W pantoflach przez Indie. Brunetka w Tamil Nadu - Agata Włodek

W pantoflach przez Indie. Brunetka w Tamil Nadu

0,0

Agata Włodek po 20 latach pracy w hotelarstwie i turystyce spełnia swoje marzenie zwiedzania świata. O wyprawie do Australii w 2014 roku opowiedziała nam w pierwszej swojej książce Podróż marzeń. Brunetka w Australii. W 2015 roku ścieżki zaprowadziły ją niespodziewanie do Indii Południowo-Wschodnich.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Strona redakcyjna

Projekt okładki

Monika Brążkiewicz

Redakcja i korekta

Marzena Bryksa

Copyright © by Agata Włodek, 2016

ISBN 978-83-941757-5-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Publikacja elektroniczna

azymut

Drogiemu Gordonowi Barkerowi

w podziękowaniu za możliwość

powstania tej książki!

„Droga”

cóż powiem o drodze

że nieodgadniona

że wije się wspomnieniem

że zmienna i kapryśna

lepka od śluzu ślimaka

kłująca stopy

Tajemnicza daleka

Choć każdemu bliska

Agata Włodek

TIRUVANNAMALAI – W DRODZE NA GÓRĘ ARUNAĆALA ZDJ. AJNA HŁASKO

Tytułem wstępu

Tytułem wstępu

Moja podroż do Indii Południowo-Wschodnich, choć nie była wcześniej zaplanowana, stała się następną piękną niespodzianką w moim życiu. Kiedy myślałam o Azji, chciałam najpierw zwiedzić Chiny czy Mongolię, natomiast Indii w ogóle nie brałam pod uwagę... Obejrzałam może kilka programów telewizyjnych na ich temat, przeczytałam garść artykułów, najczęściej negatywnych, straszących przed podróżą do tego kraju. Nigdy nie wpadałam w zachwyt nad nimi, wręcz przeciwnie, były mi całkowicie obojętne. Moja wiedza na ich temat była ograniczona...

Miałam właśnie kupować bilet do Australii, kiedy w „Wegetariańskim Świecie”, zostawionym w moim mieszkaniu przez moją przyjaciółkę Marzenkę, znalazłam artykuł o Tiruvannamalai w Południowo-Wschodnich Indiach. Ku mojemu zdumieniu na zdjęciu rozpoznałam... moją dawną koleżankę AJNĘ. Okazało się, że od dwóch lat mieszka w tym kraju i dzięki pozostawionemu pod tekstem adresowi e-mail mogłam się z nią skontaktować. Swego czasu poznałam ją w Krakowie, w którym wówczas przebywała, a potem nasz kontakt się urwał. Pozostała fotografia z jej synem, bawiącym się ze mną w ich krakowskim mieszkaniu, i kopia obrazu, który mi podarowała w wyrazie wdzięczności za okazaną pomoc.

Ależ niespodzianka! Po 11 latach napisałam do niej... Szybko odpisała, po czym zaproponowała mi przyjazd do Indii w drodze do Australii... Czemu nie? — pomyślałam. W końcu po wielu latach pracy zawodowej i życiu, które miałam dokładnie zaplanowane, teraz idę wyłącznie drogą, jaka jest mi wskazywana przez Opatrzność. Płynę z nurtem życia, jakie jest mi dane. Zakupiłam zatem bilet do Chennai, omówiłam z Ajną koszty podróży, w tym jej opłatę jako przewodnika za pokazanie mi w Tamil Nadu ciekawych miejsc (region Południowo-Wschodnich Indii). Opłata za całą podróż, wraz z przelotem, okazała się bardzo przystępna, więc przelałam należność na jej konto, tym samym pozbywając się problemu zakupu waluty indyjskiej.

Bagaż - im mniejszy, tym lepszy

Rozdział 1

Bagaż — im mniejszy, tym lepszy

Ajna odebrała mnie z lotniska i zaprowadziła do przechowalni bagażu, w którym na 22 dni pozostawiłam swój australijski 23-kilogramowy bagaż. Na trzytygodniową trasę spakowałam się tylko do malutkiego plecaka, który na pewno nie ważył więcej niż 5-6 kg. Byłam z siebie dumna, gdyż po raz pierwszy udało mi się zabrać tak mało, a jednocześnie miałam absolutną pewność, że niczego mi nie zabraknie i wszystko mi się przyda w czasie podróży po Indiach. Co ważne, wiedziałam, że klimat w tym obszarze Indii jest łagodny. Miałam też kilka istotnych wskazówek od Ajny, co do ciuchów i innych przedmiotów niezbędnych w podróży!

Bardzo ważny okazał się papier toaletowy, dopóki nie nauczyłam się podmywać indyjskim zwyczajem. Jedna rolka wystarczyła na 2 tygodnie. Przydały się też chusteczki higieniczne dopóki nie przyzwyczaiłam się do mokrych rąk. Z rzadka korzystałam z płynu antybakteryjnego.

Rewelacją okazał się cienki szal, który zawsze nosiłam przy sobie. Czasami wycierałam w niego po umyciu ręce, zakładałam go w trakcie upałów na głowę, a kiedy było chłodniej, zarzucałam na ramiona. Spełnił także nieocenioną rolę w aśramie, gdzie się nim przykrywałam, dzięki czemu liczne komary i mniej dokuczające muchy nie miały do mnie dostępu. Na twarz, na szczęście, insekty jakoś nie siadały...

Za niezbędne elementy ubioru uznałam: bieliznę, dwa podkoszulki z krótkimi rękawami, dwie lekkie, dłuższe bluzki z długimi, dwie bawełniane tuniki zakupione u Ajny (jest artystką i pięknie maluje, także na materiale), dwie pary bawełnianych spodni, w tym jedne z dodatkowymi wewnętrznymi kieszeniami wszytymi przez krawcową. Dalej — legginsy do kąpieli w morzu (ewentualnie spania w większym gronie), a także dwa szale: wspomniany wcześniej cienki, bawełniany, ale sporej wielkości, oraz drugi gruby, duży, a la kaszmir. Na zimne, deszczowe dni zabrałam jedną parę skarpet, jeden cienki sweterek oraz jedną bawełnianą koszulę nocną z długim rękawem, a także cienką, ale dobrej jakości kurtkę przeciwdeszczową, zakupioną niegdyś na kajaki. Ta kurtka, oprócz szali, to następny podróżniczy hit i nie tylko ze względu na okres monsunów przypadający na listopad. Służyła mi wielokrotnie wraz z cienką torbą z IKEA (trafiony prezent od Krystyny z Australii) jako makatka do siedzenia zarówno w aśramie, jak i tam, gdzie siada się na podłodze, czyli prawie wszędzie. W Indiach ten zwyczaj przeważa zamiast siedzenia na krzesłach.

NA ULICZCE W TLRUVANNAMALAI ZDJ. AJNA HŁASKO

Miałam ze sobą dwie pary butów — sandały i a la skórzane pantofle, które stały się moim wielkim odkryciem w tej podróży! Były tak wygodne, że chodziłam w nich prawie wszędzie, a nie używałam ich jedynie w czasie deszczu. Kiedyś wdepnęłam w kałużę i się rozkleiły. Rozwiązanie problemu okazało się bardzo proste. Uliczny szewc, w swoim malutkim kramiku, skleił mi je za jedyne 40 rupii (około 2,5 złotych). W czasie podróży po Indiach spostrzegłam, że zamierające w Europie zawody, w tym w Polsce, wciąż tu istnieją. Rzeczy używa się dłużej, szanuje się je, naprawia lub po użyciu przerabia, by użyć w jakimś celu ponownie.

Oprócz szewców bez problemu znajdziemy tu krawców. Za niewielką opłatą dopasują ubranie lub przyszyją rękawki. Damskie tuniki, co ciekawe, są sprzedawane w wersji „rękawki osobno” i to kobieta decyduje, czy je doszyje, czy raczej pod tunikę będzie zakładać króciutki podkoszulek z rękawkami (taki jak pod sari), aby użyć tuniki kilkakrotnie, zanim ją wypierze. W Indiach jest regułą, że kobiece ramiona i pachy mają być zakryte, a także nogi z wyjątkiem stóp. Tu zwracam się do kobiet odwiedzających ten kraj — jeśli chcecie uszanować tutejsze zwyczaje, nie noście podkoszulek na ramiączkach, krótkich spodenek czy minispódniczek. Nikt nie wymaga od was, abyście zakładały sari, choć niewątpliwie wyglądałybyście w nich przepięknie, a rozmaitość barw i wzorów z pewnością by was urzekła. Założenie podkoszulki lub tuniki z rękawkami oraz luźnych spodni bądź długiej spódnicy, kiedy przebywa się w tym kraju, uważam za właściwe i rozsądne. Jeśli nie macie takich strojów, z łatwością zakupicie tunikę w cenie 180-250 rupii, czyli 10-15 złotych. W sprzedaży są także rozmaite luźne spodnie i dłuższe, bardzo gustowne tuniki. Zakupiłam taką i okazała się nad wyraz przydatna, kiedy zrobiło się chłodniej i nic nie schło w czasie ulewnego, kilkudniowego deszczu. Zmieniałam pod nią tylko podkoszulki i bluzki.

Co jeszcze miałam w bagażu? Prześcieradło, którym okrywałam się w miejscach noclegowych, dzięki czemu czułam się komfortowo bez względu na jakość i czystość leżącej na łóżkach pościeli... Na marginesie... Warto wiedzieć, gdzie zanocować, aby np. nie oblazły nas pchły... Ajna wiedziała i to jeden z wielu plusów wynajęcia przewodnika po egzotycznym kraju. Miałam też własny, zakupiony w Indiach ręcznik (cienki, przypominający trochę nasze kuchenne ścierki, tyle, że duży), a także minimalną ilość kosmetyków w małych opakowaniach. Uwaga! Aspiryna, witamina C, magnez, tabletki przeciwbólowe i na gardło są także niezbędne. Z węgla na biegunki nigdy nie skorzystałam.

Koniec wersji demonstracyjnej.