Oszuści, zabójcy, kasiarze - Sławomir Koper

Oszuści, zabójcy, kasiarze

0,0

Kalibabka, Szpicbródka, Sergiusz Piasecki, Tata Tasiemka, Zdzisław Najmrodzki, Józef Łokietek, ojciec Damazy Macoch…

Tym razem autor bestsellerów Sławomir Koper opisuje sylwetki najsłynniejszych polskich przestępców. Wkraczamy w mroczny świat gangsterskich porachunków i nieczystych interesów, śledzimy spektakularne skoki na banki i brawurowe ucieczki z więzienia.

Oto owiane legendą i tajemnicą historie kryminalne, czasami krwawe i nie do końca wyjaśnione, ale niezwykle barwne i pełne cennych informacji na temat epoki, w której się rozgrywały.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Copyright © Sławomir Koper, Czerwone i Czarne

Projekt okładki
FRYCZ I WICHA

Zdjęcia
Getty Images, Archiwum, archiwum Zofii Forteckiej/FOTONOVA, Edward Iwanek/PAP, Maciej Sochor/PAP.
Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, by ustalić właścicieli praw do zdjęć wykorzystanych w książce. Jeśli kogoś pominęliśmy, prosimy o kontakt w celu załatwienia kwestii formalnych.

Redaktor prowadząca
Katarzyna Litwińczuk

Redakcja
Witold Grzechnik

Korekta
Małgorzata Ablewska

Skład
Tomasz Erbel

Wydawca
Czerwone
Czarne Sp. o.o. S.K.A.
Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5
00-272 Warszawa

Wyłączny dystrybutor
Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. S.K.A.
ul. Poznańska 91
05-850 Ożarów Mazowiecki

ISBN 978-83-7700-210-0

Warszawa 2015

Skład wersji elektronicznej
pan@drewnianyrower.com

 

 
Od autora

 

 

Przestępstwa towarzyszyły ludzkości od zarania dziejów, o czym świadczą zachowane do naszych czasów kodeksy karne najstarszych cywilizacji antycznych. W każdym bowiem kraju, w każdej kulturze czy formacji ustrojowej byli osobnicy, którzy z chęci wzbogacenia się albo z życiowej konieczności łamali obowiązujące prawo. Pod tym względem mało się zmieniło na przestrzeni wieków, a ludzie żyjący przed setkami lat niewiele się różnili od współczesnych. Przedstawiciele naszego gatunku zawsze dążyli do osobistego szczęścia, chcieli być zamożni, bywali też podli i okrutni wobec bliźnich. Zmieniały się uwarunkowania kulturowe i polityczne, ale człowiek pozostawał człowiekiem.

Książka, która trafia do Państwa rąk, jest pozycją nieco nietypową na tle mojej dotychczasowej twórczości. Z reguły bowiem pisałem o sławnych postaciach naszej historii, przedstawiając je od strony życia prywatnego. Koncentrowałem się na mało znanych wydarzeniach obyczajowych, odsłaniałem wstydliwie skrywane tajemnice osobiste, starając się przedstawić naszych polityków czy luminarzy kultury w szlafroku i kapciach.

Pewnym odstępstwem od tej metody były książki Wielcy zdrajcyPolskie piekiełko. W nich skupiłem się na wydarzeniach politycznych, które – jako niezbyt chwalebne – psuły dobre samopoczucie Polaków i z tego powodu były skazywane na zapomnienie. Podobnie jest z tematem niniejszej książki – choć wszyscy zdają sobie sprawę, że bandyci, złodzieje i oszuści działali w każdej epoce, to mało kto lubi się do nich przyznawać. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że życie przestępcze zawsze było częścią składową naszej historii i wiele mówi o codziennej egzystencji naszych przodków.

O kim jednak napisać? Czy o tych, którzy wspominani są z nutą podziwu i sympatii, czy raczej o tych, którzy jako sprawcy okrutnych zbrodni do dziś budzą grozę i obrzydzenie? Po dłuższym zastanowieniu wybrałem tych, których historie uznałem po prostu za najciekawsze. Wśród bohaterów tej książki nie ma jednak zwyrodniałych, seryjnych morderców, doszedłem bowiem do wniosku, że ani nie chcę, ani nie potrafię napisać komentarza do podręcznika medycyny sądowej. W zamian postanowiłem przybliżyć Czytelnikom inne historie kryminalne, czasami również krwawe, ale niewątpliwie interesujące i pełne cennych informacji na temat epoki, w której się rozgrywały.

Książka zaczyna się relacją z największego skandalu w dziejach Jasnej Góry. Najświętsze miejsce polskiego katolicyzmu zostało sprofanowane przez gang zbrodniczych paulinów, którzy w celu zdobycia środków na swoje rozpustne życie nie zawahali się zrabować drogocennych koron i sukienki z cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Sprawa ta obfitowała w niezwykle bulwersujące fakty, były tam i świętokradztwo, i fałszowanie dokumentów, i zazdrość, i nawet zabójstwo popełnione w murach jasnogórskiego klasztoru.

Wiele miejsca poświęciłem światowi przestępczemu II Rzeczypospolitej. Zawsze uważałem, że była to najbarwniejsza epoka w dziejach Polski, a twierdzenie to dotyczy również środowiska ówczesnych gangsterów. Prawie wszyscy z nas słyszeli o sławnych kasiarzach ze Szpicbródką na czele albo o gangu Taty Tasiemki z warszawskiego Kercelaka, ale już historia Sergiusza Piaseckiego jest zdecydowanie mniej znana. Tymczasem żywot tego przemytnika, bandyty, pensjonariusza najcięższych więzień epoki, a z drugiej strony – dzielnego agenta wywiadu, egzekutora AK i znakomitego pisarza, to temat na wielką powieść przygodową albo telewizyjny serial.

Nie mogłem również nie przedstawić dwóch głośnych postaci z epoki PRL-u. Życiorysy Jerzego Kalibabki i Zdzisława Najmrodzkiego obrosły bowiem w wiele mitów, które starałem się skonfrontować z rzeczywistością. I muszę teraz przyznać, że autentyczne elementy ich biografii nie ustępowały plotkom opowiadanym na ich temat.

Pisząc Oszustów, zabójców, kasiarzy, opierałem się na wspomnieniach, korespondencji i artykułach prasowych. Szczególną uwagę poświęciłem tym ostatnim źródłom, bo najlepiej oddają one atmosferę tamtych dni, a komentując na bieżąco wyczyny bohaterów tej książki, wiele mówią o ówczesnym społeczeństwie.

W jednym przypadku z rozmysłem dałem pierwszeństwo innemu rodzajowi źródeł, spędzając pewien czas w archiwum Sądu Rejonowego w Nowym Targu, gdzie zapoznałem się z aktami procesu Jerzego Kalibabki. Zauważyłem bowiem, że choć tak wiele osób pisało o najsłynniejszym w dziejach PRL-u przestępcy uwodzicielu, to chyba nikt nie korzystał z dokumentacji sądowej, a dotychczasowa baza źródłowa opowieści o „Tulipanie” ograniczała się jedynie do artykułów prasowych i rozmów z nim samym. Ja natomiast uznałem, że bardziej wierny obraz jego działalności uzyskam z analizy akt procesowych – i nie zawiodłem się. Wyłonił się z nich zupełnie inny wizerunek tego przestępcy, bardzo odległy od powszechnej opinii na jego temat. Być może dla niektórych Czytelników będzie on nieco zaskakujący, ale zaskakiwanie jest chyba jedną z cech mojego pisarstwa.

Zawsze starałem się bowiem popularyzować historię przez ukazywanie wydarzeń mało znanych albo przez opowiadanie o nich inaczej, niż czynili to inni autorzy. Zawsze też wykorzystywałem źródła, które wielu badaczy pomijało lub lekceważyło, a robiło to – moim zdaniem – niesłusznie, bo każde źródło zawiera jakąś część prawdy o wydarzeniach sprzed lat…

Sławomir Koper

 

Rozdział I
Skandal na Jasnej Górze

 

Paulin Damazy Macoch związał się z Heleną, która przyjechała na Jasną Górę i wyspowiadała się właśnie u niego. Była inteligentna i urodziwa, toteż zakonnik zupełnie stracił dla niej głowę. W Warszawie Damazy wynajął dla kochanki eleganckie lokum oraz zadbał, aby nie miała problemów finansowych. Gdy Helena chciała oficjalnie mieć dziecko, mnich znalazł jej niekrępującego małżonka – wybór padł na kuzyna, Wacława Macocha (na zdjęciu od lewej: Damazy, Helena, Wacław).

 

 

Serca wiernych ścisnęły się bólem i rozpaczą – informowała na pierwszej stronie »Gazeta Częstochowska«. – Dziś w nocy dokonano na Jasnej Górze potwornego świętokradztwa, na samą myśl o którym krew ścina się w żyłach, a duszę ogarnia straszny lęk przed ogromem zbrodni ludzkiej.

Z trwogą spoglądamy w przyszłość.

Do jakiego upadku, upodlenia i nędzy może dojść zbrodniczy szał istoty ludzkiej.

Lotem błyskawicy przebiegła dziś rano Częstochowę wiadomość, że świętokradcza ręka targnęła się na świętość sercu polskiemu najdroższą. Tysiączne tłumy, zatrwożone, zbolałe biegły na Jasną Górę, nie dając wiary przerażającej wieści. Niestety, wieść ta okazała się prawdziwa!”[1].

Świętokradztwo w klasztorze

To był jeden z najczarniejszych dni w dziejach sanktuarium na Jasnej Górze. Wczesnym rankiem 23 października 1909 roku zakonnicy odkryli, że nieznani sprawcy okradli obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Zniknęły dwie korony z brylantami oraz sukienka inkrustowana perłami. Ponadto łupem złodziei padły wota pozostawione przez wiernych: 15 złotych zegarków, 50 złotych obrączek, 40 pierścieni z brylantami, 15 złotych bransoletek, 4 duże złote krzyże oraz 50 krzyżyków na szyję.

„Ilu było świętokradców – komentowała prasa – dziś sprawdzić trudno. Niepodobna jednak przypuszczać, aby działał jeden złoczyńca. […] Sądząc z położenia świątyni oraz wejść i wyjść, złoczyńca czy złoczyńcy dostali się do kaplicy św. Antoniego przez okno, w którym już poprzednio brakowało szyby. Odryglowanie bramy prowadzącej z kaplicy do kruchty nie przedstawiło żadnej trudności, gdyż zasuwa odmykana jest od wewnątrz. Tą drogą zbrodniarze przedostali się na ganek w kaplicy z Obrazem Cudownym i zawiązawszy u bariery sznur, opuścili się na ambonę”[2].

Śledczy od razu zwrócili uwagę na fakt, że złodzieje sprawiali wrażenie ludzi doskonale znających rozkład pomieszczeń. Nawet linkę, którą mieli się posłużyć, umocowali na pręcie, o którego istnieniu nie mógł wiedzieć nikt z zewnątrz. Co więcej, wszystko wskazywało na to, że była to tylko próba wprowadzenia policji w błąd, gdyż linka nie była im wcale potrzebna. Znaleziono również porzucony przez nich sznur sztucznych pereł, których w ciemnościach nie można było odróżnić od prawdziwych. A więc sprawcy musieli doskonale wiedzieć, co kradną.

„Prowadzi to do przypuszczenia – podejrzewał dziennikarz »Kuriera Porannego« – że kradzież popełniona została przez kogoś, kto znając dokładnie klasztor... po spełnieniu kradzieży potrafił się w nim ukryć”[3].

Śledztwo utknęło jednak w martwym punkcie, a prasa prześcigała się w spekulacjach. Dziennikarze lewicowych tytułów sprawiali wrażenie zadowolonych ze świętokradztwa, dając do zrozumienia, że już dawno należało ograniczyć klerykalizm i kult świętych obrazów. Nie przeszkodziło to jednak w ponownej koronacji częstochowskiej relikwii, do której doszło w maju 1910 roku, przy czym nowe korony przysłano bezpośrednio z Watykanu. Uroczystość stała się pretekstem do rozprawy z „podżegaczami do świętokradztwa”, jak określił lewicowych dziennikarzy przeor Jasnej Góry, ojciec Euzebiusz Rejman:

„Dożyliśmy czasów strasznych. Oszczerstwa, kradzieże, kłamstwa, zabójstwa, bluźnierstwa i naśmiewanie się z rzeczy świętych na każdym kroku. Niektóre bezbożne pisma jawnie bluźnierstwa sieją i na Boga powstają, bluźnią Najświętszej Pannie! Czyż od takich nauk daleko jest do czynu świętokradztwa?”[4].

Przeorowi wtórował biskup włocławski Stanisław Zdzitowiecki, który winą za świętokradztwo obarczył agitatorów dążących do zmian społecznych na ziemiach polskich:

„[…] wypadki ostatnich czasów wyprowadziły lud do walki ekonomicznej. Rzucono ziarno nienawiści klasowej. Ulica święciła triumf, powoli zrodziło się rozbójnictwo i walka o pieniądz z pogwałceniem uczuć religijnych, rodzinnych i narodowych”[5].

Do dyskusji włączyły się tytuły katolickie i prawicowe. Jednak pomimo tej prasowej wojny sprawców przestępstwa nie wykryto. I zapewne pozostaliby oni nieuchwytni, gdyby nie upór pewnego rosyjskiego sztabskapitana.

Trup w sofie

Kilka tygodni po koronacji obrazu w pobliżu wsi Zawady, leżącej na północ od Częstochowy, dokonano makabrycznego odkrycia. Z rozlewisk Warty wyłowiono sofę, w której znajdowało się ciało nieznanego mężczyzny. Denat zginął od ciosów siekierą.

„Zamordowany to wysoki blondyn – relacjonowała prasa – około lat 35, cokolwiek ryży. Rany zostały zadane ręką pewną i śmiałą. Sekcja wykazała, że pierwszą ranę otrzymał zamordowany podczas snu. Oprócz zadawania ciosów morderca dusił ofiarę”[6].

Ofiary początkowo nie udało się zidentyfikować, śledztwo ruszyło jednak z miejsca, gdy sprawą zajął się sztabskapitan Czernogołowkin z warszawskiej policji. Zrezygnował on ze stwierdzenia tożsamości ofiary i skoncentrował się na próbach ustalenia pochodzenia sofy, w której znaleziono zwłoki. Szybko też doszedł do zadowalających wyników.

Sofa była opakowana w matę (tzw. rogożę), na której zachowały się symbole przesyłek kolejowych. Ustalono, że mata została nadana z Krzemieńca do Częstochowy, gdzie odebrał ją miejscowy kupiec Szlama Potok. Ten zaś przesłuchany przez policję zeznał, że sprzedał ją nieznanemu z nazwiska klientowi, który zapakował ją do dorożki.

Czernogołowkin był doświadczonym śledczym i nie popełnił błędu. Jego podwładni przeczesali teren pomiędzy Częstochową a Zawadami, rozpytując okolicznych mieszkańców. Trop okazał się właściwy, bo wkrótce znaleziono świadków, którzy widzieli dorożkę wiozącą dziwny pakunek. Ponownie przesłuchiwany Potok zeznał ponadto, że klient, który zapłacił za matę, kupił jeszcze wielki wiklinowy kosz, informując przy okazji, że właściwym nabywcą miał być ktoś z jasnogórskiego klasztoru.

Przesłuchano więc częstochowskich dorożkarzy, a jeden z nich zdradził, że jego kolega Wincenty Pianko chwalił się nietypowym kursem za miasto i przewozem wielkiej paczki. Dodał również, że nieźle na tym zarobił, a zleceniodawcą miał być jakiś zakonnik.

Piankę aresztowano i choć ten uparcie milczał, śledztwo potoczyło się wtedy już błyskawicznie. Okazało się, że dorożkę wynajął paulin Damazy Macoch, który wraz z klasztornym służącym Stanisławem Załogiem załadował sofę do pojazdu, nakazując dorożkarzowi jazdę w kierunku Zawad.

„[…] w rzece Warcie w głębokim topielisku sofę zatopili – relacjonował reporter »Kuriera Warszawskiego«. – Kiedy zaintrygowany tym w najwyższym stopniu dorożkarz Pianko pytał, co to wszystko znaczy, ojciec Damazy zalecił mu milczenie, obiecując wyjaśnić później.

W drodze powrotnej […], kiedy dorożka znalazła się w lesie, paulin Damazy zatrzymał ją, wziął krzyż do ręki i kazał na niego przysiąc dorożkarzowi Piance, że nigdy i nikomu nie powie o podróży z nim i przewiezieniu sofy, choćby nawet był więziony – a to »dla dobra wiary chrześcijańskiej«”[7].

Dorożkarz został sowicie wynagrodzony, bo za wyprawę do Zawad otrzymał 30 rubli, co równało się miesięcznemu zarobkowi robotnika fabrycznego. Uważał swoją przysięgę za wiążącą i nie chciał zeznawać. Pomimo to śledczym udało się ustalić personalia ofiary znalezionej w sofie. Był nim Wincenty Macoch, brat stryjeczny ojca Damazego. Zakonnika jednak nie aresztowano, gdyż wraz ze służącym zniknął on z klasztoru. W jego celi znaleziono korespondencję z wdową po ofierze – zamieszkałą w Warszawie Heleną Krzyżanowską. Ta również zniknęła, ale jej sąsiadka zeznała, że osobnik podobny do ojca Damazego był u niej częstym gościem. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania całej trójki, a jednocześnie policja połączyła poszczególne elementy tej układanki. Helenę niebawem ujęto u siostry mieszkającej w okolicach Miechowa, natomiast Damazego aresztowano na dworcu w Krakowie. Zeznania zatrzymanych pozwoliły na ujawnienie straszliwej prawdy.

W drodze do zbrodni

W chwili aresztowania ojciec Damazy miał niespełna 40 lat. Pochodził z chłopskiej rodziny osiadłej we wsi Lipie, leżącej niedaleko Częstochowy. Choć jego rodzice nie uchodzili za specjalnie zamożnych, otrzymał on względnie przyzwoite wykształcenie domowe. Dzięki temu jako nastolatek został pomocnikiem pisarza gminnego, a po kilku latach zajął nawet jego stanowisko. W awansie zapewne pomogło mu to, że jego wuj był wójtem gminy i popierał młodszego kuzyna.

Macoch nie wytrzymał jednak długo na etacie pisarza, bo już rok później porzucił tę pracę i wstąpił do zakonu paulinów.

„Przyjęcie kandydata do zakonu uwarunkowano koniecznością spełnienia szeregu warunków – tłumaczył historyk Jan Pietrzykowski. – Wymienić trzeba przede wszystkim te, które stawiano celowo, by osłabić wewnętrzną spoistość, poziom umysłowy i morale zakonników. Kandydat musiał uzyskać aprobatę gubernatora i zezwolenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych po policyjnym sprawdzeniu jego lojalności. Musiał uprzednio odbyć służbę wojskową i ukończyć dwadzieścia cztery lata. Śluby uroczyste mógł złożyć dopiero po ukończeniu trzydziestego roku życia. Nie wymagano natomiast od kandydatów właściwego cenzusu naukowego. Klasztorom zaś zabroniono organizowania studiów, prowadzenia seminariów, a nawet szkół początkowych. Otworzono szeroko furty klasztorne dla ludzi niegodnych noszenia habitu”[8].

Polskie zakony znajdowały się wówczas w ciężkiej sytuacji, bo w ramach represji po stłumieniu powstania styczniowego skasowano wiele z nich, a pozostałym bardzo utrudniano egzystencję. Dziwnym trafem Macoch nie miał jednak problemów z rekomendacją władz…

„Po dwóch latach – informował anonimowy autor relacji z tragicznych wydarzeń – przeor klasztoru ksiądz Euzebiusz Rejman posłał go do seminarium we Włocławku, ale Macoch po przybyciu do seminarium zachorował na tyfus i powrócił do klasztoru, gdzie […] przygotowywał się do stanu duchownego”[9].

Zachowały się jednak informacje, że to nie tyfus przeszkodził Macochowi w studiach we Włocławku, tylko całkowity brak zdolności, za sprawą którego nie dawał sobie rady z nauką. Na Jasnej Górze wymagania były mniejsze, tam też został wyświęcony na księdza.

„W klasztorze Damazy odznaczał się początkowo cichym i spokojnym charakterem, lubili go wszyscy, a ksiądz Rejman, który był do niego jak najlepiej usposobiony, zrobił go swoim sekretarzem. Ale stan ten nie trwał jednak długo. Po roku lub najwyżej dwóch Macoch zaczął wyjeżdżać ciągle z klasztoru, tłumacząc się, że musi odwiedzać krewnych i porządkować interesy. W tym czasie zmienił się radykalnie charakter Macocha. Zaczął zaniedbywać obowiązki księdza-zakonnika, stał się kłamcą, skrytym i rozpustnym”[10].

Zmiany w zachowaniu Macocha łączono z tym, że związał się on z dwoma zakonnikami mającymi w klasztorze bardzo złą opinię: z Izydorem Starczewskim i Bazylim Olesińskim. Na postępowanie całej trójki wpłynęła nawet skarga do konsystorza we Włocławku, przy czym Macoch i Starczewski zostali uniewinnieni i tylko Olesiński dostał „surowe napomnienie”.

„Przeor Rejman próbował wpłynąć na Macocha, ale Macoch odparł, aby przeor do spraw jego się nie mieszał, bo urządzi tak, że klasztor zamkną. Pozostawiono więc Macocha w spokoju”[11].

Trzech mnichów gustowało w wesołym trybie życia, a najbardziej zbliżyły ich do siebie przestępstwa, jakich dopuszczali się na terenie klasztoru. Zaczęło się od szantażu, gdy okazało się, że brat Bazyli kradnie pieniądze za msze święte odprawiane w intencji darczyńców.

„Macoch i Starczewski zauważyli, że Olesiński skrada się do zakrystii. Poszli za nim i zauważyli, że Olesiński wyjął klucz spod poduszki i wszedł do skarbczyka. Ukazali się Olesińskiemu, a ten dał każdemu z nich po 50 rubli, nalegając, aby wyszli natychmiast, aby uniknąć nieprzyjemności. Od tego czasu Olesiński stale dawał im pieniądze ze skarbczyka i w ten sposób uzbierali po 2 tysiące rubli”[12].

To był dopiero początek. Już wkrótce trzej złodzieje zaczęli przywłaszczać sobie pieniądze otrzymywane za nabożeństwa, które sami odprawiali. To jednak im nie wystarczało, więc pomyśleli o rozwinięciu przestępczego interesu.

„Wiosną 1908 roku Macoch i Starczewski wezwali do siebie muzykanta klasztornego Józefa Pertkiewicza, który był kolegą szkolnym Starczewskiego, i prosili, aby dorobił im cztery klucze: jeden do skarbczyka, dwa do drzwi korytarza wiodącego do skarbczyka i jeden do szafy w zakrystii. Pertkiewicz zgodził się, za co dostał 30 rubli. […] Gdy potem zmieniono zamki […], to za radą Starczewskiego Macoch kazał dorobić nowe klucze ślusarzowi w Częstochowie, Jakubowi Starczewskiemu, który był bratem stryjecznym zakonnika, lecz który o ich przeznaczeniu nie wiedział. Ile pieniędzy skradziono przy pomocy kluczy, ściśle określić nie można, ale przypuszcza się, że od 8 do 9 tysięcy rubli”[13].

Macoch na własną rękę wyniósł jeszcze około dwóch tysięcy rubli z zakrystii, okradał również innych braci zakonnych. Kiedy zmarł ksiądz Gawełczyk, to przeor właśnie Macochowi i Olesińskiemu polecił przeszukanie jego celi. Złodzieje znaleźli 20 tysięcy rubli w kasetce, Rejmanowi oddali jednak tylko 15 tysięcy, a resztę podzielili między siebie.

„Testament Gawełczyka znalazł Olesiński i odniósł Rejmanowi. Przeor odczytał testament i chociaż zauważył brak 5 tysięcy, ale wyraził przypuszczenie, że testament jest stary i prawdopodobnie Gawełczyk za życia oddał te pieniądze komuś innemu”[14].

Kochanka zakonnika

Macoch potrzebował coraz więcej pieniędzy, gdyż w tamtym czasie związał się z telefonistką Heleną Krzyżanowską. Przyjechała ona na Jasną Górę po przeżyciu zawodu miłosnego i wyspowiadała się właśnie u ojca Damazego. Miała 23 lata, była inteligentna i urodziwa, toteż zakonnik zupełnie stracił dla niej głowę.

„Uwiódł mnie mężczyzna – zeznawała Helena podczas procesu. – Nie chciałam żyć. Odwiódł mnie od śmierci spowiednik. Był nim ojciec Damazy”[15].

Zaraz po spowiedzi spotkali się na wałach klasztornych, niebawem też zaczął się ich romans. Macoch nie przejmował się faktem, że złożył śluby czystości, jego partnerka również nie zwracała na to uwagi. Liczyło się tylko to, że mnich miał ze swojego złodziejskiego procederu duże dochody i mógł jej zapewnić dostatnie życie. Helena porzuciła nieźle płatną pracę w Łodzi i przeniosła się do Warszawy. Tam ojciec Damazy wynajął dla niej eleganckie lokum oraz zadbał, aby nie miała problemów finansowych. Funkcjonariusze policji, którzy kilka lat później oglądali to mieszkanie, uznali, że było ładnie umeblowane, znaleziono w nim również „piękne stroje, wytworną bieliznę i kilka par eleganckich bucików”[16].

Krzyżanowska oficjalnie przedstawiała się jako nauczycielka muzyki, jednak żadnych lekcji oczywiście nie udzielała. Niebawem na dwóch kontach założonych na jej nazwisko znalazło się 12 tysięcy rubli, dysponowała również niezwykle kosztowną biżuterią osobistą. Tymczasem jako telefonistka w Łodzi zarabiała 50 rubli miesięcznie…

Macoch rzeczywiście nie żałował pieniędzy i na umeblowanie mieszkania Heleny wydał podobno aż 3 tysiące rubli, spłacił też poważny dług jej ojca. Często podróżował z kochanką po Europie, nie oszczędzając na wydatkach. Bywali także w Krakowie i Zakopanem, a Helena odwiedzała zakonnika w Częstochowie. Początkowo wynajmował dla niej dyskretny pokój na mieście, jednak pokazywali się razem na ulicach, a Damazy przedstawiał ją jako swoją kuzynkę. Z czasem doszło nawet do tego, że przeor zgadzał się na wizyty Heleny w klasztorze, a nawet by nocowała w obrębie jego murów.

W tamtych czasach kobieta mieszkająca samotnie mogła zostać uznana za przedstawicielkę najstarszego zawodu świata, więc Macoch postanowił zadbać o reputację swojej kochanki. Nie zamierzał jednak tracić prawa wyłączności do partnerki, toteż postanowił wydać ją za swojego rodzonego brata.

„W styczniu 1909 roku Damazy Macoch namówił 19-letniego brata swego Franciszka, aby ożenił się z Heleną Krzyżanowską, obiecując dać jej 10 tysięcy rubli posagu. Franciszek Macoch był wtedy pomocnikiem pisarza w Lipiach. Gdy ten zgodził się, Macoch wezwał go do Częstochowy, […] gdzie Franciszek poznał się z Krzyżanowską i oświadczył się jej. Oświadczyny zostały przyjęte. Ustalono datę ślubu”[17].

Z planów Macocha nic jednak nie wyszło, gdyż Helena dała do zrozumienia narzeczonemu, że oczekuje od niego wolnego związku, na co on nie wyraził zgody. Zrozumiał, że miał występować wyłącznie w roli parawanu dla romansu brata, i zerwał zaręczyny. W tej sytuacji ojciec Damazy zaczął przedstawiać Krzyżanowską jako wdowę po bracie, który umarł zaraz po ślubie i rzekomo zostawił jej znaczny majątek, co miało tłumaczyć wydatki kochanki.

Z czasem zakonnik doszedł do wniosku, że potrzebne jest im urzędowe potwierdzenie wdowieństwa Heleny. Nie odważył się jednak uśmiercić na papierze swojego brata i uznał, że bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie, jeśli fikcyjnie sam poślubi partnerkę, po czym równie fikcyjnie opuści ten świat. Wykorzystał do tego fakt, że wstępując do zakonu, zmienił imię (naprawdę nazywał się Kacper Macoch), a wszyscy kojarzyli go jako Damazego.

„Udał się do grawera w Częstochowie, Lucjusza Cyganowskiego, i zamówił u niego pieczęć metalową z herbem państwowym i z napisem: »Urzędnik stanu cywilnego parafii Parzymiechy«. […] Gdy była gotowa, sfabrykowano świadectwo z dnia 20 kwietnia 1909 roku […], w którym powiedziano, że Kacper Macoch w dniu 23 lutego 1909 roku zawarł małżeństwo z Heleną Katarzyną, córką Mikołaja, Krzyżanowską. Na świadectwie tym znajdowała się pieczęć zrobiona przez Cyganowskiego i podpis sfałszowany księdza Aleksandra Dakowskiego, proboszcza parafii Parzymiechy”[18].

Skoro Helena była już oficjalnie mężatką, to należało zadbać o to, aby została wdową. Ojciec Damazy nie miał z tym większych problemów, bo najwyraźniej w roli fałszerza czuł się równie dobrze jak w roli złodzieja.

„Następnie pod datą 24 maja 1910 roku […] sporządzono akt drugi: że dnia 6 marca, o godzinie 12 w południe zmarł pisarz gminny Kacper, syn Pawła Macocha, pozostawiwszy po sobie żonę, Helenę Katarzynę z Krzyżanowskich. Na tym akcie widniała taka sama pieczęć i taki sam podpis księdza Dakowskiego”[19].

Sfałszowane zaświadczenia to jednak nie wszystko. Należało jeszcze doprowadzić do tego, by Helena otrzymała dokumenty na swoje nowe nazwisko. Macoch sam załatwił sprawę, korzystając z faktu, że był zakonnikiem. Nie chciał prosić o wydanie dokumentów w Warszawie, doskonale bowiem wiedział, że jako osoba duchowna wzbudzi w środowisku wiejskim o wiele większe zaufanie.

„[…] udał się do osady Drzewicy w powiecie opoczyńskim, guberni radomskiej, gdzie wtedy Krzyżanowska była zapisana do ksiąg ludności, i zażądał wydania paszportu dla wdowy po Kacprze Macochu […] z domu Krzyżanowskiej. Dokumentów wówczas żadnych Macoch nie złożył, lecz powołał się na swój stan i prosił, aby wierzono mu na słowo. Po pewnym wahaniu ze strony wójta i pisarza gminnego przygotowano paszport. Z tym paszportem Krzyżanowska mieszkała w Warszawie”[20].

Ślub

Jednak wdowieństwo nie zadowalało Heleny. W tamtych czasach ściśle przestrzegano pewnych konwenansów, a samotna, młoda wdowa była uważana za osobę „nie do końca godną zaufania”. O wiele lepsza była sytuacja mężatki, która, pozostając w legalnym związku, miała rzekomo stanowić mniejsze zagrożenie dla cnoty szacownych ojców rodzin. Zgodnie bowiem z obyczajami tamtej epoki tolerowano zdrady małżeńskie i nawet jawne kochanki żonatych mężczyzn, natomiast rozbicie małżeństwa uważano niemal za zbrodnię.

Ponadto kochanka zakonnika chciała mieć dziecko, a jako wdowa nie bardzo mogła sobie na to pozwolić. Ojciec Damazy nie pozostał głuchy na utyskiwanie Krzyżanowskiej i postanowił znaleźć jej niekrępującego małżonka. Tym razem jego wybór padł na stryjecznego brata (albo bratanka), Wacława Macocha. Mnich najwyraźniej uważał, że wszystko powinno pozostać w obrębie rodziny.

Wacław pracował jako urzędnik pocztowy i dotychczas z dużą niechęcią odnosił się do kuzyna. Uważał go za rozpustnika i oszusta, a znajomym opowiadał, że Damazy pojawił się kiedyś u niego, będąc pod wpływem alkoholu, i zażądał, aby „zaprowadził go do kobiet złego prowadzenia”. Stosunki łączące zakonnika z Heleną nie były dla niego tajemnicą, szeptała zresztą o tym niemal cała Częstochowa.

„Kiedyś w 1907 roku, spacerując po alei częstochowskiej, Chęciński, przyjaciel Wacława, spostrzegł Damazego Macocha idącego z jakąś młodą kobietą. Na pytanie, co za jedna, Wacław odpowiedział, że to kochanka Damazego i że pracuje w telefonach w Łodzi, a przyjeżdża ciągle do Częstochowy”[21].

Sytuacja zmieniła się trzy lata później, gdy Wacław dostał od Damazego konkretną propozycję. Za poślubienie swojej kochanki mnich zaoferował mu posag w wysokości 20 tysięcy rubli, poinformował również kuzyna, że Helena jest osobą niezależną finansowo. Przyszły małżonek zaaprobował warunki, a w rozmowie z Chęcińskim oznajmił, że „w gruncie rzeczy wszystko mu jedno, kto będzie jego przyszłą żoną, a zależy mu głównie na posagu”.

Zaręczyny odbyły się w klasztorze jasnogórskim w maju 1910 roku, natomiast ślub – trzy tygodnie później w warszawskim kościele Wizytek. Sakramentu udzielił osobiście ojciec Damazy, asystował mu brat Izydor. Wszystko faktycznie pozostawało w rodzinie…

Wesele zorganizowano w Hotelu Europejskim, wydając na nie astronomiczną sumę 1500 rubli, po czym Helena i Wacław wyjechali w podróż poślubną do Zakopanego. Za wszystko oczywiście płacił kochanek panny młodej, on też wynajął dla nowożeńców luksusowe mieszkanie. Krzyżanowska nie zrezygnowała jednak z dotychczasowego lokalu – najwyraźniej ona i Damazy potrzebowali miejsca, w którym mogli się spokojnie spotykać.

Z punktu widzenia prawa ślub był właściwie nieważny, gdyż Helena występowała jako wdowa po Kacprze Macochu, przedstawiając sfałszowane przez kochanka dokumenty. Fałszerz natomiast udzielił ślubu, nie przejmując się specjalnie faktem, że według tych świadectw od pewnego czasu nie powinno go już być pomiędzy żywymi…

Zbrodnia

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

1  Świętokradztwo na Jasnej Górze, „Gazeta Częstochowska”, 24.10.1909.

2  Potworna zbrodnia. Świętokradztwo na Jasnej Górze. Okradzenie Obrazu Przenajświętszego, „Gazeta Częstochowska” (Dodatek Nadzwyczajny), 23.10.1909.

3  Za: K. Kąkolewski, Rozkaz zabić anno 1911, niniwa22.cba.pl/rozkaz_zabic_anno_1911.htm.

4  Za: J. Kuciel-Frydryszak, Świętokradztwo na Jasnej Górze, wyborcza.pl/alehistoria/1,137864,15823515,Swietokradztwo_na_Jasnej_Gorze.html?disableRedirects=true.

5  Za: K. Kąkolewski, op. cit.

6  Za: ibidem.

7  Zbrodnia w Częstochowie, „Kurier Warszawski”, 06.10.1910.

8  Za: T. Dyniewski, Zbrodnia Damazego Macocha, niniwa22.cba.pl/zbrodnia_damazego_macocha.htm.

9  Proces księdza Damazego Macocha, Toledo, Ohio 1912, s. 16.

10  Ibidem.

11  Ibidem, s. 16–17.

12  Ibidem, s. 18–19.

13  Ibidem, s. 15.

14  Ibidem.

15  Za: K. Kąkolewski, op. cit.

16  „Kurier Warszawski”, 01.03.1912.

17  Proces…, s. 17.

18  Ibidem, s. 17–18.

19  Ibidem, s. 18.

20  Ibidem.

21  Ibidem.

 

Rozdział II
Gangsterzy i politycy

 

Zdjęcie dostępne w pełnej wersji eBooka.

Łukasz Siemiątkowski, czyli Tata Tasiemka, uwielbiał sprawować sądy i godzić zwaśnione strony. Zasiadał wówczas w otoczeniu współpracowników w jednej z okolicznych knajp i jak rasowy ojciec chrzestny wydawał wyroki. Całe towarzystwo jadło i piło na koszt petentów, a gangsterzy nie zwykli sobie niczego odmawiać.

 

Rozdział III
Szpicbródka i kasiarze

 

Zdjęcie dostępne w pełnej wersji eBooka.

„Stanisław Cichocki, Szpicbródka, piękny mężczyzna, głos miły, wyjątkowo bogaty w timbre, o bardzo subtelnym sposobie opowiadania. Król włamywaczy polskich. Powiedziałem: »Powinniście wysłać go na jakąś placówkę, dobrego ambasadora wam mogę polecić, człowiek o absolutnie nieskazitelnych manierach, bardzo inteligentny, niezwykle ujmujący, Szpicbródka«”.
Aleksander Wat

 

Rozdział IV
Niezwykłe losy Sergiusza Piaseckiego

 

Zdjęcie dostępne w pełnej wersji eBooka.

„Życie Sergiusza Piaseckiego w przygranicznym Eldorado płynie w ciągłym niebezpieczeństwie i nadmiarze pieniędzy. Odważny i przedsiębiorczy rozporządza tysiącami dolarów. Ma kochanki po obu stronach granicy, dyktuje swoje prawa. Przestaje nosić towar, zaczyna przeprowadzać ludzi. Aż wreszcie zasadza się na wracających z zagranicy z dolarami i złotymi rublami”.
Melchior Wańkowicz

 

Rozdział V
Przypadek Jerzego Kalibabki

 

Zdjęcie dostępne w pełnej wersji eBooka.

Ofiarą Jerzego Kalibabki padały nie tylko dorastające panienki, ale również ich matki. „Gdy nie miałem ochoty ani na jedną, ani na drugą, spałem w pokoju przejściowym. A gdy obydwie były w pracy, przyprowadzałem sobie do domu różne dziewczyny”. Oczywiście porzucał swoje dobrodziejki bez pożegnania, wcześniej je okradając.

 

Rozdział VI
Wieczny uciekinier

 

Zdjęcie dostępne w pełnej wersji eBooka.

Zdzisław Najmrodzki zorganizował gang złodziei samochodów. W jednym z urzędów gminnych skradli blankiety dowodów rejestracyjnych, a w innym – pieczątki. W ciągu doby pojazd był gotowy do sprzedaży na giełdzie. Zdarzało się, że milicja nie rozpoczęła jeszcze poszukiwania skradzionego auta, a ono już znajdowało się w rękach nowego właściciela.

 

 
Zakończenie

 

 
Ważniejsza bibliografia

Spis treści
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Od autora
Rozdział I. Skandal na Jasnej Górze
Świętokradztwo w klasztorze
Trup w sofie
W drodze do zbrodni
Kochanka zakonnika
Ślub
Zbrodnia
Ucieczka
Proces w Piotrkowie
Rozdział II. Gangsterzy i politycy
Łukasz Siemiątkowski
Niezdrowa tradycja
Od bojownika do gangstera
Kercelak
Tata i policja
Koniec bandy Siemiątkowskiego
Proces Taty Tasiemki
Józef Łokietek
W kierunku półświatka
Fachowiec od zadań specjalnych
Człowiek o dwóch obliczach
Szef gangu
Gangsterzy patrioci
Rozdział III. Szpicbródka i kasiarze
Elita zawodu
Abecadło kasiarza
Złota epoka
Stanisław Cichocki
Zakłady Graficzne
Największy występ króla kasiarzy
Słynny proces
Koniec świata kasiarzy
Rozdział IV. Niezwykłe losy Sergiusza Piaseckiego
Smutne dzieje potomka polskiej szlachty
Białoruski patriota
Wśród przemytników
Wywiad i kokaina
Bandyta
Święty Krzyż
Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy
Na wolności
W świecie literatury
Sprawa Józefa Mackiewicza
Jadwiga Waszkiewicz
Na obczyźnie
Poputczik Miłosz
Rozdział V. Przypadek Jerzego Kalibabki
Jurek, syn rybaka
Pierwsze ofiary uwodziciela
Szaleństwo i metoda
Bez skrupułów
On i one
Miłość?
„Niusia”
Herszt damskiego gangu
Dzień Kobiet w Nowym Targu
Tulipan
Szkoła Flirtu
Rozdział VI. Wieczny uciekinier
Pierwsza ucieczka
Przemytnik i złodziej
„Szaszłyk”
Ostatni, co tak polonezy wodził
Pałac Mostowskich
Gliwice raz jeszcze
Ostatnia kradzież
Zakończenie
Ważniejsza bibliografia
Okładka

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.