Przyjdzie dzień, kiedy będziesz miłował - Michał Legan

Przyjdzie dzień, kiedy będziesz miłował

0,0

Zaproszenie do fascynującej duchowej podróży ze słowami Ewangelii. Ojciec Legan jest w tej podróży przewodnikiem naprawdę wyjątkowym. Ukazuje znaczenia i konteksty zupełnie nieoczekiwane, zaskakujące, zmieniające często diametralnie naszą perspektywę. Jego celem nie jest prezentacja wiedzy na temat Biblii czy duchowości, ale pomoc czytelnikowi w nawiązaniu prawdziwej, osobistej relacji ze Słowem Bożym. Posługuje się przy tym licznymi odniesieniami do świata sztuki, filmu czy literatury, które pomagają nam w doświadczaniu przemieniającej mocy spotkania z Bożym objawieniem.

Podobno dziecko potrzebuje 12 przytuleń dzienne, aby mogło szczęśliwie się rozwijać… Jeśli ta informacje Cię wzruszyła, zasmuciła albo wywołała tęsknotę, to bardzo prawdopodobne jest, że i w Twoim sercu dwanaście razy dziennie budzi się potrzeba kontaktu z bezwarunkową, pocieszającą i nadającą wszystkiemu sens – miłością… Ja, kiedy tęsknię, otwieram Pismo Święte. Wystarczy dwanaście zdań, dwanaście słów, a czasem tylko dwanaście drukarskich znaków, bym poczuł się przytulony, ogarnięty dobrocią, pocieszony… Dlatego właśnie powstała ta książka – dzielę się z Wami tym, co kocham. Zabieram was w podróż, a mapą jest Ewangelia"".
(od Autora)

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Strony tytułowe





Ręce pełne Boga

Ręce pełne Boga


Jezus rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.

(Łk 6, 6-11).

Ręka jest przedziwnym symbolem. Gdy jest nam w życiu bardzo źle — kiedy chorujemy, cierpimy, czegoś nam brakuje — to mówimy: „czuję się jak bez ręki, bezradny”. Ręka może kogoś nakarmić albo zabić. Jezus prosi człowieka, który stoi w synagodze i trzyma swoją rękę pod fałdami ubrania, żeby stanął na środku i wszystkim swą rękę pokazał. Tak naprawdę zaprasza go do obnażenia swojej największej słabości. Prosi o to również nas. Uschnięta ręka może być symbolem relacji z drugim człowiekiem. Coś ważnego uschło — nasza miłość, przyjaźń, a może modlitwa. Czujemy, że nasze emocje, miłość do Boga i ludzi są pozbawione życia — są martwe. Jeżeli relacja z Bogiem uschła albo stało się to z jakąś ważną częścią twojego życia, to naśladuj owego człowieka, który przyszedł do synagogi na spotkanie z Jezusem. Pokaż Jezusowi te obszary swojego życia, w których jest za mało miłości. Chrystus prosi nas, żebyśmy nie wstydzili się przed Nim niczego. Szczerość w relacji z Panem jest ważna, szczególnie wtedy gdy mówimy o naszych słabościach i braku miłości. Mamy alternatywę: uschnięta ręka albo ręka pełna życia.

Szukaj w Piśmie Boga i siebie

Szukaj w Piśmie Boga i siebie


Jezus (...) przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami.

(Łk 6, 12-19)

Wydaje się, że opis powołania apostołów jest zwykłą relacją i kronikarskim zapisem konkretnego wydarzenia. Jedni mówią, że to najbardziej elitarny klub na świecie, bo dwunastu ludzi — to jedyny taki przypadek w całej historii ludzkości — zostało wybranych wprost przez Boga do wielkiego zadania. Inni — przeciwnie — twierdzą, że to najmniej elitarny klub świata, bo znajdują się w nim sami rybacy, grzesznicy, a nawet dwóch zdrajców. Powołanie apostołów ma jednak także wymiar symboliczny. Dwunastka — dwunastu apostołów, dwanaście pokoleń Izraela. Liczba ta powstaje z pomnożenia cyfry trzy przez cztery. Trójka była od zawsze symbolicznie rozumiana jako liczba boska, czwórka natomiast jest bardzo ziemska: cztery żywioły, cztery strony świata, cztery pory roku, cztery pierwiastki. Jeżeli tę boską trójkę pomnożymy przez to, co bardzo człowiecze i ziemskie, wtedy otrzymujemy dwunastkę. A zatem tych dwunastu ludzi, tworzących Kościół, to połączenie tego, co bardzo ludzkie, z tym, co boskie. Kiedy jednak zajmujemy się symboliką liczb, warto dodać ważne zastrzeżenie: komuś, kto nigdy dotąd nie zajmował się interpretowaniem Pisma Świętego, może się na pierwszy rzut oka wydawać, że Pan Bóg w Ewangelii i Starym Testamencie jakoś się ukrył i trzeba mieć specjalne umiejętności i wiedzę, aby go odnaleźć. Jednak to nie jest prawda o Bogu. W Piśmie Świętym Bóg zupełnie się odkrył i stoi przed nami nagi, jak w żłóbku betlejemskim. Widzimy Go w całości, a wszystko, co musimy o Nim wiedzieć, znajdujemy w Biblii, gdzie sam opowiada o sobie. Nie są do tego konieczne żadne umiejętności interpretacyjne czy znajomość mistycznej symboliki. Potrzebna jest tylko miłość, aby chcieć Go odkrywać. Nie bój się szukać Boga i siebie samego w Piśmie Świętym.

Chwałą Boga jest człowiek, który kocha

Chwałą Boga jest człowiek, który kocha


W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie”.

(Łk 6, 20-26)

Jezus odpowiada na zarzuty tych, którzy twierdzą, że chrześcijaństwo jest religią pełną smutku, krzyża i cierpienia. Rzeczywiście przychodzi do wszystkich tych, którzy są smutni, cierpią biedę i nie odnajdują sprawiedliwości. Nawet jeżeli w życiu nic nam się nie udało i cierpimy z wielu różnych powodów, to On daje nam dzisiaj swoje błogosławieństwo. Cierpienie obróci się w coś niezwykle cennego, bo Jezus jest Bogiem i On ma moc przemienić to, co jest błotem i śmieciem, w coś niezwykle wartościowego. Niektórzy zwracają uwagę, że nauka Jezusa z Góry Błogosławieństw jest wielką nowością wobec starotestamentalnych Dziesięciu przykazań. Pierwsze trzy z przykazań dotyczą bowiem czci oddawanej Bogu, a pozostałe odnoszą się do bliźnich. Błogosławieństwa natomiast nic nie mówią o szacunku, jaki mamy oddawać Bogu. Kazanie na górze uczy mnie, jak być dobrym człowiekiem i tworzyć relacje z ludźmi. Czy oznacza to, że Bóg nie chce już abyśmy Go wyznawali i błogosławili? Oczywiście, że nie — po prostu największą chwałą Boga jest człowiek, który Mu ufa i Go kocha.

Rodowód Boga jest naszym rodowodem

Rodowód Boga jest naszym rodowodem


A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna”.

(Mt 1, 1-6; 18-23)

Ewangelia Mateusza zaczyna się od rodowodu Pana Jezusa. Rodowód był dla Żydów niezwykle ważny, gdyż wskazywał każdemu z nich, kto jest jego ojcem, dziadkiem, pradziadkiem i jakich ma świętych mężów w drzewie genealogicznym. Myślę, że niewielu z nas mogłoby wymienić imiona swoich przodków trzy pokolenia wstecz. Oczywiście, jeśli nazywasz się Windsor albo Habsburg, to istnieje prawdopodobnie na którymś z uniwersytetów katedra zajmująca się badaniem twojej genealogii. Jeśli jednak jesteś zwykłym „Kowalskim”, to prawdopodobnie niewiele wiesz o historii swojej rodziny. Tymczasem Pismo Święte mówi nam z całą pewnością, że Jezus jest pierworodnym z całego stworzenia i wszyscy jesteśmy Jego braćmi, ponieważ mamy wspólnego Ojca, naszego Boga w niebie. Jeżeli tak, to Jego rodowód jest naszym rodowodem. Nawet jeśli twoja rodzina nie miała zamku na Podolu ani kamienicy w centrum Krakowa, to możesz być pewien, że twoimi praojcami są Abraham, Izaak, Jakub, Dawid, Salomon i wszyscy przodkowie Jezusa Chrystusa. Jesteśmy wszczepieni w tę rodzinę przez chrzest. Kto ma bardziej szlachetną krew niż chrześcijaninie, którzy spożywają ciało Pańskie i piją Jego krew? Odtąd ciało Pańskie staje się naszym ciałem, a krew Jezusa płynie w naszych żyłach.

Ślepiec i błoto

Ślepiec i błoto


Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj”.

(Łk 6, 39-42)

Ta przypowieść Jezusa uzmysławia mi, jaka jest moja życiowa sytuacja. Uświadamiam sobie, że jestem ślepy i często nie widzę dróg Pana Boga. Potrzebuję przewodnika, a często idę za ślepcami takimi jak ja. Może mają oni trochę więcej siły i odwagi, ale w gruncie rzeczy są tak samo ślepi i dają się czasami wodzić za nos. Te dwa lapidarne zdania przypowieści o dwóch prowadzących się nawzajem ślepcach zawierają jednak wielką treść. Gdy je czytam, przypomina mi się sytuacja, kiedy do Jezusa przyszedł inny ślepiec i poprosił Go o uzdrowienie. Wówczas Jezus wziął odrobinę błota i położył mu na oczy. W ten sposób udzielił temu człowiekowi z powrotem łaskę wzroku. Chodzimy po świecie jak ślepcy — bezpańscy, pogubieni na naszych drogach w ciemności. Wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, dopóki nie wpadniemy w dół. I dopiero gdy jesteśmy na samym dnie naszego życia, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy ślepi. Być może Jezus położył błoto na twarz tego człowieka, żeby ten poczuł to, co my czujemy, gdy znajdziemy się na samym dole — twarz w błocie. To doświadczenie jest niezwykle ważne, bo uświadamia nam, że jesteśmy ślepi i potrzebujemy światła. Możemy je znaleźć właśnie podczas czytania i rozważania Pisma Świętego. To jest właśnie światło na naszej ścieżce — mamy przewodnika, który bezpiecznie poprowadzi nas do upragnionego celu.

Głębia życia

Głębia życia


„Kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je, podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale”.

(Łk 6, 43-49)

W sztuce budowania duchowego domu najważniejsze jest to, żeby budować na skale, którą jest Chrystus. A zatem trzeba się wkopać głęboko. Takie schodzenie w głąb siebie może być czasami bardzo bolesne. Człowiek zaczyna wówczas poznawać swoje lęki, bóle i ograniczenia. Niekiedy może się komuś wydawać, że w ten sposób kopie dla siebie grób. Jednak Jezus twierdzi, że taka praca jest konieczna, żeby potem można było założyć odpowiednie fundamenty. Nie można prześliznąć się po powierzchni, ale trzeba dokładnie poznać siebie. Celem nie jest psychologizowanie, ale odkrycie przed Panem Bogiem i przed samym sobą całej prawdy o sobie, bo tylko w takiej szczerości można zacząć coś tworzyć. W każdym związku ważna jest zasada: najpierw trzeba się otworzyć, narażając się na ból i skrzywdzenie, bo tylko szczerość pozwala na zbudowanie czegoś piękniejszego. Podobnie jest w relacji z Bogiem. Greckie słowo „głęboko” bywa używane w podobnych kontekstach jak w języku polskim — zarówno po grecku, jak i po polsku można powiedzieć, że dół jest „głęboki” albo że ktoś „głęboko” zasnął (jak czyni to autor Dziejów Apostolskich). Co więcej, św. Łukasz Ewangelista użył słowa „głęboko” we fragmencie, w którym Maria i Marta idą do grobu Bożego. Gdy wyruszyły, panowała jeszcze „głęboka” noc, a więc był to moment, który jest tuż przed porankiem. Wkopanie się głęboko oznacza zejście tak nisko, jak tylko jest to możliwe. Ktoś mądrze powiedział, że świt jest zawsze sekundę po największych ciemnościach. A zatem sekundę po smutnych i — wydawałoby się — beznadziejnych wydarzeniach naszego życia pojawia się nadzieja.

Przebacz nam nasze winy

Przebacz nam nasze winy


„Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim sługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?”.

(Mt 18, 21-35).

Karolina Lanckorońska — osoba o wielkiej duchowej formacji — pisała w swoich Wspomnieniach wojennych, że w czasie drugiej wojny światowej nie była w stanie odmawiać modlitwy Ojcze nasz ze względu na znajdujące się w niej słowa o przebaczeniu winowajcom. Pisała do swojego spowiednika, że nie jest w stanie przebaczyć nazistowskim i radzieckim najeźdźcom. Mądry krakowski ksiądz powiedział jej: „Skoro nie możesz, to nie odmawiaj tej modlitwy. Jeśli twoje serce nie wybacza, to nie wymawiaj tych słów”. Czytamy w Ewangelii, że mamy wybaczyć 77 razy, czyli zawsze, bez końca. W Ojcze nasz wołamy w trakcie Eucharystii i podczas porannych i wieczornych modlitw: „Przebacz nam nasze winy, tak samo jak my przebaczamy”. A więc w rzeczywistości wypowiadamy do naszego Boga — a są to słowa naprawdę wstrząsające — taką prośbę: jeśli my nie przebaczyliśmy, to Ty też nam nie przebaczaj.

Dolina Bożej łaski

Dolina Bożej łaski


Zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: „Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył...”.

(Łk 7, 1-10)

Setnik sam o sobie mówi: „Nie jestem godzien, żebyś przyszedł do mnie”. Nauczyliśmy się tych słów i powtarzamy je, przystępując do komunii. Z drugiej strony otaczający go ludzie mówią o nim: „Godzien jest”. Całe nasze życie rozciąga się między tymi dwoma biegunami: godzien jest — nie jestem godzien. Wzruszony Jezus powiedział, że takiej wiary nie spotyka się nigdzie w Izraelu. Skrucha kieruje mnie ku świadomości, że jestem małym wielkim człowiekiem. Małym dlatego, że nie jestem godny Pana Boga, a wielkim, bo Bóg przychodzi pod mój dach — do mojego domu i mojego wnętrza. Wielu z nas może o sobie powiedzieć: nie jestem godzien. Jednak równocześnie czujemy wielką radość, że stajemy przed Panem Bogiem. Pomiędzy dwoma szczytami: „Nie jestem godzien” i „jest tego godny” spotykam Pana Boga. W tej dolinie odnajdujemy Jego łaskę.

Koniec wersji demonstracyjnej

Strona redakcyjna



Copyright © 2012 by Wydawnictwo eSPe

REDAKTOR PROWADZĄCY: Michał Wilk

ADIUSTACJA JĘZYKOWO-STYLISTYCZNA: Paweł Koza

KOREKTA: Joanna Bernatowicz

PROJEKT OKŁADKI: Paweł Kremer

REDAKCJA TECHNICZNA: Chapterone.pl

NIHIL OBSTAT

Przełożony Wyższy Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów,

L.dz. 85/12 z dnia 4 kwietnia 2012 r.

O. Józef Matras SP, Prowincjał

Wydanie I | Kraków 2012

ISBN: 978-83-7482-491-0

Publikację elektroniczną przygotował

Motto



„Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.

(Iz 55, 10-11)

Modlitwa Jezusowa

Modlitwa Jezusowa


„Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”.

(Łk 18, 35-43)

Wielokrotnie napotykamy różne rankingi najważniejszych osób na świecie: stu najbardziej wpływowych w historii, największych wynalazców, artystów, ludzi, którzy pozostawili największe dzieła literackie, itd. Tymczasem w Ewangelii spotykamy człowieka, który żył na końcu świata — u bram Jerycha. Był ślepy i na nic nie miał wpływu. Jedyne co mógł zrobić, to w odpowiednim momencie odważnie zawołać do Boga, który przechodził obok niego: „Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną!”. A kiedy próbowali go uciszyć, on jeszcze głośniej krzyczał: „Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Jego okrzyk wyrażający wiarę i nadzieję stał się inspiracją dla milionów ludzi, którzy przez ostatnie dwa tysiące lat czytali Ewangelię. Oni nazwali ten okrzyk żebraka spod Jerycha „modlitwą Jezusową”, a ta dała bardzo wielu ludziom nadzieję, siłę i wiarę. Szczególnie wtedy, kiedy było im najtrudniej. Ten człowiek nie wybudował wieży na środku Paryża, nie wynalazł żadnego pierwiastka, nie obliczył żadnego ważnego wzoru ani nie napisał powieści na miarę Nobla. Żebrak spod Jerycha nie znajduje się na żadnej liście najbardziej wpływowych osób, a mimo to wpłynął na serca milionów ludzi, którzy w najgorszym momencie swojego życia zakrzyknęli tak jak on: „Jezusie! Synu Dawida! Ulituj się nade mną!”. Dla mnie jest on jednym z najważniejszych ludzi na świecie, bo nauczył mnie, jak wołać, kiedy już żadne inne słowa nie przychodzą na myśl. Wypowiadam modlitwę Jezusową w chwilach radości i smutku, w momentach beznadziei i wtedy, kiedy otwierają się przede mną nowe szanse. Ów żebrak nauczył mnie słów, którymi porozumiewam się z moim Bogiem. Są tacy, którzy powtarzają je tysiące razy dziennie. Sprawiają, że treść tych słów, ich rytm i melodia, jednoczy się z oddechem. Nie potrafię wejść w mistykę tej modlitwy, ale wiem, że ona mnie ratuje, gdy bardzo potrzebuję słów, którymi chciałbym zwrócić się do mojego Pana. Na mojej liście najważniejszych osób na świecie żebrak spod Jerycha jest w pierwszej dziesiątce.

Między niebem i ziemią

Między niebem i ziemią


„Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł złożyć”.

(Łk 9, 57-62)

Jezus przywołuje lisy i ptaki, aby powiedzieć nam o istocie rzeczywistości, a właściwie — na czym polega ucieczka od rzeczywistości. Gdy Pan mówi, że nie ma gdzie głowy położyć, to pokazuje nam, że ciągle jest w drodze — blisko rzeczywistości i prawdy o świecie, ludziach i o sobie. Jeżeli chcemy być jak Jezus i Go naśladować, to musimy się zdecydować na ten rodzaj bezdomności, który polega na wyruszeniu w drogę i na poszukiwaniu prawdy i rzeczywistości. Lisie nory są symbolem skupienia się człowieka na doczesności. Jeśli ktoś schował się w przygotowanej przez siebie kryjówce, to myśli, że może czuć się bezpieczny, niczego nie widząc i nie słysząc. Przed takim oderwaniem od rzeczywistości przestrzega Jezus, choć każdy z nas czasem przeżywa pokusę odizolowania się od świata. Ptaki powietrzne są drugą częścią tej metafory. Ich lot symbolizuje oddzielenie od przyziemności i zwyczajności, które — choć pozornie przypominają głęboką duchowość — w istocie są tylko udawaniem przed samym sobą. Ptaki mają gniazda, ale nie dotykają ziemi, a nawet o niej zapomniały. Myślą, że można bujać w obłokach, dążąc do nirwany. Jeśli chcesz naśladować Jezusa, to szukaj rzeczywistości — prawdy o tym, co jest takie, jakie jest. Na tym polega najtrudniejsze zadanie, jakie czeka człowieka na ziemi. Nie mogę udawać przed samym sobą, że nie mam dostępu do prawdy o moim życiu, zważając przy tym również, aby rzeczywistość widzialna nie przesłoniła tej nadprzyrodzonej. Jezus Chrystus idzie swoją drogą pomiędzy niebem (gniazdami) i ziemią (różnymi kryjówkami) i nas na nią zaprasza. Bądźmy blisko rzeczywistości, to znaczy blisko Jezusa.

Błogosławione łono

Błogosławione łono


Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”.

(Łk 11, 27-28)

Może nam się wydawać zawstydzające myślenie o łonie i piersiach Matki Bożej. Jednak Ewangelista notuje ten błogosławiący okrzyk kobiety bez zażenowania. Pismo Święte nie boi się tego, co nazywamy cielesną stroną życia — najlepszym przykładem jest przepiękny biblijny poemat — „Pieśń nad pieśniami”. Przedstawia on spotkanie człowieka z Bogiem jako bardzo bliską relację oblubieńca i oblubienicy. Relacja ta opisana jest językiem erotyki i doświadczenia seksualnego. Ta tradycja, wypływająca z „Pieśni nad pieśniami”, rozwija się w pięknym błogosławieństwie kobiety mówiącej do Jezusa: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, błogosławione piersi, które ssałeś”. Jezus zgadza się z nią, ale zaznacza, że jeszcze bardziej błogosławieni są ci, którzy czytają Pismo Święte. Chrystus wskazuje na analogię między karmieniem dziecka piersią a żywieniem się słowem Bożym. Najpierw dziecko karmi się tym, co otrzymuje od matki w bezinteresownym darze jej łona, a potem, będąc jeszcze niesamodzielne, karmi się z jej piersi i w ten sposób wzrasta. Jednak również dziecko pomaga wzrastać matce, poprzez swój odruch bezinteresownej miłości, która jest naturalna, czysta i wrodzona. A zatem nie tylko jest karmione przez matkę, ale również matka karmiona jest przez dziecko — miłością pełną wzajemności. W pewnym momencie ta relacja staje się tak silna i bliska, że jedno bez drugiego nie może żyć. Podobnie jest z Pismem Świętym — gdy karmimy się nim, to w pewnym momencie okazuje się, że nie możemy bez niego żyć. Kiedy brakuje nam słowa Bożego, wówczas żyjemy głupio, bo nie mamy pokarmu życia wiecznego. Jednak ta relacja jest również wzajemna — Pismo Święte bez nas nie może żyć. Gdy je pokochamy, będziemy karmić swoim życiem słowo Boże, aby ono żyło. Jeżeli będziemy oddawać Pismu Świętemu część swojego życia, ono będzie jak zaczyn do ciasta, które rośnie, aby nakarmić cały świat.

Post i wesele

Post i wesele


Jezus rzekł do nich: „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi?”.

(Łk 5, 33-39)

Jezus często mówi o weselu i poście. Najciekawsze jest to, że nie rozróżnia tych okresów i nie ocenia, który czas jest lepszy, a który gorszy. Wskazuje nam, że w ekonomii Pana Boga zarówno post, jak i wesele są równie ważne i konieczne. Pan Bóg potrzebuje obu tych momentów w naszym życiu. Wiedzą o tym uczniowie, którzy kończą wakacje i idą do szkoły. Czują, że między sierpniem a wrześniem coś się załamuje i trzeba przystosować się do nowego stylu życia. Podobne doświadczenia mają małżonkowie, u których momenty szczęścia i kryzysu przeplatają się ze sobą. Jednak w przeciwieństwie do uczniów, którzy liczą czas od wakacji do wakacji, małżonkowie włączają czas kryzysu do swojego małżeństwa. Gdy doświadczamy trudności, dzieją się wewnątrz nas najważniejsze sprawy. W górach nie można przejść pomiędzy szczytami bez zejścia w dolinę. Paradoksalnie, przechodzenie przez dolinę jest znakiem, że kolejny szczyt jest coraz bliżej. Pan Jezus mówi również o starych i nowych bukłakach, które mogą być symbolem tego, że każdy moment naszego życia jest ważny i ma swoje znaczenie. Nie warto mieszać tych czasów, trzeba się cieszyć w chwilach wesela i modlić się, gdy przychodzi cierpienie.

Jezus zna moje głody

Jezus zna moje głody


Jezus rzekł im w odpowiedzi: „Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom”.

(Łk 6, 1-5)

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że Jezus próbuje wymigać się od odpowiedzi. Faryzeusze zarzucają mu, że nie pilnuje swoich uczniów, którzy postępują wbrew prawu i jedzą to, czego jeść nie powinni. Tymczasem Jezus nie mówi o chlebie i jedzeniu, ale o czytaniu. Wskazuje, aby nie zajmować się zbytnio pokarmem, który ma drugorzędne znaczenie. Ktoś mądry powiedział, że człowiek jest tym, co je. Jeżeli karmisz się grzechem, to cały jesteś jak grzech, czyli nieczysty. Jeżeli karmisz się świętością, to cały jesteś święty. Jeżeli karmisz się brzydotą, to jesteś brzydki, a jeżeli karmisz się pięknem i dobrem, to jesteś piękny i dobry. Odpowiedź Jezusa trafia w samo sedno, gdyż nie to jest najważniejsze, kiedy należy pościć i co jeść. Problem leży w tym, czym się karmić. Jesteśmy tym, co jemy, i Jezus rozumie nasze potrzeby. Wie, czego nam naprawdę brakuje, dlatego kiedy ktoś chciałby rozmawiać z Nim o chlebie, On mówi o czytaniu słowa Bożego. W Starym Testamencie chleby pokładne ze świątyni mogli jeść tylko kapłani. Dawid, karmiąc się tymi chlebami, wykorzystał fakt, że był królem i wojownikiem. Jak to się odnosi do nas? Gdy bierzemy z półki Pismo Święte i zagłębiamy się w lekturze, karmimy się tym słowem. Idziemy do kościoła i w komunii naszym pokarmem staje się Chrystus. Jeżeli rzeczywiście jestem tym, co jem, to nakarmiwszy się Chrystusem, jestem jak Chrystus i niosę Go innym. Każdy z nas jest dzisiaj królem, kapłanem i wojownikiem. Bardzo piękna jest ta scena z filmu „Gladiator” w reżyserii Ridleya Scotta, w której główny bohater idzie przez pole pszenicy i z wielką miłością dotyka kłosów. Pokazuje tym samym miłość do ziemi i chleba i odsłania przed widzem zakorzenienie człowieka w rzeczywistości — w tym, co święte, prawdziwe i dobre. Przedłużeniem tej Ewangelii może być krótka medytacja. Mogę uklęknąć albo usiąść na chwilę i wyobrazić sobie, jak Jezus idzie przez pola pełne kłosów i delikatnie je dotyka, a nawet zrywa któryś kłos, próbuje rozetrzeć go w ręce i podaje mi ziarno, żeby mnie nakarmić. Bo On zna moje głody.

W imię Jezusa

W imię Jezusa


Jezus powiedział: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec”.

(Mt 18, 15-20)

Jezus mówi w tej Ewangelii o parach, o dwóch osobach, gdyż dla Niego bardzo ważne jest to, z kim spędzamy życie i kto stanowi naszą drugą połowę. Na początku Chrystus nawiązuje do kwestii rozwiązywania sporów. Wydawałoby się, że w czasach tak dobrze rozwiniętej erystyki, gdy mamy możliwość rozsądzania sporów na przykład na drodze prawnej, ten temat nie ma znaczenia. Jednak Jezus uzmysławia nam, że nie skutek sporu jest ważny, ale sposób jego prowadzenia. Kluczowe jest bowiem zachowanie swojej godności i siły ducha podczas konfliktu z innym człowiekiem. W tym trudnym momencie należy być po stronie Boga, opowiadając się za tym, co sprawiedliwe. Jezus wskazuje, jak postępować, jeżeli masz coś przeciwko bratu. Mówi również: „Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie”. Ten tekst jest podstawą sakramentu małżeństwa. Dla Boga pozostaje niezwykle ważne, kto jest u twego boku — to sprawa życia, śmierci i zbawienia. Jezus ma dla nas również propozycję: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec”. Być może dlatego Chrystus tak bardzo podkreśla to, że jesteśmy istotami społecznymi — dobieramy się w pary, żyjemy we wspólnotach. Jezus żyje we wspólnocie Świętej Trójcy, razem ze swoim Ojcem i Duchem. Nie jest sam, zamknięty w swoich sprawach, ale jest wspólnotą. Gdy słuchamy Jezusa, rozumiemy, dlaczego nasze małżeństwa, związki, przyjaźnie tak bardzo wpływają na nasze życie duchowe. Nie tylko na to, jacy jesteśmy, ale także na to, kim jesteśmy. Od tego również zależy to, czy i jak będziemy zbawieni.