Nie czas na zapomnienie - Agnieszka Walczak-Chojecka

Nie czas na zapomnienie

0,0

"Jasminie udaje się wyrwać z sarajewskiego piekła. Wyrusza w drogę, która jednak naznaczona jest dramatycznymi wydarzeniami, i tymi historycznymi, i całkiem osobistymi. Mostar, Dubrownik, Hvar, a w końcu Polska. Dziewczynę wszędzie czekają niełatwe wybory. Jedno pozostaje stałe – miłość do Dragana i wiara w jego odnalezienie.

W dobry los chłopaka wierzy też jego polska matka Katarzyna i walczący na wojnie przyjaciel Haris. A Olja?

Być może to jej przypadnie główna rola w tej układance losu. Pamięć jednak potrafi płatać figle…

To niezwykła opowieść o sile miłości, przeczuciach i pamięci. I o tym, że, na szczęście, mieszkają w niej nie tylko demony"

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
12959.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najdroższej Gabi.

Oby jej pamięć mogła gromadzić tylko skarby

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomiędzy naminiebem

jedynie zapomnienie.

Słońce jest drogowskazem

do drugiej strony

wygnania.

 

Dragan Dragojlović[1]

 

 

 

[1] Fragment wiersza Ci, którzy mogliby wrócić, Antologia współczesnej poezji serbskiej, wybór i tłumaczenie Grzegorz Walczak, Wydawnictwo Książkowe IBIS, 2015.

 

 

ROZDZIAŁ 1

Mostar, listopad 1993

 

Bywają sny, które nigdy nie powinny się przyśnić, wspomnienia, co ranią pamięć, próżne nadzieje, które odbierają siły.

Gdyby Jasmina zamknęła oczy, zapewne mogłaby wyobrazić sobie ładną parę brodzącą po błękitnej wodzie Zatoki Kotorskiej i potrafiłaby usłyszeć rytmiczny koncert cykad ukrytych w konarach drzew piniowych. Jednak w jej sercu czaiło się zbyt wiele mroku, by poddała się tak beztroskim wizjom. Była dziewczyną, która w krótkim czasie została pozbawiona przeszłości i przyszłości, straciła naiwną wiarę w to, że dobro prędzej czy później zwycięży.

Koryto Neretwy niczym wielka tuba zwielokrotniało odgłosy wojny. Wojny, przed którą młoda bośniacka Chorwatka starała się uciec, a która dopadła ją także tutaj, w Mostarze.

Ciszę rozdarł przeraźliwy huk.

– Jasmina, wstawaj! Zobacz, co się dzieje!Do pokoju wpadł młody chłopak. Stanął przy oknie i sprawnym ruchem odsunął zasłonę.Walnęli w most. Wyobrażasz to sobie?

– W Stary Most?Jasmina nie mogła uwierzyć.Kto się na to odważył, Serbowie?

W przepięknym, pochodzącym z czasów osmańskich Turków moście w kształcie półksiężyca ziała wielka dziura. Na nic się zdały metalowe spoiwa łączące czterysta pięćdziesiąt sześć bloków białego marmuru i wiara dawnego sułtana Sulejmana Wspaniałego w to, że dzieło, które zlecił genialnemu budowniczemu, przetrwa burze historii. Pocisk wystrzelony z czołgu sprawił, że wielki kawał mostu runął do rzeki.

– Coś mi się zdaje, że pocisk nadleciał z chorwackiej strony…Tarik spojrzał na Jasminę z wyrzutem, zupełnie jakby to ona była winna zamachowi na najważniejszy zabytek Bośni i Hercegowiny.

– Nie wierzęrzekła pełna oburzenia.

Mosty… Dwa brzegi rzeki wydają się ze sobą związane na zawsze. Nagle pęka betonowa wstęga i brzegi stają się odległe, jakby nigdy wcześniej nie dzieliły wspólnego losu. Tak jak ludzie, których jeszcze przed chwilą łączyło silne uczucie, a teraz nie chcą pamiętać swoich imion.

Przyjaźń, która zmieniła się w chęć zemsty, miłość przemieniona w nienawiść… Czy istnieje bardziej niszczycielska siła?

Gdy Jasmina opuszczała oblężone Sarajewo, nie przypuszczała, że wpadnie z deszczu pod rynnę. Mostar zdawał się jej lepszym schronieniem niż odcięte od świata rodzinne miasto, na które codziennie spadały setki pocisków. I dopiero w podróży uświadomiła sobie, że należy do nacji, której przywódcy niespodziewanie przeskoczyli z jednej strony barykady na drugą, co sprawiło, że relacje między zwykłymi mieszkańcami kraju skomplikowały się jeszcze bardziej.

W pierwszym etapie wojny Chorwaci stali po stronie Armii Bośni i Hercegowiny i wspierali Muzułmanów w walce z Serbami, nagle jednak postanowili uszczknąć coś dla siebie z wojennego tortu i obrócili się przeciwko dotychczasowym sojusznikom. Mówiono, że już dawno zawarto porozumienie, na mocy którego Bośnia i Hercegowina miała zostać podzielona między Serbię i Chorwację. Muzułmanom, którzy stanowili najliczniejszą z nacji byłej republiki Jugosławii, chciano pozostawić niewielki skrawek ziemi. Alija Izetbegović zaś od początku nie wyobrażał sobie poszatkowania terytorium i rozdzielenia trzech narodów, których przedstawiciele zmieszani byli ze sobą niczym ziarna w korcu maku. Stworzenie terenów czystych etnicznie nie mieściło mu się w głowienie zamierzał się poddawać.

Muzułmańska dzielnica pięknego Mostaru usytuowana po wschodniej stronie Neretwy, w której zatrzymała się Jasmina, znalazła się w kleszczach. Na wzgórzach nad miastem stacjonowały serbskie wojska, a z przeciwległego brzegu rzeki spadały na mieszkańców chorwackie pociski.

Dziewczyna patrzyła przez okno na pejzaż wojenny namalowany ludzką ręką i coraz bardziej się w sobie kuliła. W sercu nosiła podobne pobojowisko.

Gdy zamykała oczy, wciąż widziała siebie w małym sarajewskim mieszkaniu Harisa. Było ciemno, tylko lipcowe niebo za oknem co pewien czas rozświetlały artyleryjskie wystrzały. Czekała na Dragana, który udał się po kilka drobiazgów do swojego domu i miał niebawem wrócić. Planowali ucieczkę z miasta przez podziemny tunel, jak szczury. I tak byli nimi od dawna, kryjąc się przed śmiercią po mrocznych piwnicach.

Jednak zdawało jej się, że na końcu ciemnego tunelu odnajdzie światło. Miała nadzieję, że gdy wydostaną się z Sarajewa pogrążonego w bratobójczej walce, znów nauczy się uśmiechać. Zapomni o silnych lędźwiach Ivana Katicia, o jego szorstkich, chciwych dłoniach, o oddechu cuchnącym tytoniem, o chłodzie metalowej sprzączki paska spuszczonych spodni, raniącej jej uda… I o nagłym zdziwieniu w oczach serbskiego watażki, gdy ciężki świecznik trzymany przez Dragana roztrzaskał mu głowę.

Było coraz później, a chłopak Jasminy nie wracał. Leżała na łóżku zwinięta w kłębek, jakby w półśnie, zawieszona między rzeczywistością a pragnieniem, by to wszystko już się skończyło. I ten łoskot wystrzałów, i strach, i uczucie splugawienia, które jak rdza wżerało się w każdą komórkę jej ciała… Chciała zapomnieć o tym strasznym wieczorze, ostrym cięciem amputować go z pamięci. Gdyby istniały jakieś pigułki, które pomagają wymazać z głowy niechciane zdarzenia choćby za cenę całkowitej utraty wspomnień…

Obiecała Draganowi, że jeśli do wieczora nie wróci, sama poszuka wejścia do tunelu, że będzie się ratować. Przekonał ją, że musi to zrobić, bo wcześniej czy później przyjdą po nią ludzie Katicia. Oni nie wybaczają. Nigdy. Przysięgła chłopakowi, że będzie działać. Ale czy miała na to siłę? Poza tym, czy Tunel Spasa[2] naprawdę istniał? Może to tylko mrzonka, wytwór wyobraźni sarajewian spragnionych choćby nikłego promyka nadziei…

Ściągnęła z siebie przykrycie, usiadła. Która to godzina? Powinna się ruszyć. Coś musiało przeszkodzić Draganowi w dotarciu na Dobrinję. Pewnie spotkają się koło lotniska, w tym domu, w którym ukryte jest wejście do tunelu. Trzeba tylko uważać, bo po drodze można się natknąć na bośniackie patrole. By wydostać się z miasta, potrzebne są papiery, a ona ich nie miała. Wojskowi wcale nie chcą, by nagle połowa mieszkańców opuściła Sarajewo, a już na pewno nie młodzi i zdrowi. Kto będzie wówczas bronił miasta? No i Serbowie nie przestawali strzelać. Już samo dojście do lotniska w taki sposób, by nie zwrócić na siebie uwagi snajperów, było prawdziwym wyzwaniem. Wiedziała jednak, że musi spróbować. Tylko że nagle zakręciło jej się w głowie.

Dotknęła dłonią czoła, było rozpalone. Czarne plamy wirowały jej przed oczami. Próbowała się skupić, by zobaczyć światło na końcu tunelu, które ją wzywa, lecz otaczała ją gęsta, lepka ciemność lipcowej nocy i bezradność. Odpłynęła.

– Jasmina, co z tobą?usłyszała nad sobą głos Harisa. Postawny mężczyzna klepał ją po policzkach, żeby się ocknęła.

Jasmina nie miała pojęcia, jak długo leżała bez świadomości. Musiało to trwać jednak dobrych kilka godzin, bo gdy otworzyła oczy, przez brudne, popękane szyby mieszkania zobaczyła wpadające do pokoju promienie słońca.

– Boże, która godzina? Dragan na mnie czeka!chciała usiąść na łóżku, ale nie miała siły.

– Leż spokojnie, jesteś chorapo twarzy przyjaciela przemknął dziwny grymas.

– Pomóż mi wstać, muszę biec do niego.

– Jasmina, jesteś rozpalona, masz chyba wysoką gorączkę. Przyniosę termometr. Miałem go gdzieś w kuchni…nie patrzył jej w oczy.

Czuła, że coś się stało. Nie wiedziała, skąd to przeczucie, bo przecież Haris niczego jej nie powiedział, ale ona miała intuicję dużo silniejszą niż większość kobiet. I nie chodziło tu o jej własną chorobę, której nabawiła się zapewne ze zgryzoty po tym, co ją spotkało w domu serbskiego watażki.

Gdy Haris znów do niej podszedł, złapała go za rękę.

– Wiesz, gdzie jest Dragan?wyszeptała.

– Jasminka, nie teraz… Musisz najpierw odpocząć, potem pogadamypomógł jej wetknąć termometr pod pachę. Była taka słaba…

– Nie rozumiem…pokręciła głową. Znów zrobiło jej się ciemno przed oczami.

Następne dni pamiętała jak przez mgłę. Ktoś stawał przy jej łóżku, poprawiał poduszkę, wisiała nad nią kroplówka. Kap, kap, spływała kropelka po kropelce. Była w szpitalu? Na chwilę wracała jej świadomość, potem znów odpływała. Miała wrażenie, że widzi nad sobą uśmiechniętą twarz Dragana, jego ciemne figlarne oczy, słyszy jego głos… ciepły, najdroższy…

Opowiadał jej o Zalewie Kotorskim, mówił, że ją tam zabierze… I jeszcze o jakichś dziwnych skałach w Polsce, podobnych do zwierząt. Była tego pewna. A może tylko jej się to śniło? Bo gdy w końcu doszła do siebie, Ajna, młoda muzułmanka z zabandażowaną głową z łóżka obok, zeznała, że przez ten cały czas zaglądała do niej tylko mama. No i raz wpadł Haris. Ajna dobrze go zapamiętała, bo mężczyzna w stroju moro, z chłopięcą, nieco pucołowatą twarzą, wpadł jej w oko.

Gdy Jasmina doszła do siebie na tyle, że zaczęła sama siadać na łóżku, Haris pojawił się znowu.

– Wybacz, Jasmino, nie mogłem wcześniej cię odwiedzić, bo wysłali nas na drugą stronę miasta. Zrobiło się gorąco. Staramy się wyprzeć Serbów z… A zresztą, lepiej, żebyś nie wiedziałarozejrzał się po niewielkim szpitalnym pokoju, do którego wepchnięto dziesięć łóżek. Na każdym z nich ktoś leżał.

– Rozumiem, ale powiedz mi, gdzie jest Dragan? Nawet do mnie nie zajrzał, nie przysłał żadnej wiadomościdziewczyna wbiła w niego badawcze spojrzenie. Chciała zadać to pytanie, odkąd tylko odzyskała świadomość.

– Jasminko…

Twarz chłopaka przybrała nieokreślony wyraz. Zauważyła jednak, że nagle pobladł.

– Nic mu nie jest, prawda?szepnęła.

– On… To było jakieś cholerne nieporozumienie. Wysłałem do was kolegów, żeby pomogli… Mieli dostarczyć wam papiery, wiesz, żebyście bez problemu…zaczął się jąkać.Szukali was najpierw w moim mieszkaniu, ale nikt im nie otworzył…

„Pewnie spałam”przemknęło Jasminie przez głowę. Patrzyła na Harisa coraz bardziej przerażonym wzrokiem.

– Więc poszli do Dragana, a on… Jebote[3], nie wiem, dlaczego nawet z nimi nie porozmawiał…

– I co?

– Do Miljacki nie powinno się skakać, ona jest… za płytka. Most jest wysoko, w tym miejscu prawie nie ma wody…

Jasmina widziała, jak trudno Harisowi przechodzą przez gardło te słowa.

– Haris, czy ty wiesz, co ty mówisz?czuła, że siły, które zyskała w ostatnich dniach, znów zaczynają ją opuszczać.Gdzie on jest? Powiedz!błagała.

– Podobno wdrapał się na barierkę i…chłopak spuścił głowę. Nie potrafił dokończyć.

Dziewczyna schowała twarz w rękach, drżała. Nie chciała w to wierzyć.

 

Mosty… Już od jakiegoś czasu stały się przekleństwem Jasminy. Najpierw Stary Most, z którego Dragan skoczył do Neretwy i o mało co nie złamał karku, a potem…

Młoda kobieta zaczęła nienawidzić mostów. Dlatego teraz, gdy patrzyła, jak wielkie marmurowe fragmenty mostarskiego zabytku wpadają do rzeki, nie czuła żalu. Może to i dobrze, niech wszystko pochłonie woda! I ogień! Niech żywioły dokończą dzieła zniszczenia, które rozpoczęli ludzie. Było jej wszystko jedno. Jak miała żyć bez Dragana, który był całym jej światem? Ona też mogłaby skoczyć, gdyby nie to, że…

– Lecę do radia, muszę się dowiedzieć, co się dzieje!Głos Tarika wyrwał ją z odrętwienia.Jeśli to dzieło Chorwatów, zrobi się piekło.

– Jeszcze większe? To możliwe?spojrzała na niego ponuro.

Młody dziennikarz był kuzynem Harisa. Przed wojną chętnie się z nim spotykał, a ich rodziny często razem spędzały bajram[4]. Chłopcy nie byli specjalnie pobożni, ale lubili świętować.

Gdy Tarik wpadał do Sarajewa, chętnie przesiadywali w małych knajpkach usytuowanych na zboczach Žutej albo Bijelej Tabiji, skąd rozpościerał się bajeczny widok na całe miasto, i leniwie pykali fajkę wodną, wciągając przez mały ustnik dym o smaku melasy, jabłka lub innego owocowego suszu. Kończyli swoje biesiady nocną porą, gdy światła stolicy Bośni tworzyły niezwykły migotliwy pejzaż, a śpiewne tony wydawane przez muezinów z setek minaretów łączyły się w jedną przeciągłą i rzewną nutę.

To właśnie Harisowi Jasmina zawdzięczała to, że znalazła się w Mostarze. Gdy się dowiedział, że przyjaciółka chce się przedostać do tego miasta w poszukiwaniu swego ojca, który trafił do serbskiej niewoli i był więziony gdzieś w jego okolicach, próbował wybić jej z głowy ten szalony pomysł. Kiedy jednak zrozumiał, że przy życiu trzyma Jasminę jedynie myśl o uwolnieniu taty, dał za wygraną. Napisał list do Tarika i jego rodziców, w którym polecił swą przyjaciółkę ich opiece. Miał nadzieję, że kuzyn z jego dziennikarskimi koneksjami będzie mógł pomóc dziewczynie w dotarciu do szefa oddziału, który przetrzymywał Perę Jovanovicia. Jako żołnierz doskonale wiedział, że dowódcy wrogich stron są ze sobą w stałym kontakcie, a gdy leży to w ich interesie, dobijają nie takich targów.

Nie mylił się. Tarikowi udało się znaleźć osobę, która znała kogoś, a tamta jeszcze kogoś, kto miał dostęp do dowódcy przetrzymującego chorwackiego porucznika. Teraz pozostało doprowadzić do wymiany jeńców i ojciec Jasminy odzyska wolność. Jovanović nie był w końcu szczególną szychą, zatem wszystko zdawało się tylko kwestią ceny.

Miało się to wydarzyć lada dzień, więc młoda Chorwatka trwała w oczekiwaniu. Myśl o tym, że będzie musiała stanąć przed mężczyzną powiązanym z serbskim wojskiem, mroziła jej krew w żyłach. Automatycznie przypominała jej się znienawidzona twarz Ivana Katicia, jego zimne, szczurze oczy i wygięte w wyrazie pogardy usta. Nieustannie czuła na swej skórze kwaśny zapach jego potu i wiedziała, że żadnym sposobem się go nie pozbędzie.

Nie mogła się jednak wycofać teraz, kiedy osiągnięcie celu było na wyciągnięcie ręki. Wyobrażała sobie moment, w którym przytuli się do taty, zarzuci ręce wokół jego szyi i usłyszy surowy ton jego głosu: „Jak mogłaś się tak dla mnie narażać? Jak mogłaś być tak nieroztropna?”. A ona będzie miała w końcu pewność, że przynajmniej jednego z dwóch najważniejszych w jej życiu mężczyzn udało jej się uratować.

Może właśnie po to przeżyła, skoro nie mogła już być Julią dla swojego Romea…? Prawie obcy ludzie nadstawiali dla niej karku, ich dobroć nie mogła pójść na marne. Na przykład Husein…

Był lekarzem w sarajewskim szpitalu, do którego Jasmina trafiła po historii z Katiciem. Dla każdego miał ciepły uśmiech, choć co chwilę przywozili mu kolejnych rannych: żołnierza prosto z akcji z rozszarpanymi wnętrznościami, staruszkę z odłamkiem pocisku w plecach, małą dziewczynkę ze zmasakrowaną do ramienia ręką i przerażeniem w wielkich błękitnych oczach… Doktor dwoił się i troił, wyglądało to tak, jakby był jednocześnie przy każdym z potrzebujących. Oferował im nie tylko swoje złote ręce, którymi okruszek po okruszku z ogromną precyzją i cierpliwością czyścił rany, ale też słowa mające niezwykłą moc pocieszania.

Jasmina słyszała jego głos, gdy przemawiał do chorych z sali, w której leżała…

Wcześniej ciągle przebywała we własnym świecie.

 

Cóż to jest? Czara w zaciśniętej dłoni

Mego kochanka? Truciznę więc zażył!

O skąpiec! Wypił wszystko; ani kropli

Nie pozostawił dla mnie! Przytknę usta

Do twych kochanych ust, może tam jeszcze

Znajdzie się jaka odrobina jadu,

Co mię zabije w upojeniu błogim[5].

 

Bezgłośnie powtarzała słowa tak dobrze znane jej ze spektaklu, w którym wspólnie z Draganem grali w Teatrze Kameralnym 55. Szekspirowskie wersy jak natrętne ćmy kołatały się w jej głowie.

 

Tak i Romeo stanie przy swej żonie;

Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie.

Ponurą zgodę ranek ten skojarzył;

Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli;

Smutniejszej bowiem historii nie zdarzył

Los jak historia Romea i Julii.

 

Jednak doktor Husein potrafił przywrócić ją do życia.

– Pomoże mi pan dostać się do tunelu?szepnęła kiedyś, gdy przyszedł na obchód do jej sali.

– Obudziłaś się?wyraźnie się ucieszył.

– Pomoże mi pan?

– Nie wiem, o czym mówiszpróbował ją zbyć łagodnym uśmiechem.

– Wie pan doskonale. Słyszałam… Wtedy, gdy rozmawiał pan z pielęgniarzem. Myślał pan pewnie, że śpię…

Dostrzegła, że po sympatycznej twarzy lekarza przebiegł nagły grymas. Husein obawiał się pewnie, że będzie go szantażować, bo wie, iż przerzuca rannych za miasto, ale ona pragnęła tylko pomocy.

– Jasmino, mogę ci zaufać?lekarz nachylił się do jej ucha.Od zachowania pełnej dyskrecji zależy los wielu ludzi. Zdajesz sobie z tego sprawę?w jej spojrzeniu dostrzegł chyba szczerość, bo już o nic nie pytał.

– Porozmawiamy o tym, jak dojdziesz do siebie, dobrze? Teraz powinnaś odpoczywać.

– Muszę mieć pewność, że…złapała go kurczowo za rękę.

– Zawsze jest powód, by żyć. Dla innychdomyślił się, co chciała powiedzieć.

Podczas jednej z długich rozmów, które niestrudzenie z nią toczył, jakby był wytrawnym psychoanalitykiem, a nie zwykłym chirurgiem, zapytał, dlaczego koniecznie chce się przedostać na tamtą stronę tunelu. Gdy opowiadała mu swoją historię, milczał. Jednak nazajutrz, podczas badania, szepnął, że za dwa dni pomoże jej się wydostać z miasta, musi tylko załatwić odpowiednie papiery. Jasmina poczuła wielką wdzięczność, lecz jednocześnie zlękła się, że to tak szybko. A co jeśli matka do tego czasu jej nie odwiedzi i nie zdąży się z nią pożegnać? Ta wizja wydała jej się nie do zniesienia.

A kuzynka Goca? Jej nie widziała od tamtej pamiętnej nocy, gdy Dragan przyszedł do domu serbskiego szpiega… To ona dała mu adres. Jasmina w pewien sposób zawdzięczała jej życie.

O brata się nie martwiła, już dawno straciła z nim kontakt, bardziej zależało mu na śliwowicy niż na niej. I na zemście na każdym, kto robił znak krzyża trzema złączonymi palcami od prawego do lewego ramienia. Jednak myśl, że zostawi matkę i Gocę tylko pod jego opieką, bardzo jej ciążyła. Najchętniej zabrałaby je ze sobą do Mostaru, wiedziała jednak, że to niemożliwe. Musiała się skupić na zadaniu. I na tym, by na nowo odnaleźć w sobie chęć do życia.

Mama, wiedziona chyba przeczuciem, odwiedziła ją następnego dnia w szpitalu. Choć tak bardzo nie lubiła wychodzić z domu i przedzierać się pod ostrzałem snajperów przez ulice, przyszła do córki. Gdy dowiedziała się o jej planach, przez długi czas nie potrafiła przestać szlochać, potem jednak zebrała się w sobie, pobłogosławiła ją na drogę, wierząc, że jeśli nawet nie odnajdzie ojca, będzie bezpieczna poza miastem uwięzionym w piekielnym kręgu serbskiego ognia. Dziesięć razy zarzekała się, że poradzi sobie sama w Sarajewie, że będzie uważać także na Gocę, byle tylko Jasminka zadbała o siebie i dotarła szczęśliwie do Mostaru.

Dziewczyna czuła, jak podchodzi jej do gardła wielka gula żalu, lecz, by nie zasmucać mamy jeszcze bardziej, starała się dzielnie trzymać. Dopiero gdy Ana Jovanović zniknęła za drzwiami, dotarło do niej, że to było pożegnanie. Nie umiała jednak płakać, jakby wszystkie jej łzy zabrała Miljacka i poniosła ze sobą do morza, siedziała więc tylko nieruchomo z rękoma splecionymi na kolanach i patrzyła tępo w ścianę. Była córką wojny, odartą ze złudzeń.

– Coś ci jeszcze przyniosłam…O poranku zbudził ją matczyny głos. Nie mogła uwierzyć, że dotychczas mocno zalękniona kobieta, która prawie nie wychodziła z domu, dla niej odpędziła swoje strachy i ponownie przedarła się przez miasto do szpitala.

– Mamuś, nie trzeba byłoJasmina spojrzała na pikowaną kamizelkę, którą matka położyła na jej łóżku.

– Zaszyłam coś w podszewceuśmiechnęła się blado.Przyda ci się, gdy znajdziesz ojca. Myślałam, że podaruję ci to, jak będziesz brała ślub, ale cóż… Wyszło inaczej…

– A co to takiego?

– Taki mały skarb rodzinny. Wiesz, że nigdy nie byliśmy bogaci, ale kiedyś twoja babcia dostała kilka kosztownych drobiazgów.

– Naprawdę?zdziwiła się Jasmina.

– Tak, bransoletę ze złota i pierścionek z rubinem. A wszystko dzięki swojemu dobremu sercu.

– Nie rozumiem.

– Ech, to dłuższa historia.

– Opowiedz mi ją, proszęJasmina przytuliła się do ramienia matki.

– Jesteś pewna? Nie musisz się szykować?

– Jeszcze nie, doktor da mi sygnał. Myślę, że wyruszymy dopiero po zmrokuwyjaśniła.

– No dobrze, posłuchaj zatem. Trzeba znać rodzinne historie, zwłaszcza teraz, bo niedługo może nic więcej nam nie zostaniepowiedziała Ana, patrząc gdzieś w dal.W czasie drugiej wojny światowej na Sarajewo spadały bomby, a niektóre kobiety, tak jak teraz, rodziły dzieci w piwnicach. Wiesz o tym, prawda? Taki właśnie los spotkał sąsiadkę mojej matki, nie pierwszej już młodości. Strasznie się, bidulka, namordowała przy porodzie, bo jej dziecko było źle ułożone.

– A pewnie nie było jak wezwać lekarza?Jasmina pokiwała głową ze zrozumieniem. Nietrudno jej było wyobrazić sobię tę sytuację.

– Tego dnia na zewnątrz faszyści robili masowe łapanki, nikt nawet nie śmiał wystawić głowy z piwnicy, a co dopiero szukać po mieście doktora, diabli wiedzą gdzie. Gdyby nie moja mama, to kto wie, jak by się skończył ten poród!

– A co zrobiła babcia?

– Mama była doświadczoną kobietą, bo wydała na świat troje dzieci, w tym mnie, miesiąc wcześniej, w tej samej piwnicyuśmiechnęła się Ana.Gdy zobaczyła, co się dzieje z ciężarną i że nikt nie kwapi się, by jej pomóc, wcieliła się w rolę położnej i odebrała trudny poród. Ale to jeszcze nie wszystko! Przez dwa miesiące karmiła niemowlę własną piersią, bo kobieta ze stresu i bólu całkowicie straciła pokarm.

– Ach, czyli mleczne piersi i dobre serce mojej babci uratowały maleństwo!ucieszyła się Jasmina.

– Tak, sąsiadka pragnęła jej się odwdzięczyć, jednak twoja babcia nie chciała nawet o tym słyszeć. Uważała, że nie godzi się przyjmować zapłaty za zwykłą ludzką życzliwość.

– No i miała racjęuśmiechnęła się Jasmina.

– Tylko że kobieta nie dała za wygraną i uciekła się do podstępu. Wyobraź sobie, że klejnoty zawinięte w chusteczkę do nosa podrzuciła do mojego becika.

– A babcia? Nie oddała jej tej biżuterii?

– Nie. Los chyba chciał, żeby złoto u nas zostało. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że moja mama znalazła ten skarb dopiero po jakimś czasie, gdy jej znajoma wyniosła się już z piwnicy?

– Hm, ciekawe. Chyba nic nie dzieje się bez przyczyny. Kiedyś te kosztowności były podziękowaniem za uratowanie życia i teraz znów temu posłużąrzekła cicho Jasmina.

– Mam taką nadziejęmama poklepała córkę po ręce.

– Odnajdę go, zobaczysz.

– Wiem, córciu, zrobisz wszystko, żeby tak się stało. Chciałabym mieć twoją odwagę.

– To nie jest odwaga, to… egoizmJasminie zaszkliły się oczy.

– Hm… Gdyby każdy z nas był takim egoistą… Spójrz na mnie, boję się nawet wyjść z domu, a co dopiero wyrwać się z miasta… Potrafię tylko się za was modlić.

– To dużo, mamo, to bardzo dużoJasmina uśmiechnęła się do niej czule.

– Szkoda, że nie jestem muzułmanką. Wylałabym za tobą na drogę wodę. Miałabym wtedy pewność, że dotrzesz szczęśliwie na miejsce, a tak… No nic, niech cię jeszcze raz uściskam!wyciągnęła w stronę córki bardzo szczupłe ramiona.A, Goca prosiła, żeby coś ci daćprzypomniało jej się. Wyjęła z płóciennej torby długi szalik z żółtej włóczki wydziergany na drutach.Robiła go całą noc, więc go nie zapomnij.

– Ojej… Podziękuj jej, mamo.

Przytuliła się do matki, jakby miała nigdy więcej nie poczuć jej ciepła.

– No dobrze, będę już lecieć. Mają przywieźć chleb, muszę zająć kolejkęAna ucałowała czule córkę w czoło.

Jasmina wiedziała, że mama boi się rozkleić. Wyglądała tak krucho, tak nierealnie… Gdy w końcu zniknęła za drzwiami, dziewczyna miała wrażenie, że w ogóle jej tu nie było. Tylko żółty szalik kłuł w oczy intensywną barwą…

A potem były wyboje, takie, że aż wyrywało wnętrzności, i gaz do dechy, gdy opancerzonym samochodem gnali wraz z doktorem Huseinem i pielęgniarzem Ahmedem Aleją Snajperów. Słyszała, jak pociski świszczą tuż koło nich.

Jasmina opuszczała miasto, które było dla niej wszystkimjej zavičajem[6], sceną aktorskich ambicji, a przede wszystkim kolebką młodzieńczej miłości. Prędzej, prędzej! Jeszcze kilka skrętów, nie jest łatwo jechać nocą ze światłami zalepionymi czarną taśmą…

Dojechali do bramki bośniackiej kontroli. Zakapturzony człowiek wsadził głowę do auta. Krople deszczu skapywały mu z brody. Jasmina, leżąca z tyłu samochodu na noszach, zesztywniała i wstrzymała oddech.

– Nasza?spytał żołnierz, świecąc latarką w papiery, które podał mu doktor.

– Naszaprzytaknął Husein.Amira Bazdulj.

Usłyszała nieznane nazwisko, które chwilowo miało należeć do niej. Doktor o wszystkim pomyślał, najłatwiej przepuszczali Muzułmanów.

– Niech no ją zobaczęzakapturzony przybliżył twarz do jej twarzy.Nie wygląda mi na zdechlaka.

Jasmina poczuła, że krew odpływa jej z twarzy. To akurat mogło ją uratować. Wiedziała, że rany na czole, ukryte pod bandażem, nie są aż tak niebezpieczne, jak wynikałoby z karty choroby. Z miasta można było przetransportować na zewnątrz tylko najciężej rannych, takich, dla których w pozbawionych leków i sprzętu szpitalach Sarajewa nie było ratunku.

– Oberwała w głowę. Tu jej nie pomożemy.Usłyszała spokojny głos doktora.

– Czyżby?wojskowy nie był pewien.

– Zdjąć opatrunek, żeby mógł pan zerknąć, jak ładnie się mózg wylewa?Husein zrobił nieokreślony ruch ręką.

– Nie, nie, dzięki. W tym deszczu mój własny już mi się lasujeburknął żołnierz i z trzaskiem zamknął drzwiczki samochodu.

– Uff!pielęgniarz wypuścił głośno z płuc powietrze.Zejdę kiedyś w tej robocie na zawał.

– Dobra, dobra, lepiej przyciśnij gaz do dechy, żebyśmy zdążyli oddać ją Emirowi, póki ma dyżur. Niepotrzebne nam dodatkowe niespodziankipopędził go lekarz.

Nie dało się ich jednak uniknąć. Znajomego, który miał dług wobec doktora za uratowanie jego bratu nogi przed amputacją, nie było na posterunku przy Tunelu Spasa. Z powodu rozstroju żołądka nie mógł się ruszyć z latryny. Zastępował go kolega, gburowaty służbista, który każdy dokument studiował z taką dokładnością, jakby był napisany egipskimi hieroglifami. Znów zaczęło się wypytywanie, badawcze spojrzenia, niemal prześwietlanie Jasminy na wylot wzrokiem. W końcu jednak nosze z pacjentką zostały przekazane dwóm młodym żołnierzom i wąskimi schodkami zniesione do podziemia.

Chorwatka nie zdążyła nawet szepnąć doktorowi „dziękuję”. Miała zresztą udawać nieprzytomną. Poprzysięgła sobie jednak, że kiedyś go odnajdzie, by mu się odwdzięczyćpo wojnie, w lepszych czasach, bo przecież musiały takie nadejść. Nie mogli żyć ciągle jak hieny karmiące się ochłapami nienawiści.

Póki co otoczyła ją wilgoć. Z nisko zawieszonego sufitu skapywała woda. Jasmina miała wrażenie, że ściany wąskiego podziemnego kanału napierają na nią z każdej strony, że nie ma czym oddychać. Jeszcze chwila i dopadnie ją atak klaustrofobii, zacznie się trząść i krzyczeć. Nigdy nie lubiła małych pomieszczeń bez okien. „Spokojnie, oddychaj głęboko”starała się uspokoić. „Nie wolno ci wszystkiego zaprzepaścić, nie teraz, gdy dotarłaś tak daleko”.

Słyszała sapanie żołnierzy, którzy, zgięci w pół, nieśli ciężkie nosze, przeciskając się między drewnianymi wspornikami tunelu. Gdy mijali kogoś, kto szedł z naprzeciwka, na ogół z dużym bagażem, przyklejali się do gliniastej ściany i przekręcali nosze na bok. Jasmina była pewna, że lada moment ześlizgnie się z nich na ziemię, do mętnej, cuchnącej wody, w której żołnierze brodzili po kostki. Jednak konsekwentnie udawała, że niczego nie widzi.

Wmawiała sobie, że oszalały puls nie dudni jej w uszach, że jest już po tamtej stronie, gdzie czeka na nią Dragan. Bo przecież wyraźnie słyszała, jak ją wzywa, jak przez huk dział, od których trzęsła się ziemia, przebija się jego głos. Była pewna, że nie mógł jej zostawić, tak bez słowa, bez pocałunku, bez „do widzenia”. A jednak gdy żołnierze wynieśli ją z tunelu, zamiast ukochanej twarzy zobaczyła nad sobą jedynie ciężkie ołowiane chmury.

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

 

 

[2] Tunel Nadziei – dosłownie, po bośniacku, chorwacku i serbsku: „Tunel Ratunku”.

[3] Bośniackie przekleństwo typu: „Cholera!”, „Ja pierdolę!”.

[4] Bajram – nazwa dwóch świąt w Islamie. Kurban Bajram to Święto Ofiarowania obchodzone 10 dnia miesiąca Dhul-Hijjah w okresie pielgrzymek do Mekki. Ramadan Bajram – święto zakończenia postu w Ramadanie.

[5] William Szekspir, Romeo i Julia. Wszystkie przywoływane w powieści cytaty z dramatu Romeo i Julia Williama Szekspira są podawane w przekładzie J. Paszkowskiego (Wydawnictwo Greg, Kraków 2005).

[6] Zavičaj – po chorwacku określenie rodzinnego zakątku, rodzinnej krainy.

 

7605.jpg

 

 

7615.jpg

 

 

7623.jpg

 

 

 

SPIS TREŚCI

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

Cytat

 

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

ROZDZIAŁ 22

ROZDZIAŁ 23

ROZDZIAŁ 24

ROZDZIAŁ 25

ROZDZIAŁ 26

SAGA BAŁKAŃSKA – PISARSKIE WYZWANIE

PODZIĘKOWANIA

NOTA O AUTORCE

 

Reklama 1

Reklama 2

Reklama 3

Karta redakcyjna

 

Copyright © by Agnieszka Walczak-Chojecka, 2016

Copyright © by Wydawnictwo FILIA, 2017

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2017

 

Projekt okładki: Olga Reszelska

Zdjęcia na okładce: © Elisabeth Ansley / Arcangel (góra)

© mch67 / Fotolia (dół)

 

 

Redakcja i korekta: SEITON, www.seiton.pl

Skład i łamanie: Graphito, www.graphito.pl

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

DARKHART

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

 

 

eISBN: 978-83-8075-236-8

 

 

image001.jpg

 

Niniejsza powieść jest fikcją literacką. Wszystkie wydarzenia, dialogi oraz postaci z wyjątkiem znanych postaci historycznych i osób publicznych są wytworem wyobraźni Autorki i nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Sytuacje, wydarzenia i dialogi związane z postaciami historycznymi i osobami publicznymi, które zostały oparte na faktach, nie mają zmieniać fikcyjnego charakteru utworu. Poza tymi przypadkami wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych jest całkowicie przypadkowe.

 

 

Wydawnictwo Filia

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

00007.jpeg