Czwarte Imperium - Jane Burgermeister

Czwarte Imperium

0,0

Thriller polityczno-ekonomiczny - oddaje wizję Nowego Ładu Światowego, na którego czele ma stanąć światowy rząd wspierany przez ogólnoświatową armię. Te złowieszcze projekcje wbrew pozorom wcale nie są odległe od rzeczywistości, ponieważ mamy obecnie do czynienia z przejawami patologii opisanymi w książce i obserwujemy wciąż coraz to bardziej niepokojące oznaki istnienia globalnego niewolnictwa.

Autorka bez skrupułów obnaża kłamstwa dzisiejszego świata: „Gdyby owieczki, z którymi mamy do czynienia, wiedziały, że w stworzonym przez nas systemie pieniężnym dług publiczny stanowi wierzytelność, za sprawą której cokolwiek by zrobiły, to i tak w końcu zostaną ogolone do zera, odmówiłyby posłuszeństwa. A wtedy elita utraciłaby kurę znoszącą złote jaja”. Oskarża, używając rzeczowych argumentów i wymierza celne ciosy politykom, którym przestaliśmy się przyglądać wystarczająco uważnie, by dostrzec ich zakulisowe przedsięwzięcia. Widzimy jedynie medialny spektakl, a tymczasem Jane Bürgermeister dociera do źródeł. Rysuje niebezpieczeństwa zagrażające społeczeństwom ze strony polityków wykorzystujących politykę gospodarczą państw na własny użytek, obnaża mechanizmy wykorzystywane przez Unię Europejską, aby doprowadzić osoby niepowiązane z funkcjonowaniem ich systemu do upadku.

Dodaj komentarz


Ta powieść wyjaśnia (na swój sposób) jak działa światowy system finansowy. Robi to poprzez fikcję i z ironią. Dociera tym samym bardziej do świadomości niż niejeden krytyczny wywód na temat mechanizmów jakie są wykorzystywane przez władze. Pozwala uniknąć (w pewnym stopniu) zmanipulowania.


To nie jest fantasy. Jest na to zbyt nieprawdopodobne. A jednak zmyślona historia jest tylko przykrywką dla zarzutów wobec władz. Sensownych zarzutów.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

JANE BÜRGERMEISTER

CZWARTE IMPERIUM

Thriller polityczno-ekonomiczny

Tytuł oryginału: The Fourth Empire

Copyright © 2011 by Jane Bürgermeister

Copyright © 2012 for the Polish edition by Oficyna „Aurora”

Copyright © 2012 for the Polish translation by Oficyna „Aurora”

Tłumaczenie: Bartłomiej Szczepanek

Pierwsza edycja e-book na bazie książki „Czwarte Imperium” wydanej w formie tradycyjnej w roku 2012

Projekt okładki: Jane Bürgermeister / Sławomir M. Kozak

Redakcja i korekta: Diana Ostrowska, Jerzy Moderski

Łamanie: Katarzyna Gęborys

ISBN: 978-83-932630-9-7

Oficyna „Aurora”

Warszawa 2013

http://www.oficyna-aurora.pl

e-mail: oficyna_aurora@o2.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Virtualo Sp. z o.o.

Jane Bürgermeister, urodzona w Szwajcarii, ma obywatelstwo austriackie i irlandzkie. Jest absolwentką Uniwersytetu w Edynburgu, w Szkocji. Zajmuje się dziennikarstwem naukowym. Pisywała dla „Nature”, „British Medical Journal”, „The Scientist”, „Reuters Health”, „European Voice”, „America n Prospect” i „The Guardian”. Do chwili, w której zaczęła być niewygodna, pracowała dla „Renawable Energy World”. Tematami jej prac były problemy dotyczące ekologii, biotechnologii i zmian klimatycznych.

W kwietniu 2009 roku, Jane Bürgermeister przesłała do FBI materiały mające świadczyć o aktach bioterroryzmu takich instytucji, jak Bank Rezerw Federalnych (FED), Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), rząd USA, Pakt Północnoatlantycki (NATO) i Organizacja Narodów Zjednoczonych. Wśród oskarżonych przez nią, znaleźli się również: Barack Obama (prezydent USA), Werner Faymann (kanclerz Austrii), Margaret Chan (Dyrektor Generalny WHO), David Nabarro (koordynator ONZ d.s. ptasiej grypy), Kathleen Sibelius (Sekretarz Zdrowia USA), Janet Napolitano (Sekretarz Bezpieczeństwa Narodowego USA), a także bankierzy: David Rockefeller, George Soros i David de Rothschild. Zdaniem Jane, działania tych organizacji i osób, zmierzały do wywołania sztucznej pandemii grypy, poprzez użycie wirusa stworzonego za pomocą inżynierii genetycznej. Wspomagać ich w tym miały koncerny farmaceutyczne Baxter i Novartis. Dziennikarka uznała, że działania te wypełniają znamiona przestępstwa polegającego na wykorzystaniu broni biologicznej, skierowanej przeciw ludności całego świata, mającego wskazywanym podmiotom przynieść korzyści finansowe i polityczne.

Wkrótce po przedstawieniu swych zarzutów, dziennikarka straciła pracę, wykreślono ją z grona dziennikarzy, pozbawiono środków do życia.

Napisanie przez nią książki jest, z jednej strony, sposobem na przetrwanie, z drugiej zaś, próbą poinformowania szerokiego kręgu ludzi o tym, co dzieje się wokół nich. „Czwarte Imperium” ukazuje, korzystając z formuły politycznego thrillera, w jaki sposób zniewala się finansowo kraje dzisiejszego świata. Książka przedstawia wizję Nowego Ładu Światowego (NWO), któremu przewodzić ma światowy rząd, wspierając się w tych działaniach na ogólnoświatowej armii. „Czwarte Imperium” odsłania przed nami pierwsze symptomy owego globalnego niewolnictwa.

PRZEDMOWA

Niniejsza książka jest powieścią fikcyjną. Jeżeli zachodzi jakiekolwiek podobieństwo pomiędzy postaciami bohaterów a prawdziwymi osobami, jest ono czysto przypadkowe. Jednakże kwestia pieniądza ukazana została w książce w sposób odpowiadający rzeczywistości.

Dla przykładu – faktem jest, że prywatne banki produkują 97 proc. pieniędzy w strefie euro. Europejski Bank Centralny (ECB) zaopatruje w walutę (na przykład w banknoty euro) banki, które mają problemy z płynnością finansową. Jednak ECB nie produkuje faktycznego pieniądza, który cyrkuluje w strefie euro – robią to banki prywatne. Za każdym razem, gdy wypuszczają na rynek pieniądz, oczekują zwrotu odsetek. Nasz system pieniężny wprowadza więc, wraz z pieniądzem, ukrytą opłatę.

Faktem jest również, że Bank Rezerw Federalnych USA został sprywatyzowany w 1913 roku.

Faktem jest, że Chiny posiadają bank narodowy, który nie stosuje podwójnej księgowości. Chiński Bank Narodowy drukuje pieniądz jako majątek dostępny dla rządu, do wprowadzenia do obiegu bez ukrytych odsetek.

Skutki prywatnego tworzenia pieniądza wraz z powiązanymi z nim odsetkami są dla gospodarek krajowych w USA, Wielkiej Brytanii oraz w Europie, kolosalne. A jednak są one rzadko, jeśli w ogóle, dyskutowane i omawiane w głównych, kontrolowanych mediach.

Świat zachodni nieubłaganie tonie w długach i w ich niewoli, a wszystko to z powodu sprywatyzowanego systemu pieniężnego oraz obciążeń wynikających z odsetek powiązanych z tym systemem.

Na rzecz tego sprywatyzowanego systemu tracimy nie tylko nasze pieniądze. Tracimy również nasze prawa polityczne.

Pod pretekstem konieczności nałożenia dyscypliny finansowej na budżety narodowe, wykreowanej nota bene z powodu ich zadłużenia, kliki technokratów wywierają nacisk na wybrane w wolnych wyborach rządy w całej strefie euro. W ten sposób Parlamenty tracą kontrolę nad budżetami. Powinniśmy pamiętać, że to właśnie opodatkowanie wprowadzane bez akceptacji przedstawicielstwa narodu jest znakiem firmowym tyranii. Było ono już nie raz w historii iskrą zapalną – wznieciło wszak rewolucje we Francji i w Ameryce.

Ogromnych długów, jakie narosły w USA, Wielkiej Brytanii, a także w strefie euro, nigdy nie da się spłacić. Uniemożliwia to sama natura sprywatyzowanego systemu pieniężnego. Za każdym bowiem razem, kiedy jest dodrukowywany pieniądz, pojawia się on na rynku z ukrytymi odsetkami. Po pewnym czasie obciążenie spowodowane odsetkami staje się nie do spłacenia, przewyższając wielokrotnie wartość samej pożyczki. Dotarliśmy właśnie do tego krytycznego punktu, który pojawia się mniej więcej co 70 lat i przejawia w cyklicznych kryzysach.

Banki używają księgowości opartej na podwójnych zapisach w celu wytworzenia pieniądza dosłownie z powietrza, traktowanego jednocześnie jako obciążenie i jako uznanie na rachunku.

Banki kredytują same siebie pieniędzmi, które tworzą na jednym koncie z czystego powietrza, wprowadzając pierwszy zapis. Jednocześnie pożyczają te pieniądze, które przed chwilą same stworzyły z niczego, swoim klientom. Wtedy wprowadzają drugi zapis, obciążający petentów, na drugim koncie. W ten sposób banki tworzą dwa zapisy na kontach, kiedy tworzą pieniądz, uznanie i obciążenie wraz z dołączonym do tego odpowiednim oprocentowaniem. W taki właśnie sposób 97 proc. pieniędzy w strefie euro jest „produkowane” jako prywatna, oprocentowana pożyczka.

Franz Hormann, profesor ekonomii z Wiednia, nazwał nasz system tworzenia pieniądza „oszustwem” i swoistym „wywłaszczeniem”, ponieważ banki dostają konkretne COŚ w zamian za dosłowne NIC. W zamian za wirtualny czy sztuczny pieniądz, istniejący tylko na ich rachunkach, zyskują odsetki. Odsetki te muszą być spłacane przez prawdziwy pieniądz zarabiany poprzez rzeczywistą pracę i wysiłek, i przez prawdziwe aktywa w rzeczywistej gospodarce, w której działa większość ludzi.

Wiele osób błędnie zakłada, że banki pożyczają tylko tyle pieniędzy, ile same mają, czy to w kapitale, czy na kontach klientów. Dominujące media często odnoszą się do banków jako instytucji posiadających „kapitał”. Nic dalszego od prawdy. Banki nie mają praktycznie żadnego rzeczywistego kapitału.

I już sam ten fakt, że zwykli ludzie nie mają o tym pojęcia, pozwala bankom na to gigantyczne oszustwo.

Zachęta, by banki tworzyły długi w systemie, w którym nie posiadają one kapitału, jest ogromna. Za dług, który tworzą na rachunkach, banki mogą żądać odsetek, choćby w postaci rzeczywistych aktywów, i to za nic.

Jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało, dług wytworzony przez kredytowanie podmiotów o obniżonej zdolności kredytowej, jest dla samych banków bardzo opłacalny. Banki nie tracą żadnego prawdziwego kapitału, pieniędzy, czy aktywów, gdy dają klientom wygórowane kredyty hipoteczne. W zamian za wirtualny pieniądz otrzymują prawo do odsetek i prawo do zajęcia aktywów w przypadku ich niespłacania.

We współudziale z politykami bankom udało się otrzymać „poręczenia finansowe” od podatników, a poprzez przejęcia zadłużonych mieszkań i domów pozyskać ogromną część rynku nieruchomości.

Wielkość długów wciąż wzrasta. Podatnicy muszą płacić za ogromny krach powstały na skutek kredytowania podmiotów o obniżonej zdolności finansowej, oraz za wywołany kryzys powstały za sprawą zadłużenia państwa.

Pozwolono bankom na stworzenie instrumentów finansowych takich, jak swap1 na zwłokę w spłacie kredytu, które powiększają potencjalny dług i obciążenie odsetkami. Szacuje się, że wartość swapu na zwłokę w spłacie kredytu na całym świecie wynosi co najmniej 500 bilionów dolarów. To dziesięć razy więcej niż wartość całej realnej gospodarki.

Światowy rynek obligacji lub też całkowity, pozostający w obrocie dług narodowy wynosi 100 bilionów dolarów, w tym rynek federalnych obligacji USA to około A. Ciężar ten spoczywa na barkach podatników na całym świecie, którzy muszą spłacać odsetki przez oszczędności i cięcia budżetowe, bądź poprzez hiperinflację w sytuacjach, gdy same oszczędności już nie wystarczają.

Rozwiązanie problemu długu jest proste: banki centralne w USA, Wielkiej Brytanii i Europie muszą emitować pieniądze jako majątek powierzany rządom, nie rejestrując jednocześnie obciążenia rachunku. Tak właśnie wyobrażali sobie tworzenie pieniądza Ojcowie Założyciele USA.

Dzięki temu jednemu posunięciu kryzys zadłużenia świata zachodniego zostałby rozwiązany. Rządy nie musiałyby się uciekać do wypuszczania obligacji, by zdobyć finanse od prywatnych banków. Nie miałyby zastosowania również takie mechanizmy, jak swap, które mogą sztucznie powiększać wielkość odsetek.

Posiadacze prywatnych domostw mogliby się cieszyć pieniądzem jako majątkiem lub publicznym narzędziem do zawierania transakcji.

Jak wielka musi być władza światowej elity, że może ona bezkarnie dokonywać oszustwa, o którym mowa, na tak ogromną skalę oraz prywatyzować nasz system pieniężny i to tak, że zwykli ludzie dotąd tego nie zauważyli?

Studium badaczy z Politechniki Federalnej w Zurychu wykazało, że pewien super podmiot składający się ze 147 megabanków i spółek kontroluje 40 proc. globalnej sieci firm. Badacze otwartym pozostawiają pytanie, jak wielki wpływów superpodmiot ma na polityków i partie polityczne. Istnieją jednak powody, by sądzić, iż dzierży on ogromną władzę nad naszym systemem politycznym poprzez nieformalne sieci i fora takie, jak coroczne spotkania Grupy Bilderberg.

Spotkania Grupy Bilderberg to tylko jedno z nieformalnych zebrań, na których elita finansowa i korporacyjna spotyka się z najważniejszymi politykami, w tajemnicy i bez udziału wiodących mediów2.

Badania pokazują, że ogromna większość ludzi doznaje czegoś w rodzaju blokady mentalnej, gdy rządy i wiodące media dyskutują na tematy takie, jak banki centralne, finanse i dług. A przecież jest niezbędne, byśmy zrozumieli skąd pochodzą nasze pieniądze, jeśli chcemy mieć spokojną i dostatnią przyszłość.

Niniejsza powieść ma na celu nie tylko wyjaśnić, jak działa nasz system finansowy, ale również bawić.

Poprzez zabawianie czytelnika, fikcja może pomóc obejść wspomnianą wyżej blokadę. Ciekawie jest czytać o innych ludziach, nawet jeśli są to postacie fikcyjne, o ich nadziejach, obawach i marzeniach.

Studiowałam literaturę angielską na Uniwersytecie w Edynburgu w Szkocji, ponieważ kocham literaturę. W pewnym sensie rozczarowało to mego ojca, który uzyskał doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Wiedeńskim i bardzo chciał, abym podążyła w jego ślady. Ale to dzięki niemu zrozumiałam, że istnieje całkiem inna strona finansów, niż ta, o której czytamy w podręcznikach i słyszymy w wiodących mediach.

Moja praca dziennikarki naukowej dla wydawnictw takich, jak „The British Medical Journal”, „The Scientist” czy „Nature” umocniła moje przekonanie, że fikcja literacka ma pewną specjalną siłę nadawania światu sensu. Na przykład często mówi się, że powieść George’a Orwella 1984 o wiele lepiej tłumaczy działanie systemów totalitarnych, niż jakikolwiek podręcznik systemów politycznych.

Niewiele jest powieści, thrillerów tłumaczących, jak działa nasz system finansowy. Dlatego mam nadzieję, że niniejsza będzie łatwa w odbiorze i zainspiruje czytelników do poszukiwania wiedzy na ten ważny temat. W tych ponurych czasach wszystkim nam przyda się odrobina rozrywki. Przytłoczeni rachunkami, zmartwieniami i uciskiem politycznym łatwo zapominamy, że świat, w którym żyjemy, jest nieskończenie piękny i magiczny, a my ludzie posiadamy niespotykane talenty i siły – obyśmy tylko byli gotowi ich użyć.

Wielkie podziękowania składam Ruth, Jeffowi i Debbie za pomoc w korekcie, edycji i wsparcie w tym projekcie. Po więcej informacji i aktualizacje zapraszam na blog „The Fourth Empire”: http://thefourthempire.blogspot.com

Jezus zapytał ich: A wy, za kogo Mnie uważacie?

[Mt. 16:13-15]

ROZDZIAŁ PIERWSZY
WIERZYCIEL

Nareszcie! Tuż po siedemnastej Jean Renard wylądował na płycie lotniska w St. Anton. Przywitało go dwóch ochroniarzy. Nosili wojskowe buty. Powitanie, jakie mu zgotowali, znacznie odbiegało od tego, czego oczekiwał. Jeden z nich wpatrywał się w niego spod głęboko nasuniętej na oczy bejsbolówki, a następnie zdecydowanie i z nieukrywaną wrogością stwierdził, że, niestety, dalej Renard pójść nie może. Kiedy Renard chciał ruszyć naprzód, zablokował mu drogę.

– Przykro mi, ale to niemożliwe – powiedział, patrząc z góry. Jego zwalista sylwetka przypominała niedźwiedzia grizzly.

– Nie wiesz, kim jestem? – spytał Renard, przykładając dłonie do ust, żeby przekrzyczeć wirnik helikoptera.

– To dla pańskiego bezpieczeństwa, Herr Renard. Dostaliśmy rozkaz, aby eskortować pana do Hotelu Kohlstein.

Teraz Renard zwrócił uwagę na dziesiątki ludzi stojących w oddali wzdłuż ogrodzenia lotniska. Ubrani w kurtki i parki stali w deszczu. Ktoś trzymał wzniesiony transparent z napisem: „Globaliści wynoście się ze Szwajcarii! Nie jesteśmy waszymi niewolnikami”.

Łopaty śmigłowca zatrzymały się.

– Jakieś problemy z aktywistami? – zapytał Renard, chowając ręce do kieszeni płaszcza.

– Ja tylko wykonuję rozkazy, proszę pana. Ktoś z nas pojedzie razem z panem. Na wszelki wypadek.

Ochroniarz wskazał mu limuzynę. Mercedes zaparkowany był niedaleko na płycie lotniska. Poprzez opary mgły i deszczu przebijały się gdzieniegdzie promienie zachodzącego słońca.

– Wszystko jest gotowe, proszę pana. Proszę tędy.

Renard przypomniał sobie email, jaki tydzień wcześniej dotarł do jego frankfurckiego biura Europejskiego Banku Rezerw, centralnego banku strefy euro. Ostrzegano go, że tym razem może nie być policji, która jak dotąd zawsze ochraniała członków dorocznej konferencji wyjazdowej światowej elity. Renard zmierzył wzrokiem obu goryli. Logo prywatnej firmy ochroniarskiej zajmowało cały przód ich aż nazbyt obszernych kurtek.

Przeciwko obecności policji występował parlamentarzysta Bernd Previn. W liście, jaki wystosował do szwajcarskiego parlamentu, twierdził, że zjazd elity nie ma związku z jakąkolwiek oficjalną wizytą państwową. Nie ma zatem żadnych przesłanek, aby szwajcarscy podatnicy płacili za bezpieczeństwo bankierów, prezesów i głów koronowanych dynastii. Ponadto, z uwagi na otaczającą tę „międzynarodową” konferencję tajemnicę, a także ze względu na udział w niej lokalnych polityków, Previn wnioskował o wszczęcie formalnego dochodzenia. Użył przy tym bardzo mocnego słowa – „zdrajcy”. Wiodące media szeroko dyskutowały na temat tego listu. Na skutek presji społecznej, przewodniczący lokalnego kantonu ustąpił – w ostatniej chwili zatrudniono prywatną firmę ochroniarską.

Po raz pierwszy, od czasu zapoczątkowania spotkań grupy Brandenburg, pojawiły się problemy z jej ochroną. Wszak siły policyjne pilnowały bezpieczeństwa Josiasa von Alvensleben, byłego szefa SS, a zarazem ojca królowej Heleny Niderlandzkiej oraz księcia Siegfrieda von Hohen und Schlacken, już podczas założycielskiego spotkania grupy, które miało miejsce w 1949 roku w uzdrowiskowym miasteczku na wzgórzach nieopodal Frankfurtu. Podczas owego spotkania rozpoczęto prace nad ustanowieniem nowego imperium na gruzach Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera.

Książę Siegfried, jeden z najżarliwszych popleczników Hitlera, spotkał się wówczas z bankierami, prezesami korporacji oraz członkami rodzin królewskich, którzy podzielali jego wizję – wizję świata rządzonego przez elitę. Wspólnie zdecydowali też, że aby osiągnąć ten cel, użyją jako broni podboju finansowego. Dokładnie tak samo, jak w latach 30. XX wieku finansowa konkwista pozwoliła wywołać kryzys bankowy w Stanach Zjednoczonych i w Niemczech, a także stworzyć partię nazistowską, przygotowując tym samym arenę dla działań II wojny światowej. Bankierzy, którzy otrzymali rządowe poręczenia, wykorzystali część pozyskanych pieniędzy na finansowanie Adolfa Hitlera i jego nazistowskiej machiny wojennej.

Nieco ponad sześćdziesiąt lat później, rozpoczęta przez elitę, złożona operacja wojny finansowej, zorganizowanej pod przykrywką „Unii Europejskiej”, weszła w fazę krytyczną.

Pomimo złej pogody w St. Anton lądowały przez całe popołudnie prywatne odrzutowce i helikoptery. Na spotkanie stawili się wszyscy zaproszeni. Byli wśród nich: czołowi politycy, bankierzy, prezesi korporacji i głowy królewskich dynastii. Naziemni pracownicy lotniska uwijali się wokół przybyłych. Panował zwyczajny w takich przypadkach chaos i zamieszanie.

– Nie stójcie jak kołki! Idźcie pomóc ludziom w ładowaniu walizek! Nie mam przecież całego dnia do stracenia – rozkazał Renard obu gorylom, stukając znacząco w tarczę swojego Rolexa. Ochroniarze wyraźnie się zjeżyli i skierowali w stronę helikoptera. Renard poganiał ich gestami rąk.

– Czemu się tak guzdrzecie? Macie jakiś problem? – pokrzykiwał na nich, nawet nie próbując ukryć irytacji.

Jego szaroniebieskie oczy śledziły uważnie ludzi kursujących pomiędzy helikopterem a bagażnikiem Mercedesa z kolejnymi partiami walizek. Kiedy jeden z ochroniarzy upuścił na mokry asfalt pokrowiec z garniturem, wąskie wargi Renarda wykrzywił grymas wściekłości.

– Idiota! – wykrzyknął.

W wieku sześćdziesięciu czterech lat Renard nadal był pełen energii. Wciąż miał smukłą, wyprostowaną sylwetkę. Siwe, falujące włosy zaczesywał na modłę romantyczną. Często, niczym wytrawny pianista, poprawiał wypielęgnowanymi palcami niesforny lok opadający mu na czoło. Wszystko w jego zachowaniu wskazywało, że jest człowiekiem dumnym ze swego wyglądu.

– Nie potrafią nawet przenieść walizki! – wymamrotał.

Lot z Frankfurtu był denerwujący, a ostre podmuchy wiatru utrudniały helikopterowi podejście do lądowania, Renard miał dość i nie życzył sobie więcej problemów. St. Anton było ekskluzywnym kurortem narciarskim. Jednak cały jego splendor znikał wraz z topniejącym śniegiem. To ostatnio właśnie tu, każdej zimy obradowała super elita. Renard miał wrażenie, że znalazł się w jednym z najzimniejszych i najbardziej nieprzyjaznych miejsc na świecie. Wyciągnął rękawiczki i wciągnął je na ręce.

Podbiegł do niego pilot helikoptera. W rękach trzymał podręczny bagaż Renarda.

– Czy neseser mam także włożyć do bagażnika limuzyny, panie prezydencie?

Renard wykonał gest wskazujący, że chce mieć tę walizkę przy sobie.

– Oczywiście, panie prezydencie!

Renard uśmiechnął się z satysfakcją. „Panie prezydencie” pomyślał, biorąc walizkę do ręki. To był właściwy sposób, w jaki należy się do niego zwracać. Z respektem! Nie, jak ten pokrzykujący przy ogrodzeniu motłoch.

A przecież nie jestem prezydentem żadnego kraju – myślał, przesuwając wzrokiem po zamglonych lasach i górach na horyzoncie.

Mimo to, jako prezes Europejskiego Banku Rezerw, miał znacznie większą władzę, niż wszyscy europejscy prezydenci, premierzy i kanclerze razem wzięci. I w przeciwieństwie do nich, nie odpowiadał ani przed wyborcami, ani przed parlamentami. Nawet przed trybunałami. Specjalne zapisy gwarantowały mu pełen immunitet prawny. Był szefem wszystkich centralnych banków narodowych w strefie euro, włączając w to bank Francji, Niemiec i Hiszpanii. Posiadał pełną kontrolę nad pieniędzmi 500 milionów ludzi. A czyż władza nad pieniądzem nie jest najwyższą władzą? Światem wszak rządzi pieniądz, pieniądz i jeszcze raz pieniądz! Łapówki, przekupstwo, szantaż i wykup wymagały pieniędzy. W zamian za nie Renard zdobywał siłę i torował sobie drogę do władzy politycznej. Nie wspominając już o życiu w luksusie.

Mamoną3 i złotym cielcem gardziło wielu, lecz z pewnością nie on.

Korzystając z prawa banku centralnego do ustalania wysokości stóp procentowych i innych tego typu mechanizmów bankowych, Renard decydował o tym, ile pieniędzy będzie krążyć w obiegu. Dzięki temu mógł doprowadzać do wzrostów gospodarczych. Mógł też wywołać krach na rynku. Renard rozdawał również, jako element nadzwyczajnych programów płynności finansowej, wirtualne, nieograniczone pożyczki prywatnym bankom. Był największym rekinem pożyczkowym. Jego ofiarami padały nie tylko płotki, ale i grube ryby, takie jak państwa członkowskie strefy euro. Renard wabił i doprowadzał do upadku kraje narodowe, które i tak były strukturami anachronicznymi. W tym celu zachęcał je do zaciągania pożyczek w prywatnych bankach. Następnie odcinał dopływ finansów i wyciskał z gospodarki wszystkie pieniądze. Tworzył tym samym bezrobocie i lawinowy wzrost zadłużenia. W chwili, gdy podatek i przychód nie wystarczały na spłatę oprocentowanej pożyczki, przejmował aktywa jako rekompensatę. W ostatecznym rozrachunku tworzył i kontrolował najsilniejszą broń finansową, jaką posługiwały się prywatne banki po to, by podporządkować sobie i zniewolić dosłownie każdą osobę w strefie euro.

Zwykli zjadacze chleba nie dostrzegali konkwisty Renarda z dwóch powodów – nie rozumieli mechanizmów finansowych, ani nie spodziewali się nieuczciwości ze strony banków centralnych. Mimo że wszyscy ubożeli, nikt nie wiedział, co należy zrobić, by zmienić swoje położenie. Ludzie nie mieli pojęcia, kto rabuje ich pieniądze i gdzie są one lokowane. Wojna finansowa, którą im wypowiedziano, toczyła się poza ich świadomością. Sposób, w jaki mainstreamowe media opisywały kryzys walutowy, utrwalał dodatkowo przekonanie, że nie istnieje coś takiego, jak „armia żołnierzy finansowych”. Była niewidoczna – tak dobrze ją ukrywano przed wzrokiem zwykłych ludzi. W rzeczywistości horda „najemników długu” doskonale funkcjonowała. Ludzie zaś byli całkowicie nieświadomi, a tym samym pokonani.

– Dlaczego nas unikasz? Chodź i pogadaj z nami! Odpowiedz na pytania. Nie ma tu telewizji, ani CNN, ani Fox News. Nikt cię nie nagra! Jesteśmy tylko my! – wołali manifestanci.

Renard skrzywił się słysząc nawołujące go głosy.

Gwałtowne podmuchy lodowatego wiatru od strony gór szarpały zawieszoną na wieży kontroli lotów flagą Szwajcarii. Biały krzyż na czerwonym tle stanowił jedyny silny kolorystyczny akcent w morzu szarości i zieleni. Deszcz i mgła spowijały gałęzie sosen i kładły się oparami u podnóży gór. Renard był przyzwyczajony do takiej aury w Szwajcarii. Wiedział, że nawet latem pogoda w Alpach może być fatalna. Ale nie był przyzwyczajony do nieprzyjaźnie nastawionych ludzi, śledzących każdy jego ruch. To było i męczące i irytujące.

– Illuminazi, wracajcie do domów! – ktoś krzyknął.

Renard rozejrzał się. Za pobliskim parkanem dostrzegł kilku ludzi, którzy celowali w niego obiektywami. Obrócił się i szybko przeszedł na drugą stronę Mercedesa, tam gdzie nie mogli go wyraźnie dostrzec. Zaczynał odczuwać zmęczenie i skutki stresu. Ostatnia rzecz, jakiej chciał, to znaleźć się na zamieszczonym na YouTube niewyraźnym filmie, na którym wraz z prezesami innych prywatnych banków, wysiada z helikoptera w St. Anton. Albo, co gorsza, zobaczyć zamieszczone na blogu albo na Flickr4 swoje zdjęcie, wykonane przez kogoś z teleobiektywem.

W poszukiwaniu ludzi włóczących się z aparatami Renard lustrował każdą część lotniska. Zaczął od najbliższych pojazdów i budynków. Tam niebezpieczeństwo było największe. Kiedy zauważył stojącą przed hangarem postać z kamerą wideo, podskoczył mu puls. Mężczyzna odwrócił się i odszedł zorientowawszy się, że Renard patrzy w jego kierunku. Raz jeszcze przeczesał cały teren. Chciał mieć pewność, że żaden obiektyw nie jest na niego skierowany. Zapadający zmierzch ograniczał widoczność i Renard miał nadzieję, że mgła i mżawka sprawią, iż obraz będzie niewyraźny, że nikt go nie rozpozna. Przynajmniej tyle!

Celowo unikał jakiegokolwiek rozgłosu i polemiki – wszystkiego, co mogłoby, choćby tylko częściowo, ujawnić prawdziwą naturę jego działania. Gdy zwykli obywatele strefy euro myśleli o prezesie banku centralnego, jawił im się obraz oddanego służbie publicznej ekonomisty. Technokratę pozbawionego emocji. Zwykli ludzie oczekiwali od bankiera banku centralnego nieskazitelnej uczciwości. Wierzyli, że jako neutralny administrator, dbający o stabilność cen i kursów, będzie pedantycznie przestrzegał przepisów. I Renard robił z całych sił wszystko, aby stworzyć i podtrzymywać pozory, że właśnie tak jest. Wykreował swój wizerunek jako wzór mądrości, prawości i kompetencji. Dzięki temu zdobył zaufanie opinii publicznej.

Kryzys spowodował, że społeczeństwo zaczęło zdawać sobie sprawę ze skali korupcji. Długi prywatnych banków zostały znacjonalizowane i dodane do długu narodowego, jeszcze bardziej powiększając krach finansowy. Obciążono nim, oczywiście, podatników. Majątki wielu ludzi w strefie euro, Wielkiej Brytanii i USA poprzejmowały banki. Wywołały tym niechęć do bankierów i doprowadziły do rosnącego sprzeciwu wobec takich działań. Nastąpił moment krytyczny. Teraz, aby móc odtrąbić późniejsze zwycięstwo, banki musiały czym prędzej uśpić obudzoną czujność mas fałszywym poczuciem bezpieczeństwa.

Sukces elity zależał od tego, czy uda jej się raz jeszcze okpić ludzi i wymigać się od odpowiedzialności za własne czyny. Ofiarami, tego oszustwa przeprowadzanego w przemyślany i skoordynowany sposób, padły miliony zwykłych ludzi. Utracili oni posady, domy, emerytury… W żadnym wypadku nie mogło pojawić się teraz nic, co pozwoliłoby im domyśleć się prawdy. Pojąć, że banki specjalnie tworzą długi – bo na tym zarabiają. Dlatego należało przekonać społeczeństwo, że katastrofalne efekty na polu finansowym i gospodarczym stanowią wynik losowej katastrofy lub, w najgorszym wypadku, są rezultatem działań kilku samowolnych i lekkomyślnych bankierów, którzy popełniając głupi błąd, popadli w długi. Niestety, w koszmarnie wielkie długi.

Jednakże obecność aktywistów na lotnisku w St. Anton wskazywała, że prawdy nie dało się ukryć. Ludzie zaczynali się orientować, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Ich świadomość stale i błyskawicznie rosła, niczym funkcja wykładnicza. Podobnie zresztą, jak wiedza na temat metod działania i zamiarów elity. Coraz więcej sekretów wychodziło na światło dzienne. Ujawniano je prawie każdego dnia. To, co dotąd okrywał cień tajemnicy, stawało się wiedzą publiczną. Renard ani nie mógł zrozumieć tego zagadkowego procesu, ani, tym bardziej, nie mógł go kontrolować. Tym niemniej był on częścią rzeczywistości i musiał stawić temu czoło. Zastanawiając się nad tym, doszedł w końcu do wniosku, że nie istnieją tajemnice, które nie zostaną kiedyś odkryte i upublicznione. Nie ma intrygi, która nie ujrzałaby któregoś dnia światła dziennego, choćby nie wiem jak dobrze i głęboko była ukryta…

– Do domu, sępie! – coraz głośniej krzyczeli demonstranci.

– Złodziej! Renard, jesteś złodziejem! – z ogólnej wrzawy wyraźnie wybijał się głos jednego z protestujących.

A więc jednak ktoś go rozpoznał. Nie opuszczając swojej kryjówki za samochodem, Renard przyglądał się lasowi za ogrodzeniem. Deszcz gęstniał i Renard coraz bardziej chciał uciec z miejsca, w którym się znajdował. Ale nie zamierzał wsiąść do samochodu, dopóki na własne oczy nie zobaczy, że ostatnie walizki zostały upchnięte w bagażniku. Potem będzie mógł się odrobinę zrelaksować.

– Illuminazi! – rozległy się ponowne okrzyki tłumu i gwizdy.

– Precz z Zakonem Nowego Świata! – skandowano.

– Nie podbijesz Szwajcarii, Renard. Odeprzemy twoją finansową machinę wojenną! – tumult i wrzawa robiły się coraz donośniejsza.

O tak, FINANSOWA MACHINA WOJENNA! To było całkiem trafne określenie działań, które przedsiębrał jako prezes centralnego banku strefy euro. Kiedy historycy dyskutują o wojnie zaborczej, mówią o armiach, uzbrojeniu i bitwach. Przy pomocy finansów możliwy jest inny rodzaj aneksji. Taki, że ludzie zupełnie nie zauważają konkwisty. Nie wiedzą, co się dzieje i dlatego nie sprzeciwiają się inwazji na swoje terytorium, podbojowi i korekcie granic, a na koniec własnej niewoli. Finansowy podbój gwarantują zaciągane na procent pożyczki, jakich udzielają prywatne banki. I właśnie to oprocentowane zobowiązanie finansowe stanowi podstawowy proceder, jakim operuje tajna armia żołnierzy długu po to, aby dokonać finansowej okupacji.

Przewagę elity stanowi wiedza dotycząca finansów. Zwykli ludzie zazwyczaj są w tej kwestii kompletnymi laikami i nie mają najmniejszego pojęcia, skąd w ogóle biorą się pieniądze. Większość społeczeństwa zakłada, że pieniądze są niezależnym mechanizmem publicznym, pozwalającym na uczciwą wymianę dóbr i usług pomiędzy ludźmi. Oczywiście, pieniądze pełnią tę funkcję, ale mogą także zostać wykorzystane do czegoś zupełnie innego przez tych, którzy chcą uzyskać zysk, nic nie robiąc. Na przykład przez bankierów manipulujących oprocentowaniem na obligacjach skarbowych.

W rzeczywistości prywatne banki tworzą 97 proc. pieniądza w strefie euro. A tworzą go dosłownie z niczego. Dzieje się tak za każdym razem, gdy bank przyznaje klientowi pożyczkę. Pracownik banku wpisuje wtedy kilkanaście cyfr na klawiaturze. W tym samym momencie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pieniądze pojawiają się na rachunku bankowym. Jednocześnie, w drugiej kolumnie, zapisane zostaje obciążenie tej samej wartości. Uznanie i obciążenie zostają zapisane w tym samym czasie, w procesie podwójnego księgowania. Banki żądają od swych klientów zarówno odsetek, jak i zabezpieczeń materialnych od tych wirtualnych pożyczek. W rzeczywistości otrzymują COŚ za NIC! Zatem faktycznie cały system finansowy jawi się jako jeden wielki mechanizm oszustw i wymuszeń. Tak samo odsetki od depozytów na rachunkach oszczędnościowych są przez banki wypłacane „z powietrza”. Zwykli ludzie zakładają, że banki płacą im te odsetki ze swoich zysków. Surowe prawa ochrony danych bankowych sprawiają, iż ludzie nie mają pojęcia, że proces ten wygląda identycznie, jak przy udzielaniu pożyczki. Dzięki temu nieliczna elita mogła coraz bardziej bogacić się kosztem całej reszty. A Renard, jako szef banku centralnego strefy euro, brał udział w tym piramidalnym oszustwie. Co więcej – przypadła mu w nim główna rola. Starannie ukrywając istnienie pochodzenia pieniędzy, skutecznie kamuflował egzystencję „żołnierzy długu”.

Gdy ludzie potrzebują gotówki, idą do swojego banku, albo do bankomatu i wybierają dolary, funty, czy też euro w banknotach. W swojej naiwności zakładają, że banki dysponują dosłownie nieskończoną ilością pieniędzy. W rzeczywistości zaś fizyczny pieniądz, którym ludzie posługują się na co dzień, jest pożyczany prywatnym bankom przez bank centralny, na przykład przez bank Renarda.

Bank centralny dostarczał 6 300 bankom korporacyjnym (czytaj: prywatnym) w strefie euro taki fizyczny pieniądz w postaci monet i banknotów, jaki był potrzebny do utrzymania płynności finansowej, jak również do tego, aby mogły prowadzić podstawowe interesy ze swymi klientami. Ta pożyczka monet i banknotów była zazwyczaj nieoprocentowana. Jednak prywatne banki oprocentowywały pożyczki zaciągane przez klientów. Inaczej mówiąc, kiedy banki tworzyły większość pieniędzy w strefie euro, same ich prawie wcale nie posiadały. Ażeby funkcjonować, musiały pożyczać banknoty i monety z banku centralnego. Sprawa wychodziła na jaw dopiero wtedy, gdy bank zaczynał tracić klientów na skutek ich ucieczki. Bowiem kiedy wszyscy klienci na raz wycofywali całe swoje pieniądze, bank zwyczajnie upadał. Bankrutował z tego prostego powodu, że nie było w nim żadnych fizycznych pieniędzy.

Zgodnie z przepisami finansowymi, banki muszą mieć dostępny tzw. „kapitał bazowy” w wysokości 3 proc. wszystkich pożyczek, jakich udzieliły. W praktyce wiele banków często nie posiada nawet 1 proc. tej sumy. Ponadto, większość tego kapitału nie pochodzi, tak jak chcą tego podręczniki, z depozytów klientów, lecz z papierów wartościowych banku. Wiadomo nie od dziś, że banki pożyczały pieniądze funduszom inwestycyjnym po to tylko, aby zakupić własne akcje i w ten sposób sztucznie podbić ich cenę na giełdzie. Jednak ogromne profity otrzymywane przez banki z oprocentowania pożyczek nie były przez nie wykorzystywane do budowy rezerw kapitałowych, lecz szerokim strumieniem płynęły do udziałowców w postaci dywidend albo innych bonusów bankierskich.

System działał do chwili, gdy dłużnicy byli w stanie unieść ciężar stale wzrastających odsetek. W momencie gdy przekroczyły punkt krytyczny, którym były finansowe możliwości dłużników, system załamał się. Konsekwencje dotykały nie tylko poszczególnych ludzi i firmy, lecz także całe państwa.

Nie tylko obliczanie zaciągniętego oprocentowania i procenta składanego, lecz nawet sama ich definicja była trudna do zrozumienia dla zwykłych śmiertelników. Dlatego zaciągali w prywatnych bankach nierealne zobowiązania. Tymczasem stopa wzrostu procenta składanego zaciągniętych pożyczek galopowała alarmująco. Jej przyrost przypominał rozrost kolonii bakterii. Zakładając, że bakterie mogą podwoić swoją ilość co godzinę, z jednej bakterii otrzymamy 16 milionów identycznych egzemplarzy zaledwie w ciągu jednej doby! W takim właśnie tempie mnożyły się odsetki procentu składanego naliczanego przez prywatne banki.

„Żołnierze długu” mieli idealny kamuflaż, dlatego tak trudno było ich zobaczyć. Byli nicością ubraną w cudze szaty. Nicością przebraną za bogactwo, złoto i pieniądze. Wyruszali z koszar w bankach, udając przyjaciół przynoszących dobrobyt i pomoc – w zamian pozyskiwali ludzkie zaufanie. Jednak ich podarunki przypominały konia trojańskiego. W krótkim czasie okazywało się, żę oferta nowych miejsc pracy i zaspokojenia potrzeb materialnych jest tylko mirażem i jak każde złudzenie rozpływa się w zderzeniu z rzeczywistością. Jednak do tego momentu iluzja bezpieczeństwa pozwalała na uśpienie czujności społeczeństwa. Otumanieni ludzie przestawali zauważać armię duchów i zwracać na nią uwagę – wtedy „żołnierze długu” dobywali broni. Ich mieczem były odsetki, a włócznią oprocentowanie. Dzięki nim roznosili w pył wszystko, co stanęło na ich drodze. Podbijali i niszczyli każdego, kto nie mógł spłacić długów. Ich ofiarami padały całe narody.

Ta widmowa armia składała się z pieniędzy stworzonych za sprawą podwójnego księgowania i obciążania wirtualnym zadłużeniem. Podobna była zastępom szkieletów wysłanych przez króla Kolchidy do walki z Jazonem i Argonautami. Owi „najemnicy pieniądza” prywatnych banków przypominali owe wyrosłe z ziemi szkielety, atakujące Jazona i jego druhów. Starożytne podanie głosiło, że walczące szkielety powstawały z kości i zębów siedmiogłowej hydry.

Walczące szkielety, choć miały puste oczodoły i wyschnięte kości, były bezwzględnymi wojownikami. Mimo że pod żebrami ich klatek piersiowych daremno byłoby szukać bijącego serca, w żaden sposób nie dawali się powstrzymać. Za każdym razem, kiedy jeden żołnierz-szkielet padał, z jego rozsypanych kości powstawali nowi. W ten sposób ich siły dwoiły się i troiły. Zgodnie z mitem, im dłużej Jazon walczył, tym więcej szkieletów powoływał do życia. A im więcej energii zużywał w walce ze szkieletowymi żołnierzami, tym pewniejszą była jego porażka.

Bezlitośni „żołnierze długu” Renarda jako żywo przypominali wojownicze szkielety walczące z Jazonem. Renard dowodził swoją „armią” z kwatery głównej EBR we Frankfurcie – niewidzialni „wojownicy długu” podbili strefę euro z szybkością i brutalnością, jakiej nie widział dotąd żaden podbój militarny.

Widok umundurowanych żołnierzy z karabinem na ramieniu zawsze prowokował ludzi do oporu, zwłaszcza, jeśli byli to żołnierze w obcym mundurze. Jednakże nikt nawet nie zauważył, kiedy „armia długu” przypuściła atak. Tyle że kiedy przekroczyła granice, zabrała z obiegu wszystkie pieniądze i pozostawiła gospodarczą pustynię. Po tym pustkowiu zaś włóczyli się ludzie, nie posiadający już jakiegokolwiek zabezpieczenia. We własnym kraju byli pozbawieni wszystkiego – niczym uchodźcy na obczyźnie. I nie dostrzegli nawet, jak ich dobra zostały zdigitalizowane oraz jako odsetki wywiezione w ciężarówkach, pociągach lub samolotach do banków, gdzie skrupulatnie je przeliczono i sprawdzono przed odesłaniem do akcjonariuszy.

Zwykli szarzy obywatele nie mogli pojąć, co sprawia, że stale biednieją. Oczywiście wiedzieli, że rząd wyprzedaje aktywa państwowe, tnie zatrudnienie, emerytury, nakłady na opiekę społeczną i podnosi podatki z powodu jakiegoś gigantycznego długu narodowego. Słyszeli o potrzebie coraz to nowych poręczeń i oszczędności, żeby spłacić dług. Ale nie wiedzieli, skąd ten dług się wziął. Podwójne księgowanie rozmnożyło tę niezliczoną armię złożoną z „najemników długu” i miliardów żołnierzy-szkieletów. Ludzie nadal nie pojmowali, co oznacza podwójne księgowanie i jaką odgrywa ono rolę w tworzeniu długu, który przyszło im teraz spłacać. Niewielu zdawało sobie sprawę z katastrofalnych skutków tej, wymyślonej w XIV wieku we Włoszech, metody księgowania, która z czasem zaczęła obowiązywać nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.

Żołnierze-szkielety powstawali z rachunków bankowych wszędzie, gdzie bank tworzył pieniądz jako pożyczkę. Następnie wymaszerowywali przez drzwi banków, z mieczami w dłoniach. Codziennie banki tworzyły miliardy tych widmowych żołnierzy. Wylewali się z dziur tworzonych na bilansach bankowych, dzięki zasadzie realnej wartości rynkowej. Wypełzali z nor, wykopanych przez instrumenty długów finansowych, takich jak swapy5 na zwłokę w spłacie kredytu. Liczebnie nieprzebrane pułki widmowej armii żołnierzy-szkieletów, powstające z ziemi po każdym upadku, zapoczątkowały swój marsz na podbój instytucji. Niezliczone fale „żołnierzy długu” zalewały ulice. Odkrywały każdą kroplę dóbr. Zarzynały właścicieli i zajmowały ich aktywa w imię zaległych odsetek.

Tak jak wzrastały odsetki, tak nieubłaganie rosła siła „żołnierzy długu”. Rosnąc bezustannie, doprowadzała kraj do ruiny. Obracała w gruzy całe miasta. Ocalali, rozglądając się dookoła, nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Wszędzie byli głodujący i bezdomni. A w parlamencie i na tronie zasiadał dowódca widmowych armii długów, dyktując warunki kontrybucji, która miała w formie odsetek, ściągnąć do ostatniego grosza to, co jeszcze pozostało z aktywów.

Z biegiem czasu ta nieprzebrana armia wzięła pod okupację Europę, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Jej żołnierzy idealnie wyszkolono w przejmowaniu dóbr. Byli jednostkami na rachunkach. Sztucznymi figurami. Wirtualnymi duchami. Nawet nie istnieli. A jednak byli wszędzie, stali na każdym skrzyżowaniu, na każdym większym przejeździe i kierowali ruchem.

Nie potrzebowali odpoczynku, wakacji, ani czasu wolnego. Pracowali dzień i noc. Brali na swe barki aktywa i skarby Grecji, Irlandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, po czym maszerowali dalej. Powracając do swych koszar, żołnierze-szkielety przemieniali się w cyfry. Kości na powrót stawały się liczbami. Znikały na rachunkach bankowych. Pojawiały się w nowym świecie, w jaskini hydry, gdzie dekorowały jej świątynię i dostarczały rozrywki.

Niewyobrażalne dobra z całego świata były transportowane przez tę pieniężną armię jako oprocentowana pożyczka – hydra kolekcjonowała swoje skarby. Lubiła klejnoty. Lubiła diamenty i złoto.

Renard zastanawiał się nie raz, czy z tak wielką ilością żołnierzy u swego boku może się czegokolwiek obawiać? Któż mógłby znaleźć piętę achillesowąjego armii i zniszczyć ją, gdy dokonywała swych pustoszących najazdów na ludność całego świata? No, chyba że ktoś zneutralizowałby źródło zasilające tego potwora o głowach hydry. Możliwość tworzenia „żołnierzy długu”, tak naprawdę leżała w jednym krótkim zapisie, który zabraniał EBR kredytowania rządów poszczególnych państw. Ten zapis powodował, że pieniądze kierowane były do banków prywatnych, ze wszystkimi tego strasznymi konsekwencjami: nieskończona armia żołnierzy-szkieletów powstawała z rachunków bankowych po to, by odebrać odsetki.

Rozwiązanie tego problemu było w zasadzie dość proste. Wystarczyło, żeby bank centralny zaczął kredytować pieniądze bez jednoczesnego zapisywania obciążenia. Pieniądze powinny być przekazywane rządom, by mogły finansować wzrost gospodarczy, edukację oraz inne projekty rozwojowe. W ten właśnie sposób amerykańscy Ojcowie Założyciele rozumieli tworzenie pieniądza. Również w ten sam sposób tworzono pieniądz w Chinach w 2011 roku. Publiczne, wolne od długu pieniądze były prawdziwą przyczyną fenomenalnego wzrostu chińskiej gospodarki. Natomiast pieniądz prywatny był prawdziwym powodem, dla którego świat zachodni popadał w coraz większe zadłużenie.

Spłacenie odsetek w systemie, w którym pieniądz jest zawsze tworzony jako obciążenie, a nigdy jako uznanie, jest zwyczajnie niemożliwe. Dowodzą tego jasno proste obliczenia arytmetyczne. Inaczej mówiąc, aby móc spłacić odsetki za korzystanie ze sprywatyzowanego źródła pieniędzy, należy stworzyć więcej pieniądza. W obowiązującym systemie tworzony pieniądz zawsze jest obciążony odsetkami. W rezultacie, za każdym razem, gdy tworzy się więcej pieniądza, powstaje także więcej odsetek. W efekcie, w tym piramidowym oszustwie, aby nadążyć za spłatami odsetek, należy tworzyć coraz więcej pieniędzy. Upadek każdego prywatnego systemu pieniężnego jest więc zaprogramowany już w chwili jego powstania. W świecie rzeczywistym moment taki nadchodzi po 70 lub 80 latach. Następuje to wtedy, kiedy ludzi nie stać już na spłaty odsetek. Ten narzucony system pieniężny jest prawdziwym powodem, dla którego dług, nie tylko zwykłych rodzin, ale i państw takich jak Grecja, Irlandia, Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone nieubłaganie rósł.

Z biegiem czasu całe rodziny były zmuszane przeznaczać coraz większą część swego dochodu na spłatę odsetek za zadłużenie na kartach kredytowych, kredyty hipoteczne i inne pożyczki. Jednocześnie ilość pieniądza dostępna dla ludzi w sprywatyzowanym systemie finansowym wciąż malała w stosunku do pieniędzy, jakie musiały z biegiem czasu zostać odłożone na spłatę odsetek. Spłacanie długów przypominało walkę o przetrwanie. Kiedy ktoś znajdował pieniądze na spłatę swoich długów, ktoś inny musiał je stracić i zbankrutować.

Odsetki za krążący w systemie prywatny pieniądz, w formie podatków musiał płacić każdy. W Stanach Zjednoczonych podatki federalne zostały wprowadzone w 1913 roku, tym samym, w którym powstał prywatny Bank Rezerw Federalnych, tylko po to, aby wnieść ukrytą opłatę za drukowanie pieniądza i pożyczanie go rządowi. Opłata ta, poprzez odsetki, zwiększała się błyskawicznie. W przeciągu zaledwie dwudziestu lat od prywatyzacji Banku Rezerw Federalnych dług stał się za duży, aby można było go spłacić. Straty banków zostały znacjonalizowane w 1931 roku, powiększając tym samym dług narodowy. W 1933 roku system finansowy w końcu się rozleciał. Rząd uznał, że Stany Zjednoczone są niewypłacalne. W strefie euro proces ten postępuje o wiele szybciej. Zaledwie jedenaście lat po wprowadzeniu, w 1999 roku, prywatnego systemu pieniężnego, cały blok państw używających euro jako waluty stanął przed widmem niewypłacalności.

W tym czasie wielkość odsetek od dostarczonych prywatnych pieniędzy osiągnęła taki pułap, że ściągnięcie wierzytelności od obywateli strefy euro wymagało zastosowania brutalnej siły. W takiej sytuacji najprostszym rozwiązaniem jest wprowadzenie państwa policyjnego, które wydobędzie ostatni grosz z kieszeni dłużników, zanim ostatecznie ich wyeliminuje. Datę wyznacza moment upadku całego systemu. Każdy naród i tak już tonął w długach, a najbardziej zadłużone Grecja i Irlandia dawno temu straciły jakakolwiek kontrolę nad swoimi finansami. Następnym krokiem w tej rozgrywce jest wprowadzenie rządów technokratów. Świetnym pretekstem do tego jest hasło walki z kryzysem. Ostatecznie totalitarna biurokracja Unii Europejskiej będzie zarządzała wasalnymi państwami strefy euro, wyciskając z nich pieniądze na rzecz elity. Wówczas dokona się całkowity podbój Europy. Kiedy to się stanie, wzmocniona elita, tak jak dawno zaplanowała, pochłonie pozostałe państwa regionu, które dotychczas oparły się walucie euro: Wielką Brytanię, Szwajcarię, Norwegię i Danię.

Lecz jak każda kampania wojenna, tak i wojna finansowa wymagała dobrego omówienia planów długoterminowych. I to dlatego w St. Anton zbierali się wszyscy bankierzy, prezesi spółek i koronowane głowy. Przyjechali, aby skoordynować swoje działania.

Grunt pod budowę kampanii podboju finansowego był przez lata starannie przygotowywany. Każda napotkana linia obrony, wzniesiona, by zatrzymać „armię długu”, zostawała usunięta. Bariery, ściany zaporowe i wilcze doły – w postaci ogłaszania braku płynności finansowej dla banków i państw, wychodzenia z unii walutowej, czy mechanizmów powstrzymujących banki przed nadmiernym zadłużeniem, poprzez odgradzanie banków komercyjnych od inwestycyjnych, zostały krok po kroku rozebrane, otwierając strefę euro, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone dla najeżdżających je hord. Dług wciąż narastał. Zadłużenie powstałe na skutek udzielania pożyczek podmiotom o obniżonej zdolności kredytowej zostało znacjonalizowane i dodane do długu narodowego poprzez nacjonalizację strat prywatnych banków. A kiedy dług narodowy nie był wystarczająco duży, manipulowano statystykami, aby wykazać jego wzrost, tak jak to stało się w Grecji. W 2009 roku wielkość deficytu budżetowego Grecji została arbitralnie zwiększona z 13 proc. do 15 proc. Pozarynkowy swap na zwłokę w spłacie kredytu, który był uzgodniony z Gold Saxmann „niespodziewanie” wyszedł na światło dzienne, powodując gwałtowny wzrost spłat odsetek i kryzys spowodowany długiem państwa.

Rola Renarda, jako dowódcy całej tej operacji, utrzymywana była w ścisłej tajemnicy. Jego związki z pozostałymi jej uczestnikami również musiały pozostać w ukryciu.


1 Swap – umowa pomiędzy dwoma podmiotami na wymianę przyszłych przepływów pieniężnych. Umowa ta określa, w jaki sposób ma wyglądać rozliczenie oraz kiedy przepływy mają nastąpić.

2 W rzeczywistości, przedstawiciele mediów są tam obecni – w osobach ich właścicieli.

3 Mamon – aramejski bóg zysku i pieniędzy

4 Flickr – serwis internetowy, stworzony do gromadzenia i udostępniania zdjęć cyfrowych online.

5 swap (zamiana) – umowa, na podstawie której dwie strony kupują i sprzedają wzajemnie serię strumieni finansowych, charakteryzujących się stałym lub zmiennym oprocentowaniem, w tej samej lub różnych walutach, których wartość jest dla stron transakcji ekwiwalentem w momencie zawarcia umowy.