Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej? - Jesper Juul

Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

5,0

  • Autor:

  • Wydawnictwo:

    MiND

  • ISBN:978-83-62445-09-7
  • Format:PDF + EPUB + MOBI

Czy właściwie rozumiemy zachowanie naszych dzieci? Czy umiemy w porę zauważyć ich problemy? Jak możemy rozwinąć w nich poczucie własnej wartości i wiarę w siebie? Jakim zachowaniem krzywdzimy je najbardziej? Kiedy na wychowanie jest już za poźno? Współcześni rodzice często czują się bezradni wobec swoich dzieci. Są też zagubieni wśród porad wychowawczych, które mają sprawić, że ich pociechy staną się posłuszne i grzeczne. Jesper Juul, europejski autorytet w dziedzinie wychowania, twierdzi, że dzieci wcale nie muszą być grzeczne. Zamiast tego powinny mieć zdrowe poczucie własnej wartości, wierzyć w swoje siły i nawiązywać dobre relacje z innymi. Stopniowo powinny także uczyć się odpowiedzialności za siebie, a w razie potrzeby także za innych.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Tytuł oryginału duńskiego

DIT KOMPETENTE BARN. PÅ VEJ MOD ET NYT VÆRDIGRUNDLAG FOR FAMILIEN

 

Projekt graficzny 

PIOTR GIDLEWSKI

 

© Copyright by Jesper Juul, 1995

© Copyright for the Polish edition and translation by Wydawnictwo MiND Dariusz Syska 2011

All rights reserved

 

ISBN 978-83-62445-09-7

 

Wydawnictwo MiND Dariusz Syska,

Sarnia 21, 05-807 Podkowa Leśna

e-mail: mind@wydawnictwomind.pl

 

 

Konwersja: NetPress Digital Sp. z o.o.

Przypisy niedostępne w wersji demonstracyjnej

Jesper Juul

Twoje kompetentne dziecko

Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Przełożyły
Beata Hellemann i Barbara Baczyńska

MiND

PODZIĘKOWANIA

Teorie oraz przykłady wykorzystane w tej książce zawdzięczam pracy w Skandynawskim Instytucie Kemplera w Danii. Serdecznie dziękuję Walterowi Kemplerowi, dyrektorowi Instytutu, i jego pracownikom za inspirację oraz niezachwianą wiarę we mnie, kiedy sam nie bardzo w siebie wierzyłem.

Podziękowania należą się również tym rodzinom z całego świata, które udzieliły mi wglądu w swoje życie prywatne. Wciąż pamiętam uprzedzenia towarzyszące mi przy pierwszym zetknięciu z rodzinami z Japonii i krajów islamskich, rodzinami o mieszanym pochodzeniu etnicznym w chorwackich obozach dla uchodźców czy z amerykańskimi rodzinami wyniszczonymi przez alkoholizm − by wymienić tylko niektóre z nich.

Mój syn − dzisiaj już dorosły − pomógł mi wykorzystać te doświadczenia w sposób, w jaki może to zrobić tylko ktoś otwarcie i uczciwie poszukujący własnej drogi życiowej. Podobnie moja żona, która konfrontuje mnie z resztkami mojego dziecinnego egoizmu, który – jak za każdym razem żywię nadzieję – pojawia się po raz ostatni.

DO POLSKIEGO CZYTELNIKA

Jestem bardzo dumny, że moja książka ukazuje się w Polsce. Nasze dzieci nie różnią się niczym od tych sprzed stu lat, mają jedynie więcej możliwości wyrażania samych siebie. Ten fakt stanowi zupełnie nowe wyzwanie dla dzisiejszych rodziców i nauczycieli.

Nie ma jednego właściwego sposobu wychowywania dzieci i mam nadzieję, że książka ta − razem z Waszymi dziećmi − zainspiruje Was do szukania własnej drogi, ale także i wybaczenia sobie, jeśli nie zawsze okaże się ona skuteczna.

 

Jesper Juul

WPROWADZENIE

Mając dwadzieścia kilka lat, podobnie jak wiele osób w tym wieku, uważałem, że zapatrywania pokolenia moich rodziców − a także wcześniejszych pokoleń − na temat rodziny i wychowania dzieci są błędne.

W czasie kiedy kształciłem się na terapeutę rodzinnego, pracując z tzw. dziećmi i młodzieżą nieprzystosowanymi społecznie i z samotnymi matkami, zdałem sobie sprawę, że moje podejście nie jest ani lepsze, ani gorsze niż podejście rodziców. W rzeczywistości nasze poglądy wykazywały tę samą fundamentalną słabość. Po pierwsze, brakowało im podstaw etycznych. Po drugie, zostały sformułowane na aroganckim założeniu, że niektórzy ludzie są dobrzy, bo postępują według właściwych zapatrywań, a inni źli, bo podstawą ich działań są poglądy wypaczone.

Ta tendencja do polaryzacji przekonań była obecna również w przekazach, jakie otrzymywałem od kolegów z pracy i klientów. Niektórzy z nich twierdzili, że jestem dobry w tym, co robię – inni wręcz przeciwnie. W swojej naiwności uważałem, że dopóki pierwsza grupa stanowi większość, jestem bezpieczny. Zajęło mi trochę czasu, żeby przekonać się, że powinienem raczej wsłuchać się w głos osób nastawionych krytycznie. Dopiero kiedy zostałem ojcem, doświadczyłem poczucia braku kompetencji. To wtedy rozpoczęła się moja edukacja. Do tego czasu byłem tylko praktykantem. Zanim zostałem ojcem, sądziłem, że rodzinę powinny charakteryzować zrozumienie i tolerancja oraz że relacje rodziców z dziećmi muszą opierać się na zasadach demokratycznych. Takie podejście było dokładnym przeciwieństwem moralizującego, nietolerancyjnego i restrykcyjnego typu wychowania, o którym wiedziałem, że wpływa destrukcyjnie na poczucie własnej wartości u dziecka i jego dalszy rozwój. Wychowując syna i pracując jako terapeuta z rodzinami i dziećmi, z czasem zacząłem uświadamiać sobie, jak powierzchowne były moje poglądy. Zgoda, nasze rozumienie roli dzieci w rodzinie i społeczeństwie na wielu płaszczyznach uległo zmianie od czasu, gdy sam byłem dzieckiem. Pojmowanie natury ludzkiej, sposoby wymierzania kar i pojęcie moralności stały się bardziej humanitarne i mniej restrykcyjne. Uzmysłowiłem sobie jednak, że istnieją dwa czynniki, które stanowią dla mnie wyzwanie na gruncie zarówno zawodowym, jak i prywatnym.

Jako nauczyciel miałem nazbyt często okazję obserwować rodziców, którzy zmagają się z trudnościami wychowawczymi. Przychodzili na spotkanie z terapeutą, by porozmawiać o swoich dzieciach, a wychodzili od niego w poczuciu bycia nieudacznikami – jeszcze mniej zdolni do podjęcia działania niż przedtem. Również terapeuci, z którymi odbywali te spotkania, walczyli z poczuciem bezsilności i braku kompetencji. Obowiązek nakazywał im jednak, by trzymali się psychologii tradycyjnej, która kładła większy nacisk na znajdowanie winnych niż na wskazywanie możliwości.

Jako terapeuta rodzinny widziałem, że to dzieci i nastolatki najbardziej odczuwają skutki tego braku spójności. Ciągle obarczamy dzieci odpowiedzialnością, jaką niewielu z nas − rodziców, polityków, wychowawców, nauczycie li czy terapeutów − chciałoby wziąć na siebie. Nie kieruje nami zła wola. Wprost przeciwnie, kochamy nasze dzieci i wierzymy, że muszą zmierzyć się z tą odpowiedzialnością, by dorosnąć. Jednak logika naszego postępowania i podstawy nastawienia względem dzieci są błędne. Szwedzka psycholog, Margaretha Berg Broden wyraziła tę myśl w zdaniu, które stało się inspiracją dla niniejszej książki: „Być może mylimy się, może to dzieci są kompetentne”1. Stwierdzenie Broden wywodzi się z jej szczególnego zainteresowania wczesną interakcją pomiędzy niemowlętami a rodzicami. Ponieważ sam jestem praktykiem, a nie naukowcem, i zajmuję się interakcją pomiędzy dziećmi i dorosłymi w najszerszym tego słowa znaczeniu, mam własną interpretację słów Berg Broden.

Uważam, że popełniamy kardynalny błąd, zakładając, iż dziecko nie rodzi się jako stuprocentowy człowiek. Zarówno w literaturze naukowej, jak i popularnej ujawnia się nasza skłonność do postrzegania dzieci jako istot raczej potencjalnych niż rzeczywistych − jako aspołecznych „półistot”. Dlatego zakładamy, że po pierwsze, muszą zostać wpierw poddane wpływowi osób dorosłych, a po drugie, że dopiero po osiągnięciu pewnego wieku można je uważać za dojrzałych, pełnowartościowych ludzi.

Innymi słowy uważamy, że musimy wychowywać dzieci w taki sposób, który pozwoli im przyswoić sobie wzory zachowania prawdziwego − czyli dorosłego − człowieka. Zidentyfikowaliśmy także pewne metody wychowawcze i nadaliśmy im nazwy z pewnego spektrum: od wychowania liberalnego po despotyczne. Jednak nigdy nie przyszło nam na myśl, by zakwestionować słuszność naszych założeń.

Zrobię to jednak w niniejszej książce. Jestem przekonany, że większość z tego, co tradycyjnie rozumiemy pod pojęciem wychowania, jest zarówno niepotrzebna, jak i szkodliwa. Nie tylko odbija się negatywnie na zdrowiu psychicznym dzieci, ale przeszkadza też osobom dorosłym, uniemożliwiając ich rozwój. Co więcej, nasze teorie pedagogiczne mają także destrukcyjny wpływ na relację dzieci z dorosłymi. Zamiast podważyć ich założenia, utrwalamy je, wprawiając w ruch błędne koło i zaburzając własne pojmowanie edukacji, resocjalizacji i polityki społecznej dotyczącej dzieci i ich rodzin.

Dzisiaj być może jeszcze bardziej słuszne niż kiedykolwiek staje się twierdzenie, że sposób, w jaki traktujemy nasze dzieci, determinuje przyszłość świata. Dostęp do informacji zwiększył się na tyle, że dwulicowe podejście do ich wychowania nie może pozostać niezauważone. Mówiąc o polityce światowej, prawimy kazania o ekologii, humanitaryzmie i wyrzeczeniu się agresji, ale wobec dzieci i młodzieży stosujemy przemoc.

Od kilku lat cieszę się przywilejem pracy z ludźmi należącymi do różnych kultur. Podróże przekonały mnie, że zmiany, jakie zaszły w relacjach pomiędzy dziećmi i dorosłymi w krajach skandynawskich, mogą służyć za przykład innym krajom.

W Skandynawii spotyka się dorosłych traktujących dzieci w sposób, który na pierwszy rzut oka może wydawać się pozbawiony ładu i autorytetu. Jednak po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że relacje dorosłych z dziećmi zawierają zalążek czegoś, co można określić mianem skoku w rozwoju ludzkości. Po raz pierwszy w erze nowożytnej dorośli na poważnie − bez dogmatyzmu i despotyzmu − biorą pod uwagę niezbywalne prawo jednostki do rozwoju. Po raz pierwszy mamy podstawy sądzić, że egzystencjalna wolność każdego człowieka nie stanowi zagrożenia dla społeczności, lecz utrzymuje je w dobrej kondycji. Relacje pomiędzy dorosłymi i dziećmi kształtują się odmiennie w różnych krajach. Wiele różni rodzinę europejską i amerykańską, ale także rodziny w samej Europie czy Ameryce. W północnej Europie żyje się inaczej niż na południu albo w Europie Wschodniej. Występują także wyraźne odmienności między poszczególnymi regionami tego samego kraju. W każdej kulturze inaczej ocenia się społeczną wagę rodziny, jednak wszędzie rodzina jest tak samo ważna w kategoriach egzystencjalnych. Przyjemność, jaką czerpiemy z konstruktywnej i zdrowej interakcji, oraz ból powodowany relacjami destrukcyjnymi są zawsze takie same bez względu na miejsce, w którym żyjemy, nawet jeśli objawiamy je w odmienny sposób.

W niniejszej książce będę przeciwstawiał stare nowemu nie po to, by krytykować, ale by wypracować konkretne wskazówki do działania. W codziennej pracy z rodzinami i psychiatrami dostrzegam, że wielu rodziców bardzo otwarcie wyraża swoje przekonania. W głębi duszy wiedzą, że postępują nieodpowiednio, ale nie potrafią się zmienić, ponieważ potrzebują do tego konkretnych wskazówek. Tradycyjna psychologia często zapytuje o ludzkie uczucia. Jak bardzo rodzice kochają swe dziecko? Do jakiego stopnia syn nienawidzi ojca? Jak bardzo córka złości się na matkę? Pytania te są ważne, ponieważ pomagają ludziom wyrazić prawdziwy ból. Ja jednak nigdy nie spotkałem rodziców, którzy nie kochaliby swoich dzieci, ani dzieci, które nie byłyby przywiązane do rodziców. Spotkałem jedynie rodziców i dzieci, którzy nie umieli przekształcić tych uczuć w czułe, pełne miłości postępowanie. Dopiero teraz jesteśmy gotowi stworzyć prawdziwe relacje, które taką samą godnością obdarują mężczyzn i kobiety, dorosłych i dzieci. Nigdy dotąd w historii ludzkości nie działo się to na taką skalę. Poszanowanie godności każdego człowieka oznacza również otwarcie się na odmienność, co z kolei znaczy, że musimy zarzucić wiele naszych dotychczasowych przekonań na temat tego, co jest dobre, a co złe. Nie możemy po prostu zastąpić jednej metody wychowawczej inną. Nie możemy jedynie zmodyfikować naszych błędnych założeń. Wraz z naszymi dziećmi i wnukami dosłownie wyznaczamy granice nowego terytorium. Anegdoty i przykłady przytaczane w tej książce mają zachęcać do eksperymentowania na własną rękę, nie zaś do ślepego naśladownictwa. Rodzice dziecka to nie tylko dwie osoby odmiennej płci, ale także istoty ludzkie, które postanowiły żyć wspólnie, mimo że ze swoich rodzin wyniosły bardzo różne doświadczenia. Oprócz odmiennego bagażu doświadczeń mają też ze sobą wiele wspólnego. Będąc dziećmi, wszyscy nauczyliśmy się, że istnieją różne sposoby nawiązywania relacji z ludźmi, a tylko niektóre z nich przynoszą dobre rezultaty. Kiedy zakładamy rodzinę, mamy ogromne szanse, by nauczyć się tego, czego nie mogliśmy nauczyć się w naszym domu rodzinnym.

Twierdząc, że dzieci są kompetentne, chcę powiedzieć, że mogą one nauczyć nas tego, co powinniśmy wiedzieć. Dzieci dają nam informację zwrotną, która umożliwia nam odzyskanie utraconych umiejętności i pomaga pozbyć się nieskutecznych, nieczułych i destrukcyjnych wzorców zachowania. Czerpanie wiedzy od własnych dzieci wymaga dużo więcej niż tylko prowadzenia z nimi rozmowy. Musimy zbudować z nimi prawdziwy dialog, którego wielu dorosłych nie potrafi nawiązać nawet z innymi dorosły mi: osobisty dialog oparty na poszanowaniu godności obu stron. Zanim rozpocznę omawianie tego tematu, chciałbym wyjaśnić swoje poglądy na kilka zasadniczych spraw. Przede wszystkim fakt, że każdy z nas musi znaleźć swój sposób działania, który jest najbardziej korzystny dla niego i jego dzieci, nie oznacza, że wszystkie sposoby są równie dobre albo że „wszystko wolno”. Na kartach tej książki będę się odwoływał do pewnych kluczowych zasad; traktowane łącznie lub z osobna stanowią kryteria, według których możemy oceniać własne działania.

Często odwołuję się do dawnych zwyczajów, ponieważ wierzę, że dla wielu osób najlepszą drogą do zrozumienia siebie i swoich działań jest przeglądanie się w lustrze przeszłości.

Obawiam się trochę, by niektórzy czytelnicy nie poczuli, iż treść tej książki stanowi krytykę ich postępowania. Żyjemy w czasach, w których bardzo szybko wskazuje się winnych, a w konsekwencji wielu z nas często czuje się obiektem krytyki. Lecz moją intencją nie jest krytykowanie kogokolwiek.

ROZDZIAŁ I
WARTOŚCI RODZINNE

Stoimy wobec niezwykłych historycznych zmian. W wielu różnych społeczeństwach podstawowe wartości rodzinne, które gwarantowały fundamenty życia rodzinnego przez ponad dwa stulecia, weszły w okres rozpadu i transformacji. Awangardą tych zmian w Skandynawii są kobiety, a pomaga im rozwinięte ustawodawstwo społeczne i komfort życia w państwie dobrobytu. W innych krajach zmiany takie następują w wyniku wojny domowej lub pojawienia się trudności gospodarczych.

Tempo, w jakim zmiany zachodzą, jest różne, ale przyczyna jest zawsze ta sama: model hierarchicznej, autorytarnej rodziny, której przewodzi matka lub ojciec rodu, zanika. Mapa świata obfituje w wiele rozmaitych typów rodzin. Niektóre desperacko próbują utrzymać standardy „starych dobrych czasów”, podczas gdy inne eksperymentują z nowymi, skuteczniejszymi formami wspólnego życia. Z punktu widzenia zdrowia psychicznego istnieją wszelkie podstawy, by przyklasnąć tym zmianom. Tradycyjna struktura rodziny i liczne jej wartości były destrukcyjne zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Zilustrują to poniższe przykłady.

 

Kawiarnia w Hiszpanii

Rodzina – ojciec, matka oraz dwóch synów w wieku trzech i pięciu lat – właśnie skończyła jeść lody. Matka bierze serwetkę, pluje na nią, mocno chwyta podbródek młodszego syna i zaczyna wycierać mu usta. Chłopiec protestuje i odwraca głowę. Matka chwyta go za włosy i gniewnym szeptem mówi mu, jaki jest niegrzeczny.

Jego starszy brat przygląda się tej scenie z grymasem, ale tylko przez chwilę. Potem jego twarz przybiera wyraz neutralnej maski. Ojciec również patrzy na to ze zbolałym wyrazem twarzy, a jednak kieruje swą irytację w stronę żony: dlaczego nie może sprawić, by chłopak porządnie się zachowywał! Dlaczego zawsze wywołuje takie zamieszanie?

Do czasu wyjścia z kawiarni chłopiec jest już spokojny. Spoglądając na mijane wystawy sklepowe, dostrzega nową zabawkę i z entuzjazmem na nią wskazuje. Chce, by jego matka na nią spojrzała. Ale ona jest z przodu, a kiedy cofa się o kilka kroków, podchodzi do niego, chwyta go za ramię i odciąga, nawet nie rzucając okiem na wystawę. Chłopiec zaczyna płakać i błaga, by spojrzała na zabawkę, ale ona jest nieubłagana w swej determinacji, by wygrać. Pontela cara bien! − Zrób wesołą minę! − powtarza wielokrotnie.

 

Kawiarnia w Wiedniu

Dwa młode małżeństwa, jedno z synem w wieku około pięciu lat, siadają na zewnątrz, by po zakupach wypić kawę. Kiedy pojawia się kelnerka, matka chłopca mówi do niego:

– My pijemy kawę, a ty co chcesz?

Chłopiec przez chwilę się waha i mówi:

– Nie wiem.

Poirytowana matka zwraca się do kelnerki:

– Proszę mu dać sok jabłkowy.

Na stoliku pojawiają się kawa i sok jabłkowy, jednak po chwili chłopiec grzecznie i ostrożnie mówi:

– Mamusiu, wołałbym coca-colę z cytryną, jeśli to możliwe.

– Dlaczego nie powiedziałeś od razu? – pyta matka. – Teraz pij sok!

Ale na tym samym oddechu mówi do kelnerki:

– Syn zmienił zdanie. Proszę mu dać colę z cytryną, żebyśmy mieli trochę spokoju!

Przez dziesięć minut chłopiec siedzi spokojnie, podczas gdy dorośli rozmawiają. Nagle matka spogląda na zegarek i mówi ze złością do chłopca:

– Pij swój napój!

– Idziemy już? – pyta chłopiec, wyraźnie podekscytowany.

– Tak, musimy śpieszyć się do domu. Pij!

Chłopiec wypija colę wielkimi łykami.

– Skończyłem, mamusiu. – mówi zadowolony. – Szybko, prawda?

Matka ignoruje go i zaczyna rozmawiać z pozostałymi dorosłymi. I znowu chłopiec siedzi spokojnie. Po upływie pół godziny pyta ostrożnie:

– Mamusiu, pójdziemy zaraz do domu?

– Zamknij buzię, smarkaczu! – wybucha matka. – Jeszcze jedno słowo, a po powrocie do domu pójdziesz prosto do łóżka. Rozumiesz?!

Chłopiec godzi się z sytuacją. Pozostali dorośli spoglądają na matkę z aprobatą, a ojciec chłopca z uznaniem kładzie rękę na ramieniu żony.

 

Przystanek autobusowy w Kopenhadze

Babcia i dwoje wnucząt – czteroletni chłopiec i sześcioletnia dziewczynka – czekają na autobus. Chłopiec szarpie za płaszcz babci i mówi:

– Babciu, muszę iść do ubikacji.

– Nie możesz teraz iść – odpowiada babcia. – Musimy najpierw dotrzeć do domu!

– Ale ja muszę iść! – mówi chłopiec.

– Spójrz na swoją siostrę, jaka jest duża i rozsądna. – mówi babcia.

– Tak, ale ja muszę... naprawdę!

– Czy mnie nie słyszałeś? Możesz iść do toalety, kiedy dotrzesz do domu. Jeśli będziesz się źle zachowywał, powiem twojej mamie, a wtedy więcej nie pojedziesz ze mną do miasta!

Dorośli pokazani w tych scenkach nie są złymi ludźmi. Kochają swoje dzieci i wnuki, są zachwyceni, kiedy dzieci dobrze się zachowują, lubią ich zabawne, rezolutne uwagi. Ale ci dorośli zachowują się nieczule, ponieważ nauczyli się uznawać zachowania nieczułe za czułe, a zachowania czułe za nieodpowiedzialne.

Przez kilkaset lat tym, czego rzeczywiście uczyliśmy dzieci, było respektowanie siły i władzy – ale nie drugiego człowieka.