Bajeczki na minutkę. Vol. 2 -  O-press

Bajeczki na minutkę. Vol. 2

0,0

  • Autor:

  • Wydawnictwo:

    Artemis

  • ISBN:978-83-7772-018-9
  • Format:EPUB + MOBI

Druga część z serii krótkich bajeczek dla dzieci z kolorowymi ilustracjami. Znajdziesz tu dziewięć bajek, które idealnie nadają się do usypiania jak również do czytania dzieciom podczas podróży.

Dodaj komentarz


Zofia gadomska wraz z wydawnictwem O-Press po raz drugi oddaje nam w ręce zbiór opowiadań z serii "Bajeczki na minutkę". Po raz kolejny możemy być pewni, że nasze dzieci nie będa się przy nich nudzić. Barwne i niezwykle piękne ilustracje urozmaicą każda opowieść i będą bardzo miłym akcentem przed snem. Idealne dla dzieci lubiących czytanie na dobranoc, jak również dla tych, które szybko się nudzą. Opowiadania sa krótkie, więc nie sposób się przy nich nudzić. Polecam

  Pobierz fragment (ePub)   lub czytaj
1 strona copy.JPG
2 strona copy.JPG

Pieczęć króla
Prosiaka Wielkiego

Prosiaczki znają chyba wszyscy. Nikt jednak nie wie o tym, że mają one swoją pieczęć, którą dostali w spadku po królu Prosiaku Wielkim. Dawno temu w królewskiej zagrodzie mieszkało stado prosiąt. Wszystkie prosięta miały wtedy spiczaste noski.Pewnego dnia do zagrody zbliżał się wilk. Na widok wroga jeden z prosiaczków tak głośno zaczął kwiczeć, że zbudził cały królewski dwór.

prosiaczek.jpg

Dzięki temu uratował wszystkich mieszkańców zagrody. Gdy król dowiedział się o bohaterskim czynie prosiaka, postanowił wręczyć mu pieczęć. Miała ona okrągły kształt, a pośrodku dwie dziurki. To wyróżnienie sprawiło, że prosięta obrały zucha na swego króla, bo przecież tylko król posiadał wtedy prawdziwą pieczęć. Mianowano go królem Prosiakiem Wielkim. Rządził on w swoim królestwie sprawiedliwie, przekazując okrągłą pieczęć z dziurkami następnym pokoleniom. Po wielu latach królewska pieczęć zaginęła. Pewna czarodziejka, widząc rozpacz prosiąt, postanowiła dać każdemu prosiaczkowi pamiątkę po królewskiej pieczęci – ryjek zamiast nosa. Do dziś te tłuściutkie i różowiutkie stworzenia mają ryjki z dziurkami, czyli okrągłe pieczęcie, którymi czasem stemplują nogi swoich właścicieli.

tlo3.jpg

Urodzinowy bal

Dziś w parku miał odbyć się bal z okazji setnych urodzin przyjaciela zwierząt, Bartka, który jest dębem. Goście zebrali się pod wieczór. Na niebie nie było księżyca i było bardzo ciemno. Wszyscy wchodzili na siebie albo stąpali sobie po stopach, niechcący oczywiście.

bal.jpg

– Bal nie będzie udany – zmartwił się wróbelek, który wolał usiąść na gałęzi, żeby w tej ciemności w coś nie uderzyć.

– Musimy coś wymyślić – denerwował się kos, pocierając obolały od uderzenia w coś dziób.

– Mam pomysł – zahuczała sowa, która chyba jako jedyna doskonale widziała w nocy i zaraz poleciała do pobliskiego lasu. Po chwili z daleka widać było zbliżające się kolorowe światełka. To były świetliki, po które sowa poleciała. Założyły sobie kolorowe ubranka i ich światełka były bardzo wesołe. Świetliki usiadły wokół gospodarza i zebranych gości. Bal mógł się odbyć, ale najpierw goście zaśpiewali swemu przyjacielowi znane wszystkim „Sto lat”, a potem bawili się wesoło do samego rana.

tlo3.jpg

Pojazd czarownicy

Mała czarownica Zuzia zauważyła, że jej miotła coraz wolniej lata.

– Muszę iść do warsztatu bobra Ząbka. On zna się na wszystkim, na pewno naprawi mój pojazd – zdecydowała, po czym chwyciła miotłę pod pachę i poszła do sąsiada.

pojazd czar.jpg

Kiedy bóbr obejrzał miotłę stwierdził: – Twoja miotła jest już za stara na podróżowanie. Należy jej się odpoczynek. Powinna teraz tylko zamiatać, a o jeździe na niej powinnaś zapomnieć, droga Zuziu.

– To na czym ja teraz będę latać? – zmartwiła się Zuzia – Czarownica bez miotły? Przecież wszyscy mnie wyśmieją!

– Mam pomysł! – wyskoczył zza samochodu mały borsuk Punio, pomocnik bobra. – Jaki masz pomysł? – zaciekawił się bóbr, a Punio pobiegł na zaplecze i wrócił z odkurzaczem. – Oto najnowszy model pojazdu dla czarownic! Dostosowałem go do latania. To nowoczesny sprzęt! – i zaprezentował jego działanie.

– Genialnie! Trzeba iść z duchem czasu, dziękuję – uśmiechnęła się Zuzia i wsiadła na swój nowy pojazd. – Moją miotłę możecie sobie zatrzymać – powiedziała, odpaliła swój odkurzacz i poleciała nad las, żeby wszyscy mogli zobaczyć, jak to ona idzie, a właściwie leci z duchem czasu.

tlo3.jpg

Spadające gwiazdy

Kiedy zbliża się noc, Księżyc zapala gwiazdy na niebie. Mienią się one potem odbitym od Księżyca światłem, mrugając radośnie. Wieczorem Księżyc jak zwykle rozpoczął swoją pracę. W pewnym momencie mała gwiazdka zapytała:

gwiazdy.jpg

– Panie Księżycu, czy mogłabym spaść na Ziemię, żeby pobawić się z dziećmi? Zawsze o tym marzyłam. Księżyc spojrzał na podopieczną, pogładził się po policzku i rzekł:

– Moja maleńka, o tej porze dzieci śpią i nie powinno się im przeszkadzać. Nagle pojawiła się Królowa Nocy. Ucieszyła się, że jej przyjaciel czuwa nad spokojnym snem dzieci, ale chciałaby też, aby gwiazdki nie były smutne. Zaproponowała:

– Gdy jakieś dziecko wypowie marzenie, jedna gwiazdka mogłaby wtedy spaść na Ziemię. Byłby to znak, że marzenie zostało wysłuchane. Księżyc znów pogładził się po policzku i uśmiechnął. – To niezły pomysł! – przyznał – Na pewno wszystkich ucieszy. Rzeczywiście, gwiazdki bardzo się ucieszyły z propozycji Królowej Nocy. Każda z nich spadała na Ziemię, dając znak, że marzenie zostało przyjęte. Potem wskakiwała do snu dziecka, sprawiając, że ono przez sen serdecznie się uśmiechało.

chmurka.jpg

Mały strażnik

W lesie rósł potężny dąb Bartek. Pamiętał on czasy, gdy był jeszcze małym Bartusiem. Chętnie opowiadał zwierzętom różne historie ze swojego ponad stuletniego życia. Gdy odwiedził Bartka strażnik lasu, dąb zaczął opowiadać:

STRAZNIK.jpg

– Dawno temu przejeżdżał tędy królewski powóz. Siedziała w nim mała Domicela. Ujrzała na moich gałęziach żołędzie i zapragnęła je mieć. Nie był to jednak czas zrzucania owoców. Gdy królewna nie znalazła na ziemi ani jednego żołędzia, posmutniła. Podeszła wtedy do mojego pnia, objęła go i szepnęła: „Drzewko kochane, daj mi, proszę, kilka owoców. Chciałabym zrobić z nich leśne postacie.” – I cóż miałem począć, kiedy ona tak ładnie prosiła? Potrząsnąłem gałęziami, a żołędzie pac! pac! pac! spadały pod jej nóżki. Mała królewna odjechała, a następnego dnia przywiozła mi to – powiedział dąb, wyjmując ze swej dziupli żołędziowego strażnika.

– To przecież ja! – zauważył strażnik lasu.

– Tak, to twoja podobizna. Dzięki Domiceli strzeżesz lasu od wielu lat – odparł dąb.

– I dalej tak będzie – zapewnił strażnik, a zwierzęta, chcąc podziękować opiekunowi za wieloletnią służbę, zaczęły bić brawo, bo dzięki niemu były w lesie bezpieczne.

tlo3.jpg

Pychotka

Wiewiórka Kitka postanowiła zrobić zapasy na zimę. Zbierała orzechy, jeżyny i grzyby, które potem układała w swojej spiżarni. Pewnego dnia do domku Kitki ktoś zapukał. To był skrzat Leon, znany i bardzo ceniony w całym lesie kucharz.

pychotka.jpg

– Słyszałem, że robisz zapasy na zimę. Chciałbym ci w tym pomóc – zaproponował. Kitka bardzo się ucieszyła z pomysłu skrzata. Zaprosiła gościa do domu. Wypili razem herbatkę, a potem poszli do kuchni, by szykować grzyby w marynacie według przepisu Leona, jeżynowe konfitury i orzechowe masło, także według przepisu Leona.

– Dziękuję – Kitka była wdzięczna skrzatowi za pomoc.

– A teraz zapraszam na orzechowe ciasteczka i jagodowy sok, tym razem według mojego przepisu – zachęcała.

– Chętnie, takich pyszności jeszcze nie jadłem – stwierdził Leon, bo rzeczywiście nie znał przepisu na jagodowy sok, a tym bardziej na orzechowe ciasteczka.

– Pychotka! – zawołał skrzat, gładząc się po brzuszku, a to był dla wiewiórki największy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszała. Leon był przecież prawdziwym, zawodowym kucharzem.

tlo4.jpg

Rozerwany frak

Kiedyś pan Jaskółka zaczepił frakiem podczas lotu o gałązkę wiśni. Frak się rozerwał.

– Nie jestem już taki elegancki jak wcześniej – wzdychał zmartwiony. – Nie użalaj się nad sobą – zganił go Rak. – Wstydziłbyś się, mężczyzna i tak łatwo się poddaje. – Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia – tłumaczył ptak, pokazując rozdarty dół swojego eleganckiego niegdyś fraka.

frak.jpg

– Phi, taki problem to nie problem – uśmiechnął się Rak. – Zapamiętaj, przyjacielu, z każdej sytuacji są co najmniej dwie drogi wyjścia, tylko trzeba je umieć znaleźć.

– Jaka jest druga droga w moim przypadku? Chyba nie nowy frak? – zapytał pan Jaskółka.

– A dlaczego nie? Zajmę się tym – obiecał Rak i poszedł z ptakiem do swego domu. Tam rozłożył na stole piękne czarne płótno. – Jakie ono jest delikatne! – zachwycał się pan Jaskółka.

– Dostałem je od Królowej Nocy. Szyłem jej kiedyś suknię – uśmiechnął się Rak i zabrał się do mierzenia gościa, potem krojenia tkaniny i szycia. Wkrótce frak był gotowy.

– Pasuje jak ulał! – zawołał pan Jaskółka, mierząc nowy strój.

– Nie mogło być inaczej – odparł Rak, a potem często oglądał lot pana Jaskółki w pięknym fraku z tkaniny od Królowej Nocy.

tlo3.jpg

Niezwykły sok

W dalekim lesie mieszkała królewna Poziomka. Przyjaźniła się ona z królewiczem Jagódką, młodzieńcem z sąsiedniego lasku. Pewnego dnia, podczas spaceru po okolicy, oboje postanowili zrobić niespodziankę swoim leśnym przyjaciołom. Rozesłali zaproszenia na degustację nowego soku jagodowo-poziomkowego, a sami, razem ze swoimi jagodowymi i poziomkowymi elfami, zabrali się za przygotowanie nowego przepisu. Wszyscy zgodnie uwijali się w wielkiej pałacowej kuchni i próbowali smak powstającego soku.

sok.jpg

– Nie, czegoś tu jeszcze brakuje – stwierdziła królewna Poziomka.

– Wiem! – zawołał królewicz Jagódka – Dodamy odrobinę porannej rosy i krztynę leśnego wietrzyka! Wtedy na pewno ten sok będzie jedyny w swoim rodzaju. Elfy uznały, że królewicz miał świetny pomysł. Przygotowały sok tak, jak zaproponował i już niedługo przysmak był gotowy.

– Wspaniały! Wyśmienity! Wyborny! – mówili goście, którzy przybyli wieczorem na degustację, a potem wszyscy poprosili o przepis na niezwykły sok, który nazwali leśną niespodzianką. Od tej pory w każdym domu pachniało jagodami, poziomkami i leśnym wietrzykiem.

tlo3.jpg

Muzyka świerszcza

Biedronka Kropeczka często spacerowała po łące i wsłuchiwała się w koncerty dawane przez świerszcze. Piękna to była muzyka i zawsze Kropeczkę wprawiała w dobry nastrój.

swierszcz.jpg

– Skoro muzyka tak działa na mnie, to może podziała tak samo na moje nieznośne siostrzyczki-bliźniaczki – pomyślała Kropeczka. Biedronka zaprosiła do domu jednego ze świerszczy. Wieczorem, kiedy bliźniaczki kładły się spać, jak zwykle rozrabiały. Wtedy świerszcz zaczął grać swoje piękne melodie.

– Te kołysanki są tylko dla was – powiedziała Kropeczka, a siostrzyczki zaczęły słuchać pięknych dźwięków skrzypiec świerszcza i już po chwili zasnęły z uśmiechem na ustach. Od tej pory świerszcz zamieszkał z biedronkami, a razem z nim zamieszkała jego muzyka, której wszyscy domownicy bardzo lubili słuchać.

tlo4.jpg

Text copyright © 2011

Wydawca:

O-press sp. z o.o.

Wszystkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

www.o-pressbook.eu