Okrutne żniwa - Fran Elizabeth Grubb

Okrutne żniwa

Poruszające wspomnienia dziewczynki maltretowanej przez ojca

0,0

Małe dziewczynki mają zwykle wysokie mniemanie o swoim tatusiu. Szokiem dla Fran staje się więc pierwszy policzek wymierzony przez ojca i widok matki kopanej i katowanej niemal na śmierć. Obserwując starsze siostry, uczy się, jak przetrwać, nawet w takich chwilach, gdy nocą on kładzie się obok niej. Szybko orientuje się że ma nie rzucać się w oczy, unikać spojrzeń, milczeć, ilekroć ktoś obcy spyta, czy wszystko w porządku. Uczy się kłamać. Płakać bez łez. Modlić się bezgłośnie. Kiedy ma czternaście lat i nie ma już sił, zaczyna tęsknić za śmiercią. Okrutne żniwa to niesamowita opowieść o tym, jak to się stało, że jednak ocalała.

„Dziecięca odyseja Fran Grubb to wstrząsająco mroczna opowieść o rozpaczy. Lecz pasjonująca historia jej życia nie kończy się na tym. Każda stronica Okrutnych żniw ukazuje niezwykłą wędrówkę ku wybawieniu i odkupieniu.”.
Denalyn i Max Lucado

„Okrutne żniwa to niesamowita opowieść o przetrwaniu i przebaczeniu. Fakt, że Fran przetrwała pomimo tragicznego dzieciństwa i że pokonała te doświadczenia dzięki wierze i przebaczeniu, jest prawdziwym świadectwem mocy miłości Boga do każdego z nas. Jej historia może być inspiracją dla każdego”.
Sheila Walsh, autorka książki God Loves Broken People

„Wbrew wszystkim przeciwnościom losu Fran przetrwała swą wędrówkę przez ‘ciemną dolinę’. Z satysfakcją przeczytałam tę opowieść o wyzwoleniu. Dziękuję za przypomnienie, że Bóg może przemienić nasz płacz w taniec!”.
Gracia Burnham, była zakładniczka, autorka książki In the Presence of My Enemies

„Chciałabym przekazać wszystkim, jak przekonująca jest ta historia i jak wielu osobom może pomóc w przemianie życia – i już pomaga. Od chwili, gdy przeczytałam opowieść Fran Grubb, zdołałam już pomóc wielu kobietom, które w dzieciństwie padły ofiarami przemocy. Wszystkie one zwróciły uwagę na wiarę Fran i na to, że jej książka natchnęła je nadzieją!”.
Vicki Mason, naczelny inspektor kryzysowy w Pogotowiu Kryzysowym dla Kobiet w Poteau w Oklahomie (USA)

Fran Grubb podróżuje po Stanach Zjednoczonych, przemawiając w kościołach, w więzieniach, w schroniskach dla kobiet, w domach dziecka i w ośrodkach odwykowych dla alkoholików. Fran i jej mąż są założycielami organizacji charytatywnej Feed the Hungry Children (Nakarm głodne dzieci). Mają dwoje dzieci i pięcioro wnuków.

Dodaj komentarz


Brak komentarzy

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj

O autorce

Fran Grubb podróżuje po południowo-wschodnich stanach USA razem ze swoim mężem Wayne’em, ujmując swoim śpiewem serca słuchaczy, a także przemawiając w kościołach, na spotkaniach ewangelizacyjnych, w więzieniach, w schroniskach dla kobiet, w domach dziecka, w ośrodkach odwykowych oraz w każdym miejscu, gdzie zachodzi taka potrzeba. Fran i jej mąż są założycielami organizacji charytatywnej Feed the Hungry Children, która pomaga potrzebującym w Kenii.

Więcej informacji na stronie www.frangrubb.com.

Okrutne żniwa - Fran Elizabeth Grubb

Fran Elizabeth Grubb

tytulowa.jpg

Przekład: Aleksandra Czwojdrak

Kraków 2013

espe_logo.jpg

TYTUŁ ORYGINAŁU: Cruel Harvest: A Memoir

Copyright © 2012 by Fran Elizabeth Grubb, aka Fran Grubb

All Rights Reserved. This Licensed Work published under license.

Copyright © for Polish Edition 2013 by Wydawnictwo eSPe

REDAKTOR PROWADZĄCY I ADIUSTACJA JĘZYKOWO-STYLISTYCZNA: Małgorzata Rogalska

KOREKTA: Marta Stęplewska

REDAKCJA TECHNICZNA I PROJEKT OKŁADKI: Paweł Kremer

Konwersja do formatu EPUB/MOBI: Koobe Sp. z o.o.

koobe.png

NIHIL OBSTAT

Przełożony Wyższy Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów,

L.dz. 15/13 z dnia 6 lutego 2013 r.

O. Józef Matras SP, Prowincjał

Wydanie I | Kraków 2013

ISBN: 978-83-7482-564-1

boskieksiazki.jpg

Zamawiaj nasze książki przez internet: boskieksiążki.pl

lub bezpośrednio w wydawnictwie: tel. 12 413 19 21, e-mail handel@boskieksiazki.pl

Zainteresowanym bezpłatnie wysyłamy drukowany katalog.

W formie pliku pdf dostępny jest on również do pobrania na stronie boskieksiążki.pl.

Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków.

Spis treści

Prolog

1. Rodzina

2. Pociąg

3. Morderstwo

4. Niewinność dziecka

5. Malutka dziewczynka

6. Ucieczka

7. Aresztowanie

8. Jeszcze jeden element

9. Nowe życie

10. Pozory mylą

11. Pierwszy dzień szkoły

12. Sierociniec

13. Schronienie na czas burzy

14. Przemieniony człowiek

15. Uprowadzona

16. Próba zabójstwa

17. W ramionach aniołów

18. Znowu ucieczka

19. Decyzje

20. Kolejne stracone dziecko

21. Pułapka

22. Bobby Willoughby

23. Pająki

24. Pan Spencer

25. Sama

26. Odważyć się uciec

27. Wolność!

28. Ostatnia bitwa

29. Przebaczenie

30. Rodzinne spotkanie

Podziękowania

Słowo od autorki

O autorce

Stwórcy i Dawcy wszelkiego dobrego daru. Kocham Ciebie i wiem, że jestem Ci winna tę książkę. Oddaję Ci chwałę, cześć i uwielbienie za każde zdanie tej opowieści. To nie jest książka moja, lecz Twoja.

Wayne’owi, którego miłość, wsparcie i zachęty pomagały mi rok w rok występować w kościołach, na spotkaniach ewangelizacyjnych, w domach opieki i w więzieniach. I dzięki któremu ciągle się śmieję.

Za te wszystkie razy, kiedy zapominałam Ci podziękować za dźwiganie sprzętu, śpiewanie na głosy, czytanie Biblii i jazdę bez GPS-u, za Twe cudowne poczucie humoru nawet po trzech spotkaniach dziennie i za to, że nigdy nie tracisz nadziei. Dziękuję!

Dziękuję, że wyrzuciłeś na śmietnik wszystkie zasady dotyczące miłości, że słuchałeś swego serca i dowiodłeś, że nie ma zasad ani granic dla bezinteresownej miłości.

Wayne’owi, który ma duszę dziecka i odwagę lwa. Jak zdołam Ci pokazać, ile dla mnie znaczysz? Niech ta dedykacja będzie dobrym początkiem.

Książka Okrutne żniwo została napisana dla tych wszystkich dorosłych i dzieci, którzy zadają sobie pytanie: „Dlaczego?”. Modlę się o to, abyście na tych stronach znaleźli odpowiedź. Bóg zna Was po imieniu i wypisał sobie Wasze imię na dłoni! (Iz 49,16; J 10,3).

Prolog

Pięść strzaskała szybę w tylnych drzwiach w tej samej chwili, gdy przekręcałam klucz, żeby nie mógł wejść.

Rozgorączkowana czerwona twarz, wykręcona od nietamowanej wściekłości, patrzyła na mnie z nienawiścią poprzez górną, przeszkloną część drzwi kuchennych. Dzieliła nas teraz tylko ta tłuczona szyba.

Stałam nieruchomo jeszcze sekundę, skamieniała z szoku na widok niegodziwych, rozsierdzonych oczu. Kawałki szkła poleciały wprost na mnie, część utkwiła mi w ręce i w głowie, reszta spadła na kuchenną podłogę. Wsunął zniszczoną dłoń przez rozbite okno, chcąc otworzyć drzwi od środka. Szok prędko minął, ogarnęła mnie groza. Rzuciłam się biegiem przez dom w stronę drzwi wejściowych, jakby gonił mnie sam diabeł. Bo gonił!

Działo się to w 1963 roku w Benton Harbor w stanie Michigan. Miałam czternaście lat, a ów skromny dom był jednym z lepszych, w jakich dotąd mieszkałam. Składał się z trzech izb, rozmieszczonych w amfiladzie niczym wagony pociągu: w tyle kuchnia, pośrodku sypialnia, mały pokój dzienny z przodu. Przedzierałam się przez pogrążone w ciemności pomieszczenie najszybciej, jak mogłam, wreszcie dopadłam do drzwi frontowych. Ledwie parę minut wcześniej zamknęłam je przed nim na zasuwę. Ale w tej chwili on był już w domu, w jednym domu ze mną, słyszałam jego kroki i ochrypłe, wściekłe sapanie. Miałam dosłownie sekundy, by odsunąć zasuwę, otworzyć drzwi i wypaść na zewnątrz, jakby dom stał w ogniu.

Drzwi od frontu wychodziły na stary drewniany ganek z walącym się blaszanym daszkiem. Śnieg pokrył podwórze przed domem i sięgał już dwóch niższych stopni prowadzących na przegniły podest. Wyskoczyłam i utknęłam w półmetrowej zaspie. Mroźne powietrze przenikało przez podarte ubranie. Przypomniałam sobie, że w domu jest płaszcz – ale był tam i on. Nie miałam powrotu.

Millie ze swą córeczką Mary Anne stały przy naszym starym samochodzie na pokrytym śniegiem podwórzu. Opodal leżał sfatygowany karton wypełniony przepalonymi garnkami i patelniami. Rzuciłam je tu wcześniej, jeszcze zanim wbiegłam do pustego domu, z nadzieją, że brzęk patelni, pokrywek i garnków zaalarmuje kogoś w ten spokojny wieczór i że przybędzie ratunek.

Zbiegając z ganku, słyszałam za sobą, jak on tłucze się po domu. Mała Mary Anne zaczęła gonić za mną po podwórku. Poświata księżyca tak jasno odbijała się od śniegu, że widziałam jej wielkie ciemne oczy − błagały, bym ją ze sobą zabrała. Dziewczynka krzyknęła moje imię, gdy przemknęłam obok. Miała na sobie kurtkę, jednak śnieg sięgał jej, pięciolatce, po pas, bałam się, że się w nim zapadnie.

– Millie, łap małą – krzyknęłam.

Nie zwolniłam ani na chwilę, skręcając z dróżki biegnącej przed naszym domem i brnąc przez głębokie zaspy, by schronić się wśród drzew koło domu. Z sosen na podwórzu spadały grudy śniegu, lód wpadł mi za sukienkę, palił policzki jak ogień. Wiedziałam, że jeśli się zatrzymam, będzie boleć jeszcze gorzej – gdy on dorwie mnie w swe ręce. Nie miałam cienia wątpliwości, że mnie zabije, tak jak osiem lat wcześniej zabił moją malutką siostrę.

Mary Anne krzyknęła znowu, głośniej. Jej głosik zadźwięczał przejmująco w nocnej ciszy, rozdzierając mi serce. Wiedziałam, że zostawiam ją na pastwę losu. Mogłam liczyć tylko na to, że jej mama się nią zajmie. Nie mogłam zawrócić. Musiałam zrobić to teraz. Postanowiłam – i nie było odwrotu.

Słyszałam, jak Millie ciągnie Mary Anne do samochodu, a za mną rozlegały się kroki biegnącego tatusia. Nie odważyłam się odwrócić, ale czułam, że jest o wiele za blisko. Jeśli mnie złapie, już po mnie. Nie był potężnej postury, miał jednak krzepę, zwłaszcza gdy targała nim wściekłość.

Byłam dostatecznie młoda, by skakać przez zaspy i nie pozwolić się dopędzić. Mięśnie nóg paliły jak ogień. Gdy wreszcie dotarłam do linii drzew i wbiegłam do lasu, gałęzie sosen orały moje pokaleczone czoło i ramiona. Pozostawał za mną ledwie widoczny trop krwi, miałam jednak nadzieję, że tatuś go nie zauważy. Już pod osłoną sosen zwolniłam nieco, by złapać oddech. Dysząc ciężko, przykucnęłam i nasłuchiwałam, chcąc usłyszeć coś więcej niż własny oddech. Serce dudniło mi w uszach, nie słyszałam nic poza tym. Gdy jednak podniosłam wzrok i spojrzałam zza osłony gałęzi, spostrzegłam go. Brnął, skręcając to tu, to tam, przez wielkie zaspy. Dotarł do skraju lasu i zawahał się. Z jakiejś przyczyny nie pobiegł za mną dalej. Do dziś nie wiem, co go powstrzymało.

Stałam nieruchomo, patrząc, jak krąży niczym wygłodniały lew, a zimno przenikało mnie do szpiku kości. Musiałam zacząć się ruszać, żeby nie zamarznąć. Cichutko i bardzo ostrożnie posuwałam się powoli wzdłuż krawędzi lasu, licząc, że dojdę do głównej drogi.

Potknęłam się. Noga zahaczyła o coś ukrytego pod śniegiem – i przewróciłam się o leżące na ziemi wielkie, stare spróchniałe drzewo. Rozdarłam przód sukienki, a drzazgi z połamanego pnia powbijały mi się w kolana. W moich uszach upadek ten brzmiał niczym odgłos lawiny sunącej po zboczu góry. Byłam pewna, że usłyszał, zamarłam. Przylgnęłam gołą skórą do lodu i kory leżącego drzewa. Słuchałam – a to, co usłyszałam, zmroziło mnie bardziej niż lód.

– Wyłaź, ale już, bo zatłukę! – ryknął.

Nie przestawał chodzić w tę i z powrotem.

– Frances! Idę tam i znajdę cię! Słyszałaś?!

Położyłam dłoń na ustach, żeby stłumić odgłos oddychania. Cała dygotałam. Wiedziałam, że zrobi to, co zapowiedział.

Przez sosnowe gałęzie, w księżycowej poświacie zalewającej boczną część podwórza, zobaczyłam, że przystanął. Bezwładnie zwiesił ręce po bokach. Mogłabym przysiąc, że patrzy wprost na mnie. Zacisnęłam szczęki, żeby nie dzwonić zębami.

Krzyknął ponownie, lecz tym razem zmienił ton.

– Wyjdźże wreszcie, Frances – mówił, jak mówi się do dziecka, może tylko nieco nazbyt słodko. – Nic ci się nie stanie. No chodź.

Słysząc ten ton jego głosu, nagle poczułam ból. Groziło mi zamarznięcie. Łydka przywarła do zimnego drzewa, a serce nie przestawało walić jak młot.

Ów ton coś mi przypomniał. On już kiedyś składał obietnice. Pomyślałam o Mary Anne. Tak bardzo się zmieniła, odkąd jej matka wyszła za niego. Gdy ją poznałam, była wesołym, roześmianym dzieckiem, skorym do zabawy. Teraz ledwie mówiła. Zostawiałam ją, skazując być może na okropności, jakich sama doświadczyłam. Zdawałam sobie z tego sprawę i ta świadomość była straszna. Jednak decyzja zapadła i ton jego głosu nie mógł już nic zmienić. Wiedziałam, że jeśli zawrócę, pożałuję.

Gdy tak patrzyłam szeroko otwartymi oczami, do których napływały zamarzające łzy, on ruszył w stronę lasu. Coś go jednak powstrzymywało. Słaniając się jak rozjuszone zwierzę, znów zaczął chodzić tam i nazad. Widziałam jego naprężone ciało i dłonie zaciśnięte w twarde, chcące zadać ból pięści. Nagle runęła na mnie fala wspomnień i rozniosła zwątpienie w pył.

Usłyszałam głos Millie:

– Chodź, zostaw ją tam. Trzeba jechać, zanim nas ktoś usłyszy!

Nie przestając krzyczeć, rozpiął pas, wyciągnął go ze szlufek i trzasnął w zmrożone gałęzie drzew.

– Zatłukę! Znajdę cię tak jak ostatnio! Ale teraz już zatłukę, jak mi Bóg miły! Nie wywiniesz się!

To nie była czcza pogróżka. Mogłam sobie marzyć, że nadejdzie pomoc, ale nadaremnie. Byłam dzieckiem bezdomnym, samotnym jak palec. Gdybym znikła, nikt by tego nawet nie spostrzegł. Reszta moich bliskich już pouciekała, zostałam jako ostatnia poddana władzy tatusia. Musiałam się z niej wyzwolić, nawet gdybym miała przepłacić to życiem.


Pełna wersja książki do kupienia w księgarni internetowej koobe.pl

Podziękowania

Chciałabym wyrazić uznanie i podziękować Brianowi Hamptonowi oraz tym wszystkim w wydawnictwie Thomas Nelson, których talenty, cierpliwość i mądrość ukształtowały Okrutne żniwo w taką książkę, o jaką się modliliśmy. Kreatywność i sprawność redaktorska Kristen Parrish i Janene MacIvor są nieocenione! Wasze talenty mnie oszołomiły.

Pragnę podziękować Joelowi Millerowi, którego wiara i wnikliwość sprawiły, że książka ta mogła się ukazać. Jestem pewna, że to Bóg działał przez Joela Millera, aby Okrutne żniwo mogło ujrzeć światło dzienne.

Lori Lynch, Julie Faires, Jennifer McNeil, Chad Cannon, Katherine Rowley, Brenda Smotherman, Kristi Henson, Debbie King, April Dupree, Lisa Schmidt oraz wiele innych osób pracujących bez rozgłosu w wydawnictwie Thomas Nelson zasługują na medal! Wasza uprzejmość i cierpliwość wydają się niewyczerpane. Dziękuję wam!

Chcę podziękować wszystkim, którzy modlili się za mnie przez lata przygotowywania tej książki. Wiecie, że piszę teraz właśnie o was. Jestem głęboko wdzięczna za wasze wsparcie i wiarę.

Chciałabym również wyrazić uznanie Agencji Helen Reese.

Szczególnie pragnę podziękować Wayne’owi Grubbowi, mojemu mężowi i przyjacielowi, który trzymał mnie za rękę i wiernie modlił się razem ze mną, nie zwątpiwszy ani razu przez siedem lat pisania i przerabiania od nowa każdej stronicy. Twój wkład, mężu, jest bezcenny.

Przede wszystkim jednak chcę podziękować Jezusowi Chrystusowi za to, że pozwolił mi siebie poznać i znaleźć odpowiednie miejsce – miejsce, które sam wybrał – do wydania Okrutnego żniwa. Dziękuję Ci, Panie!

Słowo od autorki

Wayne i ja bardzo pragnęliśmy odnaleźć Mary Anne, niestety nie udało nam się ustalić panieńskiego nazwiska Millie ani też tego, czy Mary Anne miała nazwisko po niej, czy po swoim biologicznym ojcu. Nie zdołaliśmy więc odszukać ani Millie, ani jej córeczki.

Wayne przeszukiwał Internet, chcąc znaleźć cokolwiek na temat mojej mamy, i dowiedział się, że zmarła kilka lat po moim tacie. Mama została pochowana w Spartanburgu w Południowej Karolinie w grobowcu swojej siostry.

Pan Spencer, Jackie i ja nadal pozostajemy przyjaciółmi.