Ważne rozmowy Krysi o świecie - Małgorzata Danuta Kłaczyńska

Ważne rozmowy Krysi o świecie

0,0

Po rozważaniach na temat tolerancji nadszedł czas, by Krysia zmierzyła się z problemem konsumpcjonizmu. Zarówno ją, jak i jej przyjaciół czeka wiele trudnych pytań i poważnych wyborów. Na szczęście zawsze mogą liczyć na tatę i dziadka Krysi, dzięki pomocy których – krok po kroku – rozwiążą tajemnicę, jaka łączy kupowanie nowych gadżetów, zabawek, słodyczy czy zbędnych ubrań z wolnością myśli, miłością do natury i odpowiedzialnością za własny rozwój oraz całą naszą planetę.

Przyłącz się do nich i zobacz, jak codzienne, małe decyzje wpływają na to, kim jesteś i jak – rozprzestrzeniając się niczym kręgi na wodzie – mogą zmieniać świat: uleczyć go lub dalej niszczyć.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Siostrzeńcom: Filipowi, Igorowi, Paulo,

a przede wszystkim Patrykowi oraz bratanicy Hani,

Sylwii, dzieciom kuzynów, Oleńce i – mojej radości – córeczce Stefanii

Świat Julii

Każdego roku lato zachwycało tak samo. Sprawiało, że wieś wyglądała niezwykle malowniczo. Stojąc na wzgórzu, Krysia z zapartym tchem – niczym na obraz znakomitego malarza – patrzyła na wszystko, co ją otaczało. Miała uczucie, że czas stanął tutaj w miejscu. Może w dziewiętnastym wieku, a może jeszcze dawniej. Wtedy, gdy ludzkość nie wiedziała jeszcze, co to przemysł i cywilizacja. Życie w tej maleńkiej wsi jawiło się jako tradycyjnie proste i zgodne z rytmem natury.

Na tle niebieskiego, bezchmurnego nieba wyraźnie odcinał się ciemnozielony bór. Duma tutejszych. Największe upały można było znieść dzięki jego wysokim świerkom, które dawały cień i kojący chłód. Zapach żywicy i torfu niósł się po całej okolicy, otrzeźwiając znużonych mieszkańców. Bór wydawał dziwne, tajemnicze dźwięki. Roznoszone echem pohukiwania głuszca i postukiwanie dzięciołów dla niezaznajomionych z przyrodą brzmiały magicznie, a nawet strasznie. Miejscowi jednak wiedzieli, że to tylko zabawy rozradowanych latem ptaków. O tej porze roku nad wzgórzami miękko szybowały krępe myszołowy i prążkowane trzmielojady. Jeśli ktoś obserwował niebo wystarczająco długo, mógł dojrzeć również polującego sokoła, a nawet olbrzymiego orła. Krysia wcale się nie dziwiła, że ulubionym tematem malarskim jej przyjaciela Andrzejka są pejzaże. Jak można chcieć malować coś innego, kiedy wokół tyle piękna…

Nieopodal boru, w dolinie i na wzgórzach, tam gdzie ludzie mieli swoje domy, natura niespodziewanie zbliżała się do nich sama. Spacerując, nierzadko można było natknąć się na rysia i lisa. Czasem i niedźwiedzia. One jednak nieczęsto zapuszczały się do wsi. Jeśli już tak się zdarzało, to szybko wracały na swój teren. Miejscowi nie mieli z nimi kłopotów, a i misiom nikt nie przeszkadzał. Ci, którzy łowili pstrągi, robili to w niższych partiach rzeki. Wodospady w wysokich górach pozostawiali niedźwiedziom.

Mimo że okolice były gęsto zalesione, z daleka dało się dostrzec, którędy płynie rzeka. Promienie słońca odbijały się od wody, refleksami informując o jej położeniu. Czasem wydawało się, że dno pokrywa milion drobnych diamencików, ale to tylko łuski lipieni, troci i nakrapianych pstrągów migotały tak w słońcu.

Dzieci ze wsi popołudnia spędzały nad rzeką lub w lesie, gdzie łatwiej było znieść prażące słońce. Na szczęście prawie każdego wieczoru padał dający chwilowe orzeźwienie lekki deszcz. Chłodniejsze wieczory świetnie nadawały się do gier i zabaw na boisku.

I tamtego dnia grupka przyjaciół, nie zważając na chłodzące krople, grała na boisku w piłkę. Byli prawie wszyscy: Zuzia, Krysia, Andrzejek, Jacek i Wiktorek. Brakowało tylko Klary, ale wreszcie pojawiła się i ona. Przyprowadziła ze sobą koleżankę. Była nią Julia.

*

Od roku Julia mieszka ze swoimi rodzicami na obrzeżach wsi, jeszcze dobry kawałek za domem Wiktorka. Na ziemi odziedziczonej po dziadkach rodzice Julii wybudowali dom. Wzbudza on zainteresowanie i złość okolicznych mieszkańców. Istotnie, na tle drewnianych, prostych chat, ten murowany kolos wygląda trochę dziwnie.

Julia twierdzi, że to zamek. I trochę go przypomina. Ma dwie strzeliste wieżyczki i wysokie, dwuskrzydłowe frontowe drzwi – jak w prawdziwym zamku. Szyby w oknach są jak w kościołach, z witrażami. Kiedy świeci słońce, migotają w jego promieniach. I, jak prawdziwy zamek, ten także otacza fosa – tak twierdzi tato Julii. Dziadek Krysi, kiedy to słyszy, śmieje się i mówi: „Sadzawkę, sąsiedzie, sadzawkę macie przed chałupą, a nie fosę!”. Ze wszystkich okolic zlatują tu kaczki i całymi dniami pluskają się w świeżej wodzie. Mama Julii przegania je, ponieważ obgryzają jej „specjalnie sprowadzane” rośliny wodne. Kaczki wzlatują w powietrze, by po kilkunastu sekundach znowu przysiąść na wodzie. Ona ponownie je przegania, a one ponownie powracają. I tak każdego dnia.

Mama Julii ma na imię Elwira. Jest bardzo śliczna i bardzo zadbana. Miękkie blond włosy sięgają jej prawie do pasa. Zawsze chodzi na wysokich obcasach. Nawet w domu. Na jej długich, pomalowanych paznokciach błyszczą małe kamyczki. W zasadzie mama Julii cała się mieni i błyszczy jak jakaś gwiazda filmowa, a przy tym zawsze ładnie pachnie. Chyba nikt nigdy nie widział jej w ubraniu innym niż doskonałym: modnym, idealnie wyprasowanym i podkreślającym jej urodę.

Pani Elwira każdy poranek spędza w klubie fitness, gdzie korzysta z bieżni. Dziadek Jurek wciąż się dziwi, dlaczego ktoś chce biegać w dusznym pomieszczeniu, kiedy pod nosem ma leśne ścieżki. A ona biega, a nawet pływa od czasu do czasu. Mimo to, wciąż nie może pozbyć się zbędnych kilogramów, które przeszkadzają jej „czuć się naprawdę dobrze”. Kilka razy w roku wyjeżdża za granicę do swojego ulubionego salonu SPA, gdzie „robią ją na bóstwo”. Po powrocie jest wypoczęta i radosna, lecz nie na długo. Już po kilku tygodniach planuje kolejny wyjazd, aby się odprężyć i zgubić kilka deko.

Mama Julii sama urządziła dom. Według najnowszych „designerskich” trendów. Mówi, że ma do tego talent. Wszystkie ściany w zamku pomalowała na szaro. Tylko w salonie fiolet przełamuje tę monotonię. Szerokie biskupie pasy niczym rama okalają telewizor. Kino domowe bowiem to miejsce najważniejsze dla mieszkańców zamku. To tutaj się gromadzą. Na wygodnych, nowoczesnych sofach spędzają każdą wolną chwilę. Telewizor włączony jest niemal przez cały czas. Kiedy jedzą, kiedy rozmawiają i kiedy mają gości. Gdy Julia była malutka, nawet siusiu robiła przed telewizorem. Mama sadzała ją wówczas na nocniczku i włączała bajkę. Na szczęście teraz Julia chodzi za potrzebą do toalety.

Niewielką część piwnicy pani Elwira przeznaczyła na „wellness salon”. Nikt nie wie, dlaczego tak to miejsce nazwała, skoro to zwykły pokój do ćwiczeń. Taka domowa siłownia. Stoi tu nowoczesny sprzęt fitness: atlas, orbitrek i bieżnia. Chociaż od czasu urządzenia tego miejsca minął już rok, nikt z niego nie korzysta. Tata Julii nie lubi ćwiczyć, a mama woli chodzić ze znajomymi do klubu fitness.

Mimo że dom jest nowy i wszystkie rzeczy w nim nowe, to mama Julii wciąż go odnawia i przemeblowuje. A to zmienia kolor ścian, a to stół w kuchni, meble w ogrodzie, obrazki na ścianach… Przez cały czas coś kupuje. Kiedy przychodzą goście, z satysfakcją oprowadza ich po domu. W jadalni pokazuje nowe krzesła pokrywane prawdziwą skórą, sztuczne kwiaty dobrane do kolorystyki sypialni i wysokociśnieniowy sprzęt do mycia samochodu. Pani Elwira jest bardzo dumna ze swojego domu i rzeczy, które posiada.

Tata Julii nie dba o siebie tak, jak jego żona. Za to jest bardzo elegancki. Nawet latem chodzi w garniturze. Ciągle narzeka, że żona wydaje za dużo pieniędzy. Mówi, że sam ma tylko jedno hobby, a żona aż kilka. Hobby pana Tomka to markowe ubrania. Powtarza, że nie jest sztuką kupić drogo, lecz orientować się w wyprzedażach i kupować tanio. Lubi być modny, więc wciąż wymienia swoją garderobę na nową. Chętnie korzysta ze wszystkich promocji. W niektórych sklepach wyrobił sobie nawet kartę stałego klienta. Przyjaciele Julii nie lubią z nim rozmawiać, ponieważ używa bardzo dziwnego języka. Mówi: chodzę w nextach, gotuję w zepterze, śpię w marksie i spencerze, myję się diorem. Nie rozumieją, dlaczego nie mówi jak inni: chodzę w butach, gotuję w garnku, śpię w piżamie i myję się mydłem. Śmieją się z niego, a on wtedy groźnie kiwa palcem.

Pan Tomek rzadko bywa w domu, ponieważ bardzo dużo pracuje. Julia mówi, iż zdarza się, że przez cały tydzień go nie widzi. Kiedy on wraca z pracy, ona już śpi, a kiedy się budzi, taty już nie ma.

Pokój Julii mieści się na najwyższym piętrze zamku. Jest niezwykły. Jak z bajki. Tonie we wrzosie, dzięki czemu pasuje do widoku na wrzosowiska. Wielkie łóżko w kształcie serca z ogromnym baldachimem znajduje się na środku. Po jego prawej stronie stoi piętrowy, plastikowy domek do zabaw oraz toaletka. Stoi tu także stolik z różowym telewizorem – Julia może włączać go, kiedy zechce. Ma także swój własny laptop, którego zazdroszczą jej wszyscy koledzy. Dziewczynka ma mnóstwo rzeczy i zabawek, jakich inne dzieci nie mają. Wszystkie są tak drogie, że można byłoby je „wymienić na chałupę z polem”. Tak mówi dziadek Krysi.

Julia nie ma rodzeństwa. Nie ma też zwierząt. Jej mama uważa, że są brudne i roznoszą zarazki. Któregoś dnia jednak zgodziła się kupić Julii szczeniaczka. Rodzice długo zastanawiali się, jakiego psa dla niej wybrać. W końcu zdecydowali się na najmodniejszą wówczas rasę, cocker spaniela. Był bardzo drogi i śliczny. Niestety, zostawiał dużo sierści na markowych ubraniach pana Tomka. Po miesiącu pani Elwira oddała go komuś z rodziny.

Kiedyś Julia miała także źrebaka. Dostała go na urodziny. Był kochany. Ponieważ dziewczynka nie miała chęci dbać o niego i sprzątać po nim, rodzice sprzedali go pobliskiej stadninie koni.

Z początku grupa przyjaciół chętnie spotykała się u Julii. Dziewczynka była bardzo miła i z radością dzieliła się swoimi zabawkami. Przyjaciółki bawiły się w domku, inscenizując życie rodzinne, a chłopcy grali na komputerze. Po krótkim czasie jednak wszystkim znudziły się te atrakcje. Powrócili więc do swoich starych gier na boisku, nad rzeką i w lesie.

Kiedy Julia otrzymała źrebaka, znowu na kilka dni wszyscy przenieśli się do jej domu. Uwielbiali małego konika. Dzieci lubiły biegać z nim, karmić go i czesać. Tylko chętnych do wyrzucania kupek brakowało. Wraz ze źrebakiem, którego oddano, z domu Julii odeszli też jej przyjaciele.

Dziewczynka należała do paczki, więc uczestniczyła we wszystkich grach i meczach, które rozgrywały się we wsi. Była naprawdę dobra w kwadraty i w kosza – wyższa i szybsza od innych, miała przewagę. Wszyscy lubili grać z Julią. Ale nikt nie lubił z nią rozmawiać. Julia prawie niczym się nie interesowała, za wyjątkiem zakupów. Inne tematy ją nudziły.

*

Zdarzyło się to we wtorek, kiedy słońce prażyło wyjątkowo mocno. Przyjaciele ukryli się w swoim domku na drzewie w pobliżu rzeki. Jest największy z trzech, które sami wybudowali w lesie. Ma dwa wiszące pomosty, dwa punkty obserwacyjne i, co najważniejsze, duże „centrum dowodzenia”. Można do niego wejść po drabinie, po linie lub po schodkach. Cztery okna wyposażono w okiennice, a w drzwiach zamontowano zamek. Gdy któremuś z przyjaciół zdarzy się zapomnieć klucza, może poczekać na niewielkim, zadaszonym tarasie tuż przed wejściem. W domku jest dużo miejsca. Pośrodku stoi drewniana skrzynia, która służy jako stół. Wewnątrz niej znajdują się koce, lampy solarne, metalowe naczynia i mała kuchenka gazowa. Na ścianach porozwieszane są liczne mapy. Dzieci zaznaczyły na nich wszystkie ważne punkty: swoje domy, szałasy, domki na drzewach i kryjówki.

Krysia z Zuzią i Andrzejkiem leżeli na podłodze i streszczali sobie przeczytane ostatnio książki. Wiktorek, Jacek i Klara, siedząc na tarasie, przysłuchiwali się w ciszy dobiegającym z wnętrza domku opowieściom.

– Hej, niech ktoś mi pomoże – usłyszeli głos z dołu.

– O, cześć, Julia. Co tam dźwigasz? – zawołał Jacek, zbiegając po pomoście.

– Jabłka. Dała mi je mama Wiktorka. Powiedziała, że zapomniał zabrać.

– Aha, zapomniałem – uśmiechnął się chłopiec.

– Hurra, jabłka! – zawołała Klara, zabierając wypchaną po brzegi siatkę od Jacka.

Wszyscy usadowili się w domku i z zadowoleniem chrupali pyszne papierówki.

– Co tam jeszcze masz? – zapytała Klara, pokazując palcem na małą, szklaną rzecz w ręce Julii.

– No właśnie. Chciałam wam to pokazać. Będziecie zachwyceni. – Dziewczynka bardzo ostrożnie położyła na podłodze tajemniczy przedmiot.

– Co to jest?

– To jest cleverphone – powiedziała z namaszczeniem Julia.

– A co to takiego?

– To taki mały telefon z komputerkiem…

– Telefon komórkowy? Nie wiesz, że w górach nie działają? – roześmiał się Wiktorek.

Julia, nie zwracając na niego uwagi, podniosła cleverphone’a z podłogi i palcem delikatnie dotknęła przeźroczystej powierzchni. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, przedmiot zamigotał, po czym pokrył się mapą kolorowych ikonek.

– Ooo!

– Widzę, że ma pełną klawiaturę jak w komputerze, ale chyba nie ma obrazu 3D – zauważył Jacek.

– Otóż ma – szeroko uśmiechnęła się Julia. – Osobę, z która rozmawiasz, możesz słyszeć, ale gdy włączysz opcję „obraz”, widzisz ją przed sobą tak, jak ja widzę was teraz. A nawet pokój, w którym ta osoba jest. Cleverphone skanuje i osobę, i jej otoczenie.

– Ładny – skomentowała bez entuzjazmu Zuzia.

– Ale to nie wszystko – kontynuowała Julia. – Kamerą w cleverphonie można nakręcić film 3D. A gdy spodoba mi się jakiś fragment z filmu, to mogę go wyciąć i już mam zdjęcie. Mogę też retuszować same zdjęcia, jeśli mi się nie podobają…

– Po co? Tak bardzo nie podobasz się sama sobie? – zaśmiał się Wiktorek.

– Po to, aby tobie dorysować świński ogon! – ze złością zripostowała Julia. – Ale kamerka najbardziej przydaje się podczas rozmów. Kiedy dzwonię do kogoś, to go widzę i on mnie też widzi. Kiedy jestem na zakupach, to rozmawiam z mamą, a ona widzi, co kupuję i czasem mówi: „czerwony T-shirt jest ładniejszy, weź go zamiast niebieskiego”.

– Aha, rzeczywiście, bez cleverphone’a nie da się żyć. – Wiktorek znowu się zaśmiał.

Julia zgromiła go spojrzeniem i opowiadała dalej:

– Najlepsze jest to, że można logować się nim na wszystkie portale społecznościowe. Przez cleverphone’a możecie rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi, kiedy tylko zechcecie.

– Ale po co? Czy nie lepiej, kiedy się spotykamy? – cicho wtrącił Andrzejek.

– Nie rozumiesz. Przez cleverphone’a w każdym momencie możesz sprawdzić, co się dzieje u twoich przyjaciół na całym świecie. Ty też możesz ich informować o sobie. Na przykład: jestem w sklepie, jestem w kinie, idę spać… Niezłe, co? – śmiała się podekscytowana Julia.

– Ja nie mam przyjaciół na świecie, tylko tu, we wsi – zaoponowała Zuzia.

– Ale możesz mieć. Wiesz, ile osób możesz poznać dzięki takiemu urządzeniu? Jeśli się postarasz, to po miesiącu możesz mieć tysiące przyjaciół zalogowanych na twoim profilu.

– Ty naprawdę uważasz, że te „tysiące” to są twoi przyjaciele? – zapytała z ironią Krysia.

– Ty zawsze się czepiasz – fuknęła Julia. – Ale to nie wszystko. Na cleverphonie można oglądać filmy i słuchać muzyki, grać… Aha, i oglądać telewizję też można. Można nim ściągać maile ze swojej skrzynki pocztowej i gry z Internetu. Jeśli już nakręcisz film albo zrobisz zdjęcie, to niemal w tym samym czasie możesz je zamieścić na portalu społecznościowym…

– A co to jest? – przerwała Zuzia.

– To takie strony w Internecie – pośpieszyła z wyjaśnieniem Klara. – Można przez nie informować innych o swoim życiu, zamieszczać fotografie, na przykład z wakacji. Można też czytać o tym, co robią inni. To taka reklama samych siebie. Mój tata mówi, że to substytut przyjaciela dla tych, którzy nie potrafią w prawdziwym życiu zadbać o przyjaźń z ludźmi.

– Może twój tata nie ma racji! Prawie wszystkie dzieci mają profile na Facebooku czy na Instagramie. I wszystkie dzieci mają cleverphone’y.

– Wszystkie? MY nie mamy – stwierdził Wiktorek.

– No właśnie. Tylko WY nie macie – dobitnie podkreśliła Julia.

– Julia, nie każdy ma tyle pieniędzy, co ty – zdenerwowała się Zuzia.

– Właśnie. Pewnie cleverphone jest bardzo drogi – zainteresował się Jacek.

– Nie jest tani, ale warto go mieć – odpowiedziała Julia.

Zapadła krępująca cisza.

– Moglibyśmy na nie zarobić – odezwała się w końcu Zuzia.

– Zarobić? Jak?

– Wiecie, że wciąż nie mamy kombajnu do zbierania marchwi. Jest bardzo drogi. Tato nie chce pożyczać pieniędzy, więc woli poczekać i kupić go dopiero w przyszłym roku. Dlatego zatrudnia ludzi do zbierania marchwi. Przyda mu się pomoc. W ten sposób moglibyśmy zarobić na cleverphone’y – wyjaśniła dziewczynka.

– To dobry pomysł – zgodził się Jacek.

– Naprawdę chcecie w wakacje pracować, zamiast się bawić? – zdziwiła się Krysia.

– To tylko wakacje. Będą następne. Poza tym, możecie bawić się po pracy – odrzekła Julia.

– Jutro rodziców nie ma w domu. Kto chce, niech przyjdzie do nas pojutrze. Wszystko ustalimy z moim tatą – podsumowała Zuzia.

Ważne rozmowy Krysi o świecie. Tom 2: Rozmowy o konsumpcjonizmie

Wydanie pierwsze, Gdynia 2015, ISBN 978-83-7942-338-5

 

© Małgorzata Danuta Kłaczyńska i Novae Res s.c. 2015

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

 

Redakcja: Alicja Tempłowicz

Korekta: Monika Pruska

Okładka i ilustracje: Agnieszka Pająk

Grafiki: Rafał Kłaczyński

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl

 

Novae Res – Wydawnictwo Innowacyjne

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

 

 

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

 

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.