Bieszczady z historią i legendą w tle - Mariusz Głuszko

Bieszczady z historią i legendą w tle

0,0

Bardzo fachowo, a zarazem interesująco i przystępnie napisane dzieje Bieszczadów.

Dodaj komentarz


Kocham góry. Wielokrotnie je przemierzyłem (szczególnie Karkonosze). Bieszczady też są mi bliskie, ale mówiąc że ta książka jest dla fanów gór to jak dla mnie lekka obraza. Nie można być fanem gór. Góry się kocha albo nienawidzi. Termin 'fan' kojarzy mi się tylko z jakąś twórczością. Góry nic nie tworzą, góry po prostu są. Sama książka nie jest przewodnikiem. I bardzo dobrze. To historia tego terenu z ostatnich lat uzupełniona ludowymi przypowieściami. Świetna pozycja.


Fantastyczna książka dla wszystkich fanów Bieszczad. Dzięki niej wycieczki w góry mogą stać się jeszcze bardziej emocjonujące i udane. Dodatkowo ciekawym elementem książki są opowieści związane z Bieszczadami w ten sposób przyswojona wiedza jest zawsze przyjemniejsza, przynajmniej mnie się tak zdaje. W sumie nie jest to do końca przewodnik, ale jednak dla osób lubiących książki o podróżach też się nadaje, bo naprawdę jest to dość fajna pozycja, dobrze się ją czyta.


Z tą książką nie można zrobić nic więcej jak tylko przeczytać i natychmiast udać do Bieszczad. Potem pozostaje nam tylko samodzielne poznawanie tego rejonu.


Książka dla miłośników Bieszczad poszukujących historii, pragnących zrozumieć jakie wydarzenia miały wpływ na obecne oblicze tych terenów. Z pewnością nie jest przewodnikiem.


To nie jest przewodnik. To jest opowieść o Bieszczadach. Co się działo na tym terenie na przestrzeni lat ze szczególnym uwzględnieniem historii najnowszej. Książkę uzupełniają opowieści ludowe.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

MARIUSZ GŁUSZKO

BIESZCZADY

Z HISTORIĄ I LEGENDĄ W TLE

Armoryka

Sandomierz 2008

Redaktor: JOANNA SARWA 

Projekt okładki, skład i łamanie: ANDRZEJ SARWA

Autorem i właścicielem zdjęć na okładce oraz w tekście książki jest MARIUSZ GŁUSZKO

Copyright © 2008 by Mariusz Głuszko

ISBN 978-83-60276-96-9

Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16, 27-600 Sandomierz, tel (0-15) 833 21 41 e-mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl http://www.armoryka.strefa.pl/

Druk: Drukarnia Diecezjalna w Sandomierzu ul. Żeromskiego 4, 27-600 Sandomierz

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.
virtualo.eu

logo

Dedykacja

Córce Zuzannie oraz

Bartkowi i Ewelinie

Bieszczadzkie dygresje

Mój kolega Mariusz Głuszko z Myczkowiec… W latach osiemdziesiątych startowaliśmy razem w pierwszej klasie, „naszej klasie” chociaż wtedy nikt o tym portalu nie słyszał, Internetu wszak nie było. Był za to internat. Nasza klasa mieściła się wtedy w Liceum Ogólnokształcącym w Lesku imienia Karola Świerczewskiego. W czasach ancient regime, wszystko w Bieszczadach było imienia Świerczewskiego, wszyscy też znaliśmy tę potworną piosenkę jak to „ziemia spadła na ciało i zapachniało jak wiosenny sad”. Jeśli dodać do tego banknot 50 złotowy i znaczki pocztowe – na których dorysowywało się bohaterowi wojny domowej w Hiszpanii, długie włosy – to można powiedzieć, że strach było otwierać lodówkę aby z niej nie wyskoczył Karol Świerczewski. Takiego patrona zafundowała Bieszczadom tak zwana komuna. Każdy kto przejeżdżał przez miejscowość Jabłonki, mógł zobaczyć pomnik Waltera, zresztą stoi ten postument tam do dziś, tak jak w Baligrodzie stoi czołg. Ten czołg to jeszcze inna historia, przed naszym spotkaniem. Jeździłem z Ojcem do Leska, jak to większość wtedy blue Jelczem, na zakupy i ten czołg był obiektem, wtedy kilkuletniego chłopca, westchnień. Jak bardzo on mi się podobał, podobał się pewnie wszystkim chłopcom w moim wieku, wszak wychowaliśmy się na „Czterech pancernych”. Czołg zresztą może podobać się chłopcom nawet teraz, na przykład mojemu czteroletniemu synkowi. Gorzej gdy podoba się chłopcom kilkudziesięcioletnim, wtedy bywają smutne konsekwencje takiego zauroczenia. Że pomnik stoi niewzruszony, że czołg spoczywa na cokole, wiedzą wszyscy, którzy przejeżdżają przez Baligród i Jabłonki na przykład do Wetliny. Słyszałem, że w czasach PRL mieszkańcy Baligrodu, którzy rano szli do pracy, kierowali lufę tego pojazdu wprost na budynek MO. Włodarze Baligrodu nie mogąc pozwolić sobie na tak jawną prowokację, zespawali wieżyczkę.

Wróćmy jednak do Leska A.D.1985. On z Myczkowiec ja z Wetliny, razem z Bieszczadów. On znad wody a ja z gór. Miejscowości znane nie tylko w Bieszczadach. O Myczkowcach piosenki nie było, była o Solinie o zielonych wzgórzach a to blisko. Była natomiast piosenka o Wetlinie, piosenka Trubadurów „…Wieje wiatr od połonin od gór, od Wetliny, pisze list do dziewczyny.”

Wracając do internatu, do Leska, punktu zbornego, miejsca gdzie krzyżowały się nasze drogi. Przyszło nam uczyć się wspólnie w klasie B, razem też, przez kilka lat zamieszkiwać wspólny pokój w leskim internacie. Grube, ponure mury, opiekunowie bardzo specyficzni, małe psikusy nasze i naszych kolegów. Rygor i pierwsze problemy – „Uczciwy człowiek ma zawsze problemy” – jak twierdził jeden z bohaterów Filmu „Henry Fool”. To zesłanie internatowe, do dziś mi się śni, ta chęć wyrwania się z tego miejsca, do Wetliny miałem aż 50 km.

A więc poznaliśmy się z Mariuszem, on zafascynowany wtedy najbardziej historią, pamiętam, że szczególnie czasami napoleońskimi. Zafascynowany pozostał muzą Klio, do dziś. Czego przykładem ta i poprzednie książki wydane przez Mariusza Głuszko. Razem uczęszczaliśmy do Liceum, on je skończył, ja zakończyłem na 3 klasie, poznając później inne licea, przenosząc się do innych miejsc. I tak jakoś się odnaleźliśmy po tylu latach i wcale nie dzięki „Naszej klasie”. Odnaleźliśmy się bo tak pewnie nie było nigdzie zapisane..

Mariusz Głuszko pozostał w Bieszczadach, pozostał mentalnie, uczuciowo, bo mieszka w Rzeszowie a to wbrew temu co niektórzy sądzą, nie są Bieszczady. Mariusz z zawodu historyk, zajmował się wieloma tematami, tak jak np. jedna z jego książek o konserwatystach krakowskich. Szuka, szpera, rozmawia z ludźmi, którzy pamiętają… Jest fascynatem, lecz fascynatem z głęboką wiedzą o poruszanym temacie, dbałością o faktograficzną rzetelność. To chyba jedyny obecnie autor, który pisze o historii Bieszczadów, historię tę znając i ustawicznie odkrywając, bo temat to pełen białych plam, niedopowiedzeń i przemilczeń. Temat eksploatowany nie zawsze na poważnie, nie zawsze z historyczną dbałością, choć tym stemplem właśnie historycznym opatrzonym. U tego autora znajdziemy odkrycia, znajdziemy dogłębną analizę, niekoniecznie skierowaną na tani poklask, ani blichtr. To po prostu solidne rzemiosło historyczne, poparte czuciem i wiarą.

Mój kolega Mariusz Głuszko, napisał książkę, po którą nie tylko warto sięgnąć ale którą trzeba koniecznie mieć na swojej półce.

Bartłomiej Kierzkowski

no image

Mariusz Głuszko, Bartłomiej Kierzkowski – spotkanie po latach A.D. 2008

Początki osadnictwa w Bieszczadach

Najstarsze ślady archeologiczne z obszaru dorzecza górnego Sanu sięgają epoki neolitu i brązu, a pochodzą z miejscowości: Lesko, Stefkowa, Załuż, Rajskie. Odkryto też kilka miejsc, gdzie istniały ślady osadnictwa grodowego m.in. w Myczkowcach (Grodzisko), Łukawicy, Hoczwi, i Horodku. Położenie wymienionych miejscowości świadczy o ogromnej roli doliny Sanu w osadnictwie czasów wczesnych. Wskazują na to również i najstarsze wiadomości pisane.

Pierwsze wzmianki o osadach tej części dorzecza Sanu dostarczają nam dwa akty rozgraniczenia dóbr. Pierwsze rozgraniczenie przeprowadził starosta sanocki Benedik w 1376 r. pomiędzy wsią Terpiczów (obecnie Srednia Wieś) należącą do braci Jacka, Jurka i Iwanka, a wsią Myczkowce, należącą do niejakiego Oleśka. Drugie rozgraniczenie jak podaje profesor Adam Fastnacht miało miejsce w 1400 r. Zostało ono dokonane przez starostę Klemensa pomiędzy wsiami Hoczew i Terpiczów należącymi do Jacka, sędziego sanockiego z jednej, a lasami królewskimi nad Osławą i w Bieszczadzie, czyli w przygranicznym paśmie Karpat, z drugiej strony. W obu opisanych przypadkach przebieg granic wskazywali ludzie starsi (viri antiqui) a więc osiedli w tych wsiach od dłuższego czasu. Rozgraniczenia dotyczyły nie tylko samych wsi lecz także terenów należących do nich, a sięgających daleko w góry. Wybitny badacz dziejów Ziemi Sanockiej, prof. A. Fastnacht zauważył, że dokumenty z lat 1376 i 1400 nie wspominają poza wymienionymi o innych wsiach, dalej w górach położonych, co świadczy, że najprawdopodobniej jeszcze ich nie było.

Kolejne wiadomości o osadach na tym terenie pochodzą z pierwszej połowy XV w. W tym okresie na tym terenie posiadał już swe włości ród Kmitów, który od 1389 r. posiadał znaczne obszary w okolicy Dubiecka i Bachórza. A. Fastnacht wyraził przypuszczenie (choć brak na to dowodów źródłowych), że Kmitowie uzyskali dobra nad górnym Sanem jeszcze z końcem XIV lub na początku XV w. Może o tym świadczyć zapiska sądowa z 1424 r., według której Jan Doliński oświadczył przed sądem sanockim, że nieżyjący już wówczas jego ojciec sprzedał wieś Postołów za 300 grzywien Piotrowi Kmicie, kasztelanowi lubelskiemu. Wiadomo, że wspomniany Piotr Kmita nie żył już w 1409 r., a więc transakcja ta musiała nastąpić wcześniej. Wydaje się wielce prawdopodobne, że Kmitowie wcześniej na drodze nadania królewskiego otrzymali w tej okolicy pewne tereny, a kupno Postołowia miało na celu powiększenie posiadanych terenów.(W 1436 r. Mikołaj Kmita został oskarżony przez swą bratanicę o przywłaszczenie przywilejów na te dobra).

Głównym ośrodkiem dóbr Kmitów w ciągu XV wieku był zamek Sobień, położony nad Sanem między Załużem a Manastercem. Pierwsza pewna wiadomość o zamku Sobień pochodzi z 1415 r., którego właścicielem był wtedy podczaszy sandomierski Piotr Kmita z przydomkiem Lunak.

Liczniejsze wiadomości o poszczególnych wsiach przynoszą akta sądowe z pierwszej połowy XV w, co świadczy, że osadnictwo w dobrach Kmitów nabierało tempa. Pojedyncze informacje dotyczą wsi Rajskie – 1425 r.; Zasław – 1432 r. czy Załuż – 1433 r. Zapiska z 1436 r. wymienia jako należące do Kmitów następujące miejscowości: „Zaslawicze (Zasław), Zalusche, Monastirz (Manasterzec), Lukawicze, Leszco, Wrzele (Huzele), Uhercze, Olschanicze, Miczkowicze, Rayske, Cherebuth (Chrewt), Solina, Postolow et cum Wolya trzech kusznyerzow”. Dokument z 1441 r. obok powyższych miejscowości wymienia jeszcze Jankowce, Bóbrkę i Wolę obok Postołowa. W 1442 r. Wola obok Postołowa nosiła już nazwę Postołowska Wola. Jak ustalił A. Fastnach kolejne pojawiające się w dokumentach wsie to Żurawin – 1444 r.; Tworylne – 1456 r. i nie znana później wieś Tharnawye.

Doniosłą rolę w kolonizacji terenów bieszczadzkich odegrał także węgierski ród Balów, który od XV w. posiadał całe dorzecze Hoczewki i znaczną część dorzecza Solinki. Należały do nich: Hoczew i Średnia Wieś, zwana Terpiczowem (z 1427 r.), Zachoczewie (1435 r.), Mchawa i Berezka zwana Brzoską Wolą (1463 r.), Dziurdziów, Żernica Niżna, zwana Starą i Bereźnica Wyżna (1480 r.), Stężnica i Jabłonki (1498 r.). W ten sposób osadnictwo przed 1500 r. osiągnęło źródła Hoczewki. Nad Solinką Balowie posiadali: Wołkowyję i Terkę (1463 r.), Górzankę, zwaną Wołkowyją Małą (1480 r.) oraz Bukowiec i Zawóz, zwany Olchowcem (1498 r.). W I połowie XVI w. Powstawały kolejne wsie w dobrach Balów: Żernica Wyżna, zwana Nową (1511 r.), Żerdenka, Cisowiec, Kiełczawa, Roztoki Dolne, Huczwice, Rabe, Bystre, Kołonice oraz „Woronków”, zapewne przedmieście Baligrodu (1522 r.) – wszystkie w dorzeczu Hoczwi. Ok. 1522 r. posiadali nad Solinką: Rybne, Wolę Górzańską, Radziejową, Tyskową, Łopienkę, Buk, Dołżycę, Krywe, Cisnę i Zawój oraz świeżo założone – Kalnicę, Przysłup, Żubracze i Liszną, zwaną Ruszinow. W II połowie XVI w. Balowie lokowali kolejne miejscowości: Wolę Matiaszową, Polanki i Strubowiska (1567r), Bereźnicę Niżną i Myczków (1580 r.), Habkowce (1589 r.) oraz Łubne (1598 r.). Wreszcie na początku XVII w. Powstał Baligród (pierwotna nazwa Balówgród) ostatnia osada w dorzeczu Hoczwi. Miasteczko to założył Piotr II Bal, podkomorzy sanocki, któremu król Władysław IV nadał w 1634 r. prawo magdeburskie oraz przywileje na targi, jarmarki i składowanie wina.

Franciszek Siarczyński tak opisał działalność podkomorzego Piotra II Bala herbu Gozdawa, syna Matjasza III: „Mając swe włości w górach karpackich położone, wiele do oświecenia i uobyczajnienia góralów przyłożył się. On Beszkidy z opryszków oczyścił, on ku bezpieczeństwu mieszkańców od rozboju hultajów, miasto Baligród z zamkiem wystawił i tam żołnierzy utrzymywał, on po wsiach kościoły i szkółki pozakładał, kapłanów osadził”.