Przyszłość Violet i Luke’a - Jessica Sorensen

Przyszłość Violet i Luke’a

0,0

Przeznaczenie znów krzyżuje drogi Violet i Luke’a, a piętno przeszłości wciąż nie daje o sobie zapomnieć

Luke Price i Violet Hayes nie widywali się przez kilka miesięcy, odkąd odkryli powiązanie matki Luke'a z morderstwem rodziców Violet. Ale gdy Luke wpada w kłopoty, grając w pokera z niewłaściwymi ludźmi, los postanawia połączyć ich na nowo. Ruszają do Vegas, by spróbować zarobić na dług Luke'a. Violet, spędzając czas z Lukiem, czuje się rozdarta. Nie wie, czy powinna z nim być. Nie może zaprzeczyć, że jej życie staje się lepsze, gdy w pobliżu jest Luke. Zaczyna się zastanawiać, czy powrót do Prestona nie był błędem. Wszystko zaczyna iść ku lepszemu, a ona otwiera się coraz bardziej przed Lukiem, lecz nagle odbiera telefon od detektywa, który nie tylko chce jej przekazać najnowsze wiadomości o Mirze Price i postępach w śledztwie, ale także powiadomić o tym, co się kryje za groźbami w SMS-ach. Wiadomość nie tylko wstrząsa nią, ale też daje do myślenia, jakimi ludźmi w rzeczywistości byli jej rodzice. Violet zaczyna się zastanawiać, czy będzie w stanie jeszcze komukolwiek zaufać.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Prolog

Luke

Kto by pomyślał, że jedna pieprzona rozmowa telefoniczna może okazać się taka skomplikowana. Przecież to powinno być dla mnie jak bułka z masłem. Czekałem na coś takiego przez te wszystkie lata wypełnione nienawiścią do matki. W końcu mógłbym się jakoś zemścić za ten czas nasycony cierpieniami, wstrzykiwaniem narkotyków, tak uwielbianymi przez nią pieprzonymi gierkami umysłowymi i całym syfem zwanym: moje dzieciństwo. Aż do dziś nie udało mi się w pełni zaakceptować ani przyznać do tego, co mi zrobiła. Teraz powinna nadejść chwila, w której wszystko za sobą zostawię. Ruszę ku przyszłości. Zacznę od nowa. Ale ja czuję się winny, jakbym był dzieckiem, które robi coś złego.

Niedobrze mi.

Jestem taki pokręcony.

Wiem, że to przez nią. Wychodzi na jaw wszystko, co zasiała w moim umyśle. Rzeczy, które mi wmawiała, kiedy byłem dzieckiem, bym trzymał buzię na kłódkę. Wstyd. Zażenowanie. Czuję to nie dlatego, że jest moją matką. Tkwią we mnie, bo stałem się tym, kim teraz jestem.

— Lukey, zawsze musisz mnie słuchać — mawiała. — Wiem, co jest dla ciebie najlepsze. Nikt tego nie wie lepiej niż ja. Musisz zawsze mnie słuchać, inaczej nie przetrwasz. Nie możesz nikomu mówić o tym, co robimy w domu. Nikogo nie powinno to obchodzić. — Milkła wtedy i klepała mnie po głowie, jakbym był jej psem. — Poza tym gdyby ludzie dowiedzieli się o tym, co tu robiłeś, sam wpadłbyś w kłopoty.

Gdy powiedziała mi to po raz pierwszy, miałem osiem lat. Już wtedy wiedziałem, że coś tu nie gra. Rzeczy, do których mnie zmuszała… sposób, w jaki tuliła mnie godzinami, mamrocząc wysokim głosem niezborne słowa piosenek. To, jak głaskała mnie po głowie i całowała w policzek, błagając, bym znów zrobił jej zastrzyk. Co za zło. Wszystko wydawało mi się niewłaściwe i obrzydliwe. Ale im częściej powtarzała, że to moja wina, tym bardziej wydawało mi się, że to prawda. Czy mogło być inaczej? W końcu to moja matka. Matki nie okłamują swoich dzieci.

Słuchałem jej. Dni mijały, a ja trzymałem gębę na kłódkę. Czasem próbowałem uciekać z domu, bo już nie mogłem tego znieść. Ale ona zawsze mnie znajdowała. Zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem starać się przetrwać na przekór jej. W końcu udało mi się znaleźć sposób, by sobie z tym poradzić. Picie i seks pomogły mi zapomnieć o wszystkim i odzyskać kontrolę, której tak bardzo brakowało mi w życiu.

Otrząsam się ze wspomnień i wzdycham, ściskając telefon w dłoni. Tak, wiem, że moja matka to wariatka, zrujnowała moje dzieciństwo i pomieszała mi w głowie. Powinno mi łatwiej przyjść doniesienie na nią na policję. Złoszczę się, bo to tak nie wygląda.

A potem wyobrażam sobie Violet. Jej piękne zielone oczy, pełne wargi, długie falujące czarno-czerwone włosy, seksowne wytatuowane ciało, diamentowy ćwiek w nosie, a także smutek i cierpienie w jej oczach, gdy po raz ostatni trzymałem ją w ramionach. To mi pomaga wybrać numer posterunku policji.

— Dzień dobry, wydział policji hrabstwa Albany — odbiera recepcjonistka. Przez chwilę się waham, więc dodaje: — Halo, jest tam ktoś?

Odchrząkuję raz po raz, by nabrać sił i przezwyciężyć zdenerwowanie, bo pamiętam, co mnie spotkało, kiedy byłem młodszy.

— Tak, chciałbym przekazać informacje związane z morderstwem Hayesów. — Gdy te słowa padły już z moich ust, czuję się dwadzieścia razy lepiej, a poczucie winy maleje. Chciałbym, by mój czyn mógł wymazać przeszłość, ale nic nie jest w stanie tego dokonać. Nic nie wróci mi Violet. Stało się, a ja nie potrafię tego zmienić.

Violet

Życie. Nienawidzę go. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I losu. Niech idzie w diabły. Nienawidzę losu.

Kiedy jego bezduszne ręce mnie obmacują, aż kulę się w środku. Żałuję, że kiedykolwiek spotkałam się z tym łajdakiem — losem. Może nigdy nie poznałabym smaku innej strony życia, tej lepszej. Wtedy może to nie byłoby takie trudne.

Chociaż tak bardzo panikuję w środku, na zewnątrz pozostaję spokojną, opanowaną Violet, która na pstryknięcie palcami może przywołać uśmiech. Potrafi oczarować każdego. Nawet gdy nadchodzi ból, a nogi uderzają o krawędź łóżka, kiedy on mnie zmusza, bym uklękła, ledwo się wzdrygam. Na zewnątrz jestem martwa, zimna jak głaz, a w środku serce galopuje z taką prędkością, że aż mnie oszałamia. Wszystko dzieje się tak szybko i jest tak zamazane, że nie umiem określić swoich emocji. To dobrze. Nie potrafię stwierdzić, co czuję, dzięki czemu ta chwila staje się do zniesienia, mniej boles­na i upokarzająca.

Kiedy jego ręce wędrują po moim ciele, wciąż słyszę szepty: „jesteś winna spieprzenia wszystkiego, to jest twoja cena, masz tylko mnie”. Krok po kroku zabijają moją duszę. Czując, jak pcha moją głowę w dół, żałuję, że nie ma przycisku pauzy, dzięki któremu mogłabym zatrzymać czas, opuścić to miejsce i wymazać to, co się za chwilę stanie.

Tak, w moim życiu jest cholernie dużo chwil, które chciałabym naprawić. Ten czas, gdy nie uczyłam się do testu z matematyki, bo Preston chciał, bym po raz pierwszy dla niego handlowała. Moment, kiedy zeszłam nocą do piwnicy i moi rodzice zostali zamordowani, a ja przeżyłam. Noc, gdy uciekłam od Luke’a. Ta szczególnie.

Wszystkie te chwile miały konsekwencje. Niektóre z nich okazały się bardziej surowe od innych. Niestety, boleśnie rozumiem, że powtórki zdarzeń nie istnieją, przynajmniej takie, w których wymazuje się przeszłość i zaczyna od nowa. I w większości przypadków nie rozmyślam zbyt wiele nad naprawieniem przeszłości, oprócz śmierci moich rodziców. Obwiniam los za ten festiwal syfu zwany moim życiem.

Mijają dwa miesiące, odkąd zostawiłam Luke’a i mieszkanie, które mogłam nazwać domem bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce w moim życiu. I chociaż wciąż robi mi się niedobrze na myśl o tym, jak nasza przeszłość splotła się ze sobą na długo, zanim się spotkaliśmy, w głębi serca żałuję, że nie postąpiłam w paru kwestiach inaczej. Mijają dwa miesiące totalnego piekła — wypełnione wyszeptywanymi groźbami i bezdusznymi dłońmi — w których zgubiłam ślad Violet Hayes w wersji przywołanej przez Luke’a Price’a. Ona umarła w sekundzie, gdy wybrała powrót do domu Prestona, bo była obolała i nie umiała pomyśleć o żadnym innym miejscu, do którego mogłaby pójść. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek ożyje.

Tym razem to, co mnie spotyka, nie jest winą losu, tylko mojej dumy, zranionego serca i wyboru, który doprowadził do niezliczonych innych złych wyborów. Żadnego z nich nie można już wymazać.

Nic ich nie wymaże.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Rozdział pierwszy

Violet

Za chwilę stracę przytomność. Omdlewam i wracam do świadomości, a dwa miesiące złych decyzji ciążą mi i wpychają w głąb wody. Zanurzam całe ciało, a płuca zaraz eksplodują, ale nie wynurzam się, by zaczerpnąć powietrza. Z łatwością akceptuję brak życia we mnie i pozwalam sobie pozostać w tym stanie, aż poczuję się lekka, jakbym nic nie ważyła. Sekundę lub dwie dłużej. Tyle potrzebuję. Mogę to zrobić. Poczuję ukojenie jeszcze przez jedną chwilę, zanim będę zmuszona wrócić do bolesnej rzeczywistości mojego życia i tego, kim jestem.

Jeszcze tylko jedna sekunda.

Wstrzymaj oddech.

Zatrzymaj go w płucach.

Zamknij ból.

Zagłusz go.

Nie myśl.

Oddychaj.

Nie żyj.

Czasem się zastanawiam, co by było, gdybym posunęła się o krok za daleko. Została pod wodą o jeden oddech za długo. Przysunęła się o krok za blisko krawędzi. Poprowadziła samochód ulicą nieco za szybko. Śmierć. Czyby zabolała? Czy byłaby może nieważka? Oswobadzająca? Czy na samym końcu okazałaby się lepsza niż życie? Czy ja ostatecznie, pod sam koniec, znów będę mogła swobodnie oddychać? Dowiem się tego, jeśli tylko przez to przejdę — spadnę z tej krawędzi. Pojadę zbyt szybko. Opadnę na dno i nie wypłynę, by zaczerpnąć powietrza. Jest tak blisko, by się tego dowiedzieć, ale nie przygotowałam się jeszcze na ostateczne rozstrzygnięcie mojego losu.

Chwytam więc za krawędź wanny i wychodzę z wody, łapiąc powietrze w płuca. Jestem wdzięczna, że mnie bolą. Siadam, wpół zanurzona w wodzie. Biorę oddech i wypuszczam powietrze. Krew pulsuje w żyłach i miesza się z adrenaliną. Nadal nie czuję emocji. Skupiam się na zaczerpnięciu kolejnego oddechu. Ale im dłużej oddycham, tym jest mi łatwiej, a mój umysł budzi się do życia. Pojawiają się uczucia i myśli o śmierci moich rodziców, które ranią moje serce. Wspomnienia, jak zostali zamordowani. A także coś, co doprowadza mnie do ostateczności za każdym razem, kiedy o tym pomyślę. Każdej minuty. Każdej sekundy. Każdego cholernego dnia — to mnie dobija.

Luke Price. Jedyny facet — jedyna osoba, przed którą się otworzyłam. Tylko z nim czułam się bezpieczna. A teraz wszystko znikło. On odszedł. Zabrano mi go — ukradziono — przez chore, pokręcone poczucie humoru losu. Najpierw przeznaczenie sprawiło, że spotkaliśmy się po raz pierwszy, a potem pozwoliło nam odkryć, że jesteśmy ze sobą złączeni od dawna, jeszcze zanim na siebie natrafiliśmy. Odkryłam, że jego matka była jedną z osób odpowiedzialnych za morderstwo moich rodziców. To wystarczyło, byśmy nie mieli przyszłości. Chociaż los dał nam poczucie, że byliśmy sobie przeznaczeni już od chwili, gdy wyskoczyłam przez okno i kopnęłam go w twarz.

Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak źle jak teraz. Zanim zjawił się Luke, nie wiedziałam, jak to jest mieć kogoś, kto o mnie dba. Nie rozumiałam, jak to jest dbać o inną osobę. Teraz bardzo szybko sobie uświadomiłam, jak trudno wyłączyć emocje, gdy wiem, jakie są cudowne.

Ale staram się ciągnąć dalej swój wózek. Nawet jeśli robię to tylko po to, by doprowadzić swoje sprawy do końca i zobaczyć, że wreszcie ktoś zapłacił za śmierć moich rodziców. To może jednak okazać się niemożliwe, skoro jest w to zamieszana inna osoba — wciąż nieznana. Ta nieświadomość jest jak zadra, ale jednocześnie czuję wstręt, wiedząc, kto jest jednym ze sprawców. Zwłaszcza że sprawiedliwości nie stało się zadość. Czuję nienawiść, bo to zniszczyło moją pogoń za szczęściem. Pogardzam sobą za takie myśli. Jakie to samolubne. Moi rodzice nie żyją, a ja powinnam myśleć tylko o tym, aby wygrała sprawiedliwość. Wciąż jednak nie mogę zapomnieć, jak się czułam dzięki Luke’owi — zadowolona i szczęśliwa. Nie pamiętałam takich odczuć, odkąd skończyłam pięć lat. Chcę to odzyskać — prawie tak mocno, jak pragnę sprawiedliwości dla moich rodziców. Wydaje mi się to złe. Czuję, jakby rodzice mieli mnie znienawidzić, gdyby wciąż żyli. Może już mnie nienawidzą, spoczywając w grobach, których jeszcze nie odwiedziłam, bo nie potrafię się do tego zmusić.

— Violet, co ty tam, do diabła, robisz? — Preston, mój ojciec zastępczy, który został wyznaczony na czas od piętnastego do osiemnastego roku życia i osiągnięcia przeze mnie dorosłości, wali do drzwi. Jest starszy ode mnie o osiem lat, ale nie ma nic przeciwko różnicy wieku i cały czas robi z niej użytek. Kiedyś nie był mną tak zainteresowany, przynajmniej nie do tego stopnia. Ale opuściła go żona i teraz nie widzi niczego poza mną. Na sam dźwięk jego głosu robi mi się niedobrze, bo przypominam sobie, co się działo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, odkąd tutaj zamieszkałam. Czynsz nie jest darmowy, a Preston nie przyjmuje pieniędzy. Handluję więc, żeby dostał, czego chce, a potem płacę ciałem za wszelkie popełniane dotąd błędy.

Nienawidzę siebie za to, że rozpacz dobiła mnie na tyle, bym pozwoliła na takie rzeczy.

— Biorę kąpiel — odpowiadam, przeciągając rękoma po mokrych włosach. Opieram tył głowy o krawędź wanny. W gardle palą mnie wzbierające wymioty.

— Cóż, jeśli szybko stamtąd nie wyjdziesz, otworzę zamek, wejdę i zrobię coś, żebyś ją skończyła — mówi przez drzwi z rozbawieniem. I pożądaniem. Żądzą. Potrzebą.

Nienawidzę go.

Potrzebuję go.

Chciałabym być gdzie indziej.

— Zaraz wychodzę — odkrzykuję, obserwując krople, które kapią z kranu i wywołują fale na wodzie. Kładę stopę na krawędzi wanny i patrzę na żółknące siniaki, które pokrywają goleń aż po udo. Ale kiedy pojawiają się obrazy tego, skąd pochodzą, potrząsam głową i przywdziewam swoją zbroję. Nie będę o nich myśleć. Muszę przetrwać bez względu na wszystko, tak jak robiłam przez większość swojego życia, w domach zastępczych i poza nimi. W końcu spotykały mnie już gorsze rzeczy.

— Powinnaś ubrać się tutaj. — Na dźwięk tego głosu siniaki na moim ciele odzywają się ze zdwojoną siłą. — To może być kolejna spłata za tę działkę, którą straciłaś zeszłego tygodnia.

Aż się kulę na samo wspomnienie. Zeszłego tygodnia paskudnie dałam ciała. Byłam zdekoncentrowana, bo uświadomiłam sobie, że za parę dni rozpocznie się semestr i będę się widywać z Lukiem na korytarzach i pewnie w salach lekcyjnych. W efekcie dałam jakiemuś gościowi działkę, nie biorąc od niego pieniędzy. Tymczasem on poszedł sobie bez płacenia. Zrobił mnie na cacy.

— Sądziłam, że za to będę za ciebie sprzedawać w sobotę i niedzielę. — Nawet nie wspominam o tym, że już się odwdzięczyłam. Boję się, że zwymiotuję, jeśli powiem to na głos. Zapadam się głębiej pod taflę i wpatruję w sufit. Postanawiam, że nie dam się sprowokować. Nie poddam się temu wstrętnemu uczuciu, które wzbiera gdzieś na dnie brzucha.

— Zaczynasz strasznie dołować, Violet Hayes. Życie byłoby łatwiejsze, gdybyś wyluzowała i robiła, co ci każę.

— Już to robię — odpowiadam przez zaciśnięte zęby. Nigdy nie lubiłam słyszeć swojego nazwiska ani zdradzać go ludziom. Zbyt boleśnie przypomina o mojej mamie i tacie oraz o tym, jak zmarli. Jedyną osobą, która je wypowiedziała i nie krępowało mnie to, był Luke. Zwykle rugałam Prestona, jeśli go użył, ale ostatnio jestem zbyt wyczerpana emocjonalnie, by prowadzić z nim wojnę.

Oddycham z ulgą, gdy słyszę, że Preston oddala się od drzwi. Wtedy gramolę się z wanny i wycieram ręcznikiem pomarszczoną od wilgoci skórę. Nakładam fioletowy top bez ramiączek, czarną kamizelkę i pasujące do stroju spodnie. Muskam włosy żelem, a wargi błyszczykiem. Podkreślam oczy czarnym eyelinerem i wychodzę z łazienki. Czuję, że jestem na lekkim adrenalinowym haju, który wywołało topienie się w wannie.

Wyciągam pop-tarts z szafki i butelkę wody z lodówki. Mam nadzieję, że Preston będzie chętny do współpracy, gdy poproszę go o podwiezienie do szkoły. Proszę, współpracuj.

Ale nie ma go w pokoju. To pewnie oznacza, że siedzi w kryjówce pod domem, gdzie trzyma narkotyki. Wejście jest zawsze zamknięte, ale i tak bym tam nie zeszła. To ostateczność: mam wejść do strasznego, mikroskopijnego, przygnębiającego miejsca pod domem. W jego towarzystwie. Idę więc do pokoju dziennego i zakładam buty. Nie spieszę się, czekając, aż wyjdzie.

Przyczepa, w której mieszkamy, jest dość czysta, choć śmierdzi dymem papierosowym i ziołem. Mimo to nigdzie nie leżą śmieci, a wszystkie rzeczy mają swoje miejsce. Mieszkałam już w domach przybranych rodziców, gdzie nie obowiązywała czystość i wszędzie widziało się brud, śmieci i kurz. Nie można było tego nazwać ideałem.

— Co masz zamiar dzisiaj robić? — pyta Preston, wchodząc do domu. Wkłada kraciastą bluzę z kapturem i strząsa jakiś pył z włosów.

Palce aż drżą boleśnie z pragnienia, by zwinąć je w pięść i uderzeniem zetrzeć mu z twarzy tę nonszalancką minę. Tłumię to w sobie i dopinam buty do kolan. Wstaję i sięgam po torebkę.

— Potrzebuję podwiezienia na zajęcia, chyba że chcesz mi zwyczajnie pożyczyć samochód na cały dzień. — Błagam, powiedz po prostu „tak” bez dalszych uwag.

— Wiesz, że tego nie toleruję, w przeciwieństwie do hand­lowania. — Opiera się o framugę drzwi i zakłada ręce na piersiach, rzucając mi wymowne spojrzenie. Znam je. Za chwilę powie, że mam coś dla niego zrobić. — Tkwię wtedy tutaj bez auta.

Przerzucam torebkę przez ramię.

— Hm, może więc mnie podwieziesz? Wciąż będziesz dysponować samochodem. — Zajęcia odbywają się dopiero od kilku dni, a już mam kłopot, by na nie dotrzeć. Powinnam znów dostać pokój w akademiku, ale zachowałam się głupio i czekałam zbyt długo. Myślałam, że zostanę w mieszkaniu z Lukiem, Sethem i Greysonem, ale diabli wzięli wspaniały plan.

Preston układa fryzurę palcami. Przemierza pokój i staje przede mną. Podchodzi zbyt blisko. Czuję jego zapach. Co za ohyda.

— Nie podoba mi się ten pomysł, bo potem muszę czekać kilka godzin, żeby cię odebrać.

— Nie masz nic do załatwienia w mieście? — Subtelnie odsuwam się od niego, bo jego woń przyprawia mnie o mdłości.

Potrząsa głową.

— Nie za bardzo. — Sięga po kluczyki leżące na stoliku do kawy. — Ale mam sprawę u Dana.

Natychmiast czuję mdłości.

— U zboczonego Dana?

Nonszalancko wzrusza ramionami, kręcąc kluczami wokół palca.

— Ty nazywasz go zboczeńcem. Dla mnie to po prostu gość, który lubi się zabawić. — Puszcza mi oko. — Tak jak ja.

— Płaci kobietom za seks. — Zupełnie, jakby to robiło różnicę. Ale tak nie jest.

— Pieniądze. Jedzenie. Dach nad głową. Wielu ludzi wymienia takie rzeczy za seks. — Jego oczy patrzą na mnie z wyrzutem.

Proszę, niech mnie ktoś zabierze z tego przeklętego miejsca.

Dostrzegam jego czerwone oczy. To oznacza, że najprawdopodobniej jest na haju, więc kłótnia z nim nie ma sensu. Wzdycham i poddaję się, cofając się w kierunku drzwi.

— Spoko, złapię stopa. — Podoba mi się ten pomysł, a jednocześnie czuję obrzydzenie. Z jednej strony to przygoda. Z drugiej uwielbiam robić takie rzeczy, bo tylko to mi pozostało. Ryzyko. Hm, ale tak naprawdę jakie to ryzyko? Co mam do stracenia?

Preston przewraca oczami.

— Nie dramatyzuj. Podwiozę cię do szkoły, ale dalej musisz sobie radzić sama, bo mam sprawy do załatwienia.

Znalezienie podwózki oznacza łapanie stopa. Bo nie mam przyjaciół, nie licząc Greysona, z którym wciąż rozmawiam w pracy i niekiedy spędzam z nim czas. Ale dzisiaj chyba nie będzie miał żadnych zajęć, a ja nie znoszę prosić o przysługę. I tak fatalnie, że muszę zwracać się o to do Prestona.

— Jesteśmy umówieni. — Zmuszam się do radosnego tonu i zmierzam do drzwi. Jestem gotowa stawić czoło dniu.

Ostatni miesiąc okazał się naprawdę intensywny. Sprawa moich rodziców nabrała rozpędu dzięki Luke’owi, który zgłosił się i podał informacje o swojej mamie, Mirze Price. Nie rozmawiałam z nim o tym, bo ledwo mogę na niego spojrzeć, nie cierpiąc i nie czując czegoś dziwnego, czego nigdy wcześ­niej nie doświadczyłam. Sprawa jeszcze się nie posunęła. Mira Price została przesłuchana, a detektyw Stephner, który odpowiada za dochodzenie, próbuje zdobyć nakaz przeszukania jej domu. Kiedy zapytałam, czemu po prostu nie możemy zeznawać z Lukiem, stwierdził, że nie jest pewien, czy zeznanie o piosence dla sądu by wystarczyło. Potrzebują więcej dowodów. DNA albo czegoś lepszego. Zastanawiam się, co po tylu latach mogłoby pozostać w jej domu. Jestem pewna, że zniszczyła wszelkie dowody, więc nie wydaje mi się, że dojdzie do aresztowania.

Sprawa ta wzbudziła jednak zainteresowanie mediów, co zamieniło moje życie w piekło. Ludzie tacy jak Stan — reporter, który napastował mnie telefonicznie — pojawiają się ni stąd, ni zowąd. Szarpią mi nerwy, bo przecież każda wiadomość może pochodzić od prawdziwego mordercy. Tę zbrodnię popełniło w końcu dwoje ludzi. On może wciąż kręcić się w pobliżu i mnie obserwować.

A jeśli w końcu zacznie mnie szukać?

Podczas jednego z załamań nerwowych wywołanych nadmiarem emocji zdradziłam się z tym przed Prestonem. Odkryłam przed nim więcej, niż zamierzałam. Na przykład to, co zaszło między mną a Lukiem. Teraz wykorzystuje to przeciw mnie. A zatem nie tylko oglądam się wciąż za siebie, ale też Preston cały czas przypomina, co mnie czeka, jeśli go zostawię — absolutnie nic. Czasem jednak właśnie tego pragnę.

Próbuję nie zastanawiać się nad tym za bardzo. Wychodzę przez frontowe drzwi. Za moimi plecami drepcze Preston. Gdy docieram do jego zaparkowanego na podjeździe starego, szarego cadillaca, on go okrąża i otwiera przede mną drzwi jak prawdziwy dżentelmen. Choć nim nie jest. Udowadnia to chwilę później, gdy przesuwam się obok niego, by wsiąść do samochodu, a on łapie mnie za biodro i przyciąga do siebie.

Wyobrażam sobie, że stoję na szczycie najwyższego budynku i rzucam się w przód, szeroko rozkładając ramiona. Preston przyciska się do mnie i całuje w tył głowy.

— Pomyślałem, że może jutro moglibyśmy się zabawić z okazji twoich urodzin. — Jego palce wędrują do dolnej kości miednicy. Mam wrażenie, że w skórę wbijają się szpilki.

— Moje urodziny były miesiąc temu — mówię beznamiętnie. Zamknij się. Zamknij. — I naprawdę nie chcę świętować dnia, w którym przyszłam na ten świat.

— Boże, co z tobą jest nie tak? Cały czas jesteś taka przygnębiona. — Przysuwa usta do mojego ucha i gryzie jego płatek. — Przecież robię wszystko dla ciebie… Nie daję ci tego, co zechcesz? — Jego palce wślizgują się pod pasek moich spodni i muskają skórę. — Zrobię dla ciebie coś specjalnego. Albo jeszcze lepiej, razem zróbmy coś specjalnego.

— Nie jestem w nastroju, by tracić czas na nawalanie się i obmacywanki. — Chciałabym uciec. Ruszyć w drogę i nigdy nie wrócić. Zmyć z siebie to, co czuję. Zdezorientowanie. Niesmak wywołany tym, co się tu dzieje, i minionymi miesiącami. Zobowiązanie, czyli coś, o czym Preston mi przypomni, jeśli powiem mu, żeby przestał mnie dotykać.

Wbija palce w moją skórę. Flirciarski nastrój zamienia się w gniew, bo znów powiedziałam coś niewłaściwego.

— Czemu nie okażesz więcej wdzięczności? Jezu, czasem myślę, że chyba będzie najlepiej, jeśli wykopię cię za drzwi. Żyj sobie na ulicy. Możesz być dziwką i tak zarabiać na życie.

— Może powinnam. — Po tych słowach zagryzam wargę, bo nie chcę zostać bezdomna. Nie teraz, gdy dzieje się tyle rzeczy. — Świetnie, chcesz zrobić coś z okazji moich urodzin, to zróbmy to. — Próbuję naprawić to, co zepsułam, a jednocześnie wyobrażam sobie, jak by to było jednak spaść i się roztrzaskać. Czy przez chwilę miałabym wrażenie, że frunę? Czy tylko bym spadała? Czy uderzenie w ziemię wywołałoby ból? Pękające kości. Czy straciłabym przytomność przed samym końcem?

— Grzeczna dziewczynka. Zawsze tak świetnie wychodzi ci robienie tego, co każę. — Całuje mnie w szyję, przysysając się. Potem odrywa usta, a moje serce zaczyna galopować. Na zewnątrz sprawiam jednak wrażenie martwej. Pozwalam, by całkowicie pochłonął mnie obraz tego, jak roztrzaskuję się o ziemię. Nagle jednak wszystko się zmienia. Czasem tak się dzieje. Odpływam od fantazji, w której stoję na krawędzi, ku chwili, gdy padam w ramiona Luke’a.

Bezpieczna.

Byłoby znacznie łatwiej, gdyby tak już pozostało, ale zbyt dobrze wiem, że nic, co dobre, nie trwa wiecznie.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Jessica Sorensen
Przyszłość Violet i Luke’a

Tytuł oryginału
The Probability of Violet and Luke

ISBN

Copyright © 2014 by Jessica Sorensen
All rights reserved

Copyright © for the Polish translation by Zysk i S­‍‑ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2017

Redakcja
Paulina Wierzbicka

Projekt graficzny okładki
Tobiasz Zysk

Fotografia na okładce
Shutterstock\JPagetPhotos

Wydanie 1

Zysk i S-ka Wydawnictwo
ul. Wielka 10, 61-774 Poznań
tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67
faks 61 852 63 26
dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90
sklep@zysk.com.pl
www.zysk.com.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.
Strona tytułowa

Spis treści

Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Prolog
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty
Rozdział szesnasty
Epilog

 Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki