PUTTER Opowiadanie "Żonkile" - Aman Payor

PUTTER Opowiadanie "Żonkile"

0,0

Putter to rodzaj kija golfowego używanego do precyzyjnych uderzeń piłeczki znajdującej się bardzo blisko dołka. Szybkie sfinalizowanie jakiejś relacji międzyludzkiej często opisuje się jako "krótką piłkę", a gdy relacja ta dotyczy spraw łóżkowych, mówi się o "zaliczeniu dołka". Określenie "putter" w znaczeniu metaforycznym można zatem odnieść do sytuacji, w której "zaliczenie dołka" to kwestia "krótkiej piłki". Bohaterowie opowiadania Żonkile rozgrywają jednak swoje sprawy łóżkowe tak, że w konsekwencji stają przed koniecznością wyboru: albo "krótka piłka", albo "zaliczenie dołka".

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Aman Payor Putter

© Aman Payor 2013

© Wydawnictwo TRANSEXPRESS

Toruń 2013

ISBN 978-83-64478-02-4

KOREKTA

Alicja Maślak (eKorekta24.pl)

Łukasz Mackiewcz (eKorekta24.pl)

SKŁAD I KONWERSJA

Alfa Skład Łukasz Bieszke

PROJEKT OKŁADKI I STRONY TYTUŁOWEJ

Aman Payor

OPRACOWANIE GRAFICZNE OKŁADKI I STRONY TYTUŁOWEJ

Art Delarte (artdelarte.pl)

WYDAWCA

Wydawnictwo TRANSEXPRESS

www.transex-press.pl

ŻONKILE

– Zapach żonkili kojarzy ci się z jednym. Z upiornym zmęczeniem. Trzy lata z rzędu jeździłeś do Anglii na zbiory tych cholernych kwiatków. Każdy, kto choć raz był na takich waksach, bez znaczenia, czy to były tulipany w Holandii, czy oliwki we Włoszech, wie, o czym mówisz. Trzy razy po dwa miesiące wycięte z życiorysu. Owszem, dobrze ulokowałeś zarobioną forsę, więc stać cię było po trzech latach na wyjazd do Francji i opłacenie czesnego za roczny kurs fryzjerstwa artystycznego w najmodniejszym atelier w Paryżu. Dzięki temu jesteś teraz tym, kim jesteś – wziętym fryzjerem modowym. Ale jakim kosztem! Nigdy nie zapomnisz rozczarowania twojej ówczesnej dziewczyny Jolki tym, że po pierwszym powrocie nie miałeś ochoty na seks. Ze zmęczenia po dwóch miesiącach harówki na plantacji tych żółtych narcyzów nie byłeś w stanie wydobyć z siebie zdania złożonego, nie mówiąc już o zdobyciu się na coś więcej. Mógłbyś o tym nie pamiętać, gdyby nie ten zapach… Tęskniłeś za Jolką jak wariat. Pragnąłeś jej. Niestety, twoje wymordowane ciało nie chciało tego okazać… Poznaliście się na początku studiów. Sporo wysiłku włożyłeś w umówienie się z nią na randkę. Była atrakcyjna i bardzo się ceniła, ale kiedy w końcu zgodziła się na spotkanie, po godzinie wylądowaliście w łóżku. Od tego czasu byliście nierozłączni. Po zrobieniu licencjatu zamieszkaliście razem. To było najcudowniejsze pół roku w twoim życiu. Ciągnęliście studia, żeby zrobić magisterkę, a popołudniami zasuwaliście, żeby zarobić na czynsz i jedzenie. Ona dawała korki, a ty pracowałeś w salonie fryzjerskim w centrum handlowym na Woli. Kochaliście się jednak – i to było najważniejsze. Kochaliście się naprawdę często, aż do twojego pierwszego powrotu z tej żonkilowej „kolonii karnej”… Okres pączkowania tych cholernych kwiatków trwa dwa miesiące, styczeń–luty, i w tym czasie muszą być cięte. Nie ma zmiłuj. Dwanaście godzin w polu przez sześćdziesiąt dni wytrzyma tylko ten, kto ma silną motywację. Ty ją miałeś! Chciałeś robić fryzury na pokazach mody. To było twoje marzenie. Chciałeś robić to z Jolką. Ale nie wyszło… Ona uznała, że skoro po dwóch miesiącach bez seksu z nią nie masz ochoty robić tego z nią, to po prostu robiłeś to z kimś innym… Nie dała sobie wytłumaczyć, że nie ma takiego mięśnia, który by cię nie bolał ze zmęczenia… To była idiotyczna kłótnia… Usnąłeś w kuchni przy stole w pół słowa… Kiedy się obudziłeś, Jolki nie było. Zostawiła cię samego z umową najmu waszej kawalerki. Tego najbardziej nie mogłeś przeboleć. Sam nie potrzebowałbyś kawalerki. Wynajęliście ją w październiku, na rok, a tu się okazało, że od marca będziesz bulił rachunki sam. Wściekłeś się. Nigdy więcej nie rozmawiałeś z Jolką. Wziąłeś urlop dziekański, żeby się z nią nie widywać na uniwerku, i rzuciłeś pracę w centrum handlowym. Postanowiłeś zarobione pieniądze zainwestować w siebie. Wystartowałeś w konkursie „Młody Talent” w Düsseldorfie. Po Düsseldorfie dostałeś zaproszenie do Drezna, a potem następne. To ostatecznie skłoniło cię do przeprowadzki do Wrocławia. Stamtąd jest bliżej do Niemiec niż z Warszawy. Z przeniesieniem się na studiach też nie było problemu. Germanistyka wszędzie jest taka sama. Po kolejnym powrocie z żonkilowych żniw nikt na ciebie nie czekał. Mała strata. Dopiero bowiem po półtora roku od katastrofy z Jolką zdecydowałeś się umówić z dziewczyną na poważną randkę. Dlaczego? To proste: strategia spania z przypadkowymi panienkami poznanymi na pokazach lub na lotniskach przestała cię kręcić. Ponieważ już po drugim powrocie z żonkilowej katorgi wiedziałeś na sto procent, że w łóżku będziesz beznadziejny przynajmniej przez tydzień, po trzecim powrocie postanowiłeś to zmienić. Dobrze, że wcześniej wypróbowałeś, jak to jest być prawdziwym facetem po tabletkach, bo okazało się, że masz alergię na niebieski pigment! Cha, cha, cha. Lekarz musiał przepisać ci zastrzyki. Ale Milena warta była robienia sobie zastrzyków w fiuta. Po dwóch miesiącach żonkilowego tyrania wypadłeś w roli samca na tyle wiarygodnie, że jesteście razem już ponad cztery lata… Poza tym przetrwaliście. I twoją magisterkę, i twój roczny pobyt we Francji. To coś znaczy. Podczas studiów w Paryżu widywaliście się przez jeden weekend w miesiącu. Nie wychodziliście wtedy z łóżka. Oczywiście nie potrzebowałeś się szprycować… Milena też strzyże. Prowadzicie razem salon fryzjerski w najlepszej galerii handlowej we Wrocławiu. Milena trzyma wszystko żelazną ręką, dlatego dwa razy do roku możesz sobie pozwolić na udział w Tygodniu Mody. Każdy, kto prowadzi własny biznes, wie, że możliwość zostawienia firmy na siedem dni i zastanie wszystkiego po powrocie w dobrym stanie graniczy z cudem. Dlatego właśnie doceniasz wyczucie Mileny w kwestii zatrudnianych w salonie osób. Żonkile stanowiły dobrą zaprawę przed szaleństwem, jakim jest Tydzień Mody na pokazach jesień–zima i wiosna–lato w Paryżu. Milena jeździ z tobą. Powiedzmy sobie szczerze: bez jej zmysłu organizacyjnego nie dałbyś rady. Ty nawiązujesz kontakty, a ona je podtrzymuje, umawia terminy, pilnuje grafiku. Jak Milenie udaje się w siedem dni bezkolizyjnie zmieścić piętnaście pokazów plus konsultacje przed pokazami, pozostaje dla ciebie zagadką. Faktem jednak jest, że zaczynasz o szóstej, bo pierwszy pokaz jest zwykle o dziewiątej, i kończysz o dwudziestej pierwszej, bo ostatni pokaz zazwyczaj zaczyna się o dwudziestej. A między pokazami, które przygotowujesz, i spotkaniami z projektantami w celu uzgodnienia szczegółów, biegacie z Mileną podglądać konkurentów z branży. Seks w takim tygodniu? Nie wymyślono jeszcze na to lekarstwa! No właśnie. Nie wymyślono. I ty byś nawet nie pomyślał o seksie, gdyby scenografii do dzisiejszego pokazu w atelier monsieur Emanuela Neige’a nie stanowiły żonkile. Jean-Pierre, dyrektor kreatywny domu mody pana Neige’a, wpadł na pomysł, by skontrastować surowość pokazu przepychem kwiatów. Dlaczego wybór padł na żonkile? Nie masz pojęcia, choć musisz przyznać, że wybrane dwie odmiany, Stratosphre i Trevithian, to był strzał w dziesiątkę. Bez udziwnień, bez genetycznych hybryd, bez przesady. Ta powściągliwość w nawet najbardziej ekscentrycznych pomysłach stanowiła nić porozumienia między Jean-Pierre’em a tobą. Poznaliście się w Hanowerze. Pięć lat temu. On był wtedy trendsetterem w dużej firmie odzieżowej… Zauważyłeś, że to odmiany Stratosphre i Trevithian? Cha, cha, cha. Spostrzegawczy jesteś! Na plantacji zbiera się tylko łodyżki z pąkami. Stąd ten pośpiech. Tylko ukształtowane, ale jeszcze zamknięte pąki przetrzymają pobyt w chłodni i transport do najdalszych zakątków świata. Wiesz, jak wyglądają kwiaty prawie wszystkich odmian, bo zawsze trafi się jakiś okaz, który jeszcze wieczorem jest zbyt mały, by go ścinać, a następnego dnia już się otworzył i nie nadaje się do dalszych procedur. Kierownik zmiany pozwalał zabierać „na kwaterę” takie okazy, bo to rzadkość, poza tym straty ilościowe są wkalkulowane w cenę żonkila na giełdzie. Prawdę mówiąc, już podczas drugiego pobytu na plantacji nauczyłeś się rozpoznawać takie pąki na pierwszy rzut oka. Miały w sobie coś z ciszy przed burzą… Tego nie można wytłumaczyć, to trzeba zobaczyć. Masz oko do takich detali… Na przykład wczoraj, podczas narady do dzisiejszego żonkilowego pokazu. Jeszcze nie wiedziałeś o żonkilach, a mimo to już na dzień dobry zauważyłeś, że między panem Neige’em a Jean-Pierre’em coś nie gra. Byli zbyt uprzejmi dla siebie. Wybuch nastąpił, gdy doszło do ustalania kolejności, w jakiej będą wychodzić modelki. Przezornie stałeś tuż za kulisami i w porę schroniłeś się w zwoju tafty. Nie ma nic gorszego, niż znaleźć się na linii ognia między szefem, który jest jednocześnie właścicielem i głównym krawcem, a jego dyrektorem kreatywnym. Ale w tym napięciu między nimi było jeszcze coś. Zrozumiałeś co, kiedy oni poszli na zaplecze uzgadniać wspólne stanowisko. Nie mogłeś ujawnić swojej kryjówki, więc wszystko widziałeś. Pan Neige bez żadnych ceregieli podszedł do Jean-Pierra, przeprosił za wybuch, oparł go o ścianę i zaczął całować. Nie było w tym nic dziwnego, bo o tym, że od samego początku zawodowej współpracy byli też parą w łóżku, wiedzieli wszyscy. Zresztą oni wcale tego nie ukrywali. Nie zdziwiło cię też to, że inicjatorem zgody oraz przypieczętowania jej pocałunkiem był monsieur Emanuel Neige. Jego charakter poznałeś na własnej skórze. Jean-Pierre polecił cię swemu partnerowi w najlepszych intencjach, jako najlepszego fryzjera „haute couture”, jakiego można sobie wymarzyć za „rozsądne” pieniądze. Ten jednak nie uwierzył w te referencje. Wiesz o tym od samego pana Neige’a. Argument dotyczący niewysokości twojego honorarium rozśmieszył go bowiem niebywale. „Dobry i niedrogi? A do tego skończył L’école de Coiffure Artistique,