Księga Życzeń - Joanna Buczkowska

Księga Życzeń

0,0

 

Avagoh to kraina Elfów i Kolorowych Ludzi, których twarze zmieniają barwę w zależności od uczuć. Niestety temu pięknemu miejscu grozi zagłada. Słabnie magia, a sprawczynią jest prawdopodobnie Eteria, która ukradła Księgę Życzeń.

Pomóc może tylko przybysz z innego świata - dziesięcioletnia Kasia. Ta nader ciekawska i gadatliwa panienka z niesfornie potarganą grzywką ma odnaleźć Księgę. Tylko gdzie jej szukać?

Dziewczynka wyrusza w trudną i długą podróż w towarzystwie wiecznie marudzącego geparda, jednorożca z ułamanym rogiem i pewnego gronostaja, który nie znosi, gdy nazywa się go fretką.

 

POWIEŚĆ FANTASY od lat 9

Dodaj komentarz


Historia dla dzieci osadzona w świecie fantasy. Bohaterka przeżywa wiele przygód. Opowieść o przyjaźni i zaufaniu. Książka uczy tolerancji, miłości i dobra.


"Księga życzeń" jest cudowną historią fantasy dla dzieci i dorosłych To taka "książka familijna" i "zwierzofijna" - bo czytać można cała rodziną, z psem też. Ja nie mogłam się od niej oderwać.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Redaktor prowadząca: Natalia Sikora

Redakcja: Jadwiga Piller

Korekta: Joanna Stryjczyk

Projekt okładki oraz wszystkie ilustracje: Bartek Drejewicz

Fotografia autorki: archiwum prywatne

Skład i łamanie:

Wydawnictwo W.A.B.

02-386 Warszawa, ul. Usypiskowa 5

tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11

wab@wab.com.pl

www.wab.com.pl

ISBN 978-83-7747-375-7

Copyright Š by Wydawnictwo W.A.B., 2012

Wydanie I

Warszawa 2012

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.
virtualo.eu

Virtualo Sp. z o.o.

konwersja.virtualo.pl

Weron,

gdybyś nie marudziła w samochodzie, ta książka nigdy by nie powstała

Dzięki,

Mama

PROLOG

Intrat czekał w swoim pokoju na szczycie rezydencji. Za chwilę miało odbyć się spotkanie starszyzny elfów i Kolorowych Ludzi. Wszyscy w Avagoh czuli, że dzieje się coś niedobrego. Czas najwyższy nazwać to po imieniu. I wskazać winnych.

Intrat ciężkim krokiem skierował się do Komnaty Spotkań. Nie chciał tej rozmowy, nie chciał głośno mówić o swoich wnioskach. Jednakże dalsze udawanie niczego nie zmieniało. Fakty były bezlitosne.

Mądrość Avagoh, Ten-który-rozumie-przyczyny-i-zna-rozwiązania, Intrat po raz pierwszy chyba w całym swoim długim życiu nie był pewien, co robić. Gdzie szukać ratunku?

Otworzył drzwi Komnaty, zatrzymał się, chcąc jeszcze przez chwilę, choć przez kilka sekund, odsunąć moment wyjawienia prawdy. Patrzył na mieniące się barwami tęczy twarze i włosy Kolorowych Ludzi, którzy zmieniając kolory, wyrażali najróżniejsze emocje – fiolet oznaczał niepokój, błękit mówił o zaciekawieniu, róż był objawem zniecierpliwienia. Elfy kręciły się niespokojnie, poruszając skrzydłami.

– Wasza Mądrość? – usłyszał głos towarzyszącej mu elfki, która od wielu sezonów była jego asystentką, prawą ręką. Mówiono o niej: Ta-która-zna-sekrety-Intrata. Tej tajemnicy nie znała jednak nawet ona.

– Wasza Mądrość, czy wszystko w porządku?

– Nie – odparł Intrat, a jego twarz przybrała szary odcień – nic nie jest w porządku. Przykro mi.

Elfka poczuła ogarniający ją niepokój. Jeszcze nigdy nie widziała, by Intrat się bał.

Ten-który-rozumie-przyczyny-i-zna-rozwiązania zajął miejsce na podwyższeniu. Rozmowy ucichły, tylko skrzydła elfów szeleściły delikatnie.

– Magia Avagoh słabnie – wyrzucił z siebie nagle Intrat. – Jeżeli nie znajdziemy sposobu, żeby ją uratować, zniknie zupełnie. Wtedy Avagoh upadnie i zostanie zapomniane.

Nie był w stanie mówić dalej. Zgromadzeni wstrzymali oddech. Jak to upadnie? Jak to zapomniane? Wspaniała kraina, pełna radości, szczęścia, miałaby zniknąć z powierzchni ziemi? I co potem? Koniec świata?

– Jesteś pewien? – zapytał ktoś z tłumu. Podważanie ustaleń Intrata było uznawane za najwyższy brak szacunku, ale teraz nikt nie zwrócił uwagi Kolorowemu Mężczyźnie za to niegrzeczne pytanie. Każdy chwytał się odrobiny nadziei.

– Sam nie chciałem w to wierzyć – odrzekł gorzko Intrat. – Sprawdziłem obliczenia kilka razy.

– Dlaczego? Dlaczego magia słabnie? – rozległy się pytania.

Odpowiedzią było jedno imię. Imię, które już teraz budziło grozę wśród mieszkańców magicznej krainy. W przyszłości miało być tylko gorzej.

– Eteria.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dziesięcioletnia dziewczynka biegała radośnie wśród kwiatów na leśnej polanie. Od czasu do czasu podskakiwała i wybuchała śmiechem.

– Kasiu, uważaj, żebyś się nie przewróciła – zwróciła jej uwagę mama, która siedziała oparta o przewrócony pień drzewa i czytała bardzo poważną i według Kasi absolutnie nudną książkę.

Dlaczego dorośli nie czytają bajek? – zastanawiała się dziewczynka. – Przecież są o wiele ciekawsze niż książki, których tytuły brzmią jak z innego świata. Mechanika kwantowa, Niespecyficzne właściwości kwarków zabierają niepotrzebnie czas, który dorośli mogliby poświęcić na zabawę z dziećmi.

Kasia jednak rozumiała doskonale, że fizyka była jednocześnie pracą i pasją jej mamy. Tak jak inni zachwycali się losami bohaterów powieści przygodowych czy kryminalnych, jej mama uwielbiała zagadki związane z niezwykłymi zjawiskami w świecie kwantów i z innymi podobnie niezrozumiałymi osobliwościami. Podobnie jak mama, dziewczynka miała racjonalne podejście do życia. Mimo ogromnej przyjemności, jaką czerpała z czytania bajek, umiała odróżniać fikcję od rzeczywistości. Wiedziała, że elfy, jednorożce i mówiące zwierzęta to jedynie dzieła wyobraźni autorów, a w Świętego Mikołaja nigdy chyba tak naprawdę nie wierzyła.

Dlatego miała absolutną pewność, że postać, którą właśnie zobaczyła na przeciwległej stronie polany, to ktoś, kto z nieznanych jeszcze przyczyn przebrał się za elfa. Przebranie było wyjątkowo dobre, zupełnie jak z bajki, którą Kasia wczoraj skończyła czytać. Człowiek w stroju elfa miał na sobie szaroniebieski kaftan zdobiony delikatnymi złotymi haftami, pasujące do niego wąskie spodnie, których nogawki były rozcięte na dole i również haftowane. Na nogach nosił szare trzewiki ze spiczastymi noskami. Jasne włosy były nieco potargane, a do pleców miał przymocowane skrzydła z jakiejś półprzezroczystej tkaniny.

Zaciekawiona podeszła bliżej.

Zapewne kręcą w pobliżu jakiś film dla dzieci, a on odszedł na chwilę na bok, żeby przemyśleć swoją rolę – pomyślała Kasia, zdziwiona jednocześnie, że oddalił się tak bardzo, ponieważ w pobliżu nie widać było nikogo innego z ekipy filmowej.

Może się zgubił – zastanawiała się dalej dziewczynka, ale szybko doszła do wniosku, że to mało prawdopodobne. Dorośli przecież się nie gubią. To dlatego dzieci muszą chodzić po lesie z kimś starszym. Ten jednak rozglądał się niepewnie.

Kasia przyjrzała się bliżej mężczyźnie. Wyglądał dość przyjaźnie i dziewczynka zupełnie się nie bała. Zresztą w pobliżu była jej mama, którą zawsze można było zawołać na pomoc.

Trochę za starego aktora wybrali – doszła do wniosku – przecież w bajkach elfy są zawsze młode i piękne, a ten ma zmarszczki i całkiem sporo siwych włosów. Była jednak dobrze wychowana i wiedziała, że nie powinna głośno wyrazić tej myśli. Zamiast tego powiedziała:

– Przepraszam pana, czy pan się może zgubił? Nie może pan odnaleźć innych filmowców? Niedaleko siedzi moja mama, ona chętnie panu pomoże. Chodźmy do niej.

Mężczyzna w stroju elfa popatrzył na nią zdziwiony. Zgubił się? Cóż to za pytanie? Elfy nigdy się nie gubią. Elfy znane są z tego, że zawsze wiedzą, gdzie są. Był pewien, że trafił we właściwe miejsce. Zaczynał za to mieć wątpliwości co do osoby, którą miał tu spotkać. Obliczenia Intrata mówiły wyraźnie, że dokładnie tu i dokładnie w tym czasie spotka kogoś, kto uratuje Krainę Avagoh. Liczył na spotkanie z mędrcem – potomkiem elfów lub Kolorowych Ludzi, a może miała to być czarownica, o mocy przewyższającej magię znaną do tej pory. Tymczasem spotkał małą dziewczynkę, która rozmowę z nim zaczęła od obraźliwej sugestii o zgubieniu się. I kto to są ci filmowcy? Jakieś nieznane plemię? A może to odmiana zwierząt?

– Kim jesteś, młoda damo? – zapytał przebieraniec.

– Mam na imię Kasia, a pan jest aktorem, tak? W jakich filmach pan grał? Przez tę charakteryzację nie mogę pana poznać, a na pewno już pan gdzieś występował, bo na pierwszy film to chyba jest pan trochę za stary… Ojj, nie chciałam tego powiedzieć – wyszeptała zawstydzona Kasia – bardzo pana przepraszam. Czasami zupełnie niechcący wyrwie mi się to, co myślę, a czego nie trzeba mówić na głos. Moja mama mówi, że muszę nad tym pracować, bo nie każdy chce słyszeć prawdę o sobie. Ja sama uważam…

– A nie uważasz przypadkiem, że trochę za dużo i za szybko mówisz? – powiedział mężczyzna w stroju elfa.

– Tak, chyba tak. Moja mama ciągle mi powtarza, żebym mówiła wolniej, ale gdy jestem czymś zaciekawiona, bardzo trudno mi nad sobą zapanować. Ma pan świetny kostium. Zupełnie jak z mojej książki. Kręcicie film według Świata elfów i magii? To naprawdę piękna bajka. Moja mama… Ojj, chyba znowu za dużo mówię, prawda?

– Zacznijmy od początku – powiedział jej rozmówca. – Masz na imię Kasia, tak? Teraz powiedz mi powoli i spokojnie, kim to są filmowcy i co to znaczy kręcić film?

Kasia popatrzyła na mężczyznę i poczuła, że jej zdziwienie powoli zastępowane jest przez niepokój.

„To nie żaden aktor, tylko wariat” – pomyślała. – „Uciekł z domu wariatów i teraz nie może znaleźć drogi powrotnej. A może wcale nie chce wracać? Ale skąd wziął to przebranie?”

Wiedziała, że tylko niektórzy pacjenci szpitala psychiatrycznego mogą być naprawdę niebezpieczni. Na wszelki wypadek postanowiła jednak zwrócić się do mamy.

– Chodźmy do mojej mamy, ona na pewno coś poradzi – powiedziała i zaczęła iść w kierunku przewróconego pnia.

Oczywiście, że też o tym nie pomyślałem – uspokoił się elf – to jej mama ma pomóc Krainie Avagoh, a nie ta gadatliwa mała. A więc Intratowi nie chodziło mędrca. Dziwne tylko, że dziecko nic nie wspomniało o tym, że ma matkę czarownicę.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu, że twoja mama jest czarownicą? – zapytał z wyrzutem.

– To bardzo nieładnie nazywać czarownicą kogoś, kogo nawet pan nie poznał. Moja mama jest bardzo znanym fizykiem i na pewno nie będzie zadowolona, gdy tak ją pan obrazi – Kasia była oburzona. Okazuje się, że nie wszyscy dorośli umieją się zachować. No ale w końcu to wariat, chodzi po lesie przebrany za elfa i nie wie, co to jest film.

– Co to jest fizyk? – zapytał wariat i Kasia miała wrażenie, że ten dziwny człowiek czuje się coraz bardziej zagubiony. Dziewczynce zrobiło się żal starszego pana, który najwyraźniej nie wiedział, na jakim świecie żyje.

– Mama pomoże panu wrócić do szpitala – pocieszyła go – niech się pan nie martwi.

Jej towarzysz nie wyglądał jednak na uspokojonego.

– Mamuś – zawołała Kasia – mamy tu sytuację!

Gdy tylko Kasia miała jakiś problem i potrzebna była interwencja kogoś dorosłego, nazywała go „sytuacją”. Podrapane kolana, wymagające plastra i pocałunku mamy, gorące mleko, które trzeba było przelać do kubka… – Mamuś, mam tu sytuację – mówiła wtedy dziewczynka, a mama wiedziała, że konieczna jest jej pomoc.

– Mamy tu sytuację, mamuś.

– Co się stało, żabko? – zapytała mama.

– Zobacz, mamusiu, ten pan się zgubił. Nie wie, jak trafić z powrotem. – Kasia podeszła bliżej do mamy i wyszeptała jej do ucha: – To chyba wariat, bo chodzi w stroju elfa i nie wie, co to jest fizyk i kino. Ale jest całkiem sympatyczny i spokojny. Tylko trochę się niecierpliwi. Pewnie wyszedł na spacer ze szpitala albo uciekł, a teraz błąka się po lesie. Musimy mu pomóc, dobrze? On się pewnie boi. Zobacz, jaki piękny ma strój. Kupisz mi też taki? Dziewczyny pękną z zazdrości, gdy mnie w nim zobaczą.

– Kasiu, słoneczko, mów wolniej, nic nie rozumiem – mama próbowała uspokoić rozemocjonowaną córeczkę. – Jeszcze raz, o co chodzi?

Mężczyzna przestępował z nogi na nogę i zaciskał nerwowo usta.

– No przecież mówię. Mamy tu sytuację. Pan się zgubił i chyba jest troszeczkę chory. To znaczy głowę ma chorą. Pewnie uciekł ze szpitala albo wyszedł na spacer…

Zanim dziewczynka zdążyła na nowo się rozpędzić, mama przerwała jej:

– Jaki pan, Kasiu?

– No jak to jaki? Ten, który tu stoi obok mnie. W stroju elfa.

– Wyobrażasz sobie elfy? To bardzo ładnie, kochanie. Przepraszam cię teraz, muszę doczytać ten rozdział. To ważne.

– Nie wyobrażam sobie elfów. Wiesz dobrze, że jestem już na to za duża. Już coraz rzadziej czytam bajki. Wolę tę encyklopedię z kolorowymi ilustracjami, którą mi kupiłaś na urodziny.

– Kasieńko, jesteś jeszcze ciągle małą dziewczynką. To zupełnie naturalne, że chcesz się bawić i tworzyć bajkowe postaci. Nie musisz się tego wstydzić.

– Ale ja sobie nie wyobrażam. Ten pan przecież stoi tu obok mnie. Jest prawdziwy, a nie wymyślony.

– Ależ naturalnie, skarbie – powiedziała mama tonem, jakiego dorośli używają w stosunku do naprawdę malutkich dzieci – stoi obok ciebie elf. A jak wygląda?

– No przecież widzisz, jak wygląda – odpowiedziała Kasia bardzo zdziwiona zachowaniem mamy.

Mama była odrobinę zmartwiona. Zastanawiała się, czy praca nie zajmuje jej zbyt wiele czasu, czy może za mało uwagi poświęca córce, która czuje się samotna i wymyśla sobie niewidzialnych przyjaciół. Postanowiła pobawić się z nią przez chwilę.

– Oczywiście, że widzę – znów ten ton dla maluchów – ma złoty strój, piękne tęczowe skrzydła, a wokół niego latają motylki.

Kasia obrzuciła spojrzeniem mężczyznę w niebieskim stroju, popatrzyła na mlecznobiałe, prześwitujące skrzydła. Nigdzie nie widziała motylków.

– A jak ma na imię twój nowy przyjaciel? – spytała mama.

– Nie wiem, nie spytałam go, a sam się nie przedstawił.

– To nic nie szkodzi, prawda? Przecież możesz wybrać dla niego jakieś ładne imię. Może Anastazy albo Pafnucy.

– Pff – fuknął z oburzeniem mężczyzna – Pafnucy! Co to za imię? Niegodne mieszkańca Krainy Avagoh.

– Krainy Avagoh? – powtórzyła dziewczynka ze zdumieniem.

– Avagoh? – powiedziała mama. – To dość nietypowe imię. Dlaczego akurat na takie się zdecydowałaś?

– Mamuś, ja go nie wymyśliłam, i to nie jest imię. To on mi powiedział. Nie widzisz go, prawda?

– Kasiu, obie wiemy, że tak naprawdę tu nikogo nie ma. Możemy pobawić się przez chwilę w nieistniejącego elfa, możemy powyobrażać sobie, jak wygląda, jak ma na imię i dlaczego tu przyszedł. Ale chyba zbyt mocno się upierasz, że twój nowy przyjaciel jest prawdziwy.

Mama Kasi zaczynała się niepokoić. Do tej pory dziewczynka nigdy nie zachowywała się w ten sposób. Zdarzało im się rozmawiać o nieistniejących światach i postaciach, ale zawsze była to tylko zabawa i Kasia doskonale o tym wiedziała. Nigdy nie twierdziła, że naprawdę widzi bajkowe stworzenia.

Kasia tymczasem zastanawiała się, o co w tym wszystkim chodzi. Czy to jej pomieszało się w głowie, czy też może mama pochłonięta badaniami nie spała o jedną noc za dużo. Najspokojniejszy z całej trójki wydawał się starszy mężczyzna, którego skrzydła powiewały w rytmie wiatru.

– Kasiu, najwyraźniej to ty masz pomóc w ocaleniu Krainy Avagoh – odezwał się w końcu starszy człowiek, patrząc przed siebie. – Twoja mama mnie nie widzi, więc to oczywiste, że nie ona jest czarownicą. Czyżbyś ty nią była? To chyba niemożliwe…

– Nie jestem żadną czarownicą! – wykrzyknęła Kasia. Nie potrafiła już zachować spokoju.

– Oczywiście, że nie jesteś czarownicą – zapewniła ją mama, która pomyślała, że powinna za wszelką cenę uspokoić dziecko, zanim zawiezie je do lekarza, by leczyć udar słoneczny.

– Twoja mama myśli chyba, że jesteś chora, ale my oboje wiemy, że z twoją głową wszystko w porządku – powiedział elf. – Powiedz mamie, że wszystko zmyśliłaś, a potem porozmawiamy spokojnie, tym razem tylko ty i ja.

Wciąż niepewna, czy dobrze robi, Kasia postanowiła sama przeanalizować sprawę, zanim miałaby pozwolić mamie zabrać się do kliniki na badania. W końcu nieznajomy mężczyzna, którego widzi tylko ona, nie może być niebezpieczny. Najprawdopodobniej w ogóle go nie ma, a wyobraźnia płata Kasi figle. Ktoś, kogo nie ma, nie może zrobić dziecku krzywdy. Poza tym elf, lub kimkolwiek był ten dziwny pan, naprawdę nie wyglądał na groźnego przestępcę, przed którym dorośli ostrzegają dzieci.

– Ale dałaś się nabrać, mamo! Ja tylko żartowałam! Jaką miałaś śmieszną minę – zawołała dziewczynka, starając się, aby jej głos brzmiał jak najbardziej przekonująco. – Oczywiście, że nie ma tu żadnego elfa. Wszystko wymyśliłam.

– Trochę dziwne są twoje zabawy, moja panno – powiedziała mama, która nie wyglądała na rozbawioną. – Jesteś pewna, że nie boli cię głowa?

– Jestem pewna, oczywiście. Po prostu chciałam sobie zażartować – powiedziała Kasia. – Pójdę się teraz pobawić przy tych drzewach naprzeciwko.

– Wolałabym, żebyś posiedziała tu chwilę spokojnie przy mnie. – Mama ciągle jeszcze nie była przekonana, że jej córka dobrze się czuje. – Odpoczniesz trochę, ochłoniesz.

– Ojj, mamuś, nic mi nie jest – Kasia niecierpliwiła się. Chciała jak najszybciej porozmawiać z elfem, który stał cały czas obok niej. Trochę dziwnie się czuła, planując rozmowę z wytworem własnej wyobraźni, ale w tej chwili nie potrafiła znaleźć innego rozwiązania. Poza tym mama uczyła ją, że aby rozwiązać jakiś problem, trzeba go najpierw dokładnie poznać. Dziewczynka chciała poznać swój problem w każdym szczególe.

– Dobrze – zgodziła się mama – pobaw się, ale tak, żebym cię widziała.

Kasia oddaliła się nieco, tak aby mama mogła na nią spoglądać od czasu do czasu, i zwróciła się do swojego towarzysza.

– Nie jestem czarownicą – powiedziała tym razem dużo spokojniej, za to o wiele bardziej stanowczo – czarownice czarują, znają się na magii i zaklęciach. Poza tym magia jest tylko w bajkach dla dzieci. Nawet jeżeli magia istnieje – dodała szybko, widząc zmarszczone brwi elfa – ja jej nie mam w sobie. Nigdy nie zdarzyło mi się nic magicznego, a najbardziej niezwykła rzecz, jaka mnie spotkała, to śliczny pluszowy miś w prezencie gwiazdkowym od ciotki Genowefy.

Ciotka Genowefa zwykła bowiem obdarowywać Kasię praktycznymi i absolutnie paskudnymi sukienkami, których krój był modny zapewne w czasach jej młodości, czyli według oceny Kasi, kilkadziesiąt lat temu. Starsza pani jednak uważała owe stroje za porządne i odpowiednie dla panienki z dobrego domu.

– Bo ty, moje dziecko, niewłaściwie się ubierasz – mawiała ciotka Genowefa, a potem zabierała się do pouczania mamy Kasi. – Nie powinnaś, moja droga, pozwalać jej chodzić w tych kolorowych rajstopkach i spódniczkach. Panienki w jej wieku powinny ubierać się skromnie i praktycznie, bo inaczej wyrastają z nich zarozumiałe osoby, które całe dnie spędzają przed lustrem. Nie chcemy tu próżnej dziewczynki, myślącej tylko o strojach i rozrywkach zamiast o nauce i uczciwej pracy.

Ciotka Genowefa była starą panną i nigdy nie miała dzieci, więc oczywiście jak z rękawa sypała poradami dotyczącymi wychowania. Mama Kasi już dawno nauczyła się przytakiwać jej, nigdy tak naprawdę nie słuchając tego, co ma do powiedzenia, a sukienki chowała na dno szafy. Na szczęście nigdy nie zmuszała Kasi do ich noszenia.

– Poza misiem Gieniusiem, nazwanym tak na cześć ciotki, która zresztą nie miała o tym pojęcia, nic niezwykłego mnie nie spotkało – podsumowała Kasia. – Wniosek: nie mogę być czarownicą.

– Faktycznie – zgodził się elf – nie możesz być czarownicą. Jesteś stanowczo za młoda. Czarownice rodzą się już dorosłe, a ty jesteś małą dziewczynką. Czas i miejsce się jednak zgadzają, a ty jako jedyna mnie widzisz. Wniosek z tego – powtórzył za Kasią elf – że jesteś właściwą osobą. Tą, która ma ocalić Krainę Avagoh.

– Proszę poczekać, nic nie rozumiem. Jaki czas, jakie miejsce, jaka kraina? Jak to „ocalić”? Nie chcę pana martwić, ale bohaterką też nie jestem. Nie umiem ocalać krain.

– Nikt nie umie, dopóki nie spróbuje – odpowiedział elf – a ty masz największe szanse powodzenia. Wszystko się zgadza z obliczeniami Intrata.

– Dalej nic nie rozumiem – powiedziała Kasia, która zapomniała już, że jeszcze parę minut temu uważała dziwnego człowieka za wytwór własnej fantazji – kto to jest Intrat?

– Widzę, że muszę opowiedzieć wszystko od samego początku – westchnął elf.

– Tak chyba będzie najlepiej – zgodziła się dziewczynka.

– Bardzo dawno temu… – zaczął elf, ale Kasia natychmiast mu przerwała:

– Tak zaczynają się wszystkie bajki, chce mi pan opowiedzieć bajkę?

– Chcę ci opowiedzieć historię Avagoh, ale jeżeli będziesz mi przerywała co chwilę, niczego się nie dowiesz.

– Dopiero raz panu przerwałam, więc nie można powiedzieć, że co chwila – Kasia była dumna ze swojego logicznego umysłu.

– Albo chcesz słuchać i wtedy ze mną nie dyskutuj, albo chcesz dyskutować i wtedy idę szukać kogoś, kto lepiej panuje nad swoim językiem. – Elf, który zawsze wierzył w potęgę swojego spokoju, czuł, że to małe ludzkie dziecko zaczyna go wyprowadzać z równowagi.

– Przepraszam, już nie będę. Obiecuję, buzia na kłódkę.

– A zatem… bardzo dawno temu miejsce, w którym teraz się znajdujemy, było Krainą Avagoh…

– Naprawdę? Skąd pan to wie? Kiedy to było? Ojj, bardzo pana przepraszam. Już jestem cicho, cichuteńko, jak myszka – zapewniła go dziewczynka, choć wiedziała, jak trudno jej będzie powstrzymać się od zadawania pytań w trakcie opowieści. Wyraz twarzy elfa powiedział jej jednak, że powinna się bardzo, ale to bardzo postarać.

Elf tymczasem ze wszystkich sił próbował zachować spokój i powtarzał sobie w duchu, że ta gadatliwa smarkula jest jedyną szansą ginącej krainy. I że musi dojść do porozumienia z dzieckiem, które mówi szybciej niż myśli. Jak jednak ktoś, kto do tego stopnia nie potrafi zatrzymać własnych słów, może pomóc Avagoh, tego elf nie wiedział. Czyżby Intrat pomylił się po raz pierwszy w historii? Nie, różne rzeczy się działy, ale tak nisko świat nie upadł. Intrat zawsze miał rację.

– Bardzo dawno temu – powtórzył po raz trzeci, oczekując, aż dziewczynka znowu mu przerwie – miejsce, w którym teraz jesteśmy, było wspaniałą krainą, o dumnej nazwie Avagoh. Avagoh miało swoją Księgę Życzeń, dzięki której spełniały się prawie wszystkie magiczne życzenia mieszkańców krainy. Wystarczyło wypowiedzieć życzenie, by zapisało się ono na kartach Księgi. Magia robiła resztę. Niestety Eteria postanowiła przywłaszczyć sobie księgę i całą jej potęgę.

Tu elf zaczął mówić głośniej i bardziej dobitnie, dając do zrozumienia Kasi, że w dalszym ciągu powinna być cicho. Gdyby tylko wiedział, jakie to trudne.

– Eteria utraciła moc wyrażania kolorów. Kolorowi Ludzie i elfy w Avagoh porozumiewali się nie tylko słowami, ale także za pomocą barw. Twarze i włosy Kolorowych Ludzi zmieniały się w zależności od chwilowych uczuć jak kryształki w kalejdoskopie. Dzięki temu wiedzieliśmy, że ktoś jest smutny albo się złości. W Avagoh nie istniało kłamstwo. Wszyscy byli ze sobą doskonale szczerzy. Elfy nie zmieniały kolorów, ale Kolorowi Ludzie umieli wyczuwać ich nastroje. Tak między innymi działała magia.

– Eteria za wszelką cenę chciała zdobyć Księgę i zniszczyć ją. I najprawdopodobniej jej się to udało, ponieważ od tamtej pory magia w Avagoh przestała istnieć. Kolorowi Ludzie nie umieli już wyrażać kolorów, nie czuli emocji elfów. Nikt nie mógł nikomu ufać, bo nagle kłamstwo stało się możliwe i rozprzestrzeniało się coraz bardziej. Pozostała tylko wrodzona magia elfów – każdy z nas ma jedno magiczne życzenie, które spełnia się bez potrzeby korzystania z Księgi. I nic więcej. Ale to nie wystarczyło, by ocalić Avagoh od zniszczenia i zapomnienia.

– Po wiekach w miejscu wspaniałej, magicznej krainy powstało to, co wy, zwykli ludzie, nazywacie rzeczywistością. Świat pozbawiony magii, za to pełen fałszu, obłudy i oszustwa.

W głosie elfa brzmiała gorycz.

– Nasz świat nie jest taki okropny – Kasia nie mogła się powstrzymać od wtrącenia swoich myśli. – Nie jest taki kłamliwy i nieszczery, jak mówisz.

– Jak może nie być kłamliwy, skoro nigdy nie wiesz, czy ktoś mówi prawdę – elf był oburzony. – Przecież w ten sposób nie możesz nikomu zaufać.

– Ufam swojej mamie, ufam moim przyjaciołom – Kasia starała się przekonać elfa – a ty teraz musisz zaufać mnie, a przecież nie wiesz, czy kłamię. Poza tym kłamstwo nie zawsze jest czymś okropnym – ciągnęła dalej Kasia. – Gdybym powiedziała ciotce Genowefie prawdę, że sukienki od niej są okropne, pewnie byłoby jej bardzo przykro.

– Ale też nie podarowałaby ci kolejnej – stwierdził elf.

– Tak, pewnie masz rację – zgodziła się dziewczynka – chociaż nadal sobie nie wyobrażam, jak mogłabym jej to powiedzieć. Myślę za to, że to, jak bardzo ucieszyłam się z misia Gieniusia, dało jej do myślenia.

– Jeśli chodzi o zaufanie do ciebie – powiedział elf – to zupełnie inna sprawa. Ty byłaś wynikiem działań Intrata. To co innego. Wiadomo, że jesteś dobra. Teraz słuchaj dalej. Na zgromadzeniu starszyzny elfów i Kolorowych Ludzi Intrat ogłosił wynik swoich badań i obliczeń. A potem polecił mi złamać jeden z Podstawowych Zakazów i przenieść się w czasie, abym odnalazł tę, która będzie mogła wszystkich i wszystko uratować. Ciebie. Jak się zapewne domyślasz, moim wrodzonym życzeniem magicznym jest zdolność przeplatania linii czasu.

Elf zamilkł. Kasia, oczarowana opowieścią, również się nie odzywała.

„Cóż za niezwykła historia” – mówiła do siebie w duchu. – „Teraz wiem na pewno, że ten elf jest prawdziwy. Nigdy nie wymyśliłabym sama czegoś takiego”.

– Możesz zadawać pytania – powiedział uprzejmie elf.

– Dlaczego Eteria utraciła moc wyrażania kolorów?

– Nie wiadomo – odparł elf.

– Co się stało z Księgą Życzeń?

– Nie wiadomo. Przypuszczamy, że została zniszczona. Musimy wrócić do momentu, zanim Eteria zdobyła Księgę, i schować ją w bezpiecznym miejscu.

– Gdzie szukać Księgi?

– Nikt nie wie, gdzie ona jest.

– Jak można uratować Avagoh?

– Nie wiadomo dokładnie.

– Nie jesteś bardzo pomocny, wiesz? Jeżeli dalej będziesz mi udzielał informacji w ten sposób, to daleko nie zajdziemy. – Kasia zaczynała się martwić, że nie będzie umiała pomóc.

– Nic nie poradzę, że pytasz o takie rzeczy – powiedział elf, który znów zaczynał się irytować. Zapewne nie po raz ostatni w trakcie tego spotkania.

– Dobrze, próbujmy dalej – stwierdziła Kasia. – Kto to jest Intrat? To chyba wiesz, prawda?

– Intrat to Ten-który-rozumie-przyczyny-i-zna-rozwiązania. Innymi słowy – wie, co spowodowało problem, i umie go rozwiązać.

– Dlaczego więc Intrat nie powie, co się dokładnie stało i co trzeba zrobić? – zdziwiła się Kasia. To przecież takie proste. Intrat da im gotowy plan działania, a oni po prostu krok po kroku go zrealizują.

– Intrat może tylko nakierować na rozwiązanie. Nie może powiedzieć wprost, co należy zrobić. Magia Avagoh nie pozwala mu na to. Nawet gdyby chciał złamać wszelkie prawa, nie może pokonać tego jednego.

– Nawet teraz, gdy magia nie działa?

– Nawet teraz – odrzekł smutno elf.

– To skąd mamy wiedzieć, co robić?– Musimy sami na to wpaść.

– Sami musimy… A czy chociaż wiemy, od czego zacząć? – zastanawiała się Kasia.

– To akurat wiemy. Muszę zabrać cię do Avagoh. Czeka cię podróż w czasie, moja droga. Podróż w daleką przeszłość.

– Poczekaj, poczekaj – zawołała Kasia, która już jakiś czas temu przestała zwracać się do elfa per „pan”. Choć może powinna. Nie miała pojęcia o grzeczności w świecie elfów i magii.

– Nie mogę tak po prostu z tobą pójść. Po pierwsze nie wiem nawet, jak masz na imię. Po drugie moja mama na pewno mi nie pozwoli, a bez jej zgody nigdzie nie idę. Strasznie by się o mnie martwiła, a potem byłabym uziemiona chyba do trzydziestki. Kiedyś poszłam do koleżanki prosto po szkole i zapomniałam uprzedzić mamę, że wrócę później. Wolałbyś nie wiedzieć, jaki dostałam szlaban.

Elf po raz kolejny uświadomił sobie, że nie należy do tego świata. Nie wiedział, co to znaczy być uziemionym. Czy Kasia musiałaby leżeć na gołej ziemi gdzieś w lesie? I tak przez wiele lat? Co za straszna kara dla dziecka. Nad tym, co to znaczy „dostać szlaban”, nawet nie próbował się zastanawiać. Dziwne tu panowały zwyczaje.

– Jeżeli pójdziesz do mamy i poprosisz ją o pozwolenie, znowu pomyśli, że jesteś chora – powiedział.

– A jeśli nic nie powiem, mama będzie okropnie płakać. Tego nie mogę jej zrobić – wytłumaczyło mu dziecko.

– Jeżeli wszystko nam się uda – przekonywał elf – wrócisz do mamy dokładnie w tym samym czasie i miejscu, z którego odejdziemy. A ona nie zorientuje się, że cię nie było.

– A jeżeli się nie uda? – Kasia nie była przekonana. – Mamy bardzo rozpaczają, gdy stracą dziecko. Wiem, bo córeczka naszej sąsiadki zaginęła kiedyś na cały tydzień. Ta pani ciągle płakała, nie mogła spać, nic nie jadła i bardzo się bała. Oczywiście dziecko się znalazło, okazało się, że mała wpadła na pomysł, żeby odwiedzić babcię, która mieszkała na wsi i nie miała telefonu. Ale jej mama miała potem strasznie dużo siwych włosów, a była jeszcze zupełnie młoda. Nigdzie nie idę.

– Kasiu, zrozum, w tobie cała nasza nadzieja – prosił elf. – Na pewno wszystko się uda.

– Nigdzie nie idę – powtórzyła z uporem dziewczynka. – Pomogę ci, jak będę umiała, ale nigdzie nie idę.

– W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zatrzymać czas – powiedział zrezygnowany elf. – To skomplikowane i męczące, ale jedyne wyjście.

– Jak to zatrzymać czas? – Kasia nie była pewna, czy dobrze zrozumiała.

– Jak już ci powiedziałem, korzystając z mojego wrodzonego magicznego życzenia, mogę przeplatać linie czasu. To dzięki temu mogłem przybyć do ciebie z czasów, gdy Avagoh jeszcze istniało, i mogę zabrać cię w przeszłość. Umiem też zatrzymać czas tu i teraz, choć to wymaga stworzenia bardzo złożonego wzoru. Obawiam się, że będziemy musieli zostać tu nieco dłużej, niż planowałem. Po tak dużym wysiłku nie dam rady od razu nas przenieść.

– Czy to znaczy, że czas dla mojej mamy przestanie płynąć?

– Widzę, że jesteś dość bystra jak na tak gadatliwe dziecko – stwierdził elf.

– Nie musisz mnie obrażać – powiedziała Kasia nieco rozzłoszczona.

– Przecież mówię, że jesteś bystra. – Elf starał się wyglądać niewinnie.

– Dobrze wiesz, o co mi chodzi – Kasia nie dała się zbić z tropu – nazwałeś mnie gadatliwą.

– A to nieprawda?

– Prawda, ale nie musisz tego tak ciągle podkreślać.

– A gdy przestanę podkreślać, to stanie się to mniej prawdziwe?

– Jesteś pewien, że jeśli będziesz mi dokuczał, to szybciej mnie przekonasz, żebym ci pomogła? – zapytała Kasia, która doszła do wniosku, że chyba nie podoba jej się nadmierna szczerość elfa.

– Zamiast tracić czas na bezsensowną kłótnię, lepiej zajmijmy się zatrzymaniem czasu. Im szybciej to zrobimy, tym szybciej będziemy mogli ruszyć dalej – stwierdził elf, który nie chciał przyznać, że Kasia miała rację. Dokuczając jej, nic nie zyska.