Jak żyć z rakiem długo i szczęśliwie - Grażyna Świetlicka-Stopyra

Jak żyć z rakiem długo i szczęśliwie

0,0

Jestem biologiem, studia biologiczne ukończyłam na Uniwersytecie Wrocławskim. Zawsze interesowałam się medycyną akademicką i naturalną. Kiedy urodziłam dzieci, a medycyna akademicka nie potrafiła im pomóc, zaczęłam korzystać z medycyny naturalnej. Wiadomości na ten temat pogłębiałam cały czas. Gdy zaczęłam chorować na raka, połączyłam metody medycyny akademickiej z naturalnymi. Wygrała w leczeniu chorób przewlekłych medycyna naturalna, i tak jest do dziś!

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

© Copyright by Wydawnictwo Poligraf, 2017

© Copyright by Grażyna Świetlicka-Stopyra, 2017

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żaden fragment tekstu nie może być publikowany ani reprodukowany bez pisemnej zgody wydawcy.

 

Projekt okładki: Aleksandra Mikołajko

Opieka redakcyjna: Klaudia Dróżdż

Korekta: Maciej Szłapka

Skład: Aleksandra Mikołajko, Wojciech Ławski

 

 

Książka wydana

w Systemie Wydawniczym Fortunet™

www.fortunet.eu

 

 

UWAGA!

Książka ta nie jest podręcznikiem medycyny. Zawarta jest w niej wiedza, która mi pomogła w leczeniu mojego raka, ale każdy z Nas jest inny i może reagować inaczej. Każde użycie metod, których ja używałam i opisałam w tej książce, skonsultuj z lekarzem.

 

ISBN: 978-83-7856-931-2

 

Wydawnictwo Poligraf

ul. Młyńska 38

55-093 Brzezia Łąka

tel./fax (71) 344-56-35

www.WydawnictwoPoligraf.pl

PODZIĘKOWANIA

Specjalne podziękowania dla moich przyjaciół – ANNY i PAVLA HORNYCH za pomoc w powstaniu tej książki w wersji komputerowej.

Dziękuję również wszystkim SPONSOROM, którzy pomogli mi sfinansować wydanie mojej książki.

Dziękuję też mojemu mężowi Andrzejowi za cierpliwość.

 

Książkę tę dedykuję mojej rodzinie

Mojemu mężowi Andrzejowi, synowi Sebastianowi z Beatką, Kalince, Konradowi, Jagodzie i Kubie. Mojej starszej córce Izabeli i Kentowi. Mojej młodszej córce Joasi oraz siostrze Beatce z Arkiem i Oliwią. Irkowi z rodzinką. Mojej Mamie Honorce oraz Romie i Fredowi.

 

Chciałabym bardzo podziękować mojej RODZINIE, która w tym trudnym dla mnie okresie bardzo mnie wspierała. Mojej MAMIE, która opiekowała się mną we Wrocławiu. Moim TEŚCIOM, którzy wspierali mnie psychicznie i finansowo. Mojej SIOSTRZE, z którą rozmowy przez telefon podczas naszego pobytu w Irlandii bardzo mnie podnosiły na duchu. Bardzo dziękuję mojemu SYNOWI, SYNOWEJ I WNUKOM (a mam ich czworo), którzy dodawali mi otuchy. Dziękuję BRATU MOJEGO MĘŻA (i jego rodzinie), który mieszka w Kanadzie i pomógł mi podczas choroby męża, a także wspierał dobrym słowem w moich zmaganiach z chorobą. Dziękuję MOJEJ STARSZEJ CÓRCE za rozmowy i fachową opiekę na odległość (jest pielęgniarką w USA), a także JEJ MĘŻOWI, który ją wspierał w tych działaniach. Ona pilotowała moje leczenie w Irlandii (prowadziła rozmowy telefoniczne z moją onkolog). Dziękuję mojej MŁODSZEJ CÓRCE za to, że jest, za jej uśmiech i miłość, którą mi okazywała w tych trudnych dla mnie chwilach. Najbardziej dziękuję MOJEMU MĘŻOWI za jego miłość, opiekę, pomoc i za to, że zawsze mogę na niego liczyć. Kocham moją rodzinkę bardzo mocno.

 

 

WIERSZ RODZINKA

 

Dla nich żyję, oddycham i kroczę.

Szczyty zdobywam i w górę się wznoszę.

Oni bez słowa mnie rozumieją

i smutek zdmuchują z twarzy mojej.

Czasami się na siebie obrażamy,

lecz i tak bardzo się kochamy.

Dziękuję za to, że są,

dziękuję za to, że otwarte serca mają.

Rodzina to największy skarb, jaki mam.

Kocham ją szczerze i czule, są wspaniali. Dziękuję!!!

PRZEDMOWA

Zgromadzenie tej wiedzy zajęło mi 25 lat. W trakcie tego procesu znalazłam wypowiedź jednego z lekarzy, która brzmiała mniej więcej tak:

GDYBY ZGROMADZIĆ CAŁĄ WIEDZĘ ODKRYTĄ PRZEZ WSZYSTKIE LABORATORIA MEDYCYNY KONWENCJONALNEJ I NIEKONWENCJONALNEJ NA ŚWIECIE DOTYCZĄCĄ RAKA W JEDEN PORADNIK, PRAWDOPODOBNIE ZNALEZIONO BY SKUTECZNE METODY I LEKARSTWO NA RAKA

[J. Zięba, Ukryte terapie] – (musicie to przeczytać).

 

Starałam się zgromadzić wiedzę zdobytą przez te 25 lat, aby ułatwić ludziom chorym zapoznanie się z metodami medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej w jednym miejscu, jakim jest moja książka. Pragnę, aby mogli świadomie podjąć decyzję, co oprócz metod konwencjonalnych zamkniętych w ścisłe ramy leczenia może w bardzo dużym stopniu pomóc im w leczeniu raka, bo innym pomogło – jestem tego najlepszym przykładem.

Rewolucją na dzień dzisiejszy w medycynie konwencjonalnej jest NALTREXON – lek, który jest używany przy leczeniu uzależnień (narkomanii, alkoholizmu), ale w bardzo małych dawkach leczy stwardnienie rozsiane, raka i wiele innych poważnych chorób. Czy któryś z lekarzy onkologów posiada tę wiedzę? A tyle jest potwierdzonych przypadków wyleczenia raka naltrexonem. Rewolucją jest też LECZENIE IMMUNOLOGICZNE RAKA – przyszłość onkologii po 2020 roku. Metoda ta będzie wykorzystywana w leczeniu wielu rodzajów nowotworów i będzie wypierała chemioterapię. O tej metodzie świat medyczny, lekarze onkolodzy słyszą coraz częściej. Szczepionki stymulują system immunologiczny i organizm sam się broni. Jest to metoda bardzo droga, więc jeszcze mało dostępna.

W czasie wieloletniego leczenia wzmacniałam na różne sposoby swój system immunologiczny. Czytając moją książkę, dowiesz się, jakie to były sposoby.

WSTĘP

Witam wszystkich, którzy sięgnęli po tę książkę. Nie jest to przypadek, bo nic w życiu nie dzieje się przypadkiem.

Chcę przekazać swoje doświadczenia z okresu mojej walki z rakiem, a jest on 25-letni, więc tych doświadczeń trochę się uzbierało i trwają nadal. Chciałabym, aby każdy z Was znalazł tu choć trochę dla siebie i żeby to, co ja robiłam i robię w tym długim czasie, wam też pomogło fizycznie i psychicznie.

Każdy z Was ma intuicję i trzeba jej słuchać, każdy z Was może rozmawiać z samym sobą i wydawać polecenia swojemu centrum dowodzenia, jakim jest nasz MÓZG.

Mówię tu o pozytywnym myśleniu. Traktujcie swojego raka jak każdą inną chorobę. Nie wpadajcie w panikę, nie bójcie się go. Trzeba go po prostu leczyć i żyć z nim. Słuchajcie lekarzy, ale też z nimi rozmawiajcie o swoich obawach, o metodach leczenia, które według Was i waszej intuicji byłyby dobre dla Was. TO JEST WASZE ŻYCIE. Nie bójcie się dyskutować z lekarzami – Oni są też tylko ludźmi. Jeżeli Wasz lekarz jest niemiły, nie chce rozmawiać – możecie wybrać innego onkologa, bo macie do tego prawo. Pamiętajcie, to jest Wasze życie! Czasami warto odmawiać modlitwę – Ojcze nasz – gdy nam jest bardzo ciężko i mamy trudny czas. Może ją odmawiać osoba zarówno wierząca, jak i niewierząca. Jej melodia wycisza organizm, dodaje siły, gdy jest nam źle. Czy wiecie, że jej melodia jest taka sama we wszystkich językach świata? Niesamowite!!! Bardzo mi pomogła w całym moim procesie leczenia.

Przez cały ten czas szukałam nowości w medycynie konwencjonalnej i niekonwencjonalnej dotyczących leczenia nowotworów. Słuchając mojej intuicji, analizując moje wyniki krwi, rozmawiając z lekarzem – wybierałam to, co dla mnie byłoby najlepsze. Gdy zaczynałam tę symbiozę z rakiem 25 lat temu, nie było Internetu. Czytałam więc dużo książek na ten temat (choć za wiele ich nie było). Teraz od kilku lat zaglądam do Internetu, weryfikuję informacje na temat leczenia raka metodami konwencjonalnymi i niekonwencjonalnymi. Życzę powodzenia w walce z rakiem, a może powinnam napisać: życzę długiego życia w symbiozie z rakiem. Symbioza to znaczy wspólne życie dwóch organizmów, w którym obie strony odnoszą korzyści. Rak uczy pokory, pozwala cieszyć się drobnostkami, doceniać to, co mamy, a czego do tej pory nie zauważaliśmy.

 

Zaczynamy żyć wolniej.

Do dzieła!!!

 

Czy wiecie, że w świecie jest około 200–300 metod leczenia raka metodami niekonwencjonalnymi? Czy wiecie, że są już ośrodki, szpitale, kliniki na całym świecie, gdzie medycyna konwencjonalna współpracuje z medycyną niekonwencjonalną, na przykład w Anglii, Niemczech, USA. Moja starsza córka pracuje właśnie w takim szpitalu w USA. Przy wsparciu rodziny, pozytywnym myśleniu, zastosowaniu medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej może sprawić cuda. Walczcie o swoje życie!

 

Gdy człowiek czegoś bardzo pragnie, to się spełnia.

 

Uwierzcie w to!

Powodzenia!!!

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO – 1989 R.

Był maj 1989 roku. Planowaliśmy z mężem wyjazd do Kanady, do jego brata. Dowiedziałem się, że moja mama ma guzek w lewej piersi. Operacja była zaplanowana na 31 sierpnia 1989 roku. My mieliśmy bilety do Kanady na październik. Niestety mój tato 1 sierpnia zmarł na serce (miał 57 lat). Moja mama miała operację 31 sierpnia.

Na szczęście guzek okazał się niezłośliwy. Chcieliśmy zrezygnować z podróży, ale moja mama kategorycznie stwierdziła, że nie. Bodźcem dla niej do walki będzie opieka nad naszymi dziećmi (syn 11 lat, córka 6 lat) i nie będzie myślała o chorobie. Zostawała z nią jeszcze moja siostra (16 lat) i babcia mojego męża, która miała pomóc mojej mamie w prowadzeniu gospodarstwa domowego. Mieszkały razem w naszym jednorodzinnym domku z ogródkiem. Tak mnie ta sytuacja przerosła i zestresowała, że właśnie wtedy pierwszy raz znalazłam u siebie guzek na lewej piersi koło brodawki. Polscy lekarze natychmiast chcieli coś z tym zrobić. Ale ja psychicznie byłam za słaba. Intuicja podpowiadała mi ‒ nie. No i OK. Pojechaliśmy do Kanady. Tam zamówiłam sobie wizytę u onkologa. Guzek okazał się torbielą, płyn okazał się płynem niegroźnym. Odetchnęłam, ale torbiele to też nowo tworzące się guzy. Chciano mnie zakwalifikować do grupy kobiet, które nie będą jadły tłuszczu (bo właśnie zaczynali badania w Klinice Onkologicznej w Toronto). Ale niestety wyjeżdżałam do Polski. Był rok 1991.

GUZEK NA PRAWEJ PIERSI – MAJ 1998 R.

Jest maj i znowu wyczułam u siebie guzek, tym razem na prawej piersi i też koło brodawki. Wykonano biopsję (zgodziłam się na nią, ale jestem przeciwnikiem biopsji). Myślałam, że tak jak w Kanadzie okaże się torbielą. Niestety, guz był lity z nielicznymi komórkami o cechach przednowotworowych. Postanowiłam go wyciąć nie usuwając piersi (tak mi podpowiadała intuicja). Po wycięciu obudziłam się już na sali szpitalnej. Na następny dzień wypis do domu, a tu okazało się, że badania histopatologiczne potwierdziły, że guzek jest nowotworowy, a tkanka naokoło jest OK bez cech nowotworowych.

Pierwsza myśl, że biopsja pobudziła komórki guzka do szalonego podziału. Jeszcze raz stół operacyjny lub konsultacja w Warszawie w Szpitalu Onkologicznym. Tak też zrobiłam. W Warszawie lekarz onkolog po obejrzeniu wyników i rozmowie ze mną potwierdził diagnozę Carcinoma ductalis invasivum II stopnia i kazał czekać około dwóch miesięcy na telefon i termin operacji oszczędzającej. Po powrocie do domu, ŚWIAT MI SIĘ ZAWALIŁ. Pierwszy raz poczułam pustkę i przepaść w swoim życiu. Nie martwiłam się o siebie, tylko o moje dzieci. A miałam już trójkę ‒ jednego chłopca i dwie dziewczynki. W 1992 roku urodziła się druga córka. Po trzech latach okazało się, że jest mentalnie opóźniona (był to efekt poszczepienny). To był następny duży stres w moim życiu. Ten stres był powodem guzka, który pojawił się w 1998 roku, jak już wyżej pisałam. Czułam to. Po powrocie z Warszawy zrobiłam sobie 3-dniową głodówkę. Po tych trzech dniach zaczęłam intensywnie myśleć, zbierać informacje, co bym mogła zrobić dla zdrowia przez ten okres oczekiwania na operację oszczędzającą. Przez ten cały czas bardzo wspierał mnie mój mąż. Bardzo mnie kocha, a ja jego. Wspierała mnie również cała rodzina, a zwłaszcza moja mama, która te doświadczenia miała już za sobą. Jest ona osobą bardzo silną, rozpiera ją energia. Chętnie pomaga ludziom, rozmawia z nimi i przynosi różne informacje do domu. Jedna z nich mnie bardzo zaciekawiła, była opisana w „Gazecie Robotniczej” i dotyczyła innowacyjnej metody wykrywania i leczenia raka. Naukowiec z Wrocławia, Roman Szul, skonstruował urządzenie elektroniczne, które wykrywa i pomaga leczyć raka. Opisuje swoją metodę w książce Dość umierania na raka – i tak zaczęła się moja przygoda z medycyną niekonwencjonalną.

Moja mama pojechała ze mną do Wrocławia na to leczenie. W dużym uproszczeniu polegało ono na podłączeniu się do urządzenia elektronicznego o odpowiednich długościach fal, które zabijały bakterie i wirusy... oraz wzmacniały system immunologiczny – tak zwana terapia metodą „S”. Trwało to 2,5 miesiąca (zawiadomienie z Warszawy na operację oszczędzającą jeszcze nie przyszło). W tym czasie brałam tran z rekina ‒ Ecomer, witaminy A, E, C w dużych ilościach oraz zdrowo jadłam. Zero mięsa, dużo surowych jarzyn, owoców, orzechów, soków wyciskanych z owoców, z marchwi i buraków, sok z kiszonej kapusty i dużo odpoczywałam. Wiedzę na temat odżywiania czerpałam z książek J. Carpera, Żywność twój cudowny lek, Apteka żywności, Przestań się starzeć od dziś. Czytałam też książki z rodzaju porad psychologicznych. Jak się wyciszyć? Jak medytować? Jak radzić sobie ze stresem? Moja mama była ze mną. Bardzo jej za to dziękuję. Ten pobyt we Wrocławiu w małym mieszkanku, które wynajęłam razem z mamą na okres leczenia, wspominam bardzo miło. Było lato, piękne słońce i chciało się żyć. Rano wstawałyśmy, jadłyśmy płatki owsiane z orzechami i owocami na wodzie. Przed śniadaniem wypijałyśmy wodę z sokiem z jednej cytryny, brałyśmy witaminy A, E, C oraz Ecomer (tran z wątroby rekina). Później był spacer do miejsca, gdzie byłyśmy leczone metodą „S” (moja mama profilaktycznie). Trwało to 3–4 godziny dziennie. Po powrocie zaliczając znów spacer – robiłyśmy sobie obiadokolację z surowych warzyw lub owoców. Do tego sok ze świeżej marchwi i buraków. Często korzystałyśmy z barów sałatkowych – bo we Wrocławiu jest ich mnóstwo. Można tam zjeść wspaniałe surówki, kaszę i wypić sok wyciśnięty ze świeżych owoców lub warzyw. Chodziłyśmy też na spacery do Ogrodu Botanicznego, gdzie kiedyś studiowałam biologię. Jestem z wykształcenia nauczycielem biologii. Uwielbiam spacery w tamte strony Wrocławia. Zresztą przez ten okres leczenia mieszkałyśmy w mieszkanku na Placu Solnym w pięknym starym centrum Wrocławia.

Wreszcie dostałam powiadomienie z Warszawy. We Wrocławiu leczenie dobiegło końca. Aparat używany do metody „S” wykazał, że nie mam już komórek nowotworowych – byłam szczęśliwa. Wyniki, które zrobiłam, i wizyta u onkologa to potwierdziły. Nie poddałam się operacji oszczędzającej, żyłam normalnie nie myśląc o nowotworze. Dwa razy w roku jeździłam na kontrolę do Wrocławia. Byłam też pod kontrolą onkologa i robiłam wyniki dwa razy w roku. Kiedy pojawiały się nowe guzki na prawej piersi (bardzo małe), a zdarzyło to się 3 razy, jechałam na dwa miesiące do Wrocławia i poddawałam się leczeniu metodą „S”. Guzki znikały. W tym czasie brałam duże dawki witamin A, E, C. Robiłam również wyniki krwi, które były OK. Na podobnej, lecz bardziej uproszczonej zasadzie, bo dotyczy też fal, ale elektrycznych – działa aparat Zapper opisany przez doktor Clark w książce Kuracja życia. Pewne długości fal elektrycznych są w stanie zabić bakterie, wirusy, pasożyty i grzyby. Tak samo jak prąd elektryczny 220 volt jest w stanie zabić człowieka. Organizm wolny od bakterii, wirusów, pasożytów i grzybów ma silny system immunologiczny, który podejmuje walkę z komórkami rakowymi. Byłam szczęśliwa i żyłam normalnie nie myśląc o raku, który nie chciał się ze mną rozstać, a guzki wracały jak bumerang. Miałam jednak świadomość, że jest ktoś we Wrocławiu, kto potrafi mi zlikwidować te guzki i komórki nowotworowe metodą „S”.

To dawało mi siłę. Ze swojej strony starałam się dobrze odżywiać i ciągle szukać nowości z dziedziny leczenia raka metodami niekonwencjonalnymi i konwencjonalnymi. W tym czasie brałam również Vilcacora – zioło z Peru, które było w zestawie z innymi ziołami oczyszczającymi organizm i leczącymi raka. Nie zapominałam też o swoich witaminach A, E, C oraz Ecomerze, brałam duże ich ilości.

WYCIEK Z RANY – 2003 R.

Moja blizna na prawej piersi operowanej w 1998 roku pękła i zaczął się z rany sączyć płyn. Dzisiaj przypuszczam, że wypływała z niej zanieczyszczona limfa, jak w przypadku metody doktora Ashkara. W tym czasie pracowaliśmy latem nad morzem w swoim słodkim biznesie (lody, gofry). Znowu zaczęły się stresy. Kontrola za kontrolą. Brak pogody. Nieudany sezon letni. Brak pieniędzy na spłatę pożyczek. Pojechałem do Wrocławia. Terapia metodą „S” zlikwidowała komórki nowotworowe, ale otwarta rana dalej była. Zaczęłam pić 1,5 litra dziennie mieszanki ziół (skrzyp, pokrzywa, krwawnik, nagietek), która była opisana w książce Marii Treben Apteka Pana Boga (jest to książka o leczeniu ziołami). Robiłam też okłady z larw much sprowadzonych z Anglii, gdzie jest specjalna medyczna hodowla. Larwy te sprowadził mi chirurg z Poznania. Metoda ta daje wspaniałe efekty przy oparzeniowych i odleżynowych ranach. Moja rana się zmniejszyła, a wyciek ustał. Badania we Wrocławiu metodą „S” wyszły pozytywnie. Nie ma komórek nowotworowych.

WYJAZD DO IRLANDII – 2005 R.

Postanowiliśmy wyjechać do Irlandii. Nasza decyzja była podyktowana finansami oraz poszukiwaniem miejsca na świecie dla naszej najmłodszej córki (niepełnosprawnej mentalnie, a pięknej jak modelka), gdzie będzie szanowana, doceniana a nie człowiekiem drugiej kategorii, jak to było w Polsce. Miała wówczas 12 lat.

I tak się stało! Wyjechaliśmy!

To jak w Irlandii opiekują się ludźmi niepełnosprawnymi – jest niewiarygodne. Godne naśladowania. Moja młodsza córka rozkwitła. Chodzi na basen, konie, tańce, koszykówkę, gimnastykę. Nauczyła się mówić po angielsku. Z osobami niepełnosprawnymi pracuje tu obok profesjonalistów bardzo dużo wolontariuszy (ludzi młodych i tych, którzy są już na emeryturze), jest to coś wspaniałego. Bo jedni są drugim potrzebni. Niepełnosprawni mają organizowane bale z okazji zakończenia sezonu rozgrywek sportowych między miastami, a także bale z okazji Nowego Roku. Coś niesamowitego dla tych ludzi i ich rodzin. Są też organizowane profesjonalne występy w teatrze lub salach balowych w hotelach. Na przykład był zorganizowany „Taniec z gwiazdami”, gdzie osoby niepełnosprawne ćwiczyły 3–4 miesiące z wolontariuszami, którzy kiedyś byli profesjonalnymi tancerzami. Na koniec był profesjonalny występ „Taniec z gwiazdami” (piękna sala, piękne stroje, piękne dekoracje, jurorzy, medale). Moja córka w tamtym roku (2014) zdobyła pierwsze miejsce i otrzymała duży puchar. Inni też dostali puchary – małe – za pozostałe miejsca. Nikt nie został pominięty i o to chodzi. Moja córka jest tu szczęśliwa.

Kocham za to Irlandię. Bardzo mi przykro, że nie mogę tego powiedzieć o Polsce.

MOJA NIEPEŁNOSPRAWNA CÓRKA ZNALAZŁA RAJ NA ZIEMI – IRLANDIA CD.

Mój mąż dostał pracę w hotelu jako menedżer na śniadaniach. Ja pracowałam też w hotelu. Ponadto uczyłam polskie dzieci czytać i pisać po polsku (bo z zawodu jestem nauczycielem). Mam też doświadczenie w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. To dla mojej córki pokończyłem kilka kursów, aby lepiej ją edukować. Nauczyłam ją czytać metodą sylabową, pisać, liczyć oraz tabliczki mnożenia, ale to jest właśnie jej problem – czytanie płynne, pisanie ze słuchu i myślenie logiczne. Cały czas pracujemy w domu.

Dobrze się czujemy w Irlandii. Mam świadomość, że jak nas zabraknie, organizacja – Brothers of Charity – zajmie się naszą córką.

Starsza córka mieszka i pracuje w USA. Syn studiował w Polsce. Po studiach przyjechał do nas do Irlandii w odwiedziny i tu poznał swoją przyszłą żonę. Mam wspaniałe wnuki. Mam wspaniałą rodzinę. Jestem szczęśliwa. Cały ten czas zdrowo się odżywiam. Cały czas coś robiłam. Brałam suplementy diety wzmacniające system immunologiczny. SOK NONI. SOK Z JAGODY ACAI. Oczywiście piłam też pokrzywę, nagietek, skrzyp i krwawnik. Brałam również duże dawki witamin C (2 g), A (1000 IU), E (100 mg) oraz Ecomer (3 tabletki) (jak już poprzednio wspomniałam).

POWRÓT NOWOTWORU – 2008 R.

Moja rana na prawej piersi znowu pękła (byłam nadal w Irlandii). Poszłam do lekarza rodzinnego, który wypisał mi skierowanie do onkologa. Badania (mammografia, USG, biopsja) wykazały w ranie komórki nowotworowe. Zaproponowano mi chemię. Odmówiłam. Intuicja podpowiadała mi NIE.

We Wrocławiu metoda „S” zlikwidowała mi komórki nowotworowe, wzmocniła mój układ immunologiczny, zabiła bakterie, wirusy.

Tu w Irlandii dostałam radioterapię na sączącą się ranę. Po kilkunastu lampach rana się zamknęła. Na radioterapię dowozili mnie wolontariusze (ludzie na emeryturze, którzy mają samochód).

Ten wolontariat w Irlandii jest niesamowity, ludzie są niesamowici. Zaczęto mnie leczyć Tamoxifenem. Czułam się dobrze. Robiono mi wyniki krwi co 3 miesiące. Było OK, ale miałam duże krwawienia, które były efektem przerostu śluzówki macicy po Tamoxifenie (tak zwana endometrioza). Robiono mi skrobanki co 6 miesięcy (chyba było ich około 5). Krwawienia uniemożliwiały mi pracę. Dostałam tu rentę chorobową.

Poprosiłam moją onkolog o zmianę leczenia, ale dalej kazała mi brać Tamoxifen. Zaczęłam się po nim źle czuć, ale najgorsze były krwawienia. Przestałam go brać.

Tamoxifen leczy, ale też ma skutki uboczne. Wiem na 100%, że moje przerzuty do kości to zasługa tamoxifenu (tak mi podpowiada intuicja). Przeczytajcie artykuł o Tamoxifenie (tam jest napisane o skutkach ubocznych, między innymi o przerzutach do kości).

OPERACJA MOJEGO MĘŻA – IRLANDIA – LIPIEC 2011 R.

W lipcu mój mąż miał lekki zawał. Trafił prosto do szpitala. Diagnoza ‒ ciężka niewydolność krążenia. Natychmiastowa operacja serca – 4 bajpasy serca. Operacja odbyła się w Dublinie. Przed tym zdarzeniem mój mąż miał problem z przepływem krwi w nogach. Był pod stałą kontrolą kardiologa. Miał operację nóg i założone stenty. Raz było gorzej, raz lepiej, ale nie było 100% poprawy w nogach. Nie chciał się zdecydować na bajpasy w nogach, bo miała być to bardzo poważna operacja. A tu nagle konieczne bajpasy, ale przy sercu.

Przewieźli męża do Dublina. Ja pojechałam do Dublina w dniu operacji. Gdy dotarłam do szpitala, było już po operacji. Mąż leżał na intensywnej terapii podłączony do mnóstwa rurek, maszyn, przewodów. Jak go zobaczyłam, to słabo mi się zrobiło (znałam już to uczucie). Modliłam się cały czas, aby z tego wyszedł. Mój mąż wrócił do domu po siedmiu dniach. Czuł się dobrze.

Przeczytałam wtedy o czosnku, który świetnie działa na żyły i oczyszcza organizm. Zrobiłam nalewkę czosnkową dla męża i też z niej korzystałam. Nalewka ta oczyszcza organizm z robaków, wirusów, bakterii i grzybów, obniża ciśnienie i rozrzedza krew oraz wzmacnia system immunologiczny

GUZEK NA LEWEJ PIERSI – IRLANDIA – GRUDZIEŃ 2011 R.

W grudniu miałam rutynowe badanie USG piersi. Diagnoza ‒ guzek na lewej piersi koło brodawki. Biopsja, nie wiem dlaczego się zgodziłam (jestem przeciwniczką biopsji, o czym już pisałam). Szok! Nowotwór powrócił. Wyjazd do Wrocławia na leczenie niekonwencjonalne metodą „S”. Guzek pozostał (tym razem był większy niż poprzedni). Miałam go wyciąć operacyjnie i wrócić jeszcze raz do Wrocławia na leczenie metodą „S”. Okazało się po wielu rozmowach z chirurgiem onkologiem w Irlandii, że OK – wytnie mi tylko guzek. Byłam już na sali przedoperacyjnej. Zrobiono rutynowe badania przedoperacyjne i okazało się, że na tej samej piersi jest dodatkowy guzek. Zaproponowano mi dodatkową biopsję – nie zgodziłam się. Poprosiłam lekarza, aby bez biopsji wyciął oba guzki. Nie zgodził się. Dostałam czas na przemyślenia i powrót do niego na rozmowę oraz ustalenie nowego terminu.

Były Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Dałam sobie czas do końca stycznia 2012 roku. Wyciszyłam się i spędzałam ten świąteczny czas z rodziną.

OCZEKIWANIE NA OPERACJĘ LEWEJ PIERSI – IRLANDIA 2012 R.

Czekałam na termin nowej operacji tu w Irlandii. W tym czasie jeździłam do Wrocławia na leczenie metodą „S”. Nie brałam tamoxifenu. Piłam pokrzywę, krwawnik, skrzyp i nagietek. Jadłam pestki moreli, w których jest witamina B17 likwidująca komórki nowotworowe. Miałam bardzo dobre wyniki. Jadłam dużo witaminy C. Wtedy dowiedziałam się o Instytucie Doktora Ratha i o leczeniu raka witaminą C (dużymi dawkami – najlepiej w kroplówce), ale nie miałam takiej możliwości, więc brałam 5000 mg w tabletkach (lepsza jest w proszku jako kwas askorbinowy; zob. J. Zięba, Ukryte terapie). W październiku (cały czas czekałam na zawiadomienie ze szpitala o terminie operacji) zaczęła mnie boleć noga, biodro i kolano. Byłam u lekarza rodzinnego. Diagnoza ‒ zapalenie stawów. Lekarz przepisał mi tabletki na stan zapalny oraz środki przeciwbólowe. Dostałam wiadomość od mojej mamy, że jej sąsiadka bierze na bolące stawy wodę utlenioną. Przeczytałam książkę Iwana Nieumywakina Woda utleniona na straży zdrowia. Zaczęłam też pić wodę utlenioną. Ból był mniejszy. Wyniki krwi dobre. Znowu były Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Miły czas spędzony z rodziną. Syn, synowa, wnuki, młodsza córka i mąż. Było dużo prezentów i dużo pysznego jedzenia. Było wspaniale. Cały czas pozytywnie myślałam, odmawiałam afirmacje i modlitwę Ojcze nasz. Czułam się dobrze. Wyniki też miałam dobre.

ZŁAMANIE NOGI – RAK POWRÓCIŁ – STYCZEŃ 2013 R.

Rok 2013 zaczął się pracowicie. Moja młodsza córka skończyła 21 lat (pełnoletność tu w Irlandii). Robi się wtedy wielkie przyjęcie w restauracji. I takie było. Dużo przyjaciół, koleżanek i kolegów oraz rodzina. Zabawa z DJ-em (naszym kuzynem mieszkającym też w Irlandii) do białego rana.

18 stycznia był brzydki dzień. Cały dzień padał deszcz. Wróciłam z zakupów. Wchodząc do domu, pośliznęłam się w korytarzu i złamałam nogę. Okropny ból. Pękła mi kość w udzie. Pogotowie odwiozło mnie do szpitala. Operacja nogi. Metalowy pręt na wzmocnienie kości udowej. Badania krwi, prześwietlenie, tomografia. Okazało się, że przerzut nowotworu do kości. Jakieś zmiany w wątrobie i na płucach. Szok! Znowu pojawiła się wielka pustka w moim życiu. Po dwóch dniach wzięłam się w garść. Wiadomość tę postanowiłam przyjąć – jakby mi powiedziano, że mam ostre zapalenie płuc (czasami groźne), ale to można leczyć. Z tym można żyć (tak sobie to tłumaczyłam). Zaczęłam się modlić. Odmawiać Ojcze nasz. Odmawiałam afirmacje, zmuszając mózg do pozytywnego myślenia. „Jestem zdrowa, jestem silna, każda komórka mego ciała jest zdrowa i funkcjonuje prawidłowo, mój układ kostny jest zdrowy i silny, układ immunologiczny funkcjonuje prawidłowo...”

Leżałam w szpitalu 10 dni. Miałam rehabilitację i ustalono mi leczenie onkologiczne. Zaproponowano mi chemioterapię. Nie zgodziłam się. Znowu miałam radioterapię. Jeden zabieg naświetlania na nogę i jeden zabieg naświetlania na kręgosłup (profilaktycznie). Ponadto ustalono jeszcze raz w badaniach, że mój rak jest hormonozależny. Dostałam terapię hormonalną. Zastrzyk FASLODEX, który obniża poziom estrogenu. Jeden raz w miesiącu. Po chyba piątym zastrzyku wszystkie guzki na lewej piersi zginęły i tak jest do dziś. Ta terapia hormonalna jest do końca życia (a zamierzam żyć minimum do 80 lat, czyli jeszcze 20 lat, a może i więcej...). Dostaję też lek ZOMETA w kroplówce na wzmocnienie kości. Przez dwa lata dostawałam co miesiąc. Teraz w 2015 roku co 3 miesiące. Co miesiąc mam wykonywane badanie krwi przed zastrzykiem hormonalnym. Raz na 6 miesięcy tomografię całego ciała. Raz na trzy miesiące spotkanie z onkologiem. Jestem pozytywnie zaskoczona opieką tu w Irlandii nad osobami chorymi na raka (mam dobre doświadczenia, choć słyszałam też inne opinie). Zaraz po wyjściu ze szpitala skierowałam się do ośrodka terapeutycznego dla osób chorych na raka – Solas Centre – dowiedziałam się o nim od mojej synowej. Były tam spotkania z psychologiem, terapia radzenia sobie ze stresem, refleksologia, czyli masaż nóg, oraz terapia poprzez sztukę malarską. Trwało to 3 miesiące. Ośrodek ten jest otwarty – można tam wracać, jak ma się taką potrzebę.

DWA LATA LECZENIA HORMONALNEGO I NIE TYLKO... – 2015 R.

Minęły 2 lata od złamania nogi. Wyniki cały czas mam dobre. Tomografia całego ciała OK. Nie mam żadnych guzków. Przez ten cały czas oprócz leczenia konwencjonalnego leczę się bardzo intensywnie niekonwencjonalnie. Czytam nowości, przeglądam Internet i rozmawiam z ludźmi z podobnymi problemami oraz czytam ich wypowiedzi na blogach. Dowiedziałam się więc, że moja znajoma mieszkająca w Norwegii zachorowała na raka mózgu (guz wielkości mandarynki). Lekarze tam oprócz leczenia konwencjonalnego na bardzo wysokim poziomie (bo miała również przeszczep komórek macierzystych) kazali zażywać BioBran (wysokie dawki). Zaczęłam też brać BioBran (1000). Brałam go 3 miesiące. Ponownie zaczęłam stosować wodę utlenioną. Stosowałam też olej z papryczek habanero (odmiana papryczek chili ‒ bardziej ostra). Jest w nich związek KAPSAICYNA, która zabija każdy rodzaj raka. Sama zrobiłam według przepisu z Internetu. Piłam wyciąg z pokrzywy (podnosi hemoglobinę, która opada przy nowotworach).

Biorę witaminę D (ludzie, którzy chorują na raka, mają niedobór tej witaminy). Zrobiłam wyniki i okazało się, że mam witaminę D poniżej normy. Trzeba ją brać z witaminą K2-MK7 – to lepiej się przyswaja [J. Zięba, Ukryte terapie]. Stosowałam i stosuję też dietę doktor Budwig (polega ona między innymi na spożywaniu oleju lnianego z siemienia lnianego wg odpowiednich zasad). Obecnie piję też koktajl z zielonego młodego jęczmienia. Daje dużo siły. Czujesz się mocniejsza. Jest to bomba witaminowa. Biorę również żelazo, kwas foliowy, witaminy B12 i B6, magnez z wapniem i cynkiem. Tak podpowiadała mi intuicja.

Natknęłam się w Internecie na artykuł doktora Aleksandra Cichockiego, który potwierdza to, co do tej pory brałam i robiłam intuicyjnie. Jest to artykuł pod tytułem Profilaktyka raka.

Moja młodsza córka mieszka z nami. Daję jej profilaktycznie to, co sama biorę. Mam nadzieję, że los ją oszczędzi i nigdy nie dotknie jej nowotwór, a profilaktyka zadziała. Dzisiaj profilaktyka to – USG, tomografia, mammografia, badanie piersi – czyli wczesne wykrywanie raka. Moim zdaniem – jestem o tym głęboko przekonana – powinno się do tego dołączyć branie witamin i mikroelementów, makroelementów, suplementów diety, wzmacniać swój system immunologiczny, aby organizm wrócił do równowagi chemicznej poprzez znane już preparaty i metody wymienione w mojej książce. To jest pełna profilaktyka, oczywiście plus dieta, plus pozytywne myślenie.

MOJA MAMA

Moja mama ma obecnie 81 lat. 3 lata temu w 2012 roku pojawił się u niej guzek na prawej piersi. Jak pisałam na początku – lewą pierś miała amputowaną w 1989 roku. Dostała wtedy radioterapię. Badania wykazały, że był to nowotwór niezłośliwy. Ten nowy guzek na prawej piersi okazał się złośliwy, ale hormonalny. Wycięto jej całą pierś. Dostała też tylko radioterapię (na chemię się nie zgodziła). Jest dzielną kobietą (chyba mam to po niej). Mimo wieku i przeżyć, które ją dotknęły (rak, śmierć męża 26 lat temu), ma dużo energii i chęci do życia. Stosuje też medycynę niekonwencjonalną (zioła, suplementy diety oraz leczy się metodą „S” we Wrocławiu).

Jej powiedzonko to: „Rak nie będzie mną rządził, to ja nim rządzę”. Wymieniamy się doświadczeniami i zasłyszanymi informacjami, które sprawdzam. Kocham ją i podziwiam za hart ducha.

Problemy mobilizują mnie i moją mamę do działania. Nie poddajemy się. Nie użalamy nad sobą. WALCZYMY!

I MOBILIZUJEMY INNYCH DO WALKI.

JA

Pamiętajcie w tym wszystkim o sobie. O swoim wyglądzie. Bo dbanie o siebie daje ci dobre samopoczucie, które z kolei daje ci siłę do działania.

Idź do fryzjera.

Idź do kosmetyczki.

Idź do manicurzystki.

Możesz też zadbać o siebie w domu. Kup sobie nowy ciuszek – może być w second hand. Uwielbiam te sklepy. Ja uwielbiam dbać o siebie. Uwielbiam latać po sklepach. Jest to dla mnie pewien relaks, rodzaj terapii. Dobry wygląd daje dobre samopoczucie, a to daje ci siłę do walki i chęć do życia i w ten sposób pokonujemy raka. Po angielsku to brzmi: GOOD LOOK – FEEL BETTER. Jak możecie, to jedźcie raz w roku na wczasy lub do sanatorium, aby zregenerować siły.

Dbajcie o ciało i duszę.

Róbcie to, co lubicie.

Chodźcie na jogę, do teatru, na koncerty.

Tańczcie do ulubionej muzyki w domu.

Chodźcie na spotkania do „Amazonek”.

I jeszcze jedno.

Wystrzegajcie się ludzi hałaśliwych i agresywnych, niemiłych i złośliwych. Złość szkodzi zdrowiu, osobie złośliwej, ale przede wszystkim tobie. Ci ludzie zabierają ci energię. Nazywamy ich wampirami energetycznymi. My też możemy czasami nimi być.

Gdy jesteśmy źli, niemili, krzyczymy na wszystkich. Kontroluj to!!! Szkodzisz sobie i innym. I jeszcze jedno. Nie zabierajcie sobie energii sztucznymi ubraniami. Chodzi tu o to, abyście nosili wszystkie rzeczy z naturalnych materiałów. Na pewno przeżyliście w swoim życiu taką chwilę, że po ubraniu czegoś nowego, źle się poczuliście. To właśnie to! Blokuje się twój organizm, źle się czujesz, nie leczysz się, bo jesteś „zablokowana”.

MOJE PRZEMYŚLENIA

Mój rak wracał zawsze po wielkim stresie w moim życiu (śmierć taty, operacja mamy, nieudany biznes, choroba w rodzinie, urodzenie mojej niepełnosprawnej córki, zawał męża). Nie ukrywam, że zajadałam ten stres słodyczami. Karmiłam raka. Teraz zjem od czasu do czasu kostkę czekolady lub małego loda, ale nie ma słodkości w moim domu. Wyjątkiem są święta i wakacje. A jak potrzebujesz cukier to kup ksylitol. Zdrowy cukier to ksylitol (cukier brzozowy), który można kupić w sklepie ze zdrową żywnością. À propos brzozy – huba ‒ grzyb, który rośnie na brzozie, jest świetna w zwalczaniu raka. Mieli się ją i pije. Nie próbowałam tego, ale mam sąsiada w Polsce, który ma białaczkę i nie stać go na dojazdy do onkologa i drogie preparaty. Zbiera hubę brzozy, miele ją, pije i żyje. Nawet lekarze, jak się do nich zgłasza, dziwią się, że ma tak dobre wyniki i jeszcze żyje. Stres to pierwszy bodziec i przyczyna rozwoju raka. U mnie po każdym stresie związanym z sytuacją życiową – rak powracał.

 

ODŻYWIANIE

Przy pierwszych spotkaniach z rakiem starałam się jeść zdrowo (tak mi się wydawało). Nie jest to jednak takie proste, ale można się tego nauczyć.

Zwłaszcza obecnie, gdy jest na rynku dużo warzyw i owoców z upraw ekologicznych oraz kurczaków i indyków ze zdrowych hodowli. Na pewno wiem jedno – ja nie kupuję produktów z Holandii. Moja siostra kiedyś pracowała przy zbiorach papryki i ogórków – zgroza!!! Obecnie piekę sama chleb (jak dojdziesz do wprawy, to w pół godziny go zrobisz); przepis, z którego korzystam, podam później. Używam dużo przypraw, zwłaszcza kurkumy, która działa bakterio- i wirusobójczo, a jest stosowana jako przyprawa i lekarstwo w Indiach. Nie używam kostek rosołowych i Vegety. Używam soli morskiej na przemian z himalajską, pieprzu, magi oraz różnych ziół.

Kurkuma, oregano, majeranek, tymianek, imbir, cynamon, liść laurowy, ziele angielskie... ‒ to przyprawy, które stosuję. Używam i jem dużo kasz, groch, fasolę, ciecierzycę, zieloną i czerwoną soczewicę. Zupa z zielonej soczewicy jest przepyszna, tak zwana zupa grecka. Piję herbaty owocowe – malinową, zieloną i inne, oraz dużo ziół – rumianek, pokrzywę, skrzyp, krwawnik, nagietek... No i oczywiście piję wodę mineralną z cytryną lub sodą oczyszczoną. Piję również rano na czczo szklankę wody z 2 łyżkami octu jabłkowego i 2–3 razy dziennie szklankę wody z 1 małą łyżeczką kwasu askorbinowego (witaminą C w proszku). Na noc piję szklankę wody ze szczyptą soli himalajskiej (pozwala lepiej spać). Prawie codziennie piję jedną kawę z ekspresu z odrobiną mleka kokosowego bez cukru. W ogóle nie ma w mojej kuchni cukru. Chyba że coś piekę, to używam ksylitolu. Czasami zjem jedną kostkę czekolady czarnej ze skórkami pomarańczowymi. Wieczorem od czasu do czasu piję jedną lampkę dobrego czerwonego wina z winogron, ale tylko jedną, bo dwie już szkodzą. Przy nowotworach to bardzo dobry zdrowy napój ze względu na swe właściwości antyoksydacyjne. Przykładową dietę antyrakową można znaleźć w książce Romany Chojnackiej i Jolanty Przytuły Potrawy, które leczą. Podaję również tabele produktów zasadowych i kwasowych. Chodzi o to, aby dieta nie zakwaszała organizmu, bo rak lubi kwaśne środowisko i cukier, a w zasadowym ginie. Komórki nowotworowe, jak nie mają pokarmu, czyli cukru, i dobrej gleby, czyli środowiska kwasowego, to giną. Tak jak roślina bez wody i dobrej gleby umiera. Jedz z głową, a jesteś w stanie zagłodzić raka.

 

Jak wygląda mój dzień?

Wstaję między 7:30 a 9:30 (w zależności, o której poszłam spać). Najzdrowiej jest iść spać do godziny 22:00, tak mówią badania dotyczące snów. Nie zawsze mi się to udaje. Rano piję szklankę wody mineralnej (z butelki szklanej) niegazowanej lub lekko gazowanej z sokiem z cytryny lub łyżeczką kwasu askorbinowego (witaminą C). Czasami 2–3 razy w tygodniu dodaję do wody jedną łyżeczkę sody oczyszczonej i jedną łyżeczkę miodu (jest to koń trojański dla komórek nowotworowych; tworzy w organizmie środowisko zasadowe, które jest zabójcze dla raka). Czasami rano biorę też szklankę wody z kilkoma kroplami (do dziesięciu) wody utlenionej (na przemian), piję również szklankę wody z 2 łyżkami octu jabłkowego, który reguluje kwasowość żołądka i lepiej wtedy wchłaniają się witaminy. Zażywam też witaminy: D3 z K2-MK7, C jako kwas askorbinowy (duże dawki, min. 2000–5000 mg), B12, B6, kwas foliowy, czasami żelazo, magnez z wapniem i cynkiem oraz selen (rozdzielam to na rano, popołudnie i wieczór). Są różne opinie dotyczące witaminy B12 w przypadku chorujących na nowotwór – dlatego biorę ją tylko dwa razy w tygodniu.

Każda kuracja powinna trwać co najmniej 2–3 miesiące, później robimy wyniki. Jeżeli np. witamina D zwiększyła swój poziom z najniższego do najwyższego, to zmniejszamy jej dawkę lub robimy miesięczną przerwę, po której robimy ponownie wyniki i obserwujemy jej poziom itd. Dotyczy to również innych witamin, np. B12, B6, A, E, a także Mg...

Śniadanie – płatki owsiane z orzechami i owocami na wodzie lub mleku kokosowym, czasami migdałowym, szklanka kawy z ekspresu z mlekiem kokosowym lub ryżowym na przemian z zieloną herbatą. Po śniadaniu krótki spacer. Oczywiście – rano na czczo szklanka wody z wymienionymi wyżej składnikami na przemian (ocet jabłkowy, woda utleniona…). Według nowych badań najlepiej jest zacząć od szklanki wody z 2 łyżkami octu jabłkowego – leczy to dużo chorób (zob. J. Zięba, Ukryte terapie); ja obecnie od tego zaczynam dzień.

Lunch – jedna bułka własnego wypieku z pastą z awokado i jajek na twardo oraz łyżeczką musztardy, gruby plaster pomidora i liść zielonej sałaty lodowej. Czasami robię omlet z warzywami lub biały ser zmieszany z olejem lnianym według diety doktor Budwig. Około godziny do dwóch po lunchu piję mieszankę ziół (pokrzywę, skrzyp, nagietek, krwawnik lub tylko jedno z wyżej wymienionych ziół) – są to zioła przeciwnowotworowe.

Obiad – zupa z zielonej soczewicy na oleju z oliwek – przepyszna, uwielbiam ją. Przepis jest na opakowaniu zielonej soczewicy. Przygotowuję też pierś kurczaka z cebulką i warzywami, surówkę z kapusty i marchwi z olejem z oliwek i octem jabłkowym, solą, pieprzem i odrobiną ciepłej wody.

Deser – galaretka wcześniej zrobiona z owocami, szklanka wody gazowanej z cytryną lub wyciśnięty sok z pomarańczy i grejpfruta. Dwie godziny po obiedzie staram się pić sok Noni lub trzy łyżeczki rozpuszczonego pyłku pszczelego w szklance wody, albo inne suplementy diety, o których wcześniej pisałam – zależy, co w danym momencie mam w domu. Po obiedzie idę na krótki spacer.

Podwieczorek – koktajl owocowy z dodatkiem proszku z zielonej pszenicy lub zielonego jęczmienia. Na 3 szklanki (dla męża, córki i dla mnie) daję jeden banan i jedno jabłko, 1 pomarańczę, 3 łyżki proszku jęczmiennego lub pszenicznego i 3 szklanki wody niegazowanej. Miksuję to wszystko 3–4 minuty w mikserze do robienia koktajli. Pychotka – a jaka zdrowa i daje kopa, bo jest to bomba witaminowa.

Kolacja – 20:00 – serwuję sobie i rodzinie gotowane warzywa oraz rybę, szklankę ziołowej herbaty lub jogurt i szklankę ziołowej herbaty. Dwie godziny po kolacji – gdy idę spać, biorę 3–4 pestki z moreli, które zawierają witaminę B17, lub piję sok z Noni czy sok z aloesu, albo też piję kapsaicynę (wyciąg z papryczek chili) lub 10 kropli wody utlenionej na szklanką wody. Czasami piję również szklankę wody ze szczyptą soli himalajskiej (ma dużo mikro- i makroelementów). Kiedy nie możesz spać, wypij przed snem szklankę wody i na język daj szczyptę soli himalajskiej. Śpisz jak zabita.

 

PASOŻYTY

W naszym organizmie, czy tego chcemy czy nie, mamy bakterie, wirusy, grzyby i robaki – zwłaszcza jak się ma zwierzaki w domu. Mamy te złe i te dobre. Bardzo ważną rzeczą jest minimum cztery razy do roku oczyszczenie organizmu z pasożytów mieszkających w naszym ciele. W ten sposób wzmacniamy układ immunologiczny, który ma siłę walczyć z komórkami nowotworowymi. Na to robactwo najlepszy jest ParaProtex (który też zabija lamblie); można go dostać w sklepie ze zdrową żywnością lub firmie CaliVita. Można też pić nalewkę z orzecha włoskiego (doskonałą również na dolegliwości żołądkowe). Wspaniale i skutecznie zabija i oczyszcza z robaków urządzenie Zapper doktor Clark, o którym już pisałam. Możecie potwierdzić jego skuteczność, gdy zaczyna wam się „opryszczka” na wardze lub w nosie. Korzystam z niego często ‒ 3–4 razy w tygodniu. Podłączam się trzy razy w ciągu dnia i wieczorem i już nie ma opryszczki. Musicie też odrobaczać w tym samym czasie wszystkich domowników i swoje zwierzęta (jest to bardzo ważne). Do tego celu można też użyć preparatu pod nazwą – Vermox – do kupienia w aptece. Czasami na robaczyce nasze babcie używały nalewki czosnkowej i czosnku. Bardzo skutecznym sposobem na robaczyce są też pestki dyni lub olej z pestek, a także sok z kiszonej kapusty. Poczytaj trochę o robakach, jakie mogą być w naszym organizmie. Dlaczego musimy się odrobaczać? Dlaczego odrobaczanie jest bardzo ważne? Teraz, gdy zaczynam kurację leczenia czymkolwiek naturalnym, pierwszą rzeczą, jaką robię, to się odrobaczam. Używam Zapper i wszelkie wyżej opisane nalewki w zależności od tego, co mam pod ręką w danym momencie.

 

OCZYSZCZANIE

Bardzo ważny temat w przypadku każdej choroby, a zwłaszcza raka.

Jest wiele metod oczyszczania i wiele organów możemy oczyścić w swoim ciele. Oczyszczaniem jest pozbycie się robaków, grzybów, wirusów i bakterii, które nam szkodzą. Jak już pisałam, możemy to zrobić nalewką czosnkową, nalewką orzechową, pestkami dyni, sokiem z kapusty kiszonej, ParaProtexem, Vermoxem oraz urządzeniem Zapper. Ja często używam Zapper doktor Clark, a także nalewki orzechowej, którą mam cały czas w domu. Można też oczyścić limfę metodą doktora Ashkara (bardzo skuteczna metoda, ale ja jej nie stosowałam). Stosowałam natomiast oczyszczanie wywarem z liści laurowych, sokiem z grejpfruta z łyżeczką oliwy z oliwek, nalewką czosnkową oraz olejem z liści oliwnych (który działa również przeciwzapalnie). Ponoć warto też oczyszczać swój organizm poprzez lewatywy (których nie robiłam) i głodówkę, którą wprowadzam regularnie raz na trzy miesiące przez trzy dni.

Wywar z liści laurowych stosowałam i stosuję od czasu do czasu (oczyszcza on wspaniale kości i limfę).

Grejpfrut, najzdrowszy z cytrusów, też stosuję często do oczyszczania wątroby. Wszystko to jest opisane w książkach Michała Tombaka. Zastanów się, co musisz oczyścić w swoim organizmie i sięgnij do tych książek. Musisz też oczyścić swój organizm z toksyn i metali ciężkich. Najlepiej do tego celu służy witamina C w proszku w postaci kwasu askorbinowego lub askorbinianu sodu [J. Zięba, Ukryte terapie]. Musicie ją kupić i przeczytać! Jest niesamowita! To jest hit hitów!!! Potwierdza prawie wszystko, co robiłam przez te 25 lat. MÓWI, JAK ULECZYĆ NIEULECZALNE.

 

SIŁA I WIARA

Zobaczcie, ile jest metod w medycynie niekonwencjonalnej, które możecie stosować razem z metodami medycyny konwencjonalnej, aby żyć w symbiozie z rakiem, a może też wygrać walkę z nim.

JAK SĄDZICIE – WARTO SPRÓBOWAĆ?

WARTO WALCZYĆ O ŻYCIE?

Świadomość, że istnieją metody, które możesz stosować do walki z rakiem, daje ogromną siłę i wiarę w wyzdrowienie.

A WIARA CZYNI CUDA!

NIE BĄDŹCIE BIERNI!

WALCZCIE!!!

WASZE ŻYCIE W WASZYCH RĘKACH.

NIE CZEKAJCIE!

NA WALKĘ NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO!

Cieszcie się drobnostkami w swoim życiu.

Doceniajcie to, co macie, doceniajcie to, że macie ręce i możecie sami zrobić sobie śniadanie, że macie nogi i możecie iść na spacer i podziwiać piękno przyrody wokół Was.

Że możecie rozmawiać, przebywać z najbliższymi.

MYŚLCIE POZYTYWNIE.

Czy wiecie, że ludzie, którzy leżą w łóżku, też mogą ćwiczyć i się nie poddawać, między innymi myśląc pozytywnie. Polecam jeszcze raz książki Michała Tombaka. Jest to profesor nauk biologicznych, który zbierał wiedzę swoich babek i prababek. W jego książkach zebrana jest wiedza na temat zdrowego życia, oczyszczania organizmu, gimnastyki dla osób leżących i wiele ciekawych porad.

Warto kupić i przeczytać te książki i wybrać coś dla siebie.

Ja codziennie po obudzeniu masuję małżowiny uszne 30 razy, na nich tak jak na stopach jest mapa ciała. Są receptory, które odpowiadają wewnętrznym organom naszego organizmu.

ŻYCZĘ POWODZENIA, SIŁY DO WALKI, POZYTYWNEGO MYŚLENIA.

DO DZIEŁA!!!

TWOJE ŻYCIE W TWOICH RĘKACH!

Ja mam teraz 60 lat, a zamierzam dożyć 80 lat i więcej.

Życzę wszystkim tego samego. Długich lat w szczęściu i symbiozie z rakiem lub bez niego.

 

WIARA CZYNI CUDA!!!

 

KURACJE, KTÓRE STOSOWAŁAM

Przedstawiam tu spis kuracji, które stosowałam przez te 25 lat, dołączając fragmenty ich opisów. Pozwoli to Wam lepiej zrozumieć, co robiłam i dlaczego?

Sok Noni

Jagody Acai

Vilcacora, inaczej koci pazur

Essiac

Woda utleniona

Soda oczyszczona

Żeń-szeń

Propolis

Selen

Jan od Boga z Brazylii (po wizycie u niego odrzuciłam laskę i chodzę bez niej). Bywa raz w roku w Europie. Ostatnio był w Austrii (przeżycie nie do opisania). Więcej informacji na stronie – „Ars Libra” Włodzimierz Osiński.

Raphacholin na wątrobę – znacznie poprawia jej stan. Ja brałam go 3 miesiące. Teraz biorę od czasu do czasu.

– Bardzo ważnym organem są też nerki w naszym organizmie. Według medycyny chińskiej kumuluje się tam energia życiowa (zwłaszcza w prawej nerce). Piję więc skrzyp, który wspomaga pracę nerek i działa przeciwdepresyjnie (Maria Treben Apteka Pana Boga). Wieczorami przed zaśnięciem w łóżku rozgrzewam prawą nerkę, a później lewą bardzo ciepłym termoforem.

Ponadto w zimowe wieczory bardzo fajnie się zasypia z ciepłą poduchą. Wieczne zimno – to przypadłość osób z nowotworem, więc ten termofor to nasze leczenie. Plus ciepłe herbatki ziołowe z imbirem, miodem, ale małe ilości miodu (rak żywi się glukozą).

Czyli zero cukru i słodyczy. Można używać ksylitolu – cukru brzozowego.

Żyworódka i pokrzywa z upraw pani Jadwigi Wolskiej, która pomogła wielu ludziom chorym na raka.

Ocet jabłkowy – rewelacja w prawidłowym zakwaszeniu żołądka (nie mylić z zakwaszeniem organizmu).

Larwy much – skutecznie leczą rany (zwłaszcza po oparzeniach).

 

METODY, O KTÓRYCH SŁYSZAŁAM I O NICH CZYTAŁAM, ALE JESZCZE ICH NIE STOSOWAŁAM

Krzem

TFX (wyciąg z grasicy)

Komórki macierzyste

Metoda doktora Ashkara

Owoc gravioli

Olej Simpsona, czyli olej z konopi indyjskich. Oczywiście słyszeliście na pewno ostatnie dyskusje na temat marihuany medycznej w polskiej telewizji. Olej Simpsona likwiduje ataki padaczki lub je znacząco zmniejsza. Jest to niesamowite i prawdziwe. Ale jest również bardzo pomocny przy leczeniu raka i innych chorób XXI wieku. Chciałam ten olej sprowadzić do Irlandii, gdzie obecnie mieszkam jak już wiecie, ale w Irlandii jest nielegalny tak jak w Polsce. Można go używać i jest dopuszczony do celów medycznych w Czechach, Holandii, USA, Kanadzie.

 

DONIESIENIA Z OSTATNIEJ CHWILI:

– NALTREXON – lek XXI wieku medycyny konwencjonalnej

– CZYSTEK – zioło na wirusy

– IMMUNOTERAPIA – przyszłość onkologii

– DIETA OLEOKETOGENNA – nowość

 

KSIĄŻKI, KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ (JA JE CZYTAŁAM)

– Joe Vitali, Zero ograniczeń mówi o filozofii życia – HOOPONOPONO

– Piotr Lewandowski, Samoleczenie metodą B.S.M.pomagasz sam sobie

G.P. Małachow, Lecznicza głodówka ‒ warto robić 3–4 razy do roku

– Michał Tombak ‒ książki zawierające porady dotyczące leczenia metodami naturalnymi

– Doktor Ewa Dąbrowska, Dieta warzywno-owocowa

Charlotte Gerson, Terapia Doktora Gersona. Leczenie raka i innych chorób przewlekłych mówi o sile soków wyciskanych z owoców i warzyw.

– Maria Treban, Apteka Pana Bogadotyczy wspaniałej mocy ziół

– Joan Carper, Żywność twój cudowny lek, Przestań się starzeć od dziś lub inne książki tej samej autorki (książki te pozwalają, a raczej dają wskazówki, co jeść, jak żyć, aby być zdrowym i cieszyć się życiem)

– Jerzy Zięba, Ukryte terapie – HIT HITÓW (dla wszystkich, którym zależy na zdrowiu i wyleczeniu). Jego wykłady pod tym samym tytułem są dostępne na www.youtube.com

 

OŚRODKI W POLSCE (I NIE TYLKO) STOSUJĄCE TERAPIE ANTYNOWOTWOROWE

– Ośrodki w Polsce z dietą doktor Dąbrowskiej

– Ośrodki w Polsce z metodami profesora Michała Tombaka

– Ośrodek Niekonwencjonalnej Terapii Antynowotworowej w Polsce

– Klinika Cell Vital Naturheilpraxis w Baden-Baden, Niemcy (www.cellvital.net)

– Ośrodki w Meksyku: gdzie stosuje się metody leczenia sokami specjalnie wyciskanymi według metody Gersona oraz ośrodki leczące witaminą C (dużymi dawkami w kroplówce) i stosujące terapie psychologiczne

 

OŚRODKI STOSUJĄCE CHELATACJĘ (CHELATACJA.COM)

– Gdynia – www.drkrasicki.pl/chelatacja.html

– Wrocław – ul. Solskiego – dr Remigiusz Talar i dr Kazimierz Dąbrowski

– Wrocław – Klinika dr. Krasickiego (juniora) – leczą witaminą C

– Kłodzko – dr Pokrywka – Akademia Długowieczności (chelatacja)

– Dr Stewart – Port Loase – IRLANDIA (www.chelationireland.com)