Wojtyła na podsłuchu - Marek Lasota

Wojtyła na podsłuchu

0,0

TA SENSACYJNA LEKTURA, ZAWIERA NIEZNANE TEKSTY I HOMILIE KAROLA WOJTYŁY, KTÓRE BYŁY DOTĄD UWAŻANE ZA BEZPOWROTNIE STRACONE !

Od lektury tej książki nie sposób się oderwać! – Mimo że zawiera ona liczne dokumenty SB czyta się ją jak piękne świadectwo niezłomności Papieża-Polaka.

Jan Paweł II był bezkompromisowy względem komunizmu, ponieważ będąc duszpasterzem, a potem metropolitą krakowskim, zetknął się z metodami działania służb specjalnych tego systemu, a nawet sam ich doświadczał.
Dopiero teraz – po latach – możemy poznać wiele dokumentów przechowywanych w IPN dotyczących Karola Wojtyły – szlachetnego księdza i człowieka zawsze stającego w obronie prawdy i wiary.

Książka zawiera nieznane homilie i wystąpienia Karola Wojtyły zarejestrowane przez funkcjonariuszy SB, a także oryginalne dokumenty pozyskane przez nich drogą operacyjną, czyli wykradzione z Kurii Krakowskiej. Wyłania się z nich obraz bezkompromisowej walki biskupa Wojtyły z komuną.
Książka ma także „drugi poziom”. Pewne ślady wskazują na przemianę życia kilku funkcjonariuszy oddelegowanych do inwigilowania Wojtyły.

Autor książki Marek Lasota – publicysta, dyrektor Krakowskiego IPN ukazuje klimat tamtych dni, objaśnia zasady działania Służby Bezpieczeństwa, nawet stara się odkryć ślady jakie lektura tekstów Metropolity Karola Wojtyły mogła wywrzeć na sumienia pracowników SB.

NIEZNANE FAKTY, TAJNE DOKUMENTY Z CZASÓW WALKI KAROLA WOJTYŁY Z IMPERIUM ZŁA !

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Strona redakcyjna

Konsultacja naukowa:

ks. prof. dr hab. Józef Marecki

Opracowanie:

Kinga Trojanowska

© Copyright by Wydawnictwo M, Kraków 2014

ISBN 978-83-7595-649-8

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50, fax 12-431-25-75

e-mail: wydawnictwom@wydawnictwom.pl

www.wydawnictwom.pl

Publikację elektroniczną przygotował: azymut

Od redakcji

Dokumenty zebrane w tej książce pochodzą z archiwum IPN — i mają w gruncie rzeczy dwóch autorów. Tym pierwszym jest arcybiskup (a potem kardynał) Karol Wojtyła. Autorem drugim zaś — anonimowy funkcjonariusz SB, który przemówień Wojtyły słuchał, nagrywał je, a potem streszczał, przepisywał, kopiował... Nie zawsze przy tym dobrze usłyszał, co naprawdę zostało powiedziane, nie wszystko właściwie zrozumiał... Z tego powodu w tekstach tych roi się od różnego rodzaju błędów, pojawiają się opuszczenia (związane być może z koniecznością zmiany taśmy magnetofonowej albo złą jakością nagrania), rwie się czasem logika wywodu.

Niektóre błędy wywołują uśmiech. No bo jak tu się nie roześmiać, kiedy na przykład mowa o „piegach [?!] ołtarzowych i procesyjnych”, lub gdy osoba stenografująca przemówienie kardynała Wojtyły wkłada w jego usta zdanie o tym, że św. Wojciech „przybył do Gniezna na grób [!] Bolesława Chrobrego” (powinno być oczywiście: na dwór). Albo też Symeona zamienia w... Cycerona. Takich błędów jest dużo więcej.

Książki tej nie należy zatem traktować jako źródła tekstów Karola Wojtyły, skąd można by je bezkrytycznie czerpać i kopiować. Czytając ją, trzeba nieustannie pamiętać o owym zniekształcającym (najprawdopodobniej bezwiednie) filtrze, jakim były wiedza i kompetencje pracowników Służby Bezpieczeństwa. Swoją drogą, to zdumiewające, jak mało nieraz ci ludzie wiedzieli, jak wąskie mieli horyzonty... Uderzająca jest bylejakość ich pracy, brak weryfikacji nazwisk, dat i faktów. Kiedy na przykład kardynał mówi o znakomitym włoskim reżyserze Pier Paolo Pasolinim, esbek pisze o... Catolinim. A gdy pada nazwisko dobrze znanego w Krakowie ks. Kościółka, w esbeckich stenogramach znajdujemy zapis: „(...) powołuję ks. prałata Jana Kościółka (lub podobnie)”.

Ale są tu również błędy (opuszczenia) dające do myślenia. Trudno na przykład zrozumieć, dlaczego funkcjonariusz SB, spisując przemówienie Karola Wojtyły wygłoszone w Radiu Watykańskim (nt. deklaracji o wolności religijnej) we fragmencie: „W konstytucjach wielu państw istnieją paragrafy stwierdzające prawo do wolności sumienia i wyznania”, pominął dalszą część zdania: „jak to ma miejsce i w naszej, polskiej konstytucji”. Cenzura? W wewnętrznych materiałach Służby Bezpieczeństwa?

Traktujemy tę książkę jako świadectwo czasów, w jakich tu, w Polsce, przyszło żyć Karolowi Wojtyle i jego rodakom. Ślad inwigilacji, jakiej poddany był ówczesny metropolita krakowski. Cenny instrument pozwalający wejrzeć w metody pracy Departamentu IV Służby Bezpieczeństwa. Z tego względu w publikowanych poniżej tekstach nie wprowadzaliśmy prawie żadnych zmian. Ich (zniekształcona przez kopistów) treść i zgrzebna forma mogą powiedzieć więcej niż niejeden uczony komentarz.

Prolog

Czy kazania głoszone podczas Mszy św., tych uroczystych i tych codziennych, były źródłem informacji dla aparatu partyjnego w PRL? Czy biskup swoimi wypowiedziami dostarczał materiału do budowania antykościelnej strategii władz? To retoryczne pytania, które pojawiają się w zetknięciu z zachowanymi dokumentami, będącymi zapisem treści kazań, okolicznościowych przemówień, a nawet rozmów toczonych w zaciszach gabinetów.

Wiemy doskonale, że taką dokumentację skrupulatnie tworzyła i gromadziła Służba Bezpieczeństwa, czyniąc to na polecenie i użytek rozmaitych sekretarzy i członków egzekutyw PZPR, którzy — wierni idei marksizmu-leninizmu — budowali nowy światowy ład. Bez Boga, Kościoła, religii. Świat, który miał być nowym rajem, a stał się „imperium zła” albo „misterium nieprawości”, jak nazwali go Ronald Reagan i Jan Paweł II. Co ciekawe, oba te określenia pojawiły się, gdy rajski ogród komunizmu stawał się zwiędły, uschły, zarośnięty chwastami. Wtedy bowiem nadszedł czas, by świat poznał imię zbrodniczej utopii, z którą wielu, nie tylko z tej strony żelaznej kurtyny, utożsamiało się w naturalnym ludzkim dążeniu do postępu, zmian, naprawiania świata.

Ale w latach sześćdziesiątych minionego stulecia tylko nieliczni, szaleni być może wizjonerzy wierzyli i głosili rychły upadek komunizmu, który (w odróżnieniu od swego brata bliźniaka — faszyzmu) trwał już dziesiątki lat, zatruwając ludzkie dusze i zagarniając coraz większe połacie świata.

Tymczasem tamte lata to także czas dynamicznych przemian. Upadają kolonialne imperia, toczą się wojny na niemal wszystkich kontynentach, wraz ze skokiem technologicznym, nieporównywalnym jeszcze do obecnego, dokonuje się obyczajowa rewolucja, trwa wyścig zbrojeń, a papież Jan XXIII zwołuje sobór.

W Polsce, gdzie władzę sprawuje siermiężny Gomułka, niemarnujący żadnej okazji, by dobitnie dać wyraz swojej fobicznej niechęci do Kościoła, a zwłaszcza prymasa Wyszyńskiego, echa światowego zamieszania także kształtują życie społeczne. Intelektualiści i ludzie kultury coraz głośniej domagają się „socjalizmu z ludzką twarzą”, a władza z uporem stara się podtrzymać w ludzkiej świadomości wojenną traumę, strasząc nieustannie rewizjonizmem niemieckim, amerykańskim imperializmem, szowinistycznym syjonizmem, podając jako antidotum miłość do miłującego pokój ZSRR i konsekwentne budowanie w Polsce socjalizmu, w którym oczywiście nie ma miejsca na „opium dla ludu”1, jakim Kościół katolicki próbuje omamić lud pracujący. Ten zaś, nie bacząc na kłody rzucane pod nogi przez twórców nowego ładu, z uporem przygotowuje się w Wielkiej Nowennie do Milenium chrześcijaństwa w Polsce.

Tak zwana nasza mała stabilizacja w tamtych latach w Krakowie nie była wcale stabilna. Zaczęła się walką o krzyż w Nowej Hucie, kończyła biciem protestujących profesorów i studentów krakowskich uczelni2. Kościół krakowski po śmierci (w 1962 roku) arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, który — będąc metropolitą Lwowa — mógł, wobec oporu władz partyjnych, pozostawać jedynie administratorem archidiecezji krakowskiej, oczekiwał na nowego metropolitę, następcę „księcia niezłomnego”: kardynała Adama Stefana Sapiehy. Szczęśliwie w 1958 roku abp Baziak uczynił swoim biskupem pomocniczym księdza Karola Wojtyłę, filozofa, teologa, wykładowcę uniwersyteckiego i duszpasterza młodej inteligencji. Szczęśliwie, bo dwadzieścia lat później ów sufragan stanie na czele Kościoła powszechnego jako Jan Paweł II, by w kolejnych dziesięciu latach rozmontować ostatecznie „imperium zła”.

Ku metropolii

Karol Wojtyła pojawia się w dokumentach Urzędu Bezpieczeństwa bardzo wcześnie, bo w 1946 roku. Będąc wówczas alumnem seminarium krakowskiego, zainteresował bezpiekę zapewne swoim udziałem w brutalnie rozpędzonej świątecznej manifestacji 3 maja tego roku. Znalazł się na liście kilkudziesięciu rozpracowywanych osób.

Czy lista „przeznaczonych do realizacji przez sekcję III” była groźnym pomrukiem UB, usłyszanym przez kardynała Sapiehę, i czy to właśnie ona stała się przyczyną działań mających uchronić jednego z najbardziej cenionych przezeń młodych duchownych? Trudno oprzeć się wrażeniu, że wnikliwy i niepozostawiający złudzeń osąd coraz brutalniej panoszącego się reżimu komunistycznego skłonił Sapiehę do podjęcia decyzji będącej konsekwencją jego wizji Kościoła w powojennej Polsce. Potrzeba dynamicznych i gruntownie wykształconych kapłanów stawała się w jego oczach dziejową koniecznością. Potwierdzały to wieści, które musiały docierać do „księcia niezłomnego” z zakamarków gabinetów działaczy PPR i funkcjonariuszy UB.

Być może wpłynęły one na szybkie zaliczanie przez Wojtyłę w czerwcu i lipcu 1946 roku przewidzianych kursem egzaminów, a następnie na uzyskanie w drugiej połowie października święceń subdiakonatu i diakonatu. Udzielenie w prywatnej kaplicy arcybiskupa krakowskiego święceń kapłańskich Karolowi Wojtyle i jego prymicyjna Msza św., odprawiona wśród królewskich grobów w wawelskiej krypcie św. Leonarda, zyskują niemal symboliczne znaczenie. Niemal natychmiast po święceniach Sapieha wysłał Wojtyłę i innego kleryka, Stanisława Starowieyskiego, na zagraniczne studia. Czyżby więc ta decyzja w połowie listopada 1946 roku miała jakiś związek z listą UB? Czy w ten sposób kardynał Sapieha pragnął zapewnić, przynajmniej na jakiś czas, swobodę i bezpieczeństwo swym podopiecznym? Wysyłając na studia do Rzymu dwóch swoich najbardziej cenionych wychowanków — tak się składa, że obydwaj znajdowali się na ubeckiej liście do „realizacji” — i uzyskując przede wszystkim zgodę władz na ich wyjazd, książę metropolita usuwał ich, przynajmniej na jakiś czas, z pola widzenia aparatu bezpieczeństwa.

Pod koniec czerwca 1948 roku ks. Karol Wojtyła wraca do Polski po niemal dwu latach pracy uwieńczonych doktoratem. Na emigracji pozostaje jego towarzysz Stanisław Starowieyski, uznany przez władzę ludową w kraju za element niepożądany.

Po powrocie ks. Wojtyła kilka miesięcy pracuje w parafii w Niegowici, później w krakowskiej parafii św. Floriana. 1 września 1951 roku arcybiskup Baziak udziela Karolowi Wojtyle urlopu naukowego, zwalniając go z pełnienia niektórych obowiązków kapłańskich, i przenosi do domu księży profesorów przy ul. Kanoniczej 19. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kroki te są swego rodzaju ochroną przed narastającą falą terroru wobec duchowieństwa, której krakowskie apogeum nastąpiło na przełomie 1952 i 1953 roku.

Nie znaczy to jednak, że osoba i praca ks. Karola Wojtyły była w latach pięćdziesiątych niedostrzegana przez aparat policyjno-partyjny w PRL. Sam fakt, iż był duchownym Kościoła rzymskokatolickiego, stanowił wystarczający powód do interesowania się jego działalnością. Gdy do tego dodać jeszcze jego naukową pracę na Wydziale Teologicznym UJ do 1954 roku, a po jego likwidacji wykłady prowadzone w znajdujących się w Krakowie seminariach duchownych: krakowskim, śląskim i częstochowskim, wówczas informacje pojawiające się w materiałach UB lub Urzędu do spraw Wyznań stają się zrozumiałe.

Jeden z agentów bezpieki, znajomy Wojtyły, przytacza w swoim donosie jego wypowiedź z września 1953 roku: Maszyna działa bez zarzutu, atakuje świadomie, wykorzystując dla swoich celów nawet nasze najbardziej obiektywne wypowiedzi. Łączność biskupa z jego podległymi mu czynnikami również bierze się jako akt oskarżenia. Brak ostrożności nie tylko w tych, którzy w działalności swej mają już wieloletnie doświadczenie. Każdy nieprzemyślany krok mści się po tym na tych, którzy zapominają, w jakich warunkach działamy i żyjemy. Śruba dociska się, a walka wchodzi w coraz ostrzejszą fazę, jaki będzie jej rezultat, wiadomo z góry, zwycięstwo może być tylko po naszej stronie.

Pięć lat później, we wrześniu 1958 roku, abp Eugeniusz Baziak zwołał kapitułę krakowską, by oznajmić jej swoją decyzję o powołaniu ks. dra Karola Wojtyły na stanowisko biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej. Arcybiskup przekonywał kanoników, że jest to najlepszy wybór, ponieważ Wojtyła jako uczony, filozof, jest człowiekiem doskonale obeznanym z problematyką społeczną, umiejącym podjąć krytyczny dyskurs wobec komunizmu, co jest szczególnie ważne w pracy krakowskiego Kościoła, zwłaszcza wobec narastających problemów z organizacją duszpasterstwa w Nowej Hucie. Za niespełna dwa lata właśnie tam, w „socjalistycznym” mieście, rozpętać się miała burza3. Także nad głową młodego biskupa krakowskiego.

15 czerwca 1962 roku w Warszawie, gdzie toczyły się obrady Konferencji Episkopatu Polski, zmarł nagle abp Eugeniusz Baziak. Odbywającej się cztery dni później na Wawelu liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Karol Wojtyła.

Zaczynał się czas starań o sukcesję po księciu kardynale Sapiesze w metropolii krakowskiej. Narosło wokół niego wiele domysłów, hipotez, spekulacji i zwykłych legend. Zgodnie z narzuconą przez komunistów praktyką, obsadzanie stanowisk kościelnych wymagało uzgodnienia i akceptacji przez władze PRL. Odbywało się to w ten sposób, że strona kościelna przedkładała trzy kandydatury. Jeśli strona rządowa nie wniosła zastrzeżeń, powoływano daną osobę na stanowisko na przykład biskupa.

W listopadzie 1963 roku Wydział Administracyjny KC PZPR przedstawił wnioski dotyczące wakujących stanowisk biskupów ordynariuszy, m.in. w archidiecezji krakowskiej, wraz z opiniami o przedstawionych kandydatach. Zgłoszone przez prymasa trzy kandydatury — bpa Karola Wojtyły, bpa Jerzego Stroby i ks. prał. Tadeusza Fedorowicza — zostały przez partyjnych decydentów odrzucone. W części uzasadnienia dotyczącej Karola Wojtyły napisano: Przeciwko kandydaturze biskupa Wojtyły przemawiają następujące względy: — Biskup Wojtyła jest oddany bez zastrzeżeń sprawom Kościoła. Jako człowiek wybitnie zdolny i dobry organizator jest bodaj jedynym biskupem, który potrafiłby skonsolidować nie tylko kurialistów i kler diecezjalny, ale również skupić wokół siebie część inteligencji i młodzieży katolickiej, wśród której cieszy się dużym autorytetem. W odróżnieniu od wielu innych rządców diecezji umie właściwie ułożyć sobie stosunki z bardzo licznymi na terenie archidiecezji zakonami. Mimo pozorów wykazywanej kompromisowości i elastyczności w stosunkach z władzami państwowymi jest bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem ideowym.

Tym bardziej więc zaskakująca jest decyzja ówczesnego premiera rządu PRL Józefa Cyrankiewicza, wyrażona w piśmie z 19 grudnia 1963 roku skierowanym do kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pada tam stwierdzenie, że: (...) Rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (...) nie zgłasza zastrzeżeń przeciwko mianowaniu na stanowisko biskupa ordynariusza archidiecezji krakowskiej ks. biskupa Karola Wojtyły, wikariusza kapitulnego w Krakowie.

Wyjaśnienie tej zaskakującej decyzji może być oparte jedynie na spekulacjach. Wydaje się nieprawdopodobne, żeby Cyrankiewicz nie przyjął jasno wyrażonego stanowiska Wydziału Administracyjnego KC. Jego rola sprowadzała się faktycznie do podpisania przygotowanego w biurach KC dokumentu. A ten, sporządzony w listopadzie, w sposób jednoznaczny kwestionował kandydaturę Wojtyły.

Oprócz powodów odrzucenia tej kandydatury, zarysowanych w przytoczonym wcześniej fragmencie, istniał jeszcze jeden. Partyjni urzędnicy zakładali, że ordynariuszem na katedrze krakowskiej musi być ktoś, kto — najprawdopodobniej jako przyszły kardynał (tytuł ten bowiem wydaje się przypisany do tego biskupstwa) — osłabi pozycję prymasa Wyszyńskiego. Przyjęto więc, że prymas w swoim piśmie z września 1963 roku przedstawia kandydatury takich osób, które według niego nie mają szans na kardynalską nominację lub też jako ordynariusze będą mu w pełni podporządkowane.

Tymczasem dwie pierwsze sesje soboru dowiodły, że Karol Wojtyła pokazał się na tym najważniejszym forum Kościoła powszechnego jako osobowość bardzo interesująca, swoją wiedzą i talentami dyplomatycznymi umiejąca zjednać sobie wielu wpływowych w Stolicy Apostolskiej hierarchów. Szczególnie druga sesja, zwołana przez papieża Pawła VI we wrześniu, a zakończona w pierwszych dniach grudnia 1963 roku, mogła mieć dla Karola Wojtyły znaczenie decydujące. W oczach Pawła VI, formułującego założenia swojej polityki wobec Europy Wschodniej, osoba młodego biskupa z Krakowa, prezentującego otwartość i podkreślającego wagę związku duchowieństwa z laikatem, mogła uchodzić za idealną w jego planach ostpolitik. Ale o tym mogli jeszcze nie wiedzieć partyjni aparatczycy4, a raporty wywiadu SB z sesji soboru napłynęły dopiero w grudniu. Mogło to wpłynąć na zmianę decyzji i wycofanie zastrzeżeń w stosunku do Wojtyły.

Potwierdzają to późniejsze działania SB, prowadzone do początku lat 70., zmierzające do zastąpienia Wyszyńskiego Wojtyłą. Nienawiść do prymasa zaślepiała komunistów. Choć doceniali znaczenie Wojtyły, to nie zrozumieli do końca, że był on dla nich znacznie bardziej niebezpieczny niż kardynał Wyszyński. Dopiero informacje o pozycji krakowskiego kardynała w Stolicy Apostolskiej i jego jednoznaczna postawa wobec nachalnej laicyzacji społeczeństwa czy choćby wobec problemu przestrzegania praw człowieka i obywatela w PRL spowodowały radykalną zmianę w ocenie Wojtyły.

Za potwierdzeniem tezy o podjęciu przez Cyrankiewicza decyzji pod wpływem nadchodzących ze Stolicy Apostolskiej informacji przemawiać może jeszcze wiadomość o zaproszeniu młodego krakowskiego sufragana do udziału w międzynarodowej pielgrzymce biskupów katolickich do Ziemi Świętej, odbywającej się w grudniu 1963 roku, tuż po zakończeniu drugiej sesji soboru. Karol Wojtyła wraca do kraju 18 grudnia, zaś nazajutrz Cyrankiewicz podpisuje zgodę władz PRL na objęcie przez niego stanowiska metropolity krakowskiego.

Jest jeszcze inne, nie mniej ciekawe, tło wyrażenia przez ówczesnego premiera zgody na nominację Karola Wojtyły. Choć może ono wydawać się nadmiernie wyspekulowane, to bezsprzecznie ukazuje meandry życia publicznego w PRL. Archiwalia po peerelowskim aparacie bezpieczeństwa zawierają dokumentację tajnego współpracownika o pseudonimie „Turysta” (ks. Józef Gorzelany), który był powinowatym ministra Hilarego Minca. Mało tego, ponoć w dzieciństwie mieszkał w jednej kamienicy z Cyrankiewiczem, a ich ojcowie — kolejarze, mieli się ze sobą przyjaźnić. Czyżby więc Cyrankiewicz, ze względu na młodzieńcze wspomnienia, zaufał księdzu obdarzonemu pseudonimem „Turysta” — i uległ jego namowom, by zgodzić się na mianowanie bpa Wojtyły metropolitą krakowskim.

Jeśli tą decyzją chciał ówczesny prezes Rady Ministrów rozpocząć jakąś grę, to następne miesiące i lata dowiodły jego wielkiej naiwności i krótkowzroczności. Wojtyła okazał się znakomitym metropolitą i politykiem, a ów ksiądz — wybitnym proboszczem jednej z najtrudniejszych polskich parafii i budowniczym nowohuckiej Arki Pana. Klęska ludowej władzy, której przeciwnikom chciał Cyrankiewicz odrąbywać ręce5, miała w Krakowie w tym momencie dwa wymiary. Oto bowiem były agent bezpieki, któremu zaufał przyszły papież, zbudował — mimo wielkich przeciwności — kościół w Nowej Hucie, Arkę Pana. Świątynię tę w maju 1977 roku — niespełna półtora roku przed konklawe — konsekrował kardynał Karol Wojtyła...

Spekulacje przed nominacją nowego ordynariusza krakowskiego zajmowały w dokumentacji krakowskiej SB ważne miejsce. W sprawozdaniu z pracy operacyjnej Wydziału IV KW MO w Krakowie za czwarty kwartał 1962 roku można przeczytać, że przed wyjazdem bpa Wojtyły do Rzymu część kurialistów i kleru dołowego liczyła się z możliwością, że po powrocie do kraju Wojtyła przywiezie dla siebie nominacje na ordynariusza, względnie administratora apostolskiego. Zaraz po przyjeździe bp Wojtyła w rozmowach z zaufanymi sobie księżmi niedwuznacznie dał do zrozumienia, że jego osoby nie należy uwzględniać w tych przewidywaniach, dodając, że według pogłosek księża mianują go już rektorem KUL. I dalej: W dniach od 5 X 62 r. do 14 XII 62 r. Karol Wojtyła przebywał w Rzymie na II-gim powszechnym soborze watykańskim. Przez cały czas pobytu utrzymywał stały kontakt z kurią krakowską i księżmi tej diecezji, drogą korespondencyjną i telefonicznie, przyjmował ważniejsze informacje o  pracy w diecezji, a sam ograniczał się do przekazywania życzeń dla księży i parafii. Po powrocie z Rzymu bp Karol Wojtyła nastawił się głównie na spotkania z księżmi i dzielenie się wrażeniami z obrad soboru.

Przeciw metropolii

Od 1958 roku, gdy stało się jasne, że pozorna „odwilż” przeszła do historii, oraz gdy Władysław Gomułka nie krył już swojej woli walki z polskim Kościołem, a zwłaszcza z prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim, zmienia się także ciężar zadań Służby Bezpieczeństwa. Coraz większe znaczenie nadawane przez kierownictwo PZPR problemom przeciwdziałania wpływom Kościoła, szczególnie wobec mobilizującej naród, ogłoszonej przez episkopat Wielkiej Nowenny Tysiąclecia Chrztu Polski, skłoniło resort do poszukiwania nowych rozwiązań organizacyjnych.

Na odbywającym się 18 listopada 1961 roku posiedzeniu kolegium MSW ds. bezpieczeństwa Komendant Główny MO stwierdził, że nie ma w tej chwili poważniejszego problemu niż zwalczanie wrogiej działalności kleru. W tej atmosferze, zachowując całkowitą tajemnicę, utworzono w MSW Departament IV, którego odpowiednikiem w komendzie wojewódzkiej był Wydział IV SB. Zadania pionu IV określono następująco: — zdobywać informacje o planach, zamierzeniach i taktyce ośrodków kierowniczych Kościoła oraz formach i metodach ich działania; — rozpoznawać sytuację wewnętrzną organizacji kościelnych dla ograniczenia ich działalności przez organizowanie i pogłębianie rozkładu wewnętrznego oraz popieranie i rozwój tendencji ruchów lojalnych wobec państwa; — rozpoznawać kontakty i formy oddziaływania ośrodków kierowniczych na poszczególne ogniwa Kościoła w kraju i zagranicą współdziałając w tym zakresie z Departamentem I.

Wewnętrzny podział zadań w Wydziale IV KW MO w Krakowie przedstawiał się następująco:

Referat I — kierownicze komórki kościelne, biskupi, kler parafialny, kler pozytywny, tj. księża patrioci;

Referat II — zakony męskie i żeńskie;

Referat III — ugrupowania i stowarzyszenia katolików świeckich, duszpasterstwo stanowe i środowiskowe. W Krakowie w obszarze zainteresowania tego referatu znalazł się m.in. „Tygodnik Powszechny”, Klub Inteligencji Katolickiej, wydawnictwo Znak;

Referat IV — wszystkie pozostałe sprawy wchodzące w zakres pracy Wydziału IV, czyli Kościoły innych wyznań i inne związki wyznaniowe;

Referat V — organizacja, dokumentacja, koordynacja współpracy z innymi referatami.

Główną metodą zwalczania i rozpracowywania operacyjnego instytucji kościelnych było pozyskiwanie i wykorzystywanie do tego celu agentury, tworzącej tzw. sieć agenturalną. O skali tego zjawiska może świadczyć zestawienie zawarte w sprawozdaniu szefa krakowskiej SB za 1967 rok, według którego krakowskie duchowieństwo i katolickich działaczy świeckich rozpracowywało 217 agentów.

Jednakże efektywność sieci agenturalnej należało weryfikować. Służyć temu miały wyspecjalizowane komórki, których funkcjonariuszom powierzano inwigilację i infiltrację prowadzoną tzw. metodami operacyjnymi. Owe komórki to: Biuro „B” prowadzące obserwację osób, Biuro „T” zajmujące się techniką, podsłuchami, podglądami, Biuro „W” kontrolujące korespondencję oraz Biuro „C” ewidencjonujące wrogów PRL.

Publikowane w niniejszej książce treści kazań i wypowiedzi Karola Wojtyły, pochodzące głównie z lat sześćdziesiątych, zgromadzone zostały w wyniku pracy funkcjonariuszy tychże struktur Służby Bezpieczeństwa. Pracy — podkreślmy to ponownie — wykonywanej na polecenie organów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Październikowy — w 1956 roku — ferment wewnątrzpartyjny nie ominął także Krakowa. Skomplikowane walki frakcyjne doprowadziły do wyboru na stanowisko I sekretarza marginalizowanego przed kilku laty Bolesława Drobnera, choć faktycznym liderem partyjnym przełomu 1956 i 1957 roku był młody aparatczyk Stefan Krzakiewicz. W lutym 1957 roku na plenum KW odbywającym się pod dyktando Zenona Kliszki nowym I sekretarzem KW PZPR został Lucjan Motyka, który pełnił tę funkcję do grudnia 1964 roku. W tym ustabilizowanym okresie ważne funkcje w administracji wojewódzkiej i miejskiej pełnili Józef Nagórzański, przewodniczący WRN, oraz Zbigniew Skolicki, który przewodniczył Miejskiej Radzie Narodowej w Krakowie. W skład ścisłego kierownictwa partyjnego w Krakowie wchodził także komendant wojewódzki MO Stanisław Żmudziński. Odbywające się w styczniu 1965 roku plenarne posiedzenie Komitetu Wojewódzkiego wybrało nowego I sekretarza. Został nim Czesław Domagała, sprawujący swą funkcję do lutego 1971 roku, kiedy na fali gierkowskich czystek nowym szefem PZPR w Krakowie został Józef Klasa. Przewodniczącym prezydium WRN był w tym czasie Wit Drapich (od 1973 roku wojewoda krakowski), a prezydium MRN kierował Jerzy Pękala, późniejszy prezydent Krakowa. Wydziałem Administracyjnym KW PZPR kierowali Eugeniusz Pieczka i Jerzy Klica.

Warto przypomnieć o istnieniu jeszcze jednego ośrodka walki z Kościołem, kierowanego, jak wszystko w PRL, przez partię. Ustawą z dnia 19 kwietnia 1950 roku, po podpisaniu porozumienia z 14 kwietnia pomiędzy episkopatem a rządem PRL, powołany został do życia Urząd do spraw Wyznań (zlikwidowany także na mocy ustawy sejmowej z 23 listopada 1989 roku). W ciągu niemal czterdziestu lat swego istnienia był strukturą w randze ministerstwa, choć ze względu na kompetencje i przedmiot działania oficjalnie nie nadano mu tego charakteru, a na jego czele stał kierownik, co miało podkreślać miejsce, jakie religii wyznaczało komunistyczne państwo. Urząd posiadał swoje odpowiedniki terenowe na szczeblu wojewódzkim, a do 1957 roku także na szczeblu powiatowym i miejskim. Uczestniczył w pracach resortu oświatowego, finansowego (polityka podatkowa wobec Kościoła), a także budownictwa (opiniowanie budownictwa sakralnego). Bezpośrednia współpraca i koordynacja działań administracyjnych z operacyjnymi działaniami antykościelnych komórek aparatu bezpieczeństwa jest obficie udokumentowana, zachowały się bowiem archiwalia aparatu represji.

Jeśli cofniemy się do przytoczonego wyżej fragmentu rekomendacji partyjnej udzielonej kandydującemu na stanowisko metropolity krakowskiego biskupowi Wojtyle, wówczas stanie się zrozumiałe, dlaczego tyle uwagi poświęcano dokumentowaniu niemal każdej jego wypowiedzi, których zachowana część jest główną treścią niniejszej książki.

Każdy duchowny, każda siostra i brat zakonny, każdy alumn seminarium powiększał zawartość szaf pancernych w archiwach i gabinetach funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Teczka Ewidencji Operacyjnej Księdza była miejscem, do którego trafiały gromadzone informacje, dokumenty i materiały.

Ale rozpracowaniu podlegały także całe środowiska i instytucje. Gdy zbierane informacje dawały nadzieję na przeprowadzenie skutecznej akcji dezintegrującej lub manipulującej, prowadzącej do wyeliminowania lub przynajmniej znaczącego osłabienia danej instytucji czy środowiska, zakładano sprawę. Najczęściej była to sprawa agenturalnego rozpracowania lub sprawa ewidencyjno-obserwacyjna. Z czasem takie przedsięwzięcie określano jednym mianem — sprawa operacyjnego rozpracowania, w skrócie SOR.

W każdej SOR występowali figuranci, czyli osoby rozpracowywane bądź służące pomocą przy rozpracowywaniu, choć wcale nie oznaczało to agentów. Ktoś mógł być zupełnie nieświadom tego, że na przykład jego kontakty towarzyskie czy układy zawodowe, a nawet miejsce zamieszkania mogą być pomocne w rozpracowywaniu innego figuranta. Możliwych wariantów sytuacji jest w tym wypadku bardzo dużo, zostały one dokładnie opisane w literaturze przedmiotu, nie ma więc sensu poświęcać im tutaj zbyt wiele miejsca.

W przypadku działań Departamentu IV MSW, a w Krakowie Wydziału IV KW MO, czyli struktur aparatu bezpieczeństwa przeznaczonych do zwalczania Kościoła, takich spraw operacyjnych było kilkadziesiąt. Pamiętać też trzeba, że prowadzono je latami, bowiem celem działalności SB było nie tyle likwidowanie wrogich komunizmowi ośrodków, ile ich inwigilacja i doprowadzenie do sytuacji, w której bezpieka staje się ich faktycznym sternikiem. SOR-y zakładano na ordynariuszy diecezji, kurie diecezjalne, niektóre parafie, zakony, ośrodki i środowiska duszpasterskie, seminaria i szkoły zakonne, redakcje czasopism i wydawnictwa itd.

Także Karol Wojtyła, dostrzeżony w latach pięćdziesiątych jako energiczny duszpasterz studentów i inteligencji oraz wykładowca seminariów duchownych i KUL, a od 1958 roku biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, doczekał się w końcu założenia na niego sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej, której nadano kryptonim „Pedagog”. Kryptonim tej sprawy — wymowny zresztą — pozostał niezmieniony nawet wówczas, gdy bp Wojtyła otrzymał po śmierci arcybiskupa Baziaka nominację na metropolitę krakowskiego.

W gąszczu teczek, przedsięwzięć operacyjnych, tomów dokumentów — donosów, analiz, notatek, planów, raportów i sprawozdań rozeznać się mogą doświadczeni badacze realiów PRL. Zrozumiałe, że z biegiem lat coraz więcej zawartych w nich treści jest związanych z krakowskim metropolitą.

Jeszcze zanim uzyskał on nominację arcybiskupią, zbierano informacje o rozwoju sytuacji w kurii krakowskiej i o poczynaniach jej przełożonego. W połowie 1963 roku dokument podsumowujący pierwsze półrocze zawierał omówienie przedsięwzięć podejmowanych w realizacji sprawy „Pedagog”: W omawianym okresie figurant [K. Wojtyła — przyp. mój] rozwinął szeroką działalność obliczoną na petryfikację [sic!] jedności duchowieństwa i stworzenia sprężystej organizacji aparatu kurialnego. Partycypował w licznych zjazdach i konferencjach z udziałem księży i aktywu klerykalnego. Dzieląc się przed audytorium swoimi impresjami z pobytu na soborze. Jako członek komisji duszpasterskiej episkopatu, odpowiedzialny za pracę wśród inteligencji twórczej, w dniu 29 lutego br. [tak w oryginale; tymczasem w 1963 roku luty miał 28 dni — przyp. mój] zwołał w Krakowie ogólnokrajowe zebranie duszpasterzy pracujących w tym środowisku. Wojtyła usiłuje wykorzystać talent najzdolniejszych księży — kierując ich do pracy do rejonów skupiających gros inteligencji — np. ks. Kowalczyka do Żywca, ks. Walenia do Wadowic itp. Chcąc zaabsorbować się głównie sprawą efektywniejszej administracji diecezją, figurant zrezygnował z prowadzenia wykładów na KUL-u i w seminarium. Realizacja zamierzeń Wojtyły szła w kierunku wciągnięcia na szerszą skalę zakonów męskich i żeńskich do pracy w parafii (katechizacja, opieka nad chorymi itd.), wzmożenia kontroli pracy duszpasterskiej w parafiach, za pośrednictwem komisji, wizytacji kanonicznych i indywidualnych sprawozdań, eliminowania antagonizmów wewnętrznych kleru i między wiernymi za pomocą odpowiednich przesunięć personalnych, listów do wiernych itp.

Ale najciekawsza, sporządzona w tym samym czasie notatka brzmiała: Zaprowadzono specjalną teczkę na biskupa K. Wojtyłę w myśl projektu przekazanego wiceministrowi Spraw Wewnętrznych. Teczka ta zawiera analizę całości dotychczas uzyskanych materiałów operacyjnych oraz aktualny plan dalszego rozpracowania wyżej wymienionego.

Karol Wojtyła, choć w momencie powstawania tej informacji nie był jeszcze nawet ordynariuszem, stanowił dla Służby Bezpieczeństwa i jej partyjnego kierownictwa coraz większy problem, wymagający zastosowania specjalnych, niekonwencjonalnych środków. Mówiąc najprościej, abpa Karola Wojtyłę nieustannie obserwowano i przy pomocy usadowionej wokół niego agentury zbierano wszelkie informacje na temat jego pracy. Przy okazji postarano się o to, by jego mieszkanie wyposażyć w podsłuch i ewentualnie w pobliżu usadowić punkt obserwacyjny, pozwalający fotografować na przykład przychodzące osoby.

Technika operacyjna, a więc bezpośrednia obserwacja, podsłuchy instalowane w mieszkaniach, biurach, gabinetach, podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, nagrywanie rozmów i publicznych wystąpień, fotografowanie i filmowanie osób i obiektów, kontrola treści korespondencji, była potężnym orężem w rękach SB.

Szczegółowo opisuje i analizuje ją Monika Komaniecka w mającej się wkrótce ukazać książce Pod obserwacją i na podsłuchu. Rzeczowe środki pracy operacyjnej aparatu bezpieczeństwa w województwie krakowskim w latach 1945-1990. Poniższy zarys tej problematyki oparty jest na wynikach jej dociekań badawczych i publicystycznych.

Kiedy po październikowym przełomie ustały fizyczne represje wobec duchowieństwa i środowisk katolików świeckich, aparat bezpieczeństwa skupił się na pracy operacyjnej, ograniczając się do zdobywania informacji. Wspomniany wcześniej pion [Biuro] „B” prowadził obserwację osób duchownych na zlecenie Wydziału IV. Okresowej obserwacji podlegał również Pałac Biskupi przy Franciszkańskiej 3 oraz mieszkania biskupów i kurialistów, zwłaszcza mieszkanie bpa Wojtyły przy ul. Kanoniczej.

Do zadań pionu „B” należało także tzw. zabezpieczanie uroczystości religijnych, podczas których nagrywano wystąpienia dostojników kościelnych, robiono zdjęcia oraz filmowano uroczystości, co służyło niejednokrotnie do identyfikacji ich uczestników, a w dalszej kolejności do objęcia niektórych z nich zainteresowaniem operacyjnym.

Zilustrowaniu sposobu dokumentowania działań operacyjnych niech posłuży tabela zaczerpnięta ze wspomnianej publikacji, obrazująca zakryte punkty obserwacyjne podczas krakowskich obchodów milenijnych.

Do przebiegu obchodów Milenium Chrztu Polski wrócę jeszcze w kolejnych rozdziałach, ale — by dopełnić obrazu wyłaniającego się z powyższej tabeli — pokazać należy siły skierowane na front milenijny.

Krakowski pion „B” dysponował 48 wywiadowcami oraz 10 samochodami wyposażonymi w radiostacje. Dla zapewnienia skuteczniejszej kontroli uroczystości jego szef zwrócił się do dowództwa o oddelegowanie z innych województw czterech dziesięcioosobowych grup, wyposażonych w zakamuflowaną aparaturę fotograficzną. Jednego oficera nauczono posługiwania się kamerą filmową i wyposażono w fikcyjną legitymację operatora Centralnej Agencji Fotograficznej (CAF). Podczas uroczystości milenijnych wszystkie wystąpienia biskupów były nagrywane, a stenogramy przesyłano do Departamentu IV MSW. Sporządzano także notatki i streszczenia wystąpień publicznych biskupów podczas licznych w tym czasie spotkań i konferencji.

Tyle o śledzeniu, podglądaniu, filmowaniu i fotografowaniu. Nie mniej ekscytujące jest podsłuchiwanie i nagrywanie rozmów i spotkań w biurach, mieszkaniach, podczas spacerów, przysłuchiwanie się prowadzonym rozmowom telefonicznym. A to już domena innej struktury pomocniczej SB — pionu [Biura] „T”.

Technika z połowy minionego wieku umożliwiała to całkowicie, a bezpieka w pełni korzystała z tych możliwości. Zainstalowanie urządzeń podsłuchowych w pomieszczeniach, zwłaszcza w biurach kurii i mieszkaniach ważnych postaci wśród duchowieństwa, było możliwe tylko dzięki pomocy osób mających możliwość nieograniczonego dostępu do tych lokali. Jasne jest więc, że bezpieka wykorzystywała do tego swoich współpracowników w środowiskach kościelnych.

Najlepszą okazją do założenia tzw. podsłuchu pokojowego był remont czy jakiekolwiek prace wymagające obecności osób z zewnątrz. Taka okazja nadarzyła się już w 1963 roku, gdy rozpoczęto prace remontowe i modernizacyjne w pałacu przy ul. Franciszkańskiej 3. Trwały one do 1968 roku, co tylko zwiększało możliwości precyzyjnego umieszczenia odpowiednich urządzeń.

Przedsięwzięcie zakończyło się powodzeniem i od 1964 roku sala konferencyjna na pierwszym piętrze pałacu oraz pomieszczenie, w którym przyjmował swoich gości abp Karol Wojtyła, zostały objęte podsłuchem. Ten w sali konferencyjnej obdarzono kryptonimem „Gaj”, a drugi — „C-20”. Dzięki nim bezpieka miała komplet informacji dotyczących m.in. przygotowań do obchodów jubileuszu Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zwłaszcza niezwykle ważnych dla władz partyjnych planów kościelnych hierarchów co do uroczystości milenijnych.

Funkcjonariusze SB nie ustawali także w wysiłkach prowadzących do instalacji podsłuchu w mieszkaniu bpa Wojtyły przy Kanoniczej 21, określanym kryptonimem „Kanonia”. Próbowano różnych sposobów. Najdogodniejszym z nich wydawało się wykorzystanie do tego celu mieszkania sąsiada biskupa, ks. Mieczysława Satory, współpracującego z SB. Jednak okazało się to technicznie niemożliwe. Następnie próbowano wykorzystać dłuższą nieobecność Wojtyły, spowodowaną na przykład jakimś wyjazdem, ale i to zawiodło, gdyż współlokatorem biskupa był ks. Marian Jaworski, późniejszy kardynał i arcybiskup Lwowa, i nie trafił się żaden moment, w którym obydwaj byliby jednocześnie nieobecni w mieszkaniu. Desperacko bezpieka planowała spowodowanie jakiejś poważnej awarii instalacji wodnej lub gazowej. Także w tym wypadku zrezygnowano z tego w obawie, że nad pracującymi przy naprawie nadzór sprawować może „woźny albo ktoś z lokatorów”.

Dopiero gdy Karol Wojtyła w 1968 roku przeniósł się do apartamentu przy Franciszkańskiej 3, udało się rozbudować podsłuch pokojowy „Gaj” i objąć nim także prywatne pomieszczenia arcybiskupa, nadając przy tym kryptonim „Nowy”. Wobec częstych wyjazdów arcybiskupa, a następnie kardynała Wojtyły w Tatry SB już w 1962 roku zainstalowała podsłuch pokojowy w wilii „Księżówka”, gdzie zwykł był spędzać czas w Zakopanem, niejednokrotnie w towarzystwie innych biskupów, a nawet kardynała Wyszyńskiego.

Już w końcu lat pięćdziesiątych rozpoczęto podsłuchiwanie rozmów telefonicznych prowadzonych z aparatów zainstalowanych w kurii i mieszkaniach biskupów, w tym także, co oczywiste, w mieszkaniu Wojtyły przy Kanoniczej. W przypadku tego ostatniego uruchomiono dwa podsłuchy telefoniczne: „Pedagog” w mieszkaniu prywatnym i „Pałac” w biurze przy Franciszkańskiej. Oprócz nich w pomieszczeniach kurialnych działały podsłuchy telefoniczne noszące kryptonimy „Magister” i „Gniazdo”. W 1965 roku łącznie podsłuchiwano rozmowy prowadzone z jedenastu aparatów telefonicznych znajdujących się w pomieszczeniach biurowych i prywatnych krakowskich hierarchów.

Efekty tych wysiłków operacyjnych bezpieki ilustruje fragment notatki sporządzonej wiosną 1965 roku przez kpt. Bogusławskiego: Uzyskane komunikaty PT6 w I kwartale 1965 r. z obiektu kurii krakowskiej niewątpliwie stanowiły wartość operacyjną i w pewnym stopniu pogłębiły prowadzone rozpracowanie, bądź stanowiły wstępne informacje do pogłębienia ich przez inne źródła operacyjne. Najistotniejsze było ustalenie dalszych kontaktów aktywnie rozpracowywanych figurantów, ich spotkań z osobami świeckimi i duchownymi, terminy, miejsca, tematy poruszanych spraw. Tak np. z eksploatacji obiektu „Pałac” uzyskano nazwiska dwóch osobników zatrudnionych w Zakładach Sodowych w Krakowie, którzy jeszcze z okupacji znają się z figurantem „Pedagog” i utrzymują z nim kontakty. Ustalono nazwisko osoby, którą odwiedza figurant. Z obiektu „Pedagog” uzyskano terminy planowanych zebrań i konferencji, spotkań indywidualnych z księżmi, planowanych do odczytania listów pasterskich, wyjazdy interesujących osób, procedur załatwiania określonych spraw natury administracyjnej i duszpasterskiej i inne. W sumie można stwierdzić, że komunikaty PT w połączeniu z materiałami agenturalnymi dawały dość szeroki obraz działalności kurii krakowskiej, co zostało wykorzystane do stosowania odpowiednich przedsięwzięć operacyjnych i dla informacji instancjom partyjnym.

Koniec wersji demonstracyjnej.

Przypisy

 Karol Marks w wydanym w 1844 r. Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa stwierdził, że „religia to opium dla ludu”.

 Idzie oczywiście o dwa dramatyczne wydarzenia w Krakowie w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, tj. kilkudniowe rozruchy w Nowej Hucie, które rozpoczęły się rano 27 kwietnia 1960 roku, gdy ekipa budowlana przystąpiła do usuwania krzyża z placu przeznaczonego pod budowę pierwszej w tym mieście świątyni, oraz studenckie protesty, które rozpoczęły się na krakowskich uczelniach 11 marca 1968 roku, a 13 marca MO (wspomagana przez tzw. aktyw) wtargnęła na teren m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, bijąc i aresztując protestujących studentów i wspierających ich wykładowców.

Chodzi o wspomniane w poprzednim przypisie wydarzenia w Nowej Hucie, do których doszło w ostatnich dniach kwietnia 1960 roku.

Nie zmienia to faktu, że Wydział Administracyjny KC PZPR, rozpatrując przedłożoną przez prymasa kandydaturę bpa Karola Wojtyły na metropolitę krakowskiego, zaopiniował ją zdecydowanie negatywnie w stosownym dokumencie z października 1963 roku, Można jednak zakładać, że wiadomości napływające z sesji soboru skłoniły partyjnych strategów do podjęcia ryzykownej gry i wyrażenia zgody na nominację Wojtyły.

W czerwcu 1956 roku, gdy w Poznaniu trwała krwawo tłumiona rewolta robotnicza, Józef Cyrankiewicz w przemówieniu radiowym, wygłoszonym rano 29 czerwca, powiedział: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej...”.

Skrót PT w języku operacyjnym SB oznacza podsłuch telefoniczny.