Sacco di Roma. Złupienie Rzymu w 1527 roku - Zdzisław Morawski

Sacco di Roma. Złupienie Rzymu w 1527 roku

0,0

Sacco di Roma to włoskie określenie oznaczające zdobycie i złupienie Rzymu jakie miało miejsce dniach 6-14 maja 1527 roku przez niemiecko-hiszpańskie wojska Karola V podczas wojny z Francją, papieżem Klemensem VII oraz miastami włoskimi. To barbarzyńskie zniszczenie miasta i wymordowanie ogromnej liczby jego mieszkańców położyło kres epoce odrodzenia w Rzymie i jest uważane za symboliczną datę końca włoskiego Renesansu. Zdzisław Morawski w znakomity sposób kreśli dzieje owej wojny, prezentuje sylwetki najważniejszych jej aktorów i opisuje budzące zgrozę sceny plądrowania miasta i mordów popełnianych na jego mieszkańcach, jak również zakończenie konfliktu.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ, Nr 47

Redaktor serii: Andrzej Sarwa

Projekt okładki i opracowanie graficzne: Juliusz Susak

Na pierwszej stronie okładki: Sack of Rome. May 6, 1527. after Martin van Heemskerck (1555). (licencja public domain)

Źródło: Internet – http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Sack_of_Rome_1527.jpeg

Copyright © 2013 by Wydawnictwo „Armoryka”

 

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel (0-15) 833 21 41

e-mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.strefa.pl/

 

ISBN: 978-83-64145-71-1

I. Dramaty Zamku św. Anioła

Do K.

Czy pamiętasz ten piękny wiosenny poranek ubiegłego roku, kiedyśmy pierwszą, jak należy po przybyciu do Wiecznego Miasta, wycieczką, zdążali razem do św. Piotra? Uderzył nas widok tak doszczętnie zmienionego Nadtybrza. W szare, jednostajne, a wysoko sterczące głazy ujęto łożysko rzeki, która w ich obramowaniu znikła niemal zupełnie. Targować się o to trudno. Stale powtarzające się wylewy wymagały zapory, i nadbrzeżni mieszkańcy dobrze na tym wyjdą. Ale przybysz nie zdoła stłumić tęsknoty za dawnym rozległym widokiem z »mętnym Tybrem«, wijącym się w malowniczych skrętach przez miasto. Kamienne kleszcze, zwężające koryto rzeki, zamykają i dalsze poza nią widoki, a ponad ten wał sterczy tylko niekształtna budowa nowego pałacu sprawiedliwości, otoczona rozrastającym się dokoła banalnym miastem. Minęliśmy te nieudane nowotwory najnowszego Rzymu, i nagle wielki, dawny Rzym do nas przemówił: na skręcie ukazała się ponura masa Zamku św. Anioła. 

A chyba mało który z pomników rzymskich wymowniejszymi przemawia słowy. Zbudowany wśród ogrodów Domicji na miejsce wiecznego spokoju dla prochów wędrownego cesarza, miał się z kolei ten Hadrianowy grobowiec stać widownią wszystkich prawie niepokojów średniowiecznego Rzymu, tak, że każda jego szczerba, to jakiś znaczony dziejami dies nefastus miasta. Wieść niesie, że już w początku V stulecia pierwszy od wieków Rzymu zdobywca, Alaryk, uderzył na te mury i że żołnierze jego splądrowali groby. Od tego czasu połączony portykiem z kościołem św. Piotra, stał się ten grobowiec ważnym strategicznym punktem, twierdzą obronną, strzegącą przejścia przez Pons Aelius na lewy brzeg Tybru. Ale twierdzę tę zdobiły jeszcze cudne marmurowe rzeźby, arcydzieła greckiej i rzymskiej sztuki, którymi Hadrian mauzoleum swoje wyposażył. Cała prawie ta strojna powłoka miała zniknąć w pierwszej połowie VI w., w czasie napadu Witigesa na Rzym. Gotowie, oblegający twierdzę, już drabiny przystawiali do murów i już mieli wtargnąć do wnętrza, kiedy nagle runął na nich z góry deszcz marmurowy: załoga cesarska w rozpaczliwej obronie jęła druzgotać posągi i odłamami ich ciskać na oblegających. Szturm został odparty, ale nad pobojowiskiem, na którym wśród tysięcy poległych Gotów bielały krwią zbryzgane szczątki bogów i herosów starożytności, sterczał pod koniec tego w dziejach Rzymu pamiętnego dnia ogołocony ze swych ozdób i sposępniały już na wieki grobowiec cesarski. 

Wkrótce zatarła się też nazwa moles i przyjęła inna, castellum, a kiedy Grzegorz Wielki wśród błagalnej procesji całego Rzymu w czasie morowej zarazy ujrzał nad tym grobem unoszącego się w powietrzu Anioła, który na znak zmiłowania Bożego miecz chował do pochwy, znikło na pamiątkę tego cudu i imię cesarza-założyciela, i grobowiec Hadriana stał się Zamkiem św. Anioła. Na wpół forteczny, na wpół więzienny, miał on być i nadal to schroniskiem uciemiężonych, to warunkiem władzy samozwańczych panów Rzymu, to wreszcie miejscem stracenia jednych albo drugich. Wiek X znaczy się w nim kobiecymi rządami Marocji, która umocowawszy się w jego warownych murach, każe się zwać senatrix et patricia, panuje nad zniewieściałym Rzymem, wtrąca papieża Jana X do więzienia, na jego miejsce pod imieniem Jana XI własnego wynosi syna, aż za sprawą drugiego syna, Alberyka, wypędzona z twierdzy i wyzuta z władzy, kończy burzliwy żywot w klasztorze. Nie dobiega zaś jeszcze to stulecie kresu, a już inne, czarniejsze dramaty w tych samych rozgrywają się murach. Naprzód Bonifacy VII Francone, papież-samozwanicc, łupieżca kościołów rzymskich i skarbu św. Piotra, który do Konstantynopola uwiózł, więzi w Zamku św. Anioła dwóch z rzędu papieży, Benedykta VI i Jana XIV, z których pierwszy uduszony, drugi głodem umorzony kończy; potem, po kilku zaledwie latach, broni się tamże przed wojskami Ottona III Krescencjusz, jeden z tych ambitnych marzycieli średniowiecznego Rzymu, postać odradzająca się z kolei to pod nazwiskiem Rienzego w XIV-tym, to Stefana Porcaro w XV wieku, nieudany wskrzesiciel dawnej rzeczypospolitej rzymskiej, stracony na koniec za tę myśl spóźnioną na szczycie Zamku, który odtąd lud przez długie lata jeszcze »wieżą Krescencjusza« nazywał. 

Następuje epoka cesarzy salickiego domu, czasy wielkich zapasów państwa z Kościołem, a w nich znów Zamek św. Anioła ważną odgrywa rolę: w jego obronne mury chroni się wielki Hildebrand, kiedy cesarz Henryk IV, zająwszy Rzym, zdobywszy szturmem Kapitol i Septizonium, przez antipapę Klemensa III u św. Piotra koronować się kazał. Grzegorza VII uwolnił z Zamku przybyły na odsiecz dzielny Robert Guiscard, ale z tą odsieczą łączy się wspomnienie jednej z najstraszniejszych klęsk, jakie Rzym średniowieczny dotknęły: saraceńskie hordy Guiscarda złupiły i podpaliły miasto, które od Colosseum i Forum aż do Lateranu spłonęło doszczętnie, tak, że cała południowa część Rzymu, naówczas najbardziej ludna, na długie wieki w tych dniach rozboju zamarła; Awentyn zamienił się w pustynię, Pole Marsowe w rumowisko, dalej, po Lateran, zostały tylko zgliszcza. 

W wieku XII wzrastająca potęga baronów rzymskich zostawia swoje ślady w dziejach Zamku, którego forteczne znaczenie wzmaga się jeszcze wśród ciągłych starć i zatargów powaśnionych z sobą dumnych rodzin. I tak w r. 1133 po raz pierwszy koronacja cesarska Lotara przez papieża Innocentego II odbywa się pod osłoną rozsiadłych na gruzach starego miasta Frangipanich nie u św. Piotra, lecz w Lateranie, bo dzielnicą Leonińską zawładnął oparty na potędze Pierleonich i broniący się w twierdzy św. Anioła antipapa z ich rodu, Anaklet. W kilkanaście lat później wychodzi zaś z więzień zamkowych, idąc na stos wzniesiony na dzisiejszej Piazza del Popolo, wydany w ręce sprawiedliwości przez Barbarossę, a przedtem długo opieką senatorów rzymskich i potężnego rodu Contich osłaniany, zawzięty wróg papiestwa, Arnold z Brescii. Rozwielmożnienie się Colonnów. Orsinich, Savellich, Contich, Frangipanich, szło w parze z zanikiem pamiątek starego Rzymu. Świątynie, cyrki, grobowce, nawet łuki triumfalne, zamieniane przez nich w fortece, za każdym ich pogromem niszczono, nieraz równano z ziemią - i tak padały jedne po drugich pomniki dawnego miasta. Wielką ich zagładą były mianowicie krótkie ale pamiętne w połowie XIII w. rządy Brancaleona de Casalecchio, którego lud rzymski z Bolonii wezwał, senatorem obrał, i który poskromienie rozbójniczych możnowładców z nieubłaganą przeprowadził surowością. Ocalał w czasie tej zawieruchy Zamek św. Anioła, ale nie miał ocaleć w dotychczasowych swoich kształtach w epoce groźniejszych burz XIV stulecia. 

Na pierwszą połowę tego najsmutniejszego w dziejach papiestwa wieku przypada sieroctwo Rzymu po przeniesieniu Stolicy Apostolskiej do Awinionu, czasy głębokiego upadku Wiecznego Miasta, kiedy »bydło pasło się u św. Piotra i w Lateranie aż po wielki ołtarz«, do św. Pawła »pasterze z Kampanii trzody swe zapędzali na nocleg«, a marmury z Colosseum i świątyń okolicznych wyłamywano, aby je palić na wapno. I dziwnym trafem właśnie w tym czasie tak srogiej starożytnych pamiątek zagłady, pojawia się jeden z ich najwcześniejszych miłośników, niepozbawiony zrazu pewnej świetności marzyciel, potem upojony własną wielkością szaleniec, a którego imię i losy znów z Zamkiem św. Anioła się łączą. W nim bowiem chronił się Rienzi, kiedy w roku 1347, opuszczony po raz pierwszy przez lud, zstępował z szczupłą już garstką stronników ze schodów Kapitolu i szedł w upadku jeszcze dumny, więc przybrany w szkarłat i wśród dźwięku srebrnych trąb procesjonalnie przez miasto do twierdzy, w której się zamknął przed czyhającymi na niego w Kampanii baronami rzymskimi. Po trzydziestu latach zaś znów się te same bramy na ratunek innych zbiegów otwarły: działo się to w czasie najdramatyczniejszego conclave, jakie chyba historia papieska pamięta, kiedy w siedemdziesiąt pięć lat od awiniońskiego wygnania kardynałowie po raz pierwszy znowu w Rzymie do obioru stanęli. Lud wtargnął do pałaców watykańskich, z żądaniem, aby elektem był Rzymianin, a strwożeni kardynałowie, posadziwszy na tronie przybranego naprędce w szaty pontyfikalne zgrzybiałego kardynała Tibaldeschi, pierzchnęli sami do Zamku św. Anioła. Przez cały dzień szalał zbuntowany motłoch w Watykanie, hołdując przerażonemu i broniącemu się napróżno starcowi, aż dopiero nazajutrz, wybrany już przedtem Włoch, lecz nie Rzymianin, Urban VI, porządek przywrócił i władzę objąć zdołał.

Zdzisław Morawski

SACCO DI ROMA

złupienie Rzymu w 1527 roku

Armoryka

Sandomierz


Spis treści

Strona tytułowa

 

I. Dramaty Zamku św. Anioła

II. Zmrok Odrodzenia

III. Młodość Giulia de Medici

IV. Pompeo Colonna

V. Conclave z r. 1523

VI. Zawikłania polityczne

VII. Włochy w r. 1525

VIII. Margrabia di Pescara

IX. Wrogowie Medyceusza

X. W przededniu burzy

XI. Sacra ruina

XII. Papież i Cesarz

XIII. Odrodzenie duszy