Cierpliwość Boga - Jean-Michel Poffet Op

Cierpliwość Boga

0,0

Miłosierdzie stanowi centralny punkt przesłania Jezusa. Grzesznice i grzesznicy zrozumieli to natychmiast i zbiegli się zewsząd, aby ponownie zanurzyć swoje życie i ludzką godność w spojrzeniu i gestach Zbawiciela. Sprawa wyglądała zupełnie inaczej w przypadku skrybów i faryzeuszy. Nawet uczniowie czuli się zaniepokojeni koniecznością wykazywania się tak wielkim „nieumiarkowaniem” w miłości i przebaczaniu.

Aby osiągnąć sukces, dbamy głównie o własny interes, nie licząc się z innymi, którzy mogliby wykorzystać moment naszej słabości. Nawet jeśli zdobywamy się na akty miłosierdzia, przychodzi nam to z wielkim trudem. Autor książki w poszukiwaniu Bożego miłosierdzia sięga do tekstów biblijnych, odwołując się do historii dzieła stworzenia, kluczowych wydarzeń z życia wielkich postaci ze Starego i Nowego Testamentu. Głosowi Biblii obecnemu w rozważaniach odpowiada jak echo głos wielkiej mistyczki z XIV wieku – św. Katarzyny ze Sieny, uzupełniony wszechobecną inspiracją św. Dominika – to przecież nie kto inny, jak on, modląc się do późnej nocy, wołał: „Mój Boże, moje Miłosierdzie, co się stanie z grzesznikami?”.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

 

 

 

Tytuł oryginału
La Patience de Dieu. Essai sur la miséricorde

© Mame-Desclée, Paris – 1992
© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo W drodze, 2017

 

Redaktor prowadzący
Lidia Kozłowska

Redakcja
Lidia Kozłowska

Redakcja techniczna
Justyna Nowaczyk

Korekta
Michał Karp, Agnieszka Czapczyk

Projekt okładki do serii
Radosław Krawczyk

Opracowanie okładki i stron tytułowych
Justyna Nowaczyk

Ilustracja na okładce
Lucas Cranach Starszy, Chrystus i jawnogrzesznica (1532 r.),
Muzeum Sztuk Pięknych, Budapeszt

 

ISBN 978-83-7906-178-5

 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o. Wydanie I, 2017
ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań
tel. 61 852 39 62, faks 61 850 17 82
www.wdrodze.pl sprzedaz@wdrodze.pl


 

 

Strona tytułowa

 

 

Przedmowa

Zdewaluowane określenie

Słowo „miłosierdzie”, co często miałem okazję stwierdzić, wcale nie budzi entuzjazmu wiernych, zwłaszcza gdy się ma do czynienia z chrześcijanami „w lepszym gatunku”. Mówiąc bardziej precyzyjnie: ze szczególnie chłodnym przyjęciem spotyka się ono ze strony mężczyzn, zwłaszcza tych, których ukształtowało nasze społeczeństwo ceniące umiejętność kalkulacji i skuteczność. Słowo „miłosierdzie” budzi niezmiennie pewien niepokój, ponieważ zostało umieszczone na półce z uczuciami dwuznacznymi: wiąże się z nim postawę wyższości, wyniosłość, a w każdym razie uderzający brak ścisłości i stanowczości, prawdziwości i bardzo często sprawiedliwości. Jednym słowem, wspominając o przebaczeniu, szybko usłyszymy w odpowiedzi: „miłosierdzie, miłosierdzie… to zbyt łatwe!”. We wprowadzeniu do encykliki Jana Pawła II o miłosierdziu ojciec Bro stwierdza słusznie:

Słowo jest zdewaluowane, idea jest skażona. Mówienie o miłosierdziu spotyka się natychmiast z rodzajem dobrodusznej uprzejmości, a nawet być może tchórzostwem, w najlepszym przypadku z obojętnością albo współczuciem, okupionymi jednak niedostatkiem ścisłości, prawdziwości i sprawiedliwości. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie: miłosierdzie jest znacznie groźniejsze niż sprawiedliwość: to nienawiść, nienawiść do zła, ale w imię dzielenia się miłością1.

Twardy świat

Trzeba wobec tego odświeżyć właściwe rozumienie znaczenia słów, odkryć na nowo konsekwencje nieskończonej miłości Boga dla swojego stworzenia, wraz z Jego potęgą i Jego obietnicą odrodzenia, radości i nadziei. Tym bardziej że od czasów szkolnych żyjemy w świecie twardego, zaciekłego współzawodnictwa i selekcji, w świecie, w którym nie robi się sobie nawzajem prezentów i gdzie coraz więcej ludzi dorosłych, ale także młodych, zostaje wyrzuconych na margines społeczeństwa. Ten świat oczekuje od Kościoła wiarygodnego świadectwa, z pewnością nie słabości i łatwizny, ale wytrwałości i wierności w miłości, a więc w praktyce przebaczania.

Czy nie jest znaczące, że wraz z pierestrojką2 samo słowo „miłosierdzie”, usunięte z Radzieckiego słownika encyklopedycznego3, pojawiło się ponownie z okazji wizyty w ZSRR Matki Teresy w 1987 roku? Zarówno „Moskiewskie Nowiny”, jak i tygodnik „Nowe Czasy” wspominały o powrocie miłosierdzia, powrocie współodczuwania, a „Wieczór Moskwy” rzucił apel: „Miłosierdzie zwraca się do was”, podkreślając, do jakiego stopnia to uczucie jest zakorzenione w rosyjskiej duszy. Czy rzeczywiście trzeba zostać pozbawionym Dobrej Nowiny na długie lata, żeby docenić jej zasięg i znaczenie?

Chrześcijanie podzieleni

Nasz Kościół nie jest zresztą ostatnim, który musi na nowo odkrywać miłosierdzie, jedyny temat łączący wspólnotę i zbliżający wiernych, którzy, o ile nie są pogrążeni w głębokiej obojętności, dzielą się według najróżniejszych kryteriów: młodzi i starsi, o różnych wrażliwościach, charyzmatycy i działacze. Chrześcijanie są rozdarci także między religijnością powierzchowną, łatwą i nieodpowiedzialną, a skostniałym integryzmem. Jean Vanier, komentując bogactwo semantyczne hebrajskiego terminu hèsèd , który tłumaczy się często jako „miłość” lub „łaskę”, zauważa taktownie:

W naszej cywilizacji możemy być zarówno pełni czułości, ale niewierni, jak też wierni, ale bez odrobiny czułości. Miłość Boża jest zarazem czułością i wiernością. Nasz świat oczekuje wspólnot łączących czułość i wierność. One właśnie się rodzą4.

Przebaczenie Jezusa

Jednak do ponownego odkrywania miłosierdzia skłania nas powód jeszcze bardziej fundamentalny: to właśnie ono stanowi centralny punkt przesłania Jezusa. Grzesznice i grzesznicy zrozumieli to natychmiast i zbiegli się zewsząd, aby ponownie zanurzyć swoje życie i ludzką godność w spojrzeniu i gestach Zbawiciela. Wiemy, że sprawa wyglądała zupełnie inaczej w przypadku skrybów i faryzeuszy. Nawet uczniowie czuli się zaniepokojeni koniecznością wykazywania się tak wielkim „nieumiarkowaniem” w miłości i przebaczaniu.

Wtedy podszedł Piotr i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć bratu, jeżeli wobec mnie zawini? Czy aż siedem razy?”. Jezus mu odpowiedział: „Nie twierdzę, że siedem, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,21–22)5.

Jest oczywiste, że zobowiązanie do przebaczania znalazło się w samym centrum modlitwy, którą Jezus zostawił swojemu Kościołowi: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Człowiek wierzący powinien każdego dnia uzyskiwać przebaczenie i wybaczać, ponieważ każdego dnia potrzebuje pojednania z Bogiem i ludźmi. A modlitwa Ojcze nasz stanowi z kolei centrum celebrowania Eucharystii. Doświadczenie przebaczenia ofiarowanego, przyjętego i udzielonego wszystkim wokół siebie jest więc dla każdego chrześcijanina etapem obowiązkowym od momentu rozpoczęcia modlitwy i udziału w Eucharystii. Oznacza to spoczywający na nas obowiązek ponownego, coraz pełniejszego odkrywania sensu i zakresu przebaczenia przez powracanie do źródeł w Pismach. Wraz z Abrahamem, Mojżeszem i Dawidem pozwolimy się zaskoczyć wezwaniu Pana. Zobaczymy, jak wokół Jezusa, w zetknięciu ze słowem i praktyką przebaczania, jedne drogi życiowe się prostują, inne plączą; Piotr zbłądzi, grzesznica narodzi się na nowo…6

Porozumienie świętych

Pomiędzy Ewangelią pisaną a życiem
świętych nie ma większej różnicy niż
między muzyką zapisaną i muzyką
śpiewaną.

św. Franciszek Salezy

Musimy się przyznać do zaciągnięcia jeszcze jednego zobowiązania: refleksja biblijna, którą przedstawiamy poniżej, jest inspirowana dwiema postaciami, w których ucieleśniła się tajemnica miłosierdzia. Pierwszą jest Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego. Jego modlitwa przeciągała się do późnej nocy, a swoją natarczywość wobec Pana czerpał z samej miłości Boga do ludzi: ­­­„Mój Boże, moje Miłosierdzie, co się stanie z grzesznikami?”. W imię tej samej pasji dla Boga i dla ludzi Dominik pośle w XIII wieku swoich braci jako kaznodziejów na drogi ówczesnego świata i na uniwersytety.

Wspomnimy także drugą postać, kobietę, Katarzynę ze Sieny. Miłosierdzie Chrystusa zafascynowało ją w epoce (XIV wiek), w której, prawdę mówiąc, oblicze Kościoła szpeciło wiele ran: niegodni kapłani, papież wygnany do Awinionu. Miłosierdzie pobudziło ją do aktywności i skłoniło jej kontemplacyjną naturę do działania w centrum ówczesnego Kościoła na rzecz powrotu papieża do Rzymu. Uderzyła nas trafność spostrzeżeń i rzeczowość tercjarki ze Sieny oparta na inspiracji biblijnej, tak w Dialogu o Bożej Opatrzności, jak i w jej niezliczonych listach7, które wyrażają zarazem wezwania do życia bardziej zgodnego z Ewangelią, jak i jej gorącą miłość do Kościoła, na który zawsze patrzyła wyłącznie oczami wiary. Wiadomo, że to u niej kardynał Journet8 czerpał podstawową inspirację dla swojej teologii, trzeba byłoby nawet powiedzieć – swoją mistykę Kościoła Wcielonego Słowa. O sobie samej Katarzyna mówiła: „La mia natura è fuoco” (Moja natura to ogień); zaproponujemy pełen pasji punkt widzenia tej kobiety na osobowości biblijne, o których opowiemy w następnych rozdziałach.

Tę książkę dedykuję pamięci mojego ojca, któremu zawdzięczam możliwość wymawiania słów „Abba! Ojcze!” z zachwytem, radością i zaufaniem.

Strona tytułowa

 

 

Strona tytułowa

 

 

Rozdział I

Stworzeni przez miłosierdzie

 

 

Pomyślcie, że byliście kochani, zanim
jeszcze pokochaliście.

św. Katarzyna ze Sieny

Podczas świętej Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Kościół łączy w tym samym wspomnieniu noc stworzenia i noc odkupienia (wyjście Żydów z Egiptu i Paschę Jezusa). Aby uczcić to, co jest sednem naszej wiary, jej główną osią (dar wyzwolenia), liturgia zachęca nas do powrotu do źródła wszelkiego życia – do stworzenia. Nasze stworzenie i cała nasza egzystencja, istnienie zwierząt i całego kosmosu, całego świata, jest darem stwórczej miłości Boga.

Ale czy istnieje związek między stworzeniem a miłosierdziem? Dlaczego mamy rozpoczynać tę biblijną wędrówkę poświęconą miłosierdziu od kontemplowania stworzenia? Zaprasza nas do tego św. Tomasz z Akwinu9, który uważa, że stworzenie jest w całości darem Bożego miłosierdzia. Dochodzi wręcz do stwierdzenia, że Bóg stwarza poprzez miłosierdzie. Oto w głównych zarysach jego rozumowanie: Bóg kocha każdą rzecz, ale na inny sposób niż my. W naszym przypadku naszą wolę (to znaczy poruszenie naszej afektywności, naszą miłość) przyciąga w zasadzie to, co istnieje, ale to nie ona jest przyczyną jego istnienia. Pozwalam, aby pociągał mnie, oczarował jakiś pejzaż, dzieło sztuki czy twarz kochanej osoby. Istota rzeczy poprzedza i wywołuje mój zachwyt. W Bogu natomiast miłość jest przyczyną wszystkiego, co istnieje.

W momencie, gdy następuje przejście od niebytu do bytu, ma miejsce dzieło stworzenia. Zdaniem Tomasza z Akwinu stworzenie jawi się jako akt miłości ze strony Boga. Można nawet powiedzieć, że miłosierdzie przejawia się w tym, że Bóg, który jest Bytem i Życiem, pochyla się nad ciemnością niebytu, który jest nicością i nędzą, aby wydobyć z niej byt, aby spowodować, że zaistnieje wszystko, co jest.

Jaki jest zasięg tego stwarzania przez miłosierdzie? Ogromny: Bóg dał siebie w ten sposób na najgłębszym poziomie, u samego źródła istoty rzeczy i istot żywych, więcej jeszcze i w sposób bardzo osobisty u źródła życia każdej osoby ludzkiej. Swoją obecnością i swoją opatrznością będzie towarzyszył w przygodzie życia każdej kobiecie i każdemu mężczyźnie. Stara się wejść w komunię z człowiekiem, koroną stworzenia, z mężczyzną i kobietą. Dostrzegamy tu, do jakiego stopnia taki punkt widzenia na dzieło stworzenia, traktowane jako dzieło miłosierdzia, rozsadza zbyt ciasne ramy, w które mamy skłonność wpisywać miłosierdzie rozumiane jako współczucie lub przebaczenie. To prawda, że w słowie miséricorde (miłosierdzie) łączą się dwa terminy: MISÈRE (nędza, także moralna) i COEUR (serce). Jest więc zupełnie naturalne, że pojmujemy miłosierdzie jako reakcję serca Boga na człowieka grzesznego, który okazuje skruchę: Bóg ofiaruje mu swoje przebaczenie, i to od pierwszych stron Biblii; wrócimy jeszcze do tego. Tak, Bóg ma wielkie serce dla swojego stworzenia.

Ale greckie tłumaczenie Biblii oddało terminem „miłosierdzie”10 także hebrajskie słowo hèsèd , które ma znaczenie bardzo szerokie i opisuje nie tylko miłość, bezinteresowność, ale także wierność łączącą dwie istoty. Miłosierdzie uzyskuje w ten sposób nowy wymiar: nie jest wyłącznie relacją wywołaną przez odruch serca Boga (jego czułość); jego korzenie tkwią w pierwotnej i fundamentalnej postawie Boga: dobroci świadomej, chcianej, wiernej samej sobie w akcie dawania i przywracania życia. Ta wierność wyraża samą istotę Boga w jej dynamice, jej eksterioryzacji. Bóg, który jest Stworzycielem, powołuje do istnienia, daje życie, daje siebie jako centrum życia każdej istoty i to od pierwszych chwil jej pojawienia się.

Boża miłość nie jest więc wyłącznie, jak u człowieka, miłością tego, co istnieje, co piękne lub dobre, tego, co godne miłości: jest czymś znacznie więcej. Nie jest również wyłącznie miłością do tego, co słabe, zniekształcone przez grzech, aby to wydobyć na światło:

Chrystus bowiem umarł we właściwym czasie za nas bezbożnych, kiedy jeszcze byliśmy słabi. Rzadko umiera ktoś za człowieka sprawiedliwego. Może jeszcze odważyłby się ktoś umrzeć za człowieka szlachetnego. Tymczasem Bóg okazuje swoją miłość do nas przez to, że Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami (Rz 5,6–8).

Jednak cofając się wraz z Tomaszem z Akwinu aż do aktu stworzenia, możemy uważać tę miłość za odnoszącą się nie tylko do tego, co jest, lecz także za pragnienie, aby każda rzecz istniała. „Bóg rzekł: »Niech się stanie światłość«. I stała się światłość. I widział Bóg, że światłość jest dobra. Oddzielił więc światłość od ciemności” (Rdz 1,4). Podobnie stało się ze sklepieniem niebieskim i lądem, światłami rządzącymi dniem i nocą, kłębiącymi się ławicami ryb i stadami ptaków, dzikich zwierząt wszelkich gatunków, zwierzętami pełzającymi i polnymi. Bóg widział, że to było dobre. „I stworzył Bóg ludzi na swój obraz: na obraz Boży ich stworzył. Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Rdz 1,27). I Bóg widział wszystko, co zrobił: to było bardzo dobre. Ta pierwotna cecha każdego bytu i każdej rzeczy ma więc swoje korzenie w akcie stworzenia, tam, gdzie bierze początek także odruch miłosierdzia, który jest konsekwentną kontynuacją postawy stwórczej. Bóg stwarza, daje życie i odnawia je nieustannie, aby żyły Jego dzieci. Znaczące jest, że język hebrajski, niezbyt skłonny do używania pojęć abstrakcyjnych, opisuje miłosierdzie słowem oznaczającym wnętrzności (rahamim), łono matki. Matka pozostaje szczególnie bliska swojemu dziecku dlatego, że nosi je w sobie i najbardziej intymną częścią samej siebie jest związana z tym, kto niezależnie od wszystkiego, pozostaje jej dzieckiem11.

A Syjon mówił: Pan mnie opuścił i Bóg zapomniał o mnie. Czy może kobieta zapomnieć o swoim niemowlęciu? Czy może nie miłować dziecka swojego łona? Lecz gdyby nawet ona zapomniała, ja nie zapomnę o tobie! (Iz 49,14–15).

Zarówno refleksja Tomasza z Akwinu, jak i obraz proroka Izajasza skłaniają więc do identyfikowania samego aktu stworzenia ze źródłem i fundamentem miłosierdzia Bożego.

To ja stworzyłem świat

Zasięg tego zakorzenienia ilustruje nie bez poczucia humoru żydowski tekst, który datuje się zwykle na okres pomiędzy końcem I i początkiem II wieku po Chrystusie, zatytułowany Testament Abrahama12. Patriarcha osiągnął szacowny wiek 999 lat. Aż do końca swoich dni żył jako człowiek sprawiedliwy w pokoju i radości, praktykując gościnność. Ale w końcu i dla niego nadszedł dzień śmierci. Jednak jako „przyjaciel Boga” Abraham korzysta z niesłychanego przywileju: Pan wysyła swojego anioła Michała, aby go o tym uprzedzić: „Zejdź do mojego przyjaciela Abrahama i porozmawiaj z nim o śmierci, żeby zrobił porządek ze swoimi sprawami”. Polecenie zostało natychmiast wykonane: posłaniec niebios udaje się do Abrahama, który był w polu, i zwraca się do niego tymi słowami: „Pozdrowienie, czcigodny ojcze, duszo sprawiedliwa, prawdziwy przyjacielu Boga niebieskiego”. Abraham mu odpowiada: „Pozdrowienie, czcigodny żołnierzu, promienny jak słońce, witaj”. Patriarcha prowadzi anioła do swojego domu, podejmuje go, szykuje dla niego łoże. Anioł zbulwersowany takim przyjęciem wychodzi na chwilę „jakby po to, żeby zaspokoić swoją potrzebę naturalną” i w mgnieniu oka dociera do nieba. Tam przedstawia Bogu całą niemożliwość rozmowy z Abrahamem o jego śmierci, w chwili, gdy został tak wspaniale przyjęty!

Pan odsyła go z powrotem na ziemię i wymyśla inne rozwiązanie: Izaak będzie miał sen dotyczący śmierci swego ojca, Abrahama. Opowie go, archanioł go zinterpretuje w obecności Abrahama, który z pewnością zrozumie… I tak też się dzieje. Zaledwie sen został opowiedziany i wyjaśniony, wszyscy zaczęli płakać. Abraham podziękował aniołowi za jego interpretację, ale zdecydowanie odmówił pójścia za nim! Kolejny raz anioł wraca na dwór niebieski, żeby zdać Bogu sprawę z niepowodzenia swojej misji. Pan odsyła go do Abrahama, prosząc o przypomnienie mu wszystkich dobrodziejstw, które patriarcha otrzymał podczas swojego długiego życia i uświadomienie mu rzetelności Boga, który go obsypywał dobrodziejstwami i chronił od śmierci aż do tego dnia itp. Abraham, płacząc, poddaje się woli Pana, ale prosi o jedno: przed śmiercią chciałby zobaczyć całą zamieszkałą ziemię. Pan zgadza się na tę jego ostatnią wielką podróż, oddaje mu nawet do dyspozycji eskortę z sześćdziesięciu aniołów! Ale oto podczas swojej wyprawy Abraham, człowiek sprawiedliwy, zostaje skonfrontowany z grzechem ludzkości:

Abraham przebył w wozie całą zamieszkałą ziemię. Widział świat takim, jaki był tego dnia: zobaczył jednych, którzy orali, i drugich, którzy prowadzili wozy; gdzie indziej dostrzegł ludzi, którzy pilnowali stad; jeszcze dalej jedni przebywali w polu, drudzy tańczyli, oddawali się zabawie i grali na cytrze; w innym miejscu zauważył takich, którzy się bili, i takich, którzy sprawowali sąd; gdzie indziej ludzie płakali, a potem odprowadzali zmarłych do grobu. Spostrzegł także nowożeńców, kroczących w orszaku weselnym. Krótko mówiąc – zobaczył wszystko, co się znajdowało na świecie; wszystko, co było dobre, i to, co było złe. Dalej Abraham ujrzał ludzi uzbrojonych w sztylety, którzy trzymali w rękach swoją zaostrzoną broń. Gdy zapytał archistratega: „Kim są ci ludzie?”, ten mu odpowiedział: „To złodzieje, którzy zamierzają popełnić zbrodnię, ukraść, zabijać i niszczyć”. Abraham poprosił więc: „Panie, posłuchaj mojego głosu: rozkaż dzikim zwierzętom, żeby wyszły z lasu i pożarły ich!”. Na te słowa dzikie zwierzęta wyszły z lasu i pożarły złoczyńców. W innym miejscu Abraham zobaczył mężczyznę i kobietę, którzy oddawali się rozpuście. „Panie, zawołał, rozkaż, aby ziemia się otworzyła i pochłonęła ich!” I natychmiast ziemia się otworzyła i pochłonęła rozpustników. Gdzie indziej dostrzegł mężczyzn, którzy robili otwór w ścianie domu, aby zabrać dobra należące do bliźniego. „Panie, powiedział znowu Abraham, rozkaż, aby ogień z nieba ich pochłonął!” Na te słowa z nieba spadł ogień, który ich unicestwił. Wkrótce potem z góry rozległ się głos, który zwracając się do archistratega, rozkazał: „Michale, archistrategu, niech wóz się zatrzyma; sprowadź Abrahama z powrotem, żeby nie widział całej zamieszkałej ziemi. Jeżeli rzeczywiście zobaczy wszystkich, którzy żyją w grzechu, zniszczy całe stworzenie; bo skoro sam nie grzeszył, nie ma litości dla grzeszników. Ale ja, który stworzyłem ten świat, nie chcę, aby którykolwiek z nich zginął. Wręcz przeciwnie, odkładam śmierć grzeszników aż do momentu, gdy się nawrócą i będą żyli właściwie. Zaprowadź Abrahama do pierwszej bramy nieba, aby tam zobaczył sądy i nagrody; i niech ma wyrzuty sumienia z powodu dusz grzeszników, których zgubę spowodował”13.

Tak więc Abraham, czysty i święty patriarcha, okazuje się twardy i skłonny do represji z powodu gorliwości w służbie swojego Boga. Stworzyciel jest zmuszony zagrodzić mu drogę: „to ja stworzyłem tych ludzi i nie chcę, żeby którykolwiek z nich zginął”. Trudno lepiej zilustrować najgłębsze źródło miłosierdzia Bożego.

Kochany u podstaw siebie samego

Chrześcijanie odkrywają dziś, że cały stworzony świat został powierzony odpowiedzialności człowieka. Niedawno odbywało się w Bazylei ekumeniczne zgromadzenie poświęcone tematowi sprawiedliwości, pokoju i ochrony stworzenia. W naszej epoce, naznaczonej katastrofą w Czarnobylu i wielkimi katastrofami ekologicznymi, żywe jest poczucie wzajemnej zależności kosmosu i człowieka, zarówno w dobrym, jak i w złym. W konsekwencji jesteśmy gotowi posłuchać apostoła: „całe stworzenie aż do tej chwili woła i cierpi jak rodząca kobieta”, abyśmy zostali uwolnieni od zepsucia grzechem i włączeni w chwałę dzieci Bożych (zob. Rz 8,19–22). Ale troska o ekologię musi sięgać aż do samego serca człowieka, aż do jego duszy zeszpeconej przez grzech i zafałszowanej przez jego konsekwencje oraz wszelkiego rodzaju miraże. W rzeczywistości Pan chce odnowić w jego pierwotnym pięknie i godności nie tylko kosmos, uleczyć i odtworzyć od nowa w Chrystusie nie tylko relacje międzyludzkie, lecz także samą naszą istotę, która przez odkupienie odnajdzie swoją prawdę, swoją autentyczność.

Stworzeni przez Boga, jesteśmy przez Niego bezgranicznie kochani, a każdy z nas w sposób jedyny w swoim rodzaju i osobisty, nawet wówczas, gdy błądzimy. O ile ludziom rzeczywiście zdarza się dać życie, nie chcąc tego lub nie mogąc naprawdę zaakceptować owocu miłości, o tyle u Boga nie ma miejsca na taki rozziew pomiędzy potęgą życia a potęgą miłości. On kocha, a ponieważ kocha, pochyla się nad niebytem, aby wydobyć z niego byt i byty, których istnienia nie przestaje, z miłości, podtrzymywać, starając się ponadto nawiązać z mężczyzną i kobietą relację przymierza14.

Można powiedzieć, że zdumienie było źródłem filozofii. Ono także leży z pewnością u źródeł modlitwy! Zdumienie wobec piękna, dobra i prawdy wszystkiego, co istnieje, zdumienie wobec powołania człowieka, które otwiera dar życia w oczekiwaniu na wdzięczność i odpowiedź. Wraz z psalmistą, wierzący ma powód, aby odczuwać zachwyt:

Bo Ty ukształtowałeś nerki moje, osnowałeś mnie w żywocie matki mojej.

Sławię Ciebie, bo dziwnie i cudownie jestem utworzony, cudowne są Twoje dzieła, a dusza moja wie to dobrze.

Nietajne były Tobie moje kości, kiedy tworzyłem się w miejscu skrytym, zawiązałem się w głębinach ziemi (Ps 139,13–15)15.

To stwórcze miłosierdzie ma się rozciągać na cały kosmos, aby mógł on uczestniczyć w łasce zbawienia w Chrystusie. Tam, gdzie grzech zepsuł i zniszczył, łaska chce odnowić i uleczyć. Psalmista wykazuje głęboki realizm wobec swojego Boga, gdy woła: „Wybawiasz, Panie, ludzi i zwierzęta!” (Ps 36,7).

Wszystko to czeka na Ciebie,
byś zesłał pokarm w stosownym czasie.
Kiedy im dajesz, przyjmują,
gdy otwierasz swą rękę, wszystko napełnia się dobrem.

Lecz gdy odwracasz swe oblicze,
ogarnia je trwoga;
gdy zabierasz im ducha, giną
i w proch się obracają.
Posyłasz swego ducha, a są stworzone,
i odnawiasz oblicze ziemi (Ps 104,27–30).

Temu światu pustoszonemu przez grzech, ciosy egoizmu i przemocy, Bóg nie przestaje dawać życia od nowa, pragnąc nas także włączyć w swoje dzieło odkupienia. Współpraca w tym dziele jest dla nas zaszczytem i wielką odpowiedzialnością. Trzeba było geniuszu proroka Ozeasza, aby połączyć w tym samym rozważaniu i tym samym wizjonerskim przewidywaniu kosmos, społeczności ludzkie i zaślubiny między człowiekiem a jego Bogiem. A w centrum tej znajomości Boga, w biblijnym znaczeniu terminu (doświadczenie inteligencji, miłości i posłuszeństwa) rysuje się miłosierdzie:

W owym dniu ja ustanowię dla nich przymierze
z dzikimi zwierzętami, ptactwem powietrznym
i płazami ziemnymi.
Połamię łuki i miecze, wygaszę wojny w kraju
i pozwolę im mieszkać bezpiecznie.
Poślubię cię sobie na wieki,
poślubię cię sobie w sprawiedliwości i prawie,
w dobroci i miłosierdziu.
Poślubię cię sobie w wierności
i poznasz Pana (Oz 2,20–22).

To delikatne tchnienie życia, które w nas pulsuje, jest więc śladem obecności Stworzyciela w centrum naszej egzystencji, śladem Jego miłości, która daje życie i podtrzymuje istnienie każdego z nas. Żadna istota ludzka, niezależnie od tego, jak bardzo jest niestała, nie została wykluczona z tego pierwotnego i stwórczego miłosierdzia16. Oznacza to, że każdy może otrzymać siebie z rąk Boga, odkryć, że jest kochany i zostanie zbawiony, a także ponownie narodzić się do szacunku dla swojego własnego życia. Wiadomo, że w stanach depresyjnych wszystko widzi się w gorszym świetle, a dostrzeganie aspektów pozytywnych jest utrudnione. Dotychczasowe rozważania pozwalają nam potwierdzić, że nawet pogrążony w cierpieniu i w grzechu, człowiek wierzący jest w stanie zejść w głąb siebie i odnaleźć tam, ciche i ukryte, nietknięte źródło swojego istnienia, kochającą obecność, wierną i stwórczą, swojego Boga. Święta Katarzyna ze Sieny wyraża to w przejmujących słowach: „Kochajcie, kochajcie, pomyślcie, że byliście kochani, zanim jeszcze pokochaliście”:

Och, najdroższy ojcze, jakież to serce mogłoby być tak wrogie i zatwardziałe, żeby nie zmiękło na widok czułości i miłości ofiarowanej mu przez Bożą dobroć! Kochaj, ojcze, kochaj! Wiesz, że byłeś kochany, zanim jeszcze pokochałeś. Oto Bóg, patrząc w Siebie, zakochał się w pięknie swego stworzenia i poruszony ogniem tej bezgranicznej miłości, zaczął działać tylko po to, żeby stworzenie miało życie wieczne i cieszyło się tym nieskończonym dobrem, jakim cieszył się Bóg w Sobie samym. O nieogarniona i niewysłowiona Miłości, jak wspaniale okazałaś swą miłość! Jednak człowiek został jej pozbawiony, gdy stracił łaskę przez grzech śmiertelny, przez nieposłuszeństwo przeciwko Tobie, o mój Panie.

Przyjrzyj się teraz, ojcze, jakiego łagodnego sposobu użył Duch Święty w swej łaskawości, żeby przywrócić człowiekowi łaskę. Oto widzisz, że najwyższy Bóg przyjął ludzką postać i poszedł na służbę w takim poniżeniu i głębokiej pokorze, że musi zawstydzać naszą pychę. Wstydźcie się, niemądrzy synowie Adama! Czyż można ujrzeć coś większego niż Boga zniżonego do człowieka? To tak jakby człowiek posiadał Boga, a nie – Bóg człowieka. A przecież człowiek nie istnieje sam z siebie, ale to, co posiada, dał mu Bóg z miłości, a nie z przymusu17.

1 B. Bro, Introduction à l’Encyclique de Jean-Paul II: Dieu riche en Miséricorde (Wprowadzenie do Encykliki Jana Pawła II: Bóg bogaty w miłosierdzie), Paryż 1980, s. VI.

2 Zob. artykuł: A. Wenger, „Le retour de la miséricorde. La Perestroika réhabilite un mot proscrit” (Powrót miłosierdzia. Pierestrojka rehabilituje zakazane słowo), „La Croix” 22 sierpnia 1988, s. 13.

3 Wyd. 4 z 1986 r. Prawdą jest, że w Słowniku wyrazów obcych (Moskwa 1960 r.) figuruje słowo „filantropia” z następującym wyjaśnieniem: „Dobroczynność – jeden ze środków stosowanych przez burżuazję, aby oszukać robotników i ukryć jej pasożytniczą rolę i oblicze eksploatatorów dzięki pełnej hipokryzji pomocy, upokarzającej dla biednych, w celu odwrócenia ich uwagi od walki klas” (A. Wenger, artykuł cytowany wyżej).

4 J. Vanier, La communauté, lieu de pardon et de la fête (Wspólnota, miejsce wybaczania i świętowania), Paryż 1979, s. 66.

5 Cytaty biblijne, jeżeli nie zaznaczono inaczej, za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu opracowane przez Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła, Częstochowa 2009 – przyp. tłum.

6 L. Bouyer, Newman. Sa vie, sa spiritualité (Newman. Jego życie, jego duchowość), Paryż 1952, s. 26. Możemy sprawdzić, co L. Bouyer pisał na temat chrześcijańskiej edukacji młodego Newmana, całkowicie skoncentrowanej na Biblii i źródle prawdziwego duchowego humanizmu: „Obecność Boża, aktywna, przenikająca, wszechmocna, narzuca się tu, spoza wszystkich innych obecności, rzeczy i istot. Do tego trzeba dodać niezliczone figury, patriarchów, proroków, królów i apostołów, grzeszników i świętych, albo raczej grzeszników wezwanych do świętości, świętych świadomych swoich grzechów, którzy stają się dla kogoś, kto jest z nimi za pan brat, ludzkością prawdziwszą niż ta mijana codziennie, którą niewątpliwie wyjaśniają”.

7 Święta Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej opatrzności, czyli księga Boskiej nauki, przeł. L. Staff, Poznań 2012. Święta Katarzyna ze Sieny, Listy, wyboru, przekładu i opracowania dokonała L. Grygiel, Poznań 2016.

8 Charles Journet (1891–1975), szwajcarski duchowny katolicki, kardynał, światowej sławy teolog – przyp. tłum.

9 Święty Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, t. 1–34, przeł. F.W. Bednarkiewicz, P. Bełch, A. Głażewski, reprint wydania londyńskiego z 1960 r.

10 Éléos, które znajdujemy w Kyrie eleison.

11 Święty Franciszek Salezy, Oeuvres de Saint François de Sales, Lettres (Dzieła Świętego Franciszka Salezego, Listy), Annency 1914, s. 17. Franciszek Salezy umiał wyrazić składową ojcowską i macierzyńską dobroci Boga. Do pani Angélique Arnaud, ksieni Port-Royal, pisał w 1619 roku: „Noście wysoko waszą gorącą miłość dla tej wiecznej Opatrzności, która panią wezwała po imieniu (zob. Iz 43,1) i niesie panią wygrawerowaną na swojej piersi macierzyńsko-ojcowskiej” (zob. Iz 49–16) [w polskim przekładzie Biblii nie ma takiego zwrotu; jest natomiast „wyryłem cię na moich dłoniach” – przyp. tłum.].

12 La Bible. Ecrits intertestamentaires (Biblia. Pisma międzytestamentowe), red. A. Dupont-Sommer, i M. Philonenko, Paryż 1987, s. 1655–1690.

13 Testament d’Abraham (Testament Abrahama).

14 List CXXXVIII do królowej Neapolu: „Wiesz, najdroższa matko, że jesteśmy glebą, na którą Bóg z miłosierdziem rzucił swoje ziarno, czyli miłość i czułość, z jaką nas stworzył, wydobywając nas z samego siebie tylko z miłości, a nie z obowiązku czy przymusu. Nie prosiliśmy nigdy, żeby nas stworzył, ale On uczynił to zmuszony swą płomienną miłością, po to, abyśmy mogli się cieszyć i rozkoszować Jego największym, wiekuistym pięknem”. Święta Katarzyna ze Sieny, Listy, s. 148.

15 Według: C. Miłosz, Księga Psalmów, Paryż, 1981.

16 Lettres de Sainte Catherine de Sienne, tłumaczone z włoskiego przez E. Cartiera, t. 2, Paryż 1976 (reprodukcja offsetowa drugiego wydania, Paryż 1886), Lettre XCVII – Au Prieur de Cervaia, près de Gênes (List XCVII – Do przeora z Cervaia, koło Genui), s. 638: „Gdyby jego miłość do nas ustała, byłby to również nasz koniec, ponieważ skończyłoby się to, co nam zapewnia istnienie. Jedynie ogień miłości skłonił Go, aby nas wydobyć z samego siebie”.

17 Święta Katarzyna ze Sieny, Listy, List XXVIII do Bernabò Viscontiego, s. 74.