dodaje, że wywiadu prawdopodobnie nie mógłby nadać, nawet gdyby chciał to zrobić, gdyż na przeszkodzie stanęliby Amerykanie. Nawiasem mówiąc, w liście do Najdera z września 1983 r. Giedroyc sprawia wrażenie niezadowolonego z tego, co powiedział w wywiadzie, choć nie wiadomo, co ma na myśli: „Sam z tego wywiadu nie byłem zadowolony – pisze – i stąd moja prośba, aby go nie nadawać, jeśli nawet miał Pan zamiar zrobić to w przyszłości53.

W czasie, w którym trwa wymiana listów, „Kultura” i Rozgłośnia prowadzą politykę z pewnością nie całkiem odmienną, mianownikiem jest tu poparcie dla „Solidarności”, niemniej różniącą się od siebie. Giedroyc uważał stanowisko Kościoła za błędne i zbyt ustępliwe. Zarzut ten wysuwał zarówno pod adresem polityki prowadzonej przez Prymasa Wyszyńskiego w końcu lat 70., jak i jego następcy. Po wprowadzeniu stanu wojennego obawiał się skutków zbyt pojednawczego stosunku Kościoła wobec władz, za co cenę mogłaby zapłacić podziemna „Solidarność”. W lecie 1983 r., a więc niedługo przed konfliktem z Najderem, oznajmiał Nowakowi, że kompromisowa polityka Prymasa Glempa skończyła się „fatalnie”, Kościół „nic nie uzyskał’”, nie wykluczał możliwość rozłamu54. Był zdania, że krytycyzm okazywany Prymasowi przynosi pewne, choć bardzo niewielkie, rezultaty55.

Ponawiane perswazje Najdera, by nie upubliczniać różnicy zdań na temat sytuacji w Polsce, innymi słowy, by nie krytykować programu Rozgłośni, nie znalazły zrozumienia Redaktora. W „Kulturze” ukazał się szereg tekstów polemicznych wobec linii Radia, drukowanych najczęściej pod pseudonimami. Istnieją przesłanki, by sądzić, że niektóre z nich inspirowane były przez Giedroycia, a autorem jednego mógł być skonfliktowany z Najderem pracownik Rozgłośni56. Jak dotąd nie ma jednak na to twardych dowodów. Jest natomiast pewne, że Najder był osobą znacznie mniej odporną na publiczną krytykę niż Nowak, który po przesłaniu mu korespondencji Najdera z Giedroyciem pisał: „Śmiałem się, czytając wymianę listów z p. J. G., bo mam w swoich archiwach prawie identyczną korespondencję”57. Giedroyc uważał otwarte stawianie sprawy za coś normalnego, swego rodzaju powołanie „Kultury”, a poza tym, w przypadku RWE, za jedyną skuteczną metodę wymuszenia zmian. Amerykanie, mający decydujący wpływ na program, mieli się w jego przekonaniu liczyć wyłącznie z opiniami krajowymi. Mogło tak być, owszem, ale nie w odniesieniu do generaliów. W wypadku polityki Radia wobec Kościoła wpływały na nią nie listy do redakcji i opinie formułowane w imieniu „Kultury”, ale założenia, którymi kierował się Departament Stanu.

Po latach, odnosząc się do kontaktów między Giedroyciem a Nowakiem, Najder uznał stanowisko Redaktora za wyraz „niesympatycznej”, „doktrynalnej zapiekłości”58. Wolno sądzić, że podobnie pojmował stosunek Giedroycia do siebie, gdy pełnił funkcję dyrektora Rozgłośni, zbyt osobiście przyjmując krytyczne opinie formułowane w „Kulturze”, niebędące, co wypada zaznaczyć, zarzutami ad personam.

Od 1984 r. kontakty listowne Najdera i Giedroycia stają się coraz rzadsze. W końcu tego roku w „Kulturze” ukazał się jeszcze jeden tekst poświęcony RWE59, w 1985 r. korespondencja stopniowo zamiera. W marcu 1987 r. Najder odchodzi z RWE. Wydarzenie to, mające różnorakie przyczyny, lokuje się poza chronologią korespondencji, nie wydaje się więc niezbędne poświęcanie mu uwagi. Zainteresowanych odesłać można do relacji Najdera, to jest Zapisków, wywiadu-rzeki oraz relacji Łatyńskiego. Trzeba natomiast odnotować, że jego odejście z Rozgłośni nie okazuje się końcem nieporozumień z Giedroyciem. Z biegiem czasu stosunek Redaktora do osoby Najdera zdaje się coraz bardziej krytyczny. Świadczy o tym Autobiografia oraz informacje zawarte w liście do „Zeszytów Historycznych” Tomasza Mianowicza, dziennikarza RWE, opublikowanym w reakcji na Zapiski. Artykuł Najdera o „Kulturze” w „Tygodniku Solidarność”, który kończy się zdaniem – „Myślę o nim [tj. o Giedroyciu – RH] z podziwem i żalem” – miał zostać uznany przez Redaktora za rzecz „rzadkiej parszywości”60.

Próbując na podstawie tego, co o sprawie, w której brali udział, pisali i mówili jej uczestnicy, oraz innych źródeł, dostrzec jej właściwy wymiar i sens, wypada mieć na względzie, oprócz poglądów, różne perspektywy Redaktora „Kultury” i dyrektora Rozgłośni. Giedroyc zdawał się nie zauważać, mimo napomknięć Nowaka i Najdera, że Radio było instytucją nieporównywalną z pismem, którym kierował. „Kultura” była jego własnością w sensie prawnym i programowym, tylko on podejmował decyzje o tym, co ukaże się w kolejnym numerze. Od początku lat 50. przyjął założenie prowadzenia elastycznej polityki, dostosowywania się do aktualnej sytuacji w kraju i świecie, ewolucji programu bez zmieniania generalnego nastawienia, jakim było uwolnienie Polski od komunizmu. Niosło to ze sobą ryzyko nienadążania czytelników za pismem, oskarżenia o brak spójności programowej i zarzuty o niekonsekwencję stawiane głównie pisarstwu Mieroszewskiego, porte parole Giedroycia. Redaktor potrafił sprostać tym niebezpieczeństwom, formułując diagnozy i cele, z których większość znalazła oparcie lub potwierdzenie w aktualnej rzeczywistości, choć nie wszystkie dały sobie radę z upływem czasu.

Stopień niezależności, margines manewru, modyfikacja programu bądź sięganie po rozwiązania taktyczne były w przypadku Radia zupełnie inne. Dyrektor każdej z rozgłośni krajowych miał nad sobą szefa RWE, ten z kolei prezydenta RWE/Radia Swoboda, który musiał liczyć się ze zdaniem rady programowej, która w porozumieniu z Departamentem Stanu formułowała tezy znajdujące wyraz w tzw. wytycznych, guidelines polisy. Były one ujęte dość ogólnikowo, w razie wątpliwości doprecyzowywane przez amerykańskie kierownictwo Radia. Rozgłośnia miała być dla słuchacza medium zastępczym, w sytuacji kiedy w kraju skazany był na serwis przygotowany w warstwie politycznej pod zapotrzebowanie władz. Nie mogła zalecać, sugerować, namawiać.

Możliwości dyrektora Radia były więc całkiem inne, niż te, którymi dysponował Giedroyc. „Kultura” była elitarnym miesięcznikiem, ukazującym się w kilkutysięcznym nakładzie o ograniczonej, mimo pomocy udzielanej przez Rozgłośnię, recepcji. Radio zwracało się do masowego, wielomilionowego odbiorcy. Pomijając kwestię nieprzekraczalności ram, które programowi nadawały guidelines, nie mogło pozwolić sobie na częste zmiany poglądów bez narażenia się na utratę kontaktu z audytorium, tym bardziej zaś na ryzykowne pomysły polityczne. Z pewnością nie byłoby to objawem politycznej roztropności.

Wszystko to nie znaczy, że relacje między Redaktorem a dyrektorami Rozgłośni musiały przebiegać tak, jak przebiegały. W zasięgu zainteresowanych leżało, jeśli nie uniknięcie, to ograniczenie pola konfliktów. Stało się inaczej, ale wpływ miały na to przecież nie tylko przekonania polityczne i położenie obu stron.

Rafał Habielski


1 Redaktor „Kultury” i jego pismo mają sporą literaturę, np. O „Kulturze”. Wspomnienia i opinie, red. G. i K. Pomianowie, Paryż 1987; K. Pomian, W kręgu Giedroycia, Warszawa 2000; A. S. Kowalczyk, Od Bukaresztu do Laffitów. Jerzego Giedroycia rzeczpospolita epistolarna, Sejny 2006; R. Habielski, Dokąd nam iść wypada? Jerzy Giedroyc od „Buntu Młodych” do „Kultury”, Warszawa 2006; J. Korek, Paradoksy paryskiej „Kultury”, Katowice 2008.

2 „Kultura” 1975, nr 5/332.

3 Na temat PPN: A. Friszke, Opozycja polityczna w PRL 1945–1990, Londyn 1994 oraz relacje założyciela: Z. Najder, Wspomnienie o Polskim Porozumieniu Niepodległościowym, „Więź” 1989, nr 11/12; tenże Wypowiedzenie niepodległości, „Karta” 2003, nr 39; J. Pawelec, P. Szeliga, Nadgonić czas. Wywiad-rzeka ze Zdzisławem Najderem, Warszawa 2014. Ukazały się także dwa tomy zbierające opracowania Porozumienia: PPN Polskie Porozumienie Niepodległościowe, Paryż 1978; Polskie Porozumienie Niepodległościowe. Wybór tekstów, Londyn 1989.

4 Z. Najder, „Kultura” – w mojej biografii, „Tygodnik Solidarność” 1995, nr 15/342.

5 Tamże.

6 Zostały one zebrane w pośmiertnym tomie Materiały do refleksji i zadumy, Paryż 1976.

7 „Kultura” – w mojej …, dz. cyt.

8 Np. Nadgonić czas…., dz. cyt., s. 430–431.

9 J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, opr. K. Pomian, Warszawa 1994, s. 223–224.

10 Np. A. Michnik, Kościół, lewica, dialog, Paryż 1977; J. Kuroń, Zasady ideowe, Paryż 1978.

11 Dowodem są informacje na ten temat i ostrzeżenia zawarte w listach do Juliusza Mieroszewskiego z 1961 r.

12 PPN, dz. cyt.

13 Informacja o nagrodach i uzasadnienie [w:] „Kultura” 1982, nr 1/412–2/413.

14 Por. M. Brzost (Marian Utnik), Kilka uwag o programie PPN, „Kultura” 1976, nr 11/350; Z. Węgrzyński, O programie i roli PPN, 1977, nr 4/355, a także krytyczne uwagi Jacka Kuronia, Drogi i podziały, „Kultura” 1979, nr 1/376–2/377, wywołane artykułem Najdera (Socjusza), Ile jest dróg?, tamże, 1978, nr 6/369.

15 Największą porcję informacji o Radio zawiera relacja J. Nowaka, Wojna w eterze. Wspomnienia, t. 1. 1948–1956, Londyn 1986; Polska z oddali. Wojna w eterze – wspomnienia, t. 2 1956–1976, Londyn 1988; por. także m.in. Jan Nowak-Jeziorański. Kurier Armii Krajowej. Redaktor Radia Wolna Europa. Polityk, red. P. Machcewicz, R. Habielski, Wrocław–Warszawa 2011 oraz przywoływane niżej relacje Z. Najdera oraz M. Łatyńskiego.

16 R. Habielski, Jan Nowak-Jeziorański – Jerzy Giedroyc. Spór, konflikt, antypatia, [w:] Jan Nowak JeziorańskiKurier…, dz. cyt.

17 Jan Nowak-Jeziorański, Jerzy Giedroyc, Listy 1952–1998, oprac. D. Platt, Wrocław 2001.

18 „Kultura” 1978, nr 11/374; 1/376–2/377.

19 Autobiografia…, dz. cyt., s. 157.

20 Tamże, s. 158–159.

21 O okolicznościach powstania RWE w oparciu o nieznane dotychczas materiały pisze A. Ross Johnson, Radio Wolna Europa o Radio Swoboda. Lata CIA i późniejsze, przekład A. Borzym, Wrocław 2014.

22 M.in. List J. Nowaka do J. Giedroycia z 3 V 1979 r. oraz list J. Giedroycia do J. Nowaka z 16 V 1979 r. [w:] Listy …, dz. cyt., s. 493; 497.

23 Zespół Problemowy Polskiego Porozumienia Niepodległościowego, Działalność Radia Wolna Europa, październik 1977 r., druk [w:] Jan Nowak-Jeziorański. Kurier…, dz. cyt., s. 251–259.

24 Odpowiedź Najdera z 12 IV 1978 r., Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław. Archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Korespondencja 1976–2005, sygn. 179–223/06, t. 64 (dalej: ZNO).

25 List J. Nowaka do J. Giedroycia z 14 VIII 1979 r., [w:] Listy…, dz. cyt., s. 499.

26 Z. Najder, RWE 1982–1987. Zapiski dyrektora (dalej: Zapiski…), „Zeszyty Historyczne” 2005, nr 153.

27 List J. Giedroycia do Z. Najdera z 10 IV 1982 r., przedruk w niniejszym tomie.

28 List J. Nowaka do Z. Najdera z 12 V 1982 r., ZNO.

29 Przemówienie wygłoszone zostało 21 kwietnia 1982 r., kopia w zbiorach autora; druk [w:] „Tydzień Polski”, 1982, nr 20.

30 Nadgonić czas…, dz. cyt., s. 501.

31 Wyrok śmierci na Zdzisława Najdera, „Kultura” 1983, nr 7/430–8/431.

32 A. Busza, Gruntowna biografia Conrada, „Kultura” 1983, nr 6/429.

33 Autobiografia…, dz. cyt., s. 222–223.

34 Tamże, s. 223.

35 Nadgonić czas…, dz. cyt., s. 499.

36 Autobiografia…, dz. cyt., s. 223.

37 M. Łatyński, Ogród angielski 1. Wspomnienia z Radia Wolna Europa, Lublin 1997.

38 List J. Nowaka do J. Giedroycia z 5 I 1984 r., [w:] Listy…, dz. cyt., s. 595.

39 Tamże.

40 List J. Nowaka do Z. Najdera z 29 IV 1984 r., ZNO.

41 List J. Giedroycia do J. Nowaka z 11 I 1984 r., [w:] Listy…, dz. cyt., s. 597.

42 Ogród angielski 1…, dz. cyt., s. 25.

43 List J. Nowaka do Z. Najdera z 24 I 1983 r., ZNO.

44 Z. Najder, „Kultura”…, dz. cyt.

45 Por. list z 21 I 1983 r., przedruk w niniejszym tomie.

46 Zapiski…, dz. cyt., s. 214–215.

47 Tamże, s. 208.

48 S. Bogdańska, Radio Wolna Europa (List z kraju), „Kultura” 1984, nr 1/436–2/437.

49 Ogród angielski 1…, dz. cyt., s. 57.

50 Zapiski…, dz. cyt., s. 213.

51 Z. Najder, „Kultura”…, dz. cyt.; Zapiski…, dz. cyt., s. 214.

52 Nadgonić czas…, dz. cyt., s. 519.

53 List J. Giedroycia do Z. Najdera z 26 IX 1983 r., przedruk w niniejszym tomie.

54 List z 30 VII 1983 r., [w:] Listy…, dz. cyt., s. 594.

55 List J. Giedroycia do Z. Najdera z 26 IX 1983 r., dz. cyt.

56 Takie przypuszczenia pojawiają się w listach Najdera do Nowaka, którego informował o konflikcie z Giedroyciem, przesyłając kopie swoich listów do niego, np. list Najdera do Nowaka z 20 II 1984 r. oraz Nowaka do Najdera z 28 II tego roku. Obydwaj skłaniali się ku przypuszczeniu, że autorem jednego z artykułów (Radio…) mógł być dziennikarz RWE Tomasz Mianowicz, występujący pod pseudonimem Stanisława Bogdańska. Giedroyc podtrzymywał, że tekst jest autorstwa krajowego.

57 List J. Nowaka do Z. Najdera z 28 II 1984 r., ZNO.

58 Nadgonić czas…, dz. cyt., s. 504.

59 St. Wąsowski, Uwagi o rozgłośni monachijskiej, „Kultura” 1984, nr 11/446.

60 List T. Mianowicza ukazał się w „Zeszytach Historycznych” 2005, nr 154, odnośny fragment, s. 236.

Redaktor prowadzący

Roch Dąbrowski

Redakcja językowa i korekta

Krzysztofa Krowiranda

Projekt okładki i projekt graficzny

Emilka Bojańczyk / Podpunkt

Koodrynator wydania elektronicznego:

Katarzyna Kłoś

Fotografie na okładce

Zdzisław Najder – fot. z kolekcji Zdzisława Najdera / zbiory Ośrodka KARTA

Jerzy Giedroyc – fot. zbiory Instytutu Literackiego Kultura

© Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2014

© Stowarzyszenie Instytut Literacki Kultura

Wydanie I

Książka ani żaden jej fragment nie mogą być przedrukowywane bez zgody Wydawcy.

W sprawie zgody na przedruk należy zwracać się do Narodowego Centrum Kultury.

ISBN 978-83-7982-105-1

Wydawca

Narodowe Centrum Kultury

ul. Płocka 13

01-231 Warszawa

www.nck.pl

Publikacja przygotowana we współpracy ze Stowarzyszeniem Instytut Literacki Kultura

 

konwersja.virtualo.pl

Virtualo Sp. z o.o.