Siedem bram - Adam Faber

Siedem bram

0,0

Czarownica nie może wymarzyć sobie lepszego życia. Kate Hallander wreszcie ma u boku ukochanego Jonathana, a dzięki nowym przyjaciołom, w spokoju zgłębia tajniki swojej magicznej mocy. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wstrząsające wieści z Jaaru.

W tajemniczych okolicznościach, tuż przed swoim ślubem z księciem ferów, znika Fione ỳl Maas. Oznacza to, że Kate oraz Strażnicy Żywiołów znów będą mieli ręce pełne roboty. Poszukiwania zaginionej ferini zaprowadzą ich do serc dwóch, odwiecznie walczących ze sobą krain, Elphame i Tir-na-Nog. Po drodze czeka ich jednak otwarcie wielu drzwi, za którymi czają się liczne niebezpieczeństwa, a kręta ścieżka z każdym krokiem będzie się wydawać bardziej zawiła.

Smoki, wiedźmy i krwiożercze demony – świat Jaaru staje się coraz mroczniejszy. Kto stoi za porwaniem Fione? Co odkryją Strażnicy, przechodząc przez kolejne bramy? I dlaczego Babcia Annwynn wciąż zachowuje się jak zwichrowana dziwaczka?

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
13349.jpg

 

 

12928.jpg

 

 

Copyright © A.G. Adam, 2018

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp.o.o., 2018

 

Redaktor prowadząca: Milena Buszkiewicz

Redakcja: Dawid Wiktorski

Korekta: Joanna Pawłowska

Projekt typograficzny, składłamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl

Projekt layoutu okładki: Julia Boniecka

Projekt ilustracjistron tytułowych: Angelika Szczepaniak

Przygotowanie okładki do druku: Dawid Czarczyński

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książkiinternecie.

 

 

Wydanie elektroniczne 2018

 

ISBN 978-83-7976-864-6

 

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp.o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

 

13366.jpg

 

Prolog

 

 

 

W ciemnym lustrze zalśniła nagle twarz ferini. Kąciki jej oczuust otaczał czarny tatuaż, układający sięmisterny wzór. Ciało ferini było srebrzyste, jej skrzydła przezroczystepotężne jakważki, również pokryte zawiłymi symbolami. Były to skrzydła kogoś, kto należał do królewskiego rodu,na takie pochodzenie wskazywał też wyraz twarzy ferinidumnypoważnyoraz jej strój: suknia uszytaaksamitnego, cienkiego materiału utkanegosieci tyriańskich pająków. Na jej piersiach połyskiwał zielony wisiorlapis lazuli, od dawna niedostępnegotych stronach.

– A więc jesteś pewien?spytała ferini głosem,którym pobrzmiewała niepewność. Nie mogła pozwalać sobie, by ktoś inny poza Mędrcem mógł ją dosłyszeć; wszak było to uczucie, jakie nie przystoi królowej.jednak nosiła jesobie od czasu, gdy tylko dotarła do niej wieść Mędrca.końcu musiała dać upust emocjom.

Wieść była najniezwyklejsza: kamień, spowity konarami świętego Drzewa Wzroku, przebudził sięzalśnił. Jedynie legendy wspominały czasy, gdy robił to wcześniej,teraz, przed jego własnymi oczami…

– Takodparł Mędrzec.

Królowa odwróciła sięjego stronę, jakby chciała upewnić się, czy jej nie okłamuje. Natychmiast przypomniała sobie jednak, że nawet gdyby to robił, nie byłabystanie rozpoznać oszustwa. Mędrzec, mimo że jego oczy były otwartenie tak, jak zazwyczaj, gdy medytował, siedząc przy drzewiemiał tę samą, wiecznie spokojną twarz.

– Czy wiesz, co to może oznaczać?spytała królowa.

– Oznacza to pojawienie się Siódmego Strażnika. Jak zawsze.

– Jak zawszepowtórzyła znudzonym głosem królowa.Czym jest to twoje zawsze? Historia nie pamięta czasów przebudzenia żadnego ze Strażników. Tymczasem ty mówisz, że ma przybyć siódmynich. To musi oznaczać, że pojawiło się już sześciu. Dlaczego więc nictym nie wiemy?

Mędrzec zwlekałodpowiedzią. Złościł tym królowądobrze wiedziała, że nie musiał się nad nią zastanawiać.

– Kamień ukrytyDrzewie Wzroku jest kamieniem Siódmego Strażnikapowiedział wreszcie – a to jedyny, który nas chronił. Zaś co do historii… Być może nie pamięta ona czasów przebudzenia, bo ich nie zna?

– Mówisz do mnie zagadkami, ale Tirnanie nie oczekują zagadek!oznajmiła królowa, czując coraz większy ciężar swojej pozycji.To, czego będą chcieli, to faktydecyzje. Ja natomiast nie mogę nic im odpowiedzieć, bo niczego nie wiem!Poruszyła się gwałtownie, jednak natychmiast sprowadziła samą siebie do pionu. Znów, nie wolno jej było pokazywać tak otwarcie swoich uczuć.

Mędrzec spojrzał na Drzewo. To ono dostarczało mu wszelkich informacji, nie tylkoTir-na-Nog, alecałego Jaaru. Jego gałęzie sięgały wysoko ku niebu, wznosząc się ponad kamienny sufit sali, jaką wybudowano wokół, gdy Drzewo miało już wiele tysięcy lat. Nikt poza Mędrcem nie potrafił jednak czytać jego magii. Za ten dar zapłacił wysoką cenę. Drzewo dawało mu nieśmiertelność, zrastając sięnim, ale tak bardzo wypełniło go sobą, że zapomniał swego imieniaprzeszłości.

– Myślę, że ma to związekWielkimi Rzeczami. Tymi, które miały miejsce zaledwie kilka miesięcy temuoznajmił.

Oczywiście królowa była świadoma Wielkich Rzeczy,przynajmniej tego, że wszyscynich rozprawiali. Rozesłała nawet zwiadowców, by doglądali tego, co działo się na niebieziemi, jednak żaden nie wróciłjakimikolwiek wieściami, chyba że za takie uznać rozbłyski na niebieniezwykłe ułożenia planet, któreperspektywy czasu przestają być niezwykłe.

– Zapomniałam jużtym.Królowa zlekceważyła słowa Mędrca.Tamte… Wielkie Rzeczy… nie dotyczyły nas. Dopiero to, co stało się teraz, może mieć wpływ na Tir-na-Nog.

– Ależ pani! Nic nie jest oddzielone. Miastakrainy, a w dalszym ciągu również planetyświaty, są niczym gałęzie tego Drzewa. Wyrastają ze wspólnego pnia, który samsobie nie jest jeszcze ostateczny.końcu ma korzenieziemię,której wychodzi,sam powstałziarna, zasadzonego dawno temu przez odwieczne siły. Jeśli cokolwiek ma się wydarzyć, dzieje siękorzeniach i w pniu,my widzimy tylko rozbłyski tych rzeczy. Wypatrujmy odbić, królowo. One wiele mówią.

Królowa znów spojrzałalustro. Pragnęła, żeby byłostanie ożywić się, oddzielić od niej, stać się jej powiernikiemdoradcą, lecz wciąż widziała jedynie swoją twarz, bardziej niepewną niż kiedykolwiek wcześniej, odkąd objęła swój urząd.

– Co mam robić?

– To ja kieruję to pytanie do ciebieodparł Mędrzec.Królowo…dodałnaciskiem.Jeśli jednak chodzimnie, nie mogę zrobić nic innego niż to, co każe mi Drzewo. Ono przemawia,ja jestem jedynie naczyniem. Muszę czekać.

Królowa skinęła głową. Ostatnie słowo Mędrca sprawiło, żejej głowie uformowało się rozwiązanie. Tymczasowe, ale być może właściwe.

– A więc czekać…Pokiwała głowąwbiła dumne spojrzenieścianę, na której cienie gałęzi Drzewa Wzroku zdawały się ożywać.Musimy czekać. Nikt oprócz mnieciebie nie może siętym dowiedzieć.Spojrzała na Mędrca jak na poddanego, od którego mogła oczekiwać całkowitego posłuszeństwa.Nie wolno ci nikomutym powiedzieć.Zmrużyła oczy, jakby chciałaten sposób wysłać Mędrcowi niewypowiedzianą groźbę.

– Takodparł spokojnie Mędrzec.Komu zresztą miałbym mówić, siedząc tu samotnie? Nie wiem tylko, czy to… Czy to na pewno właściwe posunięcie?

– Jeśli powiem Tirnanom, że nasz kamień rozbłysnął… Co to zmieni? Jeśli to oznacza niebezpieczeństwo, spytają jakie, jeśli natomiast kamień chce powiedzieć, że mamy się na coś przygotować, to na co? Nie wiem nawet, jak wygląda Siódmy Strażnikkim lub czym jest. Strażnicy to energie,one mogą przybrać różne formy.

Mędrzec schylił głowę.

– Masz słusznośćpowiedział. – A jeśli ktoś czegoś się dowie…

– Wtedy być może zrozumietego więcej niż myucięła królowa, na co Mędrzec ponownie przytaknął. Przeczuwał jednak – i o tym samym szeptało Drzewo Wzrokuże ktoś już dostrzegł Wielkie Rzeczyzrozumiał je.

Ktoś już wiedział.

 

18936.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Cokolwiek się stanie, stanie się, ale dobieraj swoich towarzyszyostrożnością. Wybieraj tak, by ich widok sprawiał ci przyjemność, by podobało ci się brzmienie ich głosu. Innymi słowywybieraj ich po to, by ich kochać.przeciwnym wypadku nie będzieszstanie długo znosić ich towarzystwa”.

 

Anne Rice, Wampir Lestat, tłum. T. Olszewski

 

18533.jpg

 

Rozdział 1

 

Zaproszenie

 

 

Bywały dni, gdy Hillena Hallander stwierdzała, że jej życie byłobywiele prostsze, gdyby nie była czarownicą. Nie musiałaby wtedy, na przykład, po raz trzeci próbować upiec ciastek na święto pełni księżyca ani zmagać sięplamami po ubitych jajkach na suficie, kiedy pomyliła proszek do pieczeniazasypką do latających dywanów. Odkąd jej bratanica, Kate, została wiedźmą, pani Hallander niemal zupełnie przestała przejmować się tym, gdzie kładzie magiczne przedmioty. Dawniej wszystko miało swoje miejsce,odpowiednio opisanych pudełeczkachbutelkach. Teraz, gdy magia omal nie rozsadziła jej nowego piekarnika, uznała, że lepiej będzie wrócić do starych zwyczajów. Zresztą po coogóle był jej ten proszek? Przecież do latania używała tylko miotły.

Pani Hallander, zirytowana swoimi porażkamido których nie przywykła, bo przez czterdzieści lat swojego życia starała się robić tylko to, co dobrze jej wychodziłousiadła przy stolezapatrzyła sięokno. Termometr za szybą wskazywał kolejną rekordowo wysoką temperaturę. Zima właściwie zmieniała sięlato, zupełnie jakby tego roku kalendarz postanowił ominąć wiosnę. Było to tym dziwniejsze, że jeszcze przed miesiącem zima ścisnęła Anglię tak mocno, że nikt nie sądził, by prędko ją wypuściła. Teraz jednak ulicami Londynu spływały potoki topniejącego śniegu.

Na niebie pojawiła się nagle niewielka świetlista kula. Pani Hallander nie zauważyła jej, mimo że światło było magicznezmierzało wprost na jej ulicę. Biorąc pod uwagę, że pani HallanderKate były jedynymi mieszkającymi tu czarownicaminie licząc Challisówdomu naprzeciwko, którzy być może mieli kiedyś coś wspólnegomagią, ale nawet jeśli, to nikt już nie pamiętał, co to dokładnie byłoświatłocałą pewnością zmierzało do nich. Zaczęło okrążać domposzukiwaniu dogodnego przejścia. Wreszcie prześlizgnęło się przez szparędrzwiach frontowychpopłynęło do kuchni. Zwróciło uwagę pani Hallander dopiero, gdy uformowało się za jej plecami na kształt jej ferini, Badb: żółtej, latającej istotyskrzydłach jakpszczoły.

– Droga Hilleno!nieskrywanąolbrzymią radością pragnę zaprosić cię na ślub mojej córki, Fione `yl Maas,dwudziestym pierwszym księciem Elphame, Tammuzem. Uroczystość odbędzie się podczas święta BeltaneKryształowym Pałacu.

Pani Hallander, po usłyszeniu tych słów, aż przyklasnęła.ślubie Fione wiedziała już od wakacji, ale do tej pory nie wiedziała, gdziekiedy się odbędzie. Perspektywa odwiedzenia Kryształowego Pałacu brzmiała wyśmienicie. Przysparzała pani Hallander okazji do wykonania różnego rodzaju badań.stolicy Elphamecałą pewnością można było spotkać mnóstwo rzadkich roślinzwierząt.

Od razu chciała pobiec po notatnikzacząć spisywać swoje plany, ale piekarnik głośno zatrzeszczał, sugerując, żetym razem coś jest nie takciastem.

– Co znowu?Pani Hallander zmarszczyła czoło, jakbynadziei, że piekarnik ugnie się pod jej stanowczym spojrzeniem. Kto wie, może nawet trochę posmutniał, co nie powstrzymało jednak ciasta przed wychodzeniemformy, zmuszając panią Hallander do dociekania, co tym razem wylądowałonim zamiast mąki.

Tymczasem światło, które wróciło już do poprzedniej formy, pomknęło wzdłuż schodówprzecisnęło się do dużego pokoju przez dziurkę od klucza.

Pokój był zagracony. Na podłodze leżały porozrzucane ubrania,wśród nich kilka różdżek, drewniany pentaklopakowanie po kartach tarota. Lustro oblepiały karteczki zapisane datami, wyznaczającymi czas na ćwiczenia manipulowania energią, poznawanie teorii magii,także czas wolny. Magiczne światło wyczuwało to wszystko nie jako plątaninę rzeczy, ale raczej energii – w większości całkiem przyjaznych. Na biurku, obok statuetki tańczącego bóstwa, płonęło kadzidło. KateJonathan siedzieli na łóżku, przykryci różową kołdrą. Jonathan odgarniał jasne włosytwarzy Kate. Gdy światło znów zamanifestowało swą ukrytą formę, odskoczyli od siebienaciągnęli kołdrę aż pod nosy.

– Badb?przeraziła się Kate. Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak zażenowana.Co tu robisz?!

Ale Badb zdawała się wcale jej nie słyszeć. Zaczęła na nowo wypowiadać słowa zaproszenia, zamieniając tylko imię pani Hallander na KateJonathana.

– Dobrze, przyjdziemyodparła Kate, potrząsając głową.Mam tylko do ciebie prośbę, żebyś…

Nie skończyła jeszcze mówić, gdy sylwetka Badb rozpłynęła siępowietrzu,światło zaczęło uderzaćszybę, szukając nowego wyjścia. Kate otworzyła okno, pozwalając mu odpłynąć,potem spojrzała na pociągłą twarz Jonathana, na której odmalowało się zdziwienie zmieszaneniepokojem.

– Co to było?zapytał.

Oczywiście znał Badb. Fione była zresztą jego ferinią,jej brat bliźniak, Fion, ferem Kate. Jednak nigdy do tej pory Badb nie zachowywała siępodobny sposób.

– Chyba cośnią nie takstwierdziła Kate.Zaraz powiemtym ciotce.

Wstałałóżkaszybko zaczęła szukaćporozrzucanych ubraniach czegoś,czym mogłaby pokazać się na dole.

– Wydawała się jakby zahipnotyzowanapowiedział Jonathan.Widziałaś jej oczy? Ale może to tylko przez przygotowania do ślubu? Pewnie ma sporo na głowie.

Kate, nie mogąc zdecydować,której strony zacząć rozplątywać frędzleswojej bluzce, by wyglądać jak należy, machnęłakońcu rękązbiegła na dół. Gdy stanęła przed ciotką,całą pewnością wyglądała na kogoś, kto właśniepośpiechu narzucił na siebie ubrania. Zapomniała zapiąć paskaspodniach, włożyła tylko jedną skarpetkę,jej włosy były potargane. Miała jednak nadzieję, że gdy powie ciotceBadb, zdoła odwrócić jej uwagę od nieistotnych szczegółów.

– Posłuchajwysapała.Badb byłamnie i… chyba cośnią nie tak. Zachowywała się dziwacznie.

Ciotka Hillena obrzuciła Kate spojrzeniemodparła zdegustowana:

– Jak ty wyglądasz?

Kate nabrała powietrzausta. Nie sądziła, że ciotka tak lekko podejdzie do jej słów.

– Czy ty mnieogóle słuchasz?oburzyła się.Właśnie ci powiedziałam, że twoja ferini sprawia wrażenie, jakby rzucono na nią urok,ty patrzysz na mój strój?Schowała stopę pozbawioną skarpetki za drugą.

– Ale Badb wcale tu nie byłooznajmiła spokojnie pani Hallander.

– Co?!więc sobie to wyobraziłam, tak? Zapytaj Jonathana. On też ją widział!

– Och,więc Jonathan jest tutaj?Ciotka raz jeszcze zlustrowała Kate wzrokiem od stóp do głów.To by wiele wyjaśniało…

– Sugerujesz, że oboje mamy zwidy?Kate omal się nie zagotowała. Ciotka Hillena mogła być najbardziej opanowaną wiedźmą świata, ale ich rozmowytak często kończyły się wybuchami.

– Niczego nie sugeruję. Staram się tylko wytłumaczyć, że wcale nie widziałaś Badb. To był tylko jej fantom. Magiczny fantom. Inaczej mówiąc, specjalna energia, którą napełnia się mocą, by przesłać jakąś wiadomość. To rozsądne rozwiązanie, gdy chcesz wysłać zaproszenie. Nie trzeba wtedy fatygować się do każdegoosobna.

Kate poczuła, jaktwarzy odpływa jej krew. Dopiero teraz dopadło ją prawdziwe zażenowaniepowodu stroju.

– Uhm… Och…

Na szczęście ciotka zwolniła jątłumaczenia się:

– No, do ślubu jeszcze sporo czasupowiedziała.Jeszczetym pogadamy,ty… koniecznie zamknij drzwipokoju, gdybym… No, zawsze mogę je otworzyć magicznie, alerazie czego będę wiedziała, kiedy tego nie robić.

Kate, woląc nie komentować tych słów, natychmiast odwróciła się na pięcie. Zatrzymała się jednak, gdy coś przykuło jej uwagę. Właściwie powinno było przykuć ją od razu, ale uprawianie magii od kilku miesięcy sprawiało, że wyrobiłasobie większą tolerancję dla dziwactw.

– Dlaczego to ciasto się rusza?Wskazała na stół, po którym wędrowało ciasto pani Hallander, formując ze swoich rogów coś na kształt nóg.

– Och.Ciotka machnęła ręką.Próbuję zrobić ciastka na esbat, ale niechcąco dodałam do mąki trochę posypki witalizującej.

– Ciastka?Kate nie przypominała sobie, by ciotka kiedykolwiek wcześniej coś piekła.Nie jestem pewna, ale chyba najpierw wycina sięcieście foremki,potem wkłada je do piekarnika.

Po tych słowach Kate pobiegła na górę, przekonana, że bardzo pomogła ciotce, uświadomiwszy ją, że od samego początku wszystko robiła źle. Gdy ciasto podskoczyłowykonałopowietrzu coś na wzór piruetu, pani Hallander zaczęła poważnie zastanawiać się nad odwiedzeniem cukierni.

Światło pędziło dalej ulicami Londynu, niezauważone przez nikogo, może za wyjątkiem kilku dzieci, pokazujących je sobie palcami,staruszki na wózku inwalidzkim, która uznała je za świetlika. Wreszcie zatrzymało się przy starej kamienicyzaczęło zaglądaćjej okna. Na parterze znajdował się sklep ezoteryczny SELENE, a w jednymmieszkań wyżej widoczna była kobietafioletowej sukni oraz towarzysząca jej dziewczyna. Liczba wisiorków na szyi tej pierwszejsznurków we włosach drugiej zmuszała do zastanowienia, czy wszystkie te ozdoby nie stanowią zbyt dużego ciężaru. Dziewczyna podawała kobiecie kryształy, które ta wkładała do kartonowego pudełka.

– Uważajostrzegła matkę Diana, wkładając jej do rąk różowy kwarc ociosany na kształt lotosu.To był ostatni, jaki mieli na targuElphame.

Selene była wyraźnie podenerwowana.

– To wszystko przez Hillenęskarżyła się.Chciałabym, żeby była trochę delikatniejsza,ona zadzwoniła dziś do mniezaczęła mówić cośzasypkach do dywanów.przecież dobrze wie, że kojarzą mi się tylkotym… No,tym facetem, który przypadkiem został twoim ojcem.

Diana wzruszyła tylko ramionami. Nigdy nie widziała swojego ojca,matka nie trzymała nawet jego zdjęć. Zresztą wszystko, co Diana na jego temat wiedziała, sprawiało, że wcale nie miała zamiaru go poznawać.

Ich rozmowę przerwało pojawienie się fantomu. Gdy tylko wygłosił swoje zaproszenie, wiedźmy zaczęły plotkować:

– Ciężko mito uwierzyćoznajmiła Selene.Swoją drogą… Nikt nam do tej pory nie wyjaśnił, jak doszło do spotkania FioneTammuzem! Przecież coś musiało się stać, skoro książę zechciał akurat ją.

– Jest całkiem ładnazauważyła Diana. – W każdym razie chyba wcale nie chciałabym dostawać tego zaproszenia. Nie mam zamiaru iść na ceremonię, na którą nie zaproszą naszej ferini, mimo że jest częścią rodziny.

– Nie opowiadaj głupstw. Musimy się pojawić. Poza tym Annwynn na pewno dostała zaproszenie.

– Ta, na pewno przyjdzieprychnęła Diana.

– To nie nasza sprawaucięła Selene.przynajmniej tak jej się zdawało, bo Diana uznała, że to do niej powinno należeć ostatnie zdanie.

– Jestem czarownicąsyknęła – i będę robić swoją sprawęczego tylko zechcę.

Po chwilikamienicy między matkącórką wybuchła kolejna sprzeczka, od której zatrzęsły się ściany, jednak świetlistego fantomu już tam wtedy nie było. Unosił się teraz nad dachami na obrzeżach miasta. Odnalezienie właściwego mieszkania zajęło mu tu najwięcej czasu, bo Badb nigdy wcześniej nie odwiedzała tego terenu.większości zamieszkiwali go nieprzynależący, ludzie, którzy nie znali magii. Choć przywykli do widzenia rzeczy dziwnychprzypisywania impozoru mniej dziwnych wytłumaczeń, mogliby zbytnio dociekać, dlaczego za ich oknami unosi się latające światełko.

Fantom, wreszcie wyczuwając znajomą energię, wylądowałwielkim pokoju pełnym książekdziwnych przedmiotów leżącychkątach. Na dywanie, naprzeciw siebie, siedzieli chłopakdziewczynaidentycznym kolorze włosów. Byli bliźniętami, jednak dla fantomu ich energie bardzo się różniły. Aura dziewczyny była zielonkawawodnista (pełna buchających uczuć),chłopak błękitnypowietrznymyśli wirowały wokół niego, wchodzącwychodząc bez żadnych zakłóceń. Wokół nich od czasu do czasu przechodziła jeszcze jedna postać: niskapulchna kobieta. Jej aura wydawała się całkiem przyziemna.

– Tom, Lilianpowiedziała zniecierpliwiona kobietaskończcie wreszcie graćte karty.

– My nie gramy, mamo, tylko wróżymyodparła Lilian, mimo że to, co robili, wcale nie wyglądało na wróżenie. Oboje ściskalirękach karty, rozłożone jak do pokera,wykładali je na dywan. Nie wyciągali ich jednakwłasnych wachlarzy, tylko zabierali od siebie nawzajem.

– Dobra, to ja mam dziewiątkę kielichówpowiedział Tom, wyciągnąwszy kartę od Lilian.Nie podoba mi się, więc zamienię ją na szóstkę monet.

– Moglibyście chociaż tu posprzątaćfuknęła znów matka, na co Tom machnął tylko ręką,porozrzucane rzeczy wróciły na swoje miejsce.No, nie musisz się od razu popisywać!upomniała go rodzicielka.Dobrze wiesz, że ciarki mnie przechodzą od tej waszej magii.

Kobieta aż podskoczyła, gdy fantom Badb zmaterializował się tuż obok niej.przerażeniem patrzyła, jak wypowiadał słowa zaproszenia,potem wyszła, trzaskając drzwiamimówiąc cośrzeczach, których jest już stanowczo za wiele.

– O niejęknęła Lilian, gdy fantom znikł.Zupełnietym zapomniałam,to przecież już za dwa miesiące. Myślisz, że mamy wziąć osobę towarzyszącą? Jeśli tak, to nie mam pojęcia,kim pójść…

Tom uniósł brwi. Nawet on, mimo że pamięć prawie nigdy go nie zawodziła, miałby problemwymienieniem wszystkich chłopaków Lilian. Zresztą nigdy nie było też do końca jasne, co akurat działo sięjej życiu uczuciowym.

– Myślałem, że pójdzieszJoempowiedział.

– Em… Nie, raczej nie. Lubię go, to prawda, ale… Myślałamkimś nowym.jakimś nowym romansie. Daj, na to też sobie powróżę.

Sięgnęła po kolejną kartętalii Toma, ale on cofnął rękę.

– Niepowiedział poważnie.Teraz mieliśmy wróżyćnaszej misji. Potem przyjdzie czas na dyrdymały.

Lilian, ze skwaszoną miną, wyciągnęła kolejną kartępołożyła ją na podłodze obok pozostałych, które układały się na wzór krzyżakolumną po prawej stronie.

– Dobra, to ja wyciągnę ostatniąoznajmił Tomsięgnął po jednąkart trzymanych przez Lilian. Mruknąłniezadowoleniem:As Pucharów. Znów za bardzo uczuciowa karta. Zmienię ją na Słońce.

Lilian przytaknęła.

– Słońce tokońcu sukces,ten czy inny sposób.

Gdy rozkład był już gotowyułożony po ich myśli – a by tak się stało, musieli zmienić przynajmniej połowę kartLilianTom złapali się za ręcewyszeptali jednocześnie:

– Przez powietrze, ogień, wodę i ziemię, niech się stanie nasza wola.

Świetlisty fantom sięgnął skłębionych chmur.jednejnich odnalazł niewielką ciemną kropkę, miniaturową dziurę czasoprzestrzenną. Przecisnął się przez niąnagle pojawił sięinnej części kosmosu. Dawniej ta część wszechświata stanowiła jednośćtą,której właśnie powrócił, choć teraz nic już na to nie wskazywało. Wprawdzie tu również panowała wiosna, jednak daleko jej było do nieprzewidywalności angielskiej pogody. WiosnaElphame, rozciągająca się na błękitnym niebie i w ciemnozielonych lasachdole, przypominała wczesne lato, była odwieczna, ustanowiona dawno temukształtowana przez magię.

Fantom przeleciał nad ogromnym Lasem Wielu, przemykając obok unoszących się tam myśliszeptanych zaklęć, które przybierały energetyczne formy. Zmierzałstronę cienkiej, błoniastej bariery otaczającej krainę ferów.momencie, gdy jej dotknął, natychmiast się rozpuścił, na zawsze stając się częścią magicznej struktury.

W dole, pod ochronną błoną, ku niebu wznosiły się gigantyczne, różnobarwne kwiatydomy ferów. Na jednymnich zebrała się skrzydlata rodzina.

– Nie ociągaj się, Fion.Prawdziwa Badb siedziała pośrodku, wysokawyprostowana. Czarna spódnicaprzepaska na piersiachpołączeniujej żółtym ciałem nadawały jej wygląd pszczoły.rękach trzymała druty, na których dziergała cośdelikatnej tkaniny.Jeśli będziesz prasować materiał tak powoli, nigdy nie osiągnie odpowiedniego kształtu. No dalej, twoja siostra tylko razżyciu bierze ślub.

– Jasneprychnął Fion pod nosem. Był najmniej zadowolony ze wszystkich. Zdzierał skórę ze swoich niebieskich rąk, mocując sięmateriałem,coraz bardziej bolały go ramiona. Jego błękitne skrzydła jakby przyklapły ze zmęczenia.

– Fione będzie miała wspaniały ślubstwierdził Harold, ale było jasne, że robił dobrą minę do złej gry. Nocą wiatr sprawił, że pręciki kwiatu, na których matka wieszała uszyte stroje, powyginały sięjuż od pół godziny Harold próbował je rozplątać. Jego naturalnie czerwone oczy skrzyły się jakoś mocniej, podkreślając odcień jego rudej brodyczupryny.

Murugan odstawał od resztyjak zwykle. Najwyższy ze wszystkich,ciemnoniebieskim ciałem pokrytym tatuażami, stałbokusprawdzał, czy liczba kryształowych naczyń zgadzała sięliczbą planowanych gości.

– Wszystko już ustalone!cieszyła się Badb.Zdaje mi się, że mój ostatni fantom już wrócił. Zaprosiłam dziś KateJonathana.

– Na nich już chyba też poraodparł Harold.Chodzi miślub.

– Ludzie nie biorą ślubu tak wcześniezauważył chłodno Fion.

– No tak, zapomniałem, że to mistrzowie oczekiwania, aż życie przeleci im koło nosaodparł Harold skrzekliwym głosem, natychmiast wywołującFiona falę gniewu.

– Faktycznie! Ty, jako najmądrzejszy fer na świecie, masz rady dla wszystkich istot. Nawet dla tych,których nie masz pojęcia.

Kłótnie między FionemHaroldem nie były niczym nowym, jednak dziś Badb wolała ich uniknąć jeszcze bardziej niż zwykle.

– Nie kłóćcie się przed ślubemupomniała łagodnie.To wprowadza złą atmosferę,Fione nie powinnatakiej przebywać.

– Gdzie ona właściwie jest?wtrącił się Murugan.

– W świątyniodparła Badb.Mówiła, że chce się oczyścićprzygotować, nim zobaczy suknię. Zaraz po nią pójdę. Musimykońcu zrobić przymiarkę.

Świątynia rodziny `yl Maas, kamienny budynek otoczony magią, jak większość ferzych świątyń, wznosiła sięstóp ich kwiatu mieszkalnego. Toświątyniach fery trzymały swoje magiczne narzędzia: sztylety athame, różdżki, kociołkiksięgi zaklęć. Gdy przekraczało się próg takiego miejsca, wyczuwało się zmianęatmosferze, jakby energie, tworzące sięświątynirosnącesiłę poprzez lata praktykowanianiej magii, przenosiły ją stopniowomiejsce oddalone od czasuprzestrzeni. Badb, mimo że przywykła do tego uczucia, nadal lubiła, gdy jej skóra odpowiadała na nie przyjemnym dreszczem. Tak samo byłotym razem, kiedy weszła do świątyni.

Pustej świątyni.

Przyjemny dreszcz zamienił się nagleciarki niepokoju.

– Fione?spytała niepewnie, nie wierząc, że usłyszy odpowiedź.Fione!

Przy ołtarzu leżało coś, co przypominało rzuconą niedbale płachtę. Badb podeszła bliżejnatychmiast zorientowała się, że to szata Fione. Podniosła jąobejrzała. Po chwili materiał wypadłjej ręki,usta zadrżały. Badb zatkała je dłonią, próbując opanować szloch.

Szata Fione, porzucona samotnie na kamiennej posadzce, nosiła ślady walki. Była ubroczona krwią.

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

19347.jpg

 

 

19350.jpg

 

 

19366.jpg

 

 

19383.jpg

 

 

14000.jpg

 

Spis treści

 

 

 

Prolog

 

Część pierwsza. Wyprawa

Rozdział 1. Zaproszenie

Rozdział 2. Prośba córki

Rozdział 3. Przejście w szafie

Rozdział 4. Decyzja królowej

Rozdział 5. Bar Pod Pijanym Bardem

Rozdział 6. Strażniczki rubieży

Rozdział 7. Spotkanie na bagnach

Rozdział 8. Co widziała Sundari

Rozdział 9. Fer w lustrze

Rozdział 10. Mile widziani goście

 

Część druga. Żelazne Miasto

Rozdział 11. Świątynia pierwotnego światła

Rozdział 12. Kara ziemi

Rozdział 13. Nowa moc Lilian

Rozdział 14. Babcia numer dwa

Rozdział 15. Iarandinn

Rozdział 16. Wątpliwości

Rozdział 17. Oszukana wiedźma

Rozdział 18. Kryształowy Pałac

 

Część trzecia. Tir-na-Nog

Rozdział 19. Cudzymi oczami

Rozdział 20. Wyznanie Fione

Rozdział 21. Stały towarzysz podróży

Rozdział 22. Wielki Pan

Rozdział 23. Dwanaście rodów

Rozdział 24. Starożytna opowieść

Rozdział 25. Wspomnienia z dawnych dni

Rozdział 26. U bram Tir-na-Nog

Rozdział 27. Pojedynek matek

Rozdział 28. Drzewo wzroku

Rozdział 29. W sali prawdy

Rozdział 30. Rozstania

 

Epilog

 

Polecamy również

00014.jpeg