Boski Mao Zedong - Jan Kochańczyk

Boski Mao Zedong

0,0

„Raj jest tutaj, na naszej ziemi! Z nami jest wielki prorok szanowny przewodniczący Mao” – pisali chińscy dziennikarze. On sam, przewodniczący Mao, wierzył, że jest Nadczłowiekiem. Jak filozof Lao-cy, ojciec taoizmu, który dzięki swym receptom na życie zgodne z rytmami natury przeżył podobno w dobrym zdrowiu 200 lat. Nie dziwnego, że od dwóch tysięcy lat Chińczycy uważają go za boga, wcielenie wiecznego Tao i zbawcę ludzkości. Lao-cy, podobnie jak żyjący w jego czasach Konfucjusz, był surowym moralistą, dążącym do doskonałości. Pisał, że „brak pragnień prowadzi do ciszy, a wówczas na świecie nastanie ład i porządek”. Zalecał ascezę, umiar seksualny, dobrą dietę. Jego następcy jednak często dość dziwacznie przekręcali naukę mistrza. Głosili, że łóżkowe zabawy męsko-damskie są najlepszym sposobem na długowieczność, bo mieszają się wtedy ze sobą miłosne płyny partnerów.

Doszło do tego, że w roku 1950 Komunistyczna Partia Chin musiała potępić „lubieżnych przywódców, którzy organizowali wśród adeptek konkursy piękności i zmuszali je do seksualnego wyuzdania w pogoni za zdrowiem i długim życiem”. Chińczycy oczywiście wiedzieli, kogo naśladują owi „lubieżni przywódcy”! Wyraźnie szli w ślady dawnych mistrzów taoizmu, mędrców, którzy zyskali nieśmiertelność.

Dyktator Chin, towarzysz Mao Zedong (wedle dawnej pisowni: Mao Tse-tung), głosował za ateistyczną i ascetyczną uchwałą, ale uważał, że ogólne reguły życia społecznego jego akurat nie dotyczą. Był „geniuszem dziejów”, ziemskim następcą legendarnego Żółtego Cesarza Huang Hi, ojca państwa chińskiego, który utrzymywał harem złożony z 1200 kobiet. Radosny seks od wieczora aż do rana – i od rana do wieczora – pozwolił ponoć cesarzowi przeżyć w dobrym zdrowiu 111 lat. Tu, na ziemi! Umiejętne mieszanie „płynów męskich i żeńskich”, zgodne z zasadami religii tao, zapewniło cesarzowi nieśmiertelność. Wstąpił do nieba na grzbiecie smoka.

Towarzysz Mao Zedong od najmłodszych lat był pod wpływem starej chińskiej filozofii taoistycznej. Przy jej pomocy interpretował nawet idee Karola Marksa, o czym świadczy choćby słynny esej O przeciwieństwach. Bardzo interesowały go również praktyki seksualne dawnych sekt taoistów, którzy – podobnie jak Żółty Cesarz – uważali, że liczne stosunki seksualne sprzyjają zdrowiu i długowieczności zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Opracowali specjalne techniki miłosne (popularne dziś także w Europie dzięki licznym poradnikom „tao sypialni”), uzupełniane ćwiczeniami oddechu oraz mocą magicznych ziół. Przywódca komunistycznych Chin w dojrzałym wieku studiował te dawne mądrości i – ku zgorszeniu wielu towarzyszy – stosował w praktyce. Jego sypialnia zawsze była równie pełna jak jego stół. Może nawet pełniejsza, bo w czasach wielkiego głodu po „wielkim skoku” wódz solidaryzował się z narodem i odżywiał skromnie, natomiast nigdy nie oszczędzał ładnych kobiet. Te zresztą były zaszczycone kontaktami z wielkim Mao i chwaliły się publicznie nawet chorobami wenerycznymi, które zawdzięczały przewodniczącemu.

Dodaj komentarz


Pan Kochańczyk potrafi pisać ciekawie o historii. Opowieści są oczywiście różne, ale większość z nich przedstawia mało znane (albo nieznane) fakty z przeszłości. W tej książce poznajemy postać Mao. Mało znaną w sumie osobę. Nie spotkałem się z dogłębną biografią, a niektóre oblicza tego przywódcy lezą w sferze domysłów. Tą sferę próbuje „przebić” autor przedstawiając Mao jako swoistego filozofa. Oblicze zaskakujące. Warto przeczytać.


Nie przepuszczę prawie żadnej pozycji traktującej o historii. Wiedziałam jak pisze pan Kochańczyk, więc nie miałam oporów przed sięgnięciem po jego kolejną pozycję. Autor nieco inaczej spogląda na historię niż się to ogólnie przyjęło. Książka przybliża czytelnikowi jedna z "twarzy" Mao. "Twarz", którą można by nazwać filozoficzną gdyby nie wypaczenie jej idei. Mao interesowała filozofia tao, ale tylko w aspekcie seksualnym. Interesująca lektura.


Jest to dość ciekawe ujęcie historii. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą pozycją. Myślę że tematyka w niej zawarta zachęci sporą liczbę ludzi nieprzepadających z czystymi historycznymi rozważaniami.


Historia życia władcy z perspektywy jego sypialni. Bujne życie erotyczne nie zapewniło mu nieśmiertelnego życia ziemskiego, ale trwale zapisało go na kartach historii.


Ciekawe przedstawienie sylwetki Mao. Postaci znanej raczej wyrywkowo. Książka odkrywa pewne mało znane oblicze przywódcy, ale nie jedyne.


Warto poznać bliżej postać Mao Zedonga. Dzięki tej pozycji możemy dowiedzieć się, jak to możliwe, że on potrafił rządzić Chinami.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

Wydawnictwo e-bookowo.pl


© Copyright by Jan Kochańczyk & e-bookowo

Projekt okładki: ebookowo

ISBN 978-83-63080-24-2

Wydawca:
Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:
wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Wydawnictwo e-bookowo.pl

Jan Kochańczyk

Boski Mao Zedong

Dobry do tańca, dobry do... różańca

Tu jest nasz raj!

„Raj jest tutaj, na naszej ziemi! Z nami jest wielki prorok szanowny przewodniczący Mao” - pisali chińscy dziennikarze. On sam, przewodniczący Mao, wierzył, że jest Nadczłowiekiem. Jak filozof Lao-cy, ojciec taoizmu, który dzięki swym receptom na życie zgodne z rytmami natury przeżył podobno w dobrym zdrowiu 200 lat. Nie dziwnego, że od dwóch tysięcy lat Chińczycy uważają go za boga, wcielenie wiecznego Tao i zbawcę ludzkości. Lao-cy, podobnie jak żyjący w jego czasach Konfucjusz, był surowym moralistą, dążącym do doskonałości. Pisał, że „brak pragnień prowadzi do ciszy, a wówczas na świecie nastanie ład i porządek”. Zalecał ascezę, umiar seksualny, dobrą dietę. Jego następcy jednak często dość dziwacznie przekręcali naukę mistrza. Głosili, że... łóżkowe zabawy męsko-damskie są najlepszym sposobem na długowieczność, bo mieszają się wtedy ze sobą miłosne płyny partnerów.

Doszło do tego, że w roku 1950 Komunistyczna Partia Chin musiała potępić „lubieżnych przywódców, którzy organizowali wśród adeptek konkursy piękności i zmuszali je do seksualnego wyuzdania w pogoni za zdrowiem i długim życiem”. Chińczycy oczywiście wiedzieli, kogo naśladują owi „lubieżni przywódcy”! Wyraźnie szli w ślady dawnych mistrzów taoizmu, mędrców, którzy zyskali nieśmiertelność.

Dyktator Chin, towarzysz Mao Zedong (wedle dawnej pisowni: Mao Tse-tung) głosował za ateistyczną i ascetyczną uchwałą, ale uważał, że... ogólne reguły życia społecznego jego akurat nie dotyczą. Był „geniuszem dziejów”, ziemskim następcą legendarnego Żółtego Cesarza Huang Hi, ojca państwa chińskiego, który utrzymywał harem złożony z 1200 kobiet. Radosny seks od wieczora aż do rana - i od rana do wieczora - pozwolił ponoć cesarzowi przeżyć w dobrym zdrowiu 111 lat. Tu, na ziemi! Umiejętne mieszanie „płynów męskich i żeńskich”, zgodne z zasadami religii tao, zapewniło cesarzowi nieśmiertelność. Wstąpił do nieba na grzbiecie smoka.

Towarzysz Mao Zedong od najmłodszych lat był pod wpływem starej chińskiej filozofii taoistycznej. Przy jej pomocy interpretował nawet idee Karola Marksa, o czym świadczy choćby słynny esej „O przeciwieństwach”. Bardzo interesowały go również praktyki seksualne dawnych sekt taoistów, którzy - podobnie jak Żółty Cesarz - uważali, że liczne stosunki seksualne sprzyjają zdrowiu i długowieczności zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Opracowali specjalne techniki miłosne (popularne dziś także w Europie dzięki licznym poradnikom „tao sypialni”), uzupełniane ćwiczeniami oddechu oraz mocą magicznych ziół. Przywódca komunistycznych Chin w dojrzałym wieku studiował te dawne mądrości i - ku zgorszeniu wielu towarzyszy - stosował w praktyce. Jego sypialnia zawsze była równie pełna jak jego stół. Może nawet pełniejsza, bo w czasach wielkiego głodu po „wielkim skoku” wódz solidaryzował się z narodem i odżywiał skromnie, natomiast nigdy nie oszczędzał ładnych kobiet. Te zresztą były zaszczycone kontaktami z wielkim Mao i chwaliły się publicznie nawet... chorobami wenerycznymi, które zawdzięczały przewodniczącemu.

Oficjalnie w komunistycznych Chinach obowiązywała asceza. Prześladowani mistrzowie tao po roku 1950 uciekli na Tajwan, do Hongkongu, Japonii i USA. W Stanach Zjednoczonych ich teorie zrobiły oszołamiającą karierę w epoce „rewolucji seksualnej”, potem święciły sukcesy w starej Europie. Dziś studiują je polscy smakosze miłości. W ChRL taoiści zeszli do podziemia, jednak czerwoni prominenci ochoczo sięgali po zdobycze starej chińskiej kultury. Towarzysz Mao całe godziny spędzał w specjalnym, ogromnym drewnianym łożu z pielęgniarkami i artystkami. Z lubością czytał zakazane dla proletariatu książki porno, jak choćby „Kwiaty śliwy w złotym wazonie”, napisane w XVI wieku, a wydane specjalnie dla wąskiego grona czerwonych prominentów w roku 1957. Była to ulubiona powieść Mao. Kolejne wydanie w bardzo małym nakładzie ukazało się już po śmierci przewodniczącego w roku 1980.

W Chinach nikt nie odważył się otwarcie krytykować frywolnego trybu życia Mao Zedonga. Jego czwarta żona, słynna Jiang Qing, musiała cierpieć w milczeniu, a nawet niekiedy schlebiać kolejnym faworytom męża. Mao nie był wzorem moralności komunistycznej. Moskwa krytykowała go w latach sześćdziesiątych za „schińszczenie marksizmu”. Czerwony cesarz pozostał też Chińczykiem w sypialni. Tam także miało kwitnąć sto kwiatów.

***

Matka Mao Zedonga - Wen Quimei - była prostą, niepiśmienną chłopką, pracowitą kobietą o złotym sercu. Tęga, spokojna, troskliwa dla swoich dzieci. Prała, gotowała, szyła, pracowała w polu. Pobożna buddystka przychodziła często do wiejskiej pagody w Shaoshan. Kiedy pierworodny syn Mao był chory, paliła kadzidła i karmiła syna popiołami, przekonana o ich własnościach leczniczych. Ku niezadowoleniu surowego męża - Mao Shunsenga - rozdawała często żywność biednym.

Mao Zedong uwielbiał swoją matkę. Po jej śmierci w roku 1919 napisał esej w hołdzie dla tej kobiety - symbolu dobra i miłości.

Ojciec dyktatora Chin - Mao Shunseng - syn biednego chłopa, dorobił się niewielkiej sumy pieniędzy podczas służby w wojsku. Po powrocie do rodzinnej wioski kupował ziemię i dzięki ciężkiej pracy całej rodziny stał się człowiekiem dość zamożnym. Handlował zbożem, stać go było nawet na parobka. Swoje dzieci, szczególnie pierworodnego syna, od najmłodszych lat pędził do pracy w polu.

- Mój ojciec był surowy - wspominał Mao Zedong po latach. - Zawsze nas bił. Kiedyś próbował mnie uderzyć, lecz uciekłem, a on ganiał mnie dookoła stawu, przeklinając jako wyrodnego syna. Powiedziałem mu wtedy, że niedobry ojciec zawsze będzie miał wyrodnego syna (Li Zhisui - „Mao”).

Bunt syna przeciw woli ojca w dawnych Chinach był czymś niesłychanym. Wielki niemiecki filozof Georg W. Hegel w „Wykładach z filozofii dziejów” tak opisywał wschodnie obyczaje:

„Synowi nie wolno odezwać się do ojca, gdy ten wchodzi do izby, lecz powinien usunąć się i skromnie stanąć pod drzwiami; nie wolno mu też bez zezwolenia ojca opuścić pokoju. Po śmierci ojca syn musi zachować żałobę przez trzy lata i wstrzymywać się przez ten czas od mięsa i wina. Zajęcia, którymi się trudnił, nie wyłączając nawet spraw państwowych, ulegają przerwaniu, gdyż musi się on trzymać z dala od nich. Sam cesarz obejmujący rządy nie spełnia w tym okresie żadnych czynności związanych z rządami. Podczas żałoby nie wolno w rodzinie zawierać związków małżeńskich”.

Stara religia konfucjańska narzucała obywatelom Chin surową dyscyplinę i posłuszeństwo wobec obyczajów. W państwie i w każdej rodzinie trzeba było starannie wypełniać obowiązki. Stare księgi precyzyjnie określały stosunek ojca do dzieci, dzieci do ojca, męża do żony, czy braci starszych i młodszych. Starsi bracia, choć w mniejszym stopniu, mieli również prawo do szacunku i posłuszeństwa młodszych.

Mężowie mogli mieć kilka żon, ale tylko jedna z nich była panią domu; dzieci pozostałych musiały ją czcić podobnie jak własną matkę. Dzieci należały do całej rodziny. Synowie byli na ogół rozpieszczani przez babki, dziadków, ciotki i wujków. Amerykańska pisarka Pearl Buck, która dzieciństwo i młodość spędziła w Chinach, pisała w swoich wspomnieniach:

„W mym chińskim świecie nietrudno było znaleźć rodzinę, która mieszkała w jednym miejscu przez tysiąc lat. (...) Każde pokolenie mieszkało osobno, w parterowych pokojach, ale z innymi łączyły je korytarze. Chińczycy zdawali sobie bowiem sprawę z potrzeby, by każda jednostka ludzka mogła być sama, a jednak w ścisłym związku z innymi, szczególnie z rodziną. Dzięki temu dzieci żyły sobie w bezpiecznej swobodzie, otoczone kilkoma pokoleniami kochających je dorosłych, ci dorośli zaś dzielili między siebie ciężar odpowiedzialności za całą rodzinę. (...) Niepotrzebne były sierocińce, bo nie było sierot, wszystkie dzieci należały do całej rodziny. Starszych zaś kochano i szanowano”.

Bunt syna wobec woli ojca był w dawnych, feudalnych Chinach czymś niesłychanym. W XIX wieku, ostatnim stuleciu dynastii Qing, dawne konfucjańskie przykazania (nakazujące także władcom ojcowską troskę o naród), zostały złamane. Panował chaos polityczny, korupcja i demoralizacja. Władcy Chin porozumiewali się z Francuzami i Brytyjczykami. Anglicy przywozili do kraju tony opium, a w zamian wywozili cenne srebro. Szacuje się, że w roku 1900 paliło opium 40 milionów Chińczyków, w tym 15 milionów nałogowo. Dawne surowe obyczaje zostały zapomniane. Mały Mao Zedong nie miał szacunku dla doktryny „miłości synowskiej i posłuszeństwa” Konfucjusza. Jednak jako pięcioletni chłopak nie miał zbyt wielu szans na demonstrowanie swych uczuć. Zgodnie z wolą ojca pracował w polu, nosił gnój i odganiał ptactwo od zbiorów. Ojciec pozwolił mu uczęszczać do szkoły podstawowej, aby syn nauczył się pisać, czytać i liczyć. Taka wiedza mogła się okazać pożyteczna. Syn jednak robił w ukryciu mało praktyczne rzeczy - czytał książki przygodowe dla młodzieży, takie jak „Opowieści znad brzegów rzek”, czy „Wędrówka na zachód”. Nie miał natomiast zapału do recytowania z pamięci dzieł Konfucjusza. Pewnego dnia nie nauczył się fragmentów „Czteroksięgu” i za to został ukarany w szkole, a w domu brutalnie pobity przez ojca.

W połowie roku 1903 dziewięcioletni Mao uciekł z domu i przez kilka dni włóczył się po okolicy. Odnaleziono go, odstawiono do domu. Ojciec - o dziwo - był dla pierworodnego dość łaskawy. Nie ukarał syna, pozwalał potem nawet otwarcie czytać książki; takie jak na przykład powieść historyczna „Wszyscy ludzie są braćmi”, której bohaterowie walczyli z okrutnymi panami ziemskimi.

Ojciec chciał, aby Mao zakończył swoją edukację w wieku dwunastu lat i wracał do pracy w polu. Syn jednak wolał książki. Dzięki poparciu matki uzyskał w końcu pozwolenie na naukę w odległej o 24 kilometry od rodzinnej wioski szkole w Dongshanie. We wrześniu 1907 roku chłopak pojawił się tam z tobołkiem zawieszonym na bambusowym kiju. Inni uczniowie z bogatych miejskich rodzin powitali go drwinami. Wyśmiewali się z szorstkich dłoni i wiejskiej gwary. Niektórzy chcieli, aby wstąpił do nich na służbę. Urażony młodzieniec odmówił. W końcu znalazł przyjaciela, Emi Xsiao, syna bogatego rolnika. Zamieszkał z nim we wspólnym pokoju, rozmawiał o literaturze i polityce. Dyrektor szkoły, chiński patriota, zwrócił uwagę chłopców na sytuację kraju zmuszonego przez Brytyjczyków i Japończyków do uległości. Pod wpływem nauczyciela młodzieńcy stali się żarliwymi nacjonalistami. Marzyli o pomszczeniu klęski w wojnie z Japonią w roku 1895 i porażek z Anglikami w 1900 roku. „Zagraniczne diabły” rządziły w ich kraju dzięki nowoczesnej broni i sprawnej armii. Chiny musiały płacić ogromne odszkodowania obcym mocarstwom. Godziły się na kontrolę portów i linii kolejowych przez cudzoziemców.

Pogrążonym w chaosie krajem rządziła bez powodzenia cesarzowa-wdowa Ci Xi, a po jej śmierci w roku 1908 książę regent Chun, opiekun trzyletniego Puyi (znanego potem ze słynnego filmu Bertolucciego „Ostatni cesarz”).

Ojciec Mao Zedonga uważał, że nastoletni syn jest aż zanadto wykształcony. Chciał go przywiązać do ziemi, zmusić do prowadzenia kupieckiego interesu. Zgodnie z chińskim obyczajem bez wiedzy chłopca zaaranżował jego małżeństwo ze starszą, niepiśmienną chłopką. Pan młody miał lat czternaście, jego oblubienica lat dwadzieścia. Zobaczył ją po raz pierwszy na ceremonii ślubnej i nie był zachwycony. Nie zamierzał konsumować małżeństwa, nie chciał tyrać na roli i handlować ryżem. Wolał dalej uczyć się w szkole, czytać zakazane ulotki i pisma skierowane przeciw cesarskiej władzy. Żona nie nacieszyła się jego towarzystwem. Zawzięty małżonek stał się wielkim przeciwnikiem aranżowanych związków. Wiedział, że często unieszczęśliwiają obie strony.

Niefortunna małżonka zamieszkała w domu teścia, pracowała na roli, pomagała teściowej. Zmarła prawdopodobnie w roku 1910 (informacje na temat jej losów są sprzeczne).

Kilka lat po przykrych doświadczeniach uciekający pan młody - wtedy już wykształcony młodzieniec, absolwent szkoły w Changsha - napisał serię artykułów prasowych o prawach kobiet i mężczyzn do uczucia. Wzruszyła go szczególnie historia nieszczęsnej panny Chao wydanej przymusowo za mąż za niekochanego mężczyznę. Podcięła sobie gardło w lektyce, kiedy niesiono ją do pana młodego. Artykuły Mao poruszyły postępową opinię publiczną. Młody autor zyskał opinię obrońcy praw kobiet. One same nie potrafiły się bronić. Na ogół nie umiały czytać i pisać. Niewiele było wykształconych studentek. Zresztą... Konserwatywne chińskie kobiety chwaliły sobie stare obyczaje. Wychowana w Chinach Pearl Buck pisała:

„Młody Chińczyk lub Chinka byliby zdumieni i zażenowani, gdyby im samym kazano szukać sobie partnera. Małżeństwo było sprawą całej rodziny. Rodzice głęboko zastanawiali się nad usposobieniem własnego dziecka, by znaleźć kogoś, z kim najlepiej uzupełniałoby się przez resztę życia. Ten ktoś musiał również pasować do całej rodziny, jako że starym chińskim zwyczajem żyło wspólnie kilka pokoleń - wprowadzenie w ten krąg osoby różniącej się urodzeniem i wychowaniem mogłoby przynieść tylko nieszczęście. Zwykle taki sposób kojarzenia małżeństw zdawał egzamin, były one przeważnie szczęśliwe, na pewno szczęśliwsze niż małżeństwa zachodnie. Nic dziwnego, związek małżeński był dla Chińczyków w gruncie rzeczy kwestią praktyczną. Miłość zwykle przychodziła po ślubie, czasem bywała romantyczna, namiętna, ale nie była warunkiem koniecznym. Małżeństwa takie miały zapewne większą szansę przetrwania” (Pearl Buck - „Moje różne światy”).

Mao - buntownik miał zupełnie inne zdanie. Znał przykłady fatalnych, niedobranych małżeństw. Podzielał poglądy nielicznych „wyzwolonych” kobiet, reprezentujących nowe pokolenie chińskie. One potępiały okrutny zwyczaj bandażowania stóp dziewcząt, aby były „małe i zgrabne”. Krytykowały tradycyjną przewagę mężczyzn w społeczeństwie chińskim. Wspierający je duchowo Mao Zedong w jednym z artykułów prasowych napisał, że mężczyźni w jego kraju są zniewoleni tylko przez trzy siły: władzę polityczną, rygory obowiązujące w rodzinie i nakazy religijne - „kobieta zaś obok tego wszystkiego podlega ponadto czwartej władzy: mężczyzny (władzy męża).

Te cztery rodzaje władzy (pisał Mao) odzwierciedlają ustrój i ideologię feudalno-patriarchalną i są najstraszniejszymi więzami krępującymi lud chiński, w szczególności chłopstwo”.

„Co się tyczy władzy męża, to w rodzinach biedoty zawsze była ona słabsza; ze względu na położenie ekonomiczne biedoty kobiety w takich rodzinach zmuszone były brać w pracy większy udział niż kobiety klas majętnych i dlatego częściej mają one w swoich rodzinach prawo głosu - i to nawet głosu decydującego”.

Kiedy Mao Zedong stanął na czele ruchu rewolucyjnego dbał o powstawanie organizacji kobiecych w miastach i na wsi. „Nadeszła chwila, w których możecie podnieść głowę i wyrwać się spod władzy mężczyzn!” - powtarzał często przewodniczący Mao w chwilach bojowego uniesienia.




  1. 3. Wyjście z ziemi niewoli

Wojna domowa i walki z Japończykami w Chinach zmieniły zupełnie sytuację kobiet w kraju. Brały one udział w działaniach partyzanckich, poznawały nowe, rewolucyjne poglądy na świat, propagowane przez komunistów. Pisarze chińscy pod patronatem Mao Zedonga opracowali zbiór artykułów prasowych, opublikowanych potem w książce „Kobieta w nowych Chinach”. Przedstawili los kobiet w czasach feudalnych i w „Chinach kuomintangowskich”, pod rządami Czang Kajszeka. Czytamy tam:

„Dziewczynka była ciężarem dla rodziny dźwigającej już i tak brzemię ponad siły, bez żadnej nadziei poprawy losu. Było to główną przyczyną zabijania niemowląt płci żeńskiej, które ciągle zdarzały się w Chinach kuomintangowskich.

Wskutek nędzy rodzice musieli sprzedawać obszarnikom swoje córki, a czasem nawet i synów. Nieraz w roku nieurodzaju, kiedy nie było z czego opłacić czynszu dzierżawnego, obszarnik żądał w zamian za długi nieletniej córki dzierżawcy.

W rodzinach obszarników często spotykało się młode niewolnice, w wieku od 6 do 15 lat. Dziewczęta te nie miały żadnych praw. Były bite i wyzyskiwane. (...) Młode niewolnice często sprzedawano jako nałożnice lub do domów publicznych. Zwykle dotychczasowy ich właściciel dobrze na tym zarabiał.

Zwyczaj feudalny żądał, by córka wychodząca za mąż otrzymywała wielki posag. Oznaczało to zadłużenie całej rodziny na długie lata. W powszechnym zwyczaju były zaręczyny dzieci. Dziewczęta w wieku od 6 - 12 lat oddawano jako narzeczone do bogatych rodzin, gdzie stawały się prawdziwymi niewolnicami. Najszczęśliwsze wśród kobiet były wychodzące za mąż w sposób ‚normalny’, to jest zawierające małżeństwo z mężczyznami, których przeważnie nigdy przedtem nie widziały. Mąż stawał się panem kobiety, która wchodziła do jego rodziny i była obowiązana pracować i rodzić mu synów.

Pomiędzy zamożniejszymi było rozpowszechnione wielożeństwo. Często kupowano kobiety uboższe dla rozrywki lub po to, aby rodziły synów, jeśli ślubna żona była bezdzietna lub rodziła tylko córki.

Powtórne małżeństwo wdowy uznawane było za największe przestępstwo. Było rzeczą niesłychaną, aby kobieta zażądała rozwodu, a jeśli zażądał go mężczyzna, stanowiło to dla kobiety największą hańbę, której nic nie mogło zmazać”.

Propagandziści Mao Zedonga przedstawili trochę przyczerniony obraz obyczajów w dawnych Chinach, bo w praktyce niewola kobiet była czasami dość... słodką niewolą. Znakomicie przedstawia dawne zwyczaje polski dyplomata, wicekonsul RP w Haarbinie w latach 1920 - 1928 Konstanty Symonolewicz. W zbiorze reportaży „Moi Chińczycy” pisze:

„Młodzieniec chiński żenił się po raz pierwszy na rozkaz z wyboru ojca w wieku niemal chłopięcym. Kiedy więc dochodził do lat dojrzałych, a zwłaszcza jeżeli robił karierę i zaczynał obracać się w wyższych sferach, żona - zazwyczaj już matka kilkorga dzieci - nie odpowiadała jego wymaganiom. Bez dłuższych więc ceregieli ‚przenosił ją w stan spoczynku’, darząc odpowiednią rentą i wysyłając do miejsca urodzenia. Sam zaś poślubiał inną - młodszą, bardziej odpowiadającą jego gustom i zajmowanemu stanowisku. Wielu jednak dygnitarzy i bogatych kupców nie poprzestawało na tym i pozostawiając żonie tytuł i reprezentację posługiwało się haremem, złożonym z żon ‚kontraktowych’. Były to młode kobiety, często młodsze od dzieci z pierwszych małżeństw, przeznaczone ‚do użytku wewnętrznego’. Nie ukazywały się one podczas przyjęć, nigdzie nie bywały z mężem i obowiązkiem ich było ‚umajać jesień jego życia’, zwykle niezmiernie płodną. Były jednak wyjątki. Tak na przykład jeden z dostojników mandżurskich, podejmując nas [polskich dyplomatów] śniadaniem we własnym domu, przedstawił nam aż trzy żony. Jedną z nich - reprezentacyjną - znaliśmy już dawniej; była to kobieta już niemłoda. Druga - młodsza - specjalnie zajmowała się gospodarstwem domowym, a trzecia - najmłodsza - hołdowała wyłącznie Afrodycie i była tą, która ocierała pot z czoła strudzonego męża, kiedy po pracy wracał do domu. Oczywiście była najładniejsza z wszystkich trzech”.

Ta trzecia, aktualna faworyta, miała swoje kaprysy! Przyszła do gości nadąsana, milczała w towarzystwie, ale widać było, że łaskawy pan i władca był z niej dumny.

To był prawdziwie dobry mąż i rozkoszna niewola u jego boku! W biedniejszych rodzinach - jak czytamy w raporcie ekspertów Mao - „kobiety nie miały prawa własności, ani nie mogły poszukiwać pracy; analfabetyzm i ciemnota były uważane za cnoty. Brak wiadomości o higienie był przerażający. Jedynej pomocy ‚lekarskiej’ udzielali znachorzy, zawołani ‚rzeźnicy’ kobiet, oraz babki położne, pod których brudnymi rękami infekcje szalały wśród noworodków i ich nieszczęsnych matek”.

Zdarzały się przypadki zabijania niemowląt, szczególnie małych dziewczynek. Pearl Buck, Amerykanka wychowana w Chinach, pisała w swoich wspomnieniach:

„Wiejska kobieta potrafiła udusić własną ledwie urodzoną dziewczynkę na rozpaczliwą myśl o jeszcze jednej gębie do wykarmienia. Czyniła to z płaczem, płakała zaś nie tylko nad tym, co robi, ale również nad tym, że zrobić to musi. ‚Lepiej dziecko zabić, niżby potem miało głodować razem z nami’ - myślała.

Kiedyś z kilkoma przyjaciółkami, z których wcale nie wszystkie należały do wiejskiej biedoty, zaczęłyśmy rozmawiać na ten temat. Było ich jedenaście i wszystkie, poza dwiema, przyznały, że u nich w domu zabito co najmniej jedno niemowlę-dziewczynkę. Jeszcze wtedy, opowiadając o tym, płakały. Większość stwierdziła, że nie zrobiły tego same, że nie potrafiłyby tego zrobić, polecenie wydał mąż lub teściowa, gdyż w rodzinie i tak było za dużo dziewcząt. Tłumaczono to sobie w ten sposób, że dziewczyna, gdy dorośnie, staje się członkiem innej rodziny, a bieda nie pozwalała wychowywać zbytniej ilości dzieci, które nie tylko nic potem rodzinie nie przynosiły, ale jeszcze umniejszały jej majątek przy wydawaniu za mąż. Te dziewczynki, które oszczędzono, szczerze kochano. Zabić można było albo tuż po urodzeniu, albo w ogóle. Wystarczyłoby kilka godzin, choćby jedno spojrzenie na buzię noworodka, by najtwardsza kobieta nie była w stanie pozbyć się dziecka. Polecenie wydawano więc jeszcze przed porodem, by akuszerka, gdy tylko zobaczy, że dziecko jest dziewczynką, mogła przyłożyć kciuk do maleńkiego gardła” (Pearl Buck - „Moje różne światy”).

Mao Zedong był zwolennikiem równouprawnienia kobiet. W swojej republice skał i grot w okolicach miasta Yan’an wcielał w życie idee wolności, równości braterstwa. Kobiety i mężczyźni pracowali wspólnie na działkach (Mao zawiesił wtedy program reformy rolnej), produkowali żywność, ubiory, buty i broń dla wojska, wspólnie walczyli z Japończykami i wojskami Czang Kajszeka.

Amerykański reporter Harrison Forman dotarł do Yan’anu w roku 1944 i odwiedził między innymi wzorowe gospodarstwo chłopskie 60-letniego U Ma-ju. Gospodarz opowiadał z dumą:

- Sam Mao Zedong parę razy przychodził do mnie i zapraszał do siebie na obiad. Rękę mi uścisnął - dodał pokazując chropowatą dłoń.

W „dawnych Chinach” musiał sprzedać trzyletnią córkę za 6 funtów kukurydzy, aby nakarmić pozostałych członków rodziny. Żona i tak umarła z głodu. Natomiast w republice Mao chłop dostał na własność „całe wzgórze” i niewielki ugór zamienił po ośmiu latach w żyzną działkę. Miał 40 owiec i kóz, 4 bawoły, jednego konia, mnóstwo kur i cztery ule. Oszczędności gromadził w kasie chłopskiej spółdzielni. Jego dzieci chodziły w trzewikach! - to był symbol prawdziwego bogactwa. Dziewczynki miały srebrne bransoletki i kolczyki. Rodzina mieszkała w skalnych grotach. Na honorowym miejscu w największej jaskini wisiały trzy dyplomy od Mao Zedonga, dowód uznania za wzorową pracę.

Kobiety i mężczyźni w Yan’anie uczęszczali na wykłady przewodniczącego Mao i czołowych naukowców chińskich do Czerwonej Akademii, przemianowanej potem na Uniwersytet Antyjapoński. Amerykański reporter był świadkiem występu chóru studenckiego, który całkiem dobrze wykonywał hymny Związku Radzieckiego i Chin. Mniej udane były próby śpiewania włoskich arii Pucciniego i zachodnich pieśni. Bardzo popularne były przedstawienia teatralne, pokazujące na przykład okrucieństwa Japończyków czy fatalne skutki leczenia się u znachorów. Furorę robiła wśród analfabetów „żywa gazeta”, podająca zgromadzonym wiadomości dnia, na wzór wiadomości radiowych, z dodatkiem muzyki.

Kobiety ubierały się wyłącznie w szerokie spodnie, bo spódnice były niepraktyczne w warunkach frontowych. Modne były bluzy z paskiem, podobne do piżam. W sobotnie wieczory organizowano powszechnie wieczorki taneczne - na wzór uwielbiającego taką rozrywkę przewodniczącego. Przygrywała orkiestra złożona z przedziwnej mieszanki ludowych chińskich i zachodnich instrumentów. Grano sentymentalne chińskie ballady, francuskie menuety, wiedeńskie walce w rodzaju „Nad pięknym, modrym Dunajem”. Można było nawet usłyszeć dźwięki muzyki country. Jak pisze amerykański reporter - chińscy komuniści -

„Tańczyli fokstrota, walca, one-stepa, nie zwracając uwagi na to, co grała orkiestra. Wszyscy od pierwszej chwili bawili się wspaniale.

Na jednym z wieczorów można było spotkać czczonego przez wszystkich wodza 90 milionów ludzi będących pod opieką komunistów - Mao Zedonga, który mile spędzał czas, tańcząc w szybkim tempie ‚one-stepa’ z młodziutką studentką, podczas gdy kierowca ciężarówki tańczył walca z sympatyczną, okrągła panią Zhu De. A otyły Zhu De, głównodowodzący przeszło półmilionową armią niszczycieli Japończyków, podobny do tkliwego, po ojcowsku starego cowboya, czuł się znakomicie, tańcząc wesoło z młodą istotą dwa razy od niego niższą i trzy razy młodszą. Zaprawieni w bojach generałowie z Lin Biao na czele lekko sunęli po sali na równi z młodzieńcami z kolegium”.

Mao był w tym czasie uwielbiany przez miliony Chińczyków. Dzieci śpiewały pieśni „Mao świeci jaśniej niż słońce” i „Słońce właśnie wstaje na Wschodzie”. Prowadził w swojej grocie proste życie, jadał takie same potrawy jak inny, ubierał się skromnie, a jednak był już przedmiotem kultu. Kiedy pojawiał się na ulicach miast i wsi w swoim samochodzie, natychmiast otaczał go rozentuzjazmowany tłum.

Podczas wojny mężczyźni walczyli w Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, a kobiety uprawiały rolę, hodowały bydło i jedwabniki, przędły, tkały maty. Szyły mundury dla wojska, robiły buty, opiekowały się rannymi. Ochraniały z bronią w ręku zbiory. Niekiedy przyłączały się do oddziałów partyzantów Mao Zedonga. Czang En dowodziła oddziałem kobiet, które mocno dały się we znaki zarówno Japończykom, jak i ludziom Czang Kajszeka. Za głowę bohaterskiej Li Lan-jing, Kuomintang wyznaczył dużą nagrodę. 18-letnia Czen Kuei-siang, komendantka oddziału milicji kobiecej, własnoręcznie zabiła 17 wrogów.

Udział w walkach partyzanckich i polityka komunistów wobec kobiet przyczyniły się do prawdziwej rewolucji obyczajowej w Chinach. W latach czterdziestych XX wieku dawne niewolnice można było spotkać nawet w marynarce wojennej!

Podczas reformy rolnej w roku 1947 ziemie „obszarników” dzielono równo między chińskich „proletariuszy”, niezależnie od płci i wieku. Mao Zedong troszczył się o 20-milionowy Związek Kobiet. Po roku 1949 - już w Chińskiej Republice Ludowej, jak stwierdził słusznie przewodniczący, „prawna podstawa niewolnictwa kobiet została zniszczona”. VI Ogólnochiński Kongres Pracy ustalił, że płace kobiet zrównuje się z płacą mężczyzn. Ograniczono zatrudnienie poza normalnymi godzinami pracy (8 godzin dziennie). Zapewniono 45-dniowy płatny urlop dla kobiet w ciąży. Pracowite Chinki mogły zyskiwać zaszczytne tytuły „bohaterek pracy”. 1 maja 1950 roku weszła w życie nowa ustawa małżeńska.

Wielożeństwo, konkubinat, prostytucja, sprzedaż kobiet, zawieranie małżeństw w imieniu dzieci zostały zakazane. Wdowy uzyskały pozwolenie na powtórne zawieranie małżeństw. Pojawiły się nowe, liberalne przepisy rozwodowe.

Znormalizowane zostały nawet obyczaje ślubne. Potrzeba było teraz dwóch świadków, żeby zarejestrować małżeństwo we władzach lokalnych. Każdy z małżonków dostawał stosowne zaświadczenie. Przepisy określały: „narzeczona udaje się na uroczystość ślubną w udekorowanym wozie, podczas gdy przyjaciele jej odprowadzają ją, tańcząc ‚Yangko” (popularny taniec ludowy).

Małżonkowie mieli zagwarantowane równe prawa majątkowe.

Komunistyczne gazety zamieszczały radosne informacje:

„Na miejsce dawnego przysłowia: ‚Kobieta poślubiona jest jak kupiony koń. Możesz na nim jeździć lub bić go jak zapragniesz’ - mamy nowe przysłowia:

‚Każdy poślubia tego, kto drogi jest jego sercu’ i ‚Naszą zdobyczą jest związek małżeński nie mający nic wspólnego z pieniędzmi’”.

Propaganda kreowała wizerunki „komunistycznych świętych” - zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Wszystkie Chinki znały dokonania Tsai Czang, od 1946 roku przewodniczącej Chińskiego Związku Kobiet, delegatki na Międzynarodowy Kongres Kobiet w Budapeszcie. Urodziła się w roku 1900. Zdobyła wykształcenie, ukończyła gimnazjum, została nauczycielką w szkole podstawowej. W roku 1918 wstąpiła do zorganizowanego przez Mao Zedonga Towarzystwa Ludowego. Wyjechała do Francji, po powrocie wstąpiła do KPCh. W roku 1925 ukończyła studia w Moskwie, po powrocie stanęła na czele ruchu kobiecego w Szanghaju. Brała udział w słynnym Wielkim Marszu.

Inną legendą chińskiej rewolucji stała się Deng Yingchao, żona Zhou Enlaia, również uczestniczka Wielkiego Marszu, zajmująca się problemami oświaty zdrowotnej i walką ze znachorami.

W wyzwolonych Chinach Mao ogłosił wielki program walki z analfabetyzmem. W większości szkół wprowadzono system koedukacji. Dziewczęta stanowiły 40 proc. uczniów szkół podstawowych i 28 proc. uczniów szkół średnich. Zakazana została praca dzieci w fabrykach. Zakazany został handel dziećmi. Rozwijano sieć żłobków i przedszkoli, wychowujących obywateli komunistycznych Chin.

Nowe obyczaje dość szybko przyjmowały się w miastach. Trudniej było wyplenić tradycyjne nawyki na prowincji, w odległych zakątkach kraju. Mimo wszystko druga połowa lat czterdziestych XX wieku przyniosła prawdziwą rewolucje obyczajową w największym kraju Dalekiego Wschodu. Mao Zedong powtarzał z dumą: „wiatr wschodni góruje nad wiatrem zachodnim”.