Nie-bajki pani Barbajki - Barbara Niedźwiedzka

Nie-bajki pani Barbajki

0,0

Kochani, polecam nową książeczkę, w której autorka przygotowała siedem opowiadań. Znajdziemy tu bajeczki opowiadające o Wiktusi, kotku, koziołku, perliczce czy o smokach i zimowych stworkach.

Bohaterami są nie tylko ludzie, ale również zwierzęta i zjawiska przyrodnicze. Bajeczki pomogą dzieciom zrozumieć otaczający świat i problemy, jakim trzeba stawić czoła. W tekście wplecione są bajki, które pomogą przezwyciężyć strach przed różnymi sytuacjami, stworami, albo tym, że trzeba się słuchać rodziców i wychowawców, bo wiedzą, co tak naprawdę dla dziecka jest najlepsze.

W bajce o Wiktusi, poruszony jest problem kłamstw i to, że należy chodzić do przedszkola i wspólnie się bawić z rówieśnikami, a także o opiece nad zwierzątkiem, które dziewczynka przyniosła bez zgody opiekuna do przedszkola. Jedna z bajek o koziołku nawiązuje do poznawania środowiska bliższego i dalszego.

Napisana prostym, przystępnym językiem książeczka dla dzieci, powinna wzbudzić zainteresowania i zaowocować utrwaleniem pozytywnych postaw w życiu codziennym dzieci.

Zapraszam do zaczarowanego świata bajek.

Dodaj komentarz


W zasadzie książeczki dla dzieci powinny być naiwne. Ułatwia to zrozumienie. Jednak ta naiwność też ma swoje granice. Nie róbmy dzieciom "prania mózgu" poprzez takie książeczki jak powyższa. Dzieci nie są głupie (choć większości dorosłym tak się wydaje).


Nie polecam. Bajki pani Niedźwieckiej są zbyt naiwne nawet dla dzieci. Do tego ten język. I nie wspomnę o tym, że jedyne, czego tak naprawdę uczy ta książka, to "nie kombinuj i słuchaj się starszych". Nie takie postawy chcielibyśmy widzieć u naszych dzieci gdy dorosną.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Wydawnictwo e-bookowo.pl


© Copyright by Barbara Niedźwiedzka & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo. Grafika na okładce: sxc.hu


ISBN 978-83-7859-102-3

Wydawca:
Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:
wydawnictwo@e-bookowo.pl





Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Wydawnictwo e-bookowo.pl

Barbara Niedźwiedzka

Nie-bajki pani Barbajki

Awantura z perliczką

Zagroda wiejska w Bajeczkowie

To było tak...

Kotek Filutek pobiegł za stodołę, tam, gdzie najczęściej przychodziły zwierzęta z zagrody wiejskiej, gdy chciały odbyć ważną naradę. Z daleka miauczał w wielkim podnieceniu:

– Kochany panie kogucie, gdzie pan jest? Ta cisza mnie przeraża!

– Cii...cii! Panie kocie! Pisklę wykluło się z jaja – uspokajał kogut.

A potem weszli do stodoły, ażeby je zobaczyć. Bo nie zdarza się co dzień, żeby w zagrodzie wiejskiej przychodziło na świat pisklę. I to nie byle jakie!

W pachnącym sianie siedziało wyklute maleństwo i trzęsło się ze strachu. Było puszyste z brązowo-białymi paskami na głowie i grzbiecie.

– Czyż nie jest śliczne? – powiedział kogut z zachwytem. – Nazwiemy je... Ślicznotką.

Minął jeden dzień, minął drugi, a kiedy nadszedł dzień trzeci, Ślicznotka wybiegła na podwórko:

– Dzień dobry! Piii... Czy ty jesteś moją mamusią? – spytała niepewnie.

Świnka Chrumka ze współczuciem spojrzała na Ślicznotkę:

– Nie... Jestem Chrumka – odparła stanowczo i schyliła łeb do powitania. – To jest moja córeczka. Właśnie je smaczne ziemniaczki.

Ślicznotka pomyślała: – „Jeśli nie jest moją mamusią, to, kto nią jest?”

Było jednak coś, czego nie mogła wiedzieć – świnka Chrumka i jej prosiaczek były ssakami. Natomiast ona – ptakiem.

Nagle z kurnika wybiegła kurka jarzębata.

– Ko, ko, ko, gdzie jesteś, mój mężu? – zawołała przerażona. – Proszę cię, odezwij się!

Ślicznotka przystanęła na chwilę i krzyknęła radośnie:

– Mamusiu, mamusiu! Nareszcie cię odnalazłam.

Kura pokręciła głową:

– Nie jestem twoją mamusią!

To powiedziawszy, rozprostowała skrzydła, dziobem uczesała niesforny puch i poszła szukać męża, koguta.


Wiktusia

Wiktusia smacznie jeszcze spała, kiedy słoneczko ciepłym pyszczkiem zapukało do jej okienka:

– Kochanie, obudź się, czas do przedszkola!

Dziewczynka przetarła zaspane oczy.

– Nie chcę, nie pójdę, słyszysz! – powiedziała stanowczo, po czym odwróciła się i przykryła kołderką po sam czubek głowy. – Nie pójdę, bo dzieci mnie biją!

Zabawki i kotek spojrzeli po sobie zdziwieni.

– Wiktusiu, co się stało? – pokręcił głową pajac. – Przecież lubiłaś chodzić do przedszkola, prawda?

Panienka rozzłościła się.

– Nie pójdę i już!... Yhy… yhy… – zakaszlała.

Zabawkom trudno było uwierzyć w to, co powiedziała Wiktusia.

– Wstawaj szybko, bo spóźnisz się do przedszkola. – zamiauczał kotek Mrukotek i pokazał dziewczynce olbrzymi koci grzbiet. – To świetna gimnastyka mięśni. Kilka kocich grzbietów i od razu się lepiej poczujesz.

– Dziękuję za radę – odpowiedziała bardzo niezadowolona.

No, tak. Fifi szczeka, Mrukotek się łasi i jak ta biedna Wiktusia ma pójść do przedszkola. Dobrze jej tutaj, pod kołderką…

– W przedszkolu czekają koleżanki, koledzy… i panie!

– Och, gdybym mogła, choć na jeden dzień pójść do przedszkola – wtrąciła kredka Adelka. – Zabierz mnie z sobą. Narysuję ci najpiękniejszą piłkę na świecie.

– I co o tym myślisz, Wiktusiu? – spytało raz jeszcze słoneczko.


Kotek Mrukotek

Zuzia i Amelka bawiły się lalkami: Pelą i Melą. Gdy Amelka zastanawiała się nad nowa fryzurą dla Meli, Zuzia poprosiła ją o przyniesienie nowej sukienki dla Peli.

– Jest w moim worku – zaszczebiotała Zuzia i po chwili dodała: – Tylko ostrożnie na… To coś!

Amelka podbiegł do krzesła, na którym leżał wypchany plecak. Nagle usłyszała dziwne syczenie.

– Co masz w plecaku?… Coś syczy... Potwór chyba!

Zuzia cichutko przybliżyła się do Amelki.

– To nie żaden potwór! – szepnęła. – Syczy tylko… Cii, bo pani usłyszy! I wolniutko otworzyła bagaż.

Amelka zasłoniła oczy z przerażenia.

– Nie bój się. To kot Mrukotek – powiedziała Zuzia i ostrożnie go wyjęła.

– Śmieszny taki! W okularach… Też chciałabym mieć takiego kotka! Zuziu, mogę go troszeczkę potrzymać? – spytała niepewnie Amelka.

– Wiesz... To wyjątkowy kot – odpowiedziała Zuzia.

– Nie zrobię mu krzywdy! Obiecuję! – zapewniła Amelka.

Zuzia spoważniała:

– Tylko uważaj na jego okulary... Bo wiesz, bez nich nie będzie dobrze widział.

– No pewnie! – zapewniła Amelka. – Obiecuję! Przecież to wyjątkowy gość! Jest taki puszysty i mięciutki.


Koziołek

Głęboko w gęstwinie wysokich traw urodził się śliczny koziołek. Słońce na koziołka rzucało ukradkiem promienie, wiatr delikatnie głaskał jego grzbiet i wszędzie dookoła rosły pachnące kwiaty. Matka często opuszczała legowisko i małego synka, bo musiała znaleźć jedzenie dla siebie. Koziołek nie myślał ani o słońcu, ani o wietrze, nie zwracał uwagi na śpiew ptaków i na różne odgłosy, leżał i co chwila wyciągał łebek, bo był ciekawy, czy mamusia jest w pobliżu.

Pewnego dnia, kiedy matka jak zwykle wybrała się na poszukiwanie pożywienia, długo nie wracała. Biedny koziołek trząsł się ze strachu. Potem zrobiło mu się jakoś dziwnie. W pewnej chwili usłyszał trzask zamykających się drzwi samochodu i warkot silnika. Po chwili wszystko ucichło. Samochód odjechał. Wysokim, cieniutkim piskiem przyzywał matkę tak długo, dopóki starczyło mu sił. Matka do niego nie przychodziła.

Wczesnym rankiem zziębnięty i głodny koziołek wyszedł z legowiska; wołał matkę, szukał i nic.

Ale byłoby to zbyt smutne opisywać wszystko, co czuł mały koziołek. Kiedy słońce wyjrzało zza rozłożystej dzikiej jabłoni, koziołek rzekł do siebie:

– Myślę, że pójdę w świat poszukać mojej mamusi.

– No to idź! – odrzekła jabłoń.


Sabinka w krainie smoków

Pewnego dnia, a był to sam środek lipca, na dworze szalał wiatr. Gałęzie drzew uginały się pod jego podmuchami. Sabinka nie mogła się bawić w ogrodzie ani spacerować po parku. Jednak wcale się nie nudziła. Czytała bajkę o zionących ogniem smokach Ognika i Wielkosmokach, które szczyciły się ogromną siłą.

Nadszedł moment, że drogi obu szczepów, Wielkosmoków i Ogników rozeszły się. Wówczas Wielkosmoki zamieszkały w zamku na wzgórzu Złotoróg i weszły w posiadanie złotej korony królewny Dany. Stały się również – a rzadka to gratka – sprzymierzeńcami potężnego Orka.

W niedługim czasie do smoków Ogników z leśnej krainy uśmiechnęło się szczęście. Wielkosmoki ogłosiły wyścigi w cudacznych pojazdach po złotą koronę królewny.

Zaraz więc wśród mieszkańców zielonej krainy rozległy się szepty:

– Czy to możliwe? Czy naprawdę nie ma w tym żadnego podstępu?

Dziewczynka zastanowiła się chwilę.

– To prawda – szepnęła do siebie. – Dlaczego nagrodą ma być korona królewny, skoro jest tak strzeżona przez olbrzymie smoki? Dlaczego chcą się jej pozbyć?

Sabinka odłożyła książkę i zamknęła oczy. Wiatr z olbrzymią siłą uderzył w okno. Szyby zadrżały, a krople deszczu mocno bębniły o parapet. Chwilę potem rozpętała się burza.

– Cześć! – usłyszała nagle zdyszanego, ziejącego ogniem stwora, który łopotał w szybę ogromnym ogonem. – Nie bój się! Mam na imię Sam i nie skrzywdzę cię. Czy mogłabyś pomóc nam Ognikom odzyskać koronę królewny Dany?

– Dlaczego ja? – spytała mała Sabinka.

– Bo lubisz bajki i opowieści!!! A w nich wszystko jest możliwe – syknął Smok.

– Nie mogę wyjść na dwór, bo wieje wiatr – wytłumaczyła mu dziewczynka.

– Błagam!!! Pomóż nam!!! – poprosił raz jeszcze.


Zimowa przygoda

Był mroźny dzień i sypał gęsty śnieg. Nagle białe puchowe sanie śnieżynki Oleńki zatrzymały się przed zimowym domkiem.

– Inuk! – zawołała. – Inuk! Gzie jesteś?!

– Tutaj jestem, Oleńko, pod stołem – odpowiedział chłopiec, który zmiatał okruszki lodu z podłogi.

– To straszne! To straszne! To okropne! – krzyknęła Oleńka wpadając do domku przez uchylone okno.

– Uspokój się! I powiedz, co się właściwie stało? – powiedział ze spokojem Inuk.

Oleńka zaczęła mu tłumaczyć:

– Wróbelek Ćwirek usiadł na nosie bałwanka. Za chwilę cały nos marchewkowy mu oskubie. Bałwanek jest okrutnie zdenerwowany. Kicha i kicha! A Ćwirek nie przestaje dziobać! Poradź coś! Błagam… proszę!

– Oleńko, wróbelek jest bardzo głodny – rzekł Inuk z uśmiechem. – Właściwie to nic strasznego się nie dzieje. Wsadzimy bałwankowi nową marchewkę i po kłopocie. Tak myślę!

Oleńka odchrząknęła:

– Niby tak! Myślę jednak, że trzeba coś z tym zrobić.

– Mam pewien pomysł – rzekł Inuk. – Wróbelki uwielbiają ziarenka i słoninkę. Może poczęstujemy naszego przyjaciela tymi smakołykami? Co ty na to?

– To wspaniały pomysł – odpowiedziała Oleńka.– Ale czy Ćwirek zostawi jego nos w spokoju? – dodała po chwili namysłu zaniepokojona śnieżynka.

– Mam pewien pomysł! – powiedział chłopiec. – Najlepiej będzie oblepić słoninkę ziarenkami i zawiesić na nosie bałwanka. Być może Ćwirek zostawi jego nos w spokoju. Co ty na to?

Śnieżynka zastanowiła się chwilę.


Przepis na pyszną zimę

W pewnej wiosce mieszkała Gabrysia. Była grzeczną i bardzo pracowitą dziewczynką. Chodziła codziennie do szkoły i pilnie się uczyła.

Dziewczynka miała czarnego, jak węgielek, puszystego psa. Wabił się Fokus. Piesek uwielbiał spacery i zabawy z Gabrysią. Ale dzisiaj wolał siedzieć w domu, bo na dworze sypał gęsty śnieg i była straszna zawierucha.

– Bądź grzeczny Fokus!... Do zobaczenia po szkole – szepnęła w drzwiach tajemniczo Gabrysia. – Tobie to dobrze!

Nagle, przez uchylone drzwi wpadło coś okrągłego z ogromnymi, wybałuszonymi ślepiami.

– Cześć, jestem Grudek – odpowiedział wesoło i fiknął koziołka wprost na grzbiet Fokusa.

Gabrysia obejrzała się, nie widziała nikogo, ale usłyszała ten dziwny, nieco inny głos, a potem śmiech.

– Co to było? – zastanowiła się i zamknęła za sobą drzwi.

Przestraszony Fokus podskoczył na dwóch łapach. Wtem usłyszał tajemniczy głos.

– Chodź ze mną!

I Fokus usłuchał. Nie minęło kilka sekund i znalazł się w bardzo dziwnym miejscu.

– Gdzie ja jestem? – rozejrzał się wokoło. – Tu strasznie zimno jest!... Brr... brr

– Jesteś w Śnieżnej Krainie. A to moja rodzina – powiedział dumnie Grudek i zeskoczył na szklistą posadzkę tuż obok braci.

Sala była wielka, lodowata i błyszcząca. Mimo przeszywającego zimna panowała tu radość; wicher grał na skrzypeczkach, bracia plotkowali przy mrożonej herbatce popisując się swoimi dobrymi manierami i umiejętnościami.

Fokus otrzepał sierść i prychnął:

– Kim wy jesteście?

– Jesteśmy zimowymi braćmi – wyjaśnił Styczek, który właśnie zaprojektował nowy wzorek śniegowego płatka. Wzorek był przepiękny. Prawdziwe dzieło sztuki.