Zdrajca - Leo Heide

Zdrajca

0,0

  • Autor:

  • Wydawnictwo:

    My Book

  • ISBN:978-83-7564-317-6
  • Format:PDF + EPUB

Historia życia Jezusa Chrystusa, przedstawiona na szczegółowym tle historycznym i społeczno-ekonomicznym. Pojawienie się wędrownego proroka, porywającego za sobą tłumy i ponoć czyniącego cuda, intryguje ówczesnych władców i kapłanów. Większość dąży do jak najszybszego unicestwienia Jezusa, jako burzyciela dotychczasowego porządku. Znajdują się jednak i tacy, którzy charyzmę niezwykłego kaznodziei mają nadzieję wykorzystać do własnych celów.
W tę religijno-polityczną zawieruchę zostaje wciągnięty, niejako wbrew własnej woli, Juda z Kariotu. Do dziś jego imię stanowi synonim zdrajcy. Autor powieści zasiewa w nas jednak poważne wątpliwości. Zdrajca, łasy na 30 srebrników? A może jednak konieczny element Boskiego planu i gwarant jego realizacji?

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

no image


no image


ISBN 978-83-7564-317-6

Wydawnictwo My Book

www.mybook.pl

Publikacja chroniona prawem autorskim.

Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.
virtualo.eu

logo

Źródła

W książce zamieszczono teksty pochodzące z różnych źródeł. Część z nich przytoczono w brzmieniu dosłownym, część zaś sparafrazowano. Źródłami tekstów były:

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu

Wydawnictwo Pallotinum, Poznań-Warszawa, 1989.

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu

Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa, 1981.

Apokryfy Nowego Testamentu Wydawnictwo

WAM, Kraków 2003.

Witold Tyloch, Rękopisy z Qumran nad Morzem Martwym

„Książka i Wiedza”, Warszawa 2001.

Kontakt: leo.heide@gmail.com

1

Nienawidził Żydów. W tym uczuciu zawierało się wszystko. Odraza, pogarda i strach. Nie rozumiał ich i nigdy nie mógł przewidzieć ich zachowania. On, obywatel największego Imperium, przedstawiciel najwspanialszej cywilizacji duchowej i materialnej, był wobec nich bezradny. Wszystkie jego dotychczasowe doświadczenia, zarówno militarne jak i administracyjne, okazały się nieprzydatne.

Gdy otrzymał stanowisko prokuratura Judei, zbyt niskie w stosunku do ambicji, wydawało mu się, że jest to synekura nie wymagająca intensywnej pracy. Miał władać w imieniu Rzymu małym regionem zamieszkałym przez niejednorodne etnicznie i wewnętrznie skłócone społeczeństwo. Dominującą rolę odgrywali Żydzi. Ci jednak też, pomimo żarliwej i fanatycznej wiary w swego jedynego boga, Jahwe, pochłonięci byli wewnętrznymi sporami, przeradzającymi się niejednokrotnie w zamieszki obfitujące krwawymi ofiarami. Podzieleni na partie i frakcje toczyli pełne intryg waśnie o wpływy, władzę, pieniądze i honory. Najbardziej zdumiewające było ich zaangażowanie w bezpłodne dociekania związane z zagadnieniami teologicznymi.

Różnica pomiędzy barbarzyńskimi i pogańskimi Żydami a narodami cywilizowanymi była widoczna na pierwszy rzut oka. Jako jedyni ze znanych mu narodów wierzyli w jednego boga, stwórcę wszystkiego. Czcili go w ogromnej świątyni w Jeruzalem. Liczba kapłanów różnej rangi służących w świątyni była niewiarygodna, większa niż szesnaście tysięcy. Osobliwe było to, że w świątyni nie istniał żaden posąg lub podobizna owego boga. Bóg, zdaniem Żydów, przebywał w sercu świątyni, pomieszczeniu zwanym Świętym Świętych. Wstęp do tego miejsca, w którym była pusta przestrzeń, miał tylko arcykapłan w drogocennych szatach i tylko w szczególnych przypadkach. Szaty liturgiczne, niezbędne do złożenia ofiary, znajdowały się w specjalnej szafie, w twierdzy Antonia górującej nad Świątynią. Wydawane były arcykapłanowi żydowskiemu przez centuriona rzymskiego tuż przed rozpoczęciem uroczystości złożenia Jahwe ofiary. Bezpośrednio po jej zakończeniu były powtórnie zabezpieczane. W ten sposób sprawowano kontrolę nad wolą arcykapłana i okazywano pogardę Żydom. Ponadto zarówno centurion sprawujący pieczę nad szatami liturgicznymi, jak i arcykapłan sprawujący funkcję, wyznaczani byli przez prokuratora. Aktualnie sprawującym funkcję arcykapłana był Kajfasz, mianowany przez IV Prokuratora Judei, Valeriusa Gratusa.

Sprawującym funkcję prokuratora był on, Poncjusz Piłat, V Prokurator Judei, Samarii i Idumei.

Żydzi nie posiadali posągów swego boga. Ich religia zakazywała tworzenia wizerunków czegokolwiek, co żyje. Wymogli na cezarze Oktawianie prawo bicia monet, na których widniały jedynie ornamenty geometryczne i oznakowane wartości monety. Ponadto, chcąc zapewnić spokój, cezar Okatwian usuwając od władzy etnarchę Archelaosa, syna Heroda Wielkiego i ustanawiając prowincję rzymską w Judei obdarzył Żydów licznymi przywilejami.

Nie mogąc znieść rządów okrutnego i niezrównoważonego psychicznie etnarchy, Żydzi z Judei sami zwrócili się do cezara z prośbą o włączenie Judei do terytorium Imperium rzymskiego. Do przywilejów należało zwolnienie Żydów z obowiązku służby wojskowej, uznanie Sanhedrynu za instytucję sprawującą władzę religijną i sądowniczą na terenie Judei oraz poszanowanie tradycji wynikających z nakazów religijnych. Jednym z elementów tej tradycji był zakaz przedstawiania w formie rysunku lub rzeźby istot żywych.

Obejmując stanowisko, pomimo styczności ze społecznością żydowską, Poncjusz Piłat nie doceniał przywiązania Żydów do religijnych zabobonów. W pierwszym roku sprawowania władzy nakazał trzem kohortom X Legionu (Fretensis), udającym się po ćwiczeniach na leże zimowe do Jeruzalem, wnieść do miasta sztandary legionowe z wizerunkiem cezara Oktawiana. Kohorty weszły do Jeruzalem nocą, a sztandary umieszczono wewnątrz murów twierdzy Antonia. Można więc było uznać, przy odrobinie dobrej woli ze strony Żydów, że ich uczucia religijne nie zostały naruszone. Piłat ze swej strony uważał, że sposób wprowadzenia sztandarów uchybiał raczej godności cezara Tyberiusza i honorowi X Legionu niż Żydom. Jakież więc było jego zdumienie, gdy doniesiono mu, że nieprzebrany tłum hałaśliwych i podnieconych Żydów opuścił mury Jeruzalem i zmierza w kierunku stolicy administracyjnej Judei – Cezarei Nadmorskiej. Tłum, jak mu doniesiono, nie był uzbrojony. Na wszelki wypadek rozkazał postawić w stan gotowości garnizon Cezarei, a garnizonowi stacjonującemu w Sebaste nakazał wyjście z koszar i zajęcie stanowisk w pobliżu Cezarei. Po trzech dniach do Cezarei dotarła rzesza wyczerpanych podróżą, głodnych i brudnych ludzi, udających się do pałacu prokuratora. Pałac został otoczony wielotysięcznym tłumem wrzeszczących wniebogłosy i wymachujących rękami Żydów. Legioniści chroniący pałac zachowywali pozorny spokój. Przyspieszony oddech, bladość i nerwowe tiki mięśni twarzy zdradzały jednak stan napięcia i pojawiającą się chęć mordu. Napięcie zelżało, gdy z tłumu wyłoniła się grupa kapłanów, którzy przedstawili się centurionowi dowodzącemu wartą jako delegacja i poprosili o audiencję u prokuratora. Piłat nie spieszył się z przyjęciem delegacji. Nie widział powodów, dla których miałby przerwać załatwianie spraw bieżących lub zrezygnować z posiłku i wypoczynku. W czasie posiłku spożywanego z żoną, Claudią Prokulą zauważył, że Claudia sprawia wrażenie spiętej i zalęknionej. Zastanowiła go przyczyna jej obaw. Nie istniało bowiem jakiekolwiek realne zagrożenie jej życia.

Czekający tłum uciszył się. Delegacja kapłanów kornie czekała przed bramą pałacu w palących promieniach słońca. Pojawili się gapie. Grecy, Fenicjanie i Syryjczycy, stanowiący większość mieszkańców Cezarei, szydzili ze zgromadzonych Żydów, usiłując sprowokować ich do bójki. Zdawali sobie sprawę, że w przypadku awantury wkroczą legioniści, co niechybnie doprowadzi do rzezi.

Pragnęli jej. Pragnęli jako rozrywki i jako możliwości wyrównania z Żydami urojonych bądź rzeczywistych porachunków. W oczach legionistów widzieli gotowość do gwałtu. Żydzi nie reagowali. Nie dali się sprowokować. Absolutnie obojętny wyraz twarzy centuriona obserwującego z rozbawieniem bieg wydarzeń działał uspokajająco.

Piłat przyjął delegację. Odziany w oficjalne szaty, siedział w otoczeniu straży, urzędników i sekretarza, który trwał w gotowości sporządzenia protokołu z audiencji. Nie zaproponował Żydom zajęcia miejsc siedzących. Nie polecił podania orzeźwiających napojów czy nawet wody. Długi czas oglądał ich w całkowitym milczeniu. Oni też nie ryzykowali zabrania głosu bez pytania.

Kapłani byli w jego wieku. Tak się przynajmniej wydawało. Zmęczenie i pył pokrywający skórę twarzy mógł ich postarzać. Byli typowymi przedstawicielami narodu Izraela. Drobni, szczupli, ciemnowłosi, o oczach jasnych lub brązowych. Wyraz twarzy wskazywał, że są świadomi własnej pozycji społecznej i wagi misji, której się podjęli. Nie dostrzegał w nich ani strachu, ani buty. Odnosił wrażenie, że pomimo beznadziejności sytuacji są absolutnie pewni, że ich racja zwycięży. Że narzucą mu swoją wolę.

– Kim jesteście i z czym do mnie przychodzicie? – zapytał.

– Jesteśmy kapłanami, którym Sanhedryn polecił przedstawienie dostojnemu prokuratorowi skargi. Ja jestem Jonatan bar Joab. Towarzyszą mi Abner bar Natan, Dawid bar Abitar i Symeon bar Neftali – odparł jeden z nich.

Głos kapłana był spokojny. Miał ciepłe, niskie brzmienie. Przedstawiani członkowie delegacji wykonywali lekki ukłon. Jonatan kontynuował:

– Panie! Niedawno przybyłeś do nas, by sprawować władzę nad Judeą w imieniu cezara Rzymu, dostojnego Tyberiusza. Być może mnogość ważnych obowiązków spowodowała, że nie rozumiesz naszych obyczajów wywodzących się z nakazu Świętego Jedynego (niech będzie błogosławiony!) i obowiązujących praw, nadanych nam z woli cezara Augusta. Doniesiono nam, że w bezpośrednim sąsiedztwie świątyni Świętego Jedynego (niech będzie błogosławiony!), w przylegającej do Świątyni twierdzy Antonia znajdują się wizerunki istoty ludzkiej. Przyszliśmy tu, aby cię prosić uniżenie o usunięcie tego bezeceństwa.

Piłat poczuł, jak puls zaczyna przyspieszać, a przed oczami pojawiają się czerwone plamy. Miał ochotę wstać i unicestwić butnego kapłana. Stojący obok Jonatana Symeon bar Neftali widząc, że rozmowa może doprowadzić do wybuchu gniewu prokuratora, rzekł:

– Panie! Pozwól, że wyjaśnię dlaczego sprawa, z którą przychodzimy, ma dla nas aż tak wielkie znaczenie. Fundamentem naszego prawa są przykazania dane Mojżeszowi, naszemu przodkowi, przez Świętego Jedynego (niech będzie błogosławiony!). Od tych przykazań odstąpić nam nie wolno. Panie! Okaż łaskę cierpliwości i wysłuchaj treści tego przykazania, o którym mówimy.

Symeon sięgnął za pazuchę chałatu i począł wyjmować podłużny przedmiot. Ręce strażników spoczęły na rękojeściach mieczy. Twarze urzędników wyrażały napięcie. Przedmiotem był zwój zapisanej skóry, nawinięty na dwa wałki z rękojeściami. Symeon przewijał z wprawą zwój, znalazł poszukiwane wersy i począł czytać grecki tekst. Czytał bardzo powoli, robiąc przerwy:

Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli.

Nie będziesz miał innych bogów obok mnie.

Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej, ani żadnego obrazu, czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią.

Nie będziesz im się kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą.

Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego, gdyż Pan nie zostawi bez kary tego, który nadużywa imienia Jego.

Piłat słuchał. Forma utworu, dostojna i nieco napuszona, miała kojącą melodykę i poetyczność. Piłat poczuł, że napięcie ustępuje. Końcowy fragment pełen gróźb żydowskiego boga związanych z niedopełnieniem wcześniejszych zaleceń, a odnoszących się nie tylko do winowajców, ale i ich potomstwa, brzmiał niesamowicie. Bóg zazdrosny? Piłat milczał. Jeżeli oni w to wierzą, to nie ustąpią przez wzgląd na własne potomstwo. Ale w końcu to ich bóg i ich sprawy.

– Posłuchajcie mnie uważnie. Szanuję waszego boga i nie chcę go obrażać. Zważcie jednak na to, że od ponad dwudziestu lat Judea nie jest ani królestwem, ani nawet etnarchią. To za waszą zgodą, ba!, na wasze prośby weszliście w skład Imperium Rzymskiego. Stanowicie niewielką prowincję. Zapewniamy wam pokój. Chronimy przed wrogami. Zapewniamy poszanowanie prawa i autonomię kultu. Pozostawiliśmy wam prawo sądu. Nie żądam od was niczego więcej, niż wam daję.

Piłat przerwał. Zastanawiał się, jak sformułować swoje myśli, aby trafiły one do kapłanów.

– My, Rzymianie, czcimy naszych bogów. To, co miałeś czelność Jonatanie bar Joab nazwać bezeceństwem, jest wizerunkiem twarzy Oktawiana. Boskiego Oktawiana. Boga! Tak orzekł Senat Rzymu. Obecnie panujący cesarz Tyberiusz jest jego synem. Synem naszego Boga. Twierdza Antonia, w której przechowujemy znaki legionowe, jest naszym terytorium. To ona zapewnia bezpieczeństwo waszej Świątyni. Bądźcie pomni tego, że już dwukrotnie świątynie waszego boga były równane z ziemią. Było tak, ponieważ nie uznawaliście siły waszych sąsiadów. To za Heroda Wielkiego, króla Judei z łaski cezara Oktawiana, powstała ta wspaniała, niedokończona jeszcze świątynia. My ją uszanujemy, jeżeli nie będziecie podnosić ręki lub obrażać naszych bogów. Pamiętajcie także, że my jesteśmy potężniejsi niż Asyria, Babilon czy Egipt. I burzyć też potrafimy. Idźcie do swoich ludzi. Powiedzcie, że wydany im będzie posiłek, że mogą przespać bezpiecznie do rana. Nikt wam nie zrobi krzywdy, mimo waszej arogancji. Wracajcie do Jeruzalem. Przekażcie moje słowa Sanhedrynowi. Posłuchanie skończone.

Piłat wstał i wyszedł z sali audiencyjnej. Udał się do prywatnych pomieszczeń. Nakazał, by przyniesiono mu kielich wina. Podszedł do okna wychodzącego na plac przed pałacem i obserwował zachodzące wydarzenia. Kapłani stanowiący delegację zdążyli już wyjść z budynku i stojąc na schodach przemawiali do oczekującego tłumu. Skończywszy, zeszli ze schodów i położyli się na bruku przed pałacem. Wszyscy poszli w ich ślady. Piłat ujrzał niewiarygodnie absurdalny obraz placu otaczającego pałac zasłanego kilkoma tysiącami ciał ludzi leżących twarzą do ziemi w ciszy i absolutnym bezruchu. Rzesza gapiów zareagowała głośnym rechotem i złośliwymi obelgami.

Czas płynął. Dokuczliwy chłód nocy zastąpił nieznośny skwar dnia. Nic się nie zmieniło. Rankiem Piłat nakazał strażom usunięcie ciał z przejścia z pałacu do miasta. Słońce zataczało łuk po firmamencie. Dniem upał był nie do zniesienia, nawet w podcieniach domów, zajmowanych przez komentujących wydarzenia gapiów. Już się nie śmiali z leżących Żydów. Nie ubliżali im. Niechętne spojrzenia i komentarze, jeszcze maskowane i nieśmiałe, kierowane były ku pałacowi.

Minęła kolejna zimna noc i nastał kolejny upalny dzień. Na placu, w stojącym skwarnym powietrzu czuć było fetor ludzkiego potu, uryny i fekaliów. Poza tym nic się nie zmieniało. Atmosfera w pałacu była pełna przygnębienia. Piłat zawiesił rutynowe czynności administracyjne. Nie wzywał nikogo prócz sług zaspokajających najprostsze potrzeby. Nadszedł kolejny dzień. Trzeci. Słudzy szeptali, że Żydzi na placu umierają. Piłat nie umiał znaleźć wyjścia z sytuacji. Mógł oczywiście użyć siły fizycznej. Wypędzić ich z Cezarei. Wiedział jednak, że powrócą. Mógł ich wymordować. Ale równało się to z katastrofą polityczną i mogło grozić nieprzewidywalnymi wydarzeniami na tym strategicznie newralgicznym skrawku ziemi. Mógł też robić to, co dotychczas. To znaczy czekać. Jeżeli jednak oni tam, na dole, nie zmienią zdania, będzie to równoważne z ich wymordowaniem. Trzy bezsenne noce pozbawiły go zdolności analitycznego myślenia i osłabiły jego wolę. Claudia Prokula zaszyła się gdzieś w zakamarkach pałacu. Urzędnicy i oficerowie trzymali się z dala, nie chcąc oglądać chwil jego słabości. Dokładniej, aby on nie widział ich, oglądających jego słabość. Postanowił poczekać jeszcze jeden dzień. Dnia czwartego pozornie nic się nie zmieniło. Pozornie, ponieważ do fetoru brudu i odchodów żywych ciał dołączył złowrogi smród rozkładających się w upale trupów.

Nastrój w mieście także uległ zmianie. Gapie nie tylko zaczęli przejawiać ludzkie odruchy litości i podziwu w stosunku do Żydów. Zaczęli także wznosić wrogie i szydercze okrzyki pod adresem pałacu.

Wczesnym rankiem o audiencję u prokuratora poprosili delegaci mieszkańców Cezarei. Piłat przyjął ich bezzwłocznie. Delegaci reprezentujący Greków, Syryjczyków i Fenicjan zapewnili dostojnego prokuratora o swoim całkowitym dlań poparciu oraz oddaniu Imperium Rzymskiemu, a szczególnie cezarowi Tyberiuszowi. Wyrazili oburzenie i niesmak z powodu zachowania butnych i aroganckich Żydów. Pokornie jednak prosili o łaskawe zwrócenie przez prokuratora uwagi na fakt zaniepokojenia mieszkańców miasta możliwością wybuchu epidemii, spowodowanej miazmatami wydzielającymi się z rozkładających się trupów. Już w tej chwili kilkanaście statków zakotwiczyło na redzie. Boją się wejść do portu, w którym w razie epidemii mogą utknąć na długie tygodnie kwarantanny. Będą także narażone na brak zezwolenia na wejście do innych portów Mare Nostrum. Gospodarka miasta zamarła. Ludzie mający wille za miastem już z miasta wyjechali. Zachodzi obawa, że tłuszcza przystąpi do grabieży opuszczonych domostw. Pozostali spokojni mieszkańcy nie wychodzą z domów, nie dokonują zakupów, nie świadczą usług. Szerzą się plotki o kryzysie władzy w Imperium, co może doprowadzić do zamieszek. Jakby tego było mało, Żydzi zamieszkujący w Cezarei zamierzają udać się do Antiochii, aby prosić legata Syrii o położenie kresu okrucieństwom prokuratora i przejęcie bezpośredniej władzy nad Judeą. Wszystko to może naruszyć stan delikatnej równowagi i współpracy pomiędzy różnymi narodowościami zamieszkującymi Cezareę i zakończyć się katastrofą. Proszą przeto uniżenie dostojnego prokuratora o podjęcie zdecydowanych działań zmierzających do zakończenia obecnej sytuacji.

Piłat zrozumiał, że jest w potrzasku. Interwencja w Antiochii zakończy się niechybnym jego odwołaniem. Bezczynność – katastrofą.

Zapewnił rozmówców, że sytuacja jest cały czas pod kontrolą i w dniu następnym zostanie definitywnie załatwiona.

Następnych kilka godzin zajęło mu wydawanie rozkazów oficerom i urzędnikom. Polecił przygotowanie terenu cyrku na przyjęcie rzeszy Żydów. Przygotowanie polegało na dostarczeniu ilości wody wystarczającej do przeprowadzenia ablucji kilku tysięcy ludzi i zgromadzenia dietetycznej żywności, której spożycie w małych ilościach nie będzie zagrażało ludziom po pięciodniowej głodówce. Służby medyczne garnizonu miały zapewnić doraźną pomoc wyczerpanym i chorym. Miały zostać zgromadzone środki transportu, służące do przewozu niezdolnych do pieszej wędrówki do Jeruzalem.

Nawiązano kontakt z miejscową gminą żydowską w sprawie zapewnienia pochówku zmarłych na miejscowym cmentarzu zgodnie z wymogami religii. Z kasy państwowej Piłat nakazał wypłatę hojnego datku gminie żydowskiej, pokrywającego wartość grobów i rozbudowę synagogi.

Po wydaniu rozkazów Piłat polecił powtórne przyprowadzenie do sali audiencyjnej czterech kapłanów reprezentujących tłum. Umożliwił im kąpiel i zmianę odzieży.

Oznajmił, że nazajutrz ma zamiar spotkać się z nimi w cyrku. Zapoznał z treścią wydanych rozkazów. Prosił, aby skorzystali z możliwości posiłku, obmycia ciał oraz pogrzebania swoich zmarłych zgodnie z rytuałem. Obiecał, że podjęte decyzje będą sprzyjać załagodzeniu sporu w sposób zadowalający obie strony. Kapłani przystali na przedstawione warunki. Po ich odejściu Piłat wezwał dowódcę garnizonu i rozkazał, aby nazajutrz, gdy Żydzi znajdą się na terenie cyrku, dwie kohorty otoczyły cyrk i były gotowe do wypełnienia każdego rozkazu.

Nocą ludzie otaczający pałac poczęli powstawać z bruku i chwiejnie, podtrzymując się wzajemnie, szli w kierunku cyrku. Była to pierwsza noc, podczas której Piłat zasnął. Nazajutrz odziany w hełm, płytową zbroję, z mieczem u boku, w otoczeniu oddziału straży, udał się do cyrku. Towarzyszył mu dowódca garnizonu. Tłum wycieńczonych postaci czekał w absolutnym milczeniu. Stanąwszy na podwyższeniu areny Piłat przywołał delegację kapłanów.

– Czy nadal trwacie przy swoich żądaniach? – zapytał.

– Tak!

– Czy udacie się do domów, gdy nie spełnię waszych żądań?

– Nie!

Dowódca garnizonu dał znak. Przez bramy cyrku wdarły się kolumny żołnierzy z nagimi mieczami w rękach. Rozdzielały i rozczłonkowywały zwarty tłum. Żydzi nie stawiali żadnego oporu. Nie okazywali nawet zdziwienia. Pierwsi zareagowali kapłani, po nich wszyscy pozostali. Poczęli odsłaniać karki, zrywać odzienie okrywające torsy. Uklękli i pochylili głowy tak, że można je było odrąbać jednym ciosem miecza. Trwali w tej pozycji przed osłupiałymi żołnierzami. Piłat szeptem wydał rozkaz dowódcy garnizonu. Ten umownymi znakami przekazał go centurionom dowodzącym kolumnami. Żołnierze schowali miecze i obojętnie, nie zwracając uwagi na tłum, wycofali się na zewnątrz murów otaczających cyrk. Piłat rzekł do kapłanów:

– Powstańcie. Idźcie do Jeruzalem. Zanim tam dojdziecie, znaki legionowe z podobizną boskiego Oktawiana opuszczą mury miasta. W drodze udzielona wam będzie pomoc i zapewniona ochrona.

Zdumieni kapłani, a za nimi pozostali, z trudem podnosili się z klęczek. W oczach kapłanów widział trwogę przemieszaną z uczuciem triumfu. Nie wierzyli, że to już koniec. Oczekiwali zasadzki, jednocześnie intuicyjnie przeczuwając zwycięstwo.

– Nie triumfujcie. Ostatnie słowo w tej sprawie nie zostało powiedziane. Traktujcie to tak, że wykonanie wyroku zostało odroczone.

Żydzi powoli zaczęli formować kolumnę zmierzającą w kierunku Jeruzalem. Byli skrajnie wyczerpani psychicznie i fizycznie. Nie zdradzali żadnych oznak radości z odniesionego zwycięstwa. Po prostu osiągnęli to, po co przyszli.

Piłat był w stanie całkowitego przygnębienia. Przegrał! Mając wszystkie atuty w ręku, przegrał z nieuzbrojonym tłumem żydowskiej hołoty. Przegrał na oczach mieszkańców Cezarei oraz żołnierzy. Nie zdał egzaminu ani jako administrator, ani jako żołnierz. Najgorsze było to, że nie rozumiał, co się zdarzyło. Skąd ta determinacja kierująca cywilami, nieproporcjonalna do przedmiotu sporu?

Piłat zdał sobie sprawę, że nie będzie w stanie kierować Judeą, jeżeli nie zrozumie ducha narodu żydowskiego. Postanowił powołać grupę doradców, którzy będą w stanie pomagać mu w podejmowaniu decyzji. Postanowił też utworzyć sprawnie działającą i podległą bezpośrednio jemu siatkę informatorów. Nigdy więcej nie da się zaskoczyć. Przejdzie do działań ofensywnych, które pozwolą mu odzyskać nadszarpniętą reputację i sprawować rzeczywistą kontrolę nad Żydami.

2

Ojcem Poncjusza był weteran kampanii przeciwko Germanom, Septymiusz Albin. Wielokrotnie ranny, utracił zdolność służby wojskowej. W nagrodę za swoją służbę i bohaterskie czyny otrzymał w Panonii przydział ziemi oraz germańskich niewolników. Pozwalało to na dostatnie życie. Podobnie jak inni rzymscy osadnicy, Septymiusz poświęcał swój czas i talent organizacyjny hodowli winorośli. Panonia nie zapewniała wprawdzie tak dogodnych warunków klimatycznych jak Italia, ale udało się wyhodować odmiany winorośli o całkiem dobrej jakości. Duże zapotrzebowanie na wino dla legionów stacjonujących w Panonii zapewniało zbyt dla produktów jego gospodarstwa.

Ożenił się z Plantillą, córką weterana wojennego, który otrzymał przydział ziemi po odsłużeniu dwudziestu pięciu lat w legionach. Plantilla, młodsza o dwadzieścia lat od Septymiusza, otoczyła go troskliwą opieką. Dzięki temu stan jego zdrowia poprawił się i pozwalał na czerpanie radości z życia. Bogowie obdarzyli ich potomstwem – synem Poncjuszem i dwiema córkami, Liwią i Antonią. Poncjusz był zdrowym i bystrym dzieckiem. Interesował się wszystkim, co dzieje się dookoła. Septymiusz poświęcał mu dużo uwagi. Kochał wszystkie swoje dzieci, ale Poncjusz był mu szczególnie drogi. Być może jego charakter, kształtowany w wojsku i nawykły do dyscypliny, utrudniał mu kontakt z córkami. Najprawdopodobniej jednak syn dawał mu możliwość, zabawowej co prawda, kontynuacji wojennej przygody. Od urodzenia Poncjusza dbał o to, by rósł on w warunkach hartujących ciało. Od początku też wdrażał go do porządku, dyscypliny i poczucia obowiązku. Z czasem oswajał go z długotrwałym wysiłkiem fizycznym oraz władaniem bronią. Walczyli z sobą, używając wykonanej z drzewa imitacji gladium – krótkiego, szerokiego miecza. Uczył go rzucać do celu pilium – oszczepem z długim żelaznym grotem. Przy okazji prac polowych przyuczał syna do posługiwania się siekierą, kilofem i łopatą – przedmiotami równie ważnymi dla osiągnięcia zwycięstwa, jak broń. Uczył go tego wszystkiego, co sam umiał i co zapewniło mu przetrwanie w kampaniach wojennych. Organizował także walki zapaśnicze pomiędzy dziećmi, zarówno rzymskimi, jak i germańskimi. Nie czynił różnicy, wiedząc, że w walce nie wybiera się przeciwnika. Walka z mocnym przeciwnikiem w czasie ćwiczeń daje większe szanse przeżycia w walce prawdziwej. Niejako dewizą rzymskich legionów było: „ćwiczenia to bezkrwawa wojna, wojna – to krwawe ćwiczenia”.

Bliskie kontakty pomiędzy rzymskimi osadnikami a ludnością terenów podbitych były realizacją dalekosiężnych planów Rzymu. W czasach cezara Oktawiana ludność Imperium liczyła ponad sześćdziesiąt milionów ludzi i mieszkańcy Italii przestali stanowić dominującą większość. Potęga Imperium opierała się na czterystutysięcznej armii zawodowej. Rzymianie coraz bardziej gustowali w rozkoszach igrzysk i biesiad. Tracili zainteresowanie obowiązkami i trudem służby wojskowej. Potrzebny był więc napływ świeżej krwi, żołnierzy z krajów barbarzyńskich, służących dla Rzymu. Żołnierze ci nie wchodzili w skład legionów rzymskich. Formowano z nich Auxilie – oddziały pomocnicze. Służba w nich zapewniała wikt, żołd oraz możliwość awansu. Po przesłużeniu dwudziestu pięciu lat, albo w nagrodę za czyn wymagający niezwykłej odwagi, barbarzyńca otrzymywał obywatelstwo rzymskie. Tak więc ucząc zapasów i fechtunku swego syna i jego germańskich i panońskich rówieśników, Septymiusz działał na rzecz wzmocnienia potęgi Rzymu. Ćwiczenia i rywalizacja w grupie rówieśniczej, pod warunkiem zapewnienia jednakowych szans wszystkim jej członkom, w sposób naturalny sprzyjała rozwojowi cech przywódczych. Septymiusz z dumą zauważył, że Poncjusz zajął pozycję dominującą w grupie, w której byli chłopcy starsi i silniejsi fizycznie. Nie obyło się bez guzów, siniaków, a nawet wybitego zęba. Ojciec nigdy nie wspomagał Poncjusza. To, że syn posiadał zdolności przywódcze, napawało go dumą. Los Poncjusza był zdeterminowany – służba wojskowa.

Plantilla nie wywarła istotnego wpływu na ukształtowanie osobowości syna. Brak pierwiastka żeńskiego w czasie dorastania spowodował, że Poncjusz nie znał takich uczuć jak współczucie czy litość. W służbie wojskowej były one niepotrzebne.

W wieku szesnastu lat, a było to w osiemnastym roku panowania cezara Oktawiana, Poncjusz wstąpił do służby wojskowej. Dawał sobie radę z trudami życia legionowego. Ćwiczenia fizyczne pod okiem ojca przygotowały go do zadań stawianych w legionach. Bez trudu wykonywał rutynowe ćwiczenia. W czasach pokoju należał do nich codzienny bieg na odległość sześciu mil. Biegano w pełnym uzbrojeniu, na które składała się kolczuga lub zbroja łuskowa, miecz, żelazny hełm z osłonami szyi i twarzy, tarcza, kilof, siekiera lub łopata i trzydniowa racja żywności. Co dziesięć dni żołnierze odbywali bieg na dystansie dwudziestu mil w czasie nie dłuższym niż czwarta część doby. Wielu młodych żołnierzy na początku służby nie wytrzymywało trudów biegu. Codziennie odbywały się ćwiczenia musztry i fechtunku. Ponadto czas wypełniały obowiązki związane z pracami obozowymi, patrolami oraz wartą. W skład załogi obozu wchodzili pionierzy, kowale, geometrzy, cieśle, rymarze, lekarze, no i oczywiście kucharze.

Obóz zapewniał życie w poczuciu bezpieczeństwa i względnego komfortu. Działała poczta polowa, pozwalająca na utrzymanie kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Poczta umożliwiała nawet otrzymywanie od bliskich paczek z żywnością urozmaicającą obozową dietę. Wyżywienie było proste, ale zapewniające sytość i zdrowie.

W czasie wolnym od służby żołnierze pili wino, grali w kości, opowiadali sprośne dowcipy lub śpiewali. Legion, w którym służył Poncjusz, stacjonował w Germanii. Germania była od kilku lat teatrem działań wojennych, na którym Rzymianie pod dowództwem Tyberiusza i jego młodszego brata – Druzusa realizowali wielki plan Oktawiana. Plan przesunięcia granicy Imperium rzymskiego z Renu na Łabę. Cel ten Rzymianie realizowali gromiąc plemiona germańskie i przedzierając się przez masywy leśne i górskie. Z właściwą sobie systematycznością i roztropnością budowali drogi, karczowali lasy, budowali obozy i warownie.

W czasie działań wojennych Poncjusz wykazał się sprawnością we władaniu bronią, a szczególnie pilium. Pilium używane było we wstępnej fazie walki. Rzucano je w kierunku szeregów wroga, zadając ciężkie rany. Nawet w przypadku, kiedy wróg zasłonił się tarczą, długie ostrze oszczepu wbijało się w nią, uniemożliwiając jej użycie. Wróg pozbawiony tarczy stawał się łatwym łupem. Doskonałość Poncjusza w posługiwaniu się pilium zwróciła uwagę towarzyszy. Nadano mu przydomek Oszczepnik – Pilatus. Powoli zapomniano o jego imieniu i Pilatus lub zniekształcone Piłat stało się jego imieniem. W wieku lat dwudziestu czterech Piłat został dowódcą centurii, a w sześć lat później dowódcą kohorty.

Struktura organizacyjna legionu była następująca: najmniejszą jednostką był oddział składający się z ośmiu ludzi. Dziesięć oddziałów stanowiło centurię. Dwie centurie tworzyły manipuł, sześć centurii kohortę, a dziesięć kohort – legion. Piłat w wieku trzydziestu lat dowodził blisko pięćsetosobowym oddziałem.

Stosunkowo szybki awans bez pomocy protekcji zawdzięczał wysokiej ocenie swoich umiejętności i zalet żołnierskich. Pewną, choć mniej istotną rolę, odegrała wysoka śmiertelność kadry dowódczej zarówno w bitwach z Germanami, jak i w wyniku chorób roznoszonych przez insekty, lęgnące się masowo w wilgotnej ściółce leśnej.

Służba w Germanii była bardzo żmudna. Zajmowanie terenu odbywało się wolno i z wielką ostrożnością. Szczególnie trudne były przemarsze przez lasy, które pokrywały nieomal cały teatr działań. Pionierzy przeczesywali teren, poszukując zasadzek i obozów wroga. Poruszano się od świtu do późnego popołudnia. Przed zmierzchem budowano tymczasowy obóz, wystawiano czaty i warty. W przypadku napotkania wroga robiono wszystko, by unikać walki z marszu. Przystępowano do budowy obozu. Robiono to starannie. Budowano wały i wieże. Ustawiano katapulty. Wszystko odbywało się w absolutnej ciszy, zakłócanej głosami dowódców, wydających rozkazy. W terenie odkrytym do prowadzenia zwiadu używano kawalerii.

Z zasady nie prowadzono kampanii wojennych w okresie zimowym. Przed jej nastaniem część armii pozostawała na zdobytym terenie, w starannie przygotowanych i zaopatrzonych obozach. Służby inżynieryjne, administracja, rzemieślnicy i zaopatrzeniowcy, a także osoby cywilne, ubezpieczane przez część oddziałów nieprzydatnych do utrzymania zajętych rubieży, wycofywały się do obozów zimowych. W przypadku kampanii w Germanii obozy zimowe znajdowały się na zachód od Renu.

W roku 763 od założenia Rzymu wydawało się, że plany cezara Oktawiana dotyczące ujarzmienia Germanów są bliskie realizacji. Plemiona germańskie pomiędzy Renem i Łabą zostały rozbite lub poddały się Rzymianom. Duża ilość Germanów zaciągnęła się do służby w legionach posiłkowych. Wodzowie plemion germańskich współpracowali z wojskową i cywilną administracją rzymską. Wszystko wskazywało, że podobnie jak to było z Galią czy Brytanią, Germania stanie się organiczną częścią Imperium Rzymskiego. Wielu Germanów uległo bogactwu kulturowemu Rzymu. Wielu z nich kształciło się w Italii, uzyskało nie tylko obywatelstwo, ale i zaszczytne godności.

Wybitną postacią wśród zlatynizowanych Germanów był Arminius, syn wodza plemienia Cherusków. Jako dziecko wywieziony do Rzymu w charakterze zakładnika Arminius opanował łacinę i nabrał ogłady. Jego urok i talenty towarzyskie otworzyły mu drzwi do domów szacownych obywateli i do godności ekwity. Jego oddanie Rzymowi wydawało się bezgraniczne. Toteż gdy na terenach podbitych tworzono auxilie germańskie, Arminius objął dowództwo auxilii złożonej z Cherusków.

Jesienią roku 763 od założenia Rzymu armia złożona z trzech legionów rzymskich o numerach XVII, XVIII i XIX, dziewięciu kohort germańskich wojsk posiłkowych oraz osób zbędnych w okresie zimowym do utrzymania zdobytego terenu przygotowywała się do marszu na zachodni brzeg Renu, na leża zimowe. Armia liczyła około trzydziestu tysięcy ludzi. Całością dowodził legat Warus. Wymarsz armii z różnych powodów opóźnił się w stosunku do planowego terminu. Jesień była wczesna. Nastały dokuczliwe chłody i wielodniowe ciągłe deszcze. Silne wiatry przyspieszały wychłodzenie ciała i uczucie wyczerpującego zimna. Warus wraz z dowódcami legionów i auxilii omawiali szczegółowy plan przemarszu na leża zimowe. Ustalano marszruty, kolejność przemarszu, system ubezpieczeń i zaopatrzenia.