Mój mąż i ja - Ingrid Seward

Mój mąż i ja

0,0

Elżbieta pokochała Filipa od pierwszego spotkania. On był jedynym aktem jej rebelii. Ona – jego jedynym aktem poddania. – Allison Pearson, Telegraph Ona – młoda i z królewskiego rodu. On – przystojny, ale dużo uboższy młodzieniec w marynarskim mundurze z monarszej rodziny z dalekiego, małego kraju. Brzmi bajkowo? Ta książka to prawdziwa opowieść o związku wbrew wszystkim, nawet wbrew samemu sobie. O szczerym uczuciu, które musi iść w parze z dyktatem konwenansów. O rozczarowaniu, kiedy już wiadomo, że nawet życie prawdziwej księżniczki nie jest bajką. Jest to także opowieść o niebywałej sile kobiety, która rządzi Wielką Brytanią od ponad 60 lat, królowej, która przetrwała 13 premierów i wytrwała na tronie całą epokę, gwarantując stabilność swojej monarchii i swojego małżeństwa. Dziś, gdy świat obserwuje ślub i początki małżeństwa księcia Harry’ego, warto wrócić myślą do dni w 1947 roku, gdy w opactwie Westminster zaczęła się wspólna droga Elżbiety i Filipa. Autorka książki, mająca od lat dostęp do prywatnych kręgów brytyjskiej monarchii, po mistrzowsku ukazuje detale życia, arystokratyczne zwyczaje i psychologiczne uwarunkowania, które składają się na niesłabnący czar brytyjskiego tronu. Jej książka jest świetnym uzupełnieniem spojrzenia na prywatne życie Elżbiety i Filipa, które zapewnił serial The Crown.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
Strona tytułowa

Spis treści

Wstęp
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Podziękowania
Bibliografia

Tytuł oryginału: My Husband and I: The Inside Story of 70 Years of the Royal Marriage

 

Przekład: Joanna Lipińska
Redaktor prowadząca: Maria Zalasa
Redakcja: Agnieszka Grzywacz
Korekta: Maria Zalasa

 

Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska KATAKANASTA
Zdjęcie na okładce: A.F. Archive / Alamy Stock Photo

 

Copyright © 2017 by Ingrid Seward
Copyright for the Polish edition and translation © 2018 by Wydawnictwo JK

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

 

ISBN 978-83-7229-766-2
Wydanie I, Łódź 2018

 

Wydawca: JK
ul. Krokusowa 3,
92-101 Łódź
tel. 42 676 49 69 tel. 42 676 49 69
fax 42 676 49 29
www.wydawnictwofeeria.pl

 

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Wstęp

Piszę o rodzinie królewskiej od wielu lat i najczęściej zadawanymi pytaniami są: „Jaką parą są królowa i książę Edynburga? Jakim są małżeństwem? Jakimi są rodzicami i dziadkami?”. Krótko mówiąc, jeśli pominie się królewski ceremoniał i protokół z nim związany, to jacy oni są? Wraz z sukcesem serialu The Crown ich prywatną stroną życia zainteresowało się zupełnie nowe pokolenie.

Spędziłam ponad trzydzieści lat w otoczeniu królowej i księcia, wielokrotnie spotykałam się z nimi przy różnych okazjach i uważam, że dysponuję jedyną w swoim rodzaju wiedzą na temat ich życia. Mam nadzieję, że udało mi się ją odpowiednio przedstawić na kartach tej książki. Siedemdziesiąta rocznica ślubu to szczególnie dobry moment na przedstawienie ich historii w kontekście zmian na świecie, których byli świadkami w czasie wspólnego życia.

To historia równie fascynująca, co nieprawdopodobna. Jak to możliwe, że pozbawiony grosza przy duszy grecki książę zdobywa serce królewny będącej najlepszą partią na świecie? Jak przekonała swojego ojca, króla i cesarza, nad którego ziemiami nigdy nie zachodziło słońce, by zgodził się na ślub? Księżniczka była niewinną dziewczynką, która przeniosła się prosto z pokoju dziecinnego do małżeńskiego łoża. On był przystojnym, dwudziestopięcioletnim oficerem marynarki, niezależnym i charyzmatycznym, ale bez pieniędzy i ziemi. Urodził się na stole jadalnym w willi na greckiej wyspie Korfu. Ona urodziła się w wielkim domu w londyńskiej dzielnicy Mayfair, w obecności ministra spraw wewnętrznych sir Williama Joynsona-Hicksa.

W świecie, w którym ponad wszystko liczyło się dobre wrażenie, greckie wychowanie Filipa było wybitnie nieodpowiednie. Kiedy dwa lata po II wojnie światowej ogłoszono jego zaręczyny z księżniczką Elżbietą, Brytyjczycy mieli mieszane uczucia. Dla wielu Filip był po prostu przybyłym z zagranicy łowcą posagów, o bliskich powiązaniach z Niemcami poprzez małżeństwa swoich sióstr. W 1947 roku każda wzmianka o zagranicznym pochodzeniu była traktowana z niechęcią, chyba że ktoś był bajecznie bogaty, jak amerykańskie dziedziczki fortun, które wżeniały się do brytyjskich rodzin arystokratycznych. Książę Filip nie pasował do żadnej z tych kategorii. Natomiast księżniczka, chociaż młoda i dość naiwna, była też uparta i zdecydowana pokonać wszelkie przeciwności stojące jej na drodze do małżeństwa z mężczyzną, którego kochała. Było to duże wyzwanie, ponieważ w owym czasie brytyjski establishment miał olbrzymie wpływy, a Filip do niego nie należał.

Przez ostatnie siedemdziesiąt lat książę Filip, niezmiernie ambitny mężczyzna, musiał w miejscach publicznych chodzić dwa kroki za swoją żoną. Można by uznać, że rola ta jest niemożliwa do przyjęcia dla kogoś o jego temperamencie, ale na szczęście królowa jest tradycjonalistką i uważa, że mężczyzna powinien być panem w swoim własnym domu. Zdawała sobie sprawę, że dla jej męża, tak dbającego o swój męski wizerunek, posiadanie żony, która zawsze ma pierwszeństwo, jest niezmiernie trudne. Kompromis jest uważany za niezbędny składnik każdego małżeństwa, a w przypadku królowej i księcia Filipa stanowi wyjątkowo istotny element. Para ta żyje w zaskakująco małym świecie, z którego nie ma ucieczki. W sprawach osobistych mogą się zwracać tylko do siebie nawzajem. A w związku z tym każde z nich musi brać poprawkę na to drugie, jeśli nie chcą, by ich życie stało się nie do zniesienia.

Królowa i książę Filip dopasowali się niedługo po wejściu w związek małżeński i dzięki temu ich małżeństwo jest udane. Są sobie bliscy i, nawet po siedemdziesięciu latach, twarz królowej rozjaśnia się, gdy Filip wchodzi do pokoju. Kiedy w 1952 roku Elżbieta musiała nagle przejąć władzę królewską, została przytłoczona naciskami męskiej części dworu, a zarazem ciężko jej było pogodzić się z przedwczesną śmiercią ojca. Książę Filip dyskretnie przejął wtedy na siebie rolę matki i ojca ich dzieci, by Elżbieta mogła się skupić na królewskich obowiązkach.

Do tej pory, czyli do roku, w którym książę Filip postanowił ogłosić, że zrzeka się swoich oficjalnych obowiązków, jego wkład w królewskie małżeństwo i wszystko, co się z tym wiąże, był prawie niedostrzegany. Mam nadzieję, że ta książka pozwoli naprawić to niedopatrzenie.

Przez lata królowa i książę Filip starali się panować nad natrętnym zainteresowaniem i spekulacjami dotyczącymi prywatnego życia ich rodziny. Mimo to wielokrotnie musieli się mierzyć z prasą, którą rzadko obchodzi, czy dana historia jest prawdziwa. Ważne, by sensacyjnie brzmiące nagłówki przyciągały czytelników.

Porażka małżeństwa ich syna i dziedzica, księcia Karola, z naiwną lady Dianą Spencer na pewno do takich należała. To był najgorszy moment długiego panowania królowej. Nigdy nie sądziła, że będzie musiała pisać zarówno do swojego syna, jak i synowej, że rozwód byłby najlepszym rozwiązaniem. To było sprzeczne ze wszystkim, czego ją uczono, i stało w sprzeczności z chrześcijańskimi poglądami, a także pozycją obrońcy wiary. Było jeszcze gorzej, gdy w rok i dzień po zakończeniu sprawy rozwodowej Diana zginęła. Gdyby nie silne wsparcie moralne męża, możliwe że królowa by się załamała. W listopadzie 1997 roku, w trzy miesiące po śmierci Diany, królowa i książę Filip obchodzili złote gody. Królowa złożyła swojemu mężowi hołd, mówiąc, że był dla niej „podporą przez te wszystkie lata”, a w bardziej osobistym wyznaniu powiedziała po raz pierwszy o jego „nieustannej miłości i pomocy”.

Podczas tych siedemdziesięciu lat małżeństwa Elżbieta i Filip byli świadkami różnych najbardziej burzliwych momentów z historii Wielkiej Brytanii. Począwszy od ponurego okresu po wojnie, do równie mrocznych dni czasów terroryzmu, w których teraz żyjemy. Ze smutkiem obserwowali, jak nie jedno, ale troje ich dzieci się rozwodzi, ale dożyli też momentu, gdy znalazły one znów szczęście. Cieszyli się na tyle dobrym zdrowiem, by patrzeć, jak dorastają ich liczne wnuki i pojawiają się na świecie prawnuki. Opowieść o tym, jak tego dokonali, znajduje się na kartach tej książki.

Rozdział 1

WESELE

Elżunia jest jedyną tak pewną dla mnie rzeczą na świecie i pragnę spoić nas dwoje w nowy, połączony byt…” – Tak pisał dwudziestosześcioletni książę Filip do swojej teściowej dwa tygodnie po ślubie, który odbył się dwudziestego listopada 1947 roku. Tak brzmiał plan ich wspólnego życia. A Filip pałał w owym czasie taką pasją, że postanowił rozwinąć tę myśl.

„Miłować Elżunię? Nie jestem pewien, czy to słowo oddaje pełnię tego, co czuję. Czy miłuje się czyjeś poczucie humoru, gust muzyczny albo oczy? Nie jestem pewien, ale wiem, że dziękuję za nie Bogu, a więc, bardzo skromnie, dziękuję Bogu za Elżunię i za nas.”

Na dwa dni przed ślubem, zgodnie z królewską tradycją, król i królowa wydali w Pałacu Buckingham wielki bal. Kuzynka Filipa, lady Pamela Mountbatten, będąca jednym z tysiąca dwustu gości, przyznała, że jej nastoletnie wspomnienia z dnia ślubu zostały przyćmione przez te z balu. Na pewno było to coś wartego zapamiętania po latach wojennych trudów. Królewskie posiadłości zapewniły mnóstwo dziczyzny, odpowiednio przygotowanej przez mistrzów kuchni, a z piwnic wyciągnięto najlepsze wina i szampany. Potrawy, na które składały się między innymi sałatka krabowa, indyk, suflet waniliowy i wiśnie w brandy, podano na królewskiej porcelanie, a na środku każdego okrągłego stołu na osiem osób stała złota waza wypełniona bladożółtymi różami i goździkami.

Dla niektórych gości było tego za wiele. Podczas przyjęcia indyjski maharadża upił się tak bardzo, że zamachnął się na księcia Devonshire, ale nikt nie wiedział czemu. Pod koniec wieczoru, a może raczej następnego ranka, król Jerzy VI poprowadził węża przez pałacowe sale, a następnie wszyscy zasiedli do śniadania. Pan Carroll Gibbons, jeden z ulubionych muzyków króla, grał pod organami w sali balowej fokstroty, walce i rumby. Goniec przekazywał liderowi zespołu prośby o utwory, a kiedy księżniczka Elżbieta poprosiła o melodię, której zespół nie znał, nastąpiła chwila paniki. W końcu Gibbons usiadł do pianina; przyłączył się do niego pierwszy saksofonista. Po kilku chwilach salę balową wypełniły poruszające dźwięki melodii granej przez Gibbonsa z pamięci. Towarzyszył mu saksofon.

Księżniczka miała na sobie suknię z tiulu w kolorze intensywnego koralu i z radością prezentowała swój pierścionek zaręczynowy, który książę Filip zaprojektował samodzielnie, wykorzystując kamienie z dziedzicznej biżuterii podarowanej mu przez matkę, księżniczkę Alicję.

– Wyglądała przepięknie – powiedziała lady Margaret Colville, która tego wieczoru pełniła rolę damy dworu. – Tryskała życiem.

– Elżunia była cudowną dziewczyną, bardzo piękną. Byli w sobie zakochani – wspomina lady Pamela Mountbatten. – Ale przerażała go myśl, że pewnego dnia ona zostanie królową Anglii. To by położyło kres jego obiecującej karierze w marynarce. Co miałby robić przez resztę życia, zawsze dwa kroki za nią? Sądzę, że albo myślał, że to szaleństwo, albo że będzie musiał to traktować bardzo poważnie – i tak właśnie zrobił. Najgorsze jest to, że nie spodziewali się, że będą musieli się tego podjąć wcześniej niż po pięćdziesiątce.

Ledwie ogłoszono zaręczyny, a ojciec Pameli, lord Mountbatten, zaczął instruować Filipa, jak jego zdaniem powinno wyglądać małżeństwo i jak należy prowadzić dom. Elżbieta była świadoma tego wścibstwa i wcale jej się ono nie podobało. Jej matka była tego samego zdania, natomiast ojciec już niekoniecznie. Filip wiedział jednak, jak zareagować, i ostrzegł swojego natrętnego wuja w liście:

„Nie chcę być niegrzeczny, ale widać wyraźnie, że chcesz zarządzać tym małym przedstawieniem, obawiam się jednak, że ona [Elżbieta] może nie przystać na to równie potulnie co ja. To prawda, że wiem, co jest dla mnie dobre, ale nie zapominaj, że nie byłeś dla niej wujem, zastępującym ojca doradcą i przyjacielem tak długo, jak dla mnie”.

Do połowy października rozesłano zaproszenia do ponad dwóch tysięcy gości, a na każdej kopercie znajdował się charakterystyczny królewski znaczek – inicjał króla. Najważniejszymi zapraszanymi byli, i są nadal, ci, których nazywa się „magiczną czterysetką”. Składają się na nią członkowie rodzin królewskich z całej Europy, których trzeba zaprosić bez względu na to, czy wciąż rządzą, czy też zostali zdetronizowani. No i oczywiście zaproszono też najbliższych przyjaciół.

Jako że upłynęły ledwie dwa lata od wojny, król uznał, że nie można zaprosić sióstr księcia Filipa, jako że ich związki z Niemcami były wciąż zbyt hańbiące (siostry przeprowadziły się do Niemiec z Paryża na początku lat trzydziestych, wyszły za niemieckich arystokratów i pozostały na terenie tego kraju w czasie wojny).

– Tak niedługo po wojnie nie można było zapraszać „Hunów” – wspomina Lady Mountbatten. – Myślę, że Filip to rozumiał, ale jego siostry na pewno nie. Latami dopytywały się, czemu nie zaproszono ich na ślub. W końcu nie walczyły w pierwszych szeregach wroga.

Temat ten był tak delikatny, że dopiero w 2006 roku książę Filip przerwał oficjalną, trwającą sześćdziesiąt lat ciszę na temat związków jego rodziny z nazistami, udzielając wywiadu do książki Royals and the Reich [„Członkowie rodzin królewskich i Trzecia Rzesza”], w którym wyjaśnił, że podobnie jak wielu innych Niemców, jego rodzina pozytywnie odnosiła się do początkowych działań Hitlera, mających na celu przywrócenie siły i prestiżu Niemcom.

– Nastąpiła olbrzymia poprawa w takich kwestiach jak przyjazdy pociągów na czas i budownictwo – wyjaśnił Filip. – Czuło się nadzieję po ponurym chaosie Republiki Weimarskiej. Mogę zrozumieć ludzi, którzy chwytali się czegoś lub kogoś, kto zdawał się odwoływać do ich patriotyzmu i próbował sprawić, żeby wszystko znów działało. Proszę pomyśleć, jakie to musiało być pociągające.

Zaznaczył jednak, że nie wiedział nic o tym, by ktokolwiek z jego rodziny wygłaszał antysemickie poglądy.

Spośród siedmiorga braci i sióstr jego ojca przeżył tylko wuj George, który uczestniczył w weselu wraz z żoną, Marie Bonaparte, i córką, Eugenie, a także licznymi kuzynami i powinowatymi, w tym Heleną, królową Rumunii, Aleksandrą, królową Jugosławii i Fryderyką, królową Grecji.

Ślub stanowił symbol nadziei na przyszłość dla kraju zrujnowanego przez wojnę. Na ulicach wciąż widoczne były leje po bombach. Budynki często same się zawalały, wiele musiało być podpieranych rusztowaniami. Każdy tydzień przynosił odkrycia kolejnych niewybuchów. Częstokroć trzeba było wyburzać całe ulice, a gdzie nie spojrzeć, trafiała się kamienica, w której część pięter nie miała ścian. Kawałki tapet powiewały na wietrze, a gruz z na wpół zniszczonych pomieszczeń leżał pod ścianami. Chociaż zbliżała się najchłodniejsza od wielu lat zima, to w dniu ślubu, 20 listopada, zanotowano piętnaście stopni Celsjusza, w związku z nadejściem zaskakująco ciepłej masy powietrza znad tropików.

Chociaż wojna skończyła się ponad dwa i pół roku temu, wciąż obowiązywała reglamentacja towarów. Brakowało między innymi chleba, węgla, słodyczy, ubrań, mebli i mydła. W drodze wyjątku pozwolono, by kawaleria przyboczna eskortowała księżniczkę na ślub w mundurach paradnych, a nie polowych. Jako że wszędzie wprowadzano w owym czasie oszczędności, na początku ustalono, że ślub będzie prywatny i cichy, a odbędzie się w kaplicy świętego Jerzego w Windsorze, by uniknąć pretensjonalności, ale rząd Partii Pracy ustąpił i wyraził zgodę na to, by ślub stał się wydarzeniem publicznym. Uznano, że taka okazja może poprawić nastroje wyczerpanego wojną społeczeństwa, które okazało zaskakującą hojność, gdy ogłoszono tę wiadomość. Kobiety wysyłały cukier i mąkę ze swoich skromnych racji na tort weselny. Inne przysyłały cenne nylonowe pończochy i przechowywane na lepszą okazję materiały. Niektóre oddawały nawet swoje kartki na ubrania, ale te trzeba było odesłać z powrotem, ponieważ przekazywanie ich było nielegalne.

„The Radio Times”, najpopularniejszy tygodnik owych czasów, poświęcił wydarzeniu całą stronę tytułową. Ponadto opisał przebieg ślubu w opactwie westminsterskim, trasę królewskiego przejazdu i porządek nabożeństwa. Jako że był to pierwszy ślub w rodzinie królewskiej tak obszernie filmowany i transmitowany przez telewizję, wymagał od reporterów niezwykłej pomysłowości. Trudności techniczne związane z filmowaniem całości były tak duże, że postanowiono reklamować tylko połowę tego, co BBC zamierzało sfilmować, na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Oto jak tygodnik reklamował program:

Królewski Ślub

CZWARTEK, 20 LISTOPADA
Ślub Jej Królewskiej Wysokości Księżniczki Elżbiety z porucznikiem Królewskiej Marynarki Filipem Mountbattenem w opactwie westminsterskim

11:03 Orszak Jej Królewskiej Mości opuszcza Pałac Buckingham
11:16 Orszak weselny Jego Królewskiej Mości i Jej Wysokości Panny Młodej opuszcza Pałac Buckingham
11:30 NABOŻEŃSTWO
12:30 Odjazd Panny Młodej i Pana Młodego z opactwa westminsterskiego i powrót orszaków do Pałacu Buckingham

Komentatorzy:

Wynford Vaughan-Thomas (wnętrze opactwa)
Richard Dimbleby (zachodnie drzwi opactwa)
Peter Scott (dach kościoła św. Małgorzaty, Westminster)
Audrey Russell (Admiralty Arch)
Frank Gillard (front Pałacu Buckingham)

Liczymy się z tym, że popołudniowe programy będą przerywane, by przedstawić wyjazd Państwa Młodych na miesiąc miodowy.

Nabożeństwo:

Fanfara (Bax)
Podczas pochodu Panny Młodej:
Hymn: „Błogosław, duszo moja, Pana” (Goss)
Słowa wprowadzające – dziekan
Uroczystość zaślubin – arcybiskup Canterbury
Psalm 67 (Bairstow)
Litanie mniejsze, Ojcze nasz, liturgiczne odpowiedzi mszalne – kierownik chóru
Modlitwy i błogosławieństwo – dziekan
Motet: „O Boże, rozważamy Twoją łaskawość” (McKie)
Przemówienie arcybiskupa Yorku
Hymn: „Pan jest moim pasterzem” (Crimond)
Modlitwa końcowa i błogosławieństwo arcybiskupa Canterbury
Amen (Orlando Gibbons)
Fanfara (Bax)
Hymn państwowy
Podczas wpisywania do aktu małżeństwa:
Hymn:
Blessed be the God and Father (S. S. Wesley)
Fanfara (Bax)
Marsz weselny (Mendelssohn)

Dzięki pięćdziesięciu pięciu mikrofonom BBC słuchacze na całym świecie mogli uczestniczyć w uroczystości. Prezenterzy na trasie i przed opactwem informowali o przybyciu gości, a Frank Gillard stojący przy pomniku królowej Wiktorii opisywał, jak panna młoda opuszcza dom wraz z ojcem Elżbiety, królem. Dalej wzdłuż ulicy Mall Audrey Russell, która stała na dachu cytadeli admiralicji, przejęła transmisję od Gillarda. Następnie, podczas gdy kareta z księżniczką Elżbietą jechała wzdłuż ulicy Whitehall, przełączono transmisję na wnętrze Opactwa, które opisał Wynford Vaughan-Thomas. Kiedy skończył, relację przejął Peter Scott z dachu kościoła świętej Małgorzaty. Ogłosił on przybycie panny młodej na Parliament Square, a chwilę później znany komentator Richard Dimbleby opisał, jak kareta podjeżdża pod zachodnie drzwi opactwa.

Inżynier prowadzący transmisję siedział z dala od całego zgiełku, przy panelu kontrolnym, do którego miał podłączone jakieś dwadzieścia sześć mikrofonów, i musiał decydować, kiedy przełączyć się na który i kiedy na przykład zmiksować dzwony opactwa z wiwatami na cześć księżniczki Elżbiety i porucznika Mountbattena.

O siódmej rano w dniu ślubu John Dean (służący księcia Filipa) zapukał do drzwi sypialni księcia Edynburga w Pałacu Kensington, gdzie ten przebywał, i wniósł herbatę.

– Obudził się od razu i w doskonałej formie, niezmiernie wesoły i wcale nie zdenerwowany – wspominał Dean. – Poprzedniego dnia odbyła się próba generalna przed ślubem, więc wszyscy dokładnie wiedzieliśmy, co mamy robić. Pamiętałem doskonale wyliczone co do sekundy ustalenia.

Kiedy Filip się ubrał i zjadł śniadanie, na które składały się kawa i tost, służący podał mu niepewnie miecz, uświadomiwszy sobie, że są gotowi zbyt wcześnie.

– Jak książę pohamował chęć zapalenia papierosa, to nie wiem – wspominał Dean. – Porzucił ten nałóg poprzedniego wieczora i nie narzekał.

Mimo wczesnej godziny Filip i David Milford Haven, jego drużba albo stronnik, jak określa się ich w królewskich kręgach, wypili dżin z tonikiem, by uczcić ostatnie kawalerskie chwile Filipa.

W przeddzień ślubu król przyjął porucznika marynarki królewskiej Mountbattena do rodziny królewskiej, nadając mu tytuł Królewskiego Towarzysza Rycerskiego Orderu Podwiązki, i upoważnił go do używania tytułu „Jego Królewska Wysokość”, której ten się zrzekł, przyjmując brytyjskie obywatelstwo. Król nadał mu też księstwo Edynburga, które zostało stworzone przez Jerzego II w 1727 roku dla księcia Fryderyka, jego syna i następcy.

Natomiast w Pałacu Buckingham służąca księżniczki, Margaret „Bobo” MacDonald, przynajmniej raz nie musiała budzić „panienki”, jak ją zawsze nazywała. Księżniczka zdążyła już wstać i ubrana w szlafrok stała w oknie i obserwowała tłum.

– Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę, Crawfie – zwróciła się do Marion Crawford, swojej starej guwernantki, która stanęła przy niej. – Muszę się co chwilę szczypać.

O 11:25 książę Filip i David Milford Haven byli już na swoich miejscach w opactwie i oczekiwali na przybycie panny młodej wraz z królem. Eileen Parker gościła na ślubie wraz ze swoim trochę skacowanym mężem Mikiem (uczestniczącym w wieczorze kawalerskim Filipa), i tak wspomina ten moment:

– Kiedy usiedliśmy, organy zaczęły grać koncert C-dur Elgara. Nagle wszyscy zebrani znów wstali, a ja zaczęłam się zastanawiać, na czyją cześć. Księżniczka Elżbieta miała opuścić pałac dokładnie o 11:03, by dotrzeć do opactwa na 11:28. Odwróciłam się trochę i ujrzałam, jak wzdłuż nawy idzie powoli Winston Churchill z żoną. Wspaniale było go widzieć z tak bliska.

Pośród 2500 zebranych było sześciu królów i siedem królowych. Był to największy zjazd rodzin królewskich, zarówno panujących, jak i na wygnaniu, od bardzo dawna. Kiedy wiwaty przed opactwem przeszły w radosne okrzyki, rozległ się porywający hymn „Błogosław, duszo moja, Pana”, jako tło dla wejścia księżniczki i króla. Panna młoda, w satynowej sukni w kolorze kości słoniowej autorstwa Normana Hartnella, szła pod rękę ze swoim ojcem, ubranym w mundur admirała floty. Tuż za nimi, o trzy kroki przed pozostałymi druhnami, by podkreślić jej rangę, szła samotnie księżniczka Małgorzata.

Arcybiskup Yorku miał dobry pomysł, ale musiało to zabrzmieć dość nieprawdopodobnie, gdy zwrócił się do czcigodnych zebranych – w tiarach, cylindrach, długich sukniach, mundurach i szatach – że ślub ten „w kwestiach podstawowych jest taki sam, jak gdyby tego popołudnia żenił się jakiś rolnik w wiejskim kościółku, gdzieś w odległej wiosce w górach Dale”.

Po nabożeństwie księżniczka Edynburga złożyła swój bukiet ślubny – który podczas przygotowań w pałacu na chwilę zaginął – na Grobie Nieznanego Żołnierza. Gdy nowożeńcy wracali do Pałacu Buckingham w tak zwanej Szklanej Karocy, policja straciła na chwilę panowanie nad tłumem, który przerwał kordon i wlał się na pałacowe podwórze.

Król, który zdawał się być na skraju łez, gdy państwo młodzi podpisywali akt małżeństwa, nie wygłosił podczas weselnego śniadania mowy, a tylko wzniósł toast za „pannę młodą”. Zwierzył się arcybiskupowi, że wydanie córki za mąż było dla niego bardziej poruszające niż jego własny ślub.

Crawfie nie podeszła do tego aż tak emocjonalnie, mówiąc, że śniadanie było „wesołym przyjęciem”:

– Stoły były przybrane kolcoroślą (ciemnozielona roślina o czerwonych jagodach) i białymi goździkami, a przy każdym nakryciu leżał pęczek białego wrzosu, przysłanego z Balmoral. Słynne złote talerze i lokaje w szkarłatnych liberiach nadawali wszystkiemu bajkową atmosferę.

W rzeczywistości lokaje pozostawali za starannie zamkniętymi drzwiami do Sali Bow i pokazywali się tylko, gdy po nich dzwoniono. W sali zaś królewska rodzina i jej goście częstowali się jedzeniem z zimnego bufetu, wznosili toasty i kroili ciasto – mieczem – co często prowadzi do wielu zabawnych sytuacji.

Kilka dni później, kiedy Alicja, matka księcia Filipa, już wróciła do Aten, napisała do niego tak:

„Jakże wspaniale wszystko się udało. Bardzo podniosły mnie na duchu twoja radość i poczucie, że twoja decyzja pod każdym względem była dobra”. Alicja napisała też dwudziestostronicowy opis samego ślubu, który wysłała do nieobecnych na weselu sióstr Filipa.

Król Jerzy napisał do córki list przepełniony miłością i dumą, w którym zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądało jego życie bez niej:

„Byłem z ciebie taki dumny i cieszyłem się, mając cię u boku, gdy szliśmy przez opactwo westminsterskie, ale gdy oddałem twoją rękę Arcybiskupowi, poczułem, że tracę coś bardzo cennego. Byłaś taka spokojna i skupiona podczas nabożeństwa i mówiłaś z takim przekonaniem, że wiedziałem, iż wszystko będzie dobrze.

Tak się cieszę, że napisałaś do mamusi, że uważasz, iż to długie oczekiwanie przed zaręczynami i długi czas przed ślubem wyszły wam na dobre. Martwiłem się, że uznasz, iż byłem wobec ciebie bezwzględny. Tak bardzo pragnąłem, byś pojechała do Południowej Afryki. Sama wiesz. Nasza rodzina, nasza czwórka, Rodzina Królewska musi trzymać się razem, oczywiście z dodatkami w odpowiednich momentach! Z dumą obserwowałem, jak rośniesz przez te wszystkie lata pod czujnym okiem mamusi, która, jak wiesz, jest dla mnie najwspanialszą osobą na świecie. Wiem też, że mogę liczyć w naszej pracy na twoją pomoc, a teraz także na Filipa.

Twoje odejście z domu pozostawiło w naszym życiu wielką pustkę, ale pamiętaj, że twój stary dom zawsze stoi dla ciebie otworem i wracaj do nas jak często to możliwe. Widzę, że jesteś niezmiernie szczęśliwa z Filipem i bardzo dobrze, ale nie zapominaj o nas

To pragnienie

Twojego zawsze kochającego i oddanego taty”.

Chociaż Pamela Mountbatten po latach najlepiej pamięta wielki bal, to ją również poruszyła ceremonia ślubna. Wspomina, że sam dzień upłynął w wesołym nastroju. Młoda para – oboje są z nią spokrewnieni – wyglądała jak wyjęta z bajki.

– Filip był księciem z bajki – powiedziała. – Przystojniejszy od bajkowego księcia, bo taki męski. A ona, z tą cudowną cerą, była niczym gwiazda. Ta złota karoca i piękne konie stanowiły magiczny widok. Lało jak z cebra, ale tłum, w jakże brytyjski sposób, zignorował to i przez całą noc tłoczył się, by zająć miejsca. Kiedy później stałam na balkonie i widziałam tę olbrzymią ciżbę, napierającą na bramy pałacu, ogarnęło mnie niesamowite uczucie.

Pamięta, jak najmłodsza druhna, księżniczka Aleksandra (dwunastoletnia kuzynka panny młodej), biegała jak szalona, podczas gdy starsze druhny udawały oburzenie. Księżniczka Małgorzata, jako pierwsza druhna, zarządzała pozostałymi, a królowa Holandii, Juliana, „marudziła, że wszyscy mają niewyczyszczoną biżuterię”. Dla uczczenia okazji książę Filip podarował druhnom puderniczki ze srebra i różowego złota, które sam zaprojektował. Lady Elizabeth Longman, która udzieliła bardzo niewielu wywiadów, w jednym z nich wspominała, że książę Filip zachowywał się szorstko, wręczając tak cenny dar, zupełnie jakby się wstydził, i prawie na pewno tak było. Filip „rozdał je niczym karty do gry”. „Kiedy je porównałyśmy, bardzo się ucieszyłyśmy, widząc, że wszystkie różnią się trochę od siebie, ale na każdej znajdowały się inicjały E i F”.

Pamela Mountbatten dodała:

– Moja miała po środku sześć małych szafirów. Kiedyś nosiłam ją zawsze przy sobie, ale teraz zrobiło się niebezpiecznie w autobusach, metrze i na ulicach.

Stwierdziła też, że największym zawodem w dniu ślubu był moment, gdy książę Baudouin, następca tronu Belgii, odmówił przyłączenia się do druhen w klubie Ciro, gdzie przeniosło się przyjęcie.

– Był jedynym poza nami młodym człowiekiem. Wszystkie myślałyśmy o nim: „wysoki, brunet i przyszły król”. Ale on był ostrożny. My uznałyśmy, że jest strasznym sztywniakiem, skoro nie chciał przyjść.

David Milford Haven, kuzyn Filipa, drużba i bywalec salonów, uznał, że Ciro będzie najlepszym miejscem, bo większość jego przyjaciół za nic by się tam nie pojawiła, a druhny, takie młode i niedoświadczone, na pewno będą czuły się bardziej swobodnie w przytulnym wnętrzu.

Kiedy nowożeńcy schodzili razem z olbrzymich schodów Pałacu Buckingham, by wyruszyć na miesiąc miodowy, obsypano ich płatkami róż. Na zewnątrz czekało na nich otwarte lando zaprzężone w dwa konie, by zawieźć ich na stację Waterloo, gdzie mieli wsiąść do pociągu i pojechać do rezydencji Broadlands w Hampshire, domu hrabiego Mountbatten. Pod kraciastymi pledami kryła się wraz z kilkoma butelkami z gorącą wodą kudłata suczka corgi królowej, Susan, która miała spędzić miesiąc miodowy z nowożeńcami. Goście gonili za powozem do bram pałacowego dziedzińca, i nawet królowa uniosła suknię i podbiegła do ogrodzenia, by patrzeć, jak znikają wśród wiwatujących tłumów, które tak długo na nich czekały.

Początek miesiąca miodowego nie był specjalnie udany. Prasa robiła wszystko, co w jej mocy, by zdobyć zdjęcia nowożeńców. Kiedy ci dotarli do stacji Romsey, jechano za nimi cała jedenaście mil, aż do bram posiadłości Broadlands. Mountbattenowie byli w Indiach, gdzie doglądali podziału Indii Brytyjskich na Indie i Pakistan, a podczas ich nieobecności sprawy nie toczyły się tak gładko, jak powinny. W niedzielny ranek, gdy para przyjechała na nabożeństwo do opactwa Romsey, fotografowie byli tak zdesperowani, by zdobyć zdjęcia, że przystawiali drabiny do ścian opactwa i zaglądali do środka przez okna. Był to prawdziwy chrzest ogniowy dla królewskiej pary, ale gdy dotarli do Birkhall w Szkocji, w tym najbardziej romantycznym miejscu z możliwych zostawiono ich w spokoju.

Księżniczka napisała do matki o tym, jaka jest szczęśliwa, ale także o tym, że uświadomiła sobie, ile zmian ją czeka w związku z zamążpójściem. Pytała matkę, jak sobie radzić z wolnym duchem Filipa i tradycyjnymi formalnościami dworu.

„Filip jest okropnie niezależny – napisała. – I rozumiem, że biedaczek chciałby zacząć porządnie nasze życie, nie mając wszystkiego zrobionego za nas”.

Była świadoma, że ponieważ jej mąż lubił robić to, na co miał ochotę, będzie im trudno żyć w wybranych pokojach w olbrzymim, staroświeckim pałacu, gdzie wszystko podlegało pod niekończący się protokół. Wiedziała już, że Filip uważał wielu dworzan za napuszonych, niezmiernie konserwatywnych i sztywnych, podczas gdy oni uznawali, że jest szorstki i niegrzeczny. Należało zastosować jakąś długoterminową strategię, by mógł zyskać szacunek, jakiego oczekiwano od jego pozycji.

„Teraz jest tak cudownie i spokojnie – pisała dalej księżniczka. – Filip czyta rozciągnięty na sofie, Susan leży przed rozpalonym kominkiem, Rummy śpi w pudełku stojącym przy kominku, a ja piszę to w jednym z foteli przy kominku (jak widzisz, płonący kominek jest niezmiernie istotny!). Tu jest jak w niebie!”.

– Było okropnie zimno i napadało mnóstwo śniegu, ale płonące w kominkach potężne polana sprawiały, że w domu było przytulnie – wspominał służący Filipa, John Dean.

Dean i służąca księżniczki, Bobo MacDonald, spotkali się w związku z wykonywaną pracą. Dean stwierdził, że bardzo lubił jej towarzystwo, kiedy już „wyluzowała”.

– Była wspaniałą tancerką i miała bardzo dobre poczucie humoru. Ale nawet gdy byliśmy w jakiejś wiosce i poszliśmy do miejscowego pubu, zawsze zwracała się do mnie „panie Dean”.

Obecność Bobo stanowiła znacznie większy problem dla księcia Filipa. Filip i Elżunia byli młodymi kochankami i pragnęli prywatności, której często im odmawiano. Księżniczka była przyzwyczajona do obecności służby tak, że często ignorowała jej obecność, ale Filip tego nie cierpiał. Nie mógł znieść tego, że nie może pobyć z żoną sam na sam wtedy, gdy tego chce i nie odpowiadało mu, że Bobo była zawsze u boku swej pani, nawet w łazience.

– Na początku życie na dworze bardzo go frustrowało – stwierdził lord Brabourne, mąż Patricii Mountbatten. – Było bardzo sztywno. [Tommy] Lascelles* był niemożliwy. Byli wobec niego okropni. Traktowali go protekcjonalnie. Jakby był obcym. Nie było wesoło. Oczywiście śmiał się z tego, ale musiało go to boleć. Nie jestem pewien, czy księżniczka Elżbieta to zauważyła. Pewnie nie. Pod pewnymi względami małżeństwo prawie nic nie zmieniło w jej życiu. Mogła żyć prawie tak samo, jak dawniej. Nie poświęcała niczego dla tego małżeństwa. Jego życie zmieniło się diametralnie. Poświęcił wszystko.

Książę nie mógł uciec przed królewskim protokołem, zwłaszcza że musieli mieszkać wraz z teściami w Pałacu Buckingham, dopóki nie odnowiono Clarence House. Stara gwardia pałacowa uważała, że Filip jest trudny, a co więcej, niepokoiła się, że nie będzie traktował księżniczki z delikatnością, na którą ta zasługuje i której potrzebuje.

Zdaniem rabina Arthura Herzberga, wybitnego amerykańskiego pisarza, który przeprowadził z Filipem długie rozmowy:

– Filip stracił swoją prawdziwą tożsamość. Powiedział mi kiedyś, że uważa się za kosmopolitycznego Europejczyka.

Pamela Mountbatten potwierdziła, że stanowiło to dla niego problem:

– Wiedział, że wchodzi do jaskini lwa. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak będzie traktowany i jak trudno mu będzie zawalczyć o swoją pozycję i niezależność [od establishmentu]. Nie wiedział natomiast, jakie to będzie przerażające.

Para wybrała do pomocy niewielką, ale wierną drużynę. Jock Colville, dyplomata i były młodszy osobisty sekretarz z Downing Street Neville’a Chamberlaina, Churchilla i Clementa Attlee w latach 1939-1945, został polecony przez Lascellesa i do 1949 roku był osobistym sekretarzem księżniczki Elżbiety. Natomiast Filip wybrał na swojego sekretarza Australijczyka Mike’a Parkera, który został też królewskim koniuszym pary. Księgowym i skarbnikiem domu Edynburgów został sir Frederick „Boy” Browning, który ożenił się z pisarką Daphne du Murier i był wcześniej sekretarzem generalnym Louisa Mountbattena.

W owym czasie przedstawiciele establishmentu mieli olbrzymie wpływy. Problemy rozwiązywano przy kilku dużych butelkach whisky albo partyjce brydża. Rzadko dyskutowano o nich otwarcie, ale po cichu znajdowano rozwiązania. Przedstawiciele establishmentu byli dyskretni, niewzruszeni i potężni. Nigdy nie przyznawali się do błędów, nigdy na siebie nie narzekali, nigdy nie rezygnowali i nigdy nie dochodzono, czy się mylili. Książę Filip kompletnie nie pasował do tego świata.

– Gdyby któryś z arystokratów z establishmentu ożenił się z królową – stwierdził były biskup Londynu Richard Charteris – wszyscy zanudziliby się na śmierć. O Filipie można powiedzieć wiele, ale na pewno nigdy nie był nudny.

Pierwszy rok ich małżeństwa, spędzony w Pałacu Buckingham, nie był łatwy, ale w końcu udostępniono im Clarence House.

– Był mocno zabałaganiony – wspominał Mike Parker. – Ale szybko go ogarnęli i umeblowali wieloma prezentami ślubnymi.

Po burzliwym dzieciństwie był to pierwszy prawdziwy dom Filipa. W końcu odnalazł prawdziwe szczęście i spokój u boku kobiety, którą kochał, ale nie na długo.

Rozdział 2

KONTRASTY DZIECIŃSTWA

Księżniczka Elżbieta, przyszła królowa Anglii, i książę Filip z Grecji urodzili się w czasie, gdy nie do pomyślenia było, by członek jakiejkolwiek rodziny królewskiej w Europie wziął ślub z kimś z ludu. Książęta żenili się z księżniczkami, królewscy kuzyni z kuzynkami. Kiedy królowa Wiktoria wyszła za swojego kuzyna w pierwszym pokoleniu, dwudziestojednoletniego księcia Alberta Sachsen-Coburg und Gotha w 1840 roku, powstała dynastia, która łączyła trony Wielkiej Brytanii, Danii, Grecji, Rosji i Prus.

Księżniczka Elżbieta pojawiła się na świecie o 2:40 rano 21 kwietnia 1926 roku, na Bruton Street 21, w centrum Londyńskiego Mayfair. W owym czasie Londyn był największym, najbardziej zanieczyszczonym i najbrudniejszym miastem na świecie, a liczba jego mieszkańców dochodziła do ośmiu milionów. W Hyde Parku nadal można było wypasać owce, których sierść pokryta była sadzą z przepełnionego dymem powietrza. Zwierzęta zapewniały odpowiednią długość trawy, a pasterze rywalizowali o możliwość wypasania stad w londyńskich parkach.

Arystokracja brytyjska zamieszkująca wielkie, wspaniałe domy i majątki ziemskie, miała olbrzymie przywileje, i chociaż pierwsza wojna światowa zmieniła krajową strukturę klasową, to ich życie wciąż kręciło się wokół kalendarza sportowego. W Mayfair większość pięciopiętrowych domów należała do prywatnych właścicieli i posiadała wspaniałe sale balowe. Te stały zwykle puste podczas sezonu łowieckiego – meble przykryte były pokrowcami – i wracały do życia podczas sezonu londyńskiego. Najelegantszymi domami towarowymi były Harrods, w którym znajdowała się olbrzymia sala z wiktuałami, a którego obecna siedziba została ukończona w 1905 roku, i Selfridges, który otworzył się w 1909 roku. Mimo to istniało bardzo niewiele wytwornych hoteli, takich jak Savoy czy Ritz, a Grosvenor House otworzył się dopiero w 1929 roku. Mała księżniczka nauczyła się tam jeździć na łyżwach w wieku lat siedmiu, jako że w Wielkiej Sali otwarto lodowisko, do którego maszyneria wciąż znajduje się w pomieszczeniu poniżej.

Dom, w którym urodziła się księżniczka, stanowił londyńską siedzibę jej dziadków, hrabiego i hrabiny Strathmore, którzy mieli też posiadłość w Szkocji (zamek Glamis) i wiejską rezydencję w Walden Bury, w Hertfordshire. Dom z kolumnadą i oknami po dwóch stronach wejścia na Bruton Street już nie istnieje, ale znajdująca się naprzeciwko, pod numerem 10, fasada salonu wystawowego Normana Hartnella z lat trzydziestych dwudziestego wieku pozwala odczuć dostojeństwo tej okolicy.

W owym czasie pół litra mleka kupowało się za trzy pensy, a przeciętny dom kosztował ledwie 619 funtów, w porównaniu z 290 000 dziś. W czasach, gdy większość ludzi paliła, paczka dwudziestu papierosów była wydatkiem rzędu niecałego szylinga1. Szaleństwem owego roku były krzyżówki w gazetach. Po tym, jak „Sunday Express” zaczął je drukować w 1924 roku, inne gazety szybko podchwyciły ten pomysł.

„Nierozsądnym byłoby nawet w przypadku wyższych klas wykazywać niezadowolenie wobec panującego teraz szaleństwa krzyżówkowego. W końcu słownictwo większości z nas jest raczej niepokojąco skromne” – napisał „Yorkshire Observer”.

Społeczeństwo brytyjskie pochłonięte było również czytaniem ekscytujących dreszczowców, których najbardziej popularnym autorem w owym czasie był pisarz Edgar Wallace. Tamtego roku pojawiło się aż osiemnaście powieści Wallace’a, a w drugiej połowie 1926 roku całkowita sprzedaż jego książek osiągnęła oszałamiające siedemset pięćdziesiąt tysięcy egzemplarzy. Jego oddanymi czytelnikami byli między innymi król Jerzy V i premier Stanley Baldwin. Wallace był sławą owych czasów i jego zdanie liczyło się w wielu kwestiach.

„Po prostu potworny” – tak określił w „Daily Express” wprowadzenie przez rząd podatku od zakładów.

Z końcem roku British Broadcasting Company została przekształcona na British Broadcasting Corporation. Ta wystartowała 1 stycznia 1927 roku, nadając program Happy New Year Ball rozpoczynający się melodią The More We Are Together. Na premiery teatralne panowie przychodzili wyłącznie w smokingach, a panie w wieczorowych sukniach. Nawet w domach klasy średniej przebierano się do obiadu i posiadano służbę.

Jednak nie wszyscy prowadzili tak uprzywilejowane życie. Panowały poważne społeczne niepokoje; w dwanaście dni po narodzinach księżniczki odbył się pierwszy strajk generalny w historii Wielkiej Brytanii. Bezpośrednią przyczyną strajku, który sprawił, że całe państwo stanęło, było wycofanie przez rząd dopłat dla przemysłu węglowego i konflikt pomiędzy właścicielami kopalń i górnikami w kwestii planowanego zmniejszenia wynagrodzeń w okresie, gdy cały kraj był uzależniony od węgla.

Wielu ludzi, w tym król Jerzy V, sympatyzowało z górnikami i potępiało to, jak zostali potraktowani przez właścicieli kopalń, ale przez jakiś czas krajowi groziło zakłócenie porządku publicznego. Ludzie zbierali się razem, by wykonywać niezbędne zadania, których nie robili strajkujący – na przykład rozładowywali w dokach statki z żywnością, prowadzili autobusy i tym podobne. W tym czasie dziewczęta z wyższych klas brały na siebie rolę kelnerek, by pomóc wyżywić zastępczą siłę roboczą.

Właśnie w tym świecie, pełnym społecznych niepokojów i bezrobocia z jednej, a olbrzymich przywilejów z drugiej, przyszła na świat księżniczka Elżbieta. Jej ojciec, książę Yorku, był drugim co do starszeństwa z czterech braci, synów króla Jerzego V i królowej Marii, i drugim w kolejce do tronu. Jej matka, lady Elżbieta Bowes-Lyon, była córką hrabiego i hrabiny Strathmore, i jedną z tych osób, które wchodząc do pokoju, rozjaśniają go swoją energią. Z początku Elżbieta odmówiła ręki księciu, bojąc się, że nie zniesie rygorów królewskiego życia, ale on był uparty i w końcu przyjęła jego oświadczyny. 26 kwietnia 1923 roku została pierwszą od trzystu lat osobą z ludu, która weszła do rodziny królewskiej.

Prawie równo trzy lata później, w ciemną i ponurą kwietniową noc, księżniczka zaczęła rodzić. Deszcz bił w szyby sypialni na piętrze, którą przerobiono na salę położniczą. Towarzyszyli jej doktorzy sir Henry Simpson i Walter Jagger. We wczesnych godzinach rannych 21 kwietnia sir Henry uznał, że należy dokonać cesarskiego cięcia, ponieważ dziecko jest ułożone pośladkowo. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem przy porodzie obecny był też minister spraw wewnętrznych, sir William Joynson-Hicks, który posłał burmistrzowi Londynu informację o zbliżających się narodzinach. Nie wspomniano o cesarce.

Kilka godzin później ogłoszono oficjalnie, że „Jej Królewska Wysokość księżna Yorku bezpiecznie wydała na świat księżniczkę o 2:40 tego ranka”. Kronika dworska odnotowała, że król i królowa, którzy przebywali w Windsorze, „z wielką radością przyjęli wiadomość o tym, że księżna Yorku urodziła tego ranka córkę”.

Wiele ogólnokrajowych gazet zdołało opublikować tę wiadomość na pierwszych stronach jeszcze tego samego dnia. „The Morning Post” pisało tak:

„Przed potężną, szarą fasadą Bruton Street 17 stał tłum, nie zwracając uwagi na siekący deszcz, w oczekiwaniu… Nagle schludna, energiczna pielęgniarka wyjrzała na ulicę. Wszystkie uniesione twarze musiały zadawać to samo pytanie, bo kobieta, cofając się, skinęła głową i posłała ludziom niezmiernie budujący uśmiech”.

„Byłam chyba jedną z pierwszych osób spoza rodziny, która widziała księżniczkę - wspomina w swoich pamiętnikach Mabell, hrabina Airlie. - Odwiedziłam Bruton Street 17 dwudziestego drugiego kwietnia, dzień po jej urodzinach. Chociaż nie myślałam o tym, że składam hołd przyszłej królowej Anglii, bo w owym czasie wszyscy oczekiwali, że książę Walii Edward (który był na wakacjach w Biarritz) ożeni się w ciągu najbliższych dwóch lat”.

W chwili narodzin mała księżniczka była trzecia w kolejności do tronu, zaraz po swoim ojcu i jego olśniewającym starszym bracie, księciu Walii. Za nią byli jej wujowie, książę Henry, który został później księciem Gloucester, i książę Jerzy, późniejszy książę Kentu, a także jej ciotka Maria, która została księżniczką2.

Brytyjski Vogue ogłosił narodziny nowej księżniczki, chociaż to niezmiernie przystojny książę Walii był ich największą gwiazdą, na miarę sław filmowych. Edward polował z psami, grał w polo, brał udział w gonitwach konnych z przeszkodami. Jadał w Ciro w Paryżu, tańczył w klubie Embassy w Londynie i wyznaczał trendy w modzie, tak jak teraz robi to księżna Cambridge. Jego charakterystyczny strój: pumpy do kolan w kratę zwaną kratą księcia Walii, kolorowe swetry z wzorem Fair Isle, bretońskie berety i płaskie słomkowe kapelusze wywarły pozytywny wpływ na branżę odzieżową, a fakt, że Edward wyrażał współczucie dla bezrobotnych, jeszcze przysparzał mu popularności.

Natomiast Yorkowie byli jego przeciwieństwem i stanowili przykład ciepła domowego ogniska. Zdaniem Vogue’a powiedzenie księżnej „chcę, by była cała w falbankach” po narodzinach księżniczki zostało podchwycone przez nianie w całym Mayfair. Potwierdza to autoryzowana wypowiedź jednego z byłych domowników – autor tak opisuje zmiany strojów księżniczki we wczesnym dzieciństwie:

„Białe sukienki na rano. Na popołudnia – sukieneczka z wcięciem w talii z prostą górą, krótkie rękawki i oczywiście, co najważniejsze, spódnica z mnóstwem malutkich falbanek. Londyńczycy byli zachwyceni, gdy udało im się zobaczyć ją w parku, w różowej sukience, tradycyjnym czepku z daszkiem, jak ściska stanowczo nad głową maluteńką różową parasolkę”.

Jak większość małych dzieci księżniczka lubiła zwierzęta, a gdy była malutka, bawiła się z dwoma chow-chowami swojej babci, Lady Strathmore. Bardzo lubiła je głaskać, a na ich widok klaskała i śmiała się, stukając piętami w podłogę. Uwielbiała też duże psy gończe swojego ojca i lubiła patrzeć, jak odjeżdża on konno w stroju myśliwskim z Naseby Hall w Northamptonshire.

Książę z księżną zatrzymywali się tam na sezon łowiecki, więc księżniczka spędzała większość zimy pod opieką swojej niani, Clary Knight. Kochała też szarą papugę swojego dziadka, króla Jerzego V, o imieniu Charlotte i kiedy król był chory, dokarmiała ją kostkami cukru.

Później, gdy książę i księżna przenieśli się z rezydencji Strathmore na Bruton Street do swojego własnego domu na Piccadilly 145, małą księżniczkę zafascynowały zakopcone okna jej dziecinnego pokoju. Nie dość, że widziała przez nie konie pociągowe zaprzężone do ciężkich wozów, to jeszcze od czasu do czasu udawało jej się dojrzeć żołnierzy na koniach, przejeżdżających pod łukiem prowadzącym na Constitution Hill.

Chrzciny księżniczki Elżbiety odbyły się 29 maja w prywatnej kaplicy w Pałacu Buckingham, zniszczonej później przez bombę. Uroczystość prowadził arcybiskup Yorku Cosmo Gordon Lang, a rodzicami chrzestnymi byli: lady Elphinstone (ciotka); Artur, książę Connaught (praprawuj); królowa Maria i król Jerzy V (dziadkowie od strony ojca); hrabia Strathmore (dziadek od strony matki) oraz księżniczka Maria, wicehrabina Lascelles (ciotka). Wydarzenie to opisała Mabell Airlie, która owego dnia towarzyszyła królowej Marii jako dama dworu:

„Była ślicznym dzieckiem, ale przez całą ceremonię tak płakała, że zaraz po niej jej staromodna niania [Clara Knight] dała jej się napić naparu z koperku – ku zaskoczeniu nowoczesnych młodych matek i rozbawieniu jej wuja, księcia Walii”.

Dziecko dostało imiona Elżbieta Aleksandra Maria – po matce, prababce i babce. Dziewczynka była ubrana w sukienkę z kremowej atłasowej koronki klockowej z Honiton, którą miało na sobie dziewięcioro dzieci królowej Wiktorii, a następnie wszystkie królewskie dzieci aż do 2004 roku. Została ochrzczona wodą z Jordanu, którą przysłano specjalnie z Ziemi Świętej. Butelka wody święconej została dostarczona przez Mabell Airlie na Burton Street dzień po zakończeniu strajku generalnego, a żeby się tam dostać, kobieta musiała przepychać się przez tłumy.

– Codziennie jest kilka osób, które chcą ją zobaczyć – powiedział książę Yorku, gdy wreszcie udało jej się dostać do domu – ale jeszcze nigdy nie było ich tyle, co dziś.

Taki schemat miał się powtarzać przez całe życie Elżbiety, ale w latach dwudziestych i przez większość trzydziestych dwudziestego wieku myśl, że księżniczka Elżbieta może zostać kiedyś królową rzadko kiedy przychodziła komukolwiek do głowy, a już na pewno nie Yorkom, którzy planowali powiększenie rodziny. Sądzili, że zostaną odsunięci w sukcesji do tronu przez dzieci z małżeństwa księcia Walii, na które wciąż czekano, i wcale nie spodziewali się tego, co miało nastąpić.

Chociaż książę Filip określił się kiedyś jako „zdyskredytowany bałkański książę bez specjalnej wartości i znaczenia”, płynie w nim królewska krew ze strony matki i ojca, a ich przynależność do królewskich rodów można potwierdzić przez wiele pokoleń. I on, i księżniczka Elżbieta byli praprawnukami królowej Wiktorii, a co za tym idzie, odległymi kuzynami. Ojciec Filipa, książę Andrzej, był synem króla Jerzego I Greckiego, księcia Danii, który wstąpił na tron Grecji. Rodzina była raczej duńska niż grecka, jeśli w ogóle, ale lepiej pasowałoby do niego stwierdzenie, iż był członkiem powiązanego plemienia niemieckich książątek, którzy pozasiadali na wielu tronach Europy. Jedna z sióstr króla, Aleksandra, wyszła za księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VII, a druga za Aleksandra III, cara Rosji. Matka Filipa, księżna Alicja Battenberg, urodziła się w sali gobelinowej (Tapestry Room) zamku Windsor w obecności swojej praprababki królowej Wiktorii i zmarła jakieś osiemdziesiąt cztery lata później w Pałacu Buckingham.

Ojciec księcia Filipa był wysokim, przystojnym i inteligentnym oficerem armii greckiej. Miał czterech braci, którzy uwielbiali płatać sobie figle. Książę Filip wspominał:

– Kiedy kilku z nich spotkało się razem, wszystko mogło się zdarzyć. Byli niczym bracia Marx.

W 1903 roku, kiedy rodzice Filipa zaręczyli się, książę i księżna Walii (późniejszy król Jerzy V i królowa Maria) wyprawili dla nich przyjęcie w Marlborough House w Londynie. Na przyjęciu był obecny król Edward VII, który ogłosił, że „żaden tron w Europie nie jest za dobry dla Alicji”. Ich ślub w Wielkim Księstwie Hesji-Darmstadt, gnieździe rodzinnym Battenbergów, był wielkim wydarzeniem w październiku owego roku. Przybyły nań rodziny królewskie z całej Europy, w tym królowa Aleksandra z Anglii, i zebrało się wielu europejskich wielkich książąt, książąt i księżniczek.

Na wiele dni przed ślubem w Darmstadt urządzano wspaniałe przyjęcia. Car Mikołaj I z Rosji przywiózł ze sobą chór imperium rosyjskiego, by zabawiał zebranych. Podczas ślubu prawosławnego, drugiego z trzech, jakie wzięła para, Alicja, która od urodzenia była kompletnie głucha, źle zrozumiała pytania. Powiedziała „nie” zamiast „tak”, gdy padło pytanie, czy bierze ślub z własnej woli, a potem „tak” zamiast „nie”, gdy spytano, czy obiecała swoją rękę innemu. Chociaż umiała czytać z ruchu warg, w tym wypadku miała trudności z powodu bogatego zarostu prawosławnego księdza.

Kiedy zakończono formalności, odbył się bankiet rodzinny, na którym car Mikołaj tak nadużył alkoholu, że trafił Alicję w twarz atłasowym trzewikiem, gdy ta odjeżdżała w królewskim powozie. Alicja zdołała złapać trzewik i uderzyła nim cara w głowę, a ten padł na drogę, zataczając się ze śmiechu.

Po krótkim miesiącu miodowym w Schloss Heiligenberg – jednym z kilku zamków należących do rodziny Battenbergów, para pożeglowała do Grecji na królewskim jachcie Amfitryta. Alicja stała się częścią greckiej rodziny królewskiej, chociaż nigdy nie była w Grecji, jako że dorastała z rodzicami w Anglii. Po krótkich wizytach w królewskich pałacach w Atenach, Alicja i Andrzej przeprowadzili się na Korfu. Ich rodzinny dom nosił nazwę Mon Repos i był pokaźną willą w stylu klasycznym zbudowaną w latach dwudziestych dziewiętnastego wieku przez brytyjskiego wysokiego komisarza, sir Fredericka Adama, dla jego żony, Greczynki. Chociaż brakowało w niej gazu i elektryczności, to jak na warunki Korfu willa ta była niczym pałac. Stała na terenie gęsto porośniętym pomarańczowymi i cytrynowymi drzewkami, ogrody pachniały eukaliptusem i sosną, a widoki rozciągały się na Morze Jońskie. Andrzej odziedziczył ją po ojcu w 1913 roku. Nazywał Mon Repos swoim „królewskim zamkiem”. Wyspa była nazywana przez Homera „piękną i bogatą ziemią”, i stała się ostatnim przystankiem Odyseusza przed powrotem na Itakę. Mon Repos znajduje się na półwyspie Kanoni, na południe od miasta Korfu, na miejscu starożytnej stolicy Kerkyry. Budynek jest zaniedbany, ale pokoje mają wspaniałe proporcje i nietrudno sobie wyobrazić, jak pięknie musiał kiedyś wyglądać. Niewielka tabliczka przed bramą to jedyny znak, że urodził się tu książę Filip, jako że w środku jest teraz muzeum, a sala jadalna, w której podobno przyszedł na świat, pozostaje pusta, jeśli nie liczyć kilku gablot z informacjami na temat historii posiadłości Mon Repos.

W latach 1905–1914 na świat przyszły cztery córki Andrzeja i Alicji, a po kolejnych siedmiu latach, 28 maja 1921 roku urodził się książę Filip (gdy Grecja przyjęła kalendarz gregoriański, datę poprawiono na 10 czerwca). Lekarz rodzinny uznał, że stół w sali jadalnej jest najlepszym miejscem na poród. Andrzej, jako oficer greckiej armii, walczył w owym czasie z Turkami, więc pierwsze miesiące życia Filip spędził w towarzystwie pełnych uwielbienia kobiet, które go rozpieszczały.

Gospodyni, Agnes Blower, kiedy wiele lat później przeprowadzono z nią wywiad, powiedziała, że Filip, który miał niebieskie oczy i blond włoski, był „najsłodszym, najpiękniejszym dzieckiem”. Dodała, że rodzina była „biedna jak mysz kościelna”. Możliwe, że pamięć jej już nie dopisywała, bo Andrzej zatrudniał (poza gospodynią), angielską nianię, pannę Roose, greckiego kucharza, angielską parę i kilkoro miejscowych służących. Kiedy cztery córki podrosły, zatrudniono też francuską guwernantkę. Nawet później, w czasach wygnania, Andrzej miał aż do śmierci własnego służącego. Dom był dobrze zaopatrzony w jedzenie dla dzieci i ubrania, które niania Roose zamawiała z Londynu.

Filip miał trzy miesiące, gdy po raz pierwszy odwiedził z matką i siostrami Anglię. Chociaż wymagało to długiej podróży, panie chciały uczestniczyć w pogrzebie dziadka Filipa ze strony matki – admirała floty księcia Louisa Mountbattena, wówczas już markiza Milford Haven. Rodzina podróżowała pociągiem do Londynu z Aten przez Rzym i Paryż. Grupy dopełniała niania Roose, służąca Alice i służący Andrzeja.

Możliwe, że rodzina była w nie najlepszej sytuacji finansowej, ale zawsze znajdowała pieniądze na podróże. Miesiąc później, na Korfu, Andrzej, który wrócił z frontu, wezwał miejscowego burmistrza do Mon Repos, by oficjalnie zarejestrować urodziny Filipa. Jego matką chrzestną została Olga Romanowa, królowa Grecji, a do rejestru urodzin wpisano jako imię „Philippos”. Następnie nastąpiły oficjalne chrzciny w kościele prawosławnym w mieście Korfu. Na ulice prowadzące do kościoła wyległy wiwatujące tłumy, grała orkiestra, a miejscowi urzędnicy byli świadkami, jak Filipa zanurzano w chrzcielnicy.

W czerwcu 1922 roku rodzina wraz ze świtą pojechała znów do Londynu na ślub młodszego brata Alicji, lorda Louisa Mountbattena (zwanego przez Filipa wujkiem Dickie), z Edwiną Ashley. Wspaniały ślub odbył się w kościele św. Małgorzaty w Westminster. Wytworny książę Walii był drużbą, a król Jerzy V przewodził zgromadzeniu przedstawicieli rodzin królewskich z całej Europy. Wszystkie cztery siostry Filipa były druhnami, ubrane w biel i pastelowy błękit. Uznano, że Filip jest zbyt młody, by uczestniczyć w uroczystości, więc wraz z nianią Roose został w Spencer House, gdzie zatrzymała się cała rodzina.

Niestety to stosunkowo spokojne życie miało się niedługo zamienić w chaos, gdyż wciąż trwająca wojna grecko-turecka miała wejść w decydujące stadium po trzech latach walk w następstwie pierwszej wojny światowej. Miesiąc później siły greckie zostały otoczone przez Turków w Smyrnie. Grecy ponieśli ciężkie straty w ludziach, a ponad milion mieszkańców musiało udać się na uchodźstwo.

Wcześniejsze postępy Greków, w których uczestniczył Andrzej, przemieniły się w miażdżące zwycięstwo Turków. I tak jesienią 1922 roku Grecy zostali wyparci z Azji Mniejszej, kończąc tym samym trwający dwa i pół tysiąca lat okres obecności na tym terenie. Smyrna, najważniejsze greckie miasto na terenie Azji, zostało splądrowane, a wśród tych, którzy zdołali zbiec, znajdował się młody Aristotelis Onasis; uciekł do Argentyny, by rozpocząć wspinaczkę po drabinie socjalnej.

  1. Przed przejściem na system dziesiętny w 1971 roku na jednego funta składało się 20 szylingów, a na jednego szylinga 12 pensów. [wróć]

  2. Maria otrzymała tytuł „Princess Royal”, który przysługuje najstarszej córce monarchy. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki