Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali - Stefan Zgliczyński

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali

0,0

Mit Polski Niewinnej jest powielany od dziesięcioleci, wyrastają na nim kolejne pokolenia Polaków. Jan Tomasz Gross dotknął swoimi książkami zaledwie czubka góry – za co mu chwała. Z kolei prace zawodowych badaczy Zagłady, które obnażają polskie w niej wspólnictwo, nie są niestety znane szerszej publiczności. Szkoda, bo wywracają do góry nogami społeczną historię Polski – II RP, okupacji, PRL aż do dziś. W tym kontekście pojawia się książka Stefana Zgliczyńskiego, nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki. Oby ta publika zdołała kiedyś przyjąć do wiadomości, że Polacy masowo donosili na żydowskich sąsiadów (tak, tak, to nie były pojedyncze zatrute jabłka), szantażowali, wymuszali haracze, mordowali. Cierpimy na niedostatek wiedzy i refleksji nad tym, co Polska i Polacy wyrządzili Żydom czy Polakom żydowskiego pochodzenia (odwieczny kłopot z definicją). Nie dlatego, że wiedza ta jest niedostępna, lecz dlatego że większość się przed nią broni. Może książki takie, jak mocna i poruszająca praca Zgliczyńskiego przyczynią się kiedyś w końcu do głębokiej zmiany? A może nie? Możliwe, że mit Polski Niewinnej jest nie do wykorzenienia. Ale próbować trzeba – i ta książka jest taką właśnie ważną, odważną i ambitną próbą - Artur Domosławski

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Jak Po­la­cy Niem­com Ży­dów mor­do­wać po­ma­ga­li

Re­dak­cja

Anna Ka­pu­ściń­ska

 

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki

Nor­bert Stru­kow

www.stru­kow.pl

 

Skład

Da­riusz Pi­sku­lak

 

Ko­rek­ta

Anna Za­rem­ba

 

 

 

Text co­py­ri­ght © by Ste­fan Zgli­czyń­ski

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Czar­na Owca, 2013

 

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ni­niej­szy plik jest ob­ję­ty ochro­ną pra­wa au­tor­skie­go i za­bez­pie­czo­ny zna­kiem wod­nym (wa­ter­mark).

Uzy­ska­ny do­stęp upo­waż­nia wy­łącz­nie do pry­wat­ne­go użyt­ku. Roz­po­wszech­nia­nie ca­ło­ści lub frag­men­tu ni­niej­szej pu­bli­ka­cji w ja­kiej­kol­wiek po­sta­ci bez zgo­dy wła­ści­cie­la praw jest za­bro­nio­ne.

 

 

 

Wy­da­nie I

 

 

ISBN 978-83-7554-689-7

 

 

Czarna Owca

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

e-mail: wydawnictwo@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. (22) 616 29 36; faks (22) 433 51 51

Zapraszamy do naszego sklepu internetowego:

www.czarnaowca.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Virtualo Sp. z o.o.

Moim dzie­ciom –

An­nie-Ma­rii i Oli­we­ro­wi

Wstęp

Zde­cy­do­wa­na więk­szość osób, któ­rym przy­to­czy­łem ty­tuł ni­niej­szej książ­ki, za­re­ago­wa­ła nie­sły­cha­nie gwał­tow­nie – po­czu­ła się ob­ra­żo­na. Bo po­ma­gać Niem­com w mor­do­wa­niu Ży­dów mo­gli Ukra­iń­cy, Ło­ty­sze, Li­twi­ni czy inni ko­la­bo­ran­ci. Ale Po­la­cy? To wy­kra­cza tak da­le­ko poza ho­ry­zont na­szej per­cep­cji, że nie­mal po­wszech­nie spo­ty­ka się z obu­rze­niem i po­tę­pie­niem.

Ba! To prze­ko­na­nie o nie­win­no­ści Po­la­ków jest na­wet za­pi­sa­ne w usta­wie sej­mo­wej z 18 paź­dzier­ni­ka 2006 r., któ­rej je­den z ar­ty­ku­łów gło­si: „Kto pu­blicz­nie po­ma­wia Na­ród Pol­ski o udział, or­ga­ni­zo­wa­nie lub od­po­wie­dzial­ność za zbrod­nie ko­mu­ni­stycz­ne lub na­zi­stow­skie, pod­le­ga ka­rze po­zba­wie­nia wol­no­ści do lat 3”1.

Swo­ją dro­gą to ge­nial­ny po­mysł, aby o hi­sto­rycz­nej wi­nie ja­kie­goś na­ro­du de­cy­do­wa­ła usta­wa sej­mo­wa, gro­żą­ca in­a­czej my­ślą­cym wię­zie­niem. Przy­kład Tur­cji, w któ­rej mó­wie­nie o lu­do­bój­stwie Or­mian jest rów­nież ka­ra­ne od­siad­ką, na­su­wa się sam. Skan­da­licz­na usta­wa od­zwier­cie­dla jed­nak stan umy­słów i du­cha du­żej czę­ści na­sze­go spo­łe­czeń­stwa, nie­przyj­mu­ją­ce­go do wia­do­mo­ści fak­tu, że Po­la­cy mo­gli­by mieć co­kol­wiek wspól­ne­go ze zbrod­nia­mi hi­tle­row­ski­mi (z udzia­łem w zbrod­niach ko­mu­ni­stycz­nych upo­ra­no się w pro­sty spo­sób – zbrod­nia­rza­mi sta­li­now­ski­mi byli prze­cież Ży­dzi, a nie Po­la­cy).

To za­prze­cze­nie i wy­par­cie nie ma ra­cjo­nal­ne­go pod­ło­ża, nie opie­ra się też na żad­nych wia­ry­god­nych prze­słan­kach hi­sto­rycz­nych. Choć pra­wi­co­we me­dia i wy­daw­nic­twa dwo­ją się i tro­ją, aby za­kła­mać bądź po­mniej­szyć i uspra­wie­dli­wić udział Po­la­ków w mor­do­wa­niu Ży­dów, to za­rów­no w Pol­sce, jak i na świe­cie uka­za­ło się do­sta­tecz­nie dużo bo­ga­to udo­ku­men­to­wa­nych prac hi­sto­rycz­nych, aby po­dob­ne pseu­do­nau­ko­we ekwi­li­bry­sty­ki wsa­dzić do jed­ne­go wor­ka z twier­dze­nia­mi Da­vi­da Irvin­ga, że Hi­tler nie miał nic wspól­ne­go z Ho­lo­cau­stem.

Nie je­stem za­wo­do­wym hi­sto­ry­kiem i nie jest moją am­bi­cją na­pi­sa­nie dzie­ła źró­dło­we­go do­ty­czą­ce­go tego okre­su hi­sto­rii Pol­ski, tym bar­dziej że ist­nie­je w Pol­sce gru­pa ba­da­czy zwią­za­na z Cen­trum Ba­dań nad Za­gła­dą Ży­dów, któ­ra od lat zaj­mu­je się tym te­ma­tem, a owo­ce ich pra­cy, na cze­le z rocz­ni­kiem „Za­gła­da Ży­dów. Stu­dia i Ma­te­ria­ły”, są naj­wyż­szej pró­by.

Za­le­ży mi na­to­miast na tym, aby upo­wszech­nić wie­dzę do­stęp­ną hi­sto­ry­kom, któ­ra wciąż w zbyt ma­łym stop­niu sta­ła się wie­dzą po­wszech­ną, od­kry­wa­ną nie przy oka­zji wy­da­nia ko­lej­nej „sen­sa­cyj­nej” książ­ki Gros­sa, ale obec­ną cho­ciaż­by w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych.

Po co? Głów­nie po to, aby ode­brać śmier­cio­no­śną broń ide­olo­gicz­ną pol­skim na­cjo­na­li­stom, któ­rzy w par­la­men­cie, me­diach głów­ne­go nur­tu i ko­ścio­łach cy­nicz­nie, wbrew fak­tom i zdro­we­mu roz­sąd­ko­wi, lan­su­jąc mit czy­sto­ści i nie­win­no­ści Pol­ski i Po­la­ków, usi­łu­ją zmie­nić Pol­skę w szo­wi­ni­stycz­ny skan­sen (a może po pro­stu nadal utrzy­my­wać ją w tym sta­nie?), wro­gi na­szym są­sia­dom, nie­chęt­ny ja­kim­kol­wiek zmia­nom kul­tu­ro­wym i oby­cza­jo­wym, z za­miesz­ku­ją­cym go na­ro­dem Po­la­ków ka­to­li­ków, któ­rzy wszę­dzie wie­trzą an­ty­pol­skie spi­ski i in­try­gi.

Kie­dy w 1990 r. po­że­gna­li­śmy cen­zu­rę, wy­da­wa­ło się, że nic już nie stoi na prze­szko­dzie, aby raz na za­wsze wy­wa­bić z naj­now­szej hi­sto­rii Pol­ski bia­łe pla­my. Dzi­siaj, po dwu­dzie­stu kil­ku la­tach wol­no­ści, kie­dy słu­cham de­bat hi­sto­rycz­nych lu­mi­na­rzy pol­skiej po­li­ty­ki, pu­bli­cy­sty­ki i na­uki, mam nie­od­par­te wra­że­nie, że część z owych bia­łych plam za­czer­nio­no dla od­mia­ny atra­men­tem kłam­stwa i hi­po­kry­zji.

In­sty­tu­cje pań­stwo­we po­wo­ła­ne do kształ­to­wa­nia po­li­ty­ki hi­sto­rycz­nej pań­stwa, ta­kie jak In­sty­tut Pa­mię­ci Na­ro­do­wej i Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go, czy też au­to­rzy i gro­na re­cen­zenc­kie do­pusz­cza­ją­ce pod­ręcz­ni­ki hi­sto­rii do szkół mniej wię­cej w ta­kim sa­mym stop­niu wy­ja­śnia­ją i przy­bli­ża­ją hi­sto­rię, jak ją znie­kształ­ca­ją, ka­ry­ka­tu­ry­zu­ją i za­kła­mu­ją. Stąd bio­rą się np. tkwią­ce głę­bo­ko i wciąż na nowo pod­sy­ca­ne mity o wy­jąt­ko­wej roli Pol­ski i Po­la­ków w II woj­nie świa­to­wej, bo­ha­ter­stwie tzw. żoł­nie­rzy wy­klę­tych, zna­cze­niu po­wsta­nia war­szaw­skie­go, po­mo­cy Po­la­ków dla ukry­wa­ją­cych się Ży­dów czy wal­ce na­ro­du z „ko­mu­ną” i oba­le­niu jej przez Jana Paw­ła II. Stąd też bio­rą się hu­mo­ry­stycz­ne re­ak­cje uczest­ni­ków wy­cie­czek szkol­nych, któ­rzy po zwie­dze­niu Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go za­da­wa­li na­uczy­cie­lom py­ta­nie: „No to kto w koń­cu wy­grał to po­wsta­nie?”.

Stąd wy­ni­ka rów­nież po­par­cie wszyst­kich klu­bów par­la­men­tar­nych dla usta­no­wie­nia dnia upa­mięt­nia­ją­ce­go „żoł­nie­rzy wy­klę­tych”2 czy przy­ję­ta przed laty przez akla­ma­cję uchwa­ła od­da­ją­cą hołd Ro­ma­no­wi Dmow­skie­mu3.

Dzie­wią­te­go li­sto­pa­da 2012 r. pol­ski Sejm przy­jął – z ini­cja­ty­wy po­słów Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści (ale po­par­tą przez część po­słów Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej) – ko­lej­ną skan­da­licz­ną uchwa­łę od­da­ją­cą hołd Na­ro­do­wym Si­łom Zbroj­nym, stwier­dza­jąc, że „do­brze za­słu­ży­ły się Oj­czyź­nie” 4.

Mo­gło­by się zda­wać, że na­tu­ral­ny okres pra­wi­co­we­go prze­si­le­nia w pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii – wy­ni­ka­ją­cy z dłu­gie­go okre­su cen­zu­ry i hi­sto­rii pi­sa­nej przez PZPR-owskich apa­rat­czy­ków – w któ­rym np. glo­ry­fi­ko­wa­no skraj­nie pra­wi­co­we pod­zie­mie mor­du­ją­ce po woj­nie Ży­dów i chło­pów ukra­iń­skich, wi­nien już w la­tach 90. ustą­pić pola rze­czo­wej de­ba­cie hi­sto­rycz­nej opar­tej na fak­tach, a nie na ide­olo­gicz­nej nie­na­wi­ści. Nic ta­kie­go, nie­ste­ty, nie mia­ło miej­sca. Prze­ciw­nie, je­ste­śmy świad­ka­mi wkra­cza­nia do in­sty­tu­cji pań­stwo­wych i na ry­nek wy­daw­ni­czy co­raz to no­wych za­stę­pów mło­dych hi­sto­ry­ków, nie­pa­mię­ta­ją­cych cza­sów PRL, w któ­rych przy­pad­ku ten fakt za­miast po­ma­gać w rze­czo­wych i obiek­tyw­nych ba­da­niach nad naj­now­szą hi­sto­rią, wzmac­nia ide­olo­gicz­ną za­pie­kłość w obro­nie tzw. do­bre­go imie­nia na­ro­du pol­skie­go.

Kie­dy ana­li­zu­ję tę sy­tu­ację na chłod­no, je­stem zde­cy­do­wa­nym pe­sy­mi­stą, je­śli cho­dzi o wia­rę, że Po­la­cy mo­gli­by prze­żyć po­dob­ny ka­thar­sis jak mło­dzi Niem­cy w la­tach 60., kie­dy po raz pierw­szy, na po­waż­nie, roz­po­czę­to de­ba­tę o Ho­lo­cau­ście i nie­miec­kich zbrod­niach okre­su II woj­ny świa­to­wej, czy póź­niej, kie­dy do­tar­ło do nie­miec­kie­go spo­łe­czeń­stwa, że We­hr­macht i po­li­cja po­peł­nia­ły te same zbrod­nie co SS. Nie po­rów­nu­ję oczy­wi­ście zbrod­ni nie­miec­kich i pol­skich, by­ło­by to po dwa­kroć ab­sur­dal­ne – po pierw­sze, nie­po­rów­ny­wal­na jest ska­la i oko­licz­no­ści, a po dru­gie, Po­la­cy, po­dob­nie jak Ży­dzi, byli ofia­ra­mi zbrod­ni­czej ide­olo­gii na­ro­do­we­go so­cja­li­zmu.

Chciał­bym jed­nak żyć w kra­ju, w któ­rym mó­wie­nie pew­nych rze­czy przez po­li­ty­ka, pro­fe­so­ra uni­wer­sy­te­tu czy dzien­ni­ka­rza by­ło­by po pro­stu kom­pro­mi­tu­ją­ce, gdyż opi­nia pu­blicz­na, zna­ją­ca wła­sne dzie­je, uzna­ła­by je nie tyl­ko za nie­praw­dzi­we, ale za wy­gła­sza­ne ze złą wolą w ści­śle okre­ślo­nym po­li­tycz­nym celu. Jed­nak re­ak­cja znacz­nej czę­ści spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, któ­ra – cy­nicz­nie szczu­ta i okła­my­wa­na przez zbi­ja­ją­cych na niej ka­pi­tał po­li­tycz­ny i fi­nan­so­wy pra­wi­co­wych po­li­ty­kie­rów i pu­bli­cy­stów – nie po­tra­fi i nie chce uświa­do­mić so­bie nie­wy­god­nych dlań ele­men­tów wła­snej hi­sto­rii, moje pra­gnie­nie od­da­la w bli­żej nie­okre­ślo­ną przy­szłość.

 

 


1 Ar­ty­kuł 55a Usta­wy o ujaw­nia­niu in­for­ma­cji o do­ku­men­tach or­ga­nów bez­pie­czeń­stwa pań­stwa z lat 1944–1990 oraz tre­ści tych do­ku­men­tów.

2 „W hoł­dzie Żoł­nie­rzom Wy­klę­tym – bo­ha­te­rom an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne­go pod­zie­mia, któ­rzy w obro­nie nie­pod­le­głe­go bytu Pań­stwa Pol­skie­go, wal­cząc o pra­wo do sa­mo­sta­no­wie­nia i urze­czy­wist­nie­nie dą­żeń de­mo­kra­tycz­nych spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, z bro­nią w ręku, jak i w inny spo­sób, prze­ciw­sta­wi­li się so­wiec­kiej agre­sji i na­rzu­co­ne­mu siłą re­żi­mo­wi ko­mu­ni­stycz­ne­mu...” (po­czą­tek pre­am­bu­ły Usta­wy o usta­no­wie­niu Na­ro­do­we­go Dnia Pa­mię­ci „Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych”, ob­cho­dzo­ne­go co­rocz­nie 1 mar­ca, usta­no­wio­ne­go usta­wą z dnia 3 lu­te­go 2011 r.).

3 Uchwa­ła Sej­mu Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z dnia 8 stycz­nia 1999 r. o uczcze­niu pa­mię­ci Ro­ma­na Dmow­skie­go („Mo­ni­tor Pol­ski” z dnia 15 stycz­nia 1999 r.):

„W związ­ku z 60 rocz­ni­cą śmier­ci Ro­ma­na Dmow­skie­go Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej wy­ra­ża uzna­nie dla wal­ki i pra­cy wiel­kie­go męża sta­nu na rzecz od­bu­do­wa­nia nie­pod­le­głe­go Pań­stwa Pol­skie­go i stwier­dza, że do­brze przy­słu­żył się Oj­czyź­nie. W swo­jej dzia­łal­no­ści Ro­man Dmow­ski kładł na­cisk na zwią­zek po­mię­dzy roz­wo­jem Na­ro­du i po­sia­da­niem wła­sne­go Pań­stwa, for­mu­łu­jąc po­ję­cie na­ro­do­we­go in­te­re­su. Ozna­cza­ło to zjed­no­cze­nie wszyst­kich ziem daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej za­miesz­ka­łych przez pol­ską więk­szość, a tak­że pod­nie­sie­nie świa­do­mo­ści na­ro­do­wej wszyst­kich warstw i grup spo­łecz­nych. Stwo­rzył szko­łę po­li­tycz­ne­go re­ali­zmu i od­po­wie­dzial­no­ści. Jako re­pre­zen­tant zmar­twych­wsta­łej Rze­czy­po­spo­li­tej na kon­fe­ren­cji w Wer­sa­lu przy­czy­nił się w stop­niu de­cy­du­ją­cym do ukształ­to­wa­nia na­szych gra­nic, a zwłasz­cza gra­ni­cy za­chod­niej. Szcze­gól­na jest rola Ro­ma­na Dmow­skie­go w pod­kre­śla­niu ści­słe­go związ­ku ka­to­li­cy­zmu z pol­sko­ścią dla prze­trwa­nia Na­ro­du i od­bu­do­wa­nia Pań­stwa. Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej wy­ra­ża uzna­nie dla wy­bit­ne­go Po­la­ka Ro­ma­na Dmow­skie­go”.

4 Uchwa­ła Sej­mu Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z dnia 9 li­sto­pa­da 2012 r. w związ­ku z 70. rocz­ni­cą po­wsta­nia Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych („Mo­ni­tor Pol­ski” z dnia 23 li­sto­pa­da 2012 r.):

„Sie­dem­dzie­siąt lat temu, w 1942 r., po­wsta­ły Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne, jed­na z trzech naj­więk­szych pol­skich or­ga­ni­za­cji woj­sko­wych wal­czą­cych o wol­ną i nie­pod­le­głą Pol­skę. Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne utwo­rzo­ne zo­sta­ły przez dzia­ła­czy ru­chu na­ro­do­we­go i re­ali­zo­wa­ły pro­gram po­li­tycz­ny tego nur­tu ide­owe­go, ak­cen­tu­jąc szcze­gól­nie po­trze­bę wal­ki z oku­pan­tem za­rów­no nie­miec­kim, jak i so­wiec­kim. Hi­sto­rycz­ną za­słu­gą tej or­ga­ni­za­cji było wy­su­nię­cie przez jej śro­do­wi­sko po­li­tycz­ne po­stu­la­tu po­wro­tu Pol­ski na Zie­mie Za­chod­nie. Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne, za­cho­wu­jąc swo­ją sa­mo­dziel­ność, sta­ły się czę­ścią Sił Zbroj­nych w Kra­ju pod­le­głych le­gal­nym wła­dzom RP na uchodź­stwie i wnio­sły istot­ny wkład w wal­kę o nie­pod­le­głość Rze­czy­po­spo­li­tej. Po za­koń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej żoł­nie­rze Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych, a tak­że człon­ko­wie Na­ro­do­we­go Zjed­no­cze­nia Woj­sko­we­go, któ­re prze­ję­ło spu­ści­znę NSZ, byli za­cie­kle zwal­cza­ni przez ko­mu­ni­stycz­ne siły bez­pie­czeń­stwa. Ostat­nie od­dzia­ły zbroj­ne ru­chu na­ro­do­we­go wy­trwa­ły w wal­ce do prze­ło­mu lat czter­dzie­stych i pięć­dzie­sią­tych. Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, czcząc ich pa­mięć, stwier­dza, że Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne do­brze za­słu­ży­ły się Oj­czyź­nie”.

I. Kto jest Ży­dem?

Żyd i Po­lak w jed­nej oso­bie? – to wie­rut­ny fałsz [...] o po­go­dze­niu tych dwóch sprzecz­no­ści nie może być mowy1.

Jest ja­sne, że żyd nie jest i nie może być Po­la­kiem2.

Sym­cha Ham­pel, w dzien­ni­ku pi­sa­nym pod­czas ukry­wa­nia się we wsi Ka­mińsk koło Ra­dom­ska, za­no­to­wał:

Pol­ska jest chy­ba je­dy­nym kra­jem na świe­cie, w któ­rym całe nie­mal spo­łe­czeń­stwo wy­da­wa­ło Niem­com każ­de­go ukry­te­go Żyda, ich współ­ro­da­ka. [...] Jest [to] winą ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, a w pierw­szym rzę­dzie kle­ru pol­skie­go. [...] Do­pie­ro te­raz, ży­jąc jako Po­lak, mo­głem so­bie do­kład­nie zdać spra­wę, jak da­le­ce za­ko­rze­nio­ny był an­ty­se­mi­tyzm w pol­skim spo­łe­czeń­stwie. [...] Ksiądz z am­bo­ny nie­jed­no­krot­nie mó­wił o Ży­dach i go­rą­co dzię­ko­wał Panu Bogu za to, że po­zba­wił nas raz na za­wsze od tych pa­so­ży­tów. Wdzięcz­ni byli Hi­tle­ro­wi za tę brud­ną ro­bo­tę3.

Hen­ryk Ru­ba­nek, ukry­wa­ją­cy się na aryj­skich pa­pie­rach w oko­li­cach Kra­ko­wa, pi­sał:

Nie miał­bym za złe Po­la­kom, że nie prze­ciw­sta­wi­li się mor­do­wa­niu Ży­dów jako współ­o­by­wa­te­li, gdyż na­wet sami Ży­dzi nie byli w sta­nie prze­ciw­sta­wić się, gdy mor­do­wa­li ich po­szcze­gól­ne gru­py. Nie o to więc mam pre­ten­sje, że dali się ster­ro­ry­zo­wać jak mali lu­dzie, ale boli mnie to, że przy­ję­li to z za­do­wo­le­niem, któ­re trwa­ło i trwa bez prze­rwy, od po­cząt­ku do chwi­li obec­nej. Za­do­wo­le­nie wy­ni­ka­ją­ce z naj­niż­szych uczuć i moż­li­wo­ści za­gar­nię­cia ma­jąt­ku po Ży­dach, otrzy­ma­nia ich sta­no­wisk w han­dlu i prze­my­śle4.

W za­sa­dzie tyl­ko te dwa cy­ta­ty wy­star­cza­ją do opi­sa­nia sy­tu­acji Ży­dów ukry­wa­ją­cych się pod­czas Ho­lo­cau­stu i sto­sun­ku do nich lud­no­ści pol­skiej. Mamy tu bo­wiem wszyst­kie naj­waż­niej­sze kom­po­nen­ty pro­ble­ma­ty­zu­ją­ce zja­wi­sko pol­skie­go an­ty­se­mi­ty­zmu: od­wiecz­ny an­ty­ju­da­izm i po­sta­wa ko­ścio­łów chrze­ści­jań­skich, pro­pa­gu­ją­cych wi­ze­ru­nek Ży­dów „bo­go­bój­ców” – któ­rych pod­lej­szy los zo­stał za­de­kre­to­wa­ny przez sa­me­go Boga – i trak­tu­ją­cych jako aber­ra­cję wszel­kie przy­pad­ki eman­cy­pa­cji czy ka­rie­ry „sta­ro­za­kon­nych”, a tak­że no­wo­cze­sny an­ty­se­mi­tyzm ma­ją­cy swo­je źró­dło m.in. w kon­ku­ren­cji go­spo­dar­czej.

Ży­dzi, bę­dą­cy prze­cież oby­wa­te­la­mi pol­ski­mi, tak na­praw­dę nig­dy za ta­kich uzna­wa­ni nie byli. W II Rzecz­po­spo­li­tej (żeby nie się­gać za da­le­ko), a więc w ustro­ju de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej de jure, Po­la­cy po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go byli oby­wa­te­la­mi dru­giej ka­te­go­rii. Nie wol­no im było (bądź ści­śle im to ogra­ni­cza­no) ku­po­wać zie­mi, upra­wiać pew­nych za­wo­dów, stu­dio­wać czy ro­bić ka­rie­ry woj­sko­wej. Ale oczy­wi­ście po­dat­ki – i to czę­sto znacz­nie wyż­sze – mie­li pła­cić jak „ro­do­wi­ci” Po­la­cy5.

Pro­pa­gan­da obo­zu pra­wi­co­we­go wzy­wa­ła nie­ustan­nie do po­gro­mu i boj­ko­tu go­spo­dar­cze­go (cze­go naj­bar­dziej wi­docz­nym prze­ja­wem było pi­kie­to­wa­nie, ozna­cza­nie i nisz­cze­nie skle­pów ży­dow­skich), a sam Ro­man Dmow­ski, ad­mi­ra­tor hi­tle­row­skich ustaw no­rym­ber­skich (za „Żyda” uzna­ją­cych każ­de­go, kto miał co naj­mniej tro­je dziad­ków wy­zna­nia moj­że­szo­we­go, co wy­star­cza­ło do ode­bra­nia oby­wa­tel­stwa i ma­jąt­ku), w od­po­wie­dzi na py­ta­nie: „Czy Ży­dów za­sy­mi­lo­wać, czy wy­pę­dzić, czy wy­mor­do­wać?” ubo­le­wał: „Żad­ne z tych roz­wią­zań nie le­ża­ło­by w na­szej mocy, cho­ciaż­by było naj­bar­dziej po­żą­da­ne”6.

Ale pró­bo­wa­no. Ży­dzi sta­wa­li się za­wsze pierw­szy­mi ofia­ra­mi wo­jen i re­wo­lu­cji. Po­li­cja car­ska chęt­nie wska­zy­wa­ła na nich jako win­nych czy to za­ma­chu na cara, czy też re­wo­lu­cji w 1905 roku. W la­tach 1918–1920, już w wol­nej Pol­sce, prze­to­czy­ła się fala po­gro­mów anty­ży­dow­skich, przy­po­mi­na­ją­cych swo­im prze­bie­giem te, któ­re mia­ły miej­sce w Ro­sji car­skiej (w tym sa­mym cza­sie fala po­gro­mów Ży­dów, znacz­nie in­ten­syw­niej­sza niż w Pol­sce, ogar­nę­ła Ukra­inę, Wę­gry i Ru­mu­nię). Zgi­nę­ło wów­czas kil­ka­set osób, a kil­ka ty­się­cy było ran­nych7. W nie­któ­rych z nich, szcze­gól­nie na kre­sach wschod­nich, bra­ły udział re­gu­lar­ne od­dzia­ły woj­ska pol­skie­go, m.in. „Błę­kit­nej Ar­mii” ge­ne­ra­ła Jó­ze­fa Hal­le­ra, w któ­rej duże wpły­wy mia­ła en­de­cja. Pod­czas pol­sko-ukra­iń­skich walk o Lwów w li­sto­pa­dzie 1918 r. za­bi­to po­nad 70 lwow­skich Ży­dów, a po­nad 300 zo­sta­ło ran­nych. We wspo­mnie­niach Ży­dów z Ga­li­cji Wschod­niej pol­scy żoł­nie­rze ni­czym nie róż­ni­li się w swo­im an­ty­se­mi­ty­zmie od na­cjo­na­li­stów ukra­iń­skich. Po­wszech­ne było np. wy­słu­gi­wa­nie się Ży­da­mi przy no­sze­niu żoł­nier­skich pa­kun­ków, z tym że część Ży­dów nig­dy już z tych „prze­mar­szów” nie po­wró­ci­ła...8

Pod­czas woj­ny pol­sko-ra­dziec­kiej, przed za­koń­cze­niem bi­twy war­szaw­skiej, w po­ło­wie sierp­nia 1920 r. in­ter­no­wa­no w pod­war­szaw­skiej Ja­błon­nie na 25 dni po­nad 17 tys. żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, gdyż au­to­ma­tycz­nie utoż­sa­mia­no ich z ko­mu­ni­zmem i „bol­sze­wią”, czy­li ze śmier­tel­ny­mi wro­ga­mi Pol­ski i pol­sko­ści. Wśród nich było wie­lu ochot­ni­ków wszyst­kich sta­nów spo­łecz­nych, m.in. Al­fred Tar­ski, któ­ry póź­niej dał się po­znać jako je­den z naj­słyn­niej­szych lo­gi­ków wszyst­kich cza­sów9.

W zrów­ny­wa­niu „bol­sze­wii” z „ko­mu­ną” nie­oce­nio­ny udział miał Ko­ściół ka­to­lic­ki. W swo­im li­ście do „Epi­sko­pa­tu Świa­ta” z 7 lip­ca 1920 r. pry­mas Alek­san­der Ka­kow­ski oraz bi­sku­pi, prze­ra­że­ni ofen­sy­wą Tu­cha­czew­skie­go, pi­sa­li:

Bol­sze­wizm idzie na pod­bój świa­ta. Rasa, któ­ra nim kie­ru­je, już przed­tem pod­bi­ła so­bie świat po­przez zło­to i ban­ki, a dziś, gna­na od­wiecz­ną żą­dzą im­pe­ria­li­stycz­ną, pły­ną­cą w jej ży­łach, zmie­rza już bez­po­śred­nio do osta­tecz­ne­go pod­bo­ju na­ro­dów pod jarz­mo swych rzą­dów, [...] ci, któ­rzy są ste­row­ni­ka­mi bol­sze­wi­zmu, no­szą w swej krwi tra­dy­cyj­ną nie­na­wiść ku chry­stia­ni­zmo­wi. Bol­sze­wizm praw­dzi­wie jest ży­wym wcie­le­niem i ujaw­nie­niem się na zie­mi du­cha an­ty­chry­sta10.

Sta­ni­sław Grab­ski, brat dwu­krot­ne­go pre­mie­ra Wła­dy­sła­wa, pro­mi­nent­ny dzia­łacz en­dec­ki, pi­sał w 1922 r.:

W cza­sie woj­ny Ży­dzi wszę­dzie sta­ra­li się sys­te­ma­tycz­nie ob­ni­żyć zna­cze­nie spra­wy pol­skiej. Gdy zaś oka­za­ło się, że mimo tych wszyst­kich za­bie­gów Pol­ska od­zy­ska­ła nie­pod­le­głość, pra­co­wa­li usil­nie pod­czas kon­fe­ren­cji po­ko­jo­wej, by jak naj­bar­dziej uszczu­plić jej gra­ni­ce i po­sta­wić ją od pierw­szej chwi­li pod zna­kiem za­py­ta­nia. Więc prze­for­so­wa­li ple­bi­scyt na Ma­zu­rach i Gór­nym Ślą­sku, po­zo­sta­wie­nie Gdań­ska poza Pol­ską, a przede wszyst­kim po­zo­sta­wie­nie otwar­tej ca­łej na­szej gra­ni­cy wschod­niej. Na­stęp­nie we wszyst­kich spo­rach i wal­kach, ja­kie z tego sta­nu rze­czy wy­ni­kły, Ży­dzi ca­łe­go świa­ta sta­wa­li i sta­ją po dziś dzień sta­le po stro­nie prze­ciw­ni­ków Pol­ski, czy są nimi Niem­cy, czy bol­sze­wi­cy ro­syj­scy, czy Ukra­iń­cy lub Li­twi­ni11.

Ży­dzi byli więc dla en­de­cji wro­ga­mi Pol­ski i pol­skiej pań­stwo­wo­ści, a wręcz ne­go­wa­no ich pra­wo do po­sia­da­nia pol­skie­go oby­wa­tel­stwa. Po­pu­lar­na po­znań­ska ga­ze­ta en­dec­ka „Ku­rier Po­znań­ski” w nu­me­rze 43 z 21 lu­te­go 1925 r. pi­sa­ła o tym wprost:

...nam kam­pa­nia ży­dow­ska prze­ciw Pol­sce każe pa­mię­tać, że każ­dy Żyd w kra­ju to wróg w gra­ni­cach pań­stwa, a Żyd – oby­wa­tel pol­ski, to wróg upraw­nio­ny do de­cy­do­wa­nia o lo­sach pań­stwa...12

W po­wsta­łym w 1923 r. cen­tro­pra­wi­co­wym rzą­dzie Win­cen­te­go Wi­to­sa tekę wi­ce­pre­mie­ra i mi­ni­stra wy­znań re­li­gij­nych i oświe­ce­nia pu­blicz­ne­go ob­jął Sta­ni­sław Głą­biń­ski, któ­ry wy­dał okól­nik upraw­nia­ją­cy rady wy­dzia­łów uni­wer­sy­tec­kich do wpro­wa­dze­nia ogra­ni­czeń („ze wzglę­du na roz­po­rzą­dzal­ne miej­sce i środ­ki na­uko­we”) w przyj­mo­wa­niu w sze­re­gi stu­den­tów „kan­dy­da­tów na­le­żą­cych do mniej­szo­ści na­ro­do­wych, wy­zna­nio­wych i ję­zy­ko­wych [...] w gra­ni­cach ich sto­sun­ku li­czeb­ne­go do ogó­łu lud­no­ści Pań­stwa”13, czy­li fak­tycz­nie nu­me­rus clau­sus.

Epi­sko­pat usil­nie na­ci­skał na mi­ni­ster­stwo, aby w ogó­le wy­klu­czyć z edu­ka­cji na­uczy­cie­li po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. W jed­nym z me­mo­ria­łów pry­mas Hlond i kar­dy­nał Ka­kow­ski pi­sa­li:

Cho­dzi­ło nam i cho­dzi je­dy­nie o to, by mło­de po­ko­le­nie pol­skie nie zży­dzia­ło. [...] Wszak na­uczy­ciel mimo woli ura­bia ucznia na za­sa­dzie swych wie­rzeń, prze­ko­nań i po­glą­dów, a już nig­dy na­uczy­ciel Żyd nie bę­dzie mógł po­zy­tyw­nie wpły­wać na dziec­ko pol­skie w du­chu za­sad ka­to­lic­kich14.

Wio­sną 1937 r., w ślad za po­li­tech­ni­ką lwow­ską i uni­wer­sy­te­tem wi­leń­skim, wie­le in­nych uczel­ni wyż­szych wpro­wa­dzi­ło get­to ław­ko­we dla stu­den­tów po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, a tak­że nu­me­rus clau­sus, któ­ry unie­moż­li­wiał im stu­dia. Póź­niej­szy ge­ne­ral­ny gu­ber­na­tor Hans Frank – dok­tor, a jak­że! – był w la­tach 30. czę­stym go­ściem Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, na któ­rym wy­kła­dał swo­je ra­si­stow­skie teo­rie. W 1934 r. na tym sa­mym uni­wer­sy­te­cie uro­czy­sty wy­kład o na­ro­do­wym so­cja­li­zmie i „kwe­stii ży­dow­skiej”, w obec­no­ści pre­mie­ra Pol­ski i in­nych no­ta­bli, wy­gło­sił sam dr Jo­sef Go­eb­bels15.

Nu­me­rus clau­sus sto­so­wa­no nie tyl­ko na wyż­szych uczel­niach II Rzecz­po­spo­li­tej16. Część gim­na­zjów rów­nież przy­ję­ła ogra­ni­cze­nia w przyj­mo­wa­niu Po­la­ków po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. Tych zaś, któ­rym uda­ło się do­stać do szko­ły, trak­to­wa­no w taki spo­sób, że ani na chwi­lę nie mo­gli za­po­mnieć o swo­im „gor­szym” sta­tu­sie et­nicz­nym. Oto jak wspo­mi­na­ła swo­je szkol­ne lata jed­na z oca­la­łych (któ­ra zresz­tą wy­emi­gro­wa­ła z Pol­ski w 1969 r.):

Przy przyj­mo­wa­niu do pań­stwo­we­go gim­na­zjum w Koń­skich sto­so­wa­no nu­me­rus clau­sus i rocz­nie ak­cep­to­wa­no tyl­ko 2–3 pro­cent Ży­dów. Na­le­ża­łam do nie­licz­nych wy­brań­ców losu, któ­rzy mo­gli się uczyć. W cią­gu trzech lat, któ­re do wy­bu­chu woj­ny spę­dzi­łam w tej szko­le, wie­le razy by­łam trak­to­wa­na w spo­sób po­ni­ża­ją­cy przez uczniów i dys­kry­mi­no­wa­na przez na­uczy­cie­li. Do­brze jesz­cze pa­mię­ta­łam sy­tu­ację, jaką prze­ży­łam w ostat­nim roku mo­jej na­uki. We „fran­cu­skiej” kla­sie, do któ­rej na­le­ża­łam, były dwie Ży­dów­ki. Tego pa­mięt­ne­go dnia by­łam sama, po­nie­waż ta dru­ga za­cho­ro­wa­ła. Po du­żej prze­rwie, kie­dy wszy­scy wró­ci­li do kla­sy, uczeń Adam Klu­sek wstał i po­pro­sił o spo­kój. W cał­ko­wi­tej ci­szy, któ­ra za­pa­dła, za­żą­dał, abym na­tych­miast opu­ści­ła kla­sę. Chciał – jak się wy­ra­ził – prze­pro­wa­dzić ze­bra­nie w czy­sto pol­skiej at­mos­fe­rze. Wśród ogól­ne­go śmie­chu, okla­sków i an­ty­se­mic­kich epi­te­tów zo­sta­łam zmu­szo­na do wyj­ścia z sali. Sta­łam za drzwia­mi i tam cze­ka­łam na przyj­ście na­uczy­cie­la. Ale on, gdy do­wie­dział się, dla­cze­go sto­ję na ko­ry­ta­rzu, wca­le na to nie za­re­ago­wał. By­łam do­brą uczen­ni­cą i wie­lu uczniów ko­rzy­sta­ło z mo­jej po­mo­cy przy roz­wią­zy­wa­niu za­dań ma­te­ma­tycz­nych i fi­zycz­nych. Pod­czas tego zaj­ścia nikt jed­nak nie wy­ra­ził sprze­ci­wu wo­bec spo­so­bu, w jaki zo­sta­łam po­trak­to­wa­na i nikt po­tem nie wy­tłu­ma­czył się ze swe­go za­cho­wa­nia. Ucznio­wie zwra­ca­li się do sie­bie po imie­niu, na­to­miast do mnie tyl­ko po na­zwi­sku. W kla­sach znaj­do­wa­ły się dwu­oso­bo­we ław­ki, nig­dy jed­nak nie sie­dzia­łam ra­zem z pol­ską ko­le­żan­ką. Gdy była nie­pa­rzy­sta licz­ba, za­rów­no Ży­dó­wek, jak i chrze­ści­ja­nek – dwa miej­sca były wol­ne. Żad­na pol­ska uczen­ni­ca nie zga­dza­ła się dzie­lić tę samą ław­kę z Ży­dów­ką. Nikt w mo­jej kla­sie nie utrzy­my­wał ze mną kon­tak­tów to­wa­rzy­skich ani w szko­le, ani po lek­cjach. [...] Pa­mię­ta­łam, że mój brat bez­sku­tecz­nie ubie­gał się przez dwa lata o przy­ję­cie na me­dy­cy­nę w War­sza­wie. Myśl o kra­ju, w któ­rym nie mia­ła­bym moż­li­wo­ści stu­dio­wa­nia, była bar­dzo przy­kra17.

Phi­lip Bia­lo­witz (Fi­szel Bia­ło­wicz) tak wspo­mi­na swo­je przed­wo­jen­ne lek­cje w Izbi­cy Lu­bel­skiej:

„Za­bój­cy Chry­stu­sa! Ży­dzi do Pa­le­sty­ny!” Wła­śnie skoń­czy­ła się lek­cja re­li­gii w na­szej ma­łej pań­stwo­wej szko­le. Dzie­ci ka­to­lic­kie i ży­dow­skie uczy­ły się tych sa­mych przed­mio­tów, ale w róż­nych sa­lach lek­cyj­nych. Je­dy­ną róż­ni­cą w pro­gra­mie była lek­cja re­li­gii. Ksiądz prze­ka­zy­wał pol­skim dzie­ciom re­li­gię ka­to­lic­ką, a dwie miej­sco­we Ży­dów­ki, Ha­das­sa i Grin­cza, na­ucza­ły nas ju­da­izmu. Nig­dy do koń­ca nie wie­dzia­łem, co ksiądz opo­wia­da swo­im uczniom, ale dzi­siaj mo­głem się tego do­my­ślać. Sta­łem na bo­isku szkol­nym z mo­imi ko­le­ga­mi Mo­tlem i Jo­se­lem, kie­dy krzy­czą­ca zgra­ja chłop­ców wy­pa­dła ze szko­ły, ob­rzu­ca­jąc nas ka­mie­nia­mi. Na­zwa­li nas mor­der­ca­mi i od­sy­ła­li do miej­sca, do któ­re­go wte­dy w ża­den spo­sób nie mo­gli­śmy wy­je­chać18.

Tyl­ko w la­tach 1935–1937 do­szło w Pol­sce do ok. 100 więk­szych wy­stą­pień an­ty­ży­dow­skich, w wy­ni­ku któ­rych ra­nio­no ok. 2 tys. osób, a kil­ka­na­ście za­bi­to19.

Po­gro­my za­czę­ły się w czerw­cu 1935 r. w Grod­nie, Su­wał­kach, Ra­cią­żu, a po­tem w Od­rzy­wo­le (li­sto­pad, 1935), Przy­ty­ku (ma­rzec, 1936), Miń­sku Ma­zo­wiec­kim (czer­wiec, 1936), Lwo­wie, Piotr­ko­wie Try­bu­nal­skim, Płoń­sku, Se­roc­ku, Wy­so­kim Ma­zo­wiec­kim (sier­pień, 1936), Brze­ściu nad Bu­giem (maj, 1937), Czę­sto­cho­wie (czer­wiec, 1937), Ka­miń­sku, Msto­wie, Żar­kach, Ra­dom­sku, Ko­niec­po­lu, Klesz­cze­wie, Przed­bó­rzu, Dzia­ło­szy­nie, Opocz­nie, No­wym Mie­ście, Ja­si­nów­ce (li­piec, 1937), War­sza­wie (paź­dzier­nik, 1936), Sto­ku, Dyb­ku, Brań­sku Pod­la­skim, Byd­gosz­czy (sier­pień, 1937), Wło­cław­ku, Lu­bli­nie, Grod­nie, Koź­miń­sku, Łom­ży (wrze­sień, 1937)20.

Re­ak­cją Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go na te eks­ce­sy był list pa­ster­ski O ka­to­lic­kie za­sa­dy mo­ral­ne pry­ma­sa Pol­ski, kar­dy­na­ła Au­gu­sta Hlon­da, ogło­szo­ny 29 lu­te­go 1936 r.:

Pro­blem ży­dow­ski ist­nieć bę­dzie, do­pó­ki ży­dzi będą ży­da­mi. [...] Fak­tem jest, że ży­dzi wal­czą z Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim, tkwią w wol­no­my­śli­ciel­stwie, sta­no­wią awan­gar­dę bez­boż­nic­twa, ru­chu bol­sze­wic­kie­go i ak­cji wy­wro­to­wej. Fak­tem jest, że wpływ ży­dow­ski na oby­czaj­ność jest zgub­ny, a ich za­kła­dy wy­daw­ni­cze pro­pa­gu­ją por­no­gra­fię. Praw­dą jest, że ży­dzi do­pusz­cza­ją się oszustw, li­chwy i pro­wa­dzą han­del ży­wym to­wa­rem. Praw­dą jest, że w szko­łach wpływ mło­dzie­ży ży­dow­skiej na ka­to­lic­ką jest na ogół pod wzglę­dem re­li­gij­nym i etycz­nym ujem­ny. Ale – bądź­my spra­wie­dli­wi. Nie wszy­scy ży­dzi są tacy. Bar­dzo wie­lu ży­dów to lu­dzie wie­rzą­cy, uczci­wi, spra­wie­dli­wi, mi­ło­sier­ni, do­bro­czyn­ni. W bar­dzo wie­lu ro­dzi­nach ży­dow­skich zmysł ro­dzin­ny jest zdro­wy, bu­du­ją­cy. Zna­my w świe­cie ży­dow­skim lu­dzi tak­że pod wzglę­dem etycz­nym wy­bit­nych, szla­chet­nych, czci­god­nych. Prze­strze­gam przed im­por­to­wa­ną z za­gra­ni­cy po­sta­wą etycz­ną, za­sad­ni­czo i bez­względ­nie an­ty­ży­dow­ską. Jest ona nie­zgod­na z ety­ką ka­to­lic­ką. Wol­no swój na­ród wię­cej ko­chać; nie wol­no ni­ko­go nie­na­wi­dzić. Ani ży­dów.

W sto­sun­kach ku­piec­kich do­brze jest swo­ich uwzględ­nić przed in­ny­mi, omi­jać skle­py ży­dow­skie i ży­dow­skie stra­ga­ny na jar­mar­ku, ale nie wol­no pu­sto­szyć skle­pu ży­dow­skie­go, nisz­czyć ży­dom to­wa­rów, wy­bi­jać szyb, ob­rzu­cać pe­tar­da­mi ich do­mów. Na­le­ży za­my­kać się przed szko­dli­wy­mi wpły­wa­mi mo­ral­ny­mi ze stro­ny ży­do­stwa, od­dzie­lać się od jego an­ty­chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry, a zwłasz­cza boj­ko­to­wać ży­dow­ską pra­sę i ży­dow­skie de­mo­ra­li­zu­ją­ce wy­daw­nic­twa, ale nie wol­no na ży­dów na­pa­dać, bić ich, ka­le­czyć, oczer­niać. Tak­że w ży­dzie na­le­ży usza­no­wać czło­wie­ka i bliź­nie­go, choć­by się na­wet nie umia­ło usza­no­wać nie­opi­sa­ne­go tra­gi­zmu tego na­ro­du, któ­ry był stró­żem idei me­sja­ni­stycz­nej, a któ­re­go dziec­kiem był Zba­wi­ciel. Gdy zaś ła­ska boża żyda oświe­ci, a on szcze­rze pój­dzie do swo­je­go i na­sze­go Me­sja­sza, wi­taj­my go ra­do­śnie w chrze­ści­jań­skich sze­re­gach.

Miej­cie się na bacz­no­ści przed tymi, któ­rzy do gwał­tów an­ty­ży­dow­skich ju­dzą. Słu­żą oni złej spra­wie. Czy wie­cie, kto im tak każe? Czy wie­cie, komu na tych roz­ru­chach za­le­ży? Do­bra spra­wa nic na tych nie­roz­waż­nych czy­nach nie zy­sku­je. A krew, któ­ra się tam nie­kie­dy leje, to krew pol­ska21.

List pry­ma­sa zo­stał en­tu­zja­stycz­nie przy­ję­ty przez pol­ską pra­wi­cę i śro­do­wi­ska ka­to­lic­kie. Re­dak­tor na­czel­ny „Ate­neum Ka­płań­skie­go”, ks. Ste­fan Wy­szyń­ski, pi­sał np., że spo­łe­czeń­stwo pol­skie win­no być wdzięcz­ne pry­ma­so­wi za wska­za­nie „go­dzi­wych środ­ków wal­ki” z Ży­da­mi i „wla­nie w ser­ca wia­ry, że w gra­ni­cach chrze­ści­jań­skiej ety­ki uda się za­gad­nie­nie roz­wią­zać”22.

W tym sa­mym roku w Li­ście Pa­ster­skim na Uro­czy­stość Chry­stu­sa Kró­la ar­cy­bi­skup Sa­pie­ha na­pi­sał:

Wie­lu po­pie­ra ide­olo­gię obcą, wy­two­rzo­ną przez rasę, któ­rej ten­den­cją jest zde­pra­wo­wa­nie, a przez to wy­zy­ska­nie na­ro­dów, wśród któ­rych żyje23.

* * *

W la­tach 30. z pol­skie­go ra­dia zo­sta­li usu­nię­ci Mi­łosz (za rze­ko­mą le­wi­co­wość) i Kor­czak (za po­cho­dze­nie). Ana­li­za II Od­dzia­łu Szta­bu Ge­ne­ral­ne­go Woj­ska Pol­skie­go była w tej kwe­stii jed­no­znacz­na:

Pol­skie Ra­dio po­sia­da błęd­ne na­sta­wie­nie ide­owe o cha­rak­te­rze li­be­ral­no-in­te­lek­tu­al­nym i prze­ja­wia dą­że­nie do za­ha­mo­wa­nia wszel­kiej ak­cji o cha­rak­te­rze zdro­wej, ener­gicz­nej eks­pan­sji na­ro­do­wej. [...] Opa­no­wa­ne jest [...] przez gro­no osób z sobą zwią­za­nych ra­so­wo lub or­ga­ni­za­cyj­nie [...]. Za­cho­dzi ko­niecz­ność na­tych­mia­sto­wej zmia­ny i za­sto­so­wa­nia bez­względ­ne­go cen­zu­su aryj­skie­go i pa­trio­tycz­ne­go24.

Do wy­rzu­ce­nia Mi­ło­sza z wi­leń­skie­go ra­dia bez­po­śred­nio przy­czy­ni­ła się ak­cja pro­pa­gan­do­wa „Ma­łe­go Dzien­ni­ka”, jed­ne­go z naj­więk­szych (w 1938 r. jego na­kład się­gał 300 tys. eg­zem­pla­rzy) i jed­no­cze­śnie naj­bar­dziej an­ty­se­mic­kich pism ka­to­lic­kich w Pol­sce. Kie­ro­wa­na przez o. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be ga­ze­ta do­wo­dzi­ła na swo­ich ła­mach ist­nie­nia „ko­mu­ni­stycz­nej ko­mór­ki” w pol­skim ra­dio. Sam Mi­łosz przy­zna­wał po la­tach, że ten fran­cisz­kań­ski dzien­nik, któ­ry był – jego zda­niem – „jed­nym z głów­nych or­ga­nów wrza­skli­wej de­ma­go­gii”, był za­ra­zem „cu­dem spraw­no­ści tech­nicz­nej, jak­by za­po­ży­czo­nej od kon­cer­nu He­ar­sta”25.

Mi­łosz tak opi­sy­wał ów­cze­sną Rzecz­po­spo­li­tą:

Pań­stwo pol­skie nie było to­ta­li­tar­ne. Nie było to też pań­stwo o ustro­ju par­la­men­tar­nym, bo mimo ist­nie­nia wie­lu par­tii, rząd aran­żo­wał w wy­bo­rach zwy­cię­stwa swe­go „bez­par­tyj­ne­go blo­ku”. A po­nie­waż tzw. puł­kow­ni­cy bali się prze­li­cy­to­wa­nia przez jaw­nych wiel­bi­cie­li fa­szy­zmu i ra­si­zmu, nad­cho­dzi­ły złe cza­sy dla le­wi­cow­ców i li­be­ra­łów, jak­kol­wiek utrzy­my­wa­li oni nadal nie­któ­re swo­je po­zy­cje. Ale już pra­sa roz­pę­ty­wa­ła kam­pa­nie prze­ciw­ko po­dej­rza­nym26.

W 1938 r. an­ty­se­mi­tyzm wszedł na do­bre do pol­skie­go sej­mu i stał się jed­nym z wy­znacz­ni­ków kie­run­ku dzia­łań rzą­du pol­skie­go. Ha­słem wy­bor­czym obo­zu rzą­dzą­ce­go – jak wspo­mi­na­ła w swo­ich Dzien­ni­kach Ma­ria Dą­brow­ska – było za­wo­ła­nie: „Je­śli Pol­ski chcesz bez Żyda, to Twój głos się w urnie przy­da”27. Po­sło­wie zwią­za­ni z rzą­dzą­cym Obo­zem Zjed­no­cze­nia Na­ro­do­we­go prze­sy­ła­li do la­ski mar­szał­kow­skiej pro­jek­ty ustaw wzo­ro­wa­ne na usta­wo­daw­stwie obo­wią­zu­ją­cym w III Rze­szy. Je­den z nich do­ty­czył ode­bra­nia oby­wa­tel­stwa pol­skie­go 600 tys. Ży­dów miesz­ka­ją­cych we wschod­niej Pol­sce; jesz­cze inny zo­bo­wią­zy­wał Ży­dów do zgło­sze­nia w cią­gu 1 mie­sią­ca w urzę­dach skar­bo­wych in­for­ma­cji o po­sia­da­nym mie­niu, któ­re od tej chwi­li mia­ło po­zo­stać w dys­po­zy­cji władz skar­bo­wych, nie­zgło­szo­ne zaś mia­ło prze­paść na rzecz pań­stwa28.

Rząd pol­ski po­parł rów­nież ofi­cjal­nie ideę przy­mu­so­wej emi­gra­cji pol­skich Ży­dów do Afry­ki i zro­bił to – co trze­ba pod­kre­ślić – przed III Rze­szą. Wy­słał na­wet spe­cjal­ną ko­mi­sję na Ma­da­ga­skar, aby zba­da­ła na miej­scu wa­run­ki do de­por­ta­cji Ży­dów z Pol­ski, zaś 10 stycz­nia 1939 r. ofi­cjal­nie za­de­kla­ro­wał plan wy­rzu­ce­nia Ży­dów z Pol­ski do Afry­ki29. Pre­mier rzą­du, Fe­li­cjan Sła­woj Skład­kow­ski, w od­po­wie­dzi na in­ter­pe­la­cję 116 po­słów OZN, oświad­czył, że rząd pol­ski usil­nie po­szu­ku­je te­ry­to­riów prze­zna­czo­nych na emi­gra­cję pol­skich Ży­dów oraz roz­wa­ża inne zwią­za­ne z nią spra­wy, ta­kie jak np. „spra­wa fi­nan­sów dla re­ali­za­cji pro­gra­mu emi­gra­cyj­ne­go, ure­gu­lo­wa­nie kwe­stii trans­fe­ru, li­kwi­do­wa­nie mie­nia oraz ka­pi­ta­łów”30.

Jó­zef Lip­ski, pol­ski am­ba­sa­dor w Ber­li­nie, ra­por­to­wał po spo­tka­niu z Hi­tle­rem w 1938 r., że füh­rer przed­sta­wił mu swo­je po­my­sły na roz­wią­za­nie kwe­stii ży­dow­skiej w Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej po­przez ich emi­gra­cję do ko­lo­nii. Lip­ski za­pew­nił Hi­tle­ra, że je­śli zre­ali­zu­je ten plan, to Po­la­cy „wznio­są mu pięk­ny po­mnik w War­sza­wie”31.

Za­in­te­re­so­wa­nie pol­skich władz emi­gra­cją Ży­dów z Pol­ski było tak duże, że czo­ło­wy dzia­łacz sy­jo­ni­stycz­ny, Wło­dzi­mierz Ża­bo­tyń­ski, na­zy­wa­ny przez wie­lu (m.in. bun­dow­ców) „ży­dow­skim duce” czy „Wła­di­mi­rem Hi­tle­rem” (we­dle okre­śle­nia Da­wi­da Ben Gu­rio­na), był wie­lo­krot­nie przyj­mo­wa­ny przez mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych, Jó­ze­fa Bec­ka.

Be­tar (Bej­tar), or­ga­ni­za­cja mło­dzie­żo­wa Ża­bo­tyń­skie­go, kie­ro­wa­na przez póź­niej­sze­go pre­mie­ra Izra­ela, Me­na­che­ma Be­gi­na, li­czą­ca w Pol­sce przed wy­bu­chem woj­ny sto kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy człon­ków, wprost de­kla­ro­wa­ła swo­je fa­szy­stow­skie sym­pa­tie (oczy­wi­ście z po­mi­nię­ciem an­ty­se­mi­ty­zmu)32.

Skraj­nie pra­wi­co­wi sy­jo­ni­ści z Na­ro­do­wej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej – Ecel otrzy­ma­li od pol­skie­go MSZ po­życz­kę w wy­so­ko­ści 200 tys. zło­tych na za­kup bro­ni w Pań­stwo­wej Wy­twór­ni Uzbro­je­nia, a jej człon­ko­wie byli wio­sną 1939 r. w ta­jem­ni­cy (Ecel była w Pa­le­sty­nie or­ga­ni­za­cją nie­le­gal­ną) szko­le­ni na obo­zie woj­sko­wym nie­da­le­ko An­dry­cho­wa33.

Nie cho­dzi­ło by­najm­niej o pro­ży­dow­skie sym­pa­tie pol­skich władz. Wręcz prze­ciw­nie. To an­ty­se­mi­tyzm ka­zał pol­skim pra­wi­co­wym po­li­ty­kom wspie­rać ży­dow­skich sy­jo­ni­stów w jed­nym celu – po­zby­cia się jak naj­więk­szej licz­by Ży­dów z Pol­ski.

Kie­dy w koń­cu paź­dzier­ni­ka 1938 r. Niem­cy de­por­to­wa­li z Rze­szy do Pol­ski 17 tys. Ży­dów, oby­wa­te­li pol­skich (wśród któ­rych był m.in. póź­niej­szy sław­ny nie­miec­ki kry­tyk li­te­rac­ki Mar­cel Re­ich-Ra­nic­ki), pol­ska straż gra­nicz­na od­mó­wi­ła ich wpusz­cze­nia do kra­ju i zmu­sze­ni byli ko­czo­wać przez kil­ka mie­się­cy w kosz­mar­nych wa­run­kach, pod go­łym nie­bem, na gra­ni­cy, nie­da­le­ko Zbą­szy­nia. Część z nich wpusz­czo­no z po­wro­tem do Nie­miec.

Bez­po­śred­nią przy­czy­ną nie­miec­kiej de­por­ta­cji była de­cy­zja władz pol­skich o ode­bra­niu pol­skie­go oby­wa­tel­stwa oso­bom miesz­ka­ją­cym za gra­ni­cą. Hi­tler po­dob­ną de­cy­zję po­wziął do­pie­ro trzy lata póź­niej, 25 li­sto­pa­da 1941 roku.

Pod­łe, ha­nieb­ne lata – roz­kła­do­we, nik­czem­ne. Przed­wo­jen­ne, kłam­li­we, za­kła­ma­ne. Prze­klę­te. Nie chcia­ło się żyć. Bło­to, cuch­ną­ce bło­to34

– tak o la­tach 30. w Pol­sce pi­sał Ja­nusz Kor­czak.

A je­den z pra­cu­ją­cych z nim wy­cho­waw­ców wspo­mi­na:

Lata 30. po­głę­bi­ły jesz­cze bar­dziej tra­gizm lo­sów Kor­cza­ka. Na­ra­sta­ły ten­den­cje fa­szy­zu­ją­ce ży­cie kra­ju. Co­raz bru­tal­niej uze­wnętrz­nia­ły się na­stro­je an­ty­se­mic­kie. Do­ty­ka­ły one bo­le­śnie za­rów­no Kor­cza­ka, jak i dzie­ci, któ­ry­mi opie­ko­wał się. Pa­mię­tam, że ile­kroć w tym cza­sie (mam na my­śli lata 1937–1939) mu­sia­łem wyjść z gru­pą dzie­ci poza te­ren Domu Sie­rot, trze­ba było to czy­nić nie­mal w or­dyn­ku bo­jo­wym – straż przed­nia i straż tyl­na, zło­żo­na ze star­szych chłop­ców, by uchro­nić się przed za­czep­ka­mi, na­pa­ścia­mi i po­bi­ciem. Oczy­wi­ście, nie za­wsze wy­cho­dzi­li­śmy z tych opre­sji bez szwan­ku. Ale są to za­le­d­wie drob­ne ilu­stra­cje pew­nej sy­tu­acji ogól­niej­szej35.

„Do­pó­ki Ży­dzi będą uwa­ża­ni za peł­no­praw­nych oby­wa­te­li pol­skich, żad­ne pla­ny roz­wią­za­nia kwe­stii ży­dow­skiej nie będą re­al­ne” – pi­sa­no 18 stycz­nia 1936 r. w „Ma­łym Dzien­ni­ku”.

I po­stu­lo­wa­no:

Ży­dów trze­ba zmu­sić do emi­gra­cji nie me­to­da­mi hi­tle­row­ski­mi, lecz dro­gą ode­bra­nia im oby­wa­tel­stwa [...] In­nych moż­li­wo­ści nie ma36.

W swo­im pa­mięt­ni­ku pro­wa­dzo­nym w war­szaw­skim get­cie Kor­czak za­no­to­wał w maju 1942 r.:

Po­wie­dział mi pe­wien na­ro­do­wiec:

– Żyd, szcze­ry pa­trio­ta, jest w naj­lep­szym ra­zie do­brym war­sza­wia­ni­nem, czy kra­ko­wia­ni­nem, ale nie Po­la­kiem.

Za­sko­czy­ło mnie to37.

* * *

„Wal­czyć z Niem­ca­mi, nie wal­czyć z hi­tle­ry­zmem” – tak moż­na by z ko­lei okre­ślić sto­su­nek do III Rze­szy naj­więk­szej pol­skiej par­tii po­li­tycz­nej, Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, któ­re w 1939 r. li­czy­ło po­nad 200 tys. człon­ków.

An­ty­se­mi­tyzm – obok an­ty­ko­mu­ni­zmu – sta­no­wił in­te­gral­ną część ide­olo­gii i prak­ty­ki tej par­tii, któ­rej po­dziw dla roz­wią­za­nia „kwe­stii ży­dow­skiej” w hi­tle­row­skich Niem­czech szedł w pa­rze z wła­sny­mi po­my­sła­mi na wy­rzu­ce­nie Ży­dów z Pol­ski.

Ro­man Dmow­ski, nie­kwe­stio­no­wa­ny au­to­ry­tet i przy­wód­ca en­dec­ki, opu­bli­ko­wał w la­tach 1932–1933 na ła­mach „Ga­ze­ty War­szaw­skiej” i „Ku­rie­ra Po­znań­skie­go” cykl ar­ty­ku­łów pod ty­tu­łem Hi­tle­ryzm jako ruch na­ro­do­wy, w któ­rych chwa­lił Hi­tle­ra za jego an­ty­se­mi­tyzm i roz­pra­wę z le­wi­cą. Kra­kow­ski „Czas” za­mie­ścił 27 wrze­śnia 1933 r. omó­wie­nie tych pu­bli­ka­cji pod wiel­ce zna­czą­cym ty­tu­łem Ro­man Dmow­ski jako hi­tle­ro­wiec38.

Prze­sa­da? W li­ście do Igna­ce­go Chrza­now­skie­go z 31 mar­ca 1932 r. Dmow­ski pi­sał:

Chciał­bym, żeby Hi­tler zwy­cię­żył w Niem­czech, ale tego, zda­je się, nie bę­dzie39.

Zaś w ko­re­spon­den­cji (z 13 mar­ca 1933 r.) do Ka­ro­la Racz­kow­skie­go cie­szył się:

Wczo­raj i dziś słoń­ce świe­ci i jest cie­pło, więc za­czy­nam się roz­we­se­lać. Nad­to po­czci­wy Hi­tler pra­cu­je nad umon­to­wa­niem mego do­bre­go hu­mo­ru40.

W tym sa­mym cza­sie Dmow­ski za­de­kla­ro­wał pu­blicz­nie:

Dziś, gdy hi­tle­row­cy są u wła­dzy, trze­ba stwier­dzić, że wy­ka­za­li oni o wie­le więk­szą siłę i kon­se­kwen­cję w prze­pro­wa­dza­niu swe­go pro­gra­mu we­wnętrz­ne­go, niż tego moż­na było jesz­cze nie­daw­no się spo­dzie­wać. Za­rów­no sta­no­wi­sko ich wzglę­dem Ży­dów i ma­so­ne­rii, jak wal­ka z roz­kła­dem mo­ral­nym świad­czy, że ce­lem ich po­li­ty­ki jest uzdro­wie­nie i wzmoc­nie­nie wę­złów we­wnętrz­nych, pro­wa­dzą­ce do uczy­nie­nia na­ro­du nie­miec­kie­go trwa­łą, nie­zwal­czo­ną po­tę­gą41.

Dmow­ski, po­dob­nie jak i całe SN, za­fa­scy­no­wa­ny był rów­nież Mus­so­li­nim. W jed­nym ze swo­ich ar­ty­ku­łów wzdy­chał:

Gdy­by­śmy byli po­dob­ni do dzi­siej­szych Włoch, gdy­by­śmy mie­li taką or­ga­ni­za­cję jak fa­szyzm, gdy­by­śmy wresz­cie mie­li Mus­so­li­nie­go, naj­więk­sze­go nie­wąt­pli­wie czło­wie­ka w dzi­siej­szej Eu­ro­pie, ni­cze­go wię­cej nie by­ło­by nam po­trze­ba42.

Po ogło­sze­niu w III Rze­szy tzw. ustaw no­rym­ber­skich, wy­klu­cza­ją­cych Ży­dów z ży­cia pu­blicz­ne­go Nie­miec, en­de­cy byli w siód­mym nie­bie. A wśród nich wie­lu du­chow­nych ka­to­lic­kich, jak np. pra­łat Jó­zef Prą­dzyń­ski, któ­ry na ła­mach „Wiel­kiej Pol­ski” (nr 42/1935) pi­sał tak:

Z za­in­te­re­so­wa­niem pa­trzą te­raz wszy­scy na Niem­cy, któ­re bez­względ­nie, ale sku­tecz­nie i na ogół spra­wie­dli­wie, a w wie­lu wy­pad­kach na­wet zgod­nie z kon­sty­tu­cja­mi apo­stol­ski­mi oraz orę­dziem bi­sku­pów i po­sta­no­wie­nia­mi sy­no­dów li­kwi­du­ją u sie­bie spra­wę ży­dow­ską. [...] Za­rzą­dze­nia w ro­dza­ju nie­miec­kich star­czą na okres przy­go­to­waw­czy tego, co jest i po­zo­sta­nie w Pol­sce twar­dą ko­niecz­no­ścią roz­ło­żo­ną na pe­wien okres lat – wy­sie­dle­nia Ży­dów z Pol­ski43.

W po­dob­nym du­chu wy­po­wia­dał się na ła­mach wy­da­wa­ne­go przez ku­rię kra­kow­ską dzien­ni­ka „Głos Na­ro­du” jego re­dak­tor na­czel­ny, ks. Jan Pi­wo­war­czyk, póź­niej­szy re­dak­tor „Ty­go­dni­ka Po­wszech­ne­go”:

Wi­dzi­my ja­sno, że hi­tle­ryzm miał i ma po­wo­dy do zde­cy­do­wa­ne­go wy­stą­pie­nia prze­ciw­ko ży­dom. Nie po­chwa­la­jąc jego bar­ba­rzyń­skich me­tod, uzna­je­my cel jego wal­ki za słusz­ny44.

Głów­ny ide­olog Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, Ję­drzej Gier­tych, pi­sał w 1937 r. w do­ku­men­cie O wyj­ście z kry­zy­su, trak­to­wa­nym jako pro­gram SN:

Fa­szyzm, hi­tle­ryzm i inne ru­chy na­ro­do­we za­gra­nicz­ne ob­ser­wu­je­my bar­dzo pil­nie, bo uwa­ża­my, że wie­le mo­że­my się od nich na­uczyć. Sta­ra­my się wy­cią­gnąć na­uki z ich do­świad­czeń, sko­rzy­stać z ich szczę­śli­wych po­my­słów, za­czerp­nąć od nich wszyst­ko, co wy­two­rzy­li po­zy­tyw­ne­go45.

Trzy­dzie­ste­go kwiet­nia 1939 r. czło­nek władz na­czel­nych SN, Ka­zi­mierz Ko­wal­ski, na zwo­ła­nej w War­sza­wie kra­jo­wej na­ra­dzie dzia­ła­czy stron­nic­twa pod­kre­ślił wię­zy łą­czą­ce en­de­cję z eu­ro­pej­skim fa­szy­zmem:

Mu­szę przy tej spo­sob­no­ści wspo­mnieć o kra­jach tak nam dro­gich jak Wło­chy i Hisz­pa­nia. Ze szcze­rym po­dzi­wem ob­ser­wu­je­my przez wie­le lat roz­wój fa­szy­stow­skich Włoch, z go­rą­cą sym­pa­tią i wzru­sze­niem śle­dzi­li­śmy bo­ha­ter­skie wal­ki na­ro­do­wej Hisz­pa­nii... Zna­le­zie­nie się na­sze w prze­ciw­nym obo­zie wo­jen­nym niż na­ro­do­wa Hisz­pa­nia i fa­szy­stow­skie Wło­chy by­ło­by dla nas praw­dzi­wą tra­ge­dią, jest bo­wiem na­szym go­rą­cym pra­gnie­niem, by dwa te kra­je, sil­ne swo­im du­chem na­ro­do­wym, były jed­ny­mi z fi­la­rów, na któ­rych oprze się przy­szła Eu­ro­pa praw­dzi­wie na­ro­do­wa, praw­dzi­wie ka­to­lic­ka, praw­dzi­wie ła­ciń­ska46.

W po­dob­nym sty­lu trzy mie­sią­ce póź­niej Mło­dzież Wszech­pol­ska Lwo­wa fe­to­wa­ła Mus­so­li­nie­go w li­ście otwar­tym skie­ro­wa­nym do Fa­sci Gio­va­ni­li de Com­bat­ti­men­to, de­kla­ru­jąc:

Obie­cu­je­my Wam z na­szej stro­ny w tym sa­mym kie­run­ku i dla tej sa­mej spra­wy uczy­nić wszel­ki moż­li­wy wy­si­łek47.

Pół­to­ra mie­sią­ca przed wy­bu­chem woj­ny, 15 lip­ca 1939 r., Ta­de­usz Bie­lec­ki, pre­zes Rady Na­czel­nej Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, na wie­cu w Byd­gosz­czy wzy­wał zaś do bez­względ­nej wal­ki z dwo­ma wro­ga­mi: ze­wnętrz­nym – Niem­ca­mi i we­wnętrz­nym – Ży­da­mi. Dzień póź­niej na wie­cu w Ka­to­wi­cach do­dał:

Nie mamy do kanc­le­rza Rze­szy pre­ten­sji o jego wal­kę z ży­do­stwem i ma­so­ne­rią48.

Stąd m.in. wzię­ło się póź­niej­sze sta­no­wi­sko Wła­dy­sła­wa Si­kor­skie­go, któ­ry wy­klu­czał wej­ście Bie­lec­kie­go do emi­gra­cyj­ne­go rzą­du lon­dyń­skie­go, ar­gu­men­tu­jąc, że „zy­ska­li so­bie [Bie­lec­ki i jego zwo­len­ni­cy] mia­no pol­skich fa­szy­stów i to­ta­li­stów”49.

Do­brze, a resz­ta? Pol­ska pra­sa, i to nie tyl­ko en­dec­ka, po­dzi­wia­ła „re­for­my” kanc­le­rza Hi­tle­ra. Zo­fia Nał­kow­ska pod­czas swo­jej po­dró­ży po Wło­szech Mus­so­li­nie­go za­chwy­ca­ła się no­wy­mi miesz­ka­nia­mi dla ro­bot­ni­ków, „po­rząd­kiem” i „wyż­szy­mi am­bi­cja­mi”50. W „Po­li­ty­ce” Je­rze­go Gie­droy­cia uka­zu­ją się an­ty­se­mic­kie tek­sty! Ka­zi­mierz Stu­den­to­wicz pi­sał:

Spe­cy­ficz­ne wła­ści­wo­ści rasy ży­dow­skiej nie po­zwa­la­ją jej uwa­żać za trwa­ły ele­ment lud­no­ścio­wy. Sta­no­wi­sko ta­kie nie na­ru­sza w ni­czym ani po­czu­cia pra­wo­rząd­no­ści, ani też za­sad ety­ki ka­to­lic­kiej, lecz [jest] po­dyk­to­wa­ne ko­niecz­ną obro­ną naj­bar­dziej ży­wot­nych in­te­re­sów na­ro­do­wych51.

Sam Gie­droyc przy­zna­wał po la­tach, że wów­czas tego ro­dza­ju sfor­mu­ło­wa­nia ni­ko­go nie ra­zi­ły. Ba! Re­dak­tor przy­jaź­nił się z sa­mym Wło­dzi­mie­rzem Ża­bo­tyń­skim, któ­re­mu udo­stęp­niał łamy swo­je­go pi­sma do sze­rze­nia sy­jo­ni­stycz­nej pro­pa­gan­dy. Bo Gie­droyc – pol­ski pa­trio­ta i pań­stwo­wiec, któ­ry po­parł aresz­to­wa­nie po­li­ty­ków opo­zy­cji przez Pił­sud­skie­go w Brze­ściu w 1930 r., nie za­jął ja­sne­go sta­no­wi­ska w spra­wie obo­zu in­ter­no­wa­nia w Be­re­zie Kar­tu­skiej w 1934 r. oraz po­parł nie tyl­ko pol­ski szan­taż wo­bec Li­twy i wy­mu­sze­nie na niej, pod groź­bą in­ter­wen­cji, na­wią­za­nia sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych w 1938 r., ale tak­że anek­sję Za­ol­zia. Uwa­żał, że utrzy­ma­nie sta­tus quo w „kwe­stii ży­dow­skiej” jest na dłuż­szą metę nie­moż­li­we. Je­dy­nym wyj­ściem była we­dług nie­go ma­so­wa emi­gra­cja Ży­dów pol­skich do Pa­le­sty­ny.

Już pod­czas trwa­nia woj­ny, w grud­niu 1940 r., Gie­droyc, jako se­kre­tarz am­ba­sa­do­ra w Bu­ka­resz­cie, Ro­ge­ra Ra­czyń­skie­go, od­po­wie­dzial­ny za uchodź­ców pol­skich w Ru­mu­nii, tak re­la­cjo­no­wał swo­je­mu pryn­cy­pa­ło­wi kwe­stię wy­jaz­du uchodź­ców ży­dow­skich:

To nam [...] do­sko­na­le zro­bi, gdyż [...] ode­rwie­my się od utoż­sa­mia­nia uchodź­cy pol­skie­go z Ży­dem, co przy dzi­siej­szych na­stro­jach an­ty­se­mic­kich jest bar­dzo waż­ne, poza tym (to jest Twój ar­gu­ment) jest w na­szym in­te­re­sie, by pol­scy Ży­dzi je­cha­li jak naj­da­lej. Z In­dii oni już do nas nie będą wra­cać52.

W 1981 r. tłu­ma­czył się Bar­ba­rze To­ruń­czyk ze swo­ich ów­cze­snych po­glą­dów:

Nie, nu­me­rus clau­sus my­śmy nig­dy nie lan­so­wa­li. Stu­den­to­wicz to na­pi­sał na wła­sną rękę. Ale emi­gra­cję – tak.

Zga­dzam się, że ten ar­ty­kuł był prze­ja­skra­wio­ny. Ale in­ne­go wyj­ścia nie wi­dzia­łem. Bo jak to moż­na było roz­wią­zać?

Za­sy­mi­lo­wać Pani tego nie mo­gła, wchło­nąć Pani nie mo­gła z po­wo­dów go­spo­dar­czych – tego żad­na struk­tu­ra go­spo­dar­cza, na­wet przy lep­szej ko­niunk­tu­rze niż w Pol­sce, nie mo­gła­by wchło­nąć, dla­te­go, że to było zu­peł­nie skrzy­wio­ne. Zo­sta­wa­ła tyl­ko, praw­da, kon­cep­cja Ża­bo­tyń­skie­go – stwo­rze­nie pań­stwa ży­dow­skie­go53.

Sko­ro na­wet Gie­droyc był za eks­pul­sją Ży­dów z Pol­ski, to trud­no się dzi­wić, że po­strze­ga­nie „kwe­stii ży­dow­skiej” przez Stron­nic­two Na­ro­do­we nie zmie­ni­ło się na­wet pod­czas oku­pa­cji, cze­go wy­ra­zem może być ar­ty­kuł WRN-owi w od­po­wie­dzi, któ­ry uka­zał się w 37 nu­me­rze „Wal­ki” (or­ga­nie SN), 28 wrze­śnia 1943 r. Czy­ta­my w nim m.in.:

Sto­su­nek nasz do Ży­dów nie ule­ga zmia­nie... Nie mamy naj­mniej­sze­go po­wo­du, by pod­czas woj­ny choć o jotę na­sze po­glą­dy zmie­nić54.

We wcze­śniej­szym nu­me­rze tego pi­sma, z 28 lip­ca 1943 r., kie­dy nad get­tem war­szaw­skim uno­si­ła się łuna do­ga­sa­ją­cych po­ża­rów, w ar­ty­ku­le za­ty­tu­ło­wa­nym Nie­bez­pie­czeń­stwo po­zor­ne­go roz­wią­za­nia, czy­ta­my:

Be­stial­stwo hi­tle­row­skich zbi­rów po­tę­pia­my z ca­łym na­ci­skiem, lecz wal­ki eko­no­micz­nej, po­li­tycz­nej z ży­do­stwem nie wy­rzek­nie­my się, roz­czu­le­ni kro­ko­dy­lo­wy­mi łza­mi ży­dow­skich fi­nan­si­stów i po­li­ty­ków, szy­ku­ją­cych się do na­rzu­ce­nia nam swo­jej wła­dzy55.

I da­lej:

W kwe­stii ży­dow­skiej za­czy­na się wy­twa­rzać po­pu­lar­ny a fał­szy­wy po­gląd: „Niem­cy to za nas za­ła­twi­li”. Ta­kie po­sta­wie­nie spra­wy to nie­bez­piecz­ny, bo do­ga­dza­ją­cy na­szej bier­no­ści, wy­kręt. Niem­cy wy­ko­na­li to, cze­go my by­śmy nie zro­bi­li nig­dy, bo nie po­zwo­li­ła­by nam na to na­sza ty­siąc­let­nia kul­tu­ra chrze­ści­jań­ska – te­raz wszak­że, za­pa­trze­ni w rui­ny ghet­ta, mo­że­my za­nie­dbać wy­ko­na­nia tego, co mu­si­my uczy­nić nie­odwo­łal­nie i bez kom­pro­mi­sów. Do­pie­ro po­zba­wie­nie ży­dów pod­sta­wy ma­te­rial­nej i wpły­wów po­li­tycz­nych i pro­pa­gan­do­wych za­de­cy­du­je o tym, czy nie­śmier­tel­na już kwe­stia ży­dow­ska w Pol­sce znaj­dzie wresz­cie po­zy­tyw­ne roz­wią­za­nie. Przy­mu­so­wa emi­gra­cja „nie­do­bit­ków” bę­dzie tyl­ko do­peł­nie­niem tej je­dy­nie słusz­nej i spra­wie­dli­wej po­li­ty­ki w sto­sun­ku do an­ty­pań­stwo­wej, choć „oby­wa­tel­skiej” mniej­szo­ści56.

O trwa­ło­ści – nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści – an­ty­se­mic­kich uprze­dzeń i nie­na­wi­ści wo­bec Ży­dów ży­wio­nej przez wy­znaw­ców ide­olo­gii en­dec­kiej świad­czy cho­ciaż­by dzien­nik Jó­ze­fa Gór­skie­go, wiel­bi­cie­la Dmow­skie­go, po I woj­nie świa­to­wej pol­skie­go at­ta­ché woj­sko­we­go we Fran­cji, zaś pod­czas II woj­ny dzie­dzi­ca ma­jąt­ku w Ce­ra­no­wie (pow. So­ko­łów Pod­la­ski), współ­pra­cu­ją­ce­go z Niem­ca­mi w celu „ra­to­wa­nia sub­stan­cji na­ro­do­wej”.

Po woj­nie oskar­żo­ny o ko­la­bo­ra­cję z Niem­ca­mi, po pół­to­ra­rocz­nym po­by­cie w wię­zie­niu unie­win­nio­ny i zwol­nio­ny, pra­co­wał póź­niej jako na­uczy­ciel i in­struk­tor szko­le­nia ide­olo­gicz­ne­go kadr par­tyj­nych w wo­je­wódz­twie po­znań­skim.

Oto frag­men­ty jego rę­ko­pi­su Na prze­ło­mie dzie­jów, spi­sa­ne­go w 1960 r.: