Geny i edukacja - Kathryn Asbury,Richard Plomin

Geny i edukacja

0,0

"Czy geny warunkują nasze szkolne sukcesy i niepowodzenia? Czy źródło talentu tkwi w genach? Czy geniusz można odziedziczyć? Czy i jak geny wpływaja na nasze zachowania i osiągnięcia szkolne? Czy można tak kształtować system edukacji, by odpowiadał predyspozycjom genetycznym uczniów? Geny i edukacja to książka o tym, skąd pochodzi wiedza na temat genetyki behawioralnej i jak zmieniać system edukacji, by odpowiadał różnicom indywidualnym, jakie występują wśród dzieci. Jako dzieci dowiadujemy się, że pętelki, zawijasy i wirki na opuszkach naszych palców czynią nas niepowtarzalnymi. Dla większości dzieci wiedza ta jest śródłem zdziwienia i uciechy. Wyjątkowość jest wspaniała i zachwycająca. A mimo to obecny system kształcenia nazbyt często próbuje tę niepowtarzalność stłumić i wyprodukować młodych ludzi, którzy będą tacy, jak cała reszta, na siłę dopasowani do sztywnych schematów. Rozumienie genetyki nawet na najbardziej podstawowym poziomie pokazuje, że szkoły służyłyby uczniom – i społeczefstwu – lepiej, gdyby rozwijały wyjątkowe uzdolnienia i zainteresowania, znajdując sposoby nauczania pozwalające, by Tomek był Tomkiem, a Kasia Kasią, i pomagające im obojgu stać się sprawnymi obywatelami światów, w których zdecydują się zamieszkać. Głębsze zrozumienie interakcji genów i środowiska sugeruje, że kluczem jest zakres możliwych wyborów – wyjaśnimy to w tej publikacji.

Z tekstu

"

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
tyt.png

Dane oryginału

Kathryn Asbury, Richard Plomin, G is for Genes. The Impact of Genetics on Education and Achievement

© 2014 John Wiley & Sons, Inc.

All rights reserved. Authorised translation from the English language edition published by John Wiley & Sons Limited. Responsibility for the accuracy of the translation rest solely with Polish Scientific Publishers PWN and is not the responsibility of John Wiley & Sons Limited. No part of this book may be reproduced in any form without the written permission of the original copyright holder, John Wiley & Sons Limited.

Projekt okładki i stron tytułowych Agata Muszalska

Fotografia na okładce Luciano Lozano/Getty Images

Wydawca Aleksandra Małek-Leśniewska

Redaktor prowadzący Jolanta Kowalczuk

Redaktor Dorota Polewicz

Produkcja Mariola Iwona Keppel

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2015

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2015 r. (wyd. I)

Warszawa 2015

ISBN 978-83-01-18399-8

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 228

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; www.pwn.pl

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN: Marcin Kapusta.

Dla rodzin uczestniczących w badaniu bliźniąt Twins Early Development Study (TEDS) z wyrazami wdzięczności

Ktoś taki jak ty nie pojawi się we wszechświecie po raz drugi w całej historii stworzenia.

Vartan Gregorian

Podziękowania

Pomysł na tę książkę zrodził się kilka lat temu, a jej ostateczny kształt jest rezultatem połączenia wiedzy i inspiracji czerpanych z rozmów z naszymi wspaniałymi kolegami z London Institute of Psychiatry, za co jesteśmy im ogromnie wdzięczni. Obszar, którym się zajmujemy, genetyka behawioralna, rozwija się z niezwykłą prędkością i z entuzjazmem czekamy na kontynuację i pogłębianie się dyskusji pod wpływem nowych odkryć w obszarze zarówno genetyki, jak i edukacji.

Powstanie Genów i edukacji stało się możliwe dzięki stypendium podoktoranckiemu przyznanemu Kathryn Asbury przez British Academy, a nasze badania środowiska szkolnego są finansowane przez US National Institutes of Health. Dziękujemy obu tym instytucjom za wiarę w znaczenie przedsięwzięcia.

Dziękujemy Peterowi Tallackowi z The Science Factory, a także profesorce Judy Dunn za ich bezcenne wsparcie i zachętę podczas przygotowywania manuskryptu. Oboje mają swój wkład w pomysły, które sprawiły, że Geny i edukacja są lepszą książką – praca z nimi była przyjemnością. Na nasze podziękowania zasłużył sobie także Nick Asbury, który wymyślił tytuł.

Jonah Asbury również jest adresatem bardzo szczególnych wyrazów wdzięczności za pomoc w tak wielu dziedzinach, że nie sposób ich tu wymieniać. Tym bardziej więc chcemy mu bardzo podziękować za hojne i celne wskazówki redakcyjne. I dziękujemy tysiącom rodzin, dzięki którym możliwe stało się badanie Twins’ Early Development Study (badanie wczesnego rozwoju bliźniąt, TEDS). Zadedykowaliśmy naszą książkę właśnie tym rodzinom, ponieważ, choć przywykliśmy do ich wspaniałomyślności, naprawdę jesteśmy pod wrażeniem, że mimo ogromu obowiązków znajdują jeszcze czas na regularny wkład w rozwój nauki i społeczeństwa. Umożliwiają nam prowadzenie badań i jesteśmy im za to dozgonnie wdzięczni.

CZĘŚĆ 1. TEORIA

1
Genetyka, szkoły i uczenie się

Genetyka zmienia świat w ciągle rosnącym tempie. Jesteśmy dziś w stanie analizować i modyfikować DNA, aby diagnozować poważne choroby i rozpoczynać terapię, nim zaczną zagrażać życiu. Możemy łapać przestępców i oczyszczać z zarzutów ludzi niewinnych, a także tworzyć źródła energii, które oszczędzają naszą planetę. Genetycy zarzucili swoje sieci, aby kształtować medycynę i zdrowie publiczne, rolnictwo, energetykę i środowisko, prawo i politykę społeczną. Brak edukacji na tej liście aż kłuje w oczy, a szkoły pozostają nietknięte nauką płynącą z genetyki. I to, naszym zdaniem, wymaga zmiany.

Jednym ze sposobów pomocy każdemu dziecku w zrealizowaniu jego szkolnego potencjału jest wykorzystanie lekcji płynących z genetyki. Dziś wiemy już naprawdę dużo – choć w żadnej mierze nasza wiedza nie jest pełna – o tym, jak geny wpływają na uczenie się oraz w jaki sposób DNA dzieci wiąże się z ich doświadczeniami nabywanymi w domu i w szkole. Nadszedł czas, żeby ludzie odpowiedzialni za edukację usiedli przy jednym stole z genetykami, aby się zastanowić, jak zastosować wiedzę, którą dziś dysponujemy, w praktyce. Poprawi to poziom szkół, dzięki czemu dzieci będą mogły w nich rozkwitać. W dłuższej perspektywie skorzysta na tym społeczeństwo. Przecież tego właśnie oczekujemy od szkół i edukacji, nieprawdaż?

Cele i założenia edukacji

Jak większość sfer polityki państwa, także edukacja jest miejscem ścierania się sprzecznych filozofii. Ogólnie wszyscy zgadzamy się co do tego, że edukacja powinna wyposażyć każdego człowieka w podstawowe narzędzia potrzebne do funkcjonowania w społeczeństwie. Dziś prawie na całym świecie te narzędzia, czy inaczej umiejętności, to czytanie, pisanie, liczenie i zdolność radzenia sobie z technologią cyfrową. Możemy zapewne także zidentyfikować wtórny cel, wszak trudno zaprzeczyć tezie, że społeczeństwa powinny odnosić namacalne korzyści z kształcenia swoich obywateli. Niedawny raport OECD na przykład wskazał, że gdyby wszystkie kraje OECD były w stanie zrównać osiągnięcia edukacyjne z tymi odnotowywanymi w Finlandii, to łączny zysk finansowy mierzony za życia jednego pokolenia, urodzonego w 2010 roku, wyniósłby 115 bilionów dolarów. W roku 2090 zysk wzrósłby do poziomu 260 bilionów dolarów. Zarówno Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, jak i Wielka Brytania znalazłyby się wśród krajów, które w kontekście ekonomicznym zyskałyby najwięcej, wraz z Meksykiem, Turcją, Włochami, Niemcami, Hiszpanią i Francją. Warto zauważyć, że fiński system edukacji kładzie szczególny nacisk na podstawowe umiejętności, a różnica między uczniami najzdolniejszymi i najsłabszymi jest niewielka. Oczywiście edukacja nie powinna ograniczać się do tych dwóch celów: pierwszego, określającego minimalne aspiracje społeczeństwa, szkoły czy nauczycieli, oraz drugiego, będącego pochodną tego wcześniejszego. Niemniej, jeżeli nie udaje się ich osiągnąć, edukacja traci sens.

Proste cele, jakimi są opanowanie czytania, pisania, liczenia i posługiwania się komputerem, są osiągalne dla praktycznie każdego członka społeczeństwa, niezależnie od indywidualnego poziomu inteligencji. Jeśli choć jedno dziecko (wyjąwszy te z poważnymi upośledzeniami, ale już nie dzieci z, na przykład, łagodnymi czy średnio nasilonymi zaburzeniami lub trudnościami z uczeniem się, emocjami albo zachowaniem) opuszcza szkołę bez osiągnięcia akceptowalnego poziomu tych kompetencji, to oznacza, że szkoła czy system edukacji nie stanęły na wysokości zadania. Taka sytuacja jest nie do pomyślenia.

A jednak, niestety, cele te nie zawsze udaje się osiągnąć: młodzi ludzie czasami opuszczają placówki edukacyjne bez wystarczającej umiejętności czytania, pisania i liczenia pomimo spędzenia jedenastu lat (15 tys. godzin) w pełnowymiarowej szkole. Szanse na to, że ci młodzi ludzie będą szczęśliwymi, spełnionymi i pożytecznymi członkami społeczeństwa, są marne. Gdy tak się dzieje, wszyscy oskarżają się nawzajem, a wymówki sięgają od podziałów społecznych przez szkoły w ubogich dzielnicach z przepracowanymi nauczycielami, niewspierających rodziców, słabe zdolności i niewłaściwe zachowania… czyli ogólnie rzecz ujmując, niemożliwe dzieci w niemożliwych okolicznościach. Ale to tylko wymówki. U podstaw zjawiska zachodzi coś o znacznie bardziej fundamentalnym charakterze. Cały system kształcenia oparto na przekonaniu, że dzieci są „białymi kartami”. Genetyka behawioralna pokazuje, że jest to założenie błędne.

Wspomniana teoria edukacji (i ludzkiego życia w ogóle) zakłada, że wszystkie dzieci rodzą się takie same, z identycznym potencjałem, i stają się produktem własnych doświadczeń. Są niezapisanymi kartami, uzupełnianymi i zapełnianymi przez rodzinę, szkołę i społeczeństwo. Wielu ludzi sądzi, że dobre zachowanie ich dzieci jest rezultatem stosowanych przez nich właściwych praktyk wychowawczych; że jeżeli dzieci odnoszą sukcesy szkolne, to dzieje się tak ze względu na doskonałych nauczycieli i wspierających rodziców. I odwrotnie, jeśli dzieci wagarują i przejawiają antyspołeczne zachowania, to winą i odpowiedzialnością należy obarczyć rodziców i nauczycieli, włącznie ze skazaniem tych pierwszych na karę więzienia. Pogląd ów w jego mniej skrajnym wydaniu sprawia, że dorośli, którzy robią kawał dobrej roboty, wychowując własne dzieci, mimo wszystko zadręczają się i kwestionują swoje rodzicielskie kompetencje. Czy on jest lękliwy, ponieważ go rozpieszczam? Czy ona jest apodyktyczna, bo poświęcam jej zbyt wiele uwagi? Czy jest dwa poziomy niżej w czytaniu niż syn sąsiadów, dlatego że nie zapisałam jej do popularnej i obleganej szkoły na końcu ulicy? Czy powinnam była zadbać o korepetytora, który by przygotował syna do egzaminów wstępnych do elitarnej szkoły? Taki środowiskowy determinizm stał się normą, z całym nieuchronnie wiążącym się z tym samozadowoleniem i potępieniem.

Jeśli jednak zapytasz któregokolwiek rodzica, mającego więcej niż jedno dziecko, czy jego pociechy były w chwili narodzin białymi kartami, czy też każde z nich przyszło na świat z własnym zestawem widocznych cech – temperamentem, zachciankami, potrzebami i preferencjami – usłyszysz tę samą odpowiedź. Były indywidualnościami od pierwszych chwil swojego istnienia. Gdybyśmy zabrali wszystkie dzieci z ich rodzin i wychowywali je w identycznych, zarządzanych przez państwo placówkach, nie byłyby w chwili rozpoczęcia nauki w szkole wcale bardziej do siebie podobne niż są teraz, a wszelkie istniejące podobieństwa nadal by blakły wraz z dorastaniem i rozwojem. Ludzie czasami sądzą, że wpływy środowiskowe przybierają na znaczeniu wraz z rozwojem i gromadzeniem doświadczeń. Wygląda jednak na to, że dla takich cech, jak na przykład rozwój poznawczy, mamy do czynienia z czymś dokładnie odwrotnym. Wpływ genów cały czas się nasila i w późniejszym okresie życia zdolności poznawcze są dziedziczone niemal w równym stopniu co wzrost.

Fakt, że geny odpowiadają za różnice indywidualne, zadaje kłam filozofii białej karty. A to z kolei oznacza, że „więcej tego samego” raczej nie będzie właściwym podejściem do dzieci niebędących w stanie opanować podstawowych umiejętności za pośrednictwem standardowych narzędzi. Dziecku, które nie uczy się w sposób standardowy, można niemal zawsze w nauce pomóc, ale nauczyciele muszą w tym celu wyjść poza schematy i wykorzystać zarówno swoją wiedzę i doświadczenie w nauczaniu, jak i to, co wiedzą o dziecku, by znaleźć właściwe „guziki”. Wsparcie ze strony osób kształtujących politykę edukacyjną jest niezbędne do zrealizowania takiego podejścia.

Bez wątpienia punktem ciężkości każdego systemu edukacyjnego, który ma wyposażyć wszystkie dzieci w podstawowy zestaw narzędzi potrzebnych im w życiu, musi być zagwarantowanie, że żadne dziecko nie pozostanie na uboczu. Taki prosty i jasny cel ma proste i jasne konsekwencje dla polityki edukacyjnej: skierowanie zasobów na dzieci, które mają trudności z opanowaniem podstawowych umiejętności i indywidualne ich wsparcie w skuteczny sposób. Pierwszą i najważniejszą sprawą w edukacji powinno być dostarczenie wszystkiego, co konieczne, by każde dziecko mogło opanować czytanie, pisanie, liczby i obsługę komputerów, dzięki czemu będzie mogło prowadzić niezależne życie w dwudziestym pierwszym wieku. Należy zapewnić dodatkowe fundusze na pomoc dla tych dzieci, które sobie nie radzą ze spełnieniem tych standardów, zanim opuszczą szkołę, niezależnie od przyczyny występującego u nich braku postępów. To jeden ze sposobów zwiększania szans awansu społecznego w takich krajach jak USA czy Wielka Brytania. Nacisk na wspieranie tych, którzy potrzebują wsparcia w opanowywaniu podstaw, jest jednak tylko punktem wyjścia.

W społeczeństwach, w których edukacja jest ogólnie dostępna i obowiązkowa dla wszystkich dzieci, uczniów różnicuje sposób reagowania na nauczanie. Wiemy, że zdolność uczenia się od nauczycieli podlega bardziej wpływom genów niż doświadczenia. Wpływ szkoły na różnice między dziećmi w zakresie ich osiągnięć będzie zapewne większy w społeczeństwach, w których dostępność formalnej edukacji jest nierówna. Dlatego w krajach wysokorozwiniętych mamy do czynienia z wyższymi szacunkami odziedziczalności i niższymi szacunkami znaczenia szkoły dla indywidualnego poziomu osiągnięć. Jeżeli dostęp do szkół jest taki sam dla wszystkich, czynnik ten nie może wyjaśniać różnic indywidualnych. Wystandaryzowana, formalna edukacja jest fundamentem krzywej dzwonowej zdolności i osiągnięć. Może wpływać na to, czy grupa ma niskie, czy wysokie przeciętne wyniki, ale nie na to, jak dobrze radzą sobie jedni w porównaniu z innymi. Tu uwidacznia się realny wpływ genów, i tu właśnie istnieją największe różnice.

To są ważne kwestie, zwłaszcza w czasach, w których świat ciężko pracuje nad zapewnieniem dostępu do edukacji każdemu dziecku. Pod auspicjami UNESCO większość państw zaangażowała się w zapewnienie wszystkim dzieciom powszechnej edukacji na poziomie podstawowym do roku 2015, w wielu krajach dąży się również do wprowadzenia edukacji obowiązkowej, a nie dobrowolnej. W wyniku zarówno wzrostu populacji, jak i rozprzestrzeniania się obowiązku szkolnego UNESCO szacuje, że w ciągu kolejnych trzydziestu lat więcej ludzi otrzyma formalne wykształcenie niż stało się to do tej pory w całej historii ludzkości. I choć cel postawiony na rok 2015 raczej nie zostanie osiągnięty, to mimo wszystko jest to niezwykłe, fantastyczne osiągnięcie. A ci, którzy znaleźli sposoby zapewnienia wykształcenia dzieciom ze wszelkich możliwych środowisk, w odległych, biednych, wiejskich regionach, gdzie przeszkody wydawały się nieprzezwyciężalne, zasłużyli sobie na uznanie i docenienie ze strony całego świata. Ale temu nastaniu powszechnej edukacji musi towarzyszyć akceptacja faktu, że zapewnienie równych możliwości edukacyjnych jest równoznaczne z tym, że natura w postaci genetycznej spuścizny zacznie grać pierwsze skrzypce. Dostarczając możliwości edukacyjnych wszystkim dzieciom, stwarzamy sytuację, w której ich geny są pojedynczym, najsilniejszym czynnikiem wpływającym na to, jak dobrze, w porównaniu z innymi, będą sobie radziły w szkole. Powszechna edukacja podnosi średnie wyniki, ale również uwypukla różnice indywidualne. A to, jeśli pierwszy cel edukacji naprawdę zostaje osiągnięty, nawet w najgorszym przypadku nie wydaje się wygórowaną ceną. W najlepszym razie zaś daje możliwość dopasowania edukacji do potrzeb każdego dziecka i pozwala szkołom na wydobycie najlepszych cech z każdego ucznia.

Szkolnictwo ponosi odpowiedzialność za wyposażenie młodych ludzi w narzędzia umożliwiające im niezależne funkcjonowanie w społeczeństwie. Możemy także liczyć na społeczne i ekonomiczne korzyści płynące z wykształcenia siły roboczej i obywateli, którzy niemal w stu procentach potrafią pisać, czytać, liczyć i rozumieją technologie cyfrowe. I zapewne na tym edukacja mogłaby poprzestać. Niemniej w kraju, w którym istnieją zarówno zasoby, jak i wola, by pójść dalej, fakt uwarunkowanych genetycznie różnic indywidualnych zaczyna mieć znaczenie dla ogółu, a nie tylko dla tych, którzy zmagają się z opanowaniem podstaw. Kiedy uczniowie zostaną już wyposażeni w podstawowe narzędzia, ułatwiające im skuteczne funkcjonowanie w otaczającym świecie, punkt ciężkości powinien zostać przeniesiony na wydobycie indywidualnego potencjału. W ten sposób szkoły mogą promować samorealizację i osiągnięcia oraz kształcić pokolenia młodych ludzi, którzy znają własne talenty i potrafią robić z nich użytek. Społeczeństwo z pewnością skorzysta na rzeszach młodych ludzi z doskonałymi podstawowymi umiejętnościami, tworzącymi fundament całego wachlarza specjalistycznych kompetencji i zainteresowań. Przewidujemy pozytywny wpływ na zdrowie, prawo i porządek, zatrudnienie i gospodarkę.

Różnorodne możliwości wydobycia indywidualnego potencjału

Wszyscy wiedzą, że niektóre dzieci mają zdolności i zamiłowanie do tradycyjnego uczenia się. Obie właściwości podlegają wpływom genów – ale nie są przez nie zdeterminowane. Z takimi uczniami szkoły radzą sobie najlepiej i to oni osiągają w obecnym systemie sukcesy. Są to także ci uczniowie, których wybierają sobie szkoły stawiające określone warunki przyjęcia i których sukcesy są następnie przez te placówki ogłaszane jako skutek oferowanej przez nie, lepszej, edukacji. Obecna polityka i filozofia „białej karty” stawia takie dzieci za przykład i sugeruje, że jeśli będziemy ciężej pracować, to wszystkie dzieci uda się tak ukształtować. W rezultacie współczesne podejścia popychają te gorzej radzące sobie dzieci do zdobywania miernego wykształcenia ogólnego, niezależnie od ich naturalnych zdolności, zainteresowań, nadziei i marzeń. I to jest właśnie jeden z tych obszarów, w których współczesna polityka i praktyka edukacyjna musi zostać zmieniona – a genetyka może podpowiedzieć, jakie zmiany przyniosą dobre wyniki.

Społeczeństwo, które dostrzega i nagradza różnorodne umiejętności i talenty, zapewne na tym zyska. Jako dzieci dowiadujemy się, że pętelki, zawijasy i wirki na opuszkach naszych palców czynią nas niepowtarzalnymi. Dla większości dzieci wiedza ta jest źródłem zdziwienia i uciechy. Wyjątkowość jest wspaniała i zachwycająca. A mimo to obecny system kształcenia nazbyt często próbuje tę niepowtarzalność stłumić i wyprodukować młodych ludzi, którzy będą tacy, jak cała reszta, na siłę dopasowani do sztywnych schematów. Rozumienie genetyki nawet na najbardziej podstawowym poziomie pokazuje, że szkoły służyłyby uczniom – i społeczeństwu – lepiej, gdyby rozwijały wyjątkowe uzdolnienia i zainteresowania, znajdując takie sposoby nauczania, żeby Tomek był Tomkiem, a Kasia Kasią, i pomagające im obojgu stać się sprawnymi obywatelami światów, w których zdecydują się zamieszkać. Głębsze zrozumienie interakcji genów i środowiska sugeruje, że kluczem jest zakres możliwych wyborów – wyjaśnimy to na dalszych stronach tej publikacji.

Innymi słowy, kiedy już powstały podstawy, wyższym celem edukacji powinno być wydobycie indywidualnego potencjału i wspieranie każdego dziecka w pielęgnowaniu jego talentów. Znaczenie tego „wydobywania” jest właśnie tym, co oznacza łacińskie słowo educere, z którego wywodzi się nasza edukacja. Umożliwienie dziecku dostrzeżenia własnych zdolności i wykształcenie zamiłowania do uczenia się jest ogromną odpowiedzialnością, wymagającą całej inteligencji, wrażliwości i wiedzy eksperckiej najlepszych nauczycieli. Nauczyciele muszą być także ekspertami w zakresie rozwoju dziecka, wyposażonymi w doskonałe umiejętności interpersonalne i komunikacyjne, umożliwiające im dotarcie do poszczególnych uczniów, zrozumienie ich potrzeb i pragnień oraz opiekowanie się nimi we właściwy sposób. Szacunek dla zawodu nauczyciela pomaga, podobnie jak sytuacja, w której zdobycie odpowiedniego wykształcenia zakłada wybór najlepszych i przyciąga rzesze zdolnych absolwentów. Pomocne jest także, jeśli tym najzdolniejszym nauczycielom daje się możliwość nauczania w sposób, który najlepiej się sprawdza zarówno z punktu widzenia ich, jak i ich uczniów.

DNA w sali lekcyjnej

Opisaliśmy właśnie system spersonalizowanego nauczania – system, który rozwija umiejętności podstawowe, ale również wydobywa i wspiera indywidualne talenty i zdolności. Genetyka zachowania może wesprzeć nasze myślenie o tym, w jaki sposób stworzyć taki system w rzeczywistości (jeśli chcesz przyjrzeć się rezultatom naszych prób, przejdź do rozdziałów 13 i 14). Konieczne jest zrozumienie wzajemnego oddziaływania DNA (twojego wyposażenia genetycznego czy genotypu) i środowiska uczenia się. Będziemy się w szczególności opierali na naszej wiedzy o procesie nazwanym korelacją genotypu i środowiska. Należy tu wymienić trzy główne rodzaje korelacji. Pierwszy to pasywna korelacja genotypu i środowiska. Jest to proces, w którym na przykład rodzice z niewielkimi osiągnięciami i takimiż aspiracjami nie tylko przekazują własnym dzieciom geny, lecz także wychowują je w środowisku, w którym brakuje stymulacji i zachęty do uczenia się. Drugi rodzaj korelacji to reaktywna korelacja genotypu i środowiska. Mamy z nią do czynienia wtedy, kiedy dzieci przejawiają pewne zachowania wynikające z ich genetycznych skłonności. Łatwo dostrzec jej znaczenie dla spersonalizowanego nauczania. Jeśli nauczyciel dostrzeże, że dziecko z natury szybko liczy, może zaproponować mu więcej możliwości rozwijania matematycznych uzdolnień i umiejętności i stymulować je niezależnie od poziomu typowego dla danego wieku. Tak samo by to wyglądało w wypadku szybkiego biegacza, dziecka, które ma talent językowy albo znakomite umiejętności przywódcze czy interpersonalne. Nauczyciele dysponujący wrażliwością (i czasem), która pozwala im dostrzegać mocne strony – a także słabości – u poszczególnych dzieci, i umiejący właściwie zareagować, dają tym dzieciom wspaniałą szansę zrealizowania tkwiącego w nich, naturalnego potencjału. I wreszcie trzecia zależność, aktywna korelacja genotypu i środowiska. W tym wypadku dzieci aktywnie poszukują doświadczeń i możliwości, opierając się na ich genetycznych predyspozycjach. W naturalny sposób ciągnie je do ludzi i działań, które im pasują. W klasie, w której naprawdę oferowane jest nauczanie spersonalizowane, dzieci miałyby wolną rękę, by tak właśnie robić – na tej samej zasadzie, jak rośliny sięgają po słońce i wodę – i nikt nie oczekiwałby od nich, że odłożą swoje pragnienia na bok, byle tylko podporządkować się rygorystycznie zaplanowanemu rozkładowi zajęć (poza oczywiście lekcjami skoncentrowanymi na nauczaniu podstawowych umiejętności).

Badania wszystkich trzech typów korelacji genotypu i środowiska pokazują, że wrażliwość na genetycznie uwarunkowane różnice indywidualne stanowi najbardziej obiecujące narzędzie, jakim dysponują szkoły i nauczyciele, którzy chcą zaproponować prawdziwie zindywidualizowaną edukację. Kluczem do właściwego funkcjonowania edukacji, oprócz wrażliwego i umiejętnego nauczania i zaprojektowania zajęć tak, aby wzmacniały kreatywność i umożliwiały osobisty rozwój, jest zrozumienie genetyki i stopnia odziedziczalności poszczególnych zachowań. W tym celu genetyka edukacyjna powinna tworzyć podstawową część wszelkich programów kształcenia nauczycieli.

Podsumowanie

Głównym celem edukacji jest wyposażenie każdego dziecka w podstawowe umiejętności, jak pisanie, czytanie, liczenie i posługiwanie się technologią, przynoszące korzyści zarówno samemu dziecku, jak i społeczeństwu jako takiemu. Każdy system kształcenia, który dopuszcza, aby dziecko opuściło szkołę bez tych kwalifikacji, całkowicie zawodzi. Genetyka pokazuje nam, że dla niektórych dzieci nabywanie tej podstawowej wiedzy będzie trudne po prostu ze względu na ich wrodzone możliwości. I dlatego należy im zapewnić zindywidualizowane wsparcie w takim zakresie, w jakim będzie to konieczne, żeby podstawowe kompetencje zostały opanowane. Tam, gdzie edukacja wykracza poza ten podstawowy trening, powinna przyjąć i wykorzystać różnice indywidualne między uczniami, dostrzegając, że nie są oni białymi kartami. Personalizując edukację, szkoły powinny – przez wykorzystanie korelacji genotypu i środowiska – wydobywać naturalne zdolności i budować indywidualne plany nauczania dla każdego dziecka, które wynikałyby ze specyficznych zdolności i zainteresowań, a nie arbitralnych wytycznych ustanawianych przez stronnicze i chcące się przypodobać wyborcom rządy.

Genetycy mogą pomóc w formułowaniu bardziej osiągalnych celów edukacyjnych. Dowody, którymi dysponujemy, jasno i wyraźnie pokazują, że traktowanie dzieci jak białych kart czy jednorodnych elementów, żeby odwołać się do industrialnego modelu szkoły, i dowolne narzucanie tych samych celów wszystkim działa przeciwko zamiast na rzecz naturalnego rozwoju dziecka. Nasze szkoły i polityka edukacyjna będą lepsze, jeżeli zostaną stworzone w sposób odpowiadający na naturalnie występujące różnice indywidualne pod względem zdolności i rozwoju. I to jest dokładnie to, co najlepsi nauczyciele już starają się robić na swoich zajęciach: tysiące nauczycieli mówiło nam, że wiedzą, iż wpływ natury na zdolności i osiągnięcia jest przynajmniej tak samo ważny jak wychowanie (Walker i Plomin, 2005). Ale znaczące obszary polityki edukacyjnej bronią się przed uwzględnieniem genetyki, wzmacniając metody stadne i czyniąc indywidualizację praktycznie niemożliwą.

Jak wspominaliśmy na początku, nadszedł czas, aby sytuacja uległa zmianie. Czas, by genetycy usiedli przy jednym stole z pedagogami i twórcami polityki edukacyjnej. To jest dobry moment, ponieważ dziś wiemy już wystarczająco dużo, żeby wprowadzić zmiany na lepsze. Musimy się także przygotować na odkrycia genetyków, które są tuż tuż. Niebawem będziemy dysponować technologią umożliwiającą na przykład wykorzystywanie „czipów” DNA do przewidywania mocnych i słabych stron poszczególnych uczniów i sięgania po te informacje w celu przygotowywania dla nich zindywidualizowanych strategii nauczania. Tę samą technologię stosuje się już w kardiologii i immunologii. Jest tylko kwestią czasu, kiedy zostanie ona przystosowana do użytku w edukacji. Lecz nawet skorzystanie z obecnej siły genetyki behawioralnej bez wątpienia poprawi sposób nauczania dzieci. W pierwszej części tej książki przedstawimy dowody przemawiające za tą tezą, w drugiej części zaś zaprezentujemy wstępne sugestie – wstępne, ponieważ muszą zostać sprawdzone i udowodnione naukowo, nim staną się formalną rekomendacją, by to, o czym mówimy, stało się rzeczywistością. Zaczniemy od wyjaśnienia, skąd genetycy behawioralni wiedzą to, co wiedzą.

Bibliografia

OECD (2010). The High Cost of Low Educational Performance: The Long-run Economic Impact of Improving PISA Outcomes. Paris: OECD. Doi: 10.1787/9789264077485-en.

Walker, S.O., Plomin, R. (2005). The nature–nurture question: Teachers’ perceptions of how genes and the environment influence educationally relevant behavior. Educational Psychology, 25, 509–516. Doi: 10.1080/01443410500046697.

Lektura uzupełniająca

Collins, F. (2010). The Language of Life: DNA and the Revolution in Personalized Medicine. New York: HarperCollins Publishers. Pozycja ta dostarcza pierwszorzędnego i bardzo czytelnego opisu rozwoju i czynników poprzedzających powstanie medycyny spersonalizowanej.

Pinker, S. (2002). The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature. New York: Penguin Putnam Inc. (wyd. polskie Tabula rasa. Spory o naturę ludzką. Gdańsk: GWP, 2005). Ważne i zabawne omówienie, dlaczego nie można już traktować ludzi jak „białych kart” i dlaczego kiedyś tak właśnie się o nich myślało.