Lew, Czarownica i Stara Szafa - C.S. Lewis

Lew, Czarownica i Stara Szafa

0,0

Nieznany świat czeka za drzwiami - trzeba je tylko otworzyć. Narnia - skuta wiecznym mrozem kraina, która czeka na wyzwolenie. Czworo śmiałków wchodzi przez drzwi szafy do Narnii, świata zniewolonego mocą Białej Czarownicy. I gdy prawie nie ma już nadziei, powrót Wielkiego Lwa Aslana staje się zwiastunem zmian - ale nie za darmo...

Dodaj komentarz


Szczerze powiem, że początek zapowiadał się obiecująco, jednakże przy bliższym poznaniu książka ozazała się conajmniej nudna. Ogólny wątek, też średni, ale kiedy już dotarłam do końca byłam bardzo zawiedziona. Słyszałam wiele pozytywnych opinii, z którymi (po przeczytaniu pozycji) się nie zgadzam. Nie wciagnęło mnie bym chciała zaznajomi się z kolejną częścią. Niektóre lektury szkolne są o wiele ciekawsze....


Fenomenu tej książki nie rozumiem- nie widzę w nim tego "drugiego dna", o którym tak wiele osób mówi. Dla dorosłych nie polecam, ale myślę, że dla dzieci może być to całkiem przyjemna lektura, szczególnie jeśli połączy się ją z późniejszym oglądnięciem filmu. Z pozostałymi częściami sagi jest jeszcze gorzej, miłośnikom fantastyki polecam jednak zostać przy Tolkienie. Za to na pewno warto się zapoznać z innymi, bardziej dojrzałymi dziełami C.S. Lewisa.


Mnie osobiście "Opowieści z Narnii" nie zachwyciły... Może dlatego, że nigdy nie przepadałem za literaturą fantastyczną? Chociaż, mimo to, przyznać muszę, że powieść ma sporo zalet, które powinny przyciągnąć zwłaszcza dzieci i młodzież... Baśniowy, naprawdę dobrze wykreowany świat, odrobina magii, przyjaźni, miłości. Warto zaproponować tę lekturę swojemu dziecku... Jednak tym, którzy fantasy nie lubią, podobnie jak mi, raczej książka do gustu nie przypadnie...


Świat Narnii nieodmiennie mnie zachwyca. Tak, definitywnie to cykl do czytania wielokrotnego!


Uwielbiam całą serię Opowieści z Narnii. Uwielbiałam ją już jako dziecko, bardzo często wracałam do tych książek i nadal to robię. Niesamowita opowieść pełna ciepła, opowiadająca o miłości, przyjaźni i lojalności. Super na prezent dla starszych dzieci (proponuję zakupić całą serię), chociaż młodsze też nie powinny mieć problemu z jej zrozumieniem i nie powinny się niczego bać. Polecam równie mocno jak Dzieci z Bullerbyn :)

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
 
 
 
 
 
Opowieści z Narni
 
 
C.S. LEWIS
 
LEW, CZAROWNICA
I STARA SZAFA
 
Rysunek 3
 
Ilustrowała
PAULINE BAYNES

Przełożył
ANDRZEJ POLKOWSKI
 
Media Rodzina
 
Tytuł oryginału:
THE CHRONICLES OF NARNIA.
THE LION, THE WITCH AND THE WARDROBE
 
The Lion, the Witch and the Wardrobe copyright © 1950 by C.S. Lewis Pte. Ltd.
Copyright renewed 1978 by C.S. Lewis Pte. Ltd.
The Chronicles of Narnia®, Narnia® and all book titles, characters and locales original to The Chronicles of Narnia are trademarks of C.S. Lewis Pte. Ltd.
Use without permission is strictly prohibited.
Illustrations by Pauline Baynes; Copyright © 1950 by C.S. Lewis Pte. Ltd.
Coloured art by Pauline Baynes; copyright c 1998 by C.S Lewis Pte.Ltd
Copyright © for the Polish translation by Andrzej Polkowski
Published by Media Rodzina
under license from the CS Lewis Company Ltd.
 
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
 
www.narnia.com
 
ISBN 978-83-7278-877-1
 
Harbor Point Sp. z o.o.
Media Rodzina
ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań
tel. 61 827 08 60, faks 61 827 08 66
www.mediarodzina.pl
mediarodzina@mediarodzina.pl
 
Konwersja: eLitera s.c.
 
 
 
 
Rysunek 4
Spis treści
Karta redakcyjna
ROZDZIAŁ 1. Łucja zagląda do szafy
ROZDZIAŁ 1
Łucja zagląda do szafy
Rysunek 7

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz, udając, że wyciera nos.

Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę.

– No, to się nam udało, nie ma co – powiedział Piotr. – Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy.

– Uważam, że to strasznie miły staruszek – powiedziała Zuzanna.

– Och, dajcie spokój – przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. – Przestańcie tak gadać.

– To znaczy jak gadać? – spytała Zuzanna. – A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku.

– Próbujesz przemawiać jak mama – powiedział Edmund. – A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idę do łóżka.

– Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać – wtrąciła się Łucja. – Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura.

– Nie będzie żadnej awantury – powiedział Piotr. – Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody.

– Co to za dziwny odgłos?! – spytała nagle Łucja. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach, z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów, ciarki przebiegły jej po plecach.

– To tylko jakiś ptak, głuptasie – powiedział Edmund.

– To sowa – powiedział Piotr. – Wygląda mi na to, że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. Jeśli chodzi o mnie, to idę do łóżka, a wam radzę zrobić to samo. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. W takim miejscu można znaleźć rzeczy, o jakich wam się nie śniło. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. Mogą być jelenie. I jastrzębie.

– Borsuki! – dodała Łucja.

– Lisy! – dodał Edmund.

– Króliki! – dodała Zuzanna.

Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu, tak gęstego, że przez okno nie było widać ani gór, ani lasów, ani nawet strumyka płynącego przez ogród.

– Oczywiście MUSI padać! – stwierdził Edmund. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze, w pokoju, który im przydzielono. Był to długi, niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata.

– Och, Edziu, proszę cię, przestań narzekać – powiedziała Zuzanna. – Stawiam dziesięć do jednego, że przejaśni się w ciągu godziny. Tymczasem nie jest tak źle. Mamy radio i mnóstwo książek.

– Jeżeli chodzi o mnie, to na razie nie skorzystam – wtrącił Piotr. – Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom.

Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek, wielki, z rodzaju tych wielkich domów, co to zdają się nigdy nie mieć końca. Jak można było się spodziewać, kilkoro pierwszych drzwi, które otworzyli, wiodło do pustych sypialni, wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach; odkryli tu kompletną starą zbroję. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną, ze stojącą w rogu harfą, następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół, a potem pięć stopni w górę, za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon, a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek, przeważnie bardzo starych, niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju, w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. Nie było tu nic więcej, jeśli nie liczyć leżącej na parapecie martwej muchy.

– Tu nic nie ma! – stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. Wszyscy – oprócz Łucji, która pomyślała sobie, że warto by na wszelki wypadek sprawdzić, czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć, choć była prawie pewna, że będą zamknięte. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością, a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny.

Kiedy zajrzała do środka, zobaczyła rząd wiszących płaszczy. Były to przeważnie futra, a trzeba wam wiedzieć, że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. Nie wahając się ani chwili, weszła do szafy i zanurzyła się w futrach, z rozkoszą wtulając w nie twarz. Oczywiście nie zapomniała o pozostawieniu otwartych drzwi, ponieważ wiedziała, że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła, że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie, by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód, potem jeszcze dwa lub trzy, wciąż spodziewając się, że końcami palców dotknie drewnianej ściany. Ale nic takiego nie nastąpiło.

„To musi być naprawdę ogromna szafa”, pomyślała, posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra, aby zrobić sobie miejsce. Nagle zauważyła, że coś skrzypi pod jej nogami. „To chyba kulki naftaliny”, pomyślała i schyliła się, chcąc namacać je ręką. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego, sypkiego i zimnego.

– To bardzo dziwne – powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa.

Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer, a napotkały coś twardego i szorstkiego, a nawet kłującego.

– Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! – wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą, tam gdzie powinna być tylna ściana szafy, lecz w oddali. W chwilę później zdała sobie sprawę, że stoi pośrodku lasu, jest noc, pod nogami ma najprawdziwszy śnieg, którego płatki wirują w powietrzu.

Łucja trochę się przestraszyła, ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. Spojrzała przez ramię za siebie. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy, a nawet kawałek pustego pokoju. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte, ponieważ pamiętała, że to bardzo głupio zamknąć się w szafie.) Wyglądało na to, że w pokoju nadal jest dzienne światło. „Gdyby coś było nie w porządku, zawsze mogę wrócić” – uspokoiła się i zaczęła iść przez las, skrzyp-skrzyp po śniegu, ku dziwnemu światłu przed sobą.

Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła, przekonała się, że to świeci latarnia na słupie. A kiedy tak stała i patrzyła na nią, rozmyślając, skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej, usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię.

Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. Od pasa w górę przypominała człowieka, ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną, połyskującą w świetle latarni sierścią), a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. Miała też ogon, choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła, ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę, zapewne po to, aby nie ciągnął się po śniegu. Szyję otulał czerwony, wełniany szalik, a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. Twarz wędrowca była dziwna, lecz miła. Miał krótką, ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy, z których wystawały dwa małe różki. W jednej ręce, jak już powiedziałem, trzymał otwarty, biały od śniegu parasol, w drugiej – kilka paczek owiniętych w brązowy papier, jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem.

Był to faun. Kiedy zobaczył Łucję, tak gwałtownie podskoczył z wrażenia, że wszystkie paczki wypadły mu z rąk.

– Boże miłosierny! – wykrzyknął.

 

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

 
 
 
Opowieści z Narni
 

Lew, Czarownica i stara szafa

 

Książę Kaspian

 

Podróż „Wędrowca do Świtu”

 

Srebrne krzesło

 

Koń i jego chłopiec

 

Siostrzeniec Czarodzieja

 

Ostatnia bitwa

 
 
narnia.com
 
facebook.com/TheChroniclesofNarnia