Pokochaj poniedziałki. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym? - Joanna Karpeta

Pokochaj poniedziałki. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym?

0,0

  • Czy na myśl o poniedziałku zaczyna cię boleć brzuch?
  • Czy już w niedzielne popołudnie pogarsza ci się nastrój?
  • Czy tylko w weekendy czujesz, że żyjesz?
  • Czy inni zauważają u ciebie spadek energii i zmiany w zachowaniu?


Jeśli tak, to szybko zacznij działać, ponieważ najprawdopodobniej masz pierwsze objawy wypalenia zawodowego. Na szczęście na wczesnym etapie tego procesu możesz zrobić naprawdę wiele, aby go powstrzymać i uniknąć dalszych negatywnych konsekwencji. Pamiętaj: wypalenie zawodowe jest jak grypa – może dotknąć każdego. Warto zatem wiedzieć, jak się przed nim chronić.

Joanna Karpeta – coach, trener biznesu, ekspertka w dziedzinie rozwoju osobistego i budowania relacji społecznych – sama doświadczyła wypalenia zawodowego, dlatego postanowiła pomóc innym uniknąć tego przykrego stanu. Udało jej się w sposób niezwykle zrozumiały i zarazem interesujący połączyć teorię z praktyką oraz fikcję literacką ze specjalistyczną wiedzą.

Poznaj historie ludzi takich jak ty: aktywnych zawodowo, będących w (szczęśliwych bądź nie) związkach, mających dzieci i bezdzietnych, lepiej lub gorzej sytuowanych, mających marzenia i ambicje, problemy i rozterki, różne potrzeby i oczekiwania. Dowiedz się, na przykładzie losów pielęgniarki, handlowca, menedżera, nauczycielki, urzędnika i przedsiębiorcy, na czym polega wypalenie zawodowe i jak mu przeciwdziałać, jakie ćwiczenia wykonywać oraz jak postępować w sytuacjach kryzysowych. Skorzystaj z tej skarbnicy wiedzy, rad i wskazówek, aby praca nigdy nie stała się dla ciebie jedynie źródłem frustracji.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
tyt.png

Copyright © by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2018.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Redakcja: Agnieszka Jankowska, Patrycja Pacyniak

Korekta: zespół

Skład: Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © Getty Images

ISBN 978-83-7489-755-6

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a

81–753 Sopot

e-mail: gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

konwersja.virtualo.pl

Kasi Domańskiej – bez Ciebie tej książki by nie było

Wstęp

Czy wbiła ci się kiedyś drzazga w palec? Okropne uczucie, prawda? Szczęście w nieszczęściu, jeśli była na tyle duża, że dało się ją szybko zlokalizować i usunąć. Bywają jednak drzazgi cieniutkie i niewidoczne dla oka. Długo nie odczuwasz wyraźnego bólu, raczej ćmienie… Czujesz, że coś cię uwiera, czasem swędzi, kłuje, ale nie wiesz, co to jest i gdzie dokładnie tkwi. Oto moja metafora wczesnej fazy wypalenia zawodowego: na początku niby nic się nie dzieje, robi się trochę niewygodnie, aż pojawia się okazały stan zapalny.

Sama przeżyłam taką niewygodę. Przez ponad dziewięć lat pracowałam na stanowisku dyrektora w międzynarodowej firmie konsultingowej. Przyjaźniłam się tam z trzema kobietami – dyrektorkami innych działów. Któregoś razu kupiłyśmy sobie jednakowe kubki z napisem: „Padłaś – powstań. Popraw koronę i zasuwaj”. Na początku uważałyśmy, że jest on zabawny. Szybko jednak przyszła refleksja, że ten napis odzwierciedla nasz system pracy, który na dłuższą metę nie daje szczęścia. I choć w głowie kołatała się myśl o potrzebie realizacji innego hasła: „Padłaś – poleż. Zasłużyłaś, księżniczko”, żadna z nas nie dawała sobie do tego prawa.

Po pewnym czasie nasz „klub” zaczął się rozpadać. Najpierw jedna koleżanka z dnia na dzień złożyła wymówienie, ponieważ była zmęczona i sfrustrowana swoją pracą. Kiedy kilka miesięcy później kolejna organizowała pożegnalne przyjęcie, poczułam się jak dziecko w szpitalu: zdrowe koleżanki wychodzą do domu, a ja muszę tu zostać. Nagle zrozumiałam, że cierpię na wypalenie zawodowe.

Wtedy miałam poczucie, że los się ze mnie śmieje. Ekspertka od rozwoju osobistego i budowania relacji społecznych wpada w sidła złego zarządzania czasem i swoją energią, co skutkuje wypaleniem zawodowym. Ale przecież to nie pierwszy przypadek, gdy szewc bez butów chodzi…

Postanowiłam podejść do sprawy metodycznie i znaleźć w literaturze pomoc dla siebie i innych osób, które dotknęło wypalenie zawodowe. Okazało się jednak, że dostępne publikacje skupiają się głównie na zdefiniowaniu problemu i określeniu jego poziomów; można jeszcze znaleźć informacje na temat źródeł wypalenia – i to jest właściwie wszystko. Co gorsza, większość autorów, którzy postanowili przyjrzeć się tematowi bliżej, dostrzega i bada zjawisko w bardzo konkretnych grupach zawodowych: pracowników socjalnych, nauczycieli, osób zatrudnionych w służbie zdrowia, całkowicie zapominając o przedstawicielach innych profesji. A przecież wypalenie zawodowe jest jak grypa – może dopaść każdego!

Sama poznałam, czym jest wypalenie zawodowe, a teraz, korzystając ze zdobytej wiedzy i doświadczenia, pomagam innym uniknąć tego przykrego stanu. Pracuję z klientami bezpośrednio metodami warsztatowymi i podczas sesji coachingowych. Ale w ten sposób docieram jedynie do garstki osób z szerokiego grona potrzebujących. Stąd pomysł na książkę, która może pomóc także tobie.

Kiedy ludzie zaczynają odczuwać wypalenie zawodowe i są na jego wczesnym etapie, potrzebują konkretnych wskazówek, co zrobić, by powstrzymać ten proces. Ba, jeśli w przeszłości doświadczyli głębokiego wypalenia, prawdopodobnie w nowym miejscu będą chcieli mu zapobiec, nim pojawią się pierwsze symptomy. I o tym jest moja książka – o profilaktyce. Zachęcam cię w niej do nieustannej pracy nad sobą i do zmiany zachowań w określonych sytuacjach. Być może nieraz się na to obruszysz, gdyż obiektywnie oceniasz, że to nie ze swojej winy masz kłopoty w pracy. Nie twierdzę, że jest inaczej. Upieram się jednak przy stanowisku, że nikt z nas nie ma mocy, by zmusić innych do zmiany zachowania, za to każdy może skorygować coś w sobie, dzięki czemu zachowania innych ludzi nie będą tak silnie na niego oddziaływać. Nie masz gwarancji, że jeśli zmienisz pracę, to w nowej nie natrafisz na podobne przeszkody, lepiej więc ujarzmij tę, którą masz.

Zdaję sobie sprawę, że nie omawiam w tej książce wszystkich powodów wypalenia zawodowego. Nie było moją intencją, by pochylić się nad każdym z nich. Zamiast tego chciałam ci pokazać, że masz w sobie ogromne pokłady siły, która pomoże ci przezwyciężać różne trudności na twojej drodze. Od ciebie zależy, czy zechcesz z niej skorzystać.

Długo się zastanawiałam, jaką formę nadać mojej książce. Opierając się na swoich doświadczeniach trenerskich i coachingowych, cały czas miałam w głowie myśl, że nowe treści zapamiętuje się dużo efektywniej, gdy prezentowane są w formie metafory i opowiadania, a nie schematycznie, jako twór czysto teoretyczny. Poza tym historyjki czyta się z większą ciekawością. Stąd pomysł na opowiadania beletrystyczne z komentarzami. Historie o ludziach podobnych do ciebie i do twoich znajomych – o kobietach i mężczyznach między dwudziestym ósmym a czterdziestym piątym rokiem życia, aktywnych zawodowo, będących w (szczęśliwych lub nie) związkach, mających dzieci lub bezdzietnych, lepiej i gorzej sytuowanych, mających marzenia i ambicje, różne potrzeby i podejście do życia.

Sześcioro bohaterów reprezentujących różne zawody postanawia wymieniać się ze sobą sposobami na przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu. To nie są bohaterowie idealni, którzy wiedzą, jak żyć podręcznikowo. Ale dzięki temu, że tworzą grupę wsparcia, nawzajem się korygują i udzielają sobie cennych wskazówek. Są wśród nich: handlowiec, pielęgniarka, menedżer, nauczycielka, urzędnik i przedsiębiorca. W grupie tej celowo pojawiają się przedstawiciele zawodów, które literatura klasyfikuje jako szczególnie narażone na wypalenie zawodowe (pielęgniarka i nauczycielka), ale są też reprezentanci profesji zupełnie spoza klucza, jak opływający w dostatki menedżer, efektywny handlowiec czy spokojny urzędnik. Ważne było dla mnie włączenie do grupy drobnego przedsiębiorcy – w opowiadaniu jest to kobieta, która pracując w domu, próbuje godzić obowiązki rodzinne i zawodowe, przez co w jej przypadku zaciera się granica między pracą a życiem prywatnym.

Każdy rozdział kończy się Lekcją dla ciebie. Formułuję tam najważniejsze tezy oraz przedstawiam rady i ćwiczenia kierowane bezpośrednio do ciebie. Dzięki nim, jeśli zechcesz, możesz przenieść doświadczenia bohaterów do własnego życia i, stosując się do podanych wskazówek, poprawić jego jakość. Książkę napisałam w taki sposób, abyś mógł do niej wracać zawsze wtedy, kiedy spotkasz się z konkretnym problemem. Każdy rozdział poświęcony jest innemu tematowi, dzięki czemu łatwo znajdziesz stosowny fragment i się zainspirujesz.

Przyjemnej lektury!

Bohaterowie

Irena Brzozowska – matka trójki rodzeństwa

Rafał Brzozowski – menedżer, syn Ireny, mąż Martyny

Martyna Brzozowska – tłumaczka pracująca na własny rachunek, żona Rafała

Ola Brzozowska – córka Martyny i Rafała

Justyna Wolska – pielęgniarka, starsza córka Ireny, żona Ryszarda

Ryszard Wolski – urzędnik, mąż Justyny

Gabrysia i Kamil Wolscy – dzieci Justyny i Ryszarda

Ewa Brzozowska (później Nowaczyk) – nauczycielka, najmłodsza z trójki rodzeństwa, narzeczona Tomka

Tomek Nowaczyk – handlowiec, narzeczony Ewy

Rozdział 1
Kto jest narażony na wypalenie zawodowe?

Imieniny Ireny Brzozowskiej były rzadką, aczkolwiek regularną okazją do wspólnego spotkania trójki jej dorosłych dzieci. Choć rodzeństwo mieszkało w tym samym mieście, to nieczęsto widywało się w pełnym składzie. Owszem, zdarzało im się spotykać ze sobą w różnych konfiguracjach, ale właściwie tylko imieniny matki były okazją, na którą zawsze stawiali się w komplecie. Pani Irena wiele lat temu wprowadziła rytuał celebrowania swoich imienin z dziećmi, widząc w tym szansę na spotkanie całej trójki chociaż raz w roku. Spotkania zawsze przebiegały według utartego schematu. Na stole pojawiały się znane wszystkim potrawy: barszczyk z krokietem, bigos, schab nadziewany śliwkami i sałatki. Gospodyni gorąco zachęcała zebranych do jedzenia, choć przy każdym daniu narzekała, że się jej nie udało. Goście natychmiast zaprzeczali słowom solenizantki i komplementowali jej talent kulinarny.

Dzieci pani Ireny zazwyczaj przyjeżdżały ze swoimi połówkami i potomstwem. Tym razem jednak każde przyjechało samo. Być może właśnie to, że byli w tak wąskim gronie, sprawiło, że kiedy omówili już z grubsza wszystkie neutralne tematy, pozwolili sobie na chwilę szczerej rozmowy o pracy. Zaczęła starsza córka Justyna, która jest pielęgniarką w szpitalu i z roku na rok coraz bardziej nie znosi tego, co robi.

– Powiem wam, że mam już serdecznie dosyć swojej pracy – wyznała bez ogródek. – Jestem przemęczona i czuję, że podupadam na zdrowiu. Coraz trudniej mi zwlec się rano z łóżka, by pojechać do szpitala, a jak mam nockę, to wręcz płakać mi się chce, że muszę zostawić dzieciaki i iść do roboty. W dodatku ta okropna atmosfera na oddziale… Ordynator odzywa się tylko po to, by kogoś opieprzyć, a lekarze są tak zadufani w sobie, że nie odpowiadają nawet na grzecznościowe „dzień dobry”. No i do tego pacjenci, którzy o wszystko mają pretensje.

– Biedna ty moja – mama pogłaskała Justynę po ramieniu i spojrzała na nią z troską. – Wiem, że ci trudno, ale musisz szanować to, co masz. W tym wieku nie znajdziesz lepszej pracy, a dzieci to koszt. Gabrysia zaraz idzie do szkoły, więc będziesz miała dodatkowe wydatki. Kamilek też ma swoje potrzeby. Rysiek nie utrzyma was z tej swojej urzędniczej pensji.

– Mamo, ja to wszystko wiem, ale naprawdę jestem już na skraju wytrzymałości! – niemal krzyknęła Justyna. – Kiedy przekraczam próg szpitala i czuję ten specyficzny zapach leków i środków dezynfekcyjnych, robi mi się niedobrze. A potem jest coraz gorzej. Łapię się już na tym, że zaczynam warczeć na pacjentów, zakładając, że chcą mnie zaatakować. Wczoraj na przykład nakrzyczałam na starszą panią, która leży w mojej sali. To jest naprawdę cicha i przemiła osoba. Zawołała mnie, bo potrzebowała leku przeciwbólowego, a ja na nią naskoczyłam, jakby zrobiła mi krzywdę. A to jest przecież chora osoba, która potrzebuje mojej pomocy. Staję się coraz gorsza i nie potrafię tego zatrzymać… – Justyna nerwowo potarła powieki, chcąc powstrzymać zbierające się pod nimi łzy.

– Siostra, ty cierpisz na wypalenie zawodowe – powiedziała Ewa, najmłodsza z rodzeństwa. – Czytałam ostatnio artykuł o tym, że ludzie zajmujący się zawodowo pomaganiem innym są grupą narażoną na to zjawisko. Wypisz wymaluj twoja sytuacja. W tym artykule przytoczono badania przeprowadzone wśród pielęgniarek, które przyznały, że brak uznania dla ich pracy ze strony pacjentów i lekarzy wpływa na nie demotywująco i obniża ich zaangażowanie. Skoro te bufony u ciebie też się tak zachowują, to nie można się dziwić, że się wypaliłaś.

– Nie chciałam tego nazywać po imieniu, bo to jak przyznanie się do porażki, ale masz rację, Ewo. Jestem wypalona.

– Nie martw się, ja jako nauczycielka też jestem w grupie wysokiego ryzyka. Z jednej strony mam uczniów, którzy raczej nie okazują mi wdzięczności za moją pracę, z drugiej – roszczeniowych rodziców, którzy otwierają usta tylko wtedy, gdy chcą mi dopiec. Ale ja się nie przejmuję. Robię swoje najlepiej, jak potrafię, i umiem ocenić jakość swojej pracy. Gdybym czekała na wdzięczność rodziców lub uczniów, to prędzej bym sobie brodę wyhodowała. Najfajniej ma nasz braciszek: kierownicza posadka w korpo, samochód służbowy, ogromna pensja – żyć nie umierać.

Usłyszawszy te słowa, Rafał poczuł irytację.

– Uważasz, że moja praca to relaksik na Bahamach?! Myślisz, że ja nie mam stresów i nie czuję przeciążenia pracą?! Grubo się mylisz, siostrzyczko… – Rafał wręcz wysyczał ostatnie słowa.

– Stary, za dwadzieścia koła to mogłabym się stresować do woli. – Ewa zdawała się w ogóle nie dostrzegać frustracji malującej się na twarzy brata. – Na pewno masz dużo lepiej niż ja. Na wszystko cię stać, masz superchatę, możesz sobie jeździć na wypasione wakacje, uprawiać najdziksze hobby. Nie to co ja, biedna nauczycielka.

– Tylko w przeciwieństwie do ciebie, biedna nauczycielko – Rafałowi coraz trudniej było powstrzymać złość wywołaną słowami siostry – nie byłem na urlopie od trzech lat, w mojej wypasionej chacie tylko śpię, a i to nie za długo, i nie mam żadnego hobby, bo to wymagałoby czasu, którego ja nie mam! Mam za to: nadciśnienie, wymagającego szefa, nieubłagane terminy i roboty za trzech, bo moi milenialsowi pracownicy wszystko mają w nosie. Swoje dziecko widuję zazwyczaj, kiedy śpi, a żona grozi mi rozwodem, jeśli się bardziej nie zaangażuję w sprawy domu. Sielanka, że ho, ho!

Teraz nikt już nie miał wątpliwości, że Rafał jest rozjuszony. Pani Irena z niepokojem zaczęła skubać leżącą przed nią serwetę, nie bardzo rozumiejąc, czemu nagle atmosfera przy stole zrobiła się taka napięta. Ponieważ Rafał nigdy się nie skarżył na swoją pracę, była przekonana, że syn jest zadowolony z tego, co osiągnął. Kobieta popatrzyła z przestrachem na młodszą córkę, z nadzieją, że ta załagodzi sytuację. Ewa – być może w odpowiedzi na wybuch brata, a może w reakcji na błagalne spojrzenie matki – spuściła z tonu.

– Brachu, wyluzuj – powiedziała ugodowo. – Nie przypuszczałam, że możesz być taki spięty. Jak się patrzy na ciebie z boku, to wyglądasz jak chodzący sukces, i do głowy by mi nie przyszło, że jest ci tak ciężko. Gdyby nie to, że nie pracujesz w zawodzie pomocowym, można by się obawiać, że i ciebie dopada wypalenie zawodowe. Ale to pewnie tylko chwilowe przeciążenie…

– Wiesz, Ewo – wtrąciła się Justyna – mnie się wydaje, że wypalenie zawodowe może dotknąć każdego, bez względu na wykonywany zawód. Mój Rysiek też przejawia pierwsze symptomy, a przecież ma nudną pracę biurową i nie doświadcza takiego przemęczenia jak Rafał ani takiej frustracji jak ty czy ja. Pytanie brzmi zatem, nie kogo dopada, a dlaczego – podsumowała – i co zrobić, by się temu nie poddać.

Po tych słowach zapadło pełne zadumy milczenie. Biesiadnicy pogrążyli się w swoich myślach, które nie należały do przyjemnych. Ciszę przerwała solenizantka, sugerując, że już najwyższy czas na kawę i ciasto. Było jej przykro, kiedy przysłuchiwała się rozmowie dzieci. Nie mogła pojąć, dlaczego są tak zestresowane i przygnębione z powodu pracy. Wydawało się jej, że mają dobre zawody i są szczęśliwe, robiąc to, co robią. Sama przez całe życie pracowała w jednym laboratorium i do głowy by jej nie przyszło wypalić się zawodowo. „Co się teraz dzieje z tym światem?” – pomyślała. „Ludzie mają kariery, pieniądze, rodziny, a czują się nieszczęśliwi… Czy te nowe pokolenia są mniej wytrzymałe, czy też zmieniły się warunki pracy?”. Na to pytanie kobieta nie była w stanie sobie odpowiedzieć. Powoli przeszła do kuchni, gdzie sięgnęła do szafki po swoje ulubione, ślubne filiżanki, które, mimo że miały już ponad czterdzieści lat, nadal wyglądały nienagannie. Nastawiła w czajniku wodę na kawę i zaczęła kroić roladę biszkoptową z kremem kawowym, która cieszyła się niesłabnącym uwielbieniem jej dzieci. „Dobrze, że chociaż to się nie zmienia” – pomyślała, uśmiechając się smutno do siebie.

Kiedy pani Irena wróciła do pokoju z ciastem, rodzeństwo zdążyło się nieco ożywić. Ewa z Justyną pomogły mamie przynieść kawę z kuchni, a Rafał w tym czasie wyjął z szuflady kredensu małe widelczyki do deseru. Atmosfera wydawała się nieco lżejsza. Kiedy jedli ciasto, nie szczędząc mamie zasłużonych komplementów, Ewa wróciła jeszcze do tematu wypalenia zawodowego.

– Słuchajcie – zaczęła – tak sobie pomyślałam, że skoro wypalenie zawodowe może dopaść każdego, bez względu na to, jaką pracę wykonuje, to oznacza, że wszyscy musimy nauczyć się przed nim bronić. Co wy na to, abyśmy stworzyli rodzinną grupę wsparcia? – kobieta z zaciekawieniem spoglądała na twarze rodzeństwa.

– Razem z naszymi połówkami jest nas sześcioro – wtrąciła Justyna – o ile przyjmiemy – tu spojrzała wymownie na siostrę – że twój Tomek też już należy do rodziny.

– No ba! – roześmiała się Ewa, machając prawą ręką, na której lśnił pierścionek zaręczynowy. – To już prawie mąż i w dodatku handlowiec, który może wiele powiedzieć o wyzwaniach, z jakimi mierzy się w pracy.

Rafał zdawał się sceptyczny.

– Jak wy to sobie wyobrażacie? – zapytał. – Po pierwsze, nie mam czasu nawet na to, co już zapisane w kalendarzu; po drugie, nie jesteśmy specjalistami od tematu i nie znamy się na tym – dodał bez entuzjazmu.

– Nie zgodzę się z tobą, Rafale – przerwała mu Ewa. – Pracujemy w różnych branżach, mamy różną wiedzę oraz doświadczenia i na pewno możemy się czegoś od siebie nauczyć. Pomyśl, mamy w grupie pielęgniarkę, nauczycielkę, menedżera, urzędnika i handlowca. Zastanawiam się tylko, co z twoją Martyną, bo ona przecież pracuje w wolnym zawodzie i pewnie nie ma takich kłopotów jak my…

– Takich jak my na pewno nie ma, ale nie raz słyszałem, jak żaliła się na to, że żyje od zlecenia do zlecenia i boi się, co będzie, jak skończą się kontrakty. Rynek tłumaczy jest dość duży i Martyna musi walczyć z poważną konkurencją.

– O, widzisz! – ucieszyła się siostra. – Zatem wszyscy możemy się wspierać i dzielić sposobami na przezwyciężenie trudności, które w przeciwnym razie mogą doprowadzić nas do wypalenia zawodowego. Nie ma się nad czym zastanawiać – pracujmy razem nad tym problemem.

– A co z czasem? – Rafał pozostawał sceptyczny. – Masz jakiś pomysł na wydłużenie doby?

– Nie mam, ale myślę, że to może być pierwsze zadanie dla ciebie – Ewa próbowała zachęcić brata. – Sam mówiłeś, że Martyna chciałaby, abyś spędzał z nią więcej czasu. Jeśli zawiążemy grupę, siłą rzeczy będziemy się częściej spotykać, a oprócz zdobywania wiedzy możemy zacieśniać wzajemne relacje. Ty powinieneś najlepiej wiedzieć, jak znaleźć na to czas. Jako kierownik projektów planowanie masz pewnie w małym palcu. Przypomnij sobie główne reguły i podziel się z nami tym, jak je wcielić w życie. Myślę, że ta wiedza przyda się nam wszystkim.

Siostry widziały po minie Rafała, że wciąż jest nieprzekonany. Justyna zaczęła nerwowo kręcić się na krześle i przewracać oczami. Ewa, która jako doświadczona nauczycielka wiedziała, że nie należy nikogo na siłę przekonywać do swoich racji, postanowiła nieco zmienić front.

– Okej, brat. Widzę, że pomysł cię nie przekonuje, zatem zostawmy go na razie. Niech każdy z nas przemyśli sobie temat na spokojnie i wrócimy do tego za tydzień. Pogadamy też z naszymi połówkami i zobaczymy, co one na to.

Mówiąc to, Ewa nawet sobie nie wyobrażała, na jaki opór natrafi we własnym domu, kiedy podzieli się swoim pomysłem z partnerem.

Nie ma jednego, szczególnego zawodu narażonego na wypalenie zawodowe. Historia Rafała pokazuje, że choć dla zewnętrznego obserwatora prowadzi on życie pełne sukcesów, to w rzeczywistości jest przeciążony obowiązkami, sfrustrowany i na najlepszej drodze do wypalenia. Pracująca w szpitalu Justyna uskarża się na to, że jej praca nie jest doceniana przez lekarzy i pacjentów. Pierwsi traktują Wolską z wyższością, drudzy – roszczeniowo i z pretensjami. Bez względu na to, jak wiele z siebie da, nie spotykają jej za to słowa uznania czy wdzięczności. Taka atmosfera nie pomaga cieszyć się pracą i skutecznie zniechęca do angażowania się w wykonywane obowiązki. Wspomniany w rozmowie Rysiek jest urzędnikiem i ma stabilną pracę biurową, a mimo to, jak wynika z relacji jego żony, widoczne są u niego symptomy wypalenia zawodowego. Choć nie dowiedzieliśmy się dotąd za wiele o Tomku, warto mieć na uwadze to, że zawód handlowca, podobnie jak prowadzenie tak jak Martyna własnej działalności gospodarczej, jest również bardzo wypalający. Zarówno Tomek, jak i Martyna muszą stale zabiegać o klientów. Ich praca to nieustanne polowanie. Tomek jest odgórnie rozliczany z wyników i oczekuje się od niego coraz więcej i więcej. Prawdopodobnie otrzymuje pensję uzależnioną od wysokości sprzedaży. To powoduje, że sam dla siebie może być najbardziej wymagającym szefem, nie dając sobie czasu na wytchnienie. Dla prowadzącej własny biznes Martyny pozyskanie klienta oznacza jej być albo nie być. Tłumaczka zarabia tylko wtedy, kiedy ma zlecenia. Bez zleceń straci dochód. Z tego powodu żyje w ciągłym napięciu. Nie może chorować, mieć gorszego okresu w życiu, nawet urlop jest dla niej wyzwaniem. Nikt jej nie płaci za wolne, zatem niechętnie korzysta z urlopu. Będąc żoną Rafała, nie ma co prawda kłopotów finansowych, ale wie, że jeśli nie będzie aktywna, wypadnie z rynku i straci klientów, których trudno utrzymać, bo chętnie otwierają się na nowych dostawców. Martyna musi więc być czujna i stale aktywna jako oferent oraz szybka i profesjonalna jako tłumacz. A to sprawia, że stale żyje w napięciu, które – nierozładowywane – może doprowadzić ją do wypalenia zawodowego.

Jak słusznie zauważyła Ewa, literatura przedmiotu często rozpatruje problem wypalenia jedynie w kontekście zawodów pomocowych lub związanych z edukacją szkolną, czasami z obsługą klienta. W rzeczywistości wypalenie zawodowe może dotknąć każdą osobę pracującą, bez względu na wykonywany zawód. Zbyt duża ilość pracy, życie w ciągłym napięciu, nieustanny pośpiech, brak pozytywnej informacji zwrotnej, niepewność jutra, konflikty lub monotonia pracy – to wszystko może doprowadzić do spadku zaangażowania, a w konsekwencji do wypalenia zawodowego.

Nie bój się przyznać, że ten problem może dotyczyć także ciebie. Potraktuj wypalenie zawodowe jak grypę, na którą każdy może zachorować, ale którą nie każdy musi przejść tak samo ciężko. Jeżeli dotąd się nie zaszczepiłeś, to być może zachorujesz, ale znając właściwe sposoby, szybko zwalczysz dolegliwość. A jeśli dziś jesteś w dobrej kondycji, to możesz podjąć działania profilaktyczne, by nie dopuścić do rozwoju choroby w przyszłości.

Zatem do dzieła!

Rozdział 2
Przyczyny wypalenia zawodowego

Ewo, o czym ty w ogóle mówisz?! – Tomek szeroko otwartymi oczami patrzył na swoją narzeczoną, która z entuzjazmem opowiadała mu o pomyśle, na jaki wpadła z rodzeństwem. – Jakie wypalenie zawodowe?! Za kogo ty mnie masz?! Skąd pomysł, że ten problem mógłby mnie dotyczyć?! – W głosie mężczyzny słychać było silne emocje, będące mieszanką niedowierzania, złości i strachu.

– Tomuś, ja nie powiedziałam, że jesteś wypalony. Chodzi mi o to, że wypalenie zawodowe może dotknąć każdego, dlatego wspólnie z Justyną i Rafałem postanowiliśmy mu przeciwdziałać.

– I Rafał się na to zgodził? – zapytał z powątpiewaniem Tomek.

– No może nie wpadł w euforię, ale nie powiedział „nie”. Mamy to przegadać z naszymi połówkami i wrócić do tematu. Dlatego ci o tym mówię. Potrzebujemy silnego zespołu, w którym będą reprezentowane różne zawody, bo to nam da pogląd na sprawę z wielu stron.

– Nie wchodzę w to. Nie mam czasu na takie bzdury. Mam wystarczająco dużo poważnych rzeczy do zrobienia. I dlatego muszę już lecieć, bo się spóźnię na spotkanie z klientem. Kocham cię, pa! – powiedział Tomek, po czym dopił ostatni łyk porannej kawy i wyszedł z domu.

Tego dnia Ewa zaczynała pracę o dwunastej, więc nie spiesząc się, dalej jadła śniadanie, przerwane niespodziewanym wyjściem narzeczonego. Była zdziwiona reakcją Tomka. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego on tak emocjonalnie zareagował na jej propozycję. Miała wrażenie, że wręcz się zdenerwował, a przecież nie powiedziała nic, co mogłoby go tak poruszyć. Zastanawiała się, czy narzeczonemu nie spodobał się pomysł stworzenia rodzinnej grupy wsparcia, czy też hasło „wypalenie zawodowe” obudziło w nim jakieś głęboko skrywane lęki. „Czyżby Tomek był wypalony?” – przemknęło jej przez głowę. „Eee, na pewno nie. To silny facet, który jest mocno zaangażowany w to, co robi. Nie dopuściłby do wypalenia. Pewnie nie spodobał mu się pomysł zabawy w psychologów, ale go przekonam” – podsumowała swoje myśli Ewa i zabrała się za porządkowanie kuchni po posiłku. Przed wyjściem do pracy musiała jeszcze napisać sprawozdanie na zbliżającą się radę pedagogiczną. Przypomniała sobie też o konieczności przygotowania ćwiczeń dla Mateusza, z którym pracuje indywidualnie.

Tymczasem Tomek przedzierał się przez korki, pędząc na pierwsze tego dnia spotkanie. Choć wciąż czuł lekkie podenerwowanie, nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego propozycja Ewy wywołała w nim tak gwałtowną reakcję. Potrząsnął głową i skupił się na kliencie, do którego jechał. Zaczął powtarzać sobie informacje na jego temat: „Facet jest po pięćdziesiątce, właśnie wysłał na studia do Londynu jedyną córkę. Muszę pamiętać, by zapytać, czy córce podoba się uczelnia i jak on i żona radzą sobie sami w opuszczonym gnieździe. Zapytam też o uprawę pomidorów, która stała się jego hobby ostatniej wiosny. Chyba powinien mieć już pierwsze zbiory… Czy pomidory rosną tak szybko? Hm, muszę to sprawdzić jeszcze przed spotkaniem. I co to był za gatunek, którego szczepek przywiózł z Hiszpanii…? Kurczę, nie pamiętam nazwy, a dobrze by było ją znać” – zakończył nie do końca zadowolony.

Spotkanie wypadło świetnie i po dwóch godzinach Tomek wracał do biura z podpisanym kontraktem. Klient był bardzo podekscytowany rozmową o swojej małej uprawie, zwłaszcza że – jak powiedział – nigdy wcześniej niczego nie wyhodował. Opowiadał, jak bardzo go to relaksuje i pozwala zapomnieć o opustoszałym domu. A na koniec, bez specjalnego namawiania ze strony Tomka, złożył zamówienie na kolejne oprogramowanie dla swojej firmy. Nowaczyk miał powód do dumy. Kiedy wrócił do biura, w holu spotkał szefa, który zapytał o wynik spotkania. Usłyszawszy, że kontrakt został podpisany, szef zapytał jedynie o jego wartość, po czym klepnął Tomka w ramię, dodając: „Dobra robota, kolego. Premia murowana”, i oddalił się do swojego gabinetu.

Tomek po raz kolejny tego dnia poczuł ucisk w żołądku. Z przykrym i trudnym do nazwania uczuciem zasiadł za swoim biurkiem. Włączył komputer, by przejrzeć bazę i sprawdzić, co ma jeszcze na dziś zaplanowane. O czternastej był umówiony z panią Sarnowską, właścicielką sieci salonów kosmetycznych. To było ich pierwsze spotkanie, ale mimo to chciał się wcześniej czegoś dowiedzieć o klientce, by nawiązać z nią lepszą relację. Spojrzał na koleżankę siedzącą w boksie obok i to u niej postanowił zasięgnąć języka.

– Izo, mogę ci na chwilę przerwać? – zagaił.

– Pewnie. O co chodzi?

– Czy wiesz, z jakich usług najchętniej korzystają obecnie kobiety w salonach kosmetycznych? Mam dziś spotkanie z właścicielką salonów i chciałbym się czegoś dowiedzieć o jej branży. Możesz mi podpowiedzieć jakieś nowinki?

– Oj, Tomku, gdybyś miał kobietę, nie musiałabym mówić ci takich rzeczy – koleżanka teatralnie pokręciła głową, a Tomek znów poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku.

– Skąd wiesz, że nie mam?! – zapytał z tłumionym gniewem.

– A masz? Byłam przekonana, że jesteś zatwardziałym kawalerem, nastawionym tylko na sukces i zarabianie pieniędzy.

Tomek już miał otworzyć usta, by powiedzieć Izie o swojej narzeczonej, ale koleżanka straciła zainteresowanie jego prywatnym życiem i zaczęła opowiadać, z jakich zabiegów najczęściej korzysta w salonach kosmetycznych. Jednak Nowaczyk, choć była to dla niego cenna wiedza, nie potrafił skupić się na słowach koleżanki. Anonimowość. To słowo wyświetlało mu się przed oczami niczym neon w nocnym klubie. „Nikt w mojej pracy mnie nie zna, podczas gdy ja wiem wszystko o wszystkich. Nawet o tym, jakie cholerne pomidory uprawia mój klient! Czy szef wie, jak się nazywam i jakie mam hobby? Raczej nie. Najczęściej mówi do mnie »kolego«. Ale za to doskonale zna moje wyniki. Współpracownicy kojarzą mnie jako chodzącą encyklopedię technik sprzedaży, lecz czy wiedzą coś o moim życiu prywatnym? Nie. Ja o klientach wiem na tyle dużo, że dla większości mógłbym być osobistym asystentem. A co oni wiedzą o mnie? Nic. Większość pewnie nawet nie pamięta mojego imienia, tylko kojarzy twarz z logo firmy. Kurczę, gdyby ktoś z mojej pracy miał wygłosić mowę pożegnalną na moim pogrzebie, to najwięcej mógłby w niej powiedzieć o sobie samym” – Tomek gorzko podsumował swoje przemyślenia. Poczuł się jak maszynka do robienia pieniędzy.

Tymczasem w drugiej części miasta Ryszard Wolski, mąż Justyny, bez większego entuzjazmu sięgnął po kolejny segregator z zeznaniami podatkowymi szarych obywateli. Bolały go plecy i czuł nieprzyjemny ucisk w skroniach. Potarł czoło i westchnął. Był sam w pokoju, gdyż jedna z koleżanek od ponad miesiąca była na zwolnieniu lekarskim, a druga kilka dni wcześniej wyjechała na urlop. Choć bywały dni, kiedy niełatwo mu było wytrzymać z trajkoczącymi bez przerwy paniami, to panująca obecnie cisza okazała się jeszcze trudniejsza do zniesienia. Rysiek przeglądał segregator strona po stronie, lecz po jakimś czasie zreflektował się, że nie wie, co przeczytał. Westchnął i wrócił do początku. Zamiast jednak wczytać się w dokumenty, postanowił zrobić sobie przerwę na papierosa. Choć zganił się za to – ponieważ od pewnego czasu odczuwał negatywny wpływ nikotyny na zdrowie – nie miał innego pomysłu, jak oderwać się od monotonnej pracy. A czuł, że koniecznie potrzebuje przerwy.

W tajnej palarni urzędników skarbówki, znajdującej się na prawo od głównego wejścia dla klientów, Rysiek spotkał swoją szefową Anitę, atrakcyjną brunetkę w wieku około czterdziestu lat. Lubił ją, bo była dobrą i sprawiedliwą przełożoną. Na co dzień mieli jednak ograniczony kontakt, gdyż Anita była szefową jeszcze trzynaściorga pracowników i pracowała na innym piętrze niż Rysiek.

– Jak miło, że nie muszę palić sama – uśmiechnęła się na widok swojego podwładnego.

– Też się cieszę, że widzę żywą duszę, bo w pokoju mam tylko teki nazwisk i żadnego śladu życia.

– Czyżbym słyszała w twoim głosie frustrację? – Anita życzliwie spojrzała na Ryśka.

– Może trochę – odpowiedział mężczyzna. – Mam już po dziurki w nosie przeglądania zeznań podatkowych statystycznych Kowalskich. Tam nic nie ma, a ja czuję się, jakbym wykonywał sztukę dla sztuki. Moja praca jest nikomu niepotrzebna i ta świadomość skutecznie mnie demotywuje. Kiedy siedziałem w okienku w biurze obsługi interesanta, miałem chociaż poczucie, że pomagam ludziom, którzy przychodzą do urzędu. Coś im wytłumaczyłem, sprawdziłem, podpowiedziałem. Tamta praca, choć często niewdzięczna, miała sens. Teraz, przeglądając stosy segregatorów w dziale kontroli, mam poczucie totalnego bezsensu. Zdaję sobie sprawę, że wykrywając nieprawidłowości, zyskuję dodatkowe złotóweczki dla naszego państwa, ale często to naprawdę rozbija się o złotówkę lub dwie, co niczego nie zmienia w budżecie krajowym. W niczyim budżecie zresztą.

– Rysiu, czy ty mi się nie wypalasz? – Anita popatrzyła z troską na swojego pracownika. – Słyszę, co mówisz, i chyba wiem, o co ci chodzi. Zdaję sobie sprawę, że może być ci trudno wykonywać bieżące zadania, jeśli nie wiesz, czemu służą. Tak bardzo się ucieszyłam, że pozyskałam cię do zespołu, że chyba cię trochę zaniedbałam. Chcę, byś wiedział, że zależało mi na tym, abyś to właśnie ty był odpowiedzialny za kontrolę w naszym dziale. Bardzo cenię twoją skrupulatność. Nigdy nie znalazłam żadnych nieprawidłowości w dokumentach, które przeszły twoją wstępną kontrolę. Dlatego najbardziej się cieszę, kiedy dokumenty przechodzą przez ciebie. Nie muszę ich wtedy bardzo dokładnie przeglądać, bo mam przekonanie, że ty już to zrobiłeś. To bardzo mi pomaga i skraca pracę, której – jak wiesz – mam niemało. Nie chcę, byś myślał, że biorę cię pod włos, ale gdy będziesz przeglądać kolejny segregator, pamiętaj, że kiedy on później trafia do mnie, mam banana na twarzy, bo wiem, że szybko mi pójdzie jego sprawdzenie i będę mogła o czasie wyjść do domu. Uwierz, że nie każdy zapewnia mi taki komfort pracy jak ty. Dziękuję ci za to.

– Jejku… – Rysiek był wyraźnie poruszony słowami szefowej. – Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że moja praca komuś służy, a teraz wiem, ile ona daje tobie. Dzięki, że mi o tym powiedziałaś. Myślę, że teraz będzie mi łatwiej. Może wciąż nudno, ale łatwiej.