Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną - Sylvie Simon

Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną

0,0

To biografia fenomenalnego poety i pieśniarza napisana na miarę jego talentu. W swej obszernej, bogato ilustrowanej książce. Autorka przedstawia drogę Leonarda Cohena na światowe listy przebojów, twórczość owocującą rzeszami fanów i najwyższymi nagrodami, jego trudne wybory dotyczące życia duchowego i osobiste perypetie.
Wspomnienia jego kobiet, przyjaciół, współpracowników i rozmowa z Cohenem tworzą niepowtarzalną opowieść – o jego poezji, muzyce, zawiłościach miłości, o sensie życia, o religii. Cohen – mistrz i szermierz słowa – sportretowany słowami z wywiadów, jego wierszami (w oryginalnych wersjach i polskim przekładzie), piosenkami.
Kim była Susanne ze słynnej pieśni Leonarda? Dlaczego w swej piosence żegnał ukochaną Marianne? Kim są legendarne Siostry Miłosiedzia? Jaką rolę w życiu "małego kanadyjskiego Żyda", jak o nim mówiono, odegrał jego buddyjski przywódca duchowy? Wiele tajemnic wyjaśni się dzięki lekturze tej – jakże obszernej, bo aż 600-stronicowej – monografii. Jestem twoim mężczyzną – przewrotnie napisał Cohen w swojej piosence; taki tytuł nosi również jego biografia, jakby podkreślając oddanie, szczerość i otwartość jej bohatera.
Piękne życie. Piękne miejsca (w dzieciństwie – bogata dzielnica Montrealu, potem grecka wyspa, na której w prostym, pozbawionym wygód domku tworzył swoje najlepsze utwory, malownicza farma w Tennesee, lśniące światłami stolice show-biznesu), piękne, utalentowane kobiety, wybitni przyjaciele, twórcza atmosfera. I wieloletnia depresja, która kładła się cieniem na życiu Cohena. Niezwykle ciekawe jest jego poszukiwanie drogi duchowej – w żydowskich korzeniach, w szkole zen, w studiowaniu Nowego Testamentu. Życie w światłach rampy, i życie na uboczu.
Cohen – niepoprawny bawidamek i Cohen – mnich. Cohen na speedzie i w panicznym lęku. Cohen skromnie skryty za swoją gitarą i Cohen wjeżdżający na scenę na koniu. Cohen, który nie chce się zadomowić, i Cohen oddany swoim dzieciom. Cohen (już po siedemdziesiątce) – oszukany, okradziony, a jednak uśmiechnięty, znów ruszający w trasy. Różne – jakże frapujące – oblicza jednego człowieka. I równie ciekawe czasy zapisane we wspomnieniach i w licznie przytaczanych recenzjach (również miażdżących Leonarda Cohena, niewróżących mu popularności).
Gdyby nie Joni Mitchell, która pierwsza wyciągnęła go na scenę, może nigdy nie usłyszelibyśmy śpiewającego Leonarda Cohena. Gdyby nie Sylvie Simmons, autorka I'm Your Man, nie poznalibyśmy tylu twarzy Cohena, który – choć dobrze znany – wciąż pozostaje zagadką.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

 

 

 

 

 

 

Copyright © 2012 by Sylvie Simmons
Copyright © for the translation by Magdalena Bugajska
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013

 

Pamięci N.A.


Sposób, w jaki coś robisz, jest
sposobem, w jaki robisz wszystko.

 

Tom Waits

 

PROLOG


 

Jest bardzo uprzejmym, eleganckim mężczyzną o staroświeckich manierach. Kłania się, gdy cię spotyka, wstaje, gdy wychodzisz, upewnia się, że jest ci wygodnie, i nie wspomina nawet o tym, że jemu nie jest. Zdradza go tylko dyskretne gładzenie greckich paciorków, które nosi w kieszeni. Jest skryty, raczej nieśmiały, ale jeśli koniecznie trzeba zagłębić się w jakiś temat, wkłada stopy w strzemiona z godnością i humorem. Uważnie dobiera słowa, jak poeta albo polityk, z naturalną precyzją, wyczuciem ich brzmienia, z talentem oraz skłonnością do tajemniczości i odbiegania od tematu. Zawsze lubił niedopowiedzenia. W jego sposobie mówienia jest coś konspiracyjnego – również wtedy, gdy śpiewa – tak jakby dzielił się intymnym sekretem.

Jest bardzo schludny – nie ma niczego w nadmiarze – oraz niższy, niż można by się spodziewać. W świetnej formie. Zapewne dobrze wyglądałby w mundurze. Teraz ma na sobie garnitur. Ciemny, prążkowany, dwurzędowy, i jeśli nie został uszyty na miarę, wcale na to nie wygląda.

– Kochana – mówi Leonard. – Urodziłem się w garniturze1.

 

1


URODZONY W GARNITURZE

When I’m with you
I want to be the kind of hero
I wanted to be
when I was seven years old
a perfect man
who kills

Kiedy jestem z tobą
chcę być bohaterem,
którym chciałem być
gdy miałem siedem lat
doskonałym mężczyzną,
który zabija

The Reason I write (Powód, dla którego piszę ), przeł. Maciej Karpiński, z tomu Selected Poems 1956–1968 (Wiersze wybrane 1956–1968)

Szofer skręcił z głównej drogi przy synagodze, która zajmowała większą część przecznicy, i jechał wzdłuż kościoła św. Macieja znajdującego się na przeciwległym rogu, a następnie na wzgórze. Na tylnym siedzeniu samochodu siedziała kobieta – dwudziestosiedmioletnia, atrakcyjna, o mocnych rysach twarzy, stylowo ubrana – i jej nowo narodzony syn. Ulice, które mijali, były eleganckie i schludne, podobnie jak okalające je drzewa. Spodziewać by się można, że duże domy z cegieł i kamienia zapadną się pod ciężarem swojego zadufania, ale zdawały się unosić na zboczach wzgórza. Mniej więcej w połowie drogi kierowca skręcił w boczną uliczkę i zatrzymał się na jej końcu, przy 599 Belmont Avenue. Dom był duży i solidny, wyglądał dostojnie. Zbudowany został w stylu angielskim, a jego ciemne cegły złagodzone białą werandą od frontu, zaś z tyłu parkiem Murray Hill – czternastoma akrami trawników, drzew i rabatek z kwiatami, z którego z jednej strony rozpościerał się widok na Rzekę Świętego Wawrzyńca, a z drugiej na centrum Montrealu. Szofer wysiadł z samochodu i otworzył tylne drzwi, a Leonard został poniesiony białymi, frontowymi schodami do swojego domu rodzinnego.

Leonard Norman Cohen urodził się 21 września 1934 roku w szpitalu Royal Victoria, szarym budynku z kamienia, w Westmount, zamożnej dzielnicy Montrealu w Kanadzie. Według zapisów, miało to miejsce w piątkowy poranek o szóstej czterdzieści pięć. Wydarzyło się to w pół drogi między wielkim kryzysem a drugą wojną światową. Licząc wstecz, Leonard został poczęty między świętem Chanuka a Bożym Narodzeniem, podczas jednej z ostrych zim, które co roku nawiedzały jego miasto. Wychował się w domu pełnym garniturów.

Nathan Cohen, ojciec Leonarda, był zamożnym kanadyjskim Żydem prowadzącym biznes krawiecki. Firma The Freedman Company znana była z eleganckich strojów i Nathan lubił ubierać się elegancko, nawet na nieformalne okazje. Wybierał garnitury (jak i domy) o angielskiej elegancji i nosił je z kamaszami i przyozdobioną butonierką, a kiedy zaczął podupadać na zdrowiu, ze srebrną laską. Masha Cohen, matka Leonarda, była o szesnaście lat młodszą od męża rosyjską Żydówką, córką rabina i świeżą emigrantką. Z Nathanem pobrali się niedługo po jej przybyciu do Montrealu w 1927 roku. Dwa lata później urodziła pierwsze z dwojga dzieci, siostrę Leonarda Esther.

Wczesne zdjęcia Nathana i Mashy ukazują go jako dobrze zbudowanego mężczyznę o kwadratowej szczęce i szerokich ramionach; Masha, szczuplejsza i o głowę niższa, dla odmiany była krągła i o miękkich rysach. Wyraz jej twarzy jest jednocześnie dziewczęcy i monarszy, podczas gdy Nathan zdaje się surowy i mrukowaty. Nawet jeśli nie była to tylko poza przybrana do fotografii głowy rodziny, Nathan zdecydowanie był bardziej powściągliwy i bardziej zangielszczony niż jego ciepła, uczuciowa rosyjska żona. Jako pulchne dziecko z kwadratową buzią, Leonard był kopią swego ojca, ale z wiekiem jego twarz przybrała kształt serca – jak twarz matki – ma gęste, pofalowane włosy i ciemne oczy o opadających powiekach i głębokim spojrzeniu. Po ojcu odziedziczył wzrost, schludność, przyzwoitość i miłość do garniturów. Po matce – charyzmę, melancholię i miłość do muzyki. Masha zawsze śpiewała, gdy krzątała się po domu – częściej po rosyjsku i w jidysz niż po angielsku – sentymentalne ludowe piosenki, które znała z dzieciństwa. Dobrym kontraltem, z towarzyszeniem wyimaginowanych skrzypiec, Masha wyśpiewywała emocje od radości do melancholii i z powrotem. „Jak z Czechowa”, opisywał swoją matkę Leonard1. „Śmiała się i łkała równie mocno”2, powiedział, emocja za emocją nadchodziły bardzo szybko. Masha Cohen nie była kobietą nostalgiczną; nie mówiła wiele o kraju, który opuściła. O przeszłości opowiadała tylko w piosenkach.

Mieszkańcy Westmount byli zamożnymi protestanckimi Kanadyjczykami z wyższej klasy średniej i drugim, trzecim pokoleniem kanadyjskich Żydów. W mieście, w którym rządziły podziały, Żydów i protestantów połączyło tylko to, że nie byli ani Francuzami, ani katolikami. Przed „cichą rewolucją” w latach sześćdziesiątych w Quebecu i zanim francuski stał się jedynym urzędowym językiem w prowincji, Francuzami w Westmount była wyłącznie służba. Cohenowie mieli pomoc domową, Mary, ale była irlandzką katoliczką. Mieli także nianię, którą Leonard i jego siostra nazywali Nursie, oraz ogrodnika Kerry’ego, ciemnoskórego mężczyznę, który pełnił również rolę szofera rodziny. (Brat Kerry’ego miał taką samą posadę u młodszego brata Nathana, Horacego). Uprzywilejowane pochodzenie Leonarda nigdy nie było tajemnicą. Leonard nigdy nie zaprzeczał, że urodził się w bogatej dzielnicy, i nigdy nie ukrywał swojego pochodzenia, nie odsunął się od rodziny, nie zmienił nazwiska ani nie udawał, że jest kimś innym, niż jest. Jego rodzina była bogata, chociaż w Westmount na pewno mieszkały bogatsze. W przeciwieństwie do posiadłości w Upper Belmont dom Cohenów, chociaż duży, był bliźniakiem, a ich samochód, mimo że z szoferem, był pontiakiem, a nie cadillakiem.

Cohenowie mieli jednak coś, czym niewielu innych okolicznych mieszkańców mogło się szczycić: status. Rodzina, w której na świat przyszedł Leonard, to wytworna, wpływowa, jedna z najbardziej prominentnych żydowskich rodzin w Montrealu. Przodkowie Leonarda budowali synagogi i zakładali gazety w Kanadzie. Ufundowali i przewodniczyli wielu żydowskim filantropijnym stowarzyszeniom i towarzystwom. Pradziadek Leonarda, Lazarus Cohen, jako pierwszy z rodziny przybył do Kanady. Na Litwie, która w latach czterdziestych XIX wieku (gdy urodził się Lazarus) była częścią Rosji, pracował jako nauczyciel szkoły rabinicznej w Wyłkowyszkach, jednej z najbardziej rygorystycznych jesziw w kraju. Kiedy miał dwadzieścia kilka lat, zostawił żonę i małego synka, aby zyskać bogactwo. Po krótkim pobycie w Szkocji wsiadł na statek do Kanady i zatrzymał się w Ontario, w małym miasteczku Maberly, gdzie wspiął się po szczeblach kariery od magazyniera drewna po właściciela przedsiębiorstwa węglowego L. Cohen i Syn. Synem był Lyon, ojciec Nathana, po którego – razem z jego matką – Lazarus posłał dwa lata później. Rodzina w końcu przeniosła się do Montrealu, gdzie Lazarus został prezesem odlewni mosiądzu i założył przynoszący dochody biznes pogłębiarkowy.

Gdy Lazarus Cohen przybył w 1860 roku do Kanady, Żydów w tym kraju było niewielu. W połowie XIX wieku w Montrealu żyło mniej niż pięciuset Żydów. Około 1885 roku, kiedy Lazarus został prezesem kongregacji Shaar Hashomayim, było ich już ponad pięć tysięcy. Pogromy w Rosji doprowadziły do fali emigracji i pod koniec wieku liczba Żydów w Kanadzie podwoiła się. Montreal stał się siedzibą kanadyjskich Żydów, a Lazarus – ze swoją długą, białą biblijną brodą i odkrytą głową – był znaną postacią w tej społeczności. Nie tylko zbudował synagogę, ale też założył organizacje, które zajmowały się udzielaniem pomocy nowo przybyłym imigrantom, i dowodził nimi, a nawet jeździł do Palestyny (gdzie kupił ziemię już w 1884 roku), reprezentując montrealską Jewish Colonization Association (Żydowskie Stowarzyszenie Kolonizacji). Młodszy brat Lazarusa, rabin Tzvi Hirsch Cohen, który wkrótce dołączył do niego w Kanadzie, miał zostać naczelnym rabinem Montrealu.

W 1914 roku, gdy Lyon Cohen przejął od ojca przewodnictwo w Shaar Hashomayim, synagoga mogła pochwalić się najliczniejszą kongregacją w mieście, gdzie żydowska społeczność liczyła około 40 tysięcy osób. W 1922 roku, gdy stała się zbyt duża dla swojej siedziby, synagoga przeniosła się do nowego budynku w Westmount, długiego niemal na przecznicę, zaledwie kilka minut drogi w dół wzgórzem od domu przy Belmont Avenue. Dwanaście lat później Nathan i Masha dodali swojego jedynego syna do Rejestru urodzin w korporacji angielskich, niemieckich i polskich Żydów w Montrealu, nadając Leonardowi w synagodze jego żydowskie imię Eliezer, co znaczy „Bóg jest pomocą”.

Dzieci z dobrej żydowskiej rodziny, Leonard i Esther, na Belmont Avenue w Westmount

Lyon Cohen – tak jak jego ojciec – był biznesmenem odnoszącym wielkie sukcesy w branży krawieckiej i ubezpieczeniowej. Podobnie jak Lazarus zajmował się również pracą społeczną i już będąc nastolatkiem, został sekretarzem Anglo-Żydowskiego Stowarzyszenia. W przyszłości miał założyć żydowski ośrodek kultury, sanatorium oraz zarządzać działaniami pomocowymi dla ofiar pogromu. Lyon zajmował najwyższe stanowiska w Instytucie Barona de Hirscha, Jewish Colonization Association i pierwszej syjonistycznej organizacji w Kanadzie. Pojechał do Watykanu w imieniu swojej społeczności, aby porozmawiać z papieżem. Był współzałożycielem pierwszej anglo-żydowskiej gazety w Kandzie „Jewish Times”, do której pisywał artykuły. W wieku szesnastu lat Lyon napisał sztukę zatytułowaną Esther. Wystawił ją i zagrał w niej. Leonard nie pamięta dziadka – miał dwa lata, gdy Lyon zmarł – ale istniał między nimi silny związek, który wzmocnił się z upływem czasu. Zasady, którymi kierował się Lyon, jego etyka pracy i wiara w „arystokrację intelektu”3, jak nazywał ją Lyon, pasowały do poglądów Leonarda, kształtowały je.

Lyon był również gorliwym kanadyjskim patriotą i gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, rozpoczął kampanię, która miała nakłaniać montrealskich Żydów do wstępowania do kanadyjskiej armii. Pierwszymi, którzy się zapisali, byli jego synowie Nathan i Horace (trzeci syn, Lawrence, był jeszcze za młody). Porucznik Nathan Cohen, numer 3080887, stał się jednym z pierwszych żydowskich oficerów w kanadyjskiej armii. Leonard uwielbiał fotografie ojca w mundurze. Niestety, po powrocie z wojny Nathan zaczął podupadać na zdrowiu, stopniowo stając się inwalidą. Być może właśnie dlatego Nathan nie podtrzymał rodzinnej tradycji i – mimo że był najstarszym synem najstarszego syna – nie objął przywództwa w synagodze ani żadnej innej organizacji. Co prawda na papierze był prezesem Freedman Company, jednak biznes prowadził przede wszystkim jego brat Horace. Nathan – w przeciwieństwie do swoich przodków – nie był intelektualnym ani religijnym uczonym. Na regałach z ciemnego drewna w jego domu przy Belmont Avenue znajdowała się imponująca kolekcja oprawionych w skórę dzieł wielkich poetów – Chaucera, Wordswortha, Byrona – które Nathan dostał z okazji swojej bar micwy, ale ich grzbiety pozostały niezałamane aż do chwili, gdy sięgnął po nie Leonard. Nathan, jak powiedział Leonard, wolał magazyn „Reader’s Digest”, ale „serce miał kulturalne; był dżentelmenem”4. Nathan był „konserwatywnym Żydem, niefanatycznym, niedogmatycznym, bez ideologii, na którego życie składały się wyłącznie sprawy domowe i relacje ze społecznością”. W domu Nathana nie dyskutowało się na temat religii ani nawet się o niej nie myślało. „Nie wspominaliśmy jej częściej niż ryba istnienia wody”5. Po prostu istniała.

Ojciec Mashy, rabin Solomon Klonitzki-Kline, był uznanym religijnym uczonym, dyrektorem szkoły talmudycznej w Kownie na Litwie, jakieś osiemdziesiąt kilometrów od miasta, w którym urodził się Lazarus. Napisał również dwie książki: Leksykon hebrajskich homonimów (Lexicon of Hebrew Homonyms) i Słownik synonimów talmudzkich interpretacji (Thesaurus of Talmudic Interpretations), dzięki którym zyskał przydomek Sar HaDikdook (Książę Gramatyków). Kiedy prześladowania Żydów sprawiły, że życie na Litwie stało się nie do zniesienia, przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała jedna z jego córek, która poślubiła Amerykanina. Masha pojechała zaś do Kanady i zaczęła pracować jako pielęgniarka. Kiedy skończyło jej się pozwolenie na pracę, ojciec zwrócił się o pomoc do swojego amerykańskiego zięcia, przez którego nawiązał kontakt z komitetem Lyona Cohena, zajmującym się pomocą nowo przybyłym do Stanów Zjednoczonych. Dzięki przyjaźni, która nawiązała się między rabinem i Lyonem, Masha i Nathan poznali się i pobrali.

Kiedy Leonard był małym chłopcem, częściej słyszał o dziadku Kline, niż go widział, ponieważ rabin spędzał większość czasu w Stanach Zjednoczonych. Masha opowiadała Leonardowi historie o tym, jak ludzie przemierzali setki kilometrów, żeby usłyszeć, jak przemawia jego dziadek. Mówiła mu też, że świetnie jeździ konno, a Leonarda właśnie to cieszyło najbardziej. Podobało mu się, że jego rodzina była ważna, ale fizyczna siła liczyła się dla niego bardziej niż intelekt. Leonard marzył o wstąpieniu do akademii wojskowej, kiedy tylko będzie wystarczająco duży. Nathan wyraził na to zgodę. Leonard chciał walczyć w wojnach i zdobywać medale – tak jak jego ojciec, zanim stał się inwalidą, któremu czasem trudno było nawet wejść po schodach, a niekiedy nie mógł chodzić do pracy i zostawał w domu pod opieką matki Leonarda. W latach wczesnego dzieciństwa Leonarda Nathan często chorował. Ale chłopiec miał dowody na to, że jego ojciec był kiedyś wojownikiem. Nathan nadal posiadał swoją broń z czasów pierwszej wojny światowej; trzymał ją w szafce przy łóżku. Któregoś dnia, gdy nikogo nie było w pobliżu, Leonard zakradł się do sypialni rodziców. Otworzył szafkę i wyjął broń. Był to duży pistolet, kaliber .38, na lufie wygrawerowane było nazwisko ojca, jego stopień i nazwa pułku. Trzymając go w swojej małej rączce, Leonard zadrżał pod wrażeniem jego ciężaru i dotyku zimnego metalu na skórze.

Dom numer 599 przy Belmont Avenue – zawsze pełen życia i uporządkowany – stanowił centrum wszechświata młodego Leonarda. Wszystko, czego mógł potrzebować albo pragnąć, znajdowało się w pobliżu. Jego wujkowie i kuzyni mieszkali w okolicy. Synagoga, do której Leonard chodził z rodziną w sobotnie poranki, a w niedziele do szkółki niedzielnej i na zajęcia z hebrajskiego dwa popołudnia w tygodniu, znajdowała się w odległości krótkiego spaceru. Podobnie jak jego zwykłe szkoły: podstawówka Roslyn Elementary School, a później szkoła średnia Westmount High. Murray Hill Park, w którym Leonard bawił się latem, a zimą robił orzełki na śniegu, znajdował się tuż pod oknem jego pokoju.

Żydowska społeczność Westmount trzymała się razem. Stanowiła mniejszość w sąsiedztwie zdominowanym przez angielskich protestantów, którzy również byli mniejszością, mimo że dość potężną, w mieście i prowincji zdominowanych przez francuskich katolików. Ci z kolei byli mniejszością w Kanadzie. Każdy czuł się jak swego rodzaju outsider; i każdy czuł jednocześnie, że jest częścią czegoś ważnego. Leonard stwierdził, że było to „romantyczne, konspiracyjne środowisko”, miejsce „krwi i ziemi, i przeznaczenia”. „W takim otoczeniu dorastałem”, powiedział, „i było to dla mnie zupełnie naturalne”6.

Społeczność, w której żył Leonard, dzieliło pół miasta od robotniczej dzielnicy żydowskich imigrantów w okolicy Saint-Urbain (która stała się tłem powieści Mordecaia Richlera) i mogła wydawać się hermetyczna, ale oczywiście nie była. Krzyż na szczycie Mount Royal; Mary, gosposia, która miała zwyczaj się żegnać; wielkanocne i bożonarodzeniowe imprezy w szkole były częścią życia młodego Leonarda tak samo jak świece, które jego ojciec zapalał w szabat w piątkowy wieczór, i imponująca synagoga, z której ścian z portretów patrzyli na niego pradziadek i dziadek, przypominając mu o jego wyjątkowym pochodzeniu.

Leonard wspominał swoje „intensywne życie rodzinne”7. Cohenowie często się spotykali – w synagodze, w pracy, a także raz w tygodniu w domu jego babci ze strony ojca. „W każde sobotnie popołudnie koło czwartej Martha, jej oddana gosposia, wjeżdżała wózkiem z herbatą, małymi kanapeczkami, ciastem i herbatnikami”, opowiada David Cohen, dwa lata starszy od Leonarda kuzyn, z którym był blisko związany. „Nigdy nie wysyłano specjalnych zaproszeń i nigdy nikt nie pytał, czy może przyjść, ale wiedziało się, że przyjmuje. Brzmi to bardzo archaicznie, ale to naprawdę było coś wyjątkowego”. Babcia Leonarda miała mieszkanie w jednym z wielkich domów przy Sherbrooke Street w Atwater, gdzie kończyły się wszystkie parady przechodzące przez Montreal. „Saint Jean Baptiste – opowiada David Cohen – była wielką paradą, zanim polityczna sytuacja w Montrealu nie stała się trudna, i obserwowaliśmy ją z wielkich, pięknych okien w salonie”. Ich babcia była wiktoriańską damą, „ale chociaż brzmi to archaicznie i staromodnie, była też całkiem na czasie”. Wywarła na Leonardzie wielkie wrażenie – później opisał organizowane przez nią herbatki w swojej pierwszej powieści The Favourite Game (Ulubiona gra).

W tej samej książce Leonard opisał starszych mężczyzn należących do jego rodziny jako poważnych i żyjących zgodnie z tradycją. Nie wszyscy byli tacy. Jedną z najbardziej barwnych postaci w rodzinie był kuzyn Lazzy, starszy brat Davida, Lazarus. Leonard uważał go za „miejskiego dandysa, który znał dziewczyny z rewii, nocne kluby i rozrywkowych typów”8. Był jeszcze należący do starszego pokolenia Edgar, kuzyn Nathana, biznesmen z literackim zacięciem. Wiele lat później Edgar H. Cohen napisał Mademoiselle Libertine. A Portrait of Ninon de Lanclos, biografię opublikowaną w 1970 roku, opisującą losy siedemnastowiecznej kurtyzany, pisarki i muzy, do której kochanków należeli Wolter i Molier, a która po spędzeniu pewnego czasu w zakonie postanowiła założyć szkołę, gdzie pochodzący ze szlacheckich domów młodzi Francuzi mogli nauczyć się erotycznych technik. David Cohen wspomina, że Leonard i Edgar byli sobie „bardzo bliscy”.

Życie Leonarda było łatwe i bezpieczne, podczas gdy czasy nie były ani łatwe, ani bezpieczne. Kilka dni przed piątymi urodzinami Leonarda Niemcy napadli na Polskę i zaczęła się druga wojna światowa. W pobliżu domu w 1942 roku ulicą St. Lawrence Boulevard – nazywaną przez mieszkańców Main – która stanowiła tradycyjną granicę między angielskim i francuskim Montrealem, przeszła antysemicka demonstracja. Zorganizował ją francuski nacjonalistyczny ruch działający w Montrealu, a wśród jego członków byli zwolennicy Francji Vichy. Jedno z ich zabawnych twierdzeń głosiło, że Żydzi przejęli przemysł odzieżowy, żeby zmusić skromne, młode francuskie Kanadyjki do „noszenia niewłaściwych sukienek w nowojorskim stylu”9. Podczas demonstracji powybijano okna w wielu sklepach i delikatesach znajdujących się przy Main, które należały do Żydów, a na ścianach namalowano rasistowskie hasła. Jednak dla siedmiolatka, który mieszkał w Westmount i siedział w swoim pokoju, czytając komiks o Supermanie, był to zupełnie inny świat. „Europa, wojna, wojna społeczna – powiedział Leonard. – Zdawało się, że nic z tego nas nie dotyka”10.

Lata wczesnego dzieciństwa przeszedł, robiąc wszystko to, czego od niego oczekiwano. Miał czyste ręce, dobre maniery, elegancko ubierał się do kolacji, przynosił dobre oceny, grał w drużynie hokeja, wieczorem ustawiał wypastowane buty pod łóżkiem. Nie przejawiał żadnych oznak świętości ani geniuszu. Ani melancholii. Domowe produkcje filmowe kręcone przez Nathana, kamerzystę amatora, pokazują szczęśliwego chłopca z szerokim uśmiechem pedałującego na trzykołowym rowerku albo spacerującego ramię w ramię z siostrą lub też bawiącego się z psem, czarnym terierem szkockim Tinkie. Jego matka najpierw nadała mu imię Tovarich, czyli towarzysz po rosyjsku, ale ojciec się nie zgodził. Nathan był świadomy, że w tej małej kanadyjsko-żydowskiej społeczności rosyjskość Mashy, jej akcent, jej niedoskonały angielski i wielka osobowość wystarczająco ją wyróżniały. „Nie uważano, że to dobry pomysł być pełnym namiętności”, powiedział Leonard. Ani zwracać na siebie uwagę. „Nauczono nas dobrych manier i nienagannego zachowania”, mówił kuzyn David.

Z mamą, Mashą, na ulicach Montrealu

W styczniu 1944 roku, w wieku pięćdziesięciu dwóch lat, zmarł ojciec Leonarda. Leonard miał dziewięć lat. Czternaście lat później, w dwóch niepublikowanych opowiadaniach zatytułowanych Ceremonies (Ceremonie) i My Sister’s Birthday (Urodziny mojej siostry)11, Leonard opisał, co się wydarzyło: „Nursie nam powiedziała”. Siedząc przy kuchennym stole, z dłońmi złożonymi na kolanach, niania poinformowała Leonarda i Esther, że tego dnia nie pójdą do szkoły, ponieważ w nocy zmarł ich ojciec. Powiedziała, że powinni się cicho zachowywać, ponieważ ich matka jeszcze śpi. Pogrzeb odbędzie się następnego dnia. „Wtedy uświadomiłem sobie, co to za dzień”, napisał Leonard. „To nie może być jutro, Nursie. Jutro są urodziny mojej siostry”.

Następnego dnia o dziewiątej rano pojawiło się sześciu mężczyzn, którzy wnieśli trumnę do salonu. Postawili ją wzdłuż skórzanej sofy chesterfield. Masha kazała służącej umyć mydłem wszystkie lustra. Ludzie zaczęli przyjeżdżać koło południa, otrzepywali śnieg z butów i płaszczy – rodzina, przyjaciele, pracownicy fabryki. Trumna była otwarta i Leonard zajrzał do środka. Nathan owinięty był srebrnym szalem modlitewnym, twarz miał białą, wąsy czarne. Leonard pomyślał, że jego ojciec wygląda na zirytowanego. Wujek Horace, który razem z Nathanem prowadził Freedman Company i który służył z nim podczas wojny, szepnął Leonardowi na ucho: „Musimy być jak żołnierze”. Wieczorem, gdy Esther zapytała Leonarda, czy odważył się spojrzeć na ich zmarłego ojca, oboje przyznali, że tak zrobili, i zgodzili się co do tego, że ktoś musiał ufarbować mu wąsy. Oba opowiadania kończą się tym samym zdaniem: „Nie płacz. Powiedziałem jej. To był chyba mój najlepszy moment. Proszę, to twoje urodziny”.

Trzecia wersja tego wydarzenia pojawia się w powieści Ulubiona gra. Ten opis był bardziej wyważony, głównie dlatego, że pisarski styl Leonarda dojrzał między tymi porzuconymi opowiadaniami a jego pierwszą powieścią, ale także dzięki dystansowi, jaki zyskał, przypisując swoje emocje fikcyjnej postaci (chociaż Leonard przyznał, że w książce opisał zdarzenia zgodnie z prawdą)12. W powieści historia kończy się tym, że chłopak bierze jedną z muszek ojca z sypialni, rozcina ją i ukrywa w niej napisaną przez siebie karteczkę. Następnego dnia, podczas swojej prywatnej ceremonii, chłopiec zakopuje ją w dziurze, którą wydłubał pod śniegiem w ogrodzie. Leonard mówi, że była to pierwsza rzecz, jaką napisał. Powiedział również, że nie pamięta, co napisał, i „spędził mnóstwo czasu, rozkopując ogród, żeby to znaleźć. Może właśnie to robię cały czas, szukam tej karteczki”13.

Czynność ta jest tak pełna symboliki – Leonard pierwszy raz w życiu uczynił rytuał ze swojego pisania – że aż chce się wierzyć w te słowa z wywiadu udzielonego w 1980 roku, nawet jeśli pewnie jest to jedna z wielu chwytliwych sentencji, które często wygłasza podczas wywiadów. Dzieci często bywają zafascynowane tajemniczością i mistycznymi ceremoniami. I chociaż Leonard powiedział, że gdy był dzieckiem, „nieszczególnie interesowała go religia”, poza „kilkoma razami, gdy poszliśmy posłuchać chóru”14, to jednak miał świadomość, że jest Kohenem, potomkiem kapłańskiego rodu, wywodzącego się w linii męskiej od brata Mojżesza, Aarona, i urodził się, by pełnić obowiązki. „Kiedy mi powiedzieli, że jestem Kohenem, uwierzyłem. Nie uznałem tego za dodatkową informację”, powiedział. „Chciałem być częścią tego świata. Chciałem być tym, który wznosi Torę... Byłem dzieciakiem i cokolwiek mi powiedzieli na ten temat, miało to na mnie wpływ”15.

Mimo wszystko, będąc dzieckiem, nie okazywał wielkiego zainteresowania synagogą, którą założyli jego przodkowie. Szkółka hebrajskiego „nudziła go”, powiedział, a Wilfred Shuchat, który w 1948 roku został rabinem w Shaar Hashomayim, zdaje się to potwierdzać. Leonard „był w porządku” jako uczeń, mówi stary rabin, „ale nauka nie była jego prawdziwym zainteresowaniem. Ważniejsza była jego osobowość, sposób, w jaki interpretował rzeczy. Był bardzo kreatywny”.

Leonard nie płakał, gdy zmarł ojciec; łkał natomiast, gdy kilka lat później zdechł jego pies Tinkie. „Nie miałem głębokiego poczucia straty”, powiedział w wywiadzie z 1991 roku, „może dlatego, że przez całe moje dzieciństwo [ojciec] był bardzo chory. Jego śmierć wydawała się naturalna. Był słaby i zmarł. Może mam serce z kamienia”16.

To prawda, że od poprzedniego lata Nathan ciągle lądował w szpitalu Royal Victoria. Jeśli prawdą jest, że strata ojca nie miała wielkiego wpływu na Leonarda, to, mając dziewięć lat, nie był aż tak mały, żeby wydarzenie to nie utkwiło mu w pamięci. Coś wewnątrz niego musiało się zmienić; świadomość ulotności albo być może smutna mądrość, pęknięcie, które wydobyło z niego niepewność i samotność. Leonard powiedział – a także napisał o tym – że podczas tych ważnych wydarzeń najbardziej świadomy był zmiany swojego statusu. Podczas gdy jego ojciec spoczywał w trumnie w salonie, jego wujek Horace wziął go na stronę i powiedział mu, że on, Leonard, jest teraz panem domu odpowiedzialnym za kobiety – matkę i czternastoletnią siostrę Esther. „Poczułem dumę – napisał w Ceremoniach. – Poczułem się jak młody książę poświęcony jakiejś ukochanej przez lud dynastii. Byłem najstarszym synem najstarszego syna”17.

 

2


DOM KOBIET

Jako nastolatek Leonard zainteresował się hipnozą. Zdobył cienką, mieszczącą się w kieszeni, anonimową publikację o długim tytule 25 lekcji hipnozy. Jak zostać ekspertem, z ekstrawaganckim stwierdzeniem na okładce, że jest to „najlepszy, najbardziej kompletny, najłatwiejszy na świecie KURS obejmujący naukę leczenia polem magnetycznym, telepatię, czytanie w myślach, jasnowidztwo, hipnozę, magnetyzm zwierzęcy i nauki pokrewne”. Na okładce, pod prostym rysunkiem przedstawiającym wiktoriańską damę zahipnotyzowaną przez wąsatego mężczyznę o rozwichrzonych włosach, Leonard napisał atramentem swoje imię, jak najstaranniej potrafił, i rozpoczął studiowanie książeczki.

Okazało się, że ma naturalny talent do hipnotyzowania. Odniósłszy natychmiastowe sukcesy z domowymi zwierzętami, rozpoczął eksperymenty na domowej służbie, namawiając gosposię, by została jego pierwszym ludzkim obiektem hipnozy. Poprosił ją, aby usiadła na sofie chesterfield. Leonard postawił obok krzesło i, tak jak nakazywała książka, powiedział jej powoli, łagodnym tonem, żeby rozluźniła mięśnie i patrzyła mu w oczy. Podniósł ołówek i ruszał nim powoli przed jej oczami, w przód i w tył, w przód i w tył, aż udało mu się wprowadzić ją w trans. Lekceważąc (albo, w zależności od interpretacji, postępując zgodnie z nim) nakaz autora książki, że jego nauki mają być wykorzystywane jedynie do celów edukacyjnych, Leonard kazał gosposi zdjąć ubranie.

Dla młodego Leonarda musiała to być niesamowita chwila. Zakończona sukcesem fuzja tajemnej wiedzy i seksualnej tęsknoty. Siedział obok nagiej kobiety, we własnym domu, przekonany, że wszystko zdarzyło się dzięki niemu, jego talentowi, nauce, mistrzowskiemu opanowaniu siły woli. Kiedy miał kłopot z obudzeniem gosposi, wpadł w panikę. Przeraził się, że matka może wrócić do domu i ich przyłapać – chociaż można pomyśleć, że wzmocniłoby to tylko przeczucie zbliżającej się katastrofy, uczucie rozpaczy i straty, które sprawiłyby, że wydarzenie to stałoby się jeszcze bardziej wyjątkowo Cohenowskie.

Drugi rozdział podręcznika hipnozy został napisany niemal jak poradnik dla wokalisty i artysty, którym miał się stać Leonard. Ostrzegał przed beztroskim postępowaniem i instruował: „Twój wyraz twarzy powinien być niezmienny, pewny i poważny. Działaj po cichu. Niech twój głos staje się coraz cichszy i cichszy, aż będzie prawie szeptem. Rób pauzy. Jeśli będziesz się spieszyć, poniesiesz porażkę”1.

Leonard wrócił do tego zdarzenia w książce Ulubiona gra, gdy miał dwadzieścia kilka lat. Pisał: „Nigdy nie widział tak nagiej kobiety... Był oszołomiony, szczęśliwy i przerażony na oczach wszystkich duchowych autorytetów we wszechświecie. Usiadł i wpatrywał się w nią. Tak długo czekał, żeby to zobaczyć. Nie był rozczarowany – ani wtedy, ani nigdy później”2. Chociaż emocje te przypisane są jego fikcyjnemu alter ego, trudno wyobrazić sobie, że Leonard nie czuł się wtedy tak samo. Kilkadziesiąt lat później stwierdził: „Nie sądzę, że mężczyzna kiedykolwiek zapomina o pierwszym razie, gdy zobaczył nagą kobietę. To Ewa stoi przed nim, poranek i rosa na skórze. Myślę, że właśnie taki obraz maluje wyobraźnia każdego mężczyzny. Wszystkie smutne przygody z pornografią, miłością i piosenką są tylko krokami w drodze do tej świętej wizji”3. Tak się złożyło, że służąca ta grała na ukulele, instrumencie, który jego alter ego wziął za lutnię, a dziewczynę – za anioła. Wszyscy przecież wiedzą, że nagie anioły stoją u wrót boskości.


„Leonard zawsze skarżył się, że nie ma dziewcząt. Że nie może żadnej zdobyć”, mówi Mort Rosengarten. „I jego narzekanie zawsze brzmiało poważnie”. Rosengarten jest rzeźbiarzem i najstarszym przyjacielem Leonarda. Stał się pierwowzorem Krantza, najlepszego przyjaciela bohatera Ulubionej gry. „Musisz pamiętać”, mówi Rosengarten, a jego delikatny głos ledwo da się usłyszeć przy wtórze warkotu wentylatora, którego musi używać z powodu rozedmy płuc, „że żyliśmy całkowicie oddzieleni od dziewcząt. W szkole chłopcy uczyli się w jednej części, a dziewczęta w innej, i nie było między nami żadnej interakcji. Ponieważ w naszym wieku nie pasowaliśmy pod względem zachowania do konwencjonalnej społeczności Westmount, nie mieliśmy też dostępu do tych kobiet, ponieważ one znajdowały się już na pewnej ścieżce. Zawsze jednak uważałem Leonarda za szczęściarza, ponieważ coś wiedział o kobietach, bo mieszkał w domu kobiet, z siostrą Esther i matką. Ja nie wiedziałem o kobietach nic; miałem tylko brata, a moja matka nie zdradzała żadnych sekretów, które pomogłyby mi zrozumieć kobiety. Dlatego też ciągle się uskarżaliśmy”.

Dom Rosengartena to mały, rozchwiany dwupiętrowy szeregowiec z wanną w kuchni, w pobliżu Parc du Portugal i Main. Kiedy sprowadził się tu czterdzieści lat wcześniej, była to okolica zamieszkana przez imigrantów z klasy robotniczej. Pomimo oznak gentryfikacji – eleganckich butików i kawiarenek – dawne żydowskie delikatesy z laminowanymi blatami, gdzie Mort i Leonard często bywali, nadal tu są. Lata świetlne dzieliły tę okolicę od bogatego Westmount, skąd pochodzili. Mort dorastał w Upper Belmont, pięćset metrów dalej i co najmniej poziom ekonomiczny wyżej niż Cohenowie mieszkający w Lower Belmont. Dziś po ich pieniądzach nie ma śladu, ale dawniej Rosengartenowie byli niezwykle zamożni; mieli dwa cadillaki i wiejską posiadłość w Kantonach Wschodnich, około stu kilometrów od Montrealu. Leonard i Mort spotkali się i zostali przyjaciółmi, gdy Mort miał dziesięć, a Leonard dziewięć lat. Zdarzyło się to podczas obozu letniego w czerwcu 1944 roku, pięć miesięcy po śmierci ojca Leonarda.

Cohenowie przyzwyczajeni byli do spędzania lata wspólnie nad morzem w Maine, w Stanach Zjednoczonych, ale w 1940 i 1941 roku, gdy Kanada była w stanie wojny z Niemcami, a Stany jeszcze nie, restrykcje walutowe nałożone przez Amerykanów spowodowały, że rozsądniej było spędzać wakacje we własnym kraju. Popularnym miejscem były Góry Laurentyńskie, położone na północ od Montrealu. Pisarz Mordecai Richler opisał je jako „istny żydowski raj, Góry Catskill dla ubogich”4, z hotelami i knajpami, w których starsi mężczyźni w jarmułkach plotkowali w jidysz, a po drugiej stronie ulicy rozciągały się zielone trawniki do gry w boule „tylko dla gojów”. Nad jeziorami, w okolicy miasteczka Sainte-Agathe, organizowano wiele letnich obozów dla uczniów w wieku Leonarda. Hiawatha oferował młodym obozowiczom standardowy zestaw: świeże powietrze, wieloosobowe domki, wspólne prysznice, robótki ręczne, boiska i gryzące insekty; „było tam okropnie”, opowiada Rosengarten. „Najbardziej zależało im na przekonaniu rodziców, że ich dzieci nigdy nie przeżyją żadnych przygód. Tkwiłem tam przez kilka lat, a Leonard przyjechał tylko na jedne wakacje; jego matka znalazła bardziej rozsądny obóz, gdzie można było się nauczyć pływania i wiosłowania” – a pływanie było czymś, co Leonard robił dobrze i z entuzjazmem. Rachunek z obozu Hiawatha z 1944 roku zdaje się potwierdzać nieciekawe wspomnienia Rosengartena: swoje kieszonkowe Leonard wydał w sklepiku ze słodyczami, na papeterię, znaczki, fryzjera i bilet kolejowy do domu5.

Najbliżsi przyjaciele Mort Rosengarten i Leonard

Leonard i Mort mieli ze sobą więcej wspólnego niż tylko bogate, żydowskie pochodzenie z Westmount. Obaj nie mieli w życiu męskiego wzorca – ojciec Leonarda nie żył, a Morta był wiecznie nieobecny. Obaj mieli też matki, które – jak na standardy żydowskiej okolicy Westmount w latach czterdziestych – były dość niekonwencjonalnymi kobietami. Matka Morta pochodziła z klasy robotniczej i uważała się za „nowoczesną”. Matka Leonarda była rosyjską imigrantką i była o wiele młodsza od swojego niedawno zmarłego męża. Jeśli akcent Mashy i jej emocjonalna natura nie separowały jej od reszty matek chłopców w tej małej, zamkniętej społeczności, to na pewno sprawiał to fakt, że była atrakcyjną i efektownie ubierającą się młodą wdową. Jednakże przyjaźń Leonarda i Morta zacieśniła się cztery lata później, kiedy obaj znaleźli się w tym samym gimnazjum.

Szkoła Westmount High – wielki budynek z szarego kamienia, z soczyście zielonymi trawnikami i łacińskim motto w herbie Dux Vitae Ratio („Rozum jest przewodnikiem w życiu”) – wyglądała, jakby uciekła z Cambridge i pod osłoną nocy wskoczyła do samolotu lecącego do Kanady, umęczona wiekami kształtowania umysłów dobrze urodzonych brytyjskich chłopców. W rzeczywistości była dość nową, protestancką szkołą założoną w o wiele bardziej skromnym budynku w 1873 roku, chociaż i tak była jedną z najstarszych anglojęzycznych szkół w Quebecu. Kiedy uczęszczał do niej Leonard, uczniowie pochodzenia żydowskiego stanowili jedną czwartą, jedną trzecią wszystkich uczniów. Przeważały w niej religijna tolerancja lub obojętność, obie grupy mieszały się i przyjaźniły, chodziły na wspólne prywatki. „Obchodziliśmy nasze żydowskie święta, ale także chrześcijańskie”, mówi Rona Feldman, jedna z koleżanek z klasy Leonarda. „Wielu z nas należało do chóru i brało udział w chrześcijańskich przedstawieniach”. Niania Leonarda, katoliczka, która każdego ranka odprowadzała go do szkoły (nieważne, jak zauważył Mort Rosengarten, że „znajdowała się zaledwie przecznicę dalej; rodzina Leonarda była bardzo tradycyjna”), czasem zabierała go do kościoła. „Kocham Jezusa”, powiedział Leonard. „Zawsze go kochałem, nawet będąc dzieckiem”. Dodał także: „Zachowałem to dla siebie; nigdy nie wstałem w synagodze i nie powiedziałem: «kocham Jezusa»”6.

W wieku trzynastu lat Leonard świętował swoją bar micwę, symboliczny moment wkroczenia w dorosłość. Na oczach swoich wujków i kuzynów, batalionu Cohenów, wspiął się na stołek – tylko w ten sposób mógł coś zobaczyć – i po raz pierwszy odczytał fragment Tory w synagodze, którą założyli i w której rządzili jego przodkowie. „Przyszło mnóstwo członków jego rodziny”, wspomina rabin Shuchat, z którym Leonard uczęszczał na zajęcia przygotowujące do bar micwy, „ale Leonardowi było bardzo ciężko, ponieważ nie było z nim ojca”, który zwyczajowo pobłogosławiłby go i podziękował Bogu za uwolnienie go od odpowiedzialności za przewinienia syna. Jednakże odkąd zaczęła się wojna, każdy stracił kogoś albo coś. „Niektóre produkty, na przykład mięso, były racjonowane i wymieniane na kartki”, wspomina Rona Feldman, „a w szkole sprzedawano znaczki oszczędnościowe i niektóre klasy konkurowały ze sobą o to, która ich więcej uzbiera w ciągu tygodnia. Chodziła z nami do szkoły dziewczynka, która uczestniczyła w programie wysyłania dzieci podczas wojny w bezpieczne miejsca, i wszyscy znaliśmy rodziny, których członkowie byli w wojsku i służyli na innych kontynentach”. Kiedy skończyła się wojna, pojawiły się koszmarne zdjęcia ofiar obozów koncentracyjnych. Wojna, powiedział Rosengarten, mając na myśli Leonarda i siebie, „była dla nas czymś bardzo ważnym”. „Bardzo wpłynęła na naszą wrażliwość”.

Latem 1948 roku, które było pomostem między podstawówką Roslyn Elementary a szkołą średnią Westmount High, Leonard znów pojechał na obóz. Pośród pamiątek z obozu Wabi-Kon w archiwach Leonarda znajduje się certyfikat umiejętności pływackich i zachowania bezpieczeństwa w wodzie oraz dokument napisany starannym, dziecięcym pismem, podpisany przez Leonarda i sześciu innych chłopców. Pakt uczniaków, który głosił: „Nie powinniśmy się bić i musimy postarać się lepiej dogadywać. Musimy bardziej doceniać rzeczy wokół nas. Powinniśmy odnosić lepsze wyniki w sporcie i mieć mocniejszego ducha. Nie powinniśmy próbować sobą rządzić. Nie wolno nam przeklinać”7. Przygotowali nawet listę kar, które wahały się od niejedzenia kolacji po pójście do łóżka pół godziny wcześniej.

Ta chłopięca szczerość i idealizm były w stylu Enid Blyton. Jednak gdy był z powrotem w domu, w swoim pokoju przy Belmont Avenue, Leonard myślał o dziewczynach – wycinał zdjęcia modelek z magazynów swojej matki i gapił się przez okno, jak wiatr podwija spódniczki kobietom spacerującym przez Murray Hill Park albo sprawia, że kusząco przywierają do ich ud. Na ostatnich stronach swoich komiksów studiował reklamy Charlesa Atlasa, które obiecywały mizernym chłopcom mięśnie niezbędne do poderwania dziewczyny. Leonard był mały jak na swój wiek; nowym sposobem na wykorzystanie chusteczek higienicznych, które znalazł, było wypychanie nimi butów, żeby wydawać się wyższym. Leonardowi przeszkadzało to, że był niższy od kolegów – nawet niektóre dziewczyny w jego klasie przerastały go o głowę – ale zaczął odkrywać, że sympatię dziewcząt można sobie zaskarbić dzięki „historyjkom i gadaniu”. W Ulubionej grze jego alter ego „zaczął myśleć o sobie jak o Malutkim Konspiratorze, Chytrym Karle”8. We wspomnieniach Rony Feldman Leonard był „niezwykle popularny” wśród dziewcząt z klasy, chociaż ze względu na jego wzrost „większość z nich uważała, że jest uroczy, ale nie jest przystojniakiem. Pamiętam, że był bardzo słodki. Uśmiechał się tak samo jak teraz, był to taki półuśmiech, nieco nieśmiały, ale kiedy już pojawiał się na jego twarzy, wydawał się niezwykle szczery. Patrzenie na jego uśmiech dawało wielką satysfakcję. Myślę, że był bardzo lubiany”.


Odkąd skończył trzynaście lat, Leonard zasmakował w nocnych spacerach. Dwa lub trzy razy w tygodniu samotnie włóczył się podejrzanymi ulicami Montrealu. Zanim wybudowano Drogę Wodną Świętego Wawrzyńca, miasto było ważnym portem, miejscem, gdzie cargo przeznaczone do Ameryki Północnej rozładowywano z oceanicznych frachtowców i rozsyłano barkami rzecznymi do Wielkich Jezior albo koleją na zachód. Nocą w mieście roiło się od marynarzy, dokerów i pasażerów z promów wycieczkowych cumujących w porcie, których kusiły niezliczone bary jawnie nieprzestrzegające prawa nakazującego zamknięcie przed godziną trzecią w nocy. Codzienne gazety pełne były reklam występów przy Saint Catherine Street, które zaczynały się o czwartej rano i kończyły tuż przed świtem. Były tam kluby jazzowe, bluesowe, kina, bary, w których grano jedynie quebecką muzykę country, i kawiarnie z szafami grającymi, których repertuar Leonard znał na pamięć.

Leonard opisał swoje nocne eskapady w nieopublikowanym i nieopatrzonym datą utworze z końca lat pięćdziesiątych The Juke-Box Heart. Excerpt From a Journal (Serce z szafy grającej. Fragment dziennika). „Kiedy miałem jakieś trzynaście lat, robiłem te same rzeczy, które moi kumple robili, zanim szli spać, a potem przemierzałem kilometry wzdłuż Saint Catherine. Byłem kochankiem nocy zaglądającym do kafeterii z marmurowymi blatami, gdzie mężczyźni nosili kombinezony ochronne nawet latem”. W opisach jego młodzieńczych wędrówek czuło się chłopięcą niewinność: zakradanie się do sklepów z różnościami, żeby „katalogować magię i triki, gumowe karaluchy i śmieszne gadżety”. Kiedy tak spacerował, wyobrażał sobie, że jest mężczyzną po dwudziestce, „w prochowcu, zniszczonym kapeluszu nasuniętym nisko na pełne emocji oczy, z historią niesprawiedliwości w sercu, twarzą zbyt szlachetną, żeby szukać zemsty, kroczył jakimś mokrym bulwarem, budząc współczucie niezliczonej widowni (...) kochany przez dwie albo trzy piękne kobiety, które nigdy go nie zdobędą”. Może opisywał postać z jednego z komiksów, które czytał, albo filmów kryminalnych, które oglądał; Leonard już wtedy był kinomanem. Jednak po zacytowaniu w swoim tekście Baudelaire’a miał w sobie wystarczająco dużo samokrytycyzmu, żeby dodać: „To pisarstwo mnie zawstydza. Jestem wystarczającym humorystą, żeby zobaczyć młodego mężczyznę wychodzącego ze Stendhala, dramatyzującego własne losy, starającego się rozchodzić niewygodną erekcję. Być może masturbacja okazałaby się bardziej skuteczna i mniej męcząca”9.

Leonard powoli mijał dziewczyny pracujące na ulicach, ale mimo jego potrzeb i tęsknoty w oczach dziwki patrzyły nad jego głową i wołały do przechodzących obok mężczyzn, oferując im to, czego Leonard pragnął bardziej niż czegokolwiek innego. Świat wyobraźni Leonarda musiał w tamtym czasie niezwykle się rozwinąć, pojawiła się ekscytująca świadomość możliwości, ale także poczucie izolacji i smutku. Mort Rosengarten, który po pewnym czasie dołączył do przyjaciela podczas jego nocnych przygód, opowiada: „Leonard wyglądał młodo. Ja też. Ale i tak w wieku trzynastu lat byliśmy obsługiwani w barach. W tamtych czasach szerzyła się ogromna korupcja. Wiele z tych barów kontrolowała mafia, trzeba było kogoś opłacić, żeby dostać licencję, i podobnie było w przypadku tawern, które sprzedawały tylko piwo i tylko mężczyznom, kobiety nie miały wstępu. Było tych tawern mnóstwo, ponieważ alkohol był w nich najtańszy. O szóstej rano można było wejść do jednej z nich i zawsze siedziało tam mnóstwo ludzi. Leonard nie musiał się wymykać z domu; obaj pochodziliśmy z rodzin, w których nikt nie martwił się tym, dokąd chodzimy. Natomiast żydowska społeczność Westmount była dość mała i zamknięta, cechowało ją silne poczucie przynależności; młodzi ludzie bardzo dobrze się znali. Chodził więc na Saint Catherine Street, żeby doświadczyć tego, czego nigdy nie widzieliśmy albo nie mogliśmy robić”.

W tych czasach, gdy Leonard przeżywał nocne przygody, jego muzyczne horyzonty znacznie się poszerzyły. Zachęcony przez matkę, zaczął uczyć się gry na pianinie – nie dlatego, że wykazywał szczególne zainteresowanie albo talent, ale dlatego, że zachęcała go matka, a lekcje gry były czymś, w czym wypadało uczestniczyć. Pianino nie było pierwszym instrumentem Leonarda – w szkole podstawowej grał na bakelite tonette, rodzaju fletu prostego, jednak zapału nie starczyło mu na długo. Ćwiczenia, które zadawała mu nauczycielka, panna MacDougal, uznał za nudne i nie chciało mu się ich odrabiać w samotności. Wolał klarnet, na którym grał w szkolnym zespole w szkole średniej. Należał do niego również Mort, który z lekcji fortepianu wymigał się, żeby zacząć grać na puzonie.

Leonard zaangażowany był w różne zajęcia pozalekcyjne. Wybrano go prezesem Rady Uczniów, do kierownictwa klubu dramatycznego, a także zespołu wydawców zajmującego się redagowaniem szkolnego rocznika „Vox Ducum”, który był prawdopodobnie miejscem pierwszej publikacji opowiadania Leonarda. Kill or Be Killed (Zabij albo zostań zabity) pojawiło się na jego łamach w 1950 roku.

Rosengarten opowiada, że „Leonard zawsze był bardzo elokwentny i umiał zwracać się do grupy ludzi”. W sprawozdaniu z obozu Wabi-Kon z sierpnia 1949 roku wspominano, że „Lenny przewodzi w swoim domku i jego wszyscy mieszkańcy patrzą na niego z podziwem. Jest najbardziej popularnym chłopakiem w grupie i przyjaźni się ze wszystkimi, a także jest lubiany przez wszystkich pracowników”01. Jednocześnie koledzy ze szkoły zapamiętali Leonarda jako nieśmiałego chłopaka, zajętego w samotności pisaniem poezji, kogoś, kto unikał uwagi, zamiast o nią zabiegać. Nancy Bacal, inna bliska przyjaciółka, która zna Leonarda od dzieciństwa, pamięta, że w tamtym czasie był „wyjątkowy, ale w nierzucający się w oczy sposób. To pozorna sprzeczność: Leonard w naturalny sposób staje się przywódcą, ale jednocześnie pozostaje niewidzialny. Jego intensywność i siła oddziałują spod powierzchni”. Ciekawa mieszanka, taka publiczna i skryta natura; jak się wydaje, taka dwoistość Leonarda już wtedy funkcjonowała całkiem dobrze.


Wielki Wybuch Leonarda, moment, w którym poezja, muzyka, seks i duchowa tęsknota zderzyły się i po raz pierwszy się w nim zespoliły, nastąpił w 1950 roku, pomiędzy jego piętnastymi i szesnastymi urodzinami. Leonard znalazł się w antykwariacie; przeglądając regały, natrafił na Poezje wybrane Federica Garcii Lorki. Przerzucając strony, zatrzymał się na utworze Gazela porannego targu10.

Wiersz sprawił, że włosy na karku stanęły mu dęba. Leonard czuł to już wcześniej, słysząc moc i piękno wersów czytanych na głos w synagodze – teraz odkrył kolejną składnicę sekretów. Lorca był Hiszpanem, homoseksualistą, o otwarcie antyfaszystowskich poglądach, na którym nacjonalistyczna armia dokonała egzekucji, gdy Leonard miał dwa lata. Jednakże „wszechświat, który przede mną odkrył, wydawał się bardzo znajomy”, a jego słowa oświetliły Leonardowi „krajobraz, o którym myślałem, że przechodzi się go samemu”11. Częścią tego krajobrazu była samotność. Ponad trzy lata później Leonard próbował to wyjaśnić: „Gdy coś zostało powiedziane w odpowiedni sposób, wydawało się ogarniać kosmos. Nie tylko moje serce, ale każde serce było zaangażowane, a samotność znikała i miało się poczucie, że jest się tym bolesnym stworzeniem w środku bolesnego kosmosu, ale ten ból był w porządku. Nie tylko był w porządku, ale był także sposobem, by objąć słońce i księżyc”. Opisał to jako „całkowite uzależnienie”12.

Lorca poza tym, że był poetą, pisał również dramaty i kolekcjonował stare hiszpańskie pieśni ludowe. Jego wiersze są mroczne, melodyjne, elegijne i pełne emocji, osobiste, a jednocześnie tworzące swój mit. Pisał, jakby piosenka i poezja były częścią jednego oddechu. Poprzez swoją miłość do cygańskiej kultury i depresyjną osobowość zapoznał Leonarda ze smutkiem, romansem i godnością flamenco. Jego polityczne przekonania zapoznały zaś młodego Leonarda ze smutkiem, romansem i godnością hiszpańskiej wojny domowej. Leonard był bardzo szczęśliwy, że mógł poznać jedno i drugie.

Cohen zaczął na poważnie pisać wiersze. „Chciałem odpowiedzieć na te wiersze”, mówił. „Każdy wiersz, który cię dotyka, jest jak wołanie, na które należy odpowiedzieć, na które chce się odpowiedzieć własną historią”13. Nie próbował kopiować Lorki – „Nawet bym nie śmiał”, powiedział. Czuł jednak, że Lorca daje mu pozwolenie na odnalezienie własnego głosu, a także instrukcję, co z nim zrobić, która brzmiała: „Nigdy nie lamentuj od niechcenia”14. W kolejnych latach pytany o to, co spowodowało, że zainteresował się poezją, Leonard zawsze odpowiadał bardziej realistycznie: kobiety. Kobietom bardzo się podobało, gdy ktoś opiewał ich piękno w wierszu, a zanim pojawił się rock and roll, poeci mieli na to monopol. W rzeczywistości jednak dla chłopca w jego wieku, z jego pokolenia i społeczności „wszystko działo się w wyobraźni”, powiedział Leonard. „Byliśmy wygłodniali. Wtedy nie było tak, jak w dzisiejszych czasach, nie chodziło się do łóżka z dziewczyną. Chciałem po prostu kogoś objąć”15.

W wieku piętnastu lat, mniej więcej w tym samym czasie, gdy odkrył Lorcę, za dwanaście kanadyjskich dolarów w lombardzie przy Craig Street kupił hiszpańską gitarę. Okazało się, że niemal natychmiast potrafił zagrać podstawowe akordy na czterech górnych strunach, dzięki temu, że wcześniej miał ukulele (podobnie jak zahipnotyzowana gosposia w Ulubionej grze). Leonard nauczył się grać na ukulele – podobnie jak hipnozy – z podręcznika, słynnej książki z 1928 roku napisanej przez Roya Smecka, nazywanego „Czarodziejem strun”. „Wspomniałem chyba o tym kuzynowi Lazzy’emu, który był dla mnie bardzo miły po śmierci ojca. Zabierał mnie na mecze baseballa drużyny Montreal Royals, pierwszej drużyny, w której grał Jackie Robinson. Powiedział: «Roy Smeck przyjeżdża do El Morocco», nocnego klubu w Montrealu. «Chciałbyś go poznać?». Nie mogłem iść go posłuchać, ponieważ dzieci nie wpuszczano do nocnych klubów, ale zabrał mnie do pokoju hotelowego Roya Smecka i poznałem wspaniałego gitarzystę”16.

Latem 1950 roku, kiedy Leonard znów wyjechał na obóz – obóz Słońce w Sainte-Marguerite – zabrał ze sobą gitarę. Zaczął grać folkowe piosenki i odkrył, jak bardzo ten instrument może pomóc w życiu towarzyskim.

– Nadal jeździłeś na obozy, kiedy miałeś piętnaście lat?

– Byłem opiekunem. To był obóz organizowany przez żydowską społeczność dla dzieci, których rodziców nie było stać na drogie wakacje, a dyrektor, którego zatrudnili, Amerykanin, przypadkiem był socjalistą. Opowiadał się po stronie Korei Północnej w wojnie koreańskiej, która właśnie wtedy wybuchła. Socjaliści w tamtych czasach byli jedynymi ludźmi, którzy grali na gitarach i śpiewali folkowe piosenki; uważali, że mają ideologiczny obowiązek, aby się ich nauczyć i je powtarzać. Pojawił się więc egzemplarz śpiewnika The People’s Songbook. Znasz go? Wspaniały śpiewnik ze wszystkimi chwytami i tabulaturami. Przerobiłem tę książkę tamtego lata wiele, wiele razy wspólnie z Alfiem Magermanem, który był siostrzeńcem dyrektora i również miał socjalistyczne korzenie – jego ojciec organizował związki – oraz gitarę. Podczas tamtych wakacji zacząłem uczyć się grać, przechodząc przez każdą piosenkę z tego śpiewnika wiele razy. Teksty bardzo mnie poruszały. Część z nich była przerobionymi folkowymi piosenkami – hymn bojowy republiki Jego prawda dalej maszeruje został przerobiony przez socjalistów naW naszych rękach spoczywa władza / Potężniejsza niż ich gromadzone złoto / Potężniejsza niż Adam / Pomnożona milion razy / Zapoczątkujemy nowy świat / Na zgliszczach starego / Ponieważ jedność czyni nas silnymi / Solidarność na zawsze / Solidarność na zawsze / Solidarność na zawsze / Ponieważ jedność czyni nas silnymi. śpiewniku było też wiele piosenek związku Robotników Przemysłowych Świata – nie wiem, czy znasz ten ruch? Międzynarodowy związek socjalistycznych robotników. Piękne piosenki.Była sobie kiedyś dziewczyna w związku / Która nigdy się nie bała / Opryszków, cwaniaków i łamistrajków / Ani zastępców szeryfa, którzy robili naloty... / Nie wystraszycie mnie, trzymam się związku”. Wspaniała piosenka.

Jeśli można zmierzyć entuzjazm długością czyjejś wypowiedzi, to Leonard aż kipiał entuzjazmem dla tych piosenek. Około pięćdziesięciu lat po wakacjach spędzonych na obozie nadal potrafił zaśpiewać wszystkie piosenki ze śpiewnika od początku do końca. W 1949 i 1950 roku gitara nie wiązała się jeszcze z niezwykłą ikonografią i seksualnym magnetyzmem, którego nabrała później, ale Leonard szybko się przekonał, że granie na niej nie odstrasza dziewcząt. Na grupowej fotografii z obozu zobaczyć można nastoletniego Leonarda, nadal niewysokiego, nieco pulchnego i w ubraniu, w którym żaden mężczyzna nie powinien pokazywać się publicznie – w białych szortach, białej koszulce polo, czarnych butach i białych skarpetach – siedzącego obok najbardziej blondwłosej i najfajniej wyglądającej dziewczyny, której kolano dotykało jego kolana.

Po powrocie do Westmount Leonard rozwijał swoje zainteresowanie muzyką folkową. Podobali mu się Woody Guthrie, Lead Belly, kanadyjscy piosenkarze folkowi, ballady ze Szkocji, flamenco. Mówi: „Wtedy właśnie zacząłem znajdować muzykę, którą kochałem”17. Któregoś dnia w Murray Hill Park spotkał młodego, ciemnowłosego mężczyznę, który stał obok kortów tenisowych i na gitarze akustycznej grał smutno brzmiącą, hiszpańską melodię. Wokół zebrała się grupka kobiet. Leonard zauważył, że „zabiega o ich uwagę” swoją muzyką w jakiś tajemniczy sposób18. Leonard również się nim zafascynował. Został, żeby posłuchać, jak gra, i w dogodnym momencie zapytał tego młodego człowieka, czy nie zechciałby uczyć go gry. Okazało się, że mężczyzna jest Hiszpanem i nie rozumie języka angielskiego. Dzięki mieszance gestów i łamanego francuskiego Leonard zdobył numer telefonu do pensjonatu, w którym Hiszpan wynajmował pokój, oraz obietnicę, że przyjedzie na 599 Belmont Avenue i udzieli mu lekcji.

Podczas pierwszej wizyty Hiszpan podniósł gitarę Leonarda i uważnie ją obejrzał. Ocenił, że nie jest zła. Strojąc ją, zagrał dynamiczne flamenco, wydobywając z instrumentu dźwięki, które Leonardowi wydały się niemożliwe do zagrania na jego gitarze. Mężczyzna wręczył mu ją i dał do zrozumienia, że teraz jego kolej. Leonard po występie Hiszpana nie miał ochoty grać żadnej z folkowych piosenek, których się nauczył, i odmówił, wyznając, że nie potrafi. Mężczyzna położył palce Leonarda na progach i pokazał, jak zagrać kilka akordów. Potem wyszedł, obiecując, że wróci następnego dnia.

Podczas drugiej lekcji Hiszpan zaczął uczyć Leonarda sześcioakordowej progresji flamenco, którą grał dzień wcześniej, a na trzeciej lekcji Leonard zaczął poznawać tremolo. Ćwiczył wytrwale, stojąc przed lustrem i trzymając gitarę tak, jak pokazał mu ten młody mężczyzna. Jego nauczyciel nie pojawił się jednak na czwartej lekcji. Kiedy Leonard zadzwonił do pensjonatu, w którym mieszkał, odebrała gospodyni. Młody gitarzysta nie żył. Popełnił samobójstwo.

„Nic o nim nie wiedziałem. Dlaczego przyjechał do Montrealu, dlaczego pojawił się przy kortach tenisowych, dlaczego odebrał sobie życie”, opowiedział Leonard publiczności składającej się z dygnitarzy, przed którą wystąpił sześćdziesiąt lat później w Hiszpanii, „ale to właśnie te sześć akordów, ten gitarowy schemat stał się podstawą wszystkich moich piosenek, całej mojej muzyki”19.

W Montrealu w 1950 roku rodzinne życie Leonarda zmieniło się. Jego matka ponownie wyszła za mąż. Jej nowym mężem został Harry Ostrow, farmaceuta – „bardzo uroczy, nieudolny i sympatyczny facet”, jak opisał go kuzyn Leonarda David Cohen – z którym Leonard miał dobre, ale raczej chłodne relacje. Los sprawił, że u drugiego męża Mashy również zdiagnozowano śmiertelną chorobę. Z matką, która musiała zająć się kolejnym chorym mężczyzną, i z siostrą, która miała już dwadzieścia lat i inne sprawy na głowie, Leonard czuł się pozostawiony sam sobie. Kiedy nie był w szkole albo na zajęciach pozalekcyjnych, siedział w swoim pokoju i pisał wiersze, ale też coraz częściej wyprawiał się z Mortem na ulice Montrealu.

Kiedy Mort miał szesnaście lat i mógł już prowadzić samochód, pożyczał jeden z dwóch rodzinnych cadillaców i przyjeżdżał pod dom Leonarda. „Najbardziej lubiliśmy jeździć ulicami Montrealu o czwartej nad ranem, zwłaszcza po starszej części miasta, wzdłuż portu i na wschód, gdzie znajdowały się rafinerie”, opowiada Rosengarten. „Szukaliśmy dziewcząt na ulicy o czwartej nad ranem. Myśleliśmy, że te piękne dziewczyny będą sobie spacerować i na nas czekać. Oczywiście nikogo nie było”. Kiedy leżało dużo śniegu, a ulice były puste, nadal jeździli; włączali ogrzewanie i ruszali w kierunku Kantonów Wschodnich albo na północ w kierunku Gór Laurentyńskich. Cadillac z Mortem za kierownicą przecinał czarną linią zaspy śnieżne jak Mojżesz robiący próbę przed przekroczeniem Morza Czerwonego. Gadali o dziewczynach i wszystkim innym.

„Nie byli do niczego przywiązani. Mogli wypróbować każdą możliwość. Mijali drzewa, które rosły przez sto lat. Mknęli przez miasta, w których ludzie przeżywali całe swoje życie... A ich rodziny rozrastały się w mieście jak winorośl... Uciekali od większości, od prawdziwej bar micwy, prawdziwej inicjacji, prawdziwego i okrutnego obrzezania, które społeczeństwo chciało im narzucić swoimi ograniczeniami i denną rutyną” – napisał Leonard, odtwarzając nocne przejażdżki z Mortem w swojej narracji. „Autostrada była pusta. We dwóch byli jedynymi uciekinierami i świadomość tego uczyniła ich przyjaźń głębszą niż jakakolwiek inna”20.


01 W tym samym sprawozdaniu opisano „nawyki higieniczne” Leonarda jako „schludne i czyste. Ostrożnie obchodzi się ze swoimi ubraniami i zawsze dobrze wygląda”. Wspomniano również o jego zainteresowaniach i umiejętnościach żeglarskich („jeden z najlepszych kapitanów w grupie”) oraz o „dobrym poczuciu humoru”.

 

3


DWADZIEŚCIA TYSIĘCY WERSÓW

Ulice wokół Uniwersytetu McGill nazwane były na cześć dostojnych Brytyjczyków – Peela, Stanleya, McTavisha – a jego budynki zbudowane z solidnego szkockiego kamienia przez silnych i solidnych Szkotów. Wielka biblioteka i jeszcze większy budynek wydziałów humanistycznych przypominały klimatem uniwersytety Oxbridge, a na jego kopule powiewała flaga McGill, opuszczona do połowy masztu za każdym razem, gdy ktoś umierał. Przestronny dziedziniec w kształcie czworokąta otaczały wysokie, cienkie drzewa, które pozostawały idealnie wyprostowane, nawet gdy przytłoczał je ciężki śnieg. Za żelaznymi bramami znajdowały się wiktoriańskie posiadłości, z których część przekształcono w akademiki dla studentów. Gdyby ktoś powiedział, że Imperium Brytyjskie zarządzane było z McGill, każdy wybaczyłby ten błąd. We wrześniu 1951 roku, gdy w dzień swoich siedemnastych urodzin Leonard zaczął naukę na Uniwerytecie McGill, było to najbardziej idealne dziewiętnastowieczne miasto w mieście w całej Ameryce Północnej.

Trzy miesiące wcześniej Leonard skończył Westmount High. Rocznik szkolny, „Vox Ducum”, który pomógł zredagować, zawierał jego dwa zdjęcia. Na grupowym Leonard, siedząc w środku pierwszego rzędu, uśmiechał się szeroko znad napisu głoszącego z poufnością: „Len Cohen, Prezes Rady Uczniów”. Druga fotografia, bardziej formalna, znajdowała się przy jego profilu. Przedstawiała Leonarda w garniturze, wpatrzonego gdzieś w dal. Jak dyktowała tradycja szkolnych roczników, fragment poświęcony uczniowi rozpoczynał się cytatem: „Nie możemy pokonać strachu, jednakże możemy ustąpić mu, okazując się od niego silniejszymi”. Następnie wymienił rzecz, której nie lubił („automat z coca-colą”), hobby („fotografia”), sposób spędzania wolnego czasu („organizowanie wspólnego śpiewania podczas przerw”) i ambicję, czyli zostanie „światowej sławy oratorem”. Pod hasłem „Prototyp” Leonard określił się jako „mały człowiek, który jest zawsze tam, gdzie powinien”. Na zakończenie wypisano imponującą listę jego szkolnych aktywności: prezesowanie Radzie Uczniów, członkostwo w redakcji „Vox Ducum”, w klubie Menorah, w kółku artystycznym, w klubie zajmującym się bieżącymi wydarzeniami, w YMHA (Young Men’s Hebrew Association, czyli Związku Młodych Żydów) oraz bycie cheerleaderem1. Wszystko wskazywało na to, że był to pewny siebie szesnastolatek z dużą dozą kanadyjskiej autoironii. Przede wszystkim jednak chłopak z wieloma osiągnięciami. Można było zakładać, że następnym krokiem będzie McGill, czołowy anglojęzyczny uniwersytet w prowincji.

Podczas swojego pierwszego roku w McGill Leonard studiował sztukę, matematykę, handel, nauki polityczne i prawo. Jak sam mówi, zajmował się raczej czytaniem, piciem, graniem muzyki i opuszczaniem tylu wykładów, ile tylko było możliwe. Biorąc pod uwagę jego średnią ocen z ostatniego roku studiów – 56,4% – nie było to jedno z jego zazwyczaj przesadzonych stwierdzeń. Leonard kiepsko wypadł nawet w swoim ulubionym przedmiocie, literaturze angielskiej, a z francuskiego nie szło mu wcale lepiej. Na zajęcia z tego języka zapisał się tylko dlatego, jak wspomina Arnold Steinberg, jego przyjaciel i kolega ze studiów (teraz rektor Uniwersytetu McGill), że „obaj słyszeliśmy, że łatwo je zaliczyć. Oblałem zajęcia, a poziom znajomości francuskiego u Leonarda był minimalny. Nigdy nie traktowaliśmy tych zajęć poważnie”. Program nie oferował Baudelaire’a ani Rimbauda, a cały rok spędzili, studiując książkę o młodej arystokratycznej parze z Białorusi, która po rewolucji została zmuszona do przeprowadzki do Paryża i pracy w charakterze służby dla francuskiej rodziny. Książka napisana przez francuskiego dramatopisarza Jacques’a Devala nazywała się Tovarich – tak jak początkowo wabił się szkocki terier Leonarda, Tinkie02.

Niewrażliwość na język, którym posługiwała się połowa populacji ich rodzinnego miasta, nie była czymś charakterystycznym tylko dla Leonarda i jego przyjaciół. Montrealscy anglofoni – zwłaszcza mieszkańcy uprzywilejowanych enklaw, takich jak Westmount czy jego przedłużenie, McGill – nie mieli wiele do czynienia z frankofońską populacją, poza francusko-kanadyjskimi dziewczętami, które zaczęły przybywać ze wsi do miasta w latach trzydziestych, podczas wielkiego kryzysu, żeby podjąć pracę pomocy domowych. Ogólne podejście do dwujęzyczności w tamtym czasie nie różniło się bardzo (ale może było trochę mniej związane z boskością) od tego, które prezentowała pierwsza kobieta gubernator stanu Teksas, Ma Ferguson: „Jeśli język angielski był wystarczająco dobry dla Jezusa Chrystusa, jest wystarczająco dobry dla każdego”. Anglojęzycznym mieszkańcom Montrealu w tamtych czasach francuski zdawał się językiem równie obcym jak każdemu angielskiemu uczniowi i nauczany byłby przez anglojęzycznego nauczyciela, ponieważ francuskojęzyczni nie mogli pracować w anglojęzycznych szkołach (i vice versa).

„Francuzi byli niewidzialni”, mówi Mort Rosengarten. „W tamtym czasie w Montrealu mieliśmy dwie szkolne komisje: katolicką, która była frankofońska, i protestancką – anglofońską, a Żydzi, którzy w pewnym momencie mieli swoją, postanowili dołączyć się do protestantów. Dzieci w mieście nie tylko chodziły do różnych szkół, ale uczyły się w różnych godzinach, więc nigdy nie były na ulicach w tym samym czasie i nigdy nie miały ze sobą kontaktu. Było to bardzo dziwne”. Mort zaczął naukę na McGill rok wcześniej i studiował sztukę, Steinberg zaś studiował handel, gdy dołączył do nich Leonard. Leonard radził sobie na uniwersytecie wspaniale z tym, czym wykazywał się podczas lat spędzonych w Westmount High: z zajęciami pozalekcyjnymi. Podobnie jak jego dziadek Lyon zdobywał kierownicze pozycje w komitetach i stowarzyszeniach.

Razem z innymi studentami z McGill został automatycznie wciągnięty do kółka dyskusyjnego. Podczas debat błyszczał. Miał naturalny talent do używania języka z precyzją i polotem. Z łatwością formułował stwierdzenia, które odzwierciedlały – albo i nie – jego najskrytsze myśli, ale dzięki jego poetyckiemu słuchowi brzmiały sugestywnie, a na pewno dobrze, czym zjednywał sobie słuchaczy. Jak na nieśmiałego młodego mężczyznę Leonard nie miał problemów ze staniem na scenie i przemawianiem; oracja była jedynym przedmiotem, z którego podczas studiów dostał piątkę. Na pierwszym roku w McGill zdobył odznaczenie Bovey Shield za swoją grupę dyskusyjną; na drugim roku został wybrany sekretarzem koła; na trzecim awansował na stanowisko wiceprezesa, a na czwartym, ostatnim roku został prezesem.

Leonard i Mort dołączyli do żydowskiego studenckiego bractwa na kampusie Zeta Beta Tau, a Leonard został prezesem również tego ugrupowania, i to o wiele szybciej niż w kole dyskusyjnym. Certyfikat potwierdza jego wybór 31 stycznia 1952 roku, zaledwie cztery miesiące po pojawieniu się na uniwersytecie2. Podobnie jak inne bractwa ZBT miało swój śpiewnik – uroczyste marsze, które brzmiały lepiej po alkoholu – i Leonard znał wszystkie słowa. Bractwa i prezesury mogły wydawać się zaskakująco proestablishmentowe jak na młodzieńca, który wykazywał socjalistyczne poglądy i miał poetyckie zapędy, ale Leonard, jak wspomina Arnold Steinberg, „nie opowiada się przeciw establishmentowi i nigdy tego nie robił, poza tym, że nigdy sam nie robił tego, co robi establishment. To jednak nie czyni go anty. Leonard był najbardziej oficjalnym i formalnym człowiekiem, jakiego znam. Nie chodzi jednak o jego relacje z ludźmi, ponieważ umie sobie ich zjednywać i jest bardzo, bardzo czarujący; ale o jego maniery, ubiór, sposób wypowiadania się – ma bardzo konwencjonalne podejście do tych spraw”.

Sprawozdania z letnich obozów opisują Leonarda jako czystego, porządnego i uprzejmego, i taki właśnie był. „Tak nas wychowano”, mówi David Cohen, jego kuzyn. „Zawsze uczono nas, żebyśmy zachowywali się grzecznie, mówili «tak, proszę pana» i «dziękuję», wstawali, gdy dorosły wchodzi do pokoju, i tym podobne”. Co do jego formalnego stroju, już wtedy Leonard miał opinię wytwornie ubranego (chociaż, jako mistrz niedopowiedzeń mógł się upierać, że był ubrany po prostu przyzwoicie). Mort dzielił upodobanie Leonarda do dobrych garniturów. Rodziny obu działały w branży odzieżowej, mogli więc schlebiać swoim gustom.

„Projektowaliśmy swoje ubrania, kiedy mieliśmy po kilkanaście lat, i bardzo się wtedy wyróżniały”, opowiada Rosegarten, „generalnie były o wiele bardziej konserwatywne niż popularna moda w tamtych czasach. Miałem dostęp do krawca, który szył garnitury zgodnie z tym, co sobie zamarzyłem, a i Leonard dostawał to co chciał. Szyłem sobie nawet koszule na zamówienie, ale głównie dlatego, że miałem bardzo chudą szyję i nie mogłem znaleźć koszul dla dorosłych w swoim rozmiarze”. David Cohen wspomina, jak widział Morta przesiadującego w sali bilardowej należącej do studenckiego stowarzyszenia, z papierosem zwisającym z ust i z rękawami szytej na zamówienie koszuli podwiniętymi i podtrzymywanymi opaskami. „W pewnym sensie”, kontynuuje Rosengarten, „konformistyczna część żydowskiej społeczności z Westmount była wrogo nastawiona do tego, że byliśmy artystami i nie dopasowywaliśmy się do konwenansów. Zawsze jednak mieliśmy dobre garnitury. A Leonard był nienagannie ubrany”.

Niekonwencjonalność Leonarda objawiała się w inny sposób. Jak mówi Steinberg, „zawsze coś pisał i szkicował już jako nastolatek, i nigdy nie chodził bez swojego notatnika. Bez końca coś rysował, ale przede wszystkim pisał. Miał pomysły i notował je, pisał też wiersze. Pisanie było jego pasją; jego częścią. Pamiętam, jak siedziałem obok niego na zajęciach z francuskiego przy jednej z tych podwójnych ławek. Chodziła na nie również Angielka, która miała na imię Shirley. Uważaliśmy ją za najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Był w niej szaleńczo zakochany i pisał na zajęciach inspirowane przez nią wiersze”.

Dziewczyny i pisanie zajmowały ex aequo pierwsze miejsce, jeśli chodzi o zainteresowania nastoletniego Leonarda. W obu obszarach nastąpił znaczny postęp w porównaniu z osiągnięciami ze szkoły średniej Westmount High. Jeden z tych obszarów okazał się jednak znacznie lepszy niż drugi, bo miłość nie była jeszcze marszem zwycięstwa, który opisał w Ulubionej grze, gdzie jego bohater, alter ego, wracał do domu, triumfując, po czasie spędzonym w ramionach pierwszej kochanki. Gotowy chwalić się swoimi podbojami czuł się dotknięty tym, że społeczność Westmount nie wstała jeszcze z łóżek, aby uczestniczyć w paradzie z serpentynami. Były to jednak wczesne lata pięćdziesiąte – czas, gdy bielizna biała jak prowincjonalny płot sięgała pod pachy, a stanik wydawał się niemożliwy do zdobycia niczym forteca. Chłopak miał bardzo ograniczone możliwości działania. „W końcu można było potrzymać dziewczynę za rękę”, powiedział Leonard. „Czasem dawała się pocałować”. Wszystko inne było „zabronione”3.

W pisaniu nie napotykał takich ograniczeń i mogło być dość rozwiązłe. Rosengarten wspomina, że Leonard „bez przerwy” pisał wiersze „w swoim pewnego rodzaju dzienniku, który wszędzie ze sobą zabierał i który od czasu do czasu gubił albo gdzieś zostawiał, i którego następnego dnia, bardzo zaniepokojony, gorączkowo poszukiwał. Miał w nim wszystkie swoje prace, bez zapasowych kopii”. W domu Leonard zaczął korzystać z maszyny do pisania. Stukał w klawisze, podczas gdy jego dziadek, rabin Solomon Klonitzki-Kline, pisał w pokoju obok. Ojciec Mashy wprowadził się na cały rok i często spędzali z Leonardem wspólne wieczory, czytając Księgę Izajasza, którą rabin znał na pamięć, a Leonard pokochał za jej poetyckość, obrazowość i przepowiednie. Przede wszystkim jednak Leonard uwielbiał siedzieć ze staruszkiem, który wyrażał „solidarność i przyjemność”4 z tego, że jego wnuk też jest pisarzem.

Pomimo kiepskich wyników osiąganych na zajęciach z angielskiego (o wiele lepiej szło mu z matematyki) to właśnie na Uniwersytecie McGill Leonard stał się prawdziwym poetą. Został mianowany na poetę podczas spontanicznej ceremonii przeprowadzonej przez Louisa Dudka, polsko-kanadyjskiego katolickiego poetę, eseistę i wydawcę. Dudek trzy razy w tygodniu prowadził zajęcia z literatury, na które Leonard uczęszczał na trzecim roku studiów. Pięćdziesięciu studentów spotykało się w poniedziałki, środy i piątki o piątej po południu w budynku nauk humanistycznych. W programie znalazły się utwory Goethego, Schillera, Rousseau, Tołstoja, Czechowa, Tomasza Manna, Dostojewskiego, Prousta, T.S. Eliota, D.H. Lawrence’a, Ezry Pounda i Jamesa Joyce’a.

Dudek, jak wspomina Ruth Wisse, jedna z koleżanek Leonarda ze studiów, a później profesor literatury jidysz i literatury porównawczej na Harvardzie, chciał nauczyć swoich studentów dwóch ważnych rzeczy: „Pierwszą była współczesna poezja i literatura, które za granicą były w rozkwicie, a w Kanadzie ledwo się zaczynały i nieliczni poeci mieli niewielką grupę odbiorców... Drugi program obejmował niezwykle bogaty nurt literatury i myśli europejskiej aż od osiemnastego wieku, z jej głębokimi implikacjami praktycznymi, których studenckie umysły jeszcze miały doświadczyć jak kubłów zimnej wody wylewanych na ich głowy z dużej wysokości”. Leonard, jak powiedziała, „rozochocił się do tego pierwszego”. Już wtedy był przekonany, że należy do świata młodych kanadyjskich poetów, i „nie traktował swojego wykładowcy z poważaniem takim jak Wisse, ale raczej jak kolegę, kogoś równego sobie”5. Leonard zgodził się z tym stwierdzeniem. „Byłem wtedy bardzo pewny siebie. Nie miałem wątpliwości, że moja twórczość bezboleśnie przeniknie świat. Wierzyłem, że jestem jednym z wielkich”6.

Muzyka pozostawała nieco w tyle jego zainteresowań i dążeń, chociaż nadal brała udział w wyścigu, jaki musiał się wtedy toczyć w świadomości Leonarda. Co ciekawe, jeśli wziąć pod uwagę członkostwo w wielorakich stowarzyszeniach, Leonard nie należał do Muzycznego Klubu McGill (mimo że w jego komitecie była atrakcyjna blondynka Ann Peacock, której nazwisko można było znaleźć również wśród redaktorów „The Forge”, magazynu literackiego). Jednakże w 1952 roku, między pierwszym a drugim rokiem studiów, razem z dwoma kolegami z uczelni, Mikem Doddmanem i Terrym Davisem, założył swój pierwszy zespół. The Buckskin Boys było triem grającym country and western (Mort nie zaczął jeszcze grać na bandżo, bo wtedy pewnie byliby kwartetem), który podbił rynek montrealskiego tańca w cztery pary (tzw. square dance).

– Zespół do tańca w cztery pary? Co w was wstąpiło?

– Takie tańce były wtedy popularne. Wynajmowały nas szkoły średnie i kościoły – te okazje towarzyskie aprobowane były przez starszych. Nie tańczyło się wolnych kawałków, nie było w tym dużo dotykania, łapało się tylko pod ręce i trochę kręciło w kółko. Bardzo przyzwoicie [drwiący uśmiech]. Okazało się, że wszyscy mamy kurtki z koźlej skóry [buckskin – przyp. tłum.] – ja swoją odziedziczyłem po ojcu – więc nazwaliśmy się The Buckskin Boys.

– Byliście jedyną żydowską kapelą grającą country and western?

– Tak naprawdę byliśmy eklektyczni, jeśli chodzi o religię. Mike był moim sąsiadem i grał na harmonijce, a Terry, który był przyjacielem Mike’a, wiedział, jak prowadzić tańce, i grał na basie (zbudowanym z miednicy, sznurka i kija hokejowego). Graliśmy tradycyjne piosenki, takie jak Red River Valley Turkey in the Straw.

– Czy byliście dobrzy?

– Nigdy nie uważaliśmy, że jesteśmy świetni. Po prostu cieszyliśmy się, że nas zatrudniają. Myślę, że gdybym teraz usłyszał tę muzykę, pewnie bym ją docenił. Wtedy jednak nie mieliśmy poczucia, że mamy jako zespół jakąś przyszłość, liczył się tylko ten moment. Nie chodziło o karierę. Słowo „kariera” zawsze w moim sercu miało nieatrakcyjny i obciążony brzemieniem wydźwięk. Chciałem uniknąć uczestniczenia w działalności zwanej karierą i w gruncie rzeczy udało mi się jej uniknąć.

Zespół ćwiczył w rodzinnym domu Davisów, w bawialni urządzonej w piwnicy. „Zawsze zdawali się świetnie bawić i dużo żartowali”, wspomina Dean Davis, brat nieżyjącego już Terry’ego Davisa. Dean obsługiwał gramofon i podczas ich występów pełnił rolę dźwiękowca. „Wiem, że moi rodzice uważali, że Leonard jest bardzo grzeczny i, jak na swój wiek, zachowuje się niczym prawdziwy dżentelmen. Matka zawsze uważała, że to zabawne, że ich trio składało się z protestanta, żyda i katolika”. Janet Davis, wdowa po Terrym, wspomina, że „gdy podawała im kolację i zdarzyło się, że była to wieprzowina w piątek, gdy pytali, mówiła im, że to jagnięcina”.

The Buckskins Boys – Chłopcy z Koźlej Skórki: Terry Davis, Mike Doddman i Leonard, 1952

Leonard grał jeszcze w drugim zespole, tym razem złożonym tylko z Żydów, który stworzyło stowarzyszenie studentów żydowskich Hillel. Zagrali muzykę do sztuki, w której wystąpiły między innymi Freda Guttman i Yafa „Bunny” Lerner. Obie były ówczesnymi dziewczynami Leonarda. Przede wszystkim jednak grał solo na gitarze. Sam na uniwersyteckim dziedzińcu, w domu bractwa albo gdziekolwiek, gdzie trwała jakaś zabawa. Nie występował, ale po prostu było to coś, co robił. Leonard z gitarą stanowił znajomy widok, podobnie jak Leonard z notatnikiem. Melvin Heft, który był na wielu imprezach nastolatków, mówi: „Po pewnym czasie, gdy uznawał, że jest już odpowiedni nastrój, Leonard wyjmował gitarę i grał, i śpiewał dla nas. Nie popisywał się ani nie uważał za gwiazdę w stylu «teraz dla was zaśpiewam», ale po prostu to robił; bez zbędnego szumu; było to dla niego coś naturalnego. Zawsze śpiewał. Lubił to i my dobrze się bawiliśmy”.

W weekendy akcja czasem przenosiła się do domu Morta w Kantonach – pół tuzina studentów ładowało się do jednego samochodu i ruszali na wieś. Rodziców Morta nie było, więc dom był pusty, poza mężczyzną, który zajmował się utrzymaniem domu, i kobietą, która pełniła rolę konsjerżki, ale oni nie mieli prawa powstrzymywać młodych przed imprezowaniem. Wśród znajomych byli Leonard, Arnold Steinberg, czasem Yafa i Freda, Marvin Schulman – jeden z pierwszych w towarzystwie, który otwarcie mówił, że jest gejem – oraz Robert Hershorn, bliski przyjaciel Leonarda, który pochodził z jeszcze bardziej zamożnej rodziny. Siedzieli razem, pili i gadali. Kiedy robiło się ciemno, jechali do Ripplecove Inn na Ayer’s Cliff nad Jeziorem Massawippi, gdzie dalej pili i gadali. Kiedy knajpa się zamykała, wracali do domu i słuchali płyt z gramofonów albo sami grali muzykę – Leonard na gitarze przedstawiał wszystkie folkowe piosenki, których nauczył się na socjalistycznym obozie, albo piosenki pop, które poznał, słuchając muzyki z szaf grających przy Saint Catherine Street.

Z Robertem Hershornem

„Słuchaliśmy dużo muzyki”, opowiada Rosengarten, „a Leonard, nawet zanim zaczął pisać swoje własne kawałki, był nie do powstrzymania. Grał piosenkę, nieważne, czy była to Home on the Range, czy jakakolwiek inna, w kółko i w kółko cały dzień, grał na swojej gitarze i śpiewał. Kiedy uczył się jakiejś piosenki, grał ją tysiące razy, cały dzień, całymi dniami, tygodniami, tę samą piosenkę, ciągle i ciągle, wolno i szybko, jeszcze szybciej i na różne sposoby. Doprowadzał nas tym do szaleństwa. Tak samo było, gdy zaczął pisać. Nadal tak pracuje. Nadal napisanie tekstu piosenki zajmuje mu cztery lata, bo tworzy dwadzieścia tysięcy wersów”.

Czasem towarzystwo zbierało się w domu Leonarda przy Belmont Avenue, chociaż wtedy obecna była również jego rodzina. Esther pojawiała się i znikała – częściej znikała; młodszy brat i jego znajomi nie byli dla niej zbyt interesujący – ale Masha wszystkimi dowodziła, robiła wokół siebie szum, gotowała, zabawiała gości. „Jego matka była kobietą pełną dramatyzmu”, opowiada Rosengarten. „Była Rosjanką i potrafiła okazywać niezadowolenie w bardzo emocjonalny sposób, a chwilę później wybuchała śmiechem i gniew mijał. Czasem jechaliśmy do miasta koło dziewiątej wieczorem i Masha dostawała szału, i mówiła, że już za późno na wyprawy do centrum, ale innym razem, gdy w osiem osób wychodziliśmy z knajpy o trzeciej w nocy i wracaliśmy do jej domu, żeby kontynuować zabawę, schodziła na dół, witała nas, proponowała coś do jedzenia, była całkowicie zrelaksowana. Nigdy nie było wiadomo, jak zareaguje”. Steinberg zgadza się z tym stwierdzeniem: „Masha była bardzo zmienna, ale wszyscy ją uwielbiali, ponieważ była uroczą, ciepłą osobą i kochała Leonarda. Nie sądzę, żeby zadawała się z innymi matkami, więc nie podłapała od nich zwyczaju zamartwiania się o wszystko, dlatego zdawało mi się, że Leonard miał wielką swobodę. Zawsze przyjemnie było po prostu na chwilę do nich wpaść. Siedziałem i słuchałem, jak Leonard gra na gitarze. Nigdy nie uważał się za dobrego muzyka albo wykonawcę, ale zawsze grał i zawsze uczył się gry na gitarze”.

Od połowy lat pięćdziesiątych wśród gości na prywatkach Leonarda zaczęli pojawiać się poeci i pisarze, starsi mężczyźni, często wykładowcy z McGill. „Nie było żadnych granic, żadnego podziału na mistrzów i uczniów”, powiedział Leonard. „Lubili nasze dziewczyny”7. Wśród najbardziej wpływowych byli Louis Dudek, Frank („F.R”). Scott, dziekan wydziału prawa na McGill, poeta i socjalista, oraz Hugh MacLennan, autor znanej, wydanej w 1945 roku książki Dwie samotności, alegorii niedających się pogodzić różnic między kanadyjskimi francusko- i anglojęzycznymi społecznościami. MacLennan dołączył do kadry akademickiej McGill w tym samym roku, w którym Leonard rozpoczął studia i zaczął uczęszczać na zajęcia ze współczesnej powieści i pisania kreatywnego. Jednak największy wpływ na Leonarda miał asystent nauk politycznych, poeta, którego Leonard poznał w 1954 roku, gdy ten poprosił go o przeczytanie w domu bractwa fragmentu jego nowego dzieła The Long Pea-Shooter. „Był Irving Layton, a potem cała reszta”, powiedział Leonard kilkadziesiąt lat później. „Jest naszym największym poetą, naszym największym mistrzem poezji”8. Irving Layton sam na pewno by się zgodził z tymi słowami i dodał jeszcze kilka innych pochwał. Layton był barwną postacią, potężnym mężczyzną, który wyglądał, jakby wyciosano go z tego samego szkockiego kamienia co McGill, ale z mniejszą dbałością o szczegóły. Layton był porywczy; miał ogień w oczach. Leonard uwielbiał go, podobnie jak wielbił go szereg niezwykłych kobiet.

Agencja matrymonialna raczej nie przedstawiłaby sobie tych dwóch jako potencjalnych życiowych partnerów. Starszy od Leonarda o dwadzieścia dwa lata Layton ze swoim bezczelnym, obrazoburczym, promującym własną osobę stylem bycia nie mógł bardziej różnić się od skromnego, ujmującego sobie zalet Leonarda. Layton – z burzą rozczochranych włosów, w niechlujnym stroju – wyglądał, jakby właśnie wydostał się z terenów, na których szalał huragan; Leonard zaś sprawiał wrażenie, jakby jego ubrania wyszły spod igły grupy prywatnych krawców. Layton był dumny ze swojej wojowniczej osobowości; Leonard, mimo że fascynował się maczyzmem, taki nie był. Layton walczył w kanadyjskiej armii i zdobył stopień porucznika, podobnie jak ojciec Leonarda; Leonard jako mały chłopiec marzył o szkole wojskowej, ale marzenie to umarło razem z jego ojcem. Leonard nadal jednak miał broń ojca; matka kłóciła się z nim o to, ale ostatecznie Leonard wygrał. Istniała w końcu między nimi różnica klas społecznych. Layton urodził się w małym rumuńskim miasteczku w 1912 roku (zanim jego rodzina wyemigrowała do Kanady, nazywał się Israel Lazarovitch), a wychował się w Saint-Urbain, dzielnicy Montrealu zamieszkanej przez Żydów, imigrantów z klasy robotniczej. Pochodzenie Leonarda, który należał do wyższej klasy zamieszkującej Westmount, lokowało go na przeciwległym końcu żydowskiego społecznego spektrum. Łączyło ich zamiłowanie do szczerości, ironii i talent do prowadzenia dyskusji (w 1957 roku Layton pojawił się w pokazywanej w ogólnokrajowej telewizji serii programów polegających na debatach Fighting Words, i wygrał).

Layton otwarcie gardził burżujską Kanadą i jej purytanizmem – podobnie jak Leonard – chociaż może on mniej śmiało. Był w końcu mężczyzną, który swoją własną rodzinę uważał za burżujską – choćby wtedy, gdy prowadził działania, żeby znieść zasadę zakazującą wstępu kobietom i spożywania alkoholu w pokojach studentów w akademikach. Dla Laytona niezwykle ważne były doznania seksualne (Leonard też lubił tak myśleć – że są albo chociaż mogłyby być, gdyby dostał najmniejszą szansę); taka też była poezja Laytona: skandaliczna, odważna, z radością wymieniająca imiona i szczegóły. Laytona pasjonowała poezja, piękno i melodia słowa; tak samo jak Leonarda. Layton został poetą, jak powiedział, „aby zamieniać słowa w muzykę”. Chciał jednak również, żeby jego poezja „zmieniła świat”, a do tego idealistyczna natura Leonarda mogła doskonale się odnieść.

Rosengarten tak to tłumaczy: „Druga wojna światowa miała wielki wpływ na naszą wrażliwość; ludzie, których znaliśmy, wyjeżdżali i ginęli. Istniało też prawdopodobieństwo, że przegramy wojnę, a naziści podbiją Amerykę albo Kanadę. Z drugiej strony, gdy to wszystko się rozgrywało, mówiło się, że gdy wygramy wojnę, to poniesiona przez wszystkich ogromna ofiara nie pójdzie na marne, świat stanie się piękną utopią, a cała energia, która rozproszyła się w czasie wojny, zostanie skupiona na tworzeniu tego szczęśliwego świata. Dlatego rozczarowaniem było dla nas to, że po wojnie wyparto się szczytnych idei i podtrzymano tę, która głosiła, że dobrze jest po prostu produkować i sprzedawać innym towary, które są substytutem takiego wspólnego ducha. A ogromne rzesze kobiet, które podczas wojny pracowały i zajmowały się rzeczami uznanymi wcześniej za nieodpowiednie dla kobiet, po wojnie odesłano z powrotem do kuchni. Leonard i ja byliśmy bardzo tego świadomi”. Poczucie utraconego Edenu, czegoś pięknego, co się nie udało albo nie mogło przetrwać, można odnaleźć w znacznej części twórczości Leonarda.

„W Montrealu działała bardzo interesująca scena poetycka”, opowiada Rosengarten, „skupiała się wokół Irvinga Laytona i Louisa Dudka, którzy wtedy byli dobrymi przyjaciółmi”. (Później się pokłócili; ich spory na tematy poezji stały się sławne). „Na wielu imprezach czytali wiersze. Spotkania odbywały się często w domu Irvinga w Côte-Saint-Luc”, na wschód od Montrealu. Teraz jest to rozległe przedmieście z ulicą nazwaną na cześć Laytona, ale w latach pięćdziesiątych farma, na której Irving mieszkał ze swoją żoną i dwójką dzieci, była odosobniona i otoczona polami. „Podczas tych imprez ludzie czytali sobie nawzajem swoje wiersze, a potem o nich dyskutowali i oceniali; czasem robiło się naprawdę gorąco i dyskusje toczyły się przez całą noc. Wiele razy wychodziliśmy z Leonardem z baru w centrum o trzeciej w nocy i jechaliśmy do Irvinga, gdzie w najlepsze trwały jeszcze rozmowy. Leonard prezentował swoje wiersze podczas tych spotkań. Wszyscy podchodzili do sprawy poważnie. Towarzystwo to wydawało nawet swój mały magazyn, „CIV/n”, który drukowało w zaledwie dwustu pięćdziesięciu kopiach, ponieważ w tamtych czasach księgarnie nie sprzedawały tomików kanadyjskich poetów; w żadnej księgarni w Montrealu nie można było znaleźć współczesnej krajowej poezji; było niewesoło. Jednak, patrząc wstecz, zdałem sobie sprawę, że ta scena poetycka wywarła na mnie większe wrażenie pod względem estetycznym niż jakakolwiek szkoła artystyczna, do której chodziłem w Anglii wraz z tymi wszystkim ludźmi, którzy zostali znanymi rzeźbiarzami. Myślę, że banda z Côte-Saint-Luc była sto lat przed nimi”.

„Naprawdę chcieliśmy być wielkimi poetami”, powiedział Leonard. „Myśleliśmy, że za każdym razem, gdy się widzimy, odbywa się konferencja na szczycie. Wydawało nam się, że to, co robimy, jest niezwykle ważne”9. Uważał te wieczory za pewnego rodzaju poetycki obóz, gdzie „szkolenie było intensywne, rygorystyczne i traktowane bardzo poważnie”. Leonardowi zawsze imponowały takie zasady. „Atmosfera była jednak przyjazna. Od czasu do czasu pojawiały się łzy, ktoś wybiegał wściekły, kłóciliśmy się, ale podstawą naszej przyjaźni było zainteresowanie sztuką pisania”. Uważał to za praktyki i był zaangażowanym uczniem. „Spędziliśmy z Irvingiem wiele wieczorów, studiując wiersze takich poetów, jak Wallace Stevens. Analizowaliśmy tekst tak długo, aż odkryliśmy kod, aż wreszcie dokładnie wiedzieliśmy, co autor próbował przekazać i jak udało mu się to osiągnąć. To było nasze życie; nasze życie było poezją”10. Jeśli Layton nie stał się życiowym trenerem Leonarda, to przynajmniej jego przewodnikiem, entuzjastą jego pracy i jednym z najbliższych przyjaciół.

W marcu 1954 roku, w piątym wydaniu „CIV/n” Leonard zadebiutował publikacją wiersza. Obok poezji Laytona i Dudka (którzy byli redaktorami magazynu) i innych przedstawicieli montrealskiej sceny poetyckiej znalazły się trzy wiersze autorstwa Leonarda Normana Cohena: Le Vieux (Życie), Folk Song (Ludowa piosenka) i Satan in Westmount (Szatan w Westmount), który opowiadał o diable cytującym Dantego i „śpiewał fragmenty surowych hiszpańskich piosenek”03. W następnym roku Leonard zdobył pierwszą nagrodę w konkursie Chester Macnaghten Literary Competition, organizowanym na uczelni McGill, swoimi wierszami Sparrows (Wróble) i czteroczęściowym Thoughts of a Landsman (Myśli człowieka ziemi), w którego skład wchodził wiersz For Wilf and His House (Dla Wilfa i jego domu), który w 1955 roku został opublikowany w „The Forge”. Ten niezwykle dojrzały, poruszający i pełen erudycji wiersz zaczynał się słowami:

When young the Christians told me
how we pinned Jesus
like a lovely butterfly against the wood
and I wept beside paintings of Calvary
at velvet wounds
and delicate twisted feet

Kiedy byłem młody chrześcijanie opowiedzieli mi
jak przyszpililiśmy Jezusa
niczym pięknego motyla do drzewa
i zapłakałem przy obrazie Kalwarii
na aksamitne rany
i delikatne wykręcone stopy

Kończył się tak:

Then let us compare mythologies.
I have learned my elaborate lie
of soaring crosses and poisoned thorns
and how my fathers nailed him
like a bat against a barn
to greet the autumn and late hungry ravens
as a hollow yellow sign.

A więc porównajmy mitologie.
Poznałem już swoje wypracowane kłamstwo
o górnolotnych krzyżach i zatrutych cierniach
i jak moi ojcowie przybili go
niczym nietoperza do ściany stodoły
aby powitał jesień i spóźnione głodne kruki
jako wydrążony żółty znak.04

Layton zaczął zabierać Leonarda na spotkania autorskie, a ten podziwiał, jak jego przyjaciel umie przyciągać uwagę, jak gestykuluje i się przechwala, a przede wszystkim jaki entuzjazm wzbudza, zwłaszcza wśród kobiet. Latem 1955 roku Layton zabrał Leonarda na Konferencję Pisarzy Kanadyjskich, która odbywała się w Kingston w prowincji Ontario, i zaprosił go na scenę, gdzie Leonard czytał swoje wiersze i grał na gitarze.

Gitara oczywiście nigdy nie stanowiła przeszkody w stosunkach z kobietami, a teraz, gdy Leonard razem z Mortem wynajęli pokój przy Stanley Street, mógł je nawet do siebie zapraszać. „Tak naprawdę tam nie mieszkaliśmy, a tylko spędzaliśmy sporo czasu, zapraszaliśmy przyjaciół”, powiedział Rosengarten o ich staroświeckim, podwójnym saloniku w wiktoriańskim pensjonacie. Matka Leonarda nie była zachwycona takim obrotem spraw, ale trudno jej było odmawiać synowi. Ich relacja zdawała się bardzo mocna i wybiegała ponad zwykłe przywiązanie matki i syna, a już na pewno różniła się od archetypicznej relacji żydowskiej matki i syna, choć Masha – według autorytetu, rabina Wilfreda Shuchata z Shaar Hashomayim – była „bardzo żydowska”. Gdy zmarł Nathan, Leonard stał się obiektem jej pobłażania, kar i całkowitego oddania. Będąc kobietą pełną życia i namiętności, zajmowała się niedołężnym mężem. Była w pewnym sensie outsiderką w kręgach Westmount, niedziwne więc, że jedyny syn (i jednocześnie najmłodsze dziecko) stał się jej oczkiem w głowie.

Leonard kochał swoją matkę. Jeśli go przytłaczała, uśmiechał się albo robił dowcipne uwagi. Nauczył się nie poddawać jej emocjonalnemu szantażowi i naleganiom, by karmić jego i jego przyjaciół o każdej porze dnia i nocy. „Matka nauczyła mnie, aby nigdy nie być okrutnym wobec kobiet”, napisał Leonard w niepublikowanym fragmencie z lat siedemdziesiątych. Nauczył się również od Mashy liczyć na oddanie i wsparcie kobiet, a kiedy relacja stawała się zbyt intensywna, na ich pozwolenie, żeby odejść – nawet jeśli nie zawsze odbywało się to bez sprzecznych emocji.


Aviva Layton, z domu Cantor, jest pełną życia blond Australijką, ostrą jak brzytwa. Wychowana w „małej, ograniczającej społeczności żydowskiej klasy średniej” w Sydney, nie mogła się doczekać, aż z niej ucieknie, i gdy tylko skończyła dwadzieścia jeden lat, zrobiła to. Chciała pojechać do Nowego Jorku. Kiedy nie została wpuszczona, ruszyła do Montrealu. Przyjaciele podali jej namiary na swojego znajomego, Freda Cogswella, poetę i redaktora kanadyjskiego magazynu literackiego „Fiddlehead”. Jak się okazało, Cogswell mieszkał w Nowej Szkocji, jakieś tysiąc trzysta kilometrów od Montrealu. „Ale”, jak opowiada, „powiedział mi, że w Montrealu jest prężna grupa poetów, których powinnam poszukać”, i dał nazwiska sześciu z nich, w tym Dudka, Scotta i Laytona. Pierwszą osobą, do której zadzwoniła, był Layton – „Nie chciałam kontaktować się z nikim, czyje nazwisko brzmiałoby choć trochę żydowsko” – a ten zaprosił ją do swojego domu w Côte-Saint-Luc, gdzie mieszkał z drugą żoną, artystką Betty Sutherland, i ich dziećmi.

Gdy Aviva przyjechała, Layton miał towarzystwo. „Wszystkie ważne osoby z kanadyjskiego literackiego świata były u niego w domu” – w tym ci z listy od Cogswella – „tylko że wtedy nie byli jeszcze ważnymi osobami, ale małą grupką. Byłam zachwycona”. Postanowiła zostać częścią grupy. Zamiar ten został udaremniony, gdy wkrótce zaczął się jej romans z Irvingiem. Miał trwać dwadzieścia lat i wydać na świat syna, ale natychmiastowym efektem było odcięcie jej od towarzystwa. „Nie mogłam wrócić do tego domu. Trwały lata pięćdziesiąte i trzeba było być bardzo ostrożnym, żeby nie wywołać skandalu; Irving uczył na zaściankowej uczelni i mógłby łatwo stracić pracę. Mieszkałam więc w Montrealu sama, a Irving odwiedzał mnie dwa albo trzy razy w tygodniu. Jedyną osobą, której Irving ufał i powiedział o naszej relacji, był Leonard, który pojawił się w moim małym mieszkanku w piwnicy.

„Irving był wtedy po czterdziestce, starszy ode mnie o dwadzieścia jeden lat, a Leonard miał dwadzieścia lat, czyli był ode mnie o rok młodszy. Nadal pamiętam, jak otworzyłam drzwi mieszkania i zobaczyłam Leonarda, który wyglądał bardzo młodo, trochę pulchnie, ale było w nim coś absolutnie wyjątkowego. Irving wcześniej mi powiedział: «Na kawę przyjedzie chłopak, który nazywa się Leonard Cohen i jest kimś szczególnym». Nigdy nie zapomnę, jak mi to powiedział, a w ustach Irvinga «ktoś szczególny» znaczyło «prawdziwy poeta». Było to pod koniec 1955 roku, a tomik Let Us Compare Mythologies (Porównajmy mitologie) miał się niebawem ukazać”.

Ta trójka regularnie spotykała się w mieszkaniu Avivy. Mimo dużej różnicy wieku między Leonardem i Laytonem – Layton mógłby być jego ojcem – zachowywali się, zdaniem Avivy, „Jak równy z równym. Wiele osób mówi, że Leonard był uczniem Irvinga – niektórzy myślą nawet, że był jego studentem, co jest całkowitą nieprawdą – albo że Irving był jego mentorem. Nie. Leonard uważał, i nadal uważa, że Irving był wielkim pisarzem i poetą, i ważnym człowiekiem w jego życiu, i przyjacielem, ale nie powiedziałabym, że Leonard w tej relacji był mniej ważnym partnerem”.

Leonard, jak powiedział Layton, „od momentu, w którym się poznaliśmy, jawił mi się jako geniusz. Nie miałem go czego uczyć. Miałem drzwi do otwarcia i zrobiłem to – drzwi do seksualnej ekspresji, wolności w wyrażaniu się i tak dalej. Kiedy drzwi były już otwarte, Leonard kroczył tą ścieżką z wielką pewnością... trochę inaczej niż ja sam”11. Aviva stwierdziła, iż „Leonard kiedyś powiedział, że Irving nauczył go pisać poezję, a on pokazał mu, jak się ubierać. Myślę, że Leonard pisał lepszą poezję, a Irving lepiej się ubierał, ale uczyli się nawzajem”. Jeśli chodzi o różnicę w pochodzeniu, mówi: „To było ciekawe. Leonard pochodził z montrealskiego Bel Air, ekskluzywnej dzielnicy, a Irving urodził się w slumsach, ale kiedy razem z Irvingiem mieliśmy wynająć dom, szukaliśmy go jak najbliżej okolicy, w której wychował się Leonard, a kiedy Leonard chciał kupić albo wynająć dom, wrócił do starej okolicy Irvinga. Irving chciał być tam, skąd uciekał Leonard, a Leonard chciał być tam, skąd uciekał Irving”.

Irving później wyznał Leonardowi, że „udało mu się znaleźć w Westmount smutek. A żeby to zrobić, trzeba być geniuszem. Potrafił dostrzec, że nie wszyscy bogaci ludzie, którym żyło się tak wygodnie, nie wszyscy plutokraci są szczęśliwi”. Geniusz, jak mówił Layton, to „umiejętność – bardzo rzadka – dostrzegania rzeczy takimi, jakie naprawdę są. Niedawanie się nabrać”12. Leonard wiele razy zabierał Irvinga i Avivę na Belmont Avenue. „Często tam jeździł i nadal miał swój pokój, w którym pomieszkiwał pomiędzy przeprowadzkami. Kiedyś, gdy nie było Mashy, zorganizowaliśmy wielką imprezę, jedną z tych szalonych, które wtedy organizowaliśmy. Ktoś zwymiotował na jej ciężkie adamaszkowe zasłony. Dom wyglądał jak po przejściu tornada. Pamiętam, jak poszłam z Leonardem do kuchni, a on otworzył szuflady i pokazał nam, że Masha trzymała każdy spinacz, gwóźdź i sznurek, jakie kiedykolwiek pojawiły się w domu”05.

Kiedy Aviva poznała Leonarda, powiedział jej coś, czego, jak mówi, „on może nie pamiętać, ale ona pamięta doskonale. Powiedział jej, że studiował prawo na McGill i któregoś dnia, gdy się uczył, spojrzał w lustro i nie zobaczył własnego odbicia. Wtedy zrozumiał, że akademickie życie, nieważne, w jakiej postaci, nie jest dla niego”. Rok później, gdy otrzymał dyplom licencjata, zdobył kolejną literacką nagrodę The Petersen Memorial Prize, gdy jego tekst ukazał się na okładce „The Forge” w marcu 1956 roku, a przede wszystkim gdy opublikował pierwszy tomik poezji, Let Us Compare Mythologies, Leonard zapisał się na Uniwersytet Columbia i porzucił Montreal dla Manhattanu.


02 Tinkie wtedy jeszcze żył; zniknął, gdy Leonard miał szesnaście lat, podczas samotnego spaceru w zamieci śnieżnej.

03 Ciekawe, że na tej samej stronie co Ludowa piosenka Leonarda znajdował się rysunek ptaka na uwięzi, który nie był jego autorstwa.

04 Wszystkie cytaty w tej książce, przy których nie podano nazwiska tłumacza, przełożyła Magdalena Bugajska.

05 Szuflada, jak Leonard opisał ją w Ulubionej grze, zawierała również: „ogarki świec zebrane podczas wielu lat szabatów”, „mosiężne klucze do zamków, które zostały zmienione”, „wykałaczki, których nigdy nie używali” i „zepsute nożyczki”.

 

Pierwszy tomik poezji Cohena

 

4


ZACZĄŁEM KRZYCZEĆ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

5


MĘŻCZYZNA, KTÓRY MÓWI ZŁOTYM JĘZYKIEM

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

6


DOŚĆ JUŻ UPADŁYCH BOHATERÓW

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

7


PROSZĘ, ZNAJDŹ MNIE, MAM PRAWIE 30 LAT

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

8


DŁUGIE GOLENIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

9


JAK ZABIEGAĆ O DAMĘ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

10


KURZ DŁUGIEJ, BEZSENNEJ NOCY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

11


TAO KOWBOJA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

12


O, UCZYŃ MI MASKĘ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

13


ŻYŁY WYSTAJĄ JAK AUTOSTRADY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

14


TARCZA PRZECIWKO WROGOWI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

15


KOCHAM CIĘ, LEONARDZIE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

16


ŚWIĘTY RODZAJ ROZMOWY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

17


ALLELUJA ORGAZMU

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

18


MIEJSCA, W KTÓRYCH ZWYKŁEM GRYWAĆ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

19


JEREMIASZ W TIN PAN ALLEY

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

20


Z TEGO ZŁAMANEGO WZGÓRZA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

21


MIŁOŚĆ I KRADZIEŻ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

22


PODATKI, DZIECI, STRACONE CIPKI

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

23


PRZYSZŁOŚĆ ROCK’N’ROLLA

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

24


JESTEM TU, JESTEM TWOIM MĘŻCZYZNĄ

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

25


PODRĘCZNIK ŻYCIA PO PORAŻCE

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

EPILOG


 

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

NOTA OD AUTORKI


 

Słońce zachodziło, więc przenieśliśmy się do środka, do kuchni, gdzie Leonard zaczął częstować mnie jedzeniem i piciem. Herbata, koniak, wino, hot dog a może jajecznica? Wreszcie stanęło na latte i Leonard podał je w dwóch kubkach, które jego wytwórnia płytowa zamówiła jakieś dwadzieścia lat wcześniej z okazji promocji albumu The Future. Kiedy siedzieliśmy, popijając kawę przy małym kuchennym stole przysuniętym do ściany obok otwartego okna, przez które wpadała lekka bryza, zapytał, jak układają się sprawy książki. Książki, powinnam dodać, o której napisanie ani możliwość przeczytania mnie nie prosił, co nie znaczy, że odmówił mi wsparcia przy jej powstawaniu. Po prostu podtrzymywał rozmowę. Zrozumiałam, że interesuje go tylko to, aby nie powstała hagiografia i aby autorka nie zmarła z głodu, a przynajmniej nie wtedy, gdy on jest w pobliżu. „Dobrze się zastanów, zanim odpowiesz”, powiedział tym swoim poważnym głosem. „Czy chcesz gałkę lodów do kawy?”.

Napisać biografię, zwłaszcza kogoś, kto jeszcze żyje, znaczy zanurzyć się w życiu tej osoby tak bardzo, że pewnie kwalifikuje się to do leczenia w zakładzie psychiatrycznym. Bez tolerancji, zaufania, szczerości, hojności i humoru Leonarda Cohena ta książka nie byłaby tym, czym jest. To samo można powiedzieć o jego menedżerze Robercie Korym. Jestem im obu dozgonnie wdzięczna. Mam też dług wdzięczności wobec ponad setki ludzi – przyjaciół, rodziny, współpracowników, muzyków, muz, pisarzy, producentów muzycznych, wydawców, kochanek, rabinów i mnichów – którzy zgodzili się udzielić mi wywiadów. Ich nazwiska – niektóre osób dobrze znanych, a niektóre takich, które po raz pierwszy rozmawiały z biografem – można znaleźć w źródłach, na początku opisu każdego rozdziału, w którym pojawiają się ich historie i uwagi.

Wiele z rozmów okazało się czymś więcej niż zwykłym spełnieniem obowiązku i oprócz ciągłej zachęty i wsparcia osoby te udostępniły mi także swoje archiwa, listy, pamiętniki, książki adresowe i zdjęcia. Ci, którym należą się specjalne podziękowania, to: Marianne Ihlen, Aviva Layton, Rebecca De Mornay, Suzanne Elrod, Julie Christensen, Perla Batalla, Anjani Thomas, Judy Collins, Steve Sanfield, Roscoe Beck, Bob Johnston, Chris Darrow, Dan Kessel i Steve Sanfield; a także Thelma Blitz za jej pamiętniki i kontakty; Ron Cornelius za kopie dzienników i opowiadań, które pisał podczas tras koncertowych z Leonardem; Ian Milne za puszczanie mi z magnetofonu szpulowego rzadkich nagrań, które zrobił podczas koncertów Leonarda w szpitalach psychiatrycznych; i Henry Zemel za płytę CD, na którą skopiował dla mnie jeszcze wcześniejsze nagranie, z połowy lat sześćdziesiątych, na którym Leonard gra ze swoim przyjacielem.

Biografie mają wiele wspólnego z opowiadaniami detektywistycznymi, oczywiście nie mówię o trupie. Mnóstwo czasu poświęca się na chodzenie, pukanie do drzwi, poszukiwanie nowych informacji, weryfikowanie każdej dwa albo trzy razy, ustalanie motywów i sprawdzanie alibi. Ponieważ Leonard tak często się przenosił – pod względem geograficznym, duchowym i każdym innym – przemierzyłam setki mil, ale także postawiło to przede mną wiele wyzwań. Miałam ogromne szczęście spotkać ludzi chętnych do pomocy, którym raz jeszcze serdecznie dziękuję. W Montrealu byli to: rabin Shuchat i Penni Kolb z Shaar Hashomayim; Honora Shaughnessy ze Stowarzyszenia Absolwentów McGill; kuzyn Leonarda, zmarły niedawno David Cohen; Mort Rosengarten; Arnold Steinberg; Erica Pomerance; Penny Lang; Suzanne Verdal; Phil Cohen; Jack Locke; Janet Davis; Dean Davis; Sue Sullivan; Rona Feldman; Melvin Heft; Malka Marom; Gavin Ross i dziennikarz Juan Rodriguez, który był tak hojny, że przekazał mi swoje archiwum wycinków o Leonardzie.

Jestem bardzo wdzięczna pisarzowi producentowi z Kalifornii, Harveyowi Kubernikowi, który szczodrze obdarzył mnie swoimi wspomnieniami, kontaktami i starymi wywiadami; również w Kalifornii fotograf Joel Bernstein podzielił się swoimi opowieściami i zdjęciami; Robert Faggen oderwał się od pisania biografii Kena Keseya, żeby zaprowadzić mnie (po drodze zahaczając o strzelnicę, gdzie pokazał mi, jak używać broni) do klasztoru na Mount Baldy; Andy Lesko, Arlett Vereecke i Colleen Browne pomogli mi nie zwariować; a wywiadów udzielili Ronee Blakely, David Crosby, Hal Blaine, Rufus Wainwright, Jackson Browne, rabin Mordecai Finley, mnichowie Daijo i Kigen, Jac Holzman, Sharon Robinson, Sharon Weisz, Larry Cohen, Paul Body, Sean Dixon, Peter Marshall, Chris Darrow, Chester Crill, David Kessle i David Lindley. (Biografowie zawsze lamentują na temat tych, którzy im się wymknęli; ja byłam zasmucona, że do listy nie udało mi się dołączyć Joni Mitchell, Jennifer Warnes i Phila Spectora. Próbowałam).

W Nowym Jorku mogłam cieszyć się wspaniałym towarzystwem i wsparciem Randy’ego Haeckera z Sony Legacy; Toma Tierneya, dyrektora Sony Music Archives Library (Biblioteki Muzycznych Archiwów Sony) – ich dokumentacja sesji z Columbia Studio dała mi bezcenne informacje na temat nagrań pierwszych siedmiu albumów Leonarda; Danny’ego Fieldsa; Dicka i Lindy Straub; moich rozmówców ze Wschodniego Wybrzeża: Johna Simona, Johna Lissauera, Hala Willnera, Boba Fassa, Terese Coe, Liberty, Larry’ego Cohena, Harry’ego „Ratso” Slomana i Philipa Glassa oraz mojego menedżera, mojej opoki i wieloletniego przyjaciela, Stevena Saporta.

W Nashville bardzo pomogli mi John Lomax III, Charlie Daniels, Kris Kristofferson i Christian Oliver, a w wielu innych amerykańskich miastach, których nie wspomniałam, wywiadów udzielili mi Leanne Ungar, Black Francis, John Bilezikjian i Murray Lerner.

W Wielkiej Brytanii i Europie miałam szczęście, że wspierała mnie Helen Donlon, przyjaciółka, badaczka i redaktorka książek; dzięki niej odnalazłam ludzi, którzy pomogli mi wypełnić luki w opowieściach o wczesnych latach Leonarda na Hydrze, w Londynie i Nowym Jorku. Byli to: Barry Miles, Richard Vick, Terry Oldfield, Jeff Baxter, Ben Olins, Don Wrefordoraz George i Angelika Lialios. Na wielkie podziękowania zasłużyli również Kevin Howlett z BBC, Richard Wootton, Kari Hesthamar oraz Tony Palmer, Joe Boyd, Tom Maschler, Rob Hallett, Ratnesh Mathur oraz Charley i Hattie Webb za udzielone mi wywiady.

Mówią, że charakter człowieka oceniać można na podstawie towarzystwa, w którym się obraca, i to samo można powiedzieć o fanach muzyków. Piszę o muzykach od wielu lat i miałam styczność z wieloma fanami, ale niewielu okazało się tak dobrze poinformowanych oraz służących wiedzą, jak wielbiciele Leonarda. Wdzięczność należy się mojemu nieoficjalnemu, międzynarodowemu zespołowi cohenologów, który zawsze był gotowy odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania i wyciągnąć z kapelusza jakąś niespodziankę. Szczególnie pomogli mi Jarkko Arjatsalo, założyciel i opiekun LeonardCohenFiles.com – Leonard nazywa go „Sekretarzem Generalnym partii” – strony, z którą Leonard współpracuje; Allan Showalter, psychiatra i błyskotliwy webmaster 1heckofaguy.com, strony, na którą często zagląda Leonard; Tom Sakic z LeonardCohenCroatia.com; Marie Mazur ze Speaking Cohen; pisarz John Etherington; żydowski uczony Doron B. Cohen oraz Jim Devlin, autor trzech książek o Leonardzie Cohenie, który mimo wszystko znalazł czas, żeby pomóc w powstaniu mojej.

Pomocy udzieliło mi również bardzo wielu muzycznych dziennikarzy, którzy wkraczali zawsze w odpowiednim momencie, przynosząc potrzebne mi wycinki prasowe lub alkohol, radząc i dodając otuchy. Kilku z nich dobrowolnie – nie musiałam wykorzystywać swoich nowo nabytych umiejętności strzeleckich – podjęło się przeczytania i zaopiniowania tej książki w jej pierwszej wersji. Inny wkroczył, gdy w ostatniej chwili trzeba było wprowadzić niezbędne poprawki. Tak, jestem nieobiektywna, uwielbiam dziennikarzy muzycznych i mam zamiar niedługo powrócić do tego zawodu (oczywiście godząc to z moją karierą grającej na ukulele autorki piosenek i wokalistki występującej przed publicznością, którą w dobre dni można zliczyć na palcach dwóch rąk). Proszę też, aby pokłony w podzięce za różnoraką pomoc zechcieli przyjąć Phil Sutcliffe, Johnny Black, Fred Dellar, Peter Silverton, Joe Nick Patoski, Lucy O’Brien, Paul Trynka, Rob O’Connor, Jonathan Cott, Fred de Vries i Phil Alexander oraz wszyscy z najlepszego na świecie magazynu muzycznego „MOJO”, szczególne Brian Cullman, Michael Simmons i Neil Spencer.

Dziękuję swojej agentce Sarah Lazin; jej asystentce Manueli Jessel oraz niewzruszonemu Julianowi Alexandrowi z Wielkiej Brytanii. Moja książka ma trzech różnych anglojęzycznych wydawców – Ecco w Stanach Zjednoczonych, McClelland & Stewart w Kanadzie oraz Jonathan Cape w Wielkiej Brytanii – i nie mogłabym trafić lepiej. Uważam się za niezwykłą szczęściarę, mając jako wydawcę i głównego edytora Dana Franklina z oficyny Jonathan Cape w Lodynie. Jestem bardzo wdzięczna Danowi i jego asystentowi Stevenowi Messerowi za ich opiekę i wsparcie oraz kawał roboty, jaki wykonali. Moje najszczersze podziękowania i wyrazy wdzięczności przekazuję również Danielowi Halpernowi i Libby Edelson z Ecco oraz Ellen Seligman z McClelland. Brawa także należą się niestrudzonym adiustatorom i korektorom.

Przede wszystkim jednak dziękuję ci, Leonardzie Cohenie, za to, że byłeś tak uprzejmy i wydałeś swoją pierwszą płytę w chwili, gdy weszłam w wiek dojrzewania, za trwające od tamtej chwili ciągłe oświecanie i wzruszanie mnie swoją muzyką i słowem, za zgodę na opowiedzenie o twojej grze na ukulele i za prowadzenie wyjątkowego życia, które w ciągu ostatnich kilku lat nie dawało mi chwili wytchnienia. Cóż mogę powiedzieć? Impreza była znakomita. Teraz wybaczcie, ale muszę opróżnić popielniczki i wynieść puste butelki. Słyszę, że niedługo znów ruszasz w trasę. Dobrze. Potrzebujemy cię. Mam nadzieję, że zobaczę cię gdzieś po drodze.

Sylvie Simmons
San Francisco, 2012

 

ŹRÓDŁA


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z wywiadów autorki z Leonarden Cohenem. Wywiady te oznaczono w źródłach inicjałami S.S. oraz datą rozmowy.

PROLOG

S.S. 2001.

1. URODZONY W GARNITURZE

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Davidem Cohenem, Mortem Rosengartenem, Arnoldem Steinbergiem, rabinem Wilfredem Shuchatem.

Książki i dokumenty:

Miriam Chapin, Quebec Now, Ryverson Press, 1955.

L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, Omnibus, 1990.

Leonard Cohen, The Favourite Game, Secret & Warburg 1963 (Wielka Brytania); 1965, Viking (Stany Zjednoczone); edycja polska: Ulubiona gra, przeł. Paweł Lipszyc, Kameleon 2003.

Archiwum Leonarda Cohena, Thomas Fisher Rare Books Library, University of Toronto, Kanada (dalej zwane Archiwum).

Ira B. Nadel, Various Position, Bloomsbury, 1996; edycja polska: Różne postawy. Życie Leonarda Cohena, przeł. Wojciech Fladziński, Prószyński i S-ka, 2000.

Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen. Portrait of a Poet, a Friendship and a Film, Souvenir Press, 2001.

Tytuł rozdziału: cytat z rozmowy Leonarda Cohena z S.S., 2001.

Przypisy:

1 S.S. 2001.

2 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen. Portrait of a Poet, a Friendship and a Film, dz.cyt.

3 Tamże.

4 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, 21.08.1991, przedruk w „Throat Culture”, 1992, na angielski przeł. Sophie Miller.

5 Tamże.

6 William Ruhlmann, The Stranger Music of Leonard Cohen, „Goldmine”, 19.02.1993.

7 S.S. 2001.

8 S.S. 2001.

9 Miriam Chapin, Quebec Now, dz.cyt.

10 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

11 Archiwum (dokument niedatowany, prawdopodobnie późne lata pięćdziesiąte).

12 L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, dz.cyt.

13 Pamela Andriotakis i Richard Oulahan, „People”, 14.01.1980.

14 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

15 Arthur Kurzweil, A Conversation with Leonard Cohen, „Jewish Book Club”, 1994.

16 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

17 Archiwum (dokument niedatowany, prawdopodobnie późne lata pięćdziesiąte).

2. DOM KOBIET

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Mortem Rosengartenem, Davidem Cohenem, Steve’em Brewerem, Roną Feldman, Philem Cohenem, Nancy Bacal.

Książki i dokumenty:

Autor anonimowy, 25 Lessons in Hypnotism. How to Become an Expert Operator, niedatowana, Archiwum.

Miriam Chapin, Quebec Now, dz.cyt.

Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

Leonard Cohen, The Juke-Box Heart. Excerpt from a Journal, fragment niepublikowany, niedatowany, Archiwum.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Mordecai Richler, Home Sweet Home. My Canadian Album, Chatto & Windus 1984.

Mordecai Richler, Oh Canada! Oh Quebec!, Penguin Books Canada 1992.

Sprawozdania z obozów letnich, Archiwum.

„Vox Ducum”, rocznik Westmount High School, wydania 1950 i 1951.

Przypisy:

1 Autor anonimowy, 25 Lessons in Hypnotism, dz.cyt.

2 Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

3 Brian D. Johnson, „Mclean’s”, 7.12.1992.

4 Mordecai Richler, Oh Canada! Oh Quebec!, dz.cyt.

5 Archiwum.

6 Cohen, wywiad z Bruce’em Headlamem, „Saturday Night”, 12.1997.

7 Archiwum.

8 Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

9 Archiwum.

10 Federico Garcia Lorca, Divan Del Tamarit (Gazela porannego targu), 1936, opublikowane w: Federico Garcia Lorca, Poezje wybrane, przeł. Jerzy Ficowski, PIW 1975.

11 Marco Adria, „Aurora”, 06.1990.

12 Arthur Kurzweil, A Conversation with Leonard Cohen, dz.cyt.

13 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

14 Cohen, przemówienie podczas ceremonii rozdania Nagród Księcia Asturii, 21.10.2011.

15 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

16 S.S. 2011.

17 S.S. 2001.

18 Tamże.

19 Cohen, przemówienie podczas ceremonii rozdania Nagród Księcia Asturii, 21.10.2011.

20 Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

3. DWADZIEŚCIA TYSIĘCY WERSÓW

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Mortem Rosengartenem, Nancy Bacal, Arnoldem Steinbergiem, Davidem Cohenem, Steve’em Brewerem, Deanem Davisem, Janet Davis, Melvinem Heftem, rabinem Wilfredem Shuchatem, Avivą Layton.

Książki, filmy, publikacje i dokumenty:

„CIV/n”, nr 5, 1954; nr 6, 1955.

„The Forge”, 03.1955; 03.1956.

Irving Layton, The Love Poems of Irving Layton. With Reverence and Delight, 1984.

Archiwum.

Lian Lunson, Leonard Cohen. I’m Your Man, Lionsgate 2006.

Hugh MacLennan, Two Solitudes, 1945.

Archiwa absolwentów McGill University, McGill University Rare Books Library.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

„Vox Ducum”, rocznik Westmount High School, wydanie 1951.

Ruth Wisse, My Life Without Leonard Cohen, „Commentary”, 10.1995.

Tytuł rozdziału: z rozmowy S.S. z Mortem Rosengartenem, 2009.

Przypisy:

1 „Vox Ducum”, 1951.

2 Archiwum.

3 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

4 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

5 Ruth Wisse, My Life Without Leonard Cohen, „Commentary”, dz.cyt.

6 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

7 Tamże.

8 Cohen, Przemówienie podczas pogrzebu Irvinga Laytona, 01.2006.

9 Cohen w filmie dokummentalnym Lian Lunson, Leonard Cohen. I’m Your Man, Lionsgate, 2005.

10 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

11 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

12 Tamże.

4. ZACZĄŁEM KRZYCZEĆ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Avivą Layton, Mortem Rosengartenem, Arnoldem Steinbergiem, Philem Cohenem, Henrym Zemelem, Davidem Cohenem.

Książki, dokumenty i publikacje:

Leonard Cohen, A Ballet of Lepers, Archiwum.

Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

Leonard Cohen, Let Us Compare Mythologies, 1956.

Leonard Cohen, The Spice-Box of Earth, 1961.

L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, dz.cyt.

Listy, Archiwum.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Georgianna Orsini, An Imperfect Lover. Poems and Watercolours, Cavankerry, 2002.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Rites, w: Let Us Compare Mythologies, dz.cyt.

Przypisy:

1 Cohen, For Wilf and His House, w: Leonard Cohen, Let Us Compare Mythologies, dz.cyt.

2 L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, dz.cyt.

3 Anonimowy cytat; tamże, s. 80.

4 Milton Wilson, recenzja Let Us Compare Mythologies, „Canadian Forum” 03.1956.

5 Allan Donaldson, recenzja Let Us Compare Mythologies, „Fiddlehead” 30.11.1956.

6 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

7 Leonard Cohen, Let Us Compare Mythologies, McClelland & Stewart, wyd. 2006.

8 S.S. 2001.

9 Tamże.

10 Tamże.

11 Tamże.

12 Synergie, Jean-Luc Esse and Leonard Cohen, audycja radiowa, France-Inter, 10.1977, przeł. Nick Halliwell.

13 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

14 Archiwum, folder 5.

15 S.S. 2001.

16 Tamże.

17 Tamże.

18 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

19 Orsini, 2004.

20 Archiwum, pudełka 1 i 3.

21 William Ruhlmann, The Stranger Music of Leonard Cohen, dz.cyt.

22 Archiwum.

23 Gavin Martin, „NME”, 01.1993.

24 Irving Layton w rozmowie z Ianem Pearsonem, „Saturday Night”, 03.1993.

5. MĘŻCZYZNA, KTÓRY MÓWI ZŁOTYM JĘZYKIEM

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Nancy Bacal, Mortem Rosengartenem, Steve’em Sanfieldem, Georgem Lialiosem, Angeliką Lialios, Marianne Ihlen.

Książka:

Kari Hesthamar, So Long, Marianne. Ei Kjaerleikshistorie, Spartacus 2008.

Tytuł rozdziału: z rozmowy z Marianne Ihlen z S.S., 2010.

Przypisy:

1 Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

2 Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, red. Sam Solecki, Key Porter Book, 1998.

3 Cohen, list do redaktora wydawnictwa McClelland & Stewart Claire Pratt, 21.07.1959, Archiwum.

4 S.S. 2001, do artykułu Heroes’ Heroes, w „MOJO”, 03.2002.

5 S.S. 2001.

6 Richard Goldstein, „Village Voice”, 28.12.1967, przedruk w Goldstein’s Greatest Hits. A Book Mostly About Rock’n’Roll, AbeBooks 1970.

7 S.S. 2011.

8 Arthur Kurzweil, A Conversation with Leonard Cohen, dz.cyt.

9 S.S. 2001.

10 Cohen, list do Laytona, 21.04.1963, Archiwum.

11 Cohen, Kari Hesthamar, wywiad dla norweskiej stacji radiowej, 2005.

12 Cohen, list do Marianne Ihlen, 24.12.1960.

6. DOŚĆ JUŻ UPADŁYCH BOHATERÓW

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Steve’em Sanfieldem, Marianne Ihlen, Avivą Layton, Nancy Bacal, Richardem Vickiem, George’em Lialiosem, Barrym Milesem.

Książki, filmy i dokumenty:

Donald Brittain i Don Owen, Ladies and Gentlemen… Mr. Leonard Cohen, film dokumentalny, 1965.

The Canadian Encyclopedia (online).

Leonard Cohen, Beautiful Losers, 1966; edycja polska: Piękni przegrani, przeł. Anna Kołyszko, Sic!, 2005.

Leonard Cohen, Flowers for Hitler, 1964.

Leonard Cohen, The Spice-Box of Earth, dz.cyt.

Archiwum.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen i Irving Layton, Enough of Fallen Heroes, niepublikowany materiał dla telewizji, 1961.

Przypisy:

1 Cohen, list do Desmonda Paceya, 23.02.1961, Archiwum.

2 Cohen, list do Jacka McClellanda, 12.10.1960, Archiwum.

3 Lorca, list do rodziców, 5.04.1930, cytowany w: Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

4 Donald Brittain i Don Owen, Ladies and Gentlemen… Mr. Leonard Cohen, film dokumentalny, 1965.

5 Rozmowa z Nadel, 1994.

6 Tamże.

7 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

8 Tamże.

9 Cohen, Spice-Box of Earth, pierwsze wydanie, obwoluta.

10 Robert Weaver, „Toronto Daily Star”, 10.06.1961.

11 David Bromige, „Canadian Literature”, jesień 1961.

12 Cohen, wywiad radiowy z Kari Hesthamar, 2005.

13 Cohen, list do Laytona, 15.10.1962, Archiwum.

14 Robin Pike, „ZigZag”, 10.1974.

7. PROSZĘ, ZNAJDŹ MNIE, MAM PRAWIE 30 LAT

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Ericą Pomerance, Suzanne Verdal, Marianne Ihlen, Avivą Layton, Dennisem Lee, Allanem Showalterem, Mortem Rosengartenem.

Książki i publikacje:

Leonard Cohen, The Favourite Game, dz.cyt.

Leonard Cohen, Flowers for Hitler, dz.cyt.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Michael Ondaatje, Leonard Cohen, McClelland & Stewart 1970.

Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

T.F. Rigelhof, This Is Our Writing, Porcupine’s Quill, 1998.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Marita, w: Selected Poems 1956–1968, Jonathan Cape 1969.

Przypisy:

1 Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

2 T.F. Rigelhof, This Is Our Writing, dz.cyt.

3 Danny Fields, „Soho Weekly News”, 12.1974.

4 Sarah Hampson, „Globe and Mail”, 25.05.2007.

5 Tamże.

6 Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

7 Cohen, list do McClellanda, 08.1963, Archiwum.

8 Cohen, cytując rozmowę z 1984 roku z Walterem Yetnikoffem w rozmowie z S.S., 2001.

9 Cohen, list do McClellanda, 07.1963, Archiwum.

10 Cohen, list do McClellanda, 03.1964, Archiwum.

11 Cohen, list do McClellanda, 9.09.1963, opublikowany w: Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

12 Cohen, list do McClellanda, 2.09.1964, opublikowany w: Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

13 Cohen, list do McClellanda, 9.09.1963, opublikowany w: Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

14 Sandra Djwa, „Ubyssey”, 3.02.1967.

15 Tamże.

16 Milton Wilson, „Toronto Quarterly”, 07.1965.

17 Paul Kennedy, The Story of Suzanne, CBC TV Canada, 2006.

18 Ian Pearson, „Saturday Night”, 03.1993.

19 Wywiad z Kevinem Howlettem, Leonard Cohen. Tower of Song, BBC Radio One, 7.08.1994.

20 Brian D. Johnson, „Maclean’s”, 11.06.2008.

21 Richard Goldstein, „Village Voice”, 28.12.1967.

22 Susan Lumsden, Leonard Cohen Wants the Unconditional Leadership of the World, 12.09.1970, przedruk w: Michael Gnarowski, Leonard Cohen. The Artist and His Critics, McGraw-Hill Ryerson 1976.

23 Cohen, list do redaktora wydawnictwa Yilin Press, Chiny, w sprawie wstępu do chińskiego wydania powieści Beautiful Losers, 02.2000, Archiwum.

24 Tamże.

25 Cohen, list do McClellanda, 20.03.1965, Archiwum.

26 Susan Lumsden, Leonard Cohen Wants..., dz.cyt.

27 Jon Ruddy, „Maclean’s”, 1.10.1966.

28 Richard Goldstein, „Village Voice”, 28.12.1967.

29 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

30 Cohen, list do McClellanda, 08.1965, Archiwum.

8. DŁUGIE GOLENIE

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Judy Collins, Bobem Fassem, Jacem Holzmanem, Marianne Ihlen, Penny Lang, Tomem Maschlerem, Henrym Zemelem.

Książki i filmy:

Donald Brittain i Don Owen, Ladies and Gentlemen… Mr. Leonard Cohen, film dokumentalny, 1965.

Leonard Cohen, Beautiful Losers, dz.cyt.

Leonard Cohen, Parasites of Heaven, 1966.

Kari Hesthamar, So Long, Marianne. Ei Kjaerleikshistorie, dz.cyt.

Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

Harry Rasky, Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, w: Donald Brittain i Don Owen, Ladies and Gentlemen… Mr. Leonard Cohen, film dokumentalny, 1965.

Przypisy:

1 Sandra Djwa, „Ubyssey”, 3.02.1967.

2 Wywiad dla CBC z Phyllis Webb, cytowany w: Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

3 Jack McClelland, list do Cohena, 06.1965, przedruk w: Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

4 Jack McClelland, list do Cohena, 05.1966, przedruk w: Jack McClelland, Imagining Canadian Literature. The Selected Letters of Jack McClelland, dz.cyt.

5 Nicolas Walter, „Times Literary Supplement”, 23.04.1970.

6 Irving Layton, „Chatelaine”, 09.1983.

7 Barbara Amiel, „Maclean’s”, 18.09.1978.

8 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, 1992, wydanie poprawione, Da Capo 2003.

9 Nadel, 2000.

10 Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

11 Cohen, wywiad z Adrienne Clarkson, Take 30, CBC TV, 1966.

12 Robert Fulford, „Toronto Daily Star”, 1966.

13 Jon Ruddy, „Maclean’s”, 1.10.1966.

14 Wywiad w audycji The John Hammond Years, BBC, 20.09.1986.

15 Leonard Cohen, wkładka do płyty The Best of Leonard Cohen, 1975.

16 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (2003).

17 Cohen, list do Marianne Ihlen, 4.12.1966, przedruk w: Kari Hesthamar, So long, Marianne, dz.cyt.

18 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

19 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen. Portrait of a Poet, a Friendship and a Film, dz.cyt.

20 Cohen, list do Marianne Ihlen, 12.1966, przedruk w: Kari Hesthamar, So long, Marianne, dz.cyt.

9. JAK ZABIEGAĆ O DAMĘ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Judy Collins, Davidem Crosbym, Dannym Fieldsem, Lou Reedem, Jacksonem Browne’em, Bobem Johnstonem, Johnem Simonem, Jacem Holzmanem, Avivą Layton, Thelmą Blitz, Larrym Cohenem, Bobem Fassem, Marianne Ihlen, Juanem Rodriguezem, Joelem Bernsteinem, Nancy Bacal, Ericą Pomerance.

Książki, filmy i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Patti Smith, Just Kids, Ecco 2010; edycja polska: Poniedziałkowe dzieci, Wydawnictwo Czarne, 2012.

John Hammond i Irving Townsend, On Record, Ridge Press / Penguin US i UK, 1981.

Kari Hesthamar, So Long, Marianne. Ei Kjaerleikshistorie, dz.cyt.

Telewizyjny wywiad z Mary Martin, Louise Scruggs Memorial Forum, Country Music Hall of Fame, 17.11.2009.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen podczas koncertu w Henderson Hospital, Wielka Brytania, 08.1970.

Przypisy:

1 Leonard Cohen podczas koncertu w Henderson Hospital, Wielka Brytania, 08.1970, nagranie Iana Milne.

2 Reed, rozmowa z autorką, 2005.

3 Browne, rozmowa z autorką, 2008.

4 Tamże.

5 Tamże.

6 Tamże.

7 Tamże.

8 John Walsh, „MOJO”, 09.1994.

9 Wstęp do wykonania Joan of Arc, Paryż, 20.10.1974, leonardcohen-prologues.com.

10 Tamże.

11 Wstęp do koncertu w Henderson Hospital, Wielka Bytania, 08.1970.

12 Patti Smith, Just Kids, dz.cyt.

13 John Hammond i Irving Townsend, On Record, dz.cyt.

14 Cohen, list do Marianne Ihlen, 23.02.1967 roku, prywatna kolekcja Ihlen.

15 Cohen, list do Marianne Ihlen, 9.04.1967 roku, prywatna kolekcja Ihlen.

16 Tamże.

17 Cohen, list do Marianne Ihlen, 12.04.1967 roku, prywatna kolekcja Ihlen.

18 John Hammond i Leonard Cohen, wywiad radiowy dla BBC, 20.09.1986.

19 Tamże.

20 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen. Portrait of a Poet, a Friendship and a Film, dz.cyt.

21 Layton, rozmowa z autorką.

22 Robert Enright, „Border Crossing 7”, 02.2001.

23 Mark Ellen, „Word”, 07.2007.

24 Robert Enright, „Border Crossing”, 2001.

25 Robert Fulford, This Was Expo, McMaster Libraries, 1968.

26 Leonard Cohen, wkładka do płyty Greatest Hits / The Best of Leonard Cohen, 1975.

27 Simon Houpt, „Globe and Mail”, 27.02.2009.

28 John Hammond i Irving Townsend, On Record, dz.cyt.

29 Susan Nunziata, „Billboard”, 28.11.1998.

10. KURZ DŁUGIEJ, BEZSENNEJ NOCY

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Johnem Simonem, Marianne Ihlen, Dannym Fieldsem, Steve’em Sanfieldem, Davidem Lindleyem, Chrisem Darrowem, Chesterem Crillem.

Książki, dokumenty i filmy:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Armelle Brusq, Leonard Cohen. Portrait. Spring 96, film dokumentalny, 1997.

Kari Hesthamar, So Long, Marianne. Ei Kjaerleikshistorie, dz.cyt.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, One of Us Cannot Be Wrong, Songs of Leonard Cohen, 1968.

Przypisy:

1 S.S. 2001.

2 Leonard Cohen, This is for you (To dla ciebie), później opublikowany w Stranger Music. Selected Poems and Songs, 1993.

3 Armelle Brusq, Leonard Cohen. Portrait. Spring 96, film dokumentalny, 1997.

4 S.S. 2001.

5 Paul Grescoe, „Montreal Gazette”, 10.02.1968.

6 John Hammond i Leonard Cohen, wywiad radiowy dla BBC, 20.09.1986.

7 Wstęp do koncertu w Antwerpii, 04.1988, leonardcohen-prologues.com.

8 Arthur Schmidt, „Rolling Stone”, 2.09.1971.

9 Donal Henahan, „New York Times”, 29.01.1968.

10 Karl Dallas, „Melody Maker”, 17.02.1968.

11 Tamże.

12 Tamże.

13 Jacoba Atlas, „Beat”, 9.03.1968.

14 Willian Kloman, „New York Times”, 28.01.1968.

15 „Playboy”, 11.1968.

11. TAO KOWBOJA

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Davidem Crosbym, Bobem Johnstonem, Marianne Ihlen, Terese Coe, Liberty, Thelmą Blitz, Dannym Fieldsem, Krisem Kristoffersonem, Steve’em Sanfieldem, Richardem Vickiem, Terrym Oldfieldem, Henrym Zemelem, Billem Donovanem, Ronem Corneliusem, Charliem Danielsem.

Książki, filmy i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Leonard Cohen, Selected Poems 1956–1968, dz.cyt.

Bob Dylan, Chronicles. Volume One, Simon & Schuster, 2004; edycja polska: Moje kroniki. Część 1, przeł. Jacek Sikora, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2006.

Lian Lunson, Leonard Cohen. I’m Your Man, film dokumentalny, Lionsgate, 2005.

Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

Przypisy:

1 Wstęp do koncertu w Paryżu, 6.06.1976, leonardcohen-prologues.com.

2 Wstęp do koncertu w Norymberdze, 10.05.1988, leonardcohen-prologues.com.

3 Lian Lunson, Leonard Cohen. I’m Your Man, film dokumentalny, Lionsgate, 2005.

4 Bob Dylan, Chronicles. Volume One, dz.cyt.

5 Rainer Blome, przeł. Nick Townsend, „Sounds”, 1969.

6 Wstęp do koncertu w Henderson Hospital, Wielka Bytania, 08.1970.

7 Leonard Cohen, Selected Poems 1956–1968, obwoluta do pierwszego wydania w Stanach Zjednoczonych, Viking, 1968.

8 Michael Ondaatje, Leonard Cohen, dz.cyt.

9 S.S. 2001.

10 Rainer Blome, przeł. Nick Townsend, „Sounds”, 1969.

11 Michael Harris, „Duel”, zima 1969.

12 Tamże.

13 S.S. 2001.

14 Alec Dubro, „Rolling Stone”, 17.05.1969.

15 William Kloman, „New York Times”, 27.04.1969.

12. O, UCZYŃ MI MASKĘ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Suzanne Elrod, Davidem Cohenem, Steve’em Sanfieldem, Dannym Fieldsem, Bobem Johnstonem, Charliem Danielsem, Ronem Corneliusem, Mortem Rosengartenem, Billem Donovanem, Ianem Milne’em, Krisem Kristoffersonem, Jeffem Dexterem, Murrayem Lernerem.

Film i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Murray Lerner, Leonard Cohen. Live at the Isle of Wight 1970, CD i film dokumentalny, Columbia Legacy, 2009.

Tytuł rozdziału: Dylan Thomas, O Make Me a Mask (O, uczyń mi maskę), 1938.

Przypisy:

1 Paul Saltzman, Famous Last Words from Leonard Cohen, „Maclean’s”, 06.1972.

2 Archiwum.

3 Pamela Andriotakis i Richard Oulahan, „People”, dz.cyt.

4 Archiwum.

5 S.S. 2001.

6 Gavin Martin, „NME”, 19.10.1991.

7 Harvey Kubernik, „Melody Maker”, 1.03.1975.

8 Robin Denselow, „Guardian”, 11.05.1970.

9 Archiwum.

10 Nancy Erlich, „Billboard”, 8.08.1970.

11 Steve Turner, „NME”, 29.06.1974.

12 Murray Lerner, Leonard Cohen. Live at the Isle of Wight 1970, CD, dz.cyt.

13. ŻYŁY WYSTAJĄ JAK AUTOSTRADY

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Suzanne Elrod, Charlie Danielsem, Ronem Corneliusem, Joem Boydem, Chrisem Darrowem, Chesterem Crillem, Davidem Lindleyem, Henrym Zamelem, Brianem Cullmanem, Bobem Johnstonem, Billem Donovanem, Peterem Marshallem, Stevenem Machatem, Liberty, Steve’em Sanfieldem, Tonym Palmerem.

Książki, filmy i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Leonard Cohen, The Energy of Slaves, McClelland & Stewart, 1972.

Tony Palmer, Bird on a Wire, film dokumentalny, 1974.

Henry Zemel, Bonds of the Past, film dokumentalny, 1972.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Dress Rehearsal Rag, z płyty Songs of Love and Hate, Columbia, 1971.

Przypisy:

1 S.S. 2001.

2 Roy Shipston, „Disc & Music Echo”, 14.11.1970.

3 John Walsh, „MOJO”, 09.1994.

4 Martin Walker, „Guardian”, 8.11.1972.

5 S.S. 2001.

6 Karl Dallas, „Melody Maker”, 22.05.1976.

7 Paul Saltzman, Famous Last Words from Leonard Cohen, „Maclean’s, 06.1972.

8 Leonard Cohen, I have no talent left, w: The Energy of Slaves, dz.cyt.

9 Leonard Cohen, The poems don’t love us anymore, tamże.

10 Leonard Cohen, How we loved you, tamże.

11 Leonard Cohen, You are almost always with someone else, tamże.

12 Leonard Cohen, The 15-year old girls, tamże.

13 „Times Literary Supplement”, 5.01.1973.

14 Stephen Scobie, Leonard Cohen, Douglas & McIntyre, 1978.

15 Paul Saltzman, Famous Last Words from Leonard Cohen, dz.cyt.

16 Tony Palmer, Bird on a Wire, film dokumentalny, 1974.

14. TARCZA PRZECIWKO WROGOWI

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Johnem Lissauerem, Lewisem Fureyem, Mortem Rosengartenem, Bobem Johnstonem, Suzanne Elrod, Tonym Palmerem, Henrym Zemelem, Marianne Ihlen, Terrym Oldfieldem, Leanne Ungar, Malką Marom, Dannym Fieldsem, Harveyem Kubernikiem, Paulem Body, Richardem Vickiem, Avivą Layton, Larrym „Retso” Slomanem.

Książka, filmy i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, dz.cyt.

Ira B. Nadel, Various Position, dz.cyt.

Tony Palmer, Bird on a Wire, film dokumentalny, 1974.

Larry „Ratso” Sloman, On the Road with Bob Dylan, 1978; przedruk Three Rivers Press 2002.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Lover Lover Lover, z płyty New Skin for the Old Ceremony, Columbia, 1974.

Przypisy:

1 Archiwum, The Woman Being Born / My Life in Art, 1973.

2 Robin Pike, „ZigZag”, 10.1974.

3 Tamże.

4 Roy Hollingworth, „Melody Maker”, 24.02.1973.

5 Leonard Cohen, My Life in Art, niepublikowany manuskrypt, Archiwum.

6 Tamże.

7 Robin Pike, „ZigZag”, 10.1974.

8 Gavin Martin, „NME”, 19.10.1991.

9 Leonard Cohen, The Final Revision of My Life in Art, niepublikowany manuskrypt, cytowane w: Ira B. Nadel, Various Positions, dz.cyt.

10 Artykuł z okazji dwudziestej rocznicy wojny, „Maariv”, 1993, na angielski przeł. Doron B. Cohen.

11 Leonard Cohen, The Final Revision, dz.cyt.

12 Leonard Cohen, wstęp do wykonania Lover Lover Lover, Frankfurt, Niemcy, 6.10.1974 roku, leonardcohen-prologues.com.

13 Robin Pike, „ZigZag”, 1974.

14 Harvey Kubernik, „Melody Maker”, 1.03.1975.

15 Leonard Cohen, wkładka do płyty Greatest Hits / The Best of Leonard Cohen, 1975.

16 Michael Wale, „ZigZag”, 08.1974.

17 Harvey Kubernik, „Melody Maker”, 1.03.1975.

18 Cytowane w: L.S. Dorman i C.L. Rawlins, Prophet of the Heart, dz.cyt.

19 Wycinek z „NME”, 1974 (autor i dokładna data nieznane).

20 Paul Nelson, „Rolling Stone”, 26.02.1975.

21 Wstęp do koncertu w Melbourne, Australia, 03.1980, leonardcohen-prologues.com.

22 Barry Coleman, „Guardian”, 13.09.1974.

23 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

24 Larry Sloman, „Rolling Stone”, 11.1974.

25 Harvey Kubernik, „Melody Maker”, 1.03.1975.

26 Archiwum. My Life in Art.

27 Leonard Cohen, The End of My Life in Art, niepublikowany esej, Archiwum.

15. KOCHAM CIĘ, LEONARDZIE

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Danem Kesselem, Davidem Kesselem, Harveyem Kubernikiem, Suzanne Elrod, Halem Blaine’em, Johnem Lissauerem, Stevenem Machatem, Malką Marom, Ronee Blakley.

Książki, filmy i dokumenty:

Rejestr artystów, Archiwum Columbia Records.

Leonard Cohen, Death of a Lady’s Man, 1978.

Mick Brown, Tearing Down the Wall of Sound. The Rise and Fall of Phil Spector, Knopf, 2007.

Leonard Cohen Under Review 1934–1977, film dokumentalny, Chrome Dreams, 2007.

Steven Machat, Gods, Gangsters and Honour, Beautiful Books, 2010.

Richard Williams, Phil Spector. Out of His Head, 1972; przedruk Omnibus, 2003.

Tytuł rozdziału: Phil Spector cytowany przez Leonarda Cohena w rozmowie z Kevinem Howlettem, Leonard Cohen. Tower of Song, BBC Radio One, 7.08.1994.

Przypisy:

1 Cohen, wywiad z Harveyem Kubernikiem, 1977, później opublikowany w „LA Phonograph”, 01.1978.

2 Mick Brown, Tearing Down the Wall of Sound. The Rise and Fall of Phil Spector, dz.cyt.

3 Leonard Cohen, wstęp do wykonania Memories podczas występu w Tel Awiwie, 1980, leonardcohen-prologues.com.

4 Cohen, wywiad z Harveyem Kubernikiem, 1977.

5 Ginsberg w „Record Collector”, 02.1995.

6 Cohen, wywiad z Harveyem Kubernikiem, 1977.

7 S.S., 2001.

8 Kevin Howlett, Leonard Cohen. Tower of Song, BBC Radio One, 7.08.1994.

9 Leonard Cohen Under Review, 2007.

10 Mick Brown, Tearing Down the Wall of Sound. The Rise and Fall of Phil Spector, dz.cyt.

11 Leonard Cohen Under Review, 2007.

12 Mick Brown, Tearing Down the Wall of Sound. The Rise and Fall of Phil Spector, dz.cyt.

13 Stephen Holden, „Rolling Stone”, 26.01.1978.

14 Tamże.

15 Janet Maslin, „New York Times”, 6.11.1977.

16 Cohen, wywiad z Harveyem Kubernikiem, 1977.

17 Janet Maslin, „New York Times”, 6.11.1977.

18 Paul Nelson, „Rolling Stone”, 9.02.1978.

19 Sandy Robertson, „Sounds”, 26.11.1977.

20 S.S. 2001.

21 William Ruhlmann, The Stranger Music of Leonard Cohen, dz.cyt.

16. ŚWIĘTY RODZAJ ROZMOWY

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Suzanne Elrod, rabinem Mordecaiem Finleyem, Nancy Bacal, Steve’em Sanfieldem, Johnem Lissauerem, Lewisem Furey, Roscoe Beckiem, Harveyem Kubernikiem, Johnem Bilezikjianem, Terrym Oldfieldem, Dennisem Lee, Sharon Robinson.

Książki i filmy:

Leonard Cohen, Book of Mercy, 1984.

Harry Rasky, Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen. Portrait of a Poet, a Friendship and a Film, dz.cyt.

Howard Sounes, Down the Highway. The Life of Bob Dylan, Grove, 2001.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen w rozmowie z Robertem Swardem, 1984.

Przypisy:

1 Barbara Amiel, „Maclean’s”, 09.1978.

2 Informacja prasowa Columbia Records, 1979.

3 Nick Paton Walsh, „Observer”, 14.10.2001.

4 S.S. 2001.

5 Howard Sounes, Down the Highway..., dz.cyt.

6 S.S. 2001.

7 Tamże

8 ZDF TV, Niemcy, 31.10.1979.

9 Harry Rasky, The Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

10 Cohen, So Long, Marianne, z płyty Songs from a Room, Columbia, 1969.

11 Debra Cohen, „Rolling Stone”, 21.02.1980.

12 Larry „Ratso” Sloman, „High Times”, 02.1980.

13 „NME”, 1979.

14 S.S. 2001.

15 Brad Buchholz, „Austin American-Statesman”, 31.03.1979.

16 Pamela Andriotakis i Richard Oulahan, „People”, 14.01.1980.

17 Harry Rasky, Song of Leonard Cohen, film dokumentalny, 1980.

18 Tamże.

19 Tamże.

20 Nick Duerden, „Guardian”, 7.10.2011.

21 S.S. 2001.

22 Robert Sward, Leonard Cohen as Interviewed by Robert Sward, 1984.

23 „NME”, 2.03.1985.

24 Cohen, wywiad z Brucem Headlamem, „Saturday Night”, 12.1997.

25 Tamże.

26 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

27 Robert Sward, Leonard Cohen..., dz.cyt.

28 Peter Gzowski, Leonard Cohen at 50, CBC, 1984.

17. ALLELUJA ORGAZMU

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Johnem Lissauerem, Leanne Ungar, Larrym „Ratso” Slomanem, Anjani Thomas, Davidem Lindleyem, Roscoe Beckiem.

Tytuł rozdziału: Jeff Buckley w „OOR”, 1994.

Przypisy:

1 Robert Sward, Leonard Cohen as Interviewed by Robert Sward, 1984.

2 S.S. 2001.

3 Tamże.

4 Nigel Williamson, „Uncut”, 12.10.1997.

5 Cohen w rozmowie z Johnem McKenna, RTÉ, 9.05.1988.

6 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (2003).

7 „Q”, 09.1994.

8 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (1992).

9 Nigel Williamson, „Uncut”, 12.10.1997.

10 Richard Cook, „NME”, 9.02.1985.

11 „Sounds”, 26.01.1985.

12 Brian Appleyard, „Sunday Times”, 9.01.2005.

13 „Word”, 07.2007.

14 Cohen, wywiad z Jian Ghomeshi, CBC TV, 2009.

15 Warnes, wywiad z Kevinem Howlettem, BBC Radio One, 7.08.1994.

16 Ian Pearson, „Saturday Night”, 03.1993.

17 Cohen, wywiad z Kevinem Howlettem, BBC Radio One, 7.08.1994.

18 Tamże.

19 Marc Rowland, „Musician”, 07.1988.

18. MIEJSCA, W KTÓRYCH ZWYKŁEM GRYWAĆ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Iggym Popem, Roscoe Beckiem, Sharon Robinson, Sharon Weisz, Perlą Batallą, Stevenem Machatem, Seanem Dixonem, Julie Christensen, Halem Willnerem.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Tower of Song, z płyty I’m Your Man, Columbia, 1988.

Przypisy:

1 Mat Snow, „Guardian”, 02.1988.

2 Mark Rowland, „Musician”, 07.1988.

3 S.S. 2001.

4 Mark Cooper, „Q”, 03.1988.

5 Tamże.

6 Książę Karol, wywiad w programie Ant & Dec, ITV1, 20.05.2006.

7 S.S. 2001.

8 Tamże.

9 Tamże.

10 Christian Fevret, „Les Inrockuptibles”, dz.cyt.

11 Anjelica Houston, „Interview”, 11.1995.

12 S.S. 2001.

13 Elena Pita, „El Mundo”, 26.09.2001.

14 S.S. 2001.

19. JEREMIASZ W TIN PAN ALLEY

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Rebeccą De Mornay, Anjani Thomas, Blackiem Francisem, Nickiem Cave’em, Halem Willnerem, Julie Christensen, Perlą Batallą, Nancy Bacal, Leanne Ungar, Suzanne Elrod.

Książka:

Leonard Cohen, Stranger Music, McClleland & Stewart, 1993.

Tytuł rozdziału: Irving Layton do Iana Pearsona, „Saturday Night”, 03.1993.

Przypisy:

1 Brendan Kelly, „Financial Post”, 12.12.1992.

2 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (1992).

3 Tamże.

4 Tamże.

5 Tamże.

6 „Details”, 07.1993.

7 Brian D. Johnson, „Maclean’s”, 7.12.1992.

8 Alan Jackson, „Observer”, 22.11.1992.

9 Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

10 Barbara Gowdy, 19.11.1992, przedruk w One on One. The Imprint Interviews, red. Leanna Crouch, Somerville House, 1994.

11 Cohen, przemówienie podczas wprowadzenia do Juno Canadian Music Hall of Fame, 3.03.1991.

12 S.S. 2001.

13 Tamże.

14 Tamże.

15 „Billboard”, 28.11.1998.

16 Barbara Gowdy, 19.11.1992, przedruk w One on One, dz.cyt.

17 S.S. 2001.

18 Gavin Martin, „NME”, 9.01.1993.

19 Anthony De Curtis, „Rolling Stone”, 01.1993.

20 Barbara Gowdy, 19.11.1992, przedruk w One on One, dz.cyt.

21 Tamże.

22 Briande Johnson, „Maclean’s”, 7.12.1992.

23 Leonard Cohen i Rebecca De Mornay, „Interview”, 06.1993.

24 Jon Pareles, „New York Times”, 16.06.1993.

25 Cohen, przemówienie podczas ceremonii Governor General’s Award, Kanada, 1993.

26 Ian Pearson, „Saturday Night”, 03.1993.

20. Z TEGO ZŁAMANEGO WZGÓRZA

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Kigenem, Robertem Faggenem, Roscoe Beckiem, Rebeccą De Mornay, Daijo, Sharon Robinson, Steve’em Sanfieldem, Jarkko Arjatsalo, Perlą Batallą, Julie Christensen, Ratneshem Mathurem, Chrisem Darrowem, Nancy Bacal, Leanne Ungar, Anjani Thomas.

Książki i filmy:

Armelle Brusq, Leonard Cohen. Portrait. Spring 96, film dokumentalny, 1997.

Leonard Cohen, Księga tęsknoty, przeł. Daniel Wyszogrodzki, Rebis 2006

Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, If It Be Your Will, z płyty Various Positions, Columbia, 1985.

Przypisy:

1 S.S. 2001.

2 Tamże.

3 Gilles Tordjman, Les Inrockuptibles, wywiad z autorką, 15.10.1995.

4 Robert Hilburn, „Los Angeles Times”, 24.09.1995.

5 S.S. 2001.

6 Cohen, list do Marianne Ihlen, 02.1967.

7 Billy Walker, „Sounds”, 23.10.1971.

8 Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

9 Pico Iyer, „Buzz”, 04.1995.

10 S.S. 2001.

11 Tamże.

12 Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

13 Gilles Tordjman, „Les Inrockuptibles”, 15.03.1995.

14 S.S. 2001.

15 Tamże.

16 Tamże.

17 Tamże

18 Tamże

19 Cohen, wywiad z Brucem Headlamem, „Saturday Night”, 12.1997.

20 Gilles Tordjman, „Les Inrockuptibles”, 15.03.1995.

21 Neva Chonin, „Rolling Stone”, 11.12.1997.

22 „NME”, 09.1995.

23 S.S. 2001.

24 Tamże.

25 Tamże.

26 Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

27 S.S. 1997.

28 Tamże.

29 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (1992).

30 Susan Nunziata, „Billboard”, 28.11.1998.

31 S.S. 2011.

32 Tamże.

33 Tamże.

34 Tamże.

35 Tamże.

36 Tamże.

37 Tamże.

38 Tamże.

39 S.S. 2001.

40 S.S. 2011.

41 Tamże.

42 Tamże.

21. MIŁOŚĆ I KRADZIEŻ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Robertem Korym, Rufusem Wainwrightem, Nickiem Cave’em, Halem Willnerem, Anjani Thomas, Leanne Ungar, Sharon Robinson, Ratneshem Mathurem, Julie Christensen, Perlą Batallą, Robertem Faggenem, Richardem Londonem.

Książki i filmy:

Armelle Brusq, Leonard Cohen. Portrait. Spring 96, film dokumentalny, 1997.

Leonard Cohen, Book of Longing, Ecco 2006; edycja polska: Księga tęsknoty, przeł. Daniel Wyszogrodzki, Rebis 2006.

Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Nauczycielowi, z tomu The Spice-Box of Earth, dz.cyt.

Przypisy:

1 Christian Langlois, „CARP”, 06.2006.

2 S.S. 2001.

3 Tamże.

4 Tamże.

5 Robinson, wywiad autorki, 2009.

6 Sarah Hampson, „Shambhala Sun”, 11.2007.

7 Frank DiGiacomo, „New York Observer”, 22.02.2002.

8 S.S. 2001.

9 Jon Pareles, „New York Times”, 10.1995.

10 S.S. 2001.

11 S.S. 2011.

12 Agreta Wirberg i Stina Dabrowski, Stina Möter Leonard Cohen, telewizyjny film dokumentalny, 1997.

13 Leon Wieseltier, „Arts & Opinion”, 2005, vol. 4, nr 2.

14 Tamże.

15 Cohen, mail do Jarkka Arjatsalo, 06.2004.

16 Susan Nunziata, „Billboard”, 28.11.1998.

17 Katherine Macklem, Charlie Gillis i Brian D. Johnson, „Maclean’s”, 22.08.2005.

22. PODATKI, DZIECI, STRACONE CIPKI

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Robertem Korym, Anjani Thomas, Halem Willnerem, Nickiem Cavem, Rufusem Wainwrightem, Julie Christensen, Perlą Batallą, Johnem Lissauerem, rabinem Mordecaiem Finleyem.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, autoportret w Księdze tęsknoty, 2006.

Przypisy:

1 Ann Diamond, Whatever Happened to Kelley Lynch, riverdeepbook.blogspot.com, 3.07.2008.

2 J. Kelly Nestruck, „National Post”, 7.02.2006.

3 Tamże.

4 Cohen, przemówienie podczas ceremonii przyjęcia do Canadian Songwriters Hall of Fame, 5.02.2006.

5 Angela Pacienza, „Toronto Canadian Press”, 4.02.2006.

6 Christine Langlois, „CARP”, 06.2006.

7 Tamże.

8 Phoebe Hoban, „New York”, 14.05.2006.

9 Sean Murphy, „Tricycle. The Buddhist Review”, 08.2007.

10 Biba Kopf, „NME”, 03.1987.

23. PRZYSZŁOŚĆ ROCK’N’ROLLA

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Philipem Glassem, Robertem Faggenem, Halem Willnerem, Anjani Thomas, Robertem Korym, Stevenem Machatem, Robem Hallettem, Sharon Robinson, Roscoe Beckiem, Charley Webb, Hattie Webb.

Tytuł rozdziału: John Landau, „Rolling Stone”, 1974.

Przypisy:

1 S.S. 2011.

2 Greg Quill, „Toronto Star”, 3.06.2007.

3 Mireille Silcott, „Saturday Night”, 2001.

4 Leonard Cohen Files, 29.04.2002.

5 Mireille Silcott, „Saturday Night”, 2001.

6 Neil McCormick, „Telegraph”, 26.05.2007.

7 Sarah Hampson, „Shambhala Sun”, 11.2007.

8 S.S. 2011.

9 Lou Reed, Przemówienie wprowadzające Cohena do Rock and Roll Hall of Fame, 10.03.2008.

10 Cohen, Przemówienie podczas przyjęcia do Rock and Roll Hall of Fame, 10.03.2008.

11 Alec Dubro, „Rolling Stone”, 17.05.1969.

12 Arthur Schmidt, „Rolling Stone”, 2.09.1971.

13 Geoff Boucher, „Los Angeles Times”, 27.02.2009.

24. JESTEM TU, JESTEM TWÓJ

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Sharon Robinson, Tonym Palmerem, Robertem Korym, Robem Hallettem, Anjani Thomas, Halem Willnerem, Roscoe Beckiem, Charley Webb, Hattie Webb, Henrym Zemelem.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, I’m Your Man, z płyty I’m Your Man, Columbia, 1988.

Przypisy:

1 S.S. 2011.

2 Tamże.

3 Ben Rayner, „Toronto Star”, 7.06.2008.

4 Andy Greene, „Rolling Stone”, 9.06.2008.

5 Brian D. Johnson, „Maclean’s”, 11.06.2008.

6 Johnny Black, „Audience”, 09.2008.

7 Tamże.

8 John Aizlewood, „London Evening Standard”, 18.07.2008.

9 Brian D. Johnson, „Maclean’s”, 11.06.2008.

10 Andy Greene, „Rolling Stone”, 20.02.2009.

11 Lavinia Jones Wright, „Billboard”, 20.02.2009.

12 Leonard Cohen, Now and Then.

13 Patrick Doyle, „Rolling Stone”, 18.06.2010.

14 Cohen, wywiad z Jianem Ghomeshi, CBC TV, 16.04.2009.

25. PODRĘCZNIK ŻYCIA PO PORAŻCE

Rozmowy autorki z Leonardem Cohenem, Robertem Korym.

Tytuł rozdziału: Leonard Cohen, Going Home, z płyty Old Ideas, Sony 2012.

Przypisy:

1 Simon Houpt, „Globe and Mail”, 27.02.2009.

2 Paul Zollo, Songwriters on Songwriting, dz.cyt. (2003).

3 Cohen do Jarvisa Cockera, „Guardian”, 19.01.2012.

4 S.S. 2011.

5 Cohen na scenie, Las Vegas, 11.12.2010.

6 Cohen, konferencja prasowa, Paryż, 16.01.2012.

7 S.S. 2011.

8 Tamże.

9 James Adams, „Globe and Mail”, 1.04.2011.

10 S.S. 2011.

11 Adam Cohen, wywiad z Rebeccą Ecker, „Maclean’s”, 6.10.2011.

12 Tamże.

13 S.S. 2011.

14 Tamże.

15 Greg Kot, „Chicago Tribune”, 24.01.2012.

16 Kitty Empire, „Observer”, 21.01.2012.

17 Jon Dolan, „Rolling Stone”, 7.12.2011.

18 Andy Gill, „Independent”, 20.01.2012.

19 Cohen do Jarvisa Cockera, konferencja prasowa, Londyn, 01.2012.

20 Cohen, konferencja prasowa, Paryż, 16.01.2012.

21 S.S. 2011.

EPILOG

Rozmowa autorki z Leonardem Cohenem.

Przypisy:

1 Leonard Cohen, kaligrafia, wkładka do płyty Old Ideas, 2012.

 

ŹRÓDŁA ILUSTRACJI


 

strona

8 © Jorgen Angel / Redferns / FPM

13 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

18 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

24 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

36 z prywatnego archiwum Steve’a Brewera

44 z prywatnego archiwum Sue Sullivan

46 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

65 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

66 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

78 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

89 © James Burke / Time & Life Pictures / Getty Images / FPM

92 © James Burke / Time & Life Pictures / Getty Images / FPM

96–97 © James Burke / Time & Life Pictures / Getty Images / FPM

102 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

118 z prywatnego archiwum Avivy Layton

141 © Stefani Kong Uhler / Sygma / Corbis / Fotochannels

157 © David Gahr / Getty Images / FPM – EXCLUSIVE

166 © Tim Boxer / Hulton Archive / Getty Images / FPM

173 © Bettmann / Corbis / Fotochannels

185 © Jack Robinson / Getty Images / FPM

190 © Roz Kelly / Michael Ochs Archives / Getty Images / FPM

233 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

235 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

238 z prywatnego archiwum Danny’ego Fieldsa

243 © Gunter Zint / 1970 K & K Ulf Kruger OHG / Redferns / FPM

249 © Michael Ochs Archives / Getty Images / FPM

256–257 © Tony Russell / Redferns / FPM

260 © GAB Archive / Redferns / FPM

281 © Gems / Redferns / FPM

293 © Michael Putland / Getty Images / FPM

302 © Tom Hill / WireImage / FPM

312 © Mark S. Wexler / Corbis / Fotochannels

334–335 © Bettmann / Corbis / Fotochannels

348 © Alain Denize / Kipa / Corbis / Fotochannels

365 © Daniel Wyszogrodzki / East News

372–373 © Jean-Claude Deutsch / Paris Match

via Getty Images / FPM –EXCLUSIVE

375 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

390 © Eric Preau / Sygma / Corbis / Fotochannels

396 © Ron Galella / WireImage / FPM

402 z prywatnego archiwum Suzanne Elrod

418 z prywatnego archiwum Perli Batalli

423 © Neal Preston / Corbis / Fotochannels

426–427 © Neal Preston / Corbis / Fotochannels

431 © Neal Preston / Corbis / Fotochannels

441 rysunki Cohena opublikowane na leonardcohenfiles.com

449 z prywatnego archiwum Leonarda Cohena

452 © Michael Putland / Getty Images / FPM – EXCLUSIVE

482 © George Pimentel / WireImage / FPM

494 © Vince Bucci / Getty Images / FPM

508 © Kevin Mazur / WireImage / FPM – EXCLUSIVE

512 © Shirlaine Forrest / WireImage / FPM

519 © Tabatha Fireman / Redferns / FPM

521 © Torsten Laursen / WireImage / FPM – EXCLUSIVE

527 © Tomas Hudcovic / isifa / Getty Images / FPM

532 © Larry Busacca / Getty Images for Songwriter’s Hall of Fame / FPM

538 © Photoshot / Getty Images / FPM – EXCLUSIVE

547 © Carlos Alvarez / Getty Images / FPM

553 © David Wolff – Patrick / WireImage / FPM

556 © Anthony Pidgeon / Redferns / FPM

 

Tytuł oryginału:
I’m Your Man. The Life of Leonard Cohen

Tłumaczenie: Magdalena Bugajska
Redaktor prowadzący: Dorota Koman
Redakcja: Dorota Koman
Korekta: Irma Iwaszko

Projekt okładki, opracowanie graficzne i typograficzne: Anna Pol
Łamanie, montaż:

Zdjęcie na okładce © 2013 David Boswell

Wydawnictwo Marginesy dołożyło należytej staranności w rozumieniu art. 335 par. 2 kodeksu cywilnego w celu odnalezienia aktualnych dysponentów autorskich praw majątkowych materiałów opublikowanych w książce. Z uwagi na to, że przed oddaniem niniejszej książki do druku nie odnaleziono niektórych autorów, Wydawnictwo Marginesy zobowiązuje się do wypłacenia stosownego wynagrodzenia z tytułu wykorzystania materiałów aktualnym dysponentom autorskich praw majątkowych niezwłocznie po ich zgłoszeniu do Wydawnictwa Marginesy.

Wydanie pierwsze
Warszawa 2013

ISBN: 978-83-63656-99-7

Wydawnictwo Marginesy
ul. Forteczna 1a, 01-540 Warszawa
tel./faks: 48 22 839 91 27, 48 696 451 127
redakcja@marginesy.com.pl

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Spis treści
Okładka
Karta tytułowa
Nota copyright
Pamięci N.A.
Prolog
1. Urodzony w garniturze
2. Dom kobiet
3. Dwadzieścia tysięcy wersów
4. Zacząłem krzyczeć
5. Mężczyzna, który mówi złotym językiem
6. Dość już upadłych bohaterów
7. Proszę, znajdź mnie, mam prawie 30 lat
8. Długie golenie
9. Jak zabiegać o damę
10. Kurz długiej, bezsennej nocy
11. Tao kowboja
12. O, uczyń mi maskę
13. Żyły wystają jak autostrady
14. Tarcza przeciwko wrogowi
15. Kocham cię, Leonardzie
16. Święty rodzaj rozmowy
17. Alleluja orgazmu
18. Miejsca, w których zwykłem grywać
19. Jeremiasz w Tin Pan Alley
20. Z tego złamanego wzgórza
21. Miłość i kradzież
22. Podatki, dzieci, stracone cipki
23. Przyszłość rock’n’rolla
24. Jestem tu, jestem twoim mężczyzną
25. Podręcznik życia po porażce
Epilog
Nota od autorki
Źródła
Źródła ilustracji
Karta redakcyjna