Bieguni - Olga Tokarczuk

Bieguni

5,0

Literacka Nagroda NIKE 2008

Bieguni to książka odważna, w której Olga Tokarczuk opowiada o sobie i o swoim widzeniu świata.

Rzadko zdarza się obcować z dziełem tej miary, jak Bieguni Olgi Tokarczuk. Tak złożonym i przejmującym. Opowiedzenie jego treści w kilku zdaniach byłoby nadużyciem i sprzeniewierzeniem niezwykłego pomysłu tej powieści. Dlatego – nie uchylając się od swojej roli – zachęcamy do osobistej lektury, gotowej na emocje i myśli, jakie towarzyszą największej literaturze.

„Ta książka stara się być lojalna wobec kakofonii i dysonansu naszego doświadczenia świata, wobec niemożliwości jego ujednolicenia, wobec jego chaosu, rozpadania się i ponownego tworzenia nowych konfiguracji.

Jestem w niej wierna peryferiom, obszarom niedopowiedzianym, zamazanym. Powtarzam w niej własne błędy i wydaje mi się to absolutnie konieczne”.

Olga Tokarczuk

„Bardzo mądre dzieło dojrzałej pisarki”.

Jerzy Jarzębski

Olga Tokarczuk (ur. 1962) - wybitna prozaiczka i eseistka, uhonorowana wieloma nagrodami, . Nagrodą Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Nagrodą Fundacji im. Kościelskich oraz trzema nominacjami do nagrody literackiej Nike. Trzykrotna laureatka nagrody czytelników Nike. Jej powieść Dom dzienny, dom nocny znalazła się na tzw. krótkiej liście nominowanych do Międzynarodowej Dublińskiej Nagrody Literackiej IMPAC.

Książka nominowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS

Dodaj komentarz


Bieguni to odłam rosyjskich prawosławnych staroobrzędowców. Autorka pisze zgodnie z ich wiarą. Zbiór ludzkich historii, przemyśleń narratorki i luźnych obrazów z pozoru bez ładu i składu. Niezwykły dziennik z podróży.


Napisana trudnym językiem, uznająca podróżowanie jako jedyną ucieczkę przed złem świata. Na jej stronach odkrywamy, że u podstaw każdej decyzji człowieka leży potrzeba nieustannego ruchu. Lektura wymagająca, ale dająca olbrzymią satysfakcję.

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
Prawiek i inne czasy
Spis treści
 
Karta redakcyjna
Jestem
Świat w głowie
Głowa w świecie
Syndrom
Gabinet osobliwości
Widzieć to wiedzieć
Siedem lat podróży
Wróżenie z Ciorana
Kunicki. Woda I
Benedictus, qui venit
Panoptikum
Kunicki. Woda II
Wszędzie i nigdzie
Lotniska
Podróż do własnych korzeni
Kosmetyki podróżne
La mano di Giovanni Battista
Oryginał i kopia
Pociąg tchórzy
Opuszczone mieszkanie
Księga niegodziwości
Przewodniki
Nowe Ateny
Wikipedia
Obywatele świata, do piór!
Psychologia podróżna. Lectio brevis I
Właściwy czas i miejsce
Instrukcja
Uczta popielcowa
Wyprawy na biegun
Psychologia wyspy
Czyszczenie mapy
Podążać za nocą
Podpaski
Relikwie. Peregrinatio ad loca sancta
Taniec brzucha
Południki
Unus mundus
Harem (opowieść Menchu)
Inna opowieść Menchu
Kleopatry
Bardzo długi kwadrans
Apulejusz osioł
Przedstawiciele mediów
Reformy Atatürka
Kalijuga
Zbiory modeli woskowych
Podróże doktora Blaua I
Pierwszy list Józefiny Soliman do Franciszka I, cesarza Austrii
U Maorysów
Podróże doktora Blaua II
Samolot rozpustników
Cecha pielgrzyma
Drugi list Józefiny Soliman do Franciszka I, cesarza Austrii
Sarira
Drzewo boddhi
Mój dom jest moim hotelem
Psychologia podróżna. Lectio brevis II
Ziomkowie
Psychologia podróżna. Dokończenie
Najsilniejszym mięśniem człowieka jest język
Mówić! Mówić!
Żaba i ptak
Linie, płaszczyzny i bryły
Ścięgno Achillesa
Historia Filipa Verheyena, spisana przez jego ucznia i powiernika, Willema van Horssena
Listy do amputowanej nogi
Opowieści do podróży
Trzysta kilometrów
30 000 guldenów
Kolekcja cara
Irkuck–Moskwa
Ciemna materia
Mobilność jest realnością
Bieguni
Co mówiła zakutana biegunka
Trzeci list Józefiny Soliman do Franciszka I, cesarza Austrii
Rzeczy nie stworzone ludzką ręką
Czystość krwi
Kunstkamera
La mano di Constantino
Mapowanie pustki
Inny Cook
Wieloryby. Utopić się w powietrzu
Strefa Boga
Nie bój się
Święto Zmarłych
Ruth
Recepcje dużych i eleganckich hoteli
Punkt
Przekrój jako metoda poznania
Serce Szopena
Suche preparaty
Państwo Sieci
Swastyki
Sprzedawcy imion
Drama i action
Dowody
Dziewięć
Próby stereometrii podróżnej
Nawet
Świebodzin
Kunicki. Ziemia
Symetria wysp
Torebka do wymiotowania
Sutki ziemi
Pogo
Ściana
Amfiteatr we śnie
Mapa Grecji
Kairos
Jestem
O powstawaniu gatunków
Ostateczny rozkład jazdy
Prezerwacja polimerowa, krok po kroku:
Boarding
Itinerarium
Źródła cytatów
Podziękowania
 
Copyright © by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007
 
Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK
Zespół redakcyjno-adiustacyjny: ALINA DOBOSZEWSKA, WALDEMAR POPEK, MARIA WOLAŃCZYK
Korekta: BARBARA BOROWSKA, EWA KOCHANOWICZ, TERESA PODOSKA, BARBARA WOJTANOWICZ
Redaktor techniczny: BOŻENA KORBUT
 
Projekt okładki i stron tytułowych: manufaktura | manufaktu-ar.com
Na okładce wykorzystano rycinę z Encyklopedii pod redakcją Denisa Diderota
 
Opracowanie graficzne map: MAREK PAWŁOWSKI
 
W książce wykorzystano mapy pochodzące z The Agile Rabbit Book of Historical and Curious Maps, The Pepin Press, Amsterdam 2005. Mapa na okładce: Europe (ok. 1750);
• 1: Comperative overview of importans rives (bez daty);
• 2: Details of St. Petersburg (1850);
• 3: Boufarik, Algeria (1882);
• 4: Chinese map (1984);
• 5: Parc de Monceau (1878);
• 6: Chinese map (1984);
• 7: Nova Zembla, Russia (1855);
• 8: Russian map (bd);
• 9: Plan of Jerusalem based on a manuscript from 1200 (bd);
• 10: New York, USA (bd);
• 11: The wanderings of Odysseus represented on a map reconstructed from the Odissey (1911).
 
 
ISBN 978-83-08-04981-5
 
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.
ul. Długa 1, 31-147 Kraków
tel. (+48 12) 430 00 96
e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl
Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
 
Konwersja: eLitera s.c.
 
Głowa w świecie

Studiowałam psychologię w dużym, ponurym komunistycznym mieście, mój wydział mieścił się w budynku, który w czasie wojny był siedzibą oddziału SS. Tę część miasta zbudowano na ruinach getta, łatwo można było to dostrzec, gdy się patrzyło uważnie – cała dzielnica stała jakiś metr wyżej niż reszta miasta. Metr gruzów. Nigdy nie czułam się tam dobrze; między nowymi blokami i mizernymi skwerami zawsze wiał wiatr, a mroźne powietrze wydawało się szczególnie dotkliwe, szczypało w twarz. W gruncie rzeczy nadal, mimo zabudowy, było to miejsce należące do umarłych. Budynek instytutu śni mi się do dzisiaj – jego szerokie, jakby wykute w kamieniu korytarze, wyślizgane czyimiś stopami, wytarte krawędzie schodów, wypolerowane dłońmi poręcze, ślady odciśnięte w przestrzeni. Może dlatego nawiedzały nas duchy.

Gdy puszczaliśmy szczury w labirynt, zawsze był jeden, którego zachowanie przeczyło teorii i który za nic miał nasze bystre hipotezy. Stawał na dwóch łapkach, wcale nie zainteresowany nagrodą na końcu eksperymentalnej trasy; niechętny przywilejom odruchu Pawłowa, omiatał nas wzrokiem, a potem zawracał albo bez pośpiechu oddawał się badaniu labiryntu. Szukał czegoś w bocznych korytarzach, próbował zwrócić na siebie uwagę. Piszczał zdezorientowany, a wtedy dziewczyny, wbrew regułom, wyciągały go z labiryntu i brały na ręce.

Mięśnie martwej, rozciągniętej żaby zginały się i prostowały pod dyktando elektrycznych impulsów, lecz w taki sposób, który nie został jeszcze opisany w naszych podręcznikach – dawały nam znaki, a kończyny wykonywały oczywiste gesty groźby i szyderstwa, czym przeczyły uświęconej wierze w mechaniczną niewinność odruchów fizjologicznych.

Uczono nas tutaj, że świat da się opisać, a nawet wyjaśnić za pomocą prostych odpowiedzi na inteligentne pytania. Że w swej istocie jest bezwładny i martwy, że rządzą nim dość proste prawa, które należy wyjaśnić i podać – najlepiej wykorzystując diagram. Domagano się od nas eksperymentów. Formułowania hipotez. Weryfikowania. Wprowadzano nas w tajemnice statystyki, wierząc, że za jej pomocą można doskonale opisać wszelkie prawidłowości świata – że 90 procent jest bardziej znaczące niż pięć.

Lecz dziś wiem jedno: ten, kto szuka porządku, niech unika psychologii. Niechże się zdecyduje raczej na fizjologię czy teologię, będzie miał przynajmniej solidne oparcie – albo w materii, albo w duchu; nie pośliźnie się na psychice. Psychika to bardzo niepewny obiekt badań.

Mieli rację ci, którzy mówili, że tego kierunku nie wybiera się z powodu przyszłej pracy, ciekawości czy powołania do pomocy innym, lecz z innej bardzo prostej przyczyny. Podejrzewam, że wszyscy mieliśmy jakiś głęboko ukryty defekt, choć zapewne sprawialiśmy wrażenie inteligentnych, zdrowych młodych ludzi – defekt był zamaskowany, sprawnie zakamuflowany na egzaminach wstępnych. Kłębek emocji ciasno splątany, sfilcowany jak te dziwne guzy, które znajduje się czasem w ludzkim ciele i które można zobaczyć w każdym szanującym się muzeum anatomopatologii. Ale i może nasi egzaminatorzy byli ludźmi tego samego rodzaju i w rzeczywistości wiedzieli, co robią? Bylibyśmy zatem ich dziedzicami. Kiedy na drugim roku omawialiśmy funkcjonowanie mechanizmów obronnych i odkrywaliśmy z podziwem potęgę tej części naszej psychiki – zaczynaliśmy rozumieć, że gdyby nie istniały racjonalizacja, sublimacja, wyparcie, te wszystkie sztuczki, którymi raczymy samych siebie, że gdyby można było spojrzeć na świat bez żadnej ochrony, uczciwie i odważnie – pękłyby nam serca.

Dowiedzieliśmy się na tych studiach, że jesteśmy zbudowani z obron, z tarcz i zbroi, jesteśmy miastami, których architektura sprowadza się do murów, baszt i fortyfikacji; państwami bunkrów.

Wszystkie testy, wywiady i badania przeprowadzaliśmy wzajemnie na sobie i po trzecim roku studiów potrafiłam już nazwać, co mi dolega; było to jak odkrycie własnego tajemnego imienia, którym wzywa się do inicjacji.

 

Nie zabawiłam długo w wyuczonym zawodzie. W czasie jednego z wyjazdów, kiedy utknęłam bez pieniędzy w wielkim mieście i pracowałam jako pokojówka, zaczęłam pisać książkę. Była to opowieść do podróży, do czytania w pociągu, taka, jakbym ją pisała sama dla siebie. Książka – tartinka, do połknięcia od razu, bez gryzienia.

Potrafiłam się odpowiednio skupić i skoncentrować, stawałam się na jakiś czas monstrualnym uchem do słuchania szmerów, ech i szelestów; dalekich głosów dochodzących zza jakiejś ściany.

Lecz nigdy nie stałam się prawdziwą pisarką czy – lepiej powiedzieć – pisarzem, bo w tym rodzaju słowo to brzmi poważniej. Mnie życie zawsze się wymykało. Natrafiałam tylko na jego ślady, jakieś marne wylinki. Gdy namierzałam jego pozycje, ono było już gdzie indziej. Znajdowałam tylko znaki, jak te napisy na korze parkowych drzew: „Tu byłem”. W moim pisaniu życie zamieniało się w niekompletne historie, oniryczne opowiastki, niejasne wątki, ukazywało się z daleka w niezwykłych poprzesuwanych perspektywach albo w poprzecznych przekrojach – i trudno byłoby wysnuć jakieś wnioski co do całości.

Każdy, kto kiedykolwiek próbował pisać powieści, wie, jakie to ciężkie zajęcie, to niewątpliwie jeden z najgorszych sposobów samozatrudnienia. Trzeba cały czas pozostawać w sobie, w jednoosobowej celi, w całkowitej samotności. To kontrolowana psychoza, paranoja z obsesją zaprzęgnięte do pracy, dlatego pozbawione piór, tiurniur i weneckich masek, z których je znamy, a przebrane raczej w rzeźnicze fartuchy i gumiaki, z nożem do patroszenia w ręku. Widzi się z tej pisarskiej piwnicy zaledwie nogi przechodniów, słyszy się stuk obcasów. Czasami ktoś przystanie, żeby schylić się i rzucić do wnętrza okiem, można wtedy ujrzeć ludzką twarz i zamienić nawet kilka słów. W istocie jednak umysł zajęty jest swoją grą, którą toczy sam przed sobą w naszkicowanym pospiesznie panoptikum, rozstawiając figurki na prowizorycznej scenie – autor i bohater, narratorka i czytelniczka, ten, który opisuje, i ta opisana; stopy, buty, obcasy i twarze prędzej czy później staną się częścią tej gry.

Nie żałuję, że upodobałam sobie to szczególne zajęcie – nie nadawałabym się na psychologa. Nie umiałam wyjaśniać, wywoływać z ciemni umysłów zdjęć rodzinnych. Zwierzenia innych – te często mnie nudziły, co przyznaję ze smutkiem. Mówiąc szczerze, często bywało, że wolałabym odwrócić nasze relacje i zacząć opowiadać im o sobie. Musiałam pilnować się, żeby nie złapać nagle pacjentki za rękaw i nie przerwać jej w pół słowa: „Co też pani mówi! A ja to czuję zupełnie inaczej! A mnie co się śniło! Proszę posłuchać...”. Albo: „Co pan wie o bezsenności! To ma być atak paniki? Niechże pan nie żartuje. Ten, który ja miałam ostatnio, to dopiero było...”.

Nie umiałam słuchać. Nie przestrzegałam granic, popadałam w przeniesienia. Nie wierzyłam w statystykę i weryfikowanie teorii. Postulat: jedna osobowość – jeden człowiek, wydawał mi się zawsze zbyt minimalistyczny. Miałam skłonność do zamazywania oczywistości, podawania w wątpliwość niezbitych argumentów – to był nawyk, perwersyjna joga mózgu, subtelna przyjemność doznawania wewnętrznego ruchu. Podejrzliwe oglądanie każdego sądu, smakowanie go pod językiem i w końcu spodziewane odkrycie, że żaden nie jest prawdziwy, tylko fałszywy, a jego marka sfabrykowana. Nie chciałam mieć stałych poglądów, byłyby niepotrzebnym bagażem. W dyskusjach stawałam raz po jednej, raz po drugiej stronie – i wiem, że nie lubili mnie za to moi rozmówcy. Byłam świadkiem dziwnego zjawiska, które zachodziło w mojej głowie: im więcej znajdowałam argumentów „za”, tym więcej przychodziło mi do głowy tych „przeciw”, a im bardziej przywiązywałam się do tych pierwszych, tym bardziej ponętne stawały się te drugie.

Jakże miałabym badać innych, skoro samej trudno mi było rozwiązać każdy test. Kwestionariusz osobowości, ankieta, kolumny pytań i wyskalowane odpowiedzi wydawały mi się za trudne. Szybko zauważyłam to swoje upośledzenie, dlatego na studiach, gdy badaliśmy się nawzajem w ramach praktyki, dawałam odpowiedzi przypadkowe, na chybił trafił. Wychodziły potem z tego dziwne profile – krzywe wiedzione na osi współrzędnych. „Wierzysz, że najlepszą decyzją jest ta, którą najłatwiej zmienić?” Czy wierzę? Jaką decyzję? Zmienić? Kiedy? Jak najłatwiej? „Czy wchodząc do pokoju, zajmujesz raczej miejsce centralne niż peryferyjne?” Do jakiego pokoju? I kiedy? Czy pokój jest pusty, czy pod jego ścianami stoją czerwone pluszowe kanapy? A okna – jaki jest za nimi widok? Pytanie o książkę: czy wolę ją czytać, zamiast iść na przyjęcie, czy też jest to zależne od tego, jaka to książka i jakie to przyjęcie?

Co to za metodologia! Milcząco zakłada się, że człowiek nie zna siebie, lecz gdy mu podsunąć odpowiednie sprytne pytania, sam się ów człowiek zlustruje. Sam zada sobie pytanie i sam na nie odpowie. Niebacznie zdradzi przed sobą tajemnicę, o której nic nie wie.

I drugie założenie, śmiertelnie niebezpieczne – że jesteśmy stali, a nasze reakcje są przewidywalne.

 
 

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki